Czy to jakaś nasz polska przywara, by wszystko spieprzyć, czego się dotknie?
Przedwczoraj wymieniali wodomierze. U mnie nie, ale u sąsiadów piętro i dwa piętra niżej. Zgadnijcie co partacze zrobili - wymieniając wodomierz u sąsiadku pode mną walili w rury tak, że jakąś naruszyli, że sąsiadce 2 piętra niżej zaczęło zalewać łazienkę. Doszliśmy do tego dopiero wczoraj wieczorem - szukali u mnie, obwiniali brodzik sąsiadki niżej aż doszli w końcu do tych nieszczęsnych wodmierzy. Od przedwczoraj w nocy nie mamy wody w łazience. Wczoraj rano głowę myłam w zlewie - muszę ją myć codziennie. Dziś słyszę, że spółdzilnia - albo uj wie kto - działa, może w końcu będzie woda.
To samo było z dachem. Mieszkam na ostatnim piętrze, takim niby poddaszu. 2 lata temu wymieniali dachówki. Zgadnijcie co zrobili... Przez rok przy każdym deszczu lało mi się w salonie. Nie wiem, co spieprzyli. Dostałam dwa odszkodowania z ubezpieczenia. Mąż już zaczął wyzywać spółdzielnię. Sufit w salonie wyglądał jak na dworcu, obdarty z tynku etc. Każdy deszcz to była trauma. Naprawili za trzecim razem! Tacy kutwa fachowcy. Sufit w końcu odremontowany.
Czy to nasza cecha narodowa, bycie partaczem?
Normalnie o dobrych fachowców strasznie trudno. Niech te wszystkie dzieciaki nie idą do liceów, niech w technikach nauczą się świetnie swoich zawodów. Potrzebujemy ich!