07.09.25, 12:05
Kto dzisiaj wpada do mnie na obiadek? A swoją drogą dziwię się że u Borejków nie gotowano szarych klusek. W latach 70 i 80 budżet mieli napięty, tymczasem kartofle cebula i biały ser nie były drogie, na kartki czy trudno dostępne. Tymczasem kluski jada się w suterenie u Lewandowskich, a na salonach intelektualnego parteru już nie. Jakie jeszcze potrawy powinny waszym zdaniem lądować na borejkowskim stole, tymczasem ich tam nie ma?
Obserwuj wątek
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Obiadek 07.09.25, 12:29
      Kocham takie kluski, ale gdy robię tego typu potrawy to często rozwalają się w czasie gotowania :(

      Szczerze to jestem ciekawa czemu nie spożywano częściej litewskich potraw, za wyjątkiem wigilijnego śledzia, uszek, oraz kołdunów na ślub Idy.
      Swoją drogą to te obiady w starszych tomach są bardzo pracochłonne - pierogi z mięsem, kapuśniaczki (OwR), naleśniki, pierogi z jagodami (IS), krokiety, naleśniki, pierogi ruskie (KK, ale to już Fela rabota). Na tyle gąb nasmażyć naleśników czy nakleić pierogów to masa roboty, Mila wielce utrudzona a sama sobie gotuje [sic!] ten los. Ja wiem że jest problem z dostępnością produktów, ale istnieje wiele dań które mniej pracy i czasu wymagają.
      • ako17 Re: Obiadek 07.09.25, 12:51
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        > Kocham takie kluski, ale gdy robię tego typu potrawy to często rozwalają się w
        > czasie gotowania :(

        Mój niemąż czasem robi, są bosskie.

        A tak w ogóle, to zdziwił mnie całkowity brak gzika w całym cyklu, czemu dałam wyraz w stosownym wątku.
        My dziś mamy gzika na obiad, uwielbiam.

        Poza tym może te szare kluchy pasowały autorce bardziej do klasy robotniczej niż inteligenckiego domu?
    • ako17 Re: Obiadek 07.09.25, 12:47
      bupu napisała:

      >W latach 70 i 80 budżet mieli napięty, tymczasem kar
      > tofle cebula i biały ser nie były drogie, na kartki czy trudno dostępne.

      I z tych składników Fela przygotowała ruskie, co skłoniło Gabę do niejakich narzekań, a Ignaca z kolei do wyrzeczenia pamiętnego zdania o tym, że on zarabiać umie wyłącznie uczciwie.
      >
      >
    • przymrozki Re: Obiadek 07.09.25, 14:19
      Może OT, ale jestem zaintrygowana - czy dodajesz twarogu do ciasta na szare kluski? Ja jako "szare kluski" znam nasze śląskie "czorne" ("żelazne"), ale robi się je z kartofli (surowych i gotowanych) i mąki ziemniaczanej, zwykle bez jajka. Bardzo dobra rzecz, jak Borejkowie nie jedzą, niech żałują.

      A odpowiadając na pytanie zasadnicze, zawsze mnie trochę dziwiło, że Borejkowie - gotując codziennie dla grup wieloosobowych (wieloosobowy parter plus takaż suterena) - w ogóle nie są zainteresowani Eintopfami. Nie licząc Laury w Dziecku Piątku, nikt nie próbuje nakarmić tego pułku wojska daniem szybkim w przygotowaniu i niewymagającym brudzenia stosów naczyń.
      • tygrys_dziure_wygryzl Re: Obiadek 07.09.25, 14:32
        matka Kopiec Arlety gotuje dzieciom kapuśniak z kartoflami, a mama Borejko stoi i lepi te pierogi z mięsem na drugie danie po rosole, bo jest lepsza.
        Inna sprawa że kapuśniak z kartoflami jest lepiej zbilansowanym posiłkiem niż rosół z makaronem i pierogi z mięsem.
        • przymrozki Re: Obiadek 07.09.25, 15:57
          tygrys_dziure_wygryzl napisała:

          > Inna sprawa że kapuśniak z kartoflami jest lepiej zbilansowanym posiłkiem niż r
          > osół z makaronem i pierogi z mięsem.

          A to jest w ogóle ciekawe, bo to obiadowe menu najwyraźniej podano do wiadomości czytelnika w dwóch celach. Po pierwsze, żeby pokazać jak dobrze jadają Borejkowie. Po drugie, żeby pokazać, jak smutna jest wegetariańska dieta Grzegorza i IGSa.

          Ale oba te dania to tak naprawdę to samo - pszenna klucha z łagodnie doprawionym gotowanym mięsem. Podobny smak, podobne wartości odżywcze, oba dania bez warzyw (lub z niewielką ilością warzyw). Wygląda to smutniej i bardziej monotonnie niż kasza z brukselką (jestem w zasadzie pewna, że wbrew intencjom MM) wyszło na to, że IGS jada lepiej niż Józinek.
          • subskrybcja Re: Obiadek 14.09.25, 19:57
            przymrozki napisała:

            > tygrys_dziure_wygryzl napisała:
            >
            > > Inna sprawa że kapuśniak z kartoflami jest lepiej zbilansowanym posiłkiem
            > niż r
            > > osół z makaronem i pierogi z mięsem.
            >
            > A to jest w ogóle ciekawe, bo to obiadowe menu najwyraźniej podano do wiadomośc
            > i czytelnika w dwóch celach. Po pierwsze, żeby pokazać jak dobrze jadają Borejk
            > owie. Po drugie, żeby pokazać, jak smutna jest wegetariańska dieta Grzegorza i
            > IGSa.


            Dlaczego Grzegorz i Ignacy Grzegorz wpadli w wegetarianizm?
            Bardziej mi to pasuje do poetyckiej i wiotkiej Nutrii.
            Grzegorz informatyk - średnio pi pasuje, tym bardziej dorastający chłopak.
            Chociaz Ignacy Grzegorz coś tam miał z jajkami, obrzydzały go, więc może podobnie miał z mięsem?

            Teraz możliwe, ze by byli weganami. W tamtych czasach weganizm chyba nie był bardzo popularny.
            • kocynder Re: Obiadek 14.09.25, 20:18
              Było chyba, IGS jest "ideowym wegetarianinem" a Grzendron do towarzystwa.
              Acz mam wątpliwości co do tej ideowości, raczej IGS usiłował uracjonalnić swoje fobie żywieniowe, które kochająca (nieprawdaż) rodzinka miała w tyle.
              • bupu Re: Obiadek 14.09.25, 20:38
                kocynder napisała:

                > Było chyba, IGS jest "ideowym wegetarianinem" a Grzendron do towarzystwa.

                Grzendron wygłaszał smety o ciężkim losie ryb gdy jego syn liczył sobie lat cztery. Więc raczej nie zwegetariał zwartusiał synowi do towarzystwa.
              • tt-tka Re: Obiadek 14.09.25, 20:52
                Bylo o "Ignasiu i jego ojcu, ideowych wegeterianach". Obaj.
                Choc pewnie masz racje, to maska dla fobii, nawet nie pamietam, czy ci ideowi to odautorsko, czy z perspektywy Magdy, ale Grzendron i tak chyba tylko w McD. W CZ juz ryby na plazy rabie (popijajac z gwinta)
      • ako17 Re: Obiadek 07.09.25, 15:30
        przymrozki napisała:

        > Może OT, ale jestem zaintrygowana - czy dodajesz twarogu do ciasta na szare klu
        > ski?

        w żadnym wypadku. No i, to nie ja robię, tylko mój partner. Ja nie mam tyle cierpliwości, a i nie znałam wcześniej tego dania.

        Ja jako "szare kluski" znam nasze śląskie "czorne" ("żelazne"), ale robi s
        > ię je z kartofli (surowych i gotowanych) i mąki ziemniaczanej, zwykle bez jajka
        > . Bardzo dobra rzecz, jak Borejkowie nie jedzą, niech żałują.

        to u nas ziemniaki + mąka ziemniaczana + jajko.
      • kocynder Re: Obiadek 07.09.25, 18:52
        "dodajesz twarogu do ciasta na szare kluski? Ja jako "szare kluski" znam nasze śląskie "czorne" ("żelazne"), ale robi się je z kartofli (surowych i gotowanych) i mąki ziemniaczanej, zwykle bez jajka"
        Dodatek jajka ujdzie. Twarogu w tym zestawie sobie nie wyobrażam. A "czarne" to cymes! Z czym jadasz? Przelane skwareczkami? Z kapustą ma gorąco?
        • przymrozki Re: Obiadek 08.09.25, 08:53
          kocynder napisała:

          > A "czarne" to
          > cymes! Z czym jadasz? Przelane skwareczkami? Z kapustą ma gorąco?

          Tak naprawdę to można z czymkolwiek. Ostatnio jadłam zwykłe kluski śląskie z pikantnym koreańskim sosem - tym, który przyszedł do Polski wraz z modą na koreańskie kluski ryżowe. I tak, proszę państwa, uważam, że nasze kluski lepsze.

      • bupu Re: Obiadek 07.09.25, 19:35
        przymrozki napisała:

        > Może OT, ale jestem zaintrygowana - czy dodajesz twarogu do ciasta na szare klu
        > ski? Ja jako "szare kluski" znam nasze śląskie "czorne" ("żelazne"), ale robi s
        > ię je z kartofli (surowych i gotowanych) i mąki ziemniaczanej, zwykle bez jajka
        > .

        A uchowaj Boże! Szare kluski u nas się robi z surowych utartych kartofli, mąki ziemniaczanej i jajka. Biały ser występuje w roli nieodzownego dodatku do potrawy.
        • przymrozki Re: Obiadek 08.09.25, 08:55
          bupu napisała:

          > A uchowaj Boże! Szare kluski u nas się robi z surowych utartych kartofli, mąki
          > ziemniaczanej i jajka. Biały ser występuje w roli nieodzownego dodatku do potra
          > wy.

          A, czyli tako jako i u mnie. Myślałam, że może napotkałam na nieznany przepis na kluski typu "kopytka pożenione z leniwymi".
    • tt-tka Re: Obiadek 07.09.25, 16:09
      100 potraw z ziemniaka - pieczone, duszone, smazone, tarte na placki, na babke, zapiekane...matka kolezanki tak ratowala swoja rodzine w latach 80-tych, chudo sie u nich zrobilo z forsa wtedy, anikt glodny nie chodzil. Do tego surowki dowolne, do ziemniaczka wszystko pasuje, marchew, kapucha kiszona, por i dowolne inne, tez dostepne i tanie

      leniwych chyba nigdy u Borejkow nie widzialam, a jak oszczedzali na cukrze, to mozna to zrobic z dowolna zielenina na pikantnie

      zupy, zawiesiste i sytne, to mozna zrobic na byle ochlapie albo calkiem bez miesa, kapusniak, krupnik, grochowka, fasolowa, jarzynowa, barszcz ukrainski, smieciowa zielona, smieciowa czerwona, kaszowa ze smieciami...

      kaszanka, az sie prosi, na goraca kolacje albo i na obiad, z dowolna salatka

      u nas szarych klusek nie robiono (jadlam na Slowacji posypane bryndza, pychota), ale mama, jak jej sie nie chcialo robic pierogow, taki farsz jak na ruskie formowala w placki i podsmazala

      zolty ser byl, o ile pamietam, bez kartek, oczywiscie najlepsze gatunki odpowiednio drozsze, ale i niedrogi sie trafial i zapiec z nim lub pod nim mozna bylo doslownie wszystko - a zapiekanek na Rusfelta tez sobie nie przypominam
      • tygrys_dziure_wygryzl Re: Obiadek 07.09.25, 17:58
        Jest to dodatkowo dziwne/irytujące bo w KK stoi jak byk, że Mila nie uczyła dziewczynek gotować bo sama bardzo lubiła gotowanie i traktowała je jako artystyczną twórczość.
        Po czym Gabrysia idzie do Joanny i podziwia pomysłowość kuzynki, która podaje roztopiony ser i bułkę do maczania.
        Mila "dokonywała cudów pomysłowości", by z chudej pensji Ignaca ugotować rodzinie pożywne posiłki (KK) - i podaje kanapki z pastą twarogową i plasterkiem kiełbasy. Przecież to jest banał, ludzie.
        Zbieram PRLowskie książki kucharskie i są tam setki bardziej pomysłowych przepisów (a czy smacznych to już nie wiem).
        • kooreczka Re: Obiadek 07.09.25, 19:02
          Smaczne.
          Dziwi też trochę brak ryb- moja babcia kupowała solone śledzie, myła je, kroiła i układała w oleju z cebulą, w rożnych zalewach i przez cała zimę rodzina na tym jechała. Plus różne ryby z puszki same lub rozrobione z twarogiem
          • ako17 Re: Obiadek 07.09.25, 20:23
            kooreczka napisał:

            > Smaczne.
            > Dziwi też trochę brak ryb- moja babcia kupowała solone śledzie, myła je, kroiła
            > i układała w oleju z cebulą, w rożnych zalewach i przez cała zimę rodzina na t
            > ym jechała. Plus różne ryby z puszki same lub rozrobione z twarogiem

            No jak? Był morszczuk, przecież. Śledzie w wigilie, i ryba po grecku ;)
          • tt-tka Re: Obiadek 07.09.25, 22:46
            kooreczka napisał:

            > Smaczne.
            > Dziwi też trochę brak ryb- moja babcia kupowała solone śledzie, myła je, kroiła
            > i układała w oleju z cebulą, w rożnych zalewach i przez cała zimę rodzina na t
            > ym jechała. Plus różne ryby z puszki same lub rozrobione z twarogiem


            No wlasnie ! puszka rybek w tomacie czy oleju nie kosztowala wiecej niz 2-3 jajka, a rozgniecione z twarogiem dawaly te rybki kanapkowa paste w duzej ilosci !*
            zwykle mrozone filety ugotowane w jarzynach to solidny obiadowy posilek, a rybki byly bez kartek
            wedzona makrela, jak sie trafila, to wrecz delicje, na bazie makreli mozna wykombinowac tyle smacznych smarowidel, ze lomatulu
            zupa rybna, taka w typie uchy
            filety rybne smazone w nalesnikowym ciescie
            bylo mozliwosci rybnych a bylo. Tylko nie u Borejkow. Nie wiem czemu.

            * najtansza a wydajna pasta to ser, i mogl byc chudy, wcale nie twarozek, rozrobiony z koncentratem pomidorowym, a jak kto lubi, to i z wkrojona cebulