Dodaj do ulubionych

tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś leki?

10.11.06, 16:59
Hej,
zastanawiam się nad tym czy nie rozpocząć leczenia u siebie nerwicy, która
objawiła się przy chorobie tarczycy. Bylam u neurologa i przepisał mi leki
antydepresyjne, ale trochę boję się je zacząć przyjmować. Co prawda czasami
napada mnie taki stan nerwico-lękowy (słabnę i boję się że zemdelję), że
zastanawiam się czy nie rozpocząć leczenia, ale nie wiem czy przy zapaleniu
tarczycy - nadczynności jest to wskazane. Mój endo zapisał mi na stany lękowe
hydroxyzinum, bo na propranolol mam za niskie ciśnienie. A Wy jakie macie
zdanie i doświadczenia w tym temacie?
Pozdro
Elena
Obserwuj wątek
    • estepka Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 10.11.06, 17:42
      Witaj Elena!
      Nie mam doświadczenia, jeśli chodzi o tarczycę, bo wszystkiego uczę się właśnie
      z forum i tylko dzięki forum wiem, że mam hashi.
      Prawdopodobnie przez źle leczoną tarczycę dostałam nerwicy, teraz jestem w
      bardzo kiepskiej formie psychicznej i pewnie też będę musiała brać antydepresanty.
      Na razie biorę propranolol i mimo, że wcześniej byłam niskociśnieniowcem
      (np.ciśnienie 90/60) odkąd mam nerwicę ciśnienie mam wyższe i po propranololu
      czuję się normalnie. Przyjmuję również Xanax, ale lekarz zaznaczył, że tylko na
      krótko. Ponieważ nie czuję poprawy pewnie dojdą leki na depresje.
      Jeśli możesz wytrzymać bez leków to próbuj, ja zwlekałam ok.półtora miesiąca
      mając nadzieję, że to minie, ale moja nerwica tylko się pogłębiła. Ostatnio o
      mało nie zemdlałam w pracy, dostałam silnych zawrotów głowy i tak się
      przestraszyłam, że poszłam na zwolnienie i odpoczywam.
      Absolutnie Cię do niczego nie namawiam, opisuję tylko swoje doświadczenia i
      życzę spokoju bez prochów. Spróbuj najpierw ziołowe tabletki na uspokojenie,
      może one Ci pomogą.
      Pozdrawiam – E.
    • piotrek2810waw Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 10.11.06, 17:50
      Nie jestem zwolennikiem trucia sie lekami przy nerwicy. Nerwica nie jest
      wynikiem hashi prawdopodobnie jest na odwrót. Ale co do tych lekow jedna z endo.
      powiedziała mojej matce że od tego mozna dostac jeszcze wiekszych odlotow. Co za
      leczenie zapisać garśc specyfików i ma się swiety spokój...
      Pzdr
      • halmoc Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 10:01
        Na początku tego roku, gdy miałam fatalne samopoczucie, a jeszcze nie
        wiedziałam o swojej chorobie, to lekarze leczyli mnie Xanaxem i Luxetą na
        depresję. W miarę rozpoznawania przypadlości tarczycowej (a trwało to ponad pół
        roku), zaczęłam brać Eutyrox - samopoczucie sie poprawiało. Te leki , o których
        wspominam wyżej brałam do maja. Muszę jednak też wspomnieć, że także
        korzystałam z pomocy psychologa. Uczestniczyłam w rozsądnej terapii. Trudno mi
        teraz powiedzieć, co zadziałało. Ale na dzisiaj, pomimo różnych nastrojów, śpię
        spokojnie, nie mam wcześniejszych obaw, lęków. Jestem ogólnie spokojniejsza.
        Z pewnoścą bardzo ważne jest dopasowanie odpwiedniej dawki leku (oczywiśie
        wcześniej dobra diagnoza), ale też doświadczyłam swoistej poprawy po tej
        terapii. Oczywiste jest, jak ważne dla funkcjonowania ma nasze zdrowie
        psychiczne. Piszę o tym, by podzielić się swoim doświadczeniami, które mogą też
        pomóc innym
        • estepka Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 12:50
          Halmoc jak długo brałaś Xanax? Napisałaś, że do maja czy to znaczy, że ok.5
          miesięcy? Czy nie miałaś problemów z odstawieniem? Ja mimo brania leków wciąż
          mam różne lęki, teraz sama widzę, że nawet wpadam w paranoję. Też biorę Eutyrox
          (po przerwie od połowy sierpnia), moje wyniki niby coraz lepsze, a samopoczucie
          coraz gorsze. Mam zawroty głowy, wciąż się boję, że coś mi jest tylko lekarz się
          nie poznał. Może powinnam zacząć brać leki na depresję? Też się boję.sad Skutków
          ubocznych, uzależnienia... Czuję, że moja psychika w ciągu ostatnich dwóch
          miesięcy rozpadła się na kawałeczki.
          • elena242 Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 13:53
            Mi neurolog przepisał lek o nazwie Asentra, podobno z nowej generacji, nie
            uzależniający. Leku jeszcze nie zaczęłam przyjmować, ale coraz bardziej się
            skłaniam ku temu. Ja podobnie, wyniki mam niby dobre, a samopoczucie takie sobie
            no i te stany lękowe, że zaraz zemdleję. Z tego co mi lekarz mówiła ten lek jest
            dobry właśnie na stany depresyjno-lękowe, oraz zaburzenia kompulsyjne.
            Psychika jest ściśle połączona z tarczycą i zastanawiam się czy jednocześnie
            lecząc tarczycę nie trzeba leczyć psychiki
            • kusia4 Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 16:13
              do elena

              Napisalas ze psychika jest scisle polaczona z tarczyca. czy masz jakies
              konkretne informacje na ten temat?
              czy nerwica moze sie nasilic z powodu spadku hormonow tarczycy/??
              • marianna76 Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 16:33
                Witajcie.
                Mam spore doświadczenie związane z leczeniem nerwicy. U mnie przygoda z tą
                paskudną chorobą rozpoczęła się od wzięcia jednej jedynej tabletki asentry,
                którą psychiatra-idiotka przepisała mi na poprawę nastroju. Poszłam do niej i
                powiedzialam, że ostatnio jestem przygnębiona i że mnie to wkurza, a że
                koleżance pomogła asentra, to ja też bym chciała. Wiem, że nie świadczy to o
                mnie najlepiej, ale wtedy moje pojęcie o lekach na depresje było zerowe!!!!
                Myślałam, że to takie tabletki szczęścia, które poprawiają samopoczucie i ma się
                po nich dobry humor. Na miejscu tej lekarki pogoniłabym siebie na cztery wiatry,
                a ona zgodziła się dać mi lek. Nieświadoma tego, co może się stać przyjęłam
                tabletkę i po dwóch godzinach zaczęły dziać się ze mną straszne rzeczy.
                Pozwólcie, że daruję sobie szczegóły, ale ten dzień zmienił moje życie.
                Prawdopodobnie nerwica gdzieś sobie we mnie drzemała, albo po prostu mam
                osobowość, która jest podatna na tego typu stany, ale wtedy właśnie zaczęły się
                obawy o zdrowie, bóle serca, tachykardia. Mam za sobą tysiąc pielgrzymek po
                lekarzach, badania, rozmowy, tłumaczenia, że nic złego się nie dzieje.
                Moja endo twierdzi, że po ustawieniu hormonów na najlepszym dla mnie poziomie
                objawy powinny być dużo słabsze, albo w ogóle zaniknąć. Nie ma znaczenia czy mam
                TSH 1 czy 3, ciągle mam lęki, wybudzam się w nocy i boję się, że coś złego może
                mi się stać. Rozmawiałam o tym z wieloma endo, bo oczywiście jednemu nie
                wierzyłam. Wszyscy zgodnie twierdzą, że moje objawy nie mają nic wspólnego z
                tarczycą, że po prostu mam nerwicę i powinnam ją leczyć niezależnie od tarczycy.
                Na szczęście trafiłam na psychoterapię. I uważam, że jest to najskuteczniejsza i
                jedyna rozsądna metoda leczenia nerwicy. Leki pozwolą przetrwać najtrudniejsze
                chwile, ale tylko psychoterapia pomoże usunąć przyczynę choroby. Niedawno
                odkryłam melisę w tabletkach. Uważam, że świetnie działa - wycisza, ale nie
                ogłupia. W tej chwili jest to jedyny lek jaki stosuję, gdy czuję, że jestem
                niespokojna i może przyjść atak lęku. Piję też ziołową mieszankę Nervinum.
                Zastnawiam się, czy nie byłoby warto sprówać kropli Bacha.
                Wierzę, że kiedyś wyjdę z tego świństwa i znowu będę mogła podróżować sama i
                cieszyć się życiem jak kiedyś.
                Zastanawia mnie fakt, jak wiele osób z hashimoto ma problemy nerwicowe. Wiem, że
                to nie jest przypadek, ale lekarze nie pozwolili mi na uogólnienie, że hashi
                generuje nerwicę, albo odwrotnie. Są to dwie choroby, które można mieć
                niezależnie od siebie. W naszym przypadku zwiększona wrażliwość może wynikać z
                niewyregulowanych hormonów, ale gdy są one na prawidłowym poziomie, to nie można
                już dolegliwości zwalić na tarczycę.
                Pozdrawiam Was ciepło i życzę dużo dobrego samopoczucia! smile
                Ale się rozpisałam, no no smile)
              • elena242 Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 17:37
                Kusia,
                to co piszę są to jedynie moje spostrzeżenia czy też opinie które gdzieś
                przeczytałam, bo usilnie starałam się znaleźć odpowiedź że to co się ze mnę
                dzieje jest winą źle funkcjonującej tarczycy. Tym bardziej że stało się to jakby
                równocześnie: lęki, złe samopoczucie i tarczyca. Zastanawiające jest też to że
                dyskutujemy o tym na forum dotyczącym hashimoto, więc jest to problem który musi
                wiązać w jakiś sposób z tą przypadłością. Dla mnie walka z moją psychiką jest
                trochę jak walka z wiatrakami (tymbardziej że wiem że wyniki mam niezłe a lęki
                są - więc coś jest nie tak) i dlatego coraz częściej zastanawiam się nad jakimś
                lekiem, może i to łatwizna ale człowiek czasami ma już dosyć i chce normalnie
                funkcjonować. Psychoterapia jest podobno najlepsza, ale trzeba mieć na to trochę
                pieniędzy w portfelu. Myślałam u uprawianiu jakiegoś sportu, ale czuję się
                jeszcze trochę za słaba.
                Pozdro. Ele
          • halmoc Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 16:28
            Zażyłam dokładnie trzy opakowania XANAXU R, w tym ostatnie o zmniejszonej
            dawce. 2 opakowania o 100 mg i 1 opakowanie po 20 mg. Póżniej, wierz mi , nie
            miałam żadnej potrzeby. Fakt, że zbiegło się to też z nadejściem wiosny,
            ciepłego lata (bo bardzo podatna jestem na zmiany pogody). NIewątpliwie dużo
            zawdzięczam podjętej terapii.
            • estepka Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 16:54
              Halmoc i marianna to ważne co napisałyście. Obie polecacie psychoterapie, ja też
              o tym myślę, tylko jak znaleźć dobrego psychoterapeutę???
              Jesień na pewno pogłębia mój podły nastrój. Jestem o krok od wzięcia leków
              antydepresyjnych, a mam identycznie jak opisała marianna; bóle serca,
              tachykardię, zawroty głowy, kłopoty ze snem, brak sił i wciąż lęk, że zemdleję,
              że coś mi się stanie. TSH z 10 spadło mi na 2, czyli już prawie dobrze, a wciąż
              biorę leki nasercowe i Xanax, bo kardiolog stwierdził, że mam nerwicę serca i
              muszę brać.
              Na pewno tarczyca ma ścisły związek z psychiką, tylko poradźcie jak wyleczyć tę
              psychikę? Endo sugerowała mi jogę, ale w mojej miejscowości nie żadnej szkoły,
              czy ktoś uczył się jogi z książek?
              • marianna76 Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 18:10
                Na moją psychoterapię nie wydałam ani zlotówki, bo inaczej nie byłoby na nią stać.
                Chodzę w ramach NFZ i mam naprawdę fachową pomoc.
                W każdym mieście możecie znaleźć poradnie zdrowia psychicznego, gdzie uzyskacie
                pomoc. Każdemu, kto tego potrzebuje należy się bezpłatna psychoterapia!
                Estepko, jeśli Twoje TSH tak ładnie spadło, to faktycznie nie ma co szukać w tej
                chwili przyczyn złego samopoczucia w tarczycy. Myślę, że tarczyca zaostrzyła
                dolegliwości nerwicowe, wyrobiłaś w sobie nawyk reagowania lękiem i działa to na
                zasadzie automatyzmu. Poza tym lęk przed lękiem to jest coś, co doprowadza do
                błędnego koła. W tej chwili skoncentruj sie na odnalezieniu rownowagi i
                pozegnaniu tego paskudnego lęku. Joga pomoze, ale pod warunkiem, ze jest
                prowadzona przez dobrego i doswiadczonego nauczyciela.
                Pozdrawiam cieplo!
                • estepka Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 19:16
                  Dzięki marianno za podpowiedź. Jakoś nawet nie pomyślałam, że może być
                  psychoterapia w ramach NFZ. Endo też upewnia mnie, że z tarczycą jest lepiej, że
                  muszę sama walczyć ze swą psychiką, bo sama się nakręcam. Ja to wszystko wiem. W
                  teorii. Gorzej z praktyką. Zdaję sobie sprawę, że tkwię w błędnym kole, ale nie
                  daję rady z niego wyjść. Joga więc odpada, bo w moim mieście nie ma nauczyciela,
                  już szukałam. Pójdę do poradni i spróbuję dostać na psychoterapię. Mam już dość
                  leków, samo ich branie mnie dołuje. Jeszcze raz dzięki za rady.
                  Pozdrawiam - E.
                  • marianna76 Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 20:01
                    Estepko, nie ma na co czekać! Szkoda życia, żeby się tak męczyć. Widzisz, nawet
                    Twój endo mówi, że to sprawa psychiki, a nie tarczycy. Czyli potwierdził to, co
                    usłyszałam od kilku endo w moim mieście. Wszyscy nie mogą się przecież mylić.
                    Od jak dawna męczą Cię problemy nerwicowe??
                    Biegnij do poradni i szukaj psychologa!! Powodzenia!!!!
                    • estepka Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 20:13
                      Marianno moje problemy z nerwami zaczęły się we wrześniu, myślałam, że to serce,
                      ale porobiłam badania i wyszły ok, teraz chodzę do kardiologa i on stwierdził,
                      że to nerwica serca.
                      Dlatego muszę brać Proppranolol i Xanax na wyciszenie. Xanax niedługo mam
                      odstawić, w przyszłym tyg.ide na wizytę.
                      Na prywatną psychoterapię nie mogę sobie pozwolić ze względów finansowych.
                      Na pewno poszukam psychologa w poradni. Psychologa czy psychiatrę???
                      • halmoc Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 21:08
                        Myślę, że psychiatra też - by odpowiednio może ustalił dawkę leków. Dobrego
                        psychologa można jak najbardziej znaleźć w ramach NFZ. Myślę, że kaźdy z nas
                        potrafi w rozmowie "wyczuć", czy znalazł odpowiedniego dla siebie psychologa.
                        Bo to ważne, czy osoba, której mamy powierzyć niejako siebie jest "odpowiednia"
                        dla naszego indywidualnego problemu.
                        Jedyny problem, jaki może się pojawić w kontakcie z psychologiem, to kończący
                        sie rok i limity w NFZ. Trzeba więc się pośpieszyć.
                        • halmoc Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 22:10
                          Raz jeszcze zabiorę głos. Chcę podkreslić, że abolutnie nie czuję się
                          kompetenta do udzielania jakichkolwiek porad. Ale też wiem z własnego
                          doświadczenia, że gdybym wcześniej miała dobrze rozpoznaną chorobę, to być może
                          dzisiaj nie borykałabym się z moim wsólisniejącym problemem wyłysienia,
                          może... W każdym bądź razie trzy lata za sobą dziwnych zachowań, "męczenia"
                          swoich bliskich. A można było tego, jak sądzę, uniknąć.
                          Analizując wiele wypowiedzi na tym forum od niespełna dwóch miesięcy wiem o
                          wiele więcej, aniżeli potrafili przekazać mi specjaliści.
                          Przed chwilą zajrzałam do poradnika o chorobach tarczycy. Tam wyczytałam
                          bardzo - wydawało by się - oczywiste treści. Pozwolicie, że zacytuję, może to
                          pomoże komuś z was.
                          "Wole wynikłe z niedostatku jodu może powodować różnorodne objawy
                          psychonerwowe.
                          Zachodzi wówczas obawa, że choroba podstawowa długo będzie nie rozpoznana, a
                          pacjent zostanie poddany leczeniu psychatrycznemu. Może to ewentualnie
                          uśmierzyć nieco symptomy, lecz choroba tarczycy może postępować nadal. (...)
