dziewczyna_bosmana
14.03.16, 14:38
Zapytam Was moje drogie, lepiej się znacie na psychologii niż ja. Jak to jest, że osoby od dłuższego czasu pozostające w niedostatku i trudnej sytuacji nie chcą zrobić nic aby tę sytuację poprawić. Wielu z nich nie chce podjąć pracy albo szybko z niej rezygnuje, nie dbają o swoje domy nawet w minimalnym stopniu, siedzą w nędzy z nastawieniem "nic nie mam to niech mi ktoś da". Zaczęłam się nad tym zastanawiać po obejrzeniu odcinka Nasz nowy dom, który prowadzi K. Dowbor. Pokazali tam ojca samotnie wychowującego około dziesięcioletnią córkę. Oboje mieszkający w dramatycznie zapuszczonym mieszkaniu, syf total, farba spadająca ze ścian.. Zadałam sobie pytanie czemu ten mężczyzna, zdrowy i sprawny nie wpadł na pomysł żeby kupić najtańszą puszkę białej farby, pędzel i chociaż odświeżyć to mieszkanie, w czym problem żeby zaszpachlować dziury w ścianie, uzbierać po grosiku na linoleum na podłogę. Powiedzcie mi bo nie umiem tego pojąć dlaczego ludzie wolą żyć w takich warunkach niż wstać i zrobić cokolwiek, poświęcić kilka godzin i coś zmienić. Czy to syndrom ofiary czy jakiś inny złożony problem. W moim pytaniu nie ma pogardy pytam z ciekawości.