lodzermensch1
04.09.06, 14:15
Odpocząwszy po długiej podróży mogę napisać parę słów o pobycie w Rumunii.
Moje i moich znajomych plany ambitne musieliśmy mocno zredukować, przede
wszystkim ze względu na brak czasu i inne wydarzenia o których później.
Na początek kilka szczegółów.
Przejechane 3450 km.
Trasa: Łódź - Budapeszt - Timisoara - Hunedoara - Sibiu - Szosa Transfogaraska
- Curtea de Arges - Bran - Rasnov - Brasov - Prejmer - Sighisoara - Targu
Mures - Cluj Napoca - Oradea - Łódź.
Z oczywistych względów pominę podróż poza Rumunią, chociaż gorąco polecam
odwiedzenie Budapesztu po drodze (nocna panorama ze Wzgórza Gellerta powala na
kolana)
Dzien 1. Przyjazd do Timisoary wieczorem i gorączkowe poszukiwanie noclegu.
Znalezienie taniego noclegu w Timisoarze graniczy z cudem. Na początek
trafiliśmy na International Camping. Domek dla 4 osób to koszt 65€. Zaczęliśmy
szukać dalej. Na Campingu dostaliśmy adres do motelu przy drodze do lotniska.
Po znalezieniu się na miejscu okazało się, że właścicielem jest Cygan, którego
ręcę przypominały bardziej złotą kolczugę, a jego syn wyraźnie interesował
się zawartością naszego bagażnika. Czarę gorczy przelał fakt, iz obok Cygana,
na stole leżała najprawdziwsza broń. Wsiedliśmy w samochód i zaczęliśmy dalej
szukać. Po drodze zajrzeliśmy do kantoru, gdzie właściciel z kaburą przy
spodniach, serdecznie się do nas uśmiechał. Pomyśłałem sobie "po jakie licho
tu przyjechałem. Ładnie nas witasz Rumunio". Całe szczęście nie na długo.
Nocleg znaleźliśmy jakieś pół godziny później. Urocze, ale niezbyt tanie
miejsce. Zwie się "Casa Leone". 30€ za pokój dwu osobowy. Stara kamieniczka, w
środku podwórko stylizowane na włoskie lub hiszpańskie, a w tle leci jazz.
Brakowało tylko kolorowych ręczników powiewających na wietrze. Kupiliśmy sobie
3 rumuńskie winka i tak w bardzo miłym otoczeniu spędziliśmy resztę wieczoru i
kawałek nocy.
Dzień 2.
Zwiedzanie Timisoary. Miasto ciekawe jednakże jeżeli ktoś ma zboczyś kilkaset
kilometrów tylko po to żeby obejrzeć to odradzam. Natomiast jako przystanek na
drodze warte jest obejrzenia. Po kilkugodzinnym zwiedzaniu, zjedzeniu
smacznego obiadu udaliśmy się w drogę do Hunedoary. Miejsca raczej omijanego
prze turystów. Dojechaliśmy ok. 19 i znów zaczęło się poszukiwanie noclegów.
Znaleźliśmy jakiś akademik, jednakże nie chciano nas tam przenocować. Hotele
drogie, a camping nad oddalonym o ok. 20 km jeziorze podobno jeszcze droższy
nie hotel. Koniec konieców znaleźliśmy Pensjonat Flamingo. Ceny zaczynają się
od 40€ za pokój dla dwóch osób. Trochę dużo jak dla nas, więc dogadujemy się z
córką właściela (piękna Irmina), że dostaniemy za 40€ apartament dla 4 osób.
Po przyjściu właścicela okazuje się, że za tę samą cene mamy dwa 2-osobowe
pokoje, a gdy dowiedział się że jesteśmy Polakami, powiedział, że żaden gość
nie wychodzi od niego głodny i wobec tego zaprasza rano na śniadanie.
Kolejny wieczór minął jak ten wcześniejsze czyli rumuńskie i węgeirskie wino,
rozmowy itd.
Dzień 3.Zwiedzanie Hunedoary.
Zwiedzanie można ograniczyć jedynie do Zamku i Cerkwii. Reszta część miasta to
bloki i wielka huta stali wybudowana przez Caucescu. Trafić do zamku też nie
jest łatwo. Jednakże gdy go ujrzeliśmy oniemieliśmy. Bajkowe położene, fosa,
wieżyczki, zupełnie jak z bajek Disneya... Naprawdę warto.
Po zwiedzaniu zamku udajemy się do Sibiu, czyli kulturalnej stolicy Europy w
2007 roku. Starówka juz w większości wyremontowana, artyści na ulicach, teatry
uliczne, jednakże Sibiu zostanie raczej w pamięci z innych powodów. Tutaj, jak
i w innych częściach Rumunii trzeba uważać na kantory. Zostaliśmy tutaj w
perfidny sposób oszukani przy wymianie pieniędzy i nawet przyjazd policji nie
pomógł. Pieniądze najlepiej wymieniać w bankach lub automatach. Zjedliśmy
obiad w jednej z restauracji przy Dolnym Rynku. Pyszny obiad, dla 4 osób, z
piwem kosztował niecałe 70 lei. Po obiadku udaliśmy sie do oddalonego o
niecałe 20 km uzdrowiska słynącego ze słonych jezior. Słone jeziora, stanem
sanitarnym nie zachęcają raczej do kąpieli, jadnakże moża w tym uzdrowisku
całkiem tanio przenocować. Domek dla 4 osób można mieć już od 40 lei. Wieczór
tak jak wcześniej.
Dzień 4. Szosa transfogaraska.
Wstaliśmy wcześniej aby udać się do oddalonej o ok. 40 km od Sibiu szosy
transfogaraskiej. Przeprowadzona przez najwyższe pasmo gór szosa wspina się na
ponad 2000 m. Zbudowana kosztem 38 osób i dziesiątkami amputowanych kończyn
droga zapewnia niezapomniane krajobrazy. Warunek. Musi to być w lipcu lub
sierpniu przy słonecznej pogodzie. Przejazd 120 km trasy zajmuje ok. 5 godzin
(z postojami). Wrażenia super. Warto przejechać na drugą stronę gór, gdzie
droga wije się między wzgórzami a jeziorem. Dalej przejeżdażamy prze tamę,
która również sprawia ogromne wrażenie i udajemy się w stronę Poienari, gdzie
znajdują się ruiny prawdziwego zamku Vlada Tepesa. Niestety desz uniemożliwił
nam wejście po 1800 schodach na górę. Dalej Curtea de Arges z najstarszą
cerkwią w Transylwaniii i poszukiwanie noclegu na trasie między Curteą a
Branem. Po drodze jeszcze przymusowy godzinny postuj ze względu na osunięcie
się stoku i zasypanie drogi 2 metrami błota i kamieni. Szczerze odradzam
nocowanie w pensjonatach przy drogach krajowych.
Dzień 5. Bran, Rasnov i Braszów.
Poranny przyjazd do Bran i chyba największe rozczarowanie wycieczki. Zamek
ładny jednakże jeżeli ktoś liczy na coś związanego z tematyką Draculi to się
mocno zawiedzie. Generalnie sama komercja. Wartą obejrzenia rzeczą jest
skansen u podnóża wzgórza zamkowego.
Zawód zamkiem w Bran został jednakże szybko wynagrodzony. Kilkanaście
kilometrów za Branem leży miejscowość Rasnov z zamkiem chłopskim. Moim zdaniem
obowiązkowy punkt wycieczki do Transylwanii. Nie będę się rozpisywać gdyz
słowa i tak nie oddadzą uroku tego miejsca. Dalej lecimy do Brasova, gdyż o 16
mamy umówione spotkanie służbowe.
Szybkie oglądnięcie Brasov i kolacja w rumuńskiej restauracji Serghiana.
Żarcie dobre, obiad dla 4 osób ok. 75 lei. Resztę wieczoru spędzamy w
restauracji, w towarzystwie dwóch Rumunek. Dalej na nocleg do Prejmer. Polecam
nocowanie w jednym z gospodarst agroturystycznych. Czysto, tanio, a uprzejmość
ludzka, mimo braku komunikacji werbalnej, jest bardzo duża. Wieczór już
tradycyjnie spędzamy przy winie i opowiadaniu wrażeń.
Dzień 6. Brasov, wybita szyba, i zmiana planów.
Dzięn 6 przywitał nas szarówką. Ciemne chmury przepowiadały złe wydarzenia.
Zwiedzanie Basova w deszczu, mimo całego urkou tego miasta, nie należy do
rzeczy przyjemnych. Jedynie widok na panoramę miasta z kolejki linowej i ze
wzgórza Tampa uczynił, że na naszych twarzach na chwilę pojawił sie uśmiech.
Następnie zjedliśmy "śmieciowe żarcie" w KFC i dalej do Sighisoary, zaliczając
po drodze Viscri.
Droga w kierunku Sighisoary jest dosyć zatłoczona, a co gorsza wysypana w
celu utwardzenia jakims grysem. Przy pędzących 100 km/h tirach grys ten
stanowi spore zagrożenie. Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze, gdyz
jeden z takich tirów spowodował grad małych kamyczków uderzających w naszą
szybę. Jeden z nich zrobił nam ładnego pajączka na przedniej szybie. W tym
momencie musiała nastąpić zmiana planów. Postanowiliśmy kierować się powoli w
stronę kraju, gdyż pęknięcię szyby z każdą minutą się powiększało. Musieliśmy
zrezygnować z Viscrii, a także z okolic Suceavy, Sapanty i nad czym
najbardziej ubolewam z kolejki w Maramuresz. Następny przystanek Sighisoara i
szukanie noclegu. Wieczór jak zawsze.
Dzień 7.
Zwiedzanie Sighisoary. Miasto jest przepięknie położone na wzgórzu. Wąskie
uliczki, z krzywymi kamieniczkami, robią niesamowite wrażenie. Natomiast Dom
Vlada, prócz tabicy informacyjnej nie jest w żadnym stopniu zagospodarowany.
Co warto zobaczyć opowiedzą Wam przewodniki. Natomiast chciałem polecić
kawiarenkę, która znajduje się na lewo od wejścia na schody szkolne. Ukryta w
winorośli kawiarnia serwuje pyszną