                          Dolegliwości zależą od tego, czy wolu towarzyszy nadczynność czy niedoczynność
                          gruczołu tarczowego. WaRto zauważyć, że wole prowadzi nierzadko do nadmiernej
                          pobudliwości związanej ze zmiennym napięciem w układzie wegetatywnym (dystonia
                          wegetatywna) lub do depresji. W dalszej kolejności mogą sie pojawić i utrwalić
                          zaburzenia koncentracji, pamięci, osłabienie sprawności umysłowej.(...) Często
                          nie bierze się pod uwagę, że u podłoża symptomów psychonerwowych tkwić może
                          wole bądź jakieś inne zakłócenie czynności tarczycy. Pacjenci otrzymują leki na
                          uspokojenie i przeciw depresji. Owszem, można w ten sposób osiągnąć pewien
                          skutek, lecz z pewnością nie da się usprawnić funkcjonowania tarczycy. Czasem
                          stosowanie farmaceutyków psychotropowych wywołuje nawet wzmożenie objawów.
                          Niepotrzebnie marnuje się na takie nieskuteczne leczenie sporo czasu, wole
                          rośnie, działanie tarczycy ulega coraz większym zaburzeniom. Zazwyczaj dopiero,
                          gdy wola nie można zauważyć, zaczyna się właściwą terapię. Jesli leki
                          psychotropowe bądź inne środki na poprawę nerwów i psychiki nie zaczną
                          skutkować w ciągi 10-14 dni pacjent winien domagać się zbadania czynności
                          tarczycy, choćby wiązała się z tym konieczność zwrócenia do innego
                          lekarza"(Gerhard Leibold: Choroby tarczycy)
                          • marianna76 do halmoc 11.11.06, 22:29
                            Halmoc, bardzo mnie poruszył ten cytat, ale autor pisze o tarczycy, która pomimo
                            zmian chorobowych nie jest leczona! My wszystkie bierzemy leki i mamy w miarę
                            wyrównany poziom hormonów!!
                            Poza tym ja nie mam wola, moja tarczyca jest malutka i podejrzewam, że już
                            prawie nie pracuje!
                            Leibold pisze o ludziach, którzy nie mają postawionej diagnozy i są źle leczeni.
                            Leki na uspokojenie mogą zagluszyć objawy, ktore daje tarczyca, ale to działa na
                            krótką metę. Cytuję: "Owszem, można w ten sposób osiągnąć pewien
                            > skutek, lecz z pewnością nie da się usprawnić funkcjonowania tarczycy."
                            Jeszcze raz podkreślam, że nas to nie dotyczy, bo wiemy, co nam jest i bierzemy
                            leki.
                            • marianna76 Gerhard Leibold 11.11.06, 22:37
                              Chciałam się więcej dowiedzieć o autorze książki, którą cytuje Halmoc. W
                              googlach znalazłam mnóstwo książek, które napisał Leibold. Widzę, że jest on
                              specjalistą nie tylko od tarczycy, ale i kręgosłupa, grypy, prostaty, masażu
                              (również stóp), niekonwencjonalnych metod leczenia, hipnozy,autohipnozy, nerek,
                              pogody. Jest również autorem powieści obyczajowych, albo jest ich dwóch smile
                              W każdym razie nie jestem pewna, czy możemy traktować go jako guru od hashimoto.
                            • halmoc Re: do marianna76 11.11.06, 23:12
                              NIe chcę zabierać absolutnie pouczającego głosu w dyskusji. Ale myślę (na
                              podstawie własnych doświadczeń), że pomimo tzw. "pewnych diagnoz" można w
                              sytuacjach, które nasuwaja wątpliwości, szukać różnych rozwiązań. Zdaję sobie
                              sprawę, że do cytowanią "jakiegoś" poradnika powinno podchodzić się
                              sceptycznie. Ale z kolei, sceptycznie też w chwili obecnej podchodzę do rady
                              specjalistów lekarzy. W ciągu ostatniego niespełna roku byłam diagnozowana
                              przez kilku endokrynologów, byłam w klnice na badaniach specjalistycznych.
                              Dopiero w czerwcu ostatni ednokrynolog potwierdził Hashimoto. Wcześniej nikt
                              tego nie zauważył (choć stwierdzenie tej choroby nie wymaga wielkich
                              zabiegów).
                              Cytując wspomnianego autora, chciałam podkreślić, że nie wszystko można zrzucić
                              na nerwy. Jeszcze raz zaznaczam, że to tylko moja refleksja na podstawie
                              doświadczeń ze zmaganiem się z tzw. nerwowością.
                              • marianna76 Re: do marianna76 11.11.06, 23:37
                                Zgadzam się z Tobą i rozumiem Twoje rozterki. Ja też się tak szarpię i szukam
                                lekarza, który zauważy we mnie człowieka, a nie tylko klienta, od którego
                                wyciąga się kasę.
                                Wiem, że nie wszystko można zrzucić na nerwy, wiem, ze dużo miesza tarczyca i
                                absolutnie nie podważam wiarygodności autora, którego cytujesz. Po prostu nigdy
                                o nim nie słyszałam i dlatego szukałam na googlach informacji o nim. Zaskoczyło
                                mnie to, że facet jest specjalistą w tylu dziedzinach. Myślałam, że to jakiś
                                lekarz endokrynolog.
                                Pozdrawiam ciepło smile
                          • hashi-tess Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 23:12
                            halmoc napisała:

                            W dalszej kolejności mogą sie pojawić i utrwalić
                            > zaburzenia koncentracji, pamięci, osłabienie sprawności umysłowej.(...) Często
                            > nie bierze się pod uwagę, że u podłoża symptomów psychonerwowych tkwić może
                            > wole bądź jakieś inne zakłócenie czynności tarczycy.


                            To jest prawda.

                            O naszej przypadłości w literaturze też można spotkać nazwę wole Hashimoto i proszę zwróćcie uwagę na drugi człon zdania..

                            Jesteśmy mniej odporne na jakikolwiek stres.
                            Stąd nasze lęki, nastroje depresyjne.
                            Nasz układ hormonalny, mimo podawania syntetycznych hormonów, nie jest w pełni sprawny. Wystarczy, że przychodzi jesieńlub jakiś problem, a my czujemy się zmęczone i odczuwamy inne dolegliwości.
                            I tak jak przy innych bólach posiłkujemy się stosownymi do nich farmaceutykami tak i w przypadku zachowań depresyjnych należy skorzystać z fachowej pomocy.

                            Ja pomimo długiego okresu bycia w eutyrozie również mam podobne problemy.
                            Nie muszę już korzystać z fachowej porady, bo sama wiem co dodatnio na mnie wpływa.
                            Dlatego ciągle piszę, aby uczyć się samej siebie, poznawać reakcje swojego organizmu na różne czynniki czy zewnętrzne czy np. wahania hormonów.
                            Naprawdę, nikt nam w tym nie pomoże, nawet najlepszy utytułowany fachowiec.
                            Nikt do naszego środka nie wejdzie.
                            Tess
                            • hashi-tess Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 23:26
                              Dodam jeszcze tylko, że joga nie tylko uspokaja, ale również pomaga zrzucić kilka kg.
                              B. polecam.
                              Tess
                        • marianna76 Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 22:22
                          Estepko, dobrze by było, abyś mogła odstawić xanax jak najszybciej. Czy bierzesz
                          go codziennie? Próbowałaś pomagać sobie ziołowymi lekami? Tak jak pisałam
                          wcześniej, mnie postawiła na nogi melisa w tabletkach. Wcześniej próbowałam
                          różnych kalmsów, persenów i innych nervosoli wink I nie dość, że pomagały średnio
                          na jeża, to jeszcze czułam się po nich jakby mi ktoś przywalił w głowę gumowym
                          młotkiem. Melisę w tabletkach odkryłam przypadkowo i brałam ją codziennie przed
                          snem. Nagle się okazało, że moje serce może bić spokojnie, w rytmie 60 uderzeń
                          na minutę smile Nawet jak budziłam się w nocy, to nie czułam narastającej paniki, a
                          nawet jak się zdarzyła, to nie była taka straszna jak wcześniej.
                          Propranolol ma trzymać Twoje serce w ryzach. Mnie też go zapisywali, przez jakiś
                          czas brałam betabloker, ale potem trafiłam do lekarza, który powiedział, że mam
                          brac ten lek dopiero, gdy moje serce przyspieszy do ponad 90 uderzeń na minutę.
                          Nauczyłam się badać tętno (pewnie robię to za częstowink ) i okazalo się, że
                          rzadko kiedy mam naprawdę szybki puls. Zazwyczaj tylko wydaje mi się, że tak
                          jest, a serce bije nie więcej niż 80-85 x na minutę. Wtedy wspomagam się melisą
                          w tabletkach i pomaga. Estepko, jestem ciekawa, czy próbowałaś pomagać sobie w
                          taki sposób? Skoro wiesz, ze masz zdrowe serce, to nie ma się czego bać, nic
                          złego nie może Ci się stać! Nie wiem, ile masz lat, ale domyślam się, że młoda z
                          Ciebie babka.
                          Odnośnie psychoterapii - halomc ma rację: trzeba trafić na "swojego" psychologa.
                          To się od razu wyczuwa, czy człowiek jest "swój",czy trzeba szukać kogoś innego.
                          Trochę jak z miłością od pierwszego wejrzenia wink
                          Ja do mojej terapeutki trafiłam pod koniec września i nie było mowy o żadnych
                          limitach. Każda wizyta "kosztuje" mnie karteczkę z książeczki RUMowskiej, ale
                          taki koszt jest do przeżycia.
                          Pytasz, czy masz iść do psychologa czy psychiatry. W wielu przychodniach jest
                          tak, że wpierw idzie się do psychiatry (nie trzeba skierowania), który po
                          konsultacji daje skierowanie na psychoterapię do psychologa. Ale myślę, że to
                          zależy od przychodni. Ja byłam w kilku przychodniach zanim znalazłam taką, gdzie
                          mogli mi pomóc od razu. Tak bardzo bylam zdeterminowana, że nic nie mogło mnie
                          zniechęcic - ani kolejki, ani czas oczekiwania. Bylam uparta i wiem, że było warto!
                          Pozdrawiam smile
                          • estepka Do Marianny 12.11.06, 19:09
                            Xanax biorę codziennie, a nawet 3xdzien. bo tak zalecił mi kardiolog. Wiem, że
                            to psychotrop i bałam się zacząć go przyjmować, długo z tym zwlekałam, ale
                            skoro lekarz zalecił... Jutro wybieram się do niego i poproszę, aby pomógł mi
                            to odstawić.
                            Jeśli chodzi o leki ziołowe to oczywiście próbowałam; melisa- ta do picia, bo o
                            tabletkach nie wiedziałam, persen, tabletki ziołowe i valerin forte. Różnie
                            było z ich działaniem, raczej nie czułam się uspokojona. Teraz zastosuję Twoją
                            metodę i kupię melisę w tabletkach, może zadziała.
                            Czy Ty długo brałaś propranolol? Lekarz stwierdził, że mam go brać do końca
                            życia, a mnie to oczywiście bardzo martwi. Też często wydaje mi się, że serce
                            wali jak oszalałe, ale po zmierzeniu puls wychodził 85 - 91, czyli w zasadzie w
                            normie, bo endo powiedziała, że do 90 jest norma.
                            Nie jestem młoda, właściwie stara baba smile ze mnie, ale wiem, że ostatnio
                            panikuję jak dziecko i może to tak wygląda.
                            Jeszcze raz dzięki za rady, życzę zdrowia i spokoju.
                            Ewa
                            • marianna76 do Estepki 12.11.06, 23:19
                              Estepko,
                              czytam Twoją wypowiedź i śmieję się pod nosem, bo jakbym siebie widziała!! Budzę
                              się w nocy, czuję, że panika zaraz rozsadzi mnie od środka, a serce wyskoczy z
                              piersi. Mierzę tętno. Wychodzi 85.
                              A mnie się wydaje, że to co najmniej migotanie przedsionków.
                              Wylądowałam kiedyś w szpitalu, bo przyszłam do lekarza rejonowego po nie
                              przespanej nocy. Lekarka zmierzyła mi ciśnienie i tętno od razu z marszu. Nie
                              zdążyłam nawet usiąść! Ciśnienie wyszło dobrze, ale tętno 115. Lekarka wysłała
                              mnie do szpitala, więc moja panika sięgneła zenitu. Zanim dojechałam do szpitala
                              i potem odczekałam swoje w kolejce w poczekalni, moje serce zdążyło się
                              uspokoić. Tętno wynosiło 88 i lekarz zapytał mnie, po co do niego przyszłam.
                              Zrobiło mi się głupio, ale powiedzialam, że tak kazał mi zrobić lekarz rodzinny.
                              Nie brałam propranololu (choć mam go w domu), za to kiedyś przyjmowałam metocard
                              ( to też betabloker). Dostałam go od innego lekarza, do którego trafiłam z
                              atakiem paniki. Dostałam wtedy metocard i hydroxyzynę. Metocard brałam ok. 2
                              tyg, ale chodziłam po nim nieprzytomna i ciągle myślałam, co się dzieje z moim
                              sercem, więc przestałam go brać. Trafiłam też wtedy do świetnej lekarki, która
                              nauczyła mnie mierzyć tętno i powiedziala, ze nie potrzebuję betablokera, tylko
                              mam sobie wytłumaczyc, ze z moim sercem nie dzieje się nic, co by mogło mi
                              zaszkodzić. Miałam wiec (i nadal mam) w torebce betabloker tak na wszelki
                              wypadek, natomiast zazwyczaj ratowalam się ziołowymi lekami. Tak jak pisalam
                              wcześniej dopiero odkrycie melisy w tabletkach okazało się strzałem w dziesiątkę.
                              Myślę, że większość naszych odczuć wynika z nakręcania się i lęku przed lękiem.
                              Dlatego tak pomocna może być psychoterapia. Musimy oduczyć się mechanizmu, który
                              uruchamia u nas reakcję lękową.
                              Wierzę, że sobie poradzisz bez xanaxu i betablokerów. Skoro masz zdrowe serce,
                              to problem leży w głowie. Zobaczysz, że nauczymy się nad tym panować! smile
                              Życzę Ci spokojnego serca i pogodnych myśli smile
    • madziulaw Re: tarczyca a nerwica - czy bierzecie jakieś lek 11.11.06, 22:38
      Dziewczyny, przyłączam się do Was. W waszych opisach odnajduję siebie. Z tym że
      ja jestem weteranką, jak sądzę z waszych opisów.

      Moje problemy zaczęły się 5 lat temu. Pracowaam b. ciężko, mialam stresującą
      pracę, i pojawiły się nagłe osłabienia, miałam wrażenie że za chwilę zemdleję.
      Udawałam, ze problemu nie ma, ale był. Robiło mi się słabo, miałam wrażenie że
      stoję koło samej siebie. Dziwne uczucie. Ale ponieważ uważałam się za super
      silną osobę (i taka byłam), starałam się nie panikować. Aż w końcu zemdlałam, na
      spotkaniu, kt prowadziłam. Od tej pory mój stan pogorszył się znacząco. Już nie
      byłam w stanie panować nad tymi zasłabnięciami. Dorobiłam się czegoś jakby
      klaustrofobii. Ciągle miałam wrażenie, ze zemdleję.

      Zrobiłam wtedy jednak 1 mądra rzecz - wzięłam 3 tyg zwolnienia, po powrocie do
      pracy zmieniłam pracę na spokojniejszą i powoli wracałam do siebie. To mi
      pomoglo, ale niestety 1. zmiany miały miejsce trochę za późno, bo lęk że
      zemdleję utrwalił się, i teraz mogę spokojnie powiedzieć, ze mam na tym tle uraz,
      2/ nikt podówczas nie wykrył u mnie hashi. Prof Nauman mimo że leczy moją mamę
      na hashi powiedział, ze jestem zdrowa (a mial wynik biopsji, z kt jednoznacznie
      wynikało, że zaczyna się u mnie hashi, usg było jeszcze wtedy ok). Tak więc 5
      lat bujałam się z tymi beznadziejnymi osłabieniami. A więc te lęki o siebie mam
      już na maxa utrwalone w psychice (zastanawiam się nad psychoterapią, ale przez
      hipnozę - stadardowa mi nie pomaga, bo ja mam już głłęboki uraz. Na to jednak
      trzeba kasy, a na razie jej nie mam. Ale to zrobię, bo nie poddaję się nigdy..)

      Aż parę m-cy temu, kiedy już w ogóle przestałam funkcjonować (ciągle miałam
      wrażenie że za chwilę stracę przytomność, bóle mięśni, stawów, cukier 60 -
      hipogikemia, senność, 0 sił) ---na wlasną rękę zrobiłam biopsję (mam 2 guzki od
      tych 5 lat), usg tarczycy (wyszła tym razem już obniżona echogeniczność), i
      hormony (wszystkie na oko - w normie). zrobiłam rozeznanie co do dobrego endo i
      tak trafiłam na dr Stefanowską, kt zaaplikowała leczenie. Powoli przeszły te
      stany zasłabnięć, świat odzyskał barwy. No ale niestety, jestem ciągle w
      początkowym etapie hashi, dużo tarczycy mi jeszcze zostało, i mam okresy emisji
      i reemisji choroby ( a więc nadczynność, po kt znowu wpadam w niedoczynność), a
      więc niestety czuję się czasami beznadziejnie (np. teraz).
      Nauczyłam się jednak jednego - że takie samopoczucie już mi będzie towarzyszyć,
      musze je zaakceptować, nauczyć się z nim żyć/ i walczyć z nim. Najważniejsze, ze
      wiem co jest tego powodem.

      Zapisałam się na pilates, staram się być samodzielna (lęk przed zemdeniem
      niestety jest we mnie przez cay czas), staram się pracować. Zdarzyło mi się
      jeszcze zemdleć (zanim podjęłam leczenie - dwukrotnie spektakularnie tj. w
      tłumie ludzi), ale uznałam, ze trudno. taka moja uroda, nie przeskoczę tego, i
      tak będzie co ma być. Tak sobie tłumaczę, i powoli jakoś sobie z tym radzę.
      Leczenie + umiejętność bagatelizowania tego cholernego samopoczucia (ciągle nad
      sobą pracuję) pomogły mi bardzo, ale nie na tyle, aby się całkowicie od myślenia
      o tym uwolnić.
      Ale wiecie - ja przez tyle lat walk wewnętrznych nabrałam do tego dystansu, ale
      niestety w moim wypadku leczenie przyszło zbyt późno i lęk o własne zdrowie mial
      parę lat, zeby się utrwalić, również dzięki lekarzom i najbliższym, kt patrzyli
      na mnie jak na wariatkę, bo przecież wyniki krwi i wszystko były niby ok, a ja
      wyprawiałam ich zdaniem histerie.

      Uważali i chyba uważają nadal, ze jestem "słaba" , co nie jest prawdą, tak
      uważam. Kawał silnej baby ze mnie, ze przez tyle lat mając u boku te nieodłączne
      lęki, krok po kroku idę do przodu, nie poddałam się.

      Obecnie w pracy poinformowałam wszystkich, szefa, ze mam hipoglikemię, chorobę
      tarczycy, i mogę niespodzianie zemdleć. Niestety pracuję "z klientem", i w moim
      wypadku nie jest to najlepsze, ale jeszcze trochę musze wytzymać.

      Co mogę poradzić - wziąć te psychotropy - bralam je z 6 m-cy (te 5 lat temu), a
      rok brałam jeszcze słabe leki na uspokojenie. Pomogły mi bardzo, nic mnie nie
      uzależniło.
      Później nie brałam już nic, bo przy niskim ciśnieniu i niskim cukrze, jeszcze
      mnie osłabialy dodatkowo. Ale obecnie zakupiłam walidol (śladem Marianny zakupię
      melisę) i będę łykac w razie poczucia lęku/ niepokoju/ czy przy powrocie
      choroby. Nie ma co się tak mordować.

      I radzę zapisać się na jakąś spokojną gimnastykę, bo jednocześnie musimy
      wzmacniać siebie fizycznie - oddychanie, krążenie, dotlenienie. To pomaga
      przezwyciężyć te osłabienia. Organizm lepiej sobie z nimi radzi.

      Przepraszam za dugi opis.

      dziewczyny jestem z Wami.

      pozdr

      magda



      • halmoc Re: do madziulaw 11.11.06, 23:30
        Jeśli możesz to napisz na mój adres gazetowy halmoc@NOSPAM.gazeta.pl.
        Chciałabym zapytać cię o to, jakiego typu terapii się już poddałaś?
        • madziulaw Re: do madziulaw 11.11.06, 23:39
          cześć hamoc. to nie tajemnica - chodziłam do psychoterapeuty parę miesięcy.
          tradycyjne sesje. behavioralne miałam na codzień - chodząc do pracy i stykając
          się z ludźmi.
          wyniosłam tyko jeden pożytek z tej terapii - staram się patrzeć na swoją osobę i
          problemy z p-tu widzenia mnie przez świat. kto będzie za 10/20/100 lat pamiętał
          co się stało z magdąw, co wyprawiała...
          nic, po prostu świat idzie dalej.
          to mi bardzo pomogło, bo przestałam tak dogłębnie się wstydzić swoich
          niedyspozycji...

          cześć
          • halmoc Re: do madziulaw 11.11.06, 23:48
            mam pytanie, czy jest Ci znana metoda ustawień Hellingera?
            • madziulaw Re: do madziulaw 11.11.06, 23:59
              nie mam pojęcia jaką metode zastosował mój ex psychoterapeuta, ale ppani doktor
              do kt się wybieram wg niej pracuje, z tym, ze leczy również hipnozą, najlepszą
              metodą w przypadku utrwalonych urazów.
              A co genianego wymyślił Hellinger, kompletnie nie obeznana jestem?....

              pozdr
              • madziulaw Re: do madziulaw 12.11.06, 00:07
                już znalazłam, poczytałam. rewelacja!
                • marianna76 Re: do madziulaw 12.11.06, 12:20
                  Dziewczyny,
                  uważajcie na metodę Hellingera! Zdarzały się przypadki, że osoby, które przeszły
                  ustawienia nie mogły unieść ciężaru wiedzy o przeszłości swoich rodzin, ta
                  trudna wiedza bardzo ich przytłoczyła - zdarzyły się więc załamania nerwowe, a
                  nawet samobójstwa. W Niemczech metoda Hellingera jest zakazana! U nas jeszcze
                  nie, ale mało jest też terapeutów, którzy mogą i potrafią ją stosować.
                  To prawda, że odkrycie źródła lęków czy znaczących wydarzeń z przeszłości
                  rodziny może pomóc, ale tylko pod warunkiem, że doświadczony terapeuta pomoże
                  pozamykać bolesne sprawy i sprawi, że przestaną one ciążyć. Ustawienia
                  Hellingera pomagają odkryć mroki przeszłości, ale nie uczą jak dalej z tym żyć.
                  Myślę, że lepiej poddać się bezpieczniejszym i bardziej sprawdzonym metodom terapii?
                  Acha, przy okazji chcialam Wam polecić książkę "Biegnąca z wilkami". To książka,
                  która pomaga kobietom odnaleźć drogę do siebie. Pięknie napisana, mądra,
                  świetnie się czyta. To forum o tarczycy, więc nie chcę teraz rozpisywać się na
                  temat tej książki, ale naprawdę warto po nią sięgnąć smile
                  • halmoc Re: do marianny76 12.11.06, 15:33
                    zajrzyj do swej poczty
                    • marianna76 halmoc 12.11.06, 23:09
                      Dzieki za wiadomość, za chwilę odpiszę smile
                      Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka