Dodaj do ulubionych

Tragiczna historia Almy Pyziak

21.11.23, 21:53
Dzięki spostrzegawczości jednej forumowiczki (mircja, prosimy na środek po bukiet kwiatów jabłoni i oklaski) wyszło na jaw poruszające backstory naszej ulubionej CKNUKini. Oddajmy głos informatorowi, panu Wieśniakowi:

Szefie, co to była za zgrabna kobitka, jak miała swoje lata. No, mówię panu, wszystko na swoim miejscu. I te oczka! - proszę siadać. Ja z nią sąsiaduję od dziecka, od pieluch, panie kochany, ja wszystko pamiętam. Zawsze nosa zadzierała, nie spojrzała na człowieka ani nic, a już zwłaszcza jak zaczął do niej przychodzić ten mądrala. Miała takiego kawalera, z uniwersytetu. Ale długo nie wytrzymał, bo ona jednak ma ciężki charakter. Przeniósł się, niby niechcący, do Warszawy. Alma się załamała i do dziś jest sama. Każdego by wzięło.

Zapraszam do dzielenia się refleksjami na temat historii Almy i jej samej jako postaci, dorzucania kolejnych informacji na jej temat (jeśli takowe się znajdą), dyskusji, produkcji fanfików, teorii spiskowych i czym tam jeszcze nasz kochany forum żyje.

Od siebie póki co mogę powiedzieć tyle: klopsienie na stare lata jednak jest genetyczne! Poczekajcie aż Larwa przekroczy tzw. wiek średni...
Obserwuj wątek
    • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 21.11.23, 22:16
      Mnie osobiście tak mierzi ten motyw, że największą tragedią w życiu kobiety, nawet tej będącej siostrą CKNUKa, może być popoporzucenie, że aż mi się nie chce wymyślać. Matka za granicą na zawsze, wypominająca ci w każdym liście, że jesteś powodem jej nieszczęść życiowych? Spoko, fajnie jest. Matka w grobie? Luz, kto by się przejmował. Nie masz pracy ani skończonych studiów, za to masz bobasa? Czad, jest bosko! Chłop cię porzucił? Kuniec świata, tragedyja, zmienisz się w sklopsiałe wredne babsko, albo będziesz szlochać przez pół wieku w koszule kolejnych mężów. Większej tragedii nie ma.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 21.11.23, 22:58
        Sklopsiałe babsko ma jeszcze tę przewagę, że ma jaja by nie kryć się w faktem, że jest wredne. Szlochacz koszulowy traci czas i energię na codzienne odgrywanie tego samego teatrzyku
      • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 08:14
        bupu napisała:

        > Mnie osobiście tak mierzi ten motyw, że największą tragedią w życiu kobiety, na
        > wet tej będącej siostrą CKNUKa, może być popoporzucenie, że aż mi się nie chce
        > wymyślać.

        Na dodatek kolejny raz okazuje się, że ten najgorszy z najgorszych kobiecych losów to smutny acz naturalny skutek ciężkiego charakteru. Dziewczęta choćby piękne, ale krnąbrne i nieuległe gryzą palce w samotności jak przedsarenkowa Laura lub Alma. Tymczasem panienka cicha, skromna oraz robotna nie może opędzić się od konkurentów do swej spracowej ręki.
        • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 10:04
          przymrozki napisała:


          > Na dodatek kolejny raz okazuje się, że ten najgorszy z najgorszych kobiecych lo
          > sów to smutny acz naturalny skutek ciężkiego charakteru. Dziewczęta choć
          > by piękne, ale krnąbrne i nieuległe gryzą palce w samotności jak przedsarenkowa
          > Laura lub Alma. Tymczasem panienka cicha, skromna oraz robotna nie może opędzi
          > ć się od konkurentów do swej spracowej ręki.


          E, nawet nierobotna, choć wytworna i mdlejąca skromnie znajdzie chętnego (choć zaledwie miągwe, za to z Borejkow). Natomiast jej niezaprzeczalnie robotna siostra, wyposażona jednak w dokładne zero uległości, popoporzuconą zostanie i w staropanieństwie schnąć będzie. Taka Baśka Jeziorkowska guzik by dostała u MM, a nie Michałka.
          • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 18:30
            bupu napisała:

            > E, nawet nierobotna, choć wytworna i mdlejąca skromnie znajdzie chętnego (choć
            > zaledwie miągwe, za to z Borejkow).

            Bo MM to autorka nowoczesna, która pracę artysty lub intelektualisty też uważa za wartościową. Dlatego na żonę nadaje się malarka wytrwale dekorująca dom (nawet w zaawansowanej ciąży i na drabinie), a ukochana wnuczka siedzi na łóżku wśród książek i segregatorów w aurze intelektualnego napięcia.

            To tylko główna nagroda dla Najlepszego Z Wnuków oprócz bycia najlepszą w dziedzinie nauk musi też prowadzić gospodarstwo rolne, a poza tym gotować, piec i grać w szachy.
            • aniadm Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 19:57
              I to gotować po staroświecku, tłusto i obficie. Te jakieś diety i obsesje to dla bab i wymoczków dobre, dla miastowych Prawdziwy Mężczyzna musi zjeść porządnie, jak to drzewiej bywało. I wcale od tego nie utyje.
              No bo poważnie - Ida coś tam mamrocze na stronie, czy też pisze w mailach, że kuchnia Dorotki to nie to co jej, masa tłuszczu i w ogóle i całe jej wysiłki z Józwą na marne... Ale to przecież znaczy, że ona nie wyrobiła w nim żadnych stałych nawyków żywieniowych, świadomości, co jest zdrowe a co nie. Że już o umiejętności gotowania nie wspomnę. Zjada co mu pod nos podstawią i tyle.
              Nie, że powinien stawiać listę wymagań jak w restauracji. Ale mógłby poczynić jakieś sugestie, a jeszcze lepiej zaproponować, że może dla odmiany on czasem przygotuje obiad i zaproponować coś innego... Ale to wymagałoby po pierwsze umiejętności gotowania (od której jak wiadomo mężczyznom odpadają chromosomy Y i różne inne części), a po drugie musieliby ze sobą rozmawiać, a tego też nie robią.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 20:29
                aniadm napisała:

                > I to gotować po staroświecku, tłusto i obficie. Te jakieś diety i obsesje to dl
                > a bab i wymoczków dobre, dla miastowych Prawdziwy Mężczyzna musi zjeść porządni
                > e, jak to drzewiej bywało. I wcale od tego nie utyje.
                > No bo poważnie - Ida coś tam mamrocze na stronie, czy też pisze w mailach, że k
                > uchnia Dorotki to nie to co jej, masa tłuszczu i w ogóle i całe jej wysiłki z J
                > ózwą na marne... Ale to przecież znaczy, że ona nie wyrobiła w nim żadnych stał
                > ych nawyków żywieniowych, świadomości, co jest zdrowe a co nie. Że już o umieję
                > tności gotowania nie wspomnę. Zjada co mu pod nos podstawią i tyle.
                > Nie, że powinien stawiać listę wymagań jak w restauracji. Ale mógłby poczynić j
                > akieś sugestie, a jeszcze lepiej zaproponować, że może dla odmiany on czasem pr
                > zygotuje obiad i zaproponować coś innego... Ale to wymagałoby po pierwsze umiej
                > ętności gotowania (od której jak wiadomo mężczyznom odpadają chromosomy Y i róż
                > ne inne części), a po drugie musieliby ze sobą rozmawiać, a tego też nie robią.

                Akurat Józkiniowiec coś tam w kuchni potrafi, w JT była mowa, że lubi pracować w kuchni i uczył Łusię robić jakąś sałatkę.
                Ale w tej sytuacji tym bardziej dziwne, że Ida w swojej obsesji nie zwracała uwagi na to co on tam pichci i czego uczy rodzeństwo.

                Jeszcze a propos mężczyzny w kuchni, zaraz mi się przypomniało jak Grzegosposia w CZ zarządziła wspólne picie piwa z synem, żeby w tej rozmowie czuć się bardziej męsko. To dopiero było groteskowe!
                • aniadm Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 20:43
                  tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                  >
                  > Akurat Józkiniowiec coś tam w kuchni potrafi, w JT była mowa, że lubi pracować
                  > w kuchni i uczył Łusię robić jakąś sałatkę.
                  > Ale w tej sytuacji tym bardziej dziwne, że Ida w swojej obsesji nie zwracała uw
                  > agi na to co on tam pichci i czego uczy rodzeństwo.
                  >
                  > Jeszcze a propos mężczyzny w kuchni, zaraz mi się przypomniało jak Grzegosposia
                  > w CZ zarządziła wspólne picie piwa z synem, żeby w tej rozmowie czuć się bardz
                  > iej męsko. To dopiero było groteskowe!
                  >
                  >
                  A faktycznie. I kisielek robił...
                  To tym bardziej powinien umieć przygotować coś smacznego i zdrowszego niż super tradycyjna kuchnia Dorocina. I być nauczony zwracać uwagę na to, co je, chociaż niekoniecznie musiałby przy tym powielać obsesje Idy.
                  Ale tradycyjnie prawdziwy mężczyzna nie gotował, tylko chwalił posiłki podane przez żonę i ten trop się tu chyba włączył. (A szkoda, facet umiejący dobrze gotować to ma dopiero branie...) No i oczywiście musiało być tłusto i obficie.

                  No i Ida, która nie miała żadnych problemów żeby całkowicie obcej dziewczynie publicznie i po chamsku robić wykłady żywieniowe i wyrywać czipsy z ręki, tu tylko wzrusza ramionami - "no cóż, utuczy mi syna i pozapycha mu żyły cholesterolem, ale jako dobra teściowa przecież nie będę się wtrącać..."
                  (To znaczy nie wtrąca się oczywiście słusznie, było synowi przekazać właściwą wiedzę, ale dlaczego tak nagle?)
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 21:03
                    aniadm napisała:

                    > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                    >
                    > >
                    > > Akurat Józkiniowiec coś tam w kuchni potrafi, w JT była mowa, że lubi pra
                    > cować
                    > > w kuchni i uczył Łusię robić jakąś sałatkę.
                    > > Ale w tej sytuacji tym bardziej dziwne, że Ida w swojej obsesji nie zwrac
                    > ała uw
                    > > agi na to co on tam pichci i czego uczy rodzeństwo.
                    > >
                    > > Jeszcze a propos mężczyzny w kuchni, zaraz mi się przypomniało jak Grzego
                    > sposia
                    > > w CZ zarządziła wspólne picie piwa z synem, żeby w tej rozmowie czuć się
                    > bardz
                    > > iej męsko. To dopiero było groteskowe!
                    > >
                    > >
                    > A faktycznie. I kisielek robił...
                    > To tym bardziej powinien umieć przygotować coś smacznego i zdrowszego niż super
                    > tradycyjna kuchnia Dorocina. I być nauczony zwracać uwagę na to, co je, chocia
                    > ż niekoniecznie musiałby przy tym powielać obsesje Idy.
                    > Ale tradycyjnie prawdziwy mężczyzna nie gotował, tylko chwalił posiłki podane p
                    > rzez żonę i ten trop się tu chyba włączył. (A szkoda, facet umiejący dobrze got
                    > ować to ma dopiero branie...)

                    Jako osoba nie umiejąca i nielubiąca gotować potwierdzam, ma.
                    Tymczasem Józin skrycie pogardza rodzinną kuchtą - wujkiem Kalarepą. Dlaczego? Bo nigdy w życiu nikomu nie przylał🙄
                    • ako17 Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 21:50
                      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                      > aniadm napisała:
                      >
                      > > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                      > >
                      > > >
                      > > > Akurat Józkiniowiec coś tam w kuchni potrafi, w JT była mowa, że lu
                      > bi pra
                      > > cować
                      > > > w kuchni i uczył Łusię robić jakąś sałatkę.

                      Ale to chyba jako dodatek do dania właściwego? Bo jakże tak, sałatka, jako danie??? Taki prawdziwy, 9-letni mężczyzna chyba nie posila się sałatką samą w sobie?


                      > > >
                      > > > Jeszcze a propos mężczyzny w kuchni, zaraz mi się przypomniało jak
                      > Grzego
                      > > sposia
                      > > > w CZ zarządziła wspólne picie piwa z synem, żeby w tej rozmowie cz
                      > uć się
                      > > bardz
                      > > > iej męsko. To dopiero było groteskowe!

                      Wiesz co, ja bym się tutaj nie czepiała. Oni obaj są tak scharakteryzowani, że ten dialog, z sytuacyjnym uzasadnieniem picia piwa jest całkiem wiarygodny. Tak jakby Grzegorz zdał sobie sprawę z własnej indolencji, zwłaszcza w dziedzinie wychowywania dzieci, ze szczególnym uwzględnieniem Ignasia, i po prostu przyznał - sorry, synu, nie byłem za bardzo męskim wzorcem ojca, nie do końca mi to leży, chociaż z grubsza znam reguły gry. To co, gramy w to?


                      > Tymczasem Józin skrycie pogardza rodzinną kuchtą - wujkiem Kalarepą. Dlaczego?
                      > Bo nigdy w życiu nikomu nie przylał🙄

                      Eeee... a skąd to wrażenie? Było coś takiego otwartym tekstem?
                      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 21:54
                        ako17 napisała:

                        > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                        > (...)
                        > > Tymczasem Józin skrycie pogardza rodzinną kuchtą - wujkiem Kalarepą. Dlac
                        > zego?
                        > > Bo nigdy w życiu nikomu nie przylał🙄
                        >
                        > Eeee... a skąd to wrażenie? Było coś takiego otwartym tekstem?
                        >


                        To są myśli samego Józwy. A brzmią one tak:
                        Taki miągwa, na przykład, miał gorzej: wuj Grześ był wrażliwcem, bał się zabić karpia i nigdy by nikomu nie przylał.
                        Tata – i owszem. Zanim został poważnym lekarzem, był przecież chłopakiem i to z tamtych czasów pochodziła blizna na jego żebrach: kiedy jeszcze mieszkał w Stanach, oberwał w bójce nożem.
                        • ako17 Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 23.11.23, 00:08
                          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                          > To są myśli samego Józwy. A brzmią one tak:
                          > [i]Taki miągwa, na przykład, miał gorzej: wuj Grześ był wrażliwcem, bał się zab
                          > ić karpia i nigdy by nikomu nie przylał.
                          A pod jakim względem miągwa miał gorzej - w związku z tym, że jego ojciec nikomu nie przylał?
                          Gosh, co ja przeczytałam a zupełnie nie odebrałam po drodze?
                          • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 00:30
                            Bo po prostu przy pewnej dawce irracjonalności myślącym ludziom się umysł wyłącza i nie przyswajają tego co czytają?
              • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 21:48
                aniadm napisała:

                > I to gotować po staroświecku, tłusto i obficie. Te jakieś diety i obsesje to dl
                > a bab i wymoczków dobre, dla miastowych Prawdziwy Mężczyzna musi zjeść porządni
                > e, jak to drzewiej bywało. I wcale od tego nie utyje.
                > No bo poważnie - Ida coś tam mamrocze na stronie, czy też pisze w mailach, że k
                > uchnia Dorotki to nie to co jej, masa tłuszczu i w ogóle i całe jej wysiłki z J
                > ózwą na marne... Ale to przecież znaczy, że ona nie wyrobiła w nim żadnych stał
                > ych nawyków żywieniowych, świadomości, co jest zdrowe a co nie. Że już o umieję
                > tności gotowania nie wspomnę. Zjada co mu pod nos podstawią i tyle.

                Jak miała wyrobić mu nawyki, skoro Józwa stołował się u dziadków? I żarł tłuste, tradycyjne oraz obfite? Sama Ida zresztą mimo zdrowotnych peror też wpierniczała u rodziców to tłuste i obfite aż jej oczęta z głowy wyłaziły.
        • greta_herbst Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 23.11.23, 17:54
          Robię za tzw. lurkera na tym forum już od lat, ale wreszcie mnie ruszyło żeby założyć konto i się odezwać.
          To się odzywam.

          Otóż jestem bardzo kompetentna, żeby się wypowiedzieć na temat Almy "Ciężki Charakter" Pyziak, albowiem gdyż właściwie to sama jestem taką Almą, a mianowicie jestem ci ja kobietą w wieku średnim, długotrwale samotną, dla której ta samotność jest najbardziej bolesnym aspektem jej życia. Mam całą masę różnych problemów, które obiektywnie są większe i bardziej poważne, ale fakt, że nie mam przysłowiowego chłopa jest jedyną rzeczą, która sprawia, że czasem płaczę w poduszkę.
          W ogóle sporo moich zachowań wywołanych tym problemem pasuje do stereotypu z komedii romantycznych, całe to wzmiankowane płakanie w poduszkę lub rękaw, konsumpcja różnego rodzaju ersatzów kulturowych, rozważanie nowo poznanych mężczyzn pod ewentualnym kątem, serio, robię to wszystko. W tymże roku bieżącym zdarzyło mi się siąść ma murku i szlochać głośno i wyraźnie z powodu ujrzenia dużej ilości szczęśliwych par na raz, aczkolwiek to był ogólnie ciężki dzień. I tak, lata bolesnych rozczarowań pokazały mi, że najprawdopodobniej problemem jest tenże ów właśnie mój Ciężki Charakter (trąby), bo mam te wszystkie cechy (takie jak niezależność, asertywność itp), które się u kobiet określa tym uroczym zbiorczym mianem i od którego uczy się mężczyzn, żeby uciekali na przełaj przez pole bo we wsi Moskal stoi. I zdanie sobie sprawy z tego, że tak jest, że jest się po prostu inherentnie niekochalną i chcianą nie będzie się nigdy boli jak jasna cholera z posypką.

          Dlaczego uprawiam cały powyższy ekshibicjonizm? Ano dlatego, że wydaje mi się iż moje uczucia są mniej więcej tym, co MM wyobraża sobie grające w takiej nomen omen duszy Almy Pyziak. Że moje zachowania są podobne do tych, które wyobraża sobie za zamkniętymi drzwiami jej mieszkania w tym Wrocku czy kaj tam ona mieszkała, kiedy nikt nie widzi (chociaż oczywiście konkretny dobór środków wyrazu zastosowany przez jednostkę w reakcji na wycie bezpańskiego serca może być zróżnicowanym).

          Tylko że.

          Nic z powyższego nie czyni mnie niezdolną do uśmiechania się, do cieszenia się innymi aspektami życia albo odczuwania satysfakcji z, dajmy na to, dobrze wykonanej pracy albo moich wypielęgnowanych roślin doniczkowiennych. Choć istotnie nie zawsze mam cierpliwość do wszystkich boleści moich sparowanych przyjaciół, to staram się pomagać im w potrzebie oraz cieszy mnie, kiedy im się układa i są szczęśliwi. Mimo iż sama nie dostępuję. A skoro o tym już mowa, to istotnie, mam przyjaciół, którzy mnie lubią i chcą się widywać, z czego wnioskuję że nie mogę być aż taką skończoną obmierzłowizną.
          Also, jestem aktywna fizycznie i choć genetycznie jestem całkowitym klopsem to udaje mi się trzymać tę mielonkę w jako tako znośnym kształcie, więc.

          Reasumując, pragnę powiedzieć, że MM dziwnie przecenia wpływ zawodów miłosnych na życie jednostki, ale też dziwnie o nich pisze, jakby z zewnątrz. Niby mamy Almie współczuć, ale dostajemy jedno zdanie z trzeciej ręki, o jej własnych uczuciach nic. Ja nawet zgaduję tylko, że ona czuła ból podobny do mojego, podczas gdy być może mam z tego wyczytać że ją prasnęło w urażoną dumę. Nie wiadomo właściwie.
          Weird.
          • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 23.11.23, 18:39
            greta_herbst napisała:

            > Robię za tzw. lurkera na tym forum już od lat, ale wreszcie mnie ruszyło żeby z
            > ałożyć konto i się odezwać.
            > To się odzywam.

            To witaj, rozgość się, proszę, oto powitalna girlanda z jelitka i tort z Myszem na serwisie Nowakowskich, tylko mysza proszę nie jeść. Herbatki w niebieskim, obtłuczonym kubku?
            • greta_herbst Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 23.11.23, 18:52
              Bardzo dziękuję, miło mi. Akurat dlaczego jelito jest memem nie udało mi się nigdy wylurkować ale przyjmę i tak.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 23.11.23, 19:06
                greta_herbst napisała:

                > Bardzo dziękuję, miło mi. Akurat dlaczego jelito jest memem nie udało mi się ni
                > gdy wylurkować ale przyjmę i tak.

                Zajrzyj do Kłamczuchy, do dyktanda Tomcia Kowalika z ciotką Lilą.
              • pi.asia Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 24.11.23, 20:43
                greta_herbst napisała:

                > Bardzo dziękuję, miło mi. Akurat dlaczego jelito jest memem nie udało mi się ni
                > gdy wylurkować ale przyjmę i tak.

                Powitalnie służę stosownym fragmentem "Kłamczuchy", wyjaśniającym problem jelita.

                Tego właśnie popołudnia opierający się wszystkimi nogami i rękami chłopczyna został przez starszą panią posadzony do karnego pisania. Kipiąc oburzeniem, dziecko musiało ulec przemocy.
                - Dorota ma palto - dyktowała ciotka Lila, wyglądając jednocześnie przez okno na tyły swego domostwa, gdzie pojemniki ze śmieciami, których MPO nie opróżniało już trzeci tydzień, zanieczyszczały wydatnie środowisko i atmosferę. - Dorota ma palto. Napisałeś?
                Tomcio wydał dźwięk potakujący i podrapał się długopisem po policzku, znacząc przy tym niebieską krechę na jego różowej okrągłości.
                - Pokaż - ciotka Lila podeszła do stołu. Ujrzała nierówne kulfony formujące się w zdanie: ,,Dorota ma jelito”.
                - Tomasz! Jakie znów jelito?!
                - Grube - mruknął syn chirurga.
                - Dlaczego nie piszesz tego, co ci dyktuję?
                - Bo sama ciocia mówiła, że nieważne, co się pisze, tylko jak.
                - Bzdury! Nie mogłam mówić czegoś podobnego - obruszyła się starsza pani. - Dorota ma palto, palto, rozumiesz? A wiesz, dlaczego: ma palto, a nie: ma jelito?
                - Bo idzie jesień - odparł Tomcio ze zniechęceniem. W ciągu dwóch miesięcy nauki szkolnej przekonał się, że ilekroć go pytano o przyczynę jakiegoś zjawiska, zawsze miała ona związek z nadejściem jesieni. Tym razem jednak nie trafił.
                - Co ma jesień do tego? - zdziwiła się ciotka Lila. - Dorota dlatego ma palto, żebyś ty się nauczył pisać. Proszę: Dorota ma palto. To palto Inki.
                - Ja nie rozumem - zirytował się Tomcio. - Wspólne mają czy co?
                - Ty me filozofuj, ty pisz. Nieważne, co się pisze, ważne jak.
                - A widzi ciocia.
                - Tomasz, ja z tobą oszaleję! - ciotka Lila została przyłapana na gorącym uczynku i to ją zirytowało. - Powtarzam, nie zadawaj głupich pytań, tylko pisz: Dorota ma jelito.
                - Palto ma...
                - Znów przekręcasz! Milcz! I pisz! Dorota ma jelito. To jelito Inki. Napisałeś? Czego się śmiejesz?
                - Hihi, ciociu, a jak się pisze: „syjamskie” czy „sjamskie”?

                To zaprawdę cudny fragment. I, jak to zwykle w takich razach bywa, podczas czytania znalazłam coś, co wcześniej przeoczyłam, mianowicie uderzyło mnie zdanie, że MPO już trzeci tydzień nie opróżniało pojemników ze śmieciami.
                Nie pamiętam, jaka w latach 70-ych była częstotliwość odbioru śmieci z prywatnych posesji, ale obecnie normą jest miesiąc. Tylko w miesiącach wiosenno letnich odpady bio wywozi się co dwa tygodnie.
    • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 21.11.23, 22:18
      Co do klopsienia, Larwa pobłogosławiona jest genami borejczymi, a Borejki nie tyją, mimo żarcia na tony tych wszystkich hiperkalorycznych pyszności u Pulpy.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 21.11.23, 22:28
        bupu napisała:

        > Co do klopsienia, Larwa pobłogosławiona jest genami borejczymi, a Borejki nie t
        > yją, mimo żarcia na tony tych wszystkich hiperkalorycznych pyszności u Pulpy.
        >

        Toć Pulpa sama jest Borejko rodem i tyje!
        • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 09:55
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > bupu napisała:
          >
          > > Co do klopsienia, Larwa pobłogosławiona jest genami borejczymi, a Borejki
          > nie t
          > > yją, mimo żarcia na tony tych wszystkich hiperkalorycznych pyszności u Pu
          > lpy.
          > >
          >
          > Toć Pulpa sama jest Borejko rodem i tyje!
          >
          >


          Noooo, tyje tak, że na ilustracjach ma rozmiar góra 40.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 10:02
            bupu napisała:

            > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
            >
            > > bupu napisała:
            > >
            > > > Co do klopsienia, Larwa pobłogosławiona jest genami borejczymi, a B
            > orejki
            > > nie t
            > > > yją, mimo żarcia na tony tych wszystkich hiperkalorycznych pysznośc
            > i u Pu
            > > lpy.
            > > >
            > >
            > > Toć Pulpa sama jest Borejko rodem i tyje!
            > >
            > >
            >
            >
            > Noooo, tyje tak, że na ilustracjach ma rozmiar góra 40.
            >

            Ciotkę Zgryzotkę wyjąwszy, tam nadrobiła za wszystkie tomy.
    • ako17 Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 21.11.23, 23:38
      tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

      >
      > Szefie, co to była za zgrabna kobitka, jak miała swoje lata. No, mówię panu,
      > wszystko na swoim miejscu. I te oczka! - proszę siadać. Ja z nią sąsiaduję od
      > dziecka, od pieluch, panie kochany, ja wszystko pamiętam. Zawsze nosa zadzierał
      > a, nie spojrzała na człowieka ani nic, a już zwłaszcza jak zaczął do niej przyc
      > hodzić ten mądrala. Miała takiego kawalera, z uniwersytetu. Ale długo nie wytrz
      > ymał, bo ona jednak ma ciężki charakter. Przeniósł się, niby niechcący, do Wars
      > zawy. Alma się załamała i do dziś jest sama. Każdego by wzięło.


      Moim zdaniem ten fragment o Almie to w sumie jedyna ciekawa rzecz w całym TiR.
      Która to książka zupełnie nie wiem po co powstała.
      >
      >
    • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 08:28
      Ja tylko nadmienie, ze Wisniak, przeze mnie kiedys niechcacy, ale trafnie nazwany Swiniakiem, nadaje to wszystko (lacznie z wiezienna historia brata Almy) facetowi, ktorego pierwszy raz w zyciu na oczy widzi, nie wie, co on za jeden, kim jest dla Almy i w jakiej sprawie objawil sie na Pomurnej.
      • ciotka-scholastyka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 11:05
        tt-tka napisała:

        > Ja tylko nadmienie, ze Wisniak, przeze mnie kiedys niechcacy, ale trafnie nazwa
        > ny Swiniakiem, nadaje to wszystko (lacznie z wiezienna historia brata Almy) fac
        > etowi, ktorego pierwszy raz w zyciu na oczy widzi, nie wie, co on za jeden, kim
        > jest dla Almy i w jakiej sprawie objawil sie na Pomurnej.

        Nie taka to rzadkość, pani kochana...
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 13:22
        Ciekawe co by było, gdyby to na niego, a nie na Oleńkę wpadła Larwa. Facet może i ma zainteresowania stosowne do nazwiska, ale usposobienia jest łagodnego, a przede wszystkim wylewny (ba-dumc!) - jako osiedlowy monitoring, który Almę ewidentnie podsłuchuje (nie wierzę, że sama mu się zwierzała), miałby dla jej siostrzenicy pewnie jeszcze więcej informacji niż dla obcego Robwąsa. Może nawet byłby skłonny pomóc po cichu zdobyć jakiś kontakt do Janusza, nie do takich rzeczy wścibscy sąsiedzi są zdolni
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 21:11
      Ej, właściwie od jakiego języka gramatyki opisowej Alma jest specjalistką? Chyba tego nigdzie nie sprecyzowano?

      W ogóle coś mało danych demograficznych o niej mamy, chociażby ile ma lat. Musi ją dzielić z bratem naprawdę duża różnica wieku, skoro w czasie akcji TiR, kiedy Janusz powinien dobiegać czterdziestki, ona jest opisana jako zupełnie siwa, a i narysowana jest strasznie staro.
      • ako17 Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 21:38
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Ej, właściwie od jakiego języka gramatyki opisowej Alma jest specjalistką? Chyb
        > a tego nigdzie nie sprecyzowano?
        >
        > W ogóle coś mało danych demograficznych o niej mamy, chociażby ile ma lat. Musi
        > ją dzielić z bratem naprawdę duża różnica wieku, skoro w czasie akcji TiR, kie
        > dy Janusz powinien dobiegać czterdziestki, ona jest opisana jako zupełnie siwa,
        > a i narysowana jest strasznie staro.
        >

        nie umiem liczyć, przyznaję się. Ale wyszło mi, że w TiR Janusz powinien mieć ok. 34-35 lat. Dopiero w JT dobiega czterdziestki...
        • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 21:44
          ako17 napisała:


          > nie umiem liczyć, przyznaję się. Ale wyszło mi, że w TiR Janusz powinien mieć o
          > k. 34-35 lat. Dopiero w JT dobiega czterdziestki...

          Zależy którego Pyziaka masz na myśli. Pyziak z Kłamczuchy jest rocznik 62, jak Aniella i Robrojek, zatem w 1999 powinien mieć lat 37. Pyziaczek z KK, ten koszykarski donżuan od kwiecia drzew owocowych z miejscówką do Biescadów, miał w 1977 ukończone lat 18, zatem jest z rocznika 1959 i w 1999 stuknęła mu okrągła czterdziecha.
          • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 24.11.23, 21:31
            To on taki zdolniacha, nie tylko geografią żongluje ale i czasoprzestrzeń zagina?
            • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 24.11.23, 21:34
              kocynder napisała:

              > To on taki zdolniacha, nie tylko geografią żongluje ale i czasoprzestrzeń zagin
              > a?
              >


              No taki talenciarz, no...
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 24.11.23, 22:30
            bupu napisała:

            > ako17 napisała:
            >
            >
            > > nie umiem liczyć, przyznaję się. Ale wyszło mi, że w TiR Janusz powinien
            > mieć o
            > > k. 34-35 lat. Dopiero w JT dobiega czterdziestki...
            >
            > Zależy którego Pyziaka masz na myśli. Pyziak z Kłamczuchy jest rocznik 62, jak
            > Aniella i Robrojek, zatem w 1999 powinien mieć lat 37. Pyziaczek z KK, ten kosz
            > ykarski donżuan od kwiecia drzew owocowych z miejscówką do Biescadów, miał w 19
            > 77 ukończone lat 18, zatem jest z rocznika 1959 i w 1999 stuknęła mu okrągła cz
            > terdziecha.
            >
            >
            >

            W Kłamczusze nie było wzmianki wprost ile Janusz ma lat, więc akurat takich czasowych wygibasów nasz człowiek renesansu nie musiał uprawiać.
            A w tamtych czasach, kiedy normalne było np. pójście po zawodówce do technikum, żeby zrobić maturę, czy powtarzanie roku za nonkonformizm (Hajduk), dużo starsi koledzy w klasie nie byli chyba niczym niezwykłym?
            • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 24.11.23, 23:44
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:




              > W Kłamczusze nie było wzmianki wprost ile Janusz ma lat, więc akurat takich cza
              > sowych wygibasów nasz człowiek renesansu nie musiał uprawiać.

              Ao właśnie, nie było wzmianki. Janusz jest zwyczajnie opisany jako kolega z klasy, chociaż fakt, że był już pełnoletni niewątpliwie godzien był wzmianki. Stąd mój wniosek, że na tym etapie Pyziaczek wiekiem nie odstawał od Anielli i Robroja.

              > A w tamtych czasach, kiedy normalne było np. pójście po zawodówce do technikum,
              > żeby zrobić maturę,

              Słucham, że co? No nie, nikt po zawodówce nie pchał się na pięć lat do technikum, tylko po to żeby maturę zrobić. Od tego były tajne komplety, pardą, kursy wieczorowe.

              > czy powtarzanie roku za nonkonformizm (Hajduk), dużo stars
              > i koledzy w klasie nie byli chyba niczym niezwykłym?

              Kolega który już posiadał dowód osobisty i mógł sam kupić piwo/fajki był wśród szestnastolatków klejnotem towarzyskim, rozchwytywanym bardziej niż parówkowa w mięsnym.
              • mircja Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 24.11.23, 23:59
                bupu napisała:


                > Słucham, że co? No nie, nikt po zawodówce nie pchał się na pięć lat do techniku
                > m, tylko po to żeby maturę zrobić. Od tego były tajne komplety, pardą, kursy wi
                > eczorowe.
                >
                Teoretycznie by mógł pójść po zawodówce do technikum nie po to, żeby zrobić maturę, tylko żeby mieć widoki na inną pracę. Np. wybrał jakąś zawodówkę, a potem mu się odwidziało. Nawiasem mówiąc, mój ojciec właśnie poszedł po zawodówce do technikum, tyle że było to we wcześniejszych latach.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 25.11.23, 00:02
                bupu napisała:

                > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                >
                >
                >
                >
                > > W Kłamczusze nie było wzmianki wprost ile Janusz ma lat, więc akurat taki
                > ch cza
                > > sowych wygibasów nasz człowiek renesansu nie musiał uprawiać.
                >
                > Ao właśnie, nie było wzmianki. Janusz jest zwyczajnie opisany jako kolega z kla
                > sy, chociaż fakt, że był już pełnoletni niewątpliwie godzien był wzmianki. Stąd
                > mój wniosek, że na tym etapie Pyziaczek wiekiem nie odstawał od Anielli i Robr
                > oja.
                >
                > > A w tamtych czasach, kiedy normalne było np. pójście po zawodówce do tech
                > nikum,
                > > żeby zrobić maturę,
                >
                > Słucham, że co? No nie, nikt po zawodówce nie pchał się na pięć lat do techniku
                > m, tylko po to żeby maturę zrobić. Od tego były tajne komplety, pardą, kursy wi
                > eczorowe.
                >
                > > czy powtarzanie roku za nonkonformizm (Hajduk), dużo stars
                > > i koledzy w klasie nie byli chyba niczym niezwykłym?
                >
                > Kolega który już posiadał dowód osobisty i mógł sam kupić piwo/fajki był wśród
                > szestnastolatków klejnotem towarzyskim, rozchwytywanym bardziej niż parówkowa w
                > mięsnym.
                >
                >
                >
                >

                To prawda, ale żeby o tym rozchwytywaniu (a więc i pyziaczej osiemnastce) padło, MM musiałaby opisać wśród szkolnych znajomych Anieli epizody palenia po kątach. Robrojek mi na takiego nie wygląda, żeby Ola Sobkowiak z Joanną popalały też nie było wzmianek. Ergo, nie ma palacza - nie ma pretekstu by ujawniać wiek potencjalnego dilera. (Jeden jedyny Pawełek z petem w zębach nie uczył się w poligrafiku, więc nie mógł znać Pyziaka i chodzić doń na żebry.)
                Chyba, że coś było, ale przeoczyłam?
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 21:47
          ako17 napisała:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          > > Ej, właściwie od jakiego języka gramatyki opisowej Alma jest specjalistką
          > ? Chyb
          > > a tego nigdzie nie sprecyzowano?
          > >
          > > W ogóle coś mało danych demograficznych o niej mamy, chociażby ile ma lat
          > . Musi
          > > ją dzielić z bratem naprawdę duża różnica wieku, skoro w czasie akcji Ti
          > R, kie
          > > dy Janusz powinien dobiegać czterdziestki, ona jest opisana jako zupełnie
          > siwa,
          > > a i narysowana jest strasznie staro.
          > >
          >
          > nie umiem liczyć, przyznaję się. Ale wyszło mi, że w TiR Janusz powinien mieć o
          > k. 34-35 lat. Dopiero w JT dobiega czterdziestki...
          >
          >

          Jakim cudem? Janusz w KK, czyli rok z 1977 na 78 jest opisany jako 18-latek, a akcja TiR rozgrywa się w 1999, czyli powinien wtedy mieć 39-40 lat.
      • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 21:38
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Ej, właściwie od jakiego języka gramatyki opisowej Alma jest specjalistką? Chyb
        > a tego nigdzie nie sprecyzowano?
        >
        > W ogóle coś mało danych demograficznych o niej mamy, chociażby ile ma lat. Musi
        > ją dzielić z bratem naprawdę duża różnica wieku, skoro w czasie akcji TiR, kie
        > dy Janusz powinien dobiegać czterdziestki, ona jest opisana jako zupełnie siwa,
        > a i narysowana jest strasznie staro.
        >

        E, strasznie staro to jest narysowany Robroj, Alma przynajmniej nie jest pomarszczona jak wędzona śliwka. Ale oczywiście jest gruba, no bo jakżeby inaczej.
    • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 22.11.23, 21:24
      zwazmy jednakowoz, ze Wisniak/Swiniak wie to, co sie dzieje na Pomurnej, i tez niekoniecznie dokladnie. A Alma sporo jezdzi, jak na naukowczynie przystalo... skad wiemy, ze jest sama ? :P
    • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 24.11.23, 22:30
      Alma zagryzła usta, prawie do krwi. Jezu, ale była naiwna. Naiwna idiotka! Tak się narwać?! Nigdy nie była imprezowa, wręcz przeciwnie, zawsze układna, poważna... Nawet dość lubiana, zwłaszcza, jak przychodziło do klasówki. Chłopcy jednak, poza jęczeniem o ściągę na tańce zabierali raczej jej koleżanka: Monikę - wesołą trzpiotkę, Alę - flirciarkę, Kasię - subtelnie śliczną i łagodną... Ona sama nie była zbyt ładna. Owszem, miała niezłą figurę, zgrabne nogi o pęcinach jak Kasztanka Piłsudskiego, wcięcie w talii, nienajgorszy choć raczej niewielki biust... Niestety, te walory nic nie znaczyły: nie umiała być "kobieca", słodka i udawać głupiej. Wręcz odwrotnie - przez to chłopacy bali się jej ostrego jak brzytwa języka i lodowatego spojrzenia stalowych oczu. Prócz tego, od śmierci rodziców miała tez pod opieką młodszego brata co nie zachęcało do niej potencjalnych amantów. Aż do tego jednego... Alma siedziała w czytelni i wertując jakieś opasłe tomiszcze szukała materiałów do pisanego artykułu. Tak, mimo, że była dopiero studentką mogła się już poszczycić co najmniej kilkoma znaczącymi publikacjami w prasie naukowej! Nagle na krzesło obok niej opadł Paweł, jej kolega z roku.
      - Alma, szykuje się rzeź niewiniątek! - jęknął. Spojrzała na niego uważnie znad okularów
      - Niby czemu? - szepnęła.
      - Bo na nasza katedrę trafił Andrzej Werner. TEN Andrzej Werner! - syknięcia wokół zmusiły chłopaka do ściszenia głosu. - Sama wiesz... - Oczywiście wiedziała. W wąskim światku filologów nie sposób było nie dostrzec sylwetki młodego, mającego tytuł profesorski przed czterdziestką naukowca, który uchodził za bardzo wymagającego wykładowcę.
      Pierwsze zajęcia z profesorem Wernerem były swego rodzaju próbą. Okazał się być jeszcze gorszy i równocześnie o niebo lepszy niż jego legenda. Bezlitośnie i złośliwie obnażał wszelkie niedostatki wiedzy grupy studentów, ale pod sam koniec wykładu... Och, pod sam koniec "wyrwał" pytaniem ją, Almę, a ona odpowiedziała doskonale. Był wyjątkowy, mocno zbudowany, wysoki i taki nieziemsko przystojny... Alma doskonale wiedziała, że nie do niego startować z kusa spódniczką czy trzepotem rzęs - jedyne czym mogła zwrócić jego uwagę - to wiedza! Uczyła się więc jak wariatka, kuła jak wściekła, a za nagrodę wystarczał jej początkowo jego ciepły uśmiech i pochwała "Alma Pyziak bardzo dobry! Brawo! Tylko tak dalej!". A potem przestało jej to wystarczać. Równocześnie zauważyła, że on tez do niej ciągnie, że stara się przedłużyć wykład rozmową w przerwie, że szuka jej spojrzenia. "To" stało się jakoś króciutko po obronie przez nią magisterki,, miała już zapewniony etat na uczelni, miała zamiar kontynuować pracę naukową, ale kiedy Andrzej, już nie pan Werner, zaprosił ją na kawę do swojej kawalerki - poszła bez wahania. To było najcudowniejsze lato jej życia - trzy miesiące chodziła jak pijana szczęściem, kariera stała przed nią otworem, ale najważniejsze było to - że po pracy leciała jak na skrzydłach do niego. W pościeli szeptał czułe obietnice, miłosne zaklęcia, powtarzał, że jest jedyna, wyjątkowa, najpiękniejsza. Że nigdy nie spotkał kogoś takiego jak ona. Że dla niej mógłby zaryzykować wszystko. Kochała go jak nikogo na świecie, nawet Janusza, ukochanego brata, na ten czas szaleństwa nieco zaniedbała. W to wrześniowe popołudnie postanowiła, że jej ukochany i jej brat muszą się w końcu poznać. Z uczelni skoczyła na szybkie zakupy, a potem pojechała do kawalerki Andrzeja. Pogwizdując wesoło wzięła prysznic, nie wycierając się narzuciła koszulę ukochanego i zaczęła szykować jego ulubione naleśniki. Nagle zadzwonił dzwonek u drzwi. Otworzyła. Za nimi stała trzydziestokilkuletnia kobieta.
      - Dzień dobry. - wyciągnęła rękę. - Chyba powinnyśmy się poznać. Jestem Liliana Werner, żona Andrzeja Wernera... - a dalej było jak w kiepskim filmie... Lilianna była nie tylko żoną Andrzeja. Była tez matką jego córki. Wiktoria miała osiem lat i dziecięce porażenie mózgowe. Okazało się, że Andrzej ucieka od żony, dziecka i obowiązków w pracę, oraz... dość regularnie w ramiona studentek. Liliana nie miała za złe, nie miała żalu. Od razu zapewniła, ze nie wątpi, iż Alma nie miała pojęcia, że jej ukochany ma już rodzinę. Tym razem jednak - jak powiedziała Liliana - dla Andrzeja to nie była przygoda. Tym razem postanowił się rozwieść. Właśnie dostała pozew, podły, okrutny, w którym zarzuca jej niewierność i żąda rozwodu z jej winy!Alma zacisnęła oczy. Nie, nie postąpiła teatralnie, nie rzuciła we wchodzącego Andrzeja wazonem... Zachowała się na zimno i "z klasą". Spakowała swoje rzeczy, chłodno wyjaśniła mu, że o ile porzucenie żony mogłaby wybaczyć, żona jest dorosła i da sobie rade, o tyle w słowniku kulturalnych ludzi nie ma słów, by opisać jego stosunek do córki i po prostu wyszła, zostawiając klucze na stole i nie zwracając uwagi na jego łzy. Wzięła dwa tygodnie zwolnienia, a kiedy wróciła na uczelnię - dowiedziała się, że profesor Werner przeniósł się na uniwersytet gnieźnieński.
      To było dawno temu, ale Alma nie umiała już nigdy zaufać. Zdjęła okulary, odłożyła je na stole obok książki, potarła palcami nasadę nosa. Nagle otoczyły ja silne męskie ramiona.
      - Co się stało, Kocie? Zmęczona jesteś? Oderwij się od pracy, zrobię ci masaż... - Dłonie spoczęły na jej ramionach i zaczęły uciskać mięśnie zmuszając je do rozluźnienia. Krzysztof. Wspaniały człowiek i wspaniały przyjaciel. Owszem, łóżko tez ich łączyło, bo niby czemu nie, ale nie to było najważniejsze. Krzysztof był uczciwy, szczery i prawdomówny. A prócz tego - nie naciskał. Pozwalał jej na nieufność, pozwalał na ucieczkę, tak jakby wiedział, że i tak do niego wróci, nie miał za złe jej pracy, konferencji, sympozjów. Ba, sam jako wykładowca w Wyższej Szkole Turystyki i Zarządzania często jeździł na różne spotkania branżowe. To był dobry układ - oboje byli samotni, singlami, jak to się teraz mówi, doskonale się uzupełniali.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 25.11.23, 19:55
        Ta jest! A Świniak patrzy i klnie🫠
        Wnioskuję, że widują się tylko u Krzysztofa, skoro ten osiedlowy monitoring jeszcze ich nie dopadł
        • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 25.11.23, 20:11
          Świniak się rozpił już do tego stopnia, że nie rozpoznałby samego siebie w lustrze, więc ploty nie grożą. Na marginesie: gdyby Alma miała zamiar się jakimikolwiek plotami, a już zwłaszcza plotami Świniaka przejmować... :)
          • mircja Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 13:11
            kocynder napisała:

            > Świniak się rozpił już do tego stopnia, że nie rozpoznałby samego siebie w lust
            > rze, więc ploty nie grożą. Na marginesie: gdyby Alma miała zamiar się jakimikol
            > wiek plotami, a już zwłaszcza plotami Świniaka przejmować... :)
            >
            Ciekawe jest, że Wiśniak w pewnym momencie mówi, że malował łazienkę u Oleńki. I dalej:
            "Ja nie jestem drogi. Płytki też umiem położyć..." Wygląda na to, że według MM w tego rodzaju usługach specjalizują się alkoholicy.
            • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 14:40
              mircja napisała:


              > Ciekawe jest, że Wiśniak w pewnym momencie mówi, że malował łazienkę u Oleńki.
              > I dalej:
              > "Ja nie jestem drogi. Płytki też umiem położyć..." Wygląda na to, że według MM
              > w tego rodzaju usługach specjalizują się alkoholicy.


              W głębokim peerelu nader często drobną wykończeniówką typu ścianę pomalować, płytki położyć, parkiet przecyklinować i polakierować, nader często zajmowały się na lewo rozmaite "złote rączki", reklamowane pocztą pantoflową i bywało że tronkowe. Zgaduję zatem, że autoressa miała kiedyś przyjemność z tego typu zawianą rączką, zapamiętała, a potem swoim zwyczajem uogólniła, na melodię, że jak grubas to tępadło, jak z bloku to bez czółka, a jak majster to pijak.
        • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 25.11.23, 20:17
          Ale ogólnie mię się wizja podoba, tyle, że nie wiem czy jest "kanonicznie" zgodna z Błężycjadą. Znaczy czy nie ma błędów rażących. :D
          Ale miałam takie coś, że Alma będąc niezbyt atrakcyjną dość późno się zakochała, ale tak... Na zawsze. I po rozstaniu (taka informacja o ukochanym musiała ją zwalić z nóg) poszła w pracę, karierę, a mężczyźni tak tylko na chwilę. No i dopiero w wieku już "profesorskim", już z dorobkiem itd poznała tego Krzysztofa... I życzę im dużo szczęścia, acz wcale nie koniecznie ślubu romantycznego i wypełnionych ramion.
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 25.11.23, 20:27
            kocynder napisała:

            > Ale ogólnie mię się wizja podoba, tyle, że nie wiem czy jest "kanonicznie" zgod
            > na z Błężycjadą. Znaczy czy nie ma błędów rażących. :D
            > Ale miałam takie coś, że Alma będąc niezbyt atrakcyjną dość późno się zakochała
            > , ale tak... Na zawsze. I po rozstaniu (taka informacja o ukochanym musiała ją
            > zwalić z nóg) poszła w pracę, karierę, a mężczyźni tak tylko na chwilę. No i do
            > piero w wieku już "profesorskim", już z dorobkiem itd poznała tego Krzysztofa..
            > . I życzę im dużo szczęścia, acz wcale nie koniecznie ślubu romantycznego i wyp
            > ełnionych ramion.
            >

            Na ramiona pewnie są już ździebko za starzy, ale tak, to do Almy pasuje, taki luźniejszy związek. I do narracji Wiśnioka, że jest "sama".
            • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 25.11.23, 20:41
              Ale mogli by se wypełniacz ramion adoptować czy cuś. Ale nie, nie chcę dla nich piskających tłumoczków. Chcę, by mięli fajny luźny związek, oparty na partnerstwie, wzajemnym zaufaniu i dobrej woli. Dla jasności: luźny związek NIE OZNACZA, że na każdej konferencji on wyrywa młodziutkie hostessy, albo ona szuka co wakacje młodego "byczka" w Egipcie czy tam na Teneryfie. W tym przypadku "luźny", oznacza, że każde ma swoje mieszkanie, swoje życie, swoje plany zawodowe, a równocześnie że bardzo się lubią, kochają, cenią swoje towarzystwo, i chcą spędzać razem czas. :) Nie wiem, czy mi tak wyszło, jak pisałam "na gorąco". ;)
              • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 14:45
                kocynder napisała:

                > Ale mogli by se wypełniacz ramion adoptować czy cuś.

                Almę to ja totalnie widzę adoptującą kota. Albo nawet adoptowaną przez jakieś nieszczęście małoletnie ze śmietnika, przekonującą samą siebie, że to tylko na chwilę, tymczasowo, zaraz przecież odda toto w jakieś dobre ręce. A tymczasem toto rośnie, owija sobie Almę wokół małego paluszka i zanim sroga doktor gramatyki opisowej się obejrzy, już ma specjalną półeczkę dla kota nad biurkiem, kocie legowiska wszędzie, a Oleńka zasuwa do sklepu po kocią karmę, ścigana napomnieniami, żeby pamiętała, że z wołowinką, broń Boże z kurczaczkiem, bo Pufcio wszakże kurczaczka nie jada.
                • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 14:49
                  [podrywa się i entuzjastycznie bije brawo]
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 01:38
      Strasznie mi doskwiera ten brak jakiejkolwiek wiedzy na temat korzeni naszej pary klopsów. Brak jakichkolwiek wzmianek na temat rodziców, ich nieobecność na ślubie syna, brak u Almy zdjęć krewnych poza bratem, ... O braku kontaktu z Rurzą i Larwą się nie wypowiadam, bo w borejklanie żadne dziecko nie ma rodziny "drugiej strony".

      Tak naprawdę jedyne co wiemy to to, że prawdopodobnie mieszkali w Toruniu - w TiR Alma mówi, że się tam wychowała (no chyba, że od najmłodszych lat uczyła się w szkołach z internatem). Forumowe założenie, że szybko osierocili Janusza też jest prawdopodobne, skoro zmajstrowali go, na oko, kilkanaście lat po Almie, to w chwili gdy związał się z Gabą mogli już być starszawi.
      Ewentualnie mogło być tak, że żyli jeszcze ładnych parę lat, ale byli takimi patusami, że Alma i Janusz po wybyciu z domu zerwali z nimi kontakty, tak przecież też się zdarza.

      Strasznie ciekawi mnie jacy byli ludzie, którzy wydali na świat dwoje CKNUKcząt. Ciekawe które z rodziców zostawiło im w spadku te stalowe mutry. A może żadne, bo się recesywne oczęta po dziadkach zamaskowały? I po kim rodzeństwo Pyziaków ma te orle profile?
      Kim byli z wykształcenia i zawodu? Może robili w czymś humanistycznym, skoro Alma jest filolożką, a Janusz poligrafem?
      I wreszcie, dlaczego pierworodna jest "aż" Almą (choć nie Mater), a jej brat "tylko" Januszem?
      • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 10:18
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        >
        > Tak naprawdę jedyne co wiemy to to, że prawdopodobnie mieszkali w Toruniu - w T
        > iR Alma mówi, że się tam wychowała (no chyba, że od najmłodszych lat uczyła się
        > w szkołach z internatem).

        No toż Świniowiśniak z Podmurnej zeznaje, że zna Almę od pieluch. Co oznacza że Pyziakowie wraz z przychówkiem w postaci Almy i Janusza mieszkali na Podmurnej, naprzeciw Świniakow... Pardą, Wiśniakow.


        Forumowe założenie, że szybko osierocili Janusza też
        > jest prawdopodobne, skoro zmajstrowali go, na oko, kilkanaście lat po Almie,

        Nie wiem skąd się wszystkim to kilkanaście lat bierze. Alma była osobą w średnim wieku w 1999, tym samym zatem w którym Janusz kończył 40 lat. Co oznacza, że równie dobrze mogła być od brata starsza kilka lat, nie kilkanaście. A że narysowana staro? Toż Wąs w tym.samym tomie wygląda jak sterany sześćdziesieciolatek.
        • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 10:46
          Eee... Bupu szacowana, czy imoscina wie może, ile też lat liczy sobie Alma? Chociaż tak mniej-więcej... Ilustrację wkładając między bajki, ale z tekstu. Gdzieś coś wynika?
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 11:57
            kocynder napisała:

            > Eee... Bupu szacowana, czy imoscina wie może, ile też lat liczy sobie Alma? Cho
            > ciaż tak mniej-więcej... Ilustrację wkładając między bajki, ale z tekstu. Gdzie
            > ś coś wynika?
            >

            Co tam ilustracja, Alma jest opisana jako SIWA.
            • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 14:50
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


              > Co tam ilustracja, Alma jest opisana jako SIWA.

              No i? Znam osobnika, który przed ukończeniem trzydziestki był siwy jak gołąbek. Ja sama zaczęłam siwieć ekstracugiem zaraz po czterdziestce, skutkiem zawirowań hormonalnych i gdybym nie maczała łba w hennie, to tez byłabym teraz siwiutka, lat mając czterdzieści i pięć. A Almie mogło się nie chcieć maczać w niczym.
              • greta_herbst Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 28.11.23, 17:02
                Jednakowoż co innego człowiek realnie istniejący a co innego postać literacka. Tego rodzaju cechy się zazwyczaj nadaje chcąc coś czytelnikowi zasugerować.

                No chyba że nie. Ale jeśli Alma miałaby jakoś tam iść na przekór stereotypu i właśnie reprezentować wcześnie siwiejących, czy cokolwiek, to wypadałoby wtedy napisać raczej coś w stylu "musiała być z tych co wcześnie siwieją, bo reszta wyglądu nie pasowała do białej jak gołąbek babuleńki" czy coś. Ja bym tak napisała.
                • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 28.11.23, 19:16
                  Biorąc pod uwage obecny "risercz" autorki? No weeeź.... Cieszmy się i radujmy, że autorce się nie zapomniało, że Janusz miał siostrę Almę a nie brata Maksencujsza. A takie farmazony, o kolorach ócz i uwłosień to, pani kochana, detale som, nie warte spojrzenia!
                  • greta_herbst Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 28.11.23, 21:06
                    No ale wiesz, siadasz do pisania. Masz jakiś tam koncept na to, co ma się wydarzyć, masz jakiś tam koncept tej siostry Janusza - że starsza, że surowa, zawiedziona lekkomyślnym bratem czy cokolwiek. Wygląd postaci też się przeważnie jakiś jawi (na marginesie - ciekawe jak to jest u niewidzących autorów). Często podejmuje się świadomie pewne decyzje odnośnie wyglądu postaci, żeby wzbudzić w czytelniku określone skojarzenia, do tego stopnia że wiele z nich utarło się już jako stereotypy.

                    Więc jeśli MM opisała Almę jako siwą, to zapewne właśnie po to, żeby zasugerować, że to stara kobieta, bo siwizna jest kulturowo rozpoznawanym znakiem starości. Przypuszczam że miało to podkreślić surowość Almy i straszność całej sytuacji, a la "biedny mały Kopciuszek właśnie przypadkiem rozlał mleko a tu jak na złość straszna stara jędza stanęła w drzwiach!" A że nie pasuje do kalendarza, furda, nad datami urodzin nikt się nie będzie zastanawiał.
                • mircja Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 28.11.23, 21:55
                  greta_herbst napisała:


                  > No chyba że nie. Ale jeśli Alma miałaby jakoś tam iść na przekór stereotypu i w
                  > łaśnie reprezentować wcześnie siwiejących, czy cokolwiek, to wypadałoby wtedy n
                  > apisać raczej coś w stylu "musiała być z tych co wcześnie siwieją, bo reszta wy
                  > glądu nie pasowała do białej jak gołąbek babuleńki" czy coś. Ja bym tak napisał
                  > a.
                  A skąd właściwie wiadomo, ile kobiet wcześnie siwieje? Większość z nich chyba i tak to maskuje farbowaniem.
                  Ja siwe włosy w ten sposób ukrywałam grubo przed czterdziestką (aż w końcu mi się znudziło). Wydaje mi się, że, że to nie jest aż tak wyjątkowe, żeby wymagało specjalnego komentarza. A gdyby ktoś mnie określił mianem "babuleńki" tylko dlatego, że mam siwe włosy, tobym z nim chyba zerwała znajomość.
                  • greta_herbst Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 29.11.23, 11:48
                    No właśnie - tym bardziej opisanie postaci jako siwej powinno być świadomą decyzją autorki służącą przekazaniu czytelnikowi jakiejś informacji, na przykład że Alma jest dużo starsza od brata. Jak to zinterpretowało kilka osób, o czym mówią powyżej.
                • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 29.11.23, 19:57
                  Dla jasności - nie mam pojęcia czy MM myślała cokolwiek dając cechy opisane Almie. Ja odniosłam wrażenie (podkreślam, tylko wrażenie, nie ma to oparcia w tekście), że różnica wieku między rodzeństwem była spora ale nie "pokolenie". Czyli właśnie na zasadzie: gdy Alma była na trzecim roku studiów - Janusz kończył podstawówkę. Siedem - dziesięć lat. Odniosłam też wrażenie, że ich rodzice nie żyją, choć tez nie wiem czy to z jakichś przesłanek w tekście czy moje wrażenia. Mogła być sytuacja, że ojciec zmarł krótko po narodzinach syna, a matka - właśnie gdy kończył podstawówkę.
                  • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 29.11.23, 21:00
                    kocynder napisała:

                    > Dla jasności - nie mam pojęcia czy MM myślała cokolwiek dając cechy opisane Alm
                    > ie. Ja odniosłam wrażenie (podkreślam, tylko wrażenie, nie ma to oparcia w tekś
                    > cie), że różnica wieku między rodzeństwem była spora ale nie "pokolenie". Czyli
                    > właśnie na zasadzie: gdy Alma była na trzecim roku studiów - Janusz kończył po
                    > dstawówkę. Siedem - dziesięć lat. Odniosłam też wrażenie, że ich rodzice nie ży
                    > ją, choć tez nie wiem czy to z jakichś przesłanek w tekście czy moje wrażenia.
                    > Mogła być sytuacja, że ojciec zmarł krótko po narodzinach syna, a matka - właśn
                    > ie gdy kończył podstawówkę.
                    >

                    To by wyjaśniało czemu Janusz tak wcześnie poszedł do pracy.

                    I przy okazji mamy kolejny potencjalny powód rozwodu - biorąc pod uwagę tak dużą różnicę doświadczeń życiowych mogli się z Gabą nie rozumieć na wielu płaszczyznach. On przedwcześnie dorosły, od lat "na swoim", przyzwyczajony do mobilności i życia w stanie surowym (bursa), a ona z przedłużonym dzieciństwem, uczepiona rodziców i wygody życia na garnuszku. Mogli też mieć w związku z tym rażąco różne wizje przyszłości.
                • ciotka-scholastyka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 30.11.23, 09:37
                  greta_herbst napisała:

                  > Ale jeśli Alma miałaby jakoś tam iść na przekór stereotypu i w
                  > łaśnie reprezentować wcześnie siwiejących, czy cokolwiek, to wypadałoby wtedy n
                  > apisać raczej coś w stylu "musiała być z tych co wcześnie siwieją, bo reszta wy
                  > glądu nie pasowała do białej jak gołąbek babuleńki" czy coś. Ja bym tak napisał
                  > a.

                  Primo, siwa niekoniecznie musi oznaczać "biała jak gołąbek babuleńka". Rodzajów siwizny jest niewiele mniej niż blondu.
                  Secundo, ty byś tak napisała, a ja uważam taki wtręt za zupełnie zbędny. Co innego, gdyby miało jakiś związek z akcją, ale nie ma, jest tylko opisem postaci.
        • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 16:00
          bupu napisała:

          > Nie wiem skąd się wszystkim to kilkanaście lat bierze. Alma była osobą w średni
          > m wieku w 1999, tym samym zatem w którym Janusz kończył 40 lat. Co oznacza, że
          > równie dobrze mogła być od brata starsza kilka lat, nie kilkanaście.

          Pomijając ilustracje, to mamy jeszcze deklarację Oli, że Almie trzeba trochę więcej wybaczać, bo jest w trudnym wieku. Może to znaczyć wiele rzeczy, w tym nic, ale można założyć również i to, że Ola sugerowała menopauzę (jak Marek Idzie). A ponieważ nic nie wskazuje na to, że były sobie bliskie na tyle, by jedna drugiej zwierzała się z problemów zdrowotnych, być może miało to sugerować, że Alma jest koło pięćdziesiątki.
      • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 16:13
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Ewentualnie mogło być tak, że żyli jeszcze ładnych parę lat, ale byli takimi pa
        > tusami, że Alma i Janusz po wybyciu z domu zerwali z nimi kontakty, tak przecie
        > ż też się zdarza.

        Alma ewidentnie mieszkała w domu po rodzicach (a najpewniej i w mieszkaniu po rodzicach), skoro wiśniówkowy sąsiad znał ją od małego. Z tej jednej jedynej relacji można też wnosić, że Alma mieszkała tam przynajmniej w trakcie studiów (stąd sąsiedzi znali tak dobrze historię jej miłosnych zawodów) i że cały czas zadzierała nosa uważając się za lepszą niż Wiśniak. A to nie bardzo pasuje to wizji skłóconej patologii, z której dzieci uciekają, jak tylko nauczą się chodzić.

        Za wczesnym osieroceniem Pyziaków przemawia bardziej życiowa ścieżka Janusza niż Almy - to Janusz wyjechał do obcego miasta pracować i się uczyć, przylgnął do pierwszej rodziny, która go zechciała traktować jak swojego, a na ślub kilka lat później z własnych krewnych zaprosił tylko siostrę.
    • druza.11 Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 17:58
      Słuchajcie, jak byście zareagowały gdyby w waszych drzwiach stanęła taka Laura?
      Masochistycznie lubię sprowadzać borejczą rzeczywistość do rzeczywistej rzeczywistości ;)
      Wtedy idealnie widać absurdy!
      Ja; herbata, jakaś kolacja i telefon do rodziny. Rodziny Laury. Do mojej rodziny, to jest do brata po kolacji.
      • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 18:10
        Zapewne jestem złym człowiekiem, bo zdecydowanie niechęć Almy rozumiem. I rozumiem jej uznanie, że skoro pannica sama z Poznania do Torunia zabłądziła - to i się wybłądzi.
        Zapewne herbatę bym zaproponowała, ale to każdemu, tak mnie wychowano, że jak ktoś przychodzi a nie akwizytor czy kurier to jakiś napój wypada zaoferować, latem sok, Pepsi czy co tam mam w lodówce, zimą kawę, herbatę czy kakao.
        Za słabo pamiętam, ale telefon do rodziców? Wątpię. Natomiast po informacji, że dziewczę uciekło z domu - telefon na policję jak najbardziej. Do brata po przewaleniu się patrolu i zabraniu przez powyższy małolaty na policyjną izbę dziecka. Dalsze czynności w zależności od rozmowy z bratem.
      • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 19:36
        druza.11 napisała:

        > Słuchajcie, jak byście zareagowały gdyby w waszych drzwiach stanęła taka Laur
        > a?
        > Masochistycznie lubię sprowadzać borejczą rzeczywistość do rzeczywistej rzeczyw
        > istości ;)
        > Wtedy idealnie widać absurdy!
        > Ja; herbata, jakaś kolacja i telefon do rodziny. Rodziny Laury. Do mojej rodzin
        > y, to jest do brata po kolacji.

        W drzwiach jak w drzwiach... zapewne powiedzialabym, ze 14-latka nie jest dla mnie partnerka do zadnych rozmow i ze jesli juz, niech skontaktuje sie ze mna jej matka. Czyli mniej wiecej tak jak Alma.
        natomiast gdybym znalazla obca praktycznie osobe w mojej wannie, w moim ciuchu i syf w kuchni i lazience, reakcja bylaby zapewne gwaltowniejsza niz Almy "posprzataj" :P
      • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 26.11.23, 19:57
        druza.11 napisała:

        > Słuchajcie, jak byście zareagowały gdyby w waszych drzwiach stanęła taka Laur
        > a?

        To jest trudne pytanie, bo tak naprawdę nie wiemy, skąd brała się niechęć Almy do Borejków. Mogła wynikać z przeświadczenia, że skoro żona brata jest byłą żoną, to i dzieci są byłe, więc brat słusznie robi, że się nimi nie interesuje i nie płaci alimentów. Wtedy wstyd dla Almy i mam nadzieję, że ja na jej miejscu zachowałabym się inaczej.

        Ale tak wcale być nie musiało - wszak Alma w jakiś sposób w nieznanych nam okolicznościach najwyraźniej poinformowała Milę, że jest w stałym kontakcie z Januszem. A po co miałaby to robić, gdyby nie odbywało się to przy okazji oferty pomocy w uzyskaniu alimentów? Może Borejkowie (lub sama Mila wraz ze swoim doświadczeniem w zatajaniu przed córką informacji o Pyziaku) okazali Almie swoje legendarne poczucie wyższości moralnej, dali jej do zrozumienia, że gardzą nią i jej rodziną i są obrażeni ofertą pieniędzy na dzieci.

        Tak czy siak, gdyby niespodziewanie przyszła do mnie nieznana mi wcześniej nieletnia córka brata, zażądałabym numeru telefonu do matki. Niezależnie, czy okazałoby się, że dziewczyna nawiała z domu, czy przyszła za namową dorosłych na przeszpiegi, dalsze kroki należało omówić z dorosłym opiekunem prawnym a nie z nastolatką.
        • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 28.11.23, 14:19

          > To jest trudne pytanie, bo tak naprawdę nie wiemy, skąd brała się niechęć Almy
          > do Borejków.

          raczej proste - zapewne z tego, ze wlasnie z Borejkowna Janusz zaliczyl przedwczesne ojcostwo, plus od Borejkow uciekal za dalekie granice. Alma o malzenskich i okolomalzenskich perypetiach brata wie znacznie wiecej niz my i na ile znamy Borejkow, nie jest to nic dobrego.


          > Ale tak wcale być nie musiało - wszak Alma w jakiś sposób w nieznanych nam okol
          > icznościach najwyraźniej poinformowała Milę, że jest w stałym kontakcie z Janus
          > zem.

          W znanych, przynajmniej z relacji Milicji - mieszkajac w innych miastach "spotkaly sie przypadkiem na ulicy i porozmawialy " :P
          Tak czy inaczej, nazwisko i dane Almy nie sa dla Borejkow tajemnica, swiadkowala na slubie Gabona. Nic nie stalo na przeszkodzie, by skontaktowal sie z nia ktos dorosly.
          • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 28.11.23, 22:09
            tt-tka napisała:

            > W znanych, przynajmniej z relacji Milicji - mieszkajac w innych miastach "spotk
            > aly sie przypadkiem na ulicy i porozmawialy " :P

            Na dodatek nawet jeżeli to prawda (a w sumie mogłaby być, może Alma bywa w Poznaniu w celach zawodowych lub prywatnych) to ciągle znaczy, że Alma na widok Borejków nie uciekała na drugą stronę ulicy i nie ukrywała przed nimi, że ma kontakt z bratem. Nawet jeżeli nie ona zaczęła temat Janusza, to dobrowolnie udzieliła informacji, o której musiała wiedzieć, że może zostać wykorzystana przez Gabrielę do pozwu o alimenty.

            Natomiast ciekawa jestem bardzo jak ta rozmowa przebiegała, bo przecież nie, że:
            - Alma?
            - Pani Mila?
            - Jaka dziś ładna pogoda, masz kontakt z bratem?
            - Taka tam ładna, ja lubię jak jest ślisko, bo ludzie się przewracają i łamią, bo takie jestem paskudne samotne pyziacze nasienie, tak, mam kontakt z bratem, pisujemy do siebie.

            One musiały rozmawiać o Januszu w miarę przyjaźnie i szczerze. Skąd ta zażyłość? I czy była nagła? Czy Mila już wcześniej lubiła siostrę Janusza? Czy miała do niej kontakt? Czy Gabriela wiedziała (i jeżeli tak, to czemu okłamała Natalię, że nie wie o Januszu absolutnie nic)?
            • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 28.11.23, 22:49
              Czy przyjaznie i czy szczerze, to nie wiemy. Czy istniala zazylosc - tez nie wiemy. Natomiast powinowactwo, owszem, istnialo, dla Gabona Alma jest szwagierka, dla Milicji - siostra ziecia :P
              Czy Milicja lubi kogokolwiek spoza klanu ? natomiast znajomosc datowala sie co najmniej od slubu Gaby i Janusza, na ktorym to slubie Alma swiadkowala. Co do kontaktu - nie pamietam, czy na akcie slubnym wpisywalo sie dane swiadkow razem z adresem, natomiast, na wszystkie bogi, istnialo cos takiego jak biuro adresowe, w ktorym mozna bylo uzyskac adres dowolnej osoby. Nie mowiac o tym, ze miejsce pracy Almy musialo im byc znane.

              Gabon powiedzial doslownie "ja juz wie o nim wszystko (abo tez wiem o nim dosyc) i nie potrzebuje sie dowiadywac". Ona programowo NIE CHCE pytac o Janusza, nie chce ontaktow z nim ani jego rodzina i nie chce, by takie info czy kontakt mialy corki.
              • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 29.11.23, 12:26
                tt-tka napisała:

                > Czy przyjaznie i czy szczerze, to nie wiemy.

                No to prawda, że nie znamy szczegółów, ale skoro Mila z Almą wcale nie musiały się w ogóle poznać na ulicy (o ile wierzymy w wersję przypadkowego spotkania), w ogóle nie musiały zacząć ze sobą rozmawiać (mogły powiedzieć "dzień dobry", przyspieszyć i nie oglądać się za siebie), no i wcale nie musiały rozmawiać o Januszu, to cała ta wymiana informacji nie mogła się odbyć w jakiejś szczególnie wrogiej atmosferze. Alma na przywitanie nie wykrzyczała przecież w złości, że brat ma się dobrze i jest z nią w stałym kontakcie, najwyżej powiedziała to niezbyt uprzejmie i niechętnie, dopiero w efekcie nacisków Mili (co też jest ciekawe, że Mila miałaby w tej sprawie aktywnie przesłuchiwać szwagierkę córki).
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 29.11.23, 13:11
                  przymrozki napisała:

                  > tt-tka napisała:
                  >
                  > > Czy przyjaznie i czy szczerze, to nie wiemy.
                  >
                  > No to prawda, że nie znamy szczegółów, ale skoro Mila z Almą wcale nie musiały
                  > się w ogóle poznać na ulicy (o ile wierzymy w wersję przypadkowego spotkania),
                  > w ogóle nie musiały zacząć ze sobą rozmawiać (mogły powiedzieć "dzień dobry", p
                  > rzyspieszyć i nie oglądać się za siebie), no i wcale nie musiały rozmawiać o Ja
                  > nuszu, to cała ta wymiana informacji nie mogła się odbyć w jakiejś szczególnie
                  > wrogiej atmosferze. Alma na przywitanie nie wykrzyczała przecież w złości, że b
                  > rat ma się dobrze i jest z nią w stałym kontakcie, najwyżej powiedziała to niez
                  > byt uprzejmie i niechętnie, dopiero w efekcie nacisków Mili (co też jest ciekaw
                  > e, że Mila miałaby w tej sprawie aktywnie przesłuchiwać szwagierkę córki).


                  Jeszcze dziwniejsze jest, że o tym spotkaniu z Almą Milicja mówi Laurze ot tak, jak gdyby nigdy nic. Serio nie przewidziała jakie to będzie miało konsekwencje? Nie mówię, że od razu miała się spodziewać ucieczki wnuczki, ale jakichś "problemów" na pewno, przecież widziała, że Laura interesuje się ojcem.
                  • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 29.11.23, 14:36
                    tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                    > Jeszcze dziwniejsze jest, że o tym spotkaniu z Almą Milicja mówi Laurze ot tak,
                    > jak gdyby nigdy nic. Serio nie przewidziała jakie to będzie miało konsekwencje
                    > ? Nie mówię, że od razu miała się spodziewać ucieczki wnuczki, ale jakichś "pro
                    > blemów" na pewno, przecież widziała, że Laura interesuje się ojcem.

                    No ale jeszcze powiedzmy, że Laura nadzwyczajnym wysiłkiem wyciągnęła te informacje z babci i ledwo Mila chlapnęła o Almie, już wiedziała, że powiedziała więcej niż powinna. Dziwne, że wtedy nie poszła do Gabrieli i nie powiedziała jej wszystkiego, co sama wie i nie ujawniła, że Tygrys może być na tropie.
                    • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 29.11.23, 14:45
                      A po co ? jesli problemy przyjda, to je zignorujemy. Jak i zrobiono.
                      przewidywac, zapobiegac, przeciwdzialac - to takie nieborejcze.
      • mamuka_z_boru Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 28.11.23, 11:10
        druza.11 napisała:

        > Słuchajcie, jak byście zareagowały gdyby w waszych drzwiach stanęła taka Laur
        > a?
        Nakarmiłabym rzecz jasna, w międzyczasie wykonując telefon na Policję, zakładając, że skoro jest wieczór, a dziecka nie ma w domu od kilku godzin, to rodzina zgłosiła zaginięcie.
        NB. Koleżanka opowiadała mi, jak to jej córka koleżanką urwały się z lekcji i pojechały do Krakowa (500 km od nas). Jak dojechały poszły się przespać do jakiegoś schroniska / hostelu, nie myśląc zupełnie, że karteczka "Nie martwcie się, pojechałam na wycieczkę" nie uspokoi rodziców. Rodzice oczywiście zawiadomili Policję, natomiast właścicielka hostelu ze swojej strony podejrzewała jakiś nielegalny rajd, więc poprosiła dziewczyny o legitymacje szkolne i sama też zgłosiła na najbliższym komisariacie, że ma tu dwie nieletnie i nie jest pewna, czy rodzice wiedzą, gdzie są.

        • ciotka-scholastyka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 30.11.23, 09:34
          mamuka_z_boru napisała:

          > Rodzice oczywiście zawiadomili
          > Policję

          Zawiadomili policję, nie Policję.
          • mamuka_z_boru Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 30.11.23, 17:54
            ciotka-scholastyka napisała:

            > mamuka_z_boru napisała:
            >
            > > Rodzice oczywiście zawiadomili
            > > Policję
            >
            > Zawiadomili policję, nie Policję.

            Mea Feliks Kupa. Idę do kącika wstydu oblać się domestosem.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 13:24
        > Słuchajcie, jak byście zareagowały gdyby w waszych drzwiach stanęła taka Laur
        > a?
        > Masochistycznie lubię sprowadzać borejczą rzeczywistość do rzeczywistej rzeczyw
        > istości ;)
        > Wtedy idealnie widać absurdy!
        > Ja; herbata, jakaś kolacja i telefon do rodziny. Rodziny Laury. Do mojej rodzin
        > y, to jest do brata po kolacji.

        Ja bym się zastanowiła co się wyprawia w tej rodzinie, że dzieciak musi uciekać z domu by dowiedzieć się czegoś o ojcu. I ta rodzina na pewno nie byłaby moim pierwszym wyborem jeśli chodzi o telefon.
        Przepytałabym Larwę, żeby upewnić się, że to córka mojej eksbratowej i mieć jakieś rozeznanie w jej położeniu. Potem tak jak wyżej planuje kocynder, najpierw policja, potem Janusz. I ustalamy razem co dalej zrobić w kwestii tygrysiej, bo realnie bym się obawiała co z tą dziewczyną będzie dalej jak wróci do domu. Możliwe, że przy rozmowie z policją subtelnie bym zasugerowała prześwietlenie podejrzanej rodzinki i nasłanie na nią kuratora.

        Ale przede wszystkim nie prowadziłabym z siostrzenicą, nieważne czy prawdziwą czy fałszywą, takich chorych gierek jak Alma. Niektóre elementy tego dialogu przypominały wręcz gaslighting. Pomyślcie, co po takiej rozmowie mogłoby się stać z Larwą, gdyby Robdziad się wcześniej nie napatoczył i nie znalazł młodej w Toruniu?
        • mircja Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 13:54
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


          > Przepytałabym Larwę, żeby upewnić się, że to córka mojej eksbratowej i mieć jak
          > ieś rozeznanie w jej położeniu. Potem tak jak wyżej planuje kocynder, najpierw
          > policja, potem Janusz. I ustalamy razem co dalej zrobić w kwestii tygrysiej, bo
          > realnie bym się obawiała co z tą dziewczyną będzie dalej jak wróci do domu. Mo
          > żliwe, że przy rozmowie z policją subtelnie bym zasugerowała prześwietlenie pod
          > ejrzanej rodzinki i nasłanie na nią kuratora.
          >
          No właśnie, i to Janusz powinien podjąć decyzję, czy w tej sytuacji chce podać Laurze swój adres, czy też nie.
        • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 14:03
          Nie, no etap początkowy (rozpytania smarkatej) pominęłam. Oczywiste, że PIERW upewnić się, że to w ogóle jest córka brata i eksbratowej i rozeznać w jej sytuacji. Ale... Weźmy pod uwagę, że Laura miała wtedy trzynaście lat i lubiła użalać się nad sobą, oraz zgrywać sama przed sobą (i całym światem) biedną sierotkę Marysię skrzyżowaną z Kopciuszkiem. I z perspektywy "wszechwiedzącego autora" z dużym prawdopodobieństwem dopuszczam, że Laurka opowiadając o swojej doli-niedoli z borejdomu podkreślałaby, jak to jest katowana, dyskryminowana, matka ma ją w tyłku, ojczym się znęca (np każąc włożyć śniegowce zamiast pantofelków) itd. I tak, mając info, że dziecko ma w domu tak źle, że JEDYNĄ droga jest dla niego ucieczka do de facto obcych ludzi - na pewno nie dzwoniłabym do patologicznej mamusi i znęcającego się ojczyma, natomiast w krótkich abcugach na policję. Po przekotłowaniu zaś służb mundurowych - szybki telefon do brata, uzgodnienie "co dalej" i dalej - to już w zależności od uzgodnienia z nim.
          • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 15:24
            kocynder napisała:

            > . I tak, mając info, że dziecko ma w domu tak źle, że JEDYNĄ droga jest dla nie
            > go ucieczka do de facto obcych ludzi - na pewno nie dzwoniłabym do patologiczne
            > j mamusi i znęcającego się ojczyma, natomiast w krótkich abcugach na policję. P
            > o przekotłowaniu zaś służb mundurowych - szybki telefon do brata, uzgodnienie "
            > co dalej" i dalej - to już w zależności od uzgodnienia z nim.

            W ogóle będąc Almą a już zwłaszcza będąc Januszem, bym trochę uważała - jakkolwiek niedoskonała miałaby się nie okazać matka i ojczym Laury, to cięgle byli w rankingu rodziców o kilka długości wyżej niż Janusz, które własne dziecko zostawił bez opieki faktycznej i (najprawdopodobniej) bez pomocy finansowej. Gabriela straciła Laurę z oczu na jeden dzień, Janusz na 14 lat, więc jeżeli Alma w ogóle miałaby zająć się przywoływaniem do porządku opiekunów nieletniej, to może lepiej, żeby zaczęła od brata.

            Telefon do odpowiednich służb miał jeszcze ten jeden sens, że to tam by Laurę wylegitymowano i sprawdzono, kto jest jej opiekunem prawnym. Problem niechcianej wizyty rozwiązałby się szybko, legalnie i bezpiecznie dla nastolatki.




            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 15:36
              przymrozki napisała:

              > kocynder napisała:
              >
              > > . I tak, mając info, że dziecko ma w domu tak źle, że JEDYNĄ droga jest d
              > la nie
              > > go ucieczka do de facto obcych ludzi - na pewno nie dzwoniłabym do patolo
              > giczne
              > > j mamusi i znęcającego się ojczyma, natomiast w krótkich abcugach na poli
              > cję. P
              > > o przekotłowaniu zaś służb mundurowych - szybki telefon do brata, uzgodni
              > enie "
              > > co dalej" i dalej - to już w zależności od uzgodnienia z nim.
              >
              > W ogóle będąc Almą a już zwłaszcza będąc Januszem, bym trochę uważała - jakkolw
              > iek niedoskonała miałaby się nie okazać matka i ojczym Laury, to cięgle byli w
              > rankingu rodziców o kilka długości wyżej niż Janusz, które własne dziecko zosta
              > wił bez opieki faktycznej i (najprawdopodobniej) bez pomocy finansowej. Gabriel
              > a straciła Laurę z oczu na jeden dzień, Janusz na 14 lat, więc jeżeli Alma w og
              > óle miałaby zająć się przywoływaniem do porządku opiekunów nieletniej, to może
              > lepiej, żeby zaczęła od brata.
              >
              > Telefon do odpowiednich służb miał jeszcze ten jeden sens, że to tam by Laurę w
              > ylegitymowano i sprawdzono, kto jest jej opiekunem prawnym. Problem niechcianej
              > wizyty rozwiązałby się szybko, legalnie i bezpiecznie dla nastolatki.
              >
              >
              >
              >

              Ale Alma nie może wiedzieć co oni tam naprawdę robią lub nie robią. Logiczne, że prędzej zaufa marnotrawnemu bratu i na niego będzie miała większy wpływ, niż na półobcą eksbratową i nieznanego drugiego męża (który nawiasem mówiąc specjalnie się od Pyziaka nie różni pod kątem opieki).
            • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 15:53
              Przymrozki, ale weź pod uwagę, że mamy info tylko z jednej strony i to w dodatku strony, która dość swobodnie łże. Czyli od Borejków. Wiemy (od Milicji) że Janusz co najmniej raz próbował się skontaktować, spuściła go po brzytwie, bo w jej ocenie był pijany. Nie powiedziała o tym nikomu bo nie. O czym jeszcze nie powiedziała? O ilu innych "razach"? Skoro Gaba i Janusz są rozwiedzeni - to nie ma bata, sąd MUSIAŁ orzec także w sprawach dzieci. Co orzekł? W jakiej wysokości alimenty? Ja tam bym powiązała fakt rozwodu z tym, że akurat wtedy ustały borejkowskie problemy finansowe. Założyła bym że Janusz płacił alimenty, może i nawet wysokie, bo liczone wg stawek niemieckich a nie polskich, to i była kasa na potrójne nowości i inne bzdury...
              Dla jasności: nie usprawiedliwiam Janusza i jego braku kontaktów. Ale po prostu życiowo rozumiem, że mieszkał daleko, za granicą, czasy były jakie były, a mamusia dzieci oraz jej rodzice zdecydowanie i systematycznie wykluczało możliwość kontaktu...
              • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 16:12
                kocynder napisała:

                > Przymrozki, ale weź pod uwagę, że mamy info tylko z jednej strony i to w dodatk
                > u strony, która dość swobodnie łże.

                I która chętnie by utopiła Pyziaczka w łyżce wody. Nie pogardzając, oczywiście.

                > Czyli od Borejków. Wiemy (od Milicji) że Ja
                > nusz co najmniej raz próbował się skontaktować, spuściła go po brzytwie, bo w j
                > ej ocenie był pijany. Nie powiedziała o tym nikomu bo nie. O czym jeszcze nie p
                > owiedziała? O ilu innych "razach"?

                Dobre pytanie.
            • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 19:31
              przymrozki napisała:



              > W ogóle będąc Almą a już zwłaszcza będąc Januszem, bym trochę uważała - jakkolw
              > iek niedoskonała miałaby się nie okazać matka i ojczym Laury, to cięgle byli w
              > rankingu rodziców o kilka długości wyżej niż Janusz, które własne dziecko zosta
              > wił bez opieki faktycznej

              Janusz swoje dziecko zostawil pod opieka jego, tego dziecka, matki. Majacej dodatkowo wsparcie calej swojej rodziny. Nie mogl wtedy, w 84, wiedziec, jak kijowa matka jest Gabon.

              > Gabriela straciła Laurę z oczu na jeden dzień, Janusz na 14 lat, więc jeżeli Alma w og
              > óle miałaby zająć się przywoływaniem do porządku opiekunów nieletniej, to może
              > lepiej, żeby zaczęła od brata.

              Janusz, powtarzam, zostawil dziecko pod opieka matki dziecka, i to jest wiadome Almie. Gabon nie przejal sie ani zniknieta na dwie doby 14-latka (Laury nie bylo dwa dni i poltorej nocy), ani pedzacym do jeziora i przepadlym 10-latkiem.
              • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 20:16
                tt-tka napisała:

                > Janusz swoje dziecko zostawil pod opieka jego, tego dziecka, matki. Majacej dod
                > atkowo wsparcie calej swojej rodziny. Nie mogl wtedy, w 84, wiedziec, jak kijow
                > a matka jest Gabon.

                No niezupełnie, Janusz opuścił swoje córki i zniknął z ich życia. Przez cały czas trwania swojego obowiązku rodzicielskiego nie interesował się w ogóle tym, czy jego dzieci mają kogoś, kto się nimi zajmuje, czy nie chodzą głodne, czy mają gdzie spać i gdzie się uczyć. Jeżeli o niego chodzi, Laura mogła być na gigancie w Toruniu od dnia narodzin albo zginać marnie z powodu niedostatku opieki we wczesnym niemowlęctwie.

                I to fakt, że Gaba rodzicem była kijowym, ale jednak była. Janusz ze swoich obowiązków rodzicielskich wywiązał się na 0%. Gdyby Gabriela była taką matką jakim Janusz był ojcem, Róża i Laura zanudzałyby swoim poczuciem wyższości opiekunów w domu dziecka albo, jeżeliby miałyby szczęście, jakąś Gizelę.
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 21:19
                  przymrozki napisała:

                  > tt-tka napisała:
                  >
                  > > Janusz swoje dziecko zostawil pod opieka jego, tego dziecka, matki. Majac
                  > ej dod
                  > > atkowo wsparcie calej swojej rodziny. Nie mogl wtedy, w 84, wiedziec, jak
                  > kijow
                  > > a matka jest Gabon.
                  >
                  > No niezupełnie, Janusz opuścił swoje córki i zniknął z ich życia. Przez cały cz
                  > as trwania swojego obowiązku rodzicielskiego nie interesował się w ogóle tym, c
                  > zy jego dzieci mają kogoś, kto się nimi zajmuje, czy nie chodzą głodne, czy maj
                  > ą gdzie spać i gdzie się uczyć. Jeżeli o niego chodzi, Laura mogła być na gigan
                  > cie w Toruniu od dnia narodzin albo zginać marnie z powodu niedostatku opieki w
                  > e wczesnym niemowlęctwie.
                  >
                  > I to fakt, że Gaba rodzicem była kijowym, ale jednak była. Janusz ze swoich obo
                  > wiązków rodzicielskich wywiązał się na 0%. Gdyby Gabriela była taką matką jakim
                  > Janusz był ojcem, Róża i Laura zanudzałyby swoim poczuciem wyższości opiekunów
                  > w domu dziecka albo, jeżeliby miałyby szczęście, jakąś Gizelę.

                  No to tym bardziej gadanie z Januszem w pierwszej kolejności ma sens. Żeby jakoś na niego wpłynąć i pociągnąć do odpowiedzialności. Pokazać "popatrz co się dzieje z twoim dzieckiem przez twoją nieobecność". No bo to od niej to wszystko się zaczęło. Właśnie po to bym na miejscu Almy najpierw zadzwoniła do brata (bo w sumie w jakim innym celu, jak mi siostrzenica zwiała z domu i opowiada o nim różne dziwne rzeczy?)
                • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 02.12.23, 21:19
                  Siedzial, podobno dosc dlugo. A iedy wrocil, uslyszal od tesciowej, ze ma znikac, bo tylko nieszczescie przez niego.
                  zapewne uslyszal tez, ze jego corki maja juz nowego tatusia, a exzona nowego meza

                  znal rodzine Borejkow w latach 78 i pozniejszych, jeszcze przed ich zjazdem. WIEDZIAL, ze tam dzieci sie nie glodzi, ze maja one gdzie spac i gdzie sie uczyc. Takiego regresu, jaki nastapil w borejklanie, nie spodziewal sie nikt.
                  • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 03.12.23, 17:03
                    tt-tka napisała:

                    > znal rodzine Borejkow w latach 78 i pozniejszych, jeszcze przed ich zjazdem. WI
                    > EDZIAL, ze tam dzieci sie nie glodzi, ze maja one gdzie spac i gdzie sie uczyc.
                    > Takiego regresu, jaki nastapil w borejklanie, nie spodziewal sie nikt.

                    Janusz porzucił ciężarną żonę i małą córkę. Celowo zerwał kontakt (być może dlatego, że był w więzieniu, ale to nie zmienia postaci rzeczy). Nic w tym dziwnego, że rozstał się z Gabą, ale wiele złego, że także z dziećmi. Nie kontaktował się z nimi, najpewniej nie płacił alimentów. Nie podjął żadnej próby nawiązania więzi z Różą i Laurą, mimo że miał taką możliwość. Ponoć odwiedził raz, pijanym będąc, ale nie doszło wtedy do spotkania ani z byłą żoną, ani z córkami, więc jeżeli słowa Mili uznał za rozgrzeszenie z braku kontaktu, to znaczy że chwycił się wygodnego pretekstu.

                    Co by nie mówić, Janusz względem córek zachował się naprawdę paskudnie.
                    • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 03.12.23, 17:24
                      A skąd wiadomo, że nie płacił alimentów? Skąd wiadomo, że nie podejmował prób kontaktu?
                      • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 03.12.23, 18:39
                        kocynder napisała:

                        > A skąd wiadomo, że nie płacił alimentów? Skąd wiadomo, że nie podejmował prób k
                        > ontaktu?

                        W TiR Gabriela twierdzi, że nie ma od Janusza żadnych wieści - nic nie wskazuje na to, żeby wtedy kłamała (inna rzecz, że Mila miała już wtedy przynajmniej dwie istotne informacje i przynajmniej jedną z nich z premedytacją ukryła przed córką).

                        Co do alimentów. Niepełnoletnie Róża i Laura na pewno nie wiedzą nic o żadnych pieniądzach od ojca, a gdyby jakieś się, choćby nieregularnie, pojawiały, pewnie coś na ten temat by usłyszały. Ale nawet gdyby Borejkom udało się ten fakt skrzętnie ukryć, to tajemnica wydałaby się w dniu osiemnastych urodzin uprawnionych, bo wtedy to one (nie matka) dostawałyby przelewy od Pyziaka. Laura musiałaby to jakoś odnotować w swoich smutnych przemyśleniach o porzuceniu.

                        Wiemy też, że Janusz pojawił się w życiu córek, kiedy uznał za stosowne (mała Mila była już wtedy na świecie), po prostu przyjechał na Roosevelta i wszedł bez pukania. Nic nie wspominał, że podejmował próby wcześniej. Gdyby walczył o sądowe ustalenie kontaktów albo chociaż słał listy, pewnie by o tym wspomniał, bo to by jednak znacznie poprawiało jego szanse na ciepłe przyjęcie i odnowienie więzi.
                        • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 03.12.23, 19:12
                          1. Gaba twierdzi, że nie ma od niego żadnych wieści. Ok, ale biorąc pod uwagę jej pokręcona logikę - swobodnie mogła uznać, że alimenty to nie są "wieści" bo wszak na przekazie nie pisał, że kocha pierogi.
                          2. W tamtym tez czasie Mila miała co najmniej dwie (podkreślę: CO NAJMNIEJ, a nie wykluczone, że więcej) istotne informacje, które dla swojego widzimisie zataiła przed osobami bezpośrednio zainteresowanymi.
                          3. Od lat w tym domu CAŁĄ kasę dzierży żelazną łapą Milicja i nigdy na włos nie odpuściła tego narzędzia władzy. Wszak bodaj w "Opium" jest sytuacja, kiedy Mili rąbnięto portmonetkę i nagle okazuje się, że CAŁA forsa całej rodziny poszła się źle prowadzić! Czyli Mila miała przy sobie pensję Ignaca, swoje tantiemy za Burka kalającego sceny czy tam te dorabiane z dziewiarstwa i tłumaczeń, pensje wszystkich dorosłych domowników i (w takim układzie to oczywiste) ewentualne alimenty na małoletnie. Dziewczynki swobodnie mogły kompletnie nic nie wiedzieć, wszak w Borejdomu dzieci in ryby głosu nie mają, mają się cieszyć, ze mają dach nad łbem i książki do czytania a poza tym "buzia w kubeł i cisza". I nie, po ukończeniu pełnoletniości przez dziecko nie muszą zachodzić żadne poważne zmiany - mogą, dziecko może zażyczyć sobie przekazywania kasy na swoje konto, a nie mamę, ale nie musi. A jeśli nie wystąpi - to spokojnie rzecz może "iść dotychczasowym trybem", bez żadnych dodatkowych hocków - klocków.
                          Wiemy, że Janusz osobiście pojawił się w życiu córek już jak dorosły. Ale znów: nie mamy informacji czy i ile razy próbował się kontaktować wcześniej, bo jeśli wiedziała o tym tylko Mila - to tych prób mogło być i kilkanaście, a starsza pani samowolnie uznała, że nie bo nie i won. I nikomu ni słowa nie rzekła, uznając, że przecież ONA zadecydowała i koniec.
                          Weź pod uwagę, że gdy się pojawił to był cyrk z galopem do Śmiełowa na niedoszły ślub Laury z Wolfim, jakoś wówczas NIKT z Borejków nie miał żadnych zastrzeżeń, że wiezie tyłek tym paskudnym niemieckim wozem z paskudnym Januszem nadużywającym zaimków? Ciekawe czemu? Być może właśnie dlatego, że starsze pokolenie doskonale wiedziało, że nie taki on zły jak go malują, a Róża akurat była nieco zajęta czym innym?
                          • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 03.12.23, 19:45
                            kocynder napisała:

                            > 1. Gaba twierdzi, że nie ma od niego żadnych wieści. Ok, ale biorąc pod uwagę j
                            > ej pokręcona logikę - swobodnie mogła uznać, że alimenty to nie są "wieści" bo
                            > wszak na przekazie nie pisał, że kocha pierogi.

                            No ale to już pomijając to, że sprawa wydałaby się na osiemnastkę Róży, to ciągle comiesięczne przelewy byłyby dowodem na to, że Janusz żyje. Mila zaś (będąc akurat przypadkiem szczera w rozmowie z wnuczką i ujawniając jej informacje o rozmowie z Almą) w ogóle o tym nie wspomina.

                            > 2. W tamtym tez czasie Mila miała co najmniej dwie (podkreślę: CO NAJMNIEJ, a n
                            > ie wykluczone, że więcej) istotne informacje, które dla swojego widzimisie zata
                            > iła przed osobami bezpośrednio zainteresowanymi.

                            Tak, ale tajniaczyła się głównie przed Gabą, a to Gaba musiałaby pozwać Janusza o alimenty i wnosić o ich podwyższenie (a biorąc pod uwagę, co się działo z polską walutą w latach 1985 a 2003 ktoś o to wnosić musiał). Mila nie mogłaby tego załatwić za plecami córki.


                            > Wiemy, że Janusz osobiście pojawił się w życiu córek już jak dorosły. Ale znów:
                            > nie mamy informacji czy i ile razy próbował się kontaktować wcześniej,

                            No tak, ale wiemy, że on sam nie podnosi tego argumentu na swoją obronę. Mila zaś mogła ukryć wizytę Janusza przed Gabą, ale nie mogła jej ukryć przed Januszem. Pyziak by wiedział, że latami próbował dobić się do swoich dzieci, wokół których podli Borejkowie ustawili ciasny kordon. I kiedy w końcu udałoby się mu dotrzeć do Róży i Laury, odbudowywanie kontaktu zacząłby zapewne właśnie od wyjaśnień, że lata ciszy nie były jego winą.

                            Że już nie wspomnę o tym, że gdyby Janusz marzył o kontakcie z dziećmi, inna pewnie byłaby też reakcja Almy na Laurę. Ciotka sama dałaby jej telefon do ojca. Nawet gdyby sama zamierzała ją wyprosić i wysłać z powrotem do Poznania.

                            > Weź pod uwagę, że gdy się pojawił to był cyrk z galopem do Śmiełowa na niedoszł
                            > y ślub Laury z Wolfim, jakoś wówczas NIKT z Borejków nie miał żadnych zastrzeże
                            > ń, że wiezie tyłek tym paskudnym niemieckim wozem z paskudnym Januszem nadużywa
                            > jącym zaimków? Ciekawe czemu? Być może właśnie dlatego, że starsze pokolenie do
                            > skonale wiedziało, że nie taki on zły jak go malują, a Róża akurat była nieco
                            > zajęta czym innym?

                            Z drugiej strony, to jest jawny dowód na to, że nikt Janusza z Roosevelta i życia córek wyrzucać nie zamierzał. Kiedy tylko się zjawił, uznano, że ma prawo zostać.
                            • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 03.12.23, 20:09
                              "No ale to już pomijając to, że sprawa wydałaby się na osiemnastkę Róży, to ciągle comiesięczne przelewy byłyby dowodem na to, że Janusz żyje. Mila zaś (będąc akurat przypadkiem szczera w rozmowie z wnuczką i ujawniając jej informacje o rozmowie z Almą) w ogóle o tym nie wspomina"

                              Co ma do tego osiemnastka Róży? Przecież Róża wcale nie musiała występować, by alimenty były na nią, a wówczas po prostu szło dotychczasowym trybem. Mila nie wspomina o wielu istotnych rzeczach jeżeli SAMA uzna, że nie chce, by dana informacja do adresata dotarła.

                              "Gaba musiałaby pozwać Janusza o alimenty i wnosić o ich podwyższenie (a biorąc pod uwagę, co się działo z polską walutą w latach 1985 a 2003 ktoś o to wnosić musiał). Mila nie mogłaby tego załatwić za plecami córki. "

                              To fakt, o rewaloryzację alimentów musiałaby wystąpić Gaba. Chyba. Acz nie wiem jak było, jeśli Janusz miała alimenty zasądzone przed sądem niemieckim i w markach? A skoro rozwód miał miejsce w czasie gdy Janusz był w Niemczech to trzeba by zrobić "risercz" jakie przepisy wobec niego miały zastosowanie, jakie było wówczas orzecznictwo i jak rozwiązywano kwestię alimentów oraz kontaktów z dziećmi. Pamiętając, że (o ile pamiętam) rozwód Pyziaków przypadał jeszcze na czasy PRLu...

                              "wiemy, że on sam nie podnosi tego argumentu na swoją obronę. Mila zaś mogła ukryć wizytę Janusza przed Gabą, ale nie mogła jej ukryć przed Januszem."

                              To i owszem. Ale też Janusz może nie wiedzieć, że Mila jego (hipotetyczne) wizyty/listy ukryła przed całą familią. I po prostu nie wie, że powinien się tłumaczyć z czegokolwiek! Bo może jest przekonany, że skoro płacił, pisał to jest jakoś ok. Owszem, nie był święty, ale też brak częstszych kontaktów utrudniały granice i geopolityka, a skoro nikt nie ma żadnych pretensji - to w sumie czemu ma się tłumaczyć? Za żadnych Bogów nie wrócę do Czarnej Polewki", ale tak mi się majaczy, że żadne z Borejków nie ma żadnych negatywnych uwag do Janusza, więc czemu miałby się usprawiedliwiać i kajać, skoro w oczach rodziny jest wszystko ok? Laury, jedynej, która ciężko przechodziła fakt jego nieobecności, nie am wówczas w Poznaniu, a na miejscu, w Śmiełowie też nie zgłasza żadnych zastrzeżeń.

                              "Z drugiej strony, to jest jawny dowód na to, że nikt Janusza z Roosevelta i życia córek wyrzucać nie zamierzał. Kiedy tylko się zjawił, uznano, że ma prawo zostać. "

                              Co jak się ma do histerii Larwy w McD? Jej wrzasków, plucia jadem, jej "nie powiem co o tobie myślę, bo bym zgrzeszyła a byłam u spowiedzi"! - jakże, nieprawdaż, borejkowsko-katolickie... Wszak nie ma czegoś takiego jak "Zgrzeszyłem MYŚLĄ, mową, UCZYNKIEM i zaniedbaniem"... I z grzechu myślą i uczynkiem już Larwiszon nie czai, że takoż się powinna wyspowiadać?
                              • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 08:33
                                kocynder napisała:

                                > Co ma do tego osiemnastka Róży? Przecież Róża wcale nie musiała występować, by
                                > alimenty były na nią, a wówczas po prostu szło dotychczasowym trybem.

                                No niezupełnie. W chwili osiągnięcia przez Różę pełnoletności Gabriela przestała być opiekunem prawnym córki i nie mogłaby dysponować jej pieniędzmi. To Róża musiałby podpisać listonoszowi odbiór przekazu albo wskazać numer konta do przelewu - jako strona uprawniona do otrzymywania alimentów. Skutek nastąpiłby automatycznie, z mocy prawa, i Mila mogłaby się zapluć, a nie byłaby w stanie go odkręcić.

                                > To fakt, o rewaloryzację alimentów musiałaby wystąpić Gaba. Chyba. Acz nie wiem
                                > jak było, jeśli Janusz miała alimenty zasądzone przed sądem niemieckim i w mar
                                > kach? A skoro rozwód miał miejsce w czasie gdy Janusz był w Niemczech to trzeba
                                > by zrobić "risercz" jakie przepisy wobec niego miały zastosowanie, jakie było
                                > wówczas orzecznictwo i jak rozwiązywano kwestię alimentów oraz kontaktów z dzie
                                > ćmi. Pamiętając, że (o ile pamiętam) rozwód Pyziaków przypadał jeszcze na czasy
                                > PRLu...

                                O alimentach orzekałby polski sąd. Powództwo o alimenty zawsze można było wnieść do sądu właściwego według miejsca zamieszkania uprawnionego.

                                > To i owszem. Ale też Janusz może nie wiedzieć, że Mila jego (hipotetyczne) wizy
                                > ty/listy ukryła przed całą familią. I po prostu nie wie, że powinien się tłumac
                                > zyć z czegokolwiek!

                                Jeżeli dorosły mężczyzna uznaje jedną dawno przeprowadzoną rozmowę z teściową za usprawiedliwienie braku kontaktu z własnymi dziećmi, to ja bym jednak powiedziała, że chwyta się wygodnej dla siebie wymówki. Obiektywnie rzecz biorąc marne to bowiem usprawiedliwienie.
                                • mamuka_z_boru Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 12:05
                                  przymrozki napisała:

                                  rzecież Róża wcale nie musiała występować, by
                                  > > alimenty były na nią, a wówczas po prostu szło dotychczasowym trybem.
                                  >
                                  > No niezupełnie. W chwili osiągnięcia przez Różę pełnoletności Gabriela przestał
                                  > a być opiekunem prawnym córki i nie mogłaby dysponować jej pieniędzmi. To Róża
                                  > musiałby podpisać listonoszowi odbiór przekazu albo wskazać numer konta do prze
                                  > lewu - jako strona uprawniona do otrzymywania alimentów.
                                  Ekhem, prawo prawem, ale zapewniam Cię, że jeśli kasa przychodziła przez listonosza, zaprzyjaźnionego pana Luteczka, to zostawiał on wszystko w rękach warującej w domu i przejmującej całą rodzinną korespondencję Mili. Zwłaszcza te kilka - kilkanaście lat temu, gdy mało kto zawracał sobie głowę jakimś RODO. Zapewniam, wiem to z autopsji. A i teraz przekaz pieniężny może odebrać każdy pełnoletni członek rodziny mieszkający pod tym samym adresem. Więc jeśli rewirowy listonosz roznosił korespondencję rano, gdy dziewczyny były w szkole i nigdy żadna nie odbierał od niego nic osobiście, to mogły nie mieć pojęcia, że coś przychodziło. Oczywiście, wystarczyłoby, by z jakiegoś powodu Róża była feralnego dnia w domu i otworzyła drzwi listonoszowi , by wszystko się sypnęło ("A, i dziś przekazik, jak co miesiąc; Pani może pokwitować, czy zawoła babcię?").
                                  Gdyby natomiast kasa wpływała na konto, to o przekazywanie alimentów na konto pełnoletniego dziecka powinno wystąpić samo dziecko, lub też rodzic płacący może się zwrócić o wskazanie przez dziecko konta do dalszych wpłat. Jeśli nikt z tym nic nie zrobi, to kasa nadal może być wpłacana drugiemu rodzicowi.
                                  Tak więc, jeśli dziewczyny nie wiedziały, że w ogóle jakieś pieniądze na nie szły, to i nie robiły nic, by po ukończeniu przez nie pełnoletniości trafiały bezpośrednio na ich ręce.
                                  No i gdyby nawet wiedziały - wyobrażacie sobie, że Laura żąda od matki swoich pieniędzy (bo Róża to nigdy w życiu zapewne nie zrobiłaby tego swojej świętej matce)? Te łzy, te szlochy ... "Jesteś materialistką jak Pypypyyy..." i rodzinny lincz?
                                  • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 12:37
                                    mamuka_z_boru napisała:

                                    > Ekhem, prawo prawem, ale zapewniam Cię, że jeśli kasa przychodziła przez liston
                                    > osza, zaprzyjaźnionego pana Luteczka, to zostawiał on wszystko w rękach warując
                                    > ej w domu i przejmującej całą rodzinną korespondencję Mili. Zwłaszcza te kilka
                                    > - kilkanaście lat temu, gdy mało kto zawracał sobie głowę jakimś RODO.

                                    Nawet jeżeli (a pamiętajmy, że to były już czasy unijne i obowiązywania Konstytucji z 1997 roku, to już nie była wolna amerykanka) to ciągle mało prawdopodobne, aby w domu pełnym ludzi przez lata miesiąc w miesiąc listonoszowi nigdy nie otworzył niewtajemniczony ktoś, kto by krzyknął "Róża/Laura listonosz do ciebie". Albo żeby nikt przez te lata nie podsluchal rozmowy przy drzwiach. Bo tu przecież nie chodzi o to, kto by te pieniądze faktycznie wydawał, ale o to, że Róża lub Laura musiałby się nigdy nie dowiedzieć, że w ogóle jakieś alimenty dla nich przychodzą.

                                    Ale nawet jeśli Mila jest alimentacyjną nindżą i udawałoby się jej działać w pełnej tajemnicy, to sprawa i tak by się wysypała po drugiej stronie stosunku zobowiązaniowego. Pyziak w trosce o swoje ojro powinien wystąpić o ustalenie sytuacji pełnoletnich dzieci, bo na dorosłe córki miał obowiązek łożyć tylko w określonych okolicznościach. Najpierw Róża potem Laura ganiałyby po sądach z zaświadczeniami z uczelni.


                        • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 00:28
                          przymrozki napisała:


                          > Wiemy też, że Janusz pojawił się w życiu córek, kiedy uznał za stosowne (mała M
                          > ila była już wtedy na świecie), po prostu przyjechał na Roosevelta i wszedł bez
                          > pukania. Nic nie wspominał, że podejmował próby wcześniej. Gdyby walczył o sąd
                          > owe ustalenie kontaktów albo chociaż słał listy, pewnie by o tym wspomniał, bo
                          > to by jednak znacznie poprawiało jego szanse na ciepłe przyjęcie i odnowienie w
                          > ięzi.

                          On przyjechal rozmowic sie ze swoja byla. Co powiedzial i co ona jemu powiedziala, NIE WIEMY, bo nam tej rozmowy nie zapodano. Znikneli w pokoju, wychyneli z pokoju i koniec.
                          • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 08:40
                            tt-tka napisała:

                            > On przyjechal rozmowic sie ze swoja byla. Co powiedzial i co ona jemu powiedzia
                            > la, NIE WIEMY, bo nam tej rozmowy nie zapodano. Znikneli w pokoju, wychyneli z
                            > pokoju i koniec.

                            No tak, ale sposób zerwania kontaktów z Gabrielą i późniejsze układanie się Janusza z była żoną to jest akurat rzecz bardziej mętna. Nie wiemy, czemu Pyziakowie się rozstali, mamy powody przypuszczać, że część lub większość winy leżała po stronie Gabrieli. Zresztą, nawet gdyby wina była Janusza, to dorośli ludzie mogą się rozstać i zerwać kontakty.

                            Ale to nie ma większego przełożenia na więź Janusza z córkami. Jeżeli Borejkowie blokowali mu dostęp do dzieci, to powinien był to powiedzieć im, tzn. Róży i Laurze. To by jednak wiele zmieniało w ich relacji.
                            • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 09:10
                              Relacje Janusza z corkami sa de facto nieistniejace, wiec zmiana jest praktycznie bez znaczenia. Byc moze Pyziak uznal, ze skoro na codzien corki sa z Borejkami, lepiej nie zmieniac ich wyobrazen (bo przeciez nie wiedzy) o matce i jej rodzinie. Byc moze corki nie byly zainteresowane wiedza ani stosunkami z ojcem. Byc moze mowil i nie zostal uslyszany, bo jedna myslala o tym, jakie mial wloski, gdy byl dzieckiem, a druga jakim byl podlecem i jak ona mu to wygarnie.
                              • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 12:22
                                tt-tka napisała:

                                > Relacje Janusza z corkami sa de facto nieistniejace, wiec zmiana jest praktyczn
                                > ie bez znaczenia. Byc moze Pyziak uznal, ze skoro na codzien corki sa z Borejka
                                > mi, lepiej nie zmieniac ich wyobrazen (bo przeciez nie wiedzy) o matce i jej ro
                                > dzinie.

                                No ale na to naprawdę nic nie wskazuje - widzimy przecież własnymi czytelniczymi oczami rozmowę w cztery oczy Gaby i Janusza. Tę w drodze na dworzec. Widzimy też, że Janusz jakoś by chciał dotrzeć do Laury, przyjeżdża na jej ślub, kupuje prezent, pokornie znosi i najwyraźniej przeżywa potok zarzutów, z którym na niego wyskakuje. Jeżeli Pyziak widział po swojej stronie jakieś okoliczności łagodzace powinniśmy je byli wtedy z jego ust uslyszeć.
                                • kocynder Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 12:30
                                  A co miał jej powiedzieć? W dniu jej ślubu "Głupiutka smarkulo, twoja niby święta mamusia i babunia cię całe życie robiły w wała!"? Serio, uważasz, że to by było w porządku? Nie wiemy też jak wyglądała jego rozmowa z Gabą...
                                  • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 12:45
                                    kocynder napisała:

                                    > A co miał jej powiedzieć? W dniu jej ślubu "Głupiutka smarkulo, twoja niby świę
                                    > ta mamusia i babunia cię całe życie robiły w wała!"? Serio, uważasz, że to by b
                                    > yło w porządku? Nie wiemy też jak wyglądała jego rozmowa z Gabą...

                                    Pomiędzy powrotem w " Czarnej polewce" a ślubem w "McDusi" minęło siedem lat, w trakcie których Janusz i Laura mieli ze sobą jakiś kontakt (najlepszy dowód, że Laura wiedziała gdzie zadzwonić/dokąd napisać, żeby zaprosić Janusza na ślub - wiemy na pewno że Gaba w tym zaproszeniu nie pośredniczyła).

                                    Janusz, jeżeli faktycznie zależało mu na dzieciach, mial mnóstwo czasu, by coś przedsięwziąć. Bynajmniej nie musiał przy tym nazywać córki głupią smarkulą ani jawnie oskarżać Gabrieli. Mógł np. spokojnie powiedzieć, że latami próbował się skontaktować i cieszy się, że w końcu się udało.
                                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 12:53
                                  przymrozki napisała:

                                  > tt-tka napisała:
                                  >
                                  > > Relacje Janusza z corkami sa de facto nieistniejace, wiec zmiana jest pra
                                  > ktyczn
                                  > > ie bez znaczenia. Byc moze Pyziak uznal, ze skoro na codzien corki sa z B
                                  > orejka
                                  > > mi, lepiej nie zmieniac ich wyobrazen (bo przeciez nie wiedzy) o matce i
                                  > jej ro
                                  > > dzinie.
                                  >
                                  > No ale na to naprawdę nic nie wskazuje - widzimy przecież własnymi czytelniczym
                                  > i oczami rozmowę w cztery oczy Gaby i Janusza. Tę w drodze na dworzec. Widzimy
                                  > też, że Janusz jakoś by chciał dotrzeć do Laury, przyjeżdża na jej ślub, kupuje
                                  > prezent, pokornie znosi i najwyraźniej przeżywa potok zarzutów, z którym na ni
                                  > ego wyskakuje. Jeżeli Pyziak widział po swojej stronie jakieś okoliczności łago
                                  > dzace powinniśmy je byli wtedy z jego ust uslyszeć.

                                  Przypominam, że Larwa miała jego adres, ma który wysłała zaproszenie, a wcześniej w CP zostawił Pyzie swoją wizytówkę. Z tego wynika, że mogło wcześniej dojść do jakiegoś kontaktu za kulisami, już po całym tym cyrku ze ślubem i rozmowie z Gabą. Wtedy Pyziak mógł próbować coś wyjaśnić. Pytanie jak córki to przyjęły, bo być może to z tego wynikał kształt ich późniejszych kontaktów.

                                  Pyza, jak ją znam, nawet po długiej budującej rozmowie wzruszyłaby ramionami i dalej sobie słoneczkowała. To przykładna Borejkówna odpowiednio zaprogramowana, więc tak jak jej emancypacja w Imieninach była tylko tymczasowa, tak efekty spotkania z ojcem, którego nigdy nie miała potrzeby oglądać, też by były - wybaczyłaby, bo musi (tak jak musiała wybaczać siostrze za dokuczanie, jej uczucia były nieważne) albo by nie wybaczyła, bo jest grzeczną dziewczynką i wie już, że jedyną osobą, która ma do tego prawo jest jej matka. Więc spodziewam się, że na kolejnych spotkaniach z ojcem byłaby miła, nalała herbatki, ale nic więcej by nie robiła, nie pytała, nie miała pretensji, nic, nul, nada. A w odpowiedzi na pytania jak jej siostry żyło, rozpływałaby się nad cudownością mamuni i babuni. I to byłby dla Pyziaka komunikat, że jest córce obojętny i nie ma sensu być częścią jej świata.

                                  Z Larwą sytuacja była o tyle kiepska, że Janusz pojawił się wtedy, kiedy ona już straciła w niego wiarę. Niewykluczone, że po jej reakcji na niego wtedy w drzwiach, każda kolejna była tak samo odrzucająca. Laura tyle się przez jego nieobecność nacierpiała, że żal mógł zdominować jej osąd i mogła przy każdym kolejnym kontakcie mieć pretensje i tylko deprecjonować ojca, nie myśląc już o pytaniu o jego wersję. No i to był okres, kiedy dziewczyna już borejczała, to też pewnie nie pomagało w dogadaniu się. Więc Pyziak mógł w końcu się poddać i grzecznie wycofać (myśląc, że córka tego chce).
                                  • ako17 Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 20:37
                                    tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                                    > Pyza, (...) jej emancypacja w Imieninach była tylko tymczasowa,
                                    >

                                    co masz na myśli, pisząc o emancypacji Pyzy w Imieninach?
                                    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 22:14
                                      ako17 napisała:

                                      > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
                                      >
                                      >
                                      > > Pyza, (...) jej emancypacja w Imieninach była tylko tymczasowa,
                                      > >
                                      >
                                      > co masz na myśli, pisząc o emancypacji Pyzy w Imieninach?
                                      >
                                      >

                                      Dobra, z określeniem "emancypacja" ostro przegięłam, ale te randki z kolejnymi portkami to jednak wciąż trochę wychodzenie poza rodzinny sosik do ludzi i okazje by wejść w relacje pozakołchozowe. Gdyby to potrwało dłużej, dobrze by jej zrobiło. W sumie nawet uwieszenie się na Frycu było jakąś formą oddzielenia się, zbudowania własnej odrębnej od rodziny niszy, bo w kolejnym tomie widzimy jak pod pretekstem zajęcia związkiem Pyza może unikać dokuczliwej siostry.

                                      Samo określenie "emancypacja" wzięłam z wątku "przemiana postaci", bardzo ciekawego zresztą, bo jest w nim wytknięte, że w nowych tomach bohaterki żyją wbrew temu czego nauczyły się w starych
                                      • ako17 Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 06.12.23, 12:08
                                        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                                        > Dobra, z określeniem "emancypacja" ostro przegięłam, ale te randki z kolejnymi
                                        > portkami to jednak wciąż trochę wychodzenie poza rodzinny sosik do ludzi i okaz
                                        > je by wejść w relacje pozakołchozowe. Gdyby to potrwało dłużej, dobrze by jej z
                                        > robiło. W sumie nawet uwieszenie się na Frycu było jakąś formą oddzielenia się,
                                        > zbudowania własnej odrębnej od rodziny niszy, bo w kolejnym tomie widzimy jak
                                        > pod pretekstem zajęcia związkiem Pyza może unikać dokuczliwej siostry.

                                        Ja tam nie uważam, żeby randkowanie było wyrazem budowania własnej tożsamości. Byłoby nim np. wychodzenie z koleżankami na wino, kawę, rozmowy o książkach, filmach, czy muzyce popularnej. Albo - buntownicze zapisanie się na zumbę (o rurce w tym kontekście nawet nie wspominam. Dziadyga by ją wydziedziczył, Józef sponiewierał, a Gaba by chyba oszalała z rozpaczy, że i drugie jej dziecko jest niezgodne z wzorcem i trzeba by ją było pocieszać).

                                        Ale chodzenie na randki z osobami spoza klanu to, moim zdaniem, przejaw Najwyższej Dojrzałości, jakiej oczekuje się od córki w tym pokoleniu Borejdomu. Szybciutko bowiem trzeba się zaręczyć, wyjść za mąż i wyprodukować ze 2-3 apgary. Troszkę to Pyzuni poszło nie w tej kolejności, ale przecież ta rodzina jest ciepła i wybaczająca i zawsze wesprze zastrzykiem gotówki na własny domek z resztek. Tak więc nawet Różyczka pracować na swoje i dziecka utrzymanie nie musi - w końcu ile to takie dziecko zje...
                                        A co do tego, że to były osoby spoza rodziny - no, Moja Droga, nawet Borejki nie zawierają związków w obrębie własnej rodziny... nawet kawalera dla niej w stosownym wieku by się nie znalazło ;).
                                        >
                                        > Samo określenie "emancypacja" wzięłam z wątku "przemiana postaci", bardzo cieka
                                        > wego zresztą, bo jest w nim wytknięte, że w nowych tomach bohaterki żyją wbrew
                                        > temu czego nauczyły się w starych
                                        tak, to bardzo fajne spostrzeżenie :)
                                        • bupu Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 06.12.23, 13:29
                                          ako17 napisała:

                                          >
                                          > Ale chodzenie na randki z osobami spoza klanu to, moim zdaniem, przejaw Najwyżs
                                          > zej Dojrzałości, jakiej oczekuje się od córki w tym pokoleniu Borejdomu. Szybci
                                          > utko bowiem trzeba się zaręczyć, wyjść za mąż i wyprodukować ze 2-3 apgary. Tro
                                          > szkę to Pyzuni poszło nie w tej kolejności, ale przecież ta rodzina jest ciepła
                                          > i wybaczająca i zawsze wesprze zastrzykiem gotówki na własny domek z resztek.
                                          > Tak więc nawet Różyczka pracować na swoje i dziecka utrzymanie nie musi - w koń
                                          > cu ile to takie dziecko zje...
                                          > A co do tego, że to były osoby spoza rodziny - no, Moja Droga, nawet Borejki ni
                                          > e zawierają związków w obrębie własnej rodziny... nawet kawalera dla niej w sto
                                          > sownym wieku by się nie znalazło ;).

                                          Zważywszy na narastające wypięcie klanu B. na świat, nie zdziwilabym się gdyby w końcu poszli w ślady Habsburgów...
                                          • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 06.12.23, 17:38
                                            bupu napisała:

                                            > Zważywszy na narastające wypięcie klanu B. na świat, nie zdziwilabym się gdyby
                                            > w końcu poszli w ślady Habsburgów...

                                            Gdyby poszli wcześniej, tłumaczyłoby to nieco szczęki niektórych bohaterów na ilustracjach.
                                          • ako17 Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 06.12.23, 21:40
                                            bupu napisała:


                                            >
                                            > Zważywszy na narastające wypięcie klanu B. na świat, nie zdziwilabym się gdyby
                                            > w końcu poszli w ślady Habsburgów...

                                            ok, ale pod koniec lat 90-tych nie chodzili śladami Habsburgów. W ostatniej odsłonie, 5 lat temu, nadal nie chodzili.
                                            W tym 1998 Róża powinna była znaleźć sobie kawalera (właściwie - to dać mu się znaleźć), no to znalazła. Nawet czterech. I wskutek tego dzieci ma, i ślub jakiś tam w końcu.

                                            Żaden to dla mnie przykład postępowania "po swojemu".

                                            Trochę tak, w jak bardzo smutnym, ale przenikliwym wątku "nigdy nie było żadnego Tygrysa". Z tym, że Pyzunia najwyraźniej nie musiała tutaj nic swojego wymyślać, bo to, co ją spotkało w Imieninach było całkowicie zgodne z oczekiwaniami rodu. Trochę to później koślawo wyszło, ale suma summarum, jak wynika z CZ, to Pyza z Szopiętami została przywrócona na ojczyzny łono, Agnieszka z IGStrybem mają niańkę do Norci, bo matka niewydolna się okazała. A i finał wesela się okazuje całkiem udany, bo Fryc podobno ponownie nie porzucił, tylko zmienił maila lub coś w tym stylu.
                                • tt-tka Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 04.12.23, 16:26
                                  przymrozki napisała:



                                  > No ale na to naprawdę nic nie wskazuje - widzimy przecież własnymi czytelniczym
                                  > i oczami rozmowę w cztery oczy Gaby i Janusza. Tę w drodze na dworzec. Widzimy
                                  > też, że Janusz jakoś by chciał dotrzeć do Laury, przyjeżdża na jej ślub, kupuje
                                  > prezent, pokornie znosi i najwyraźniej przeżywa potok zarzutów, z którym na ni
                                  > ego wyskakuje. Jeżeli Pyziak widział po swojej stronie jakieś okoliczności łago
                                  > dzace powinniśmy je byli wtedy z jego ust uslyszeć.

                                  Nie, nie wtedy. Wtedy, gdy - PIEC lat wczesniej, w CP - Janusz przyjechal COS wyjasnic wzglednie do czegos sie dogadac. Zniknal z Gabonem w pokoju, ale z tej rozmowy nie zapodano nam sloweczka, w ogole nie dopuszczono go do glosu, mial tylko szoferowac do Smielowa.

                                  Minelo piec lat, powtarzam. Po tych latach Janusz przyjechal juz zaproszony, konkretnie na slub. Cokolwiek bylo do powiedzenia, zostalo powiedziane wczesniej albo tez zabraklo chetnych rozmowcow i nie powiedziano niczego - optuje za tym drugim patrzac przez lata i tomy, jak sie porozumiewaja borejkoidalne.
                                  • przymrozki Re: Tragiczna historia Almy Pyziak 05.12.23, 18:13
                                    tt-tka napisała:

                                    > Po tych latach Janusz przyjechal juz zaproszony, ko
                                    > nkretnie na slub. Cokolwiek bylo do powiedzenia, zostalo powiedziane wczesniej
                                    > albo tez zabraklo chetnych rozmowcow i nie powiedziano niczego - optuje za tym
                                    > drugim patrzac przez lata i tomy, jak sie porozumiewaja borejkoidalne.

                                    Bardzo możliwe, ale zasadniczo za socjalizację dziecka odpowiadają rodzice (oczywiście w granicach jego naturalnych predyspozycji). Jeżeli osiemnastoletnia zborejczała Laura nie umiała porozmawiać normalnie z ojcem to dlatego, że jej tego nie nauczono i ją na to nie przygotowano - zawiodła i niedojrzała Gabriela, i niedojrzały Janusz. W pewnym sensie po równo.

                                    Nie przekonuje mnie przy tym wyjaśnienie, że wina Janusza jest mniejsza, bo on zawczasu wyrzekł się wszelkiej odpowiedzialności za córkę i nawiał, więc jest rozgrzeszon. Nie ma tak, że matka (rzadziej ojciec, ale też się zdarza) musi idealnie i bez chwili słabości zarobić, wychować i wykształcić, a ojciec (rzadziej matka), owszem, też może, no ale chyba że akurat ma coś lepszego na oku, to wtedy nie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka