Po 4 latach wracam do pracy. Kończy mi się urlop wychowawczy w lipcu i mimo, że już nie mieszkam w tym mieście, w którym pracowałam postanowiłam nie rezygnować od razu, bo ze znalezieniem roboty bliżej domu może być problem. Nerwa mam na 'pożalsięborze' pracodawcę bo: po 1 jak byłam pogadać o moim powrocie to znalazł dla mnie 3 minuty-chociaż byłam z nim umówiona na konkretny dzień

, po 2-zapytałam jak wygląda grafik z uwzględnieniem moich zmian i poprosiłam o wolny 1 weekend sierpnia bo wybieram się na wesele-nie obiecują nic

, po 3 z polecenia pracodawcy mam przyjść na szkolenie za tydzień czyli jeszcze podczas trwania urlopu wych. Wszystko to razem i jeszcze inne szczegóły plus moja niechęć do pracowania akurat w tym miejscu skutkują lekkim obniżeniem nastroju.. Wiem, że powinnam się cieszyć, że mam gdzie wrócić ale nijak mnie to cieszy

Pewnie marudzę i w dupie mi się poprzewracało. Na niby szkolenie przyjdę z dzieckiem, bo w końcu mam urlop wychowawczy to muszę sprawować nad nim opiekę osobiście i nie będę miała z kim zostawić. Czuję, że rozmowa za tydzień będzie nerwowa. Kopa poproszę albo poparcia bo nie wiem o co mi chodzi.