indira
04.04.05, 20:32
Pewnej nocy wizualizowałam wyjście poza ciało. Najpierw się odpężyłam, potem nadeszły dziwne wrażenia. Nie będę dokładnie opisywać, jak odczuwałam swoje ciało (chyba że kogoś to zainteresuje), myślę, że ważniejsze jest to, jak odczuwałam swoje "ja". A było to bardzo dziwne: znalazłam się w ogromnej czarnej przestrzeni, gdzie nie było nic oprócz mnie. Ktoś mógłby powiedzieć, że odbyłam podróż mentalną gdzieś w świecie astralnym, ale ja bardzo silnie odczuwałam to miejsce jako moje wnętrze. Był to jakby przedsionek. Nie czułam strachu, tylko zaciekawienie, bo znalazłam się w tym miejscu po raz pierwszy (na jawie). Gdy starałam się zadrzeć głowę do góry (o ile to w ogóle możliwe w takim stanie), widziałam nad sobą coś jasnego, ale to było bardzo daleko i nie mogłam spojrzeć na to, tak jakbym tego chciała. To jasne miejsce w jakiś sposób mi umykało. Nie był to też ów tunel pojawiający się przy śmierci klinicznej, w żaden sposób nie ciągnęło mnie do tego miejsca. Jak myślicie, co to było i co to za miejsce? Czy widziałam jedną ze swoich czakr? W tej dziwnej pustej przestrzeni znalazłam się jeszcze dwa razy, tyle że już we śnie. Otrzymałam tam wtedy dwie informacje (widziałam obraz i słyszałam głos). Jedna z nich okazała się prorocza, druga jeszcze się nie wypełniła. Co o tym sądzicie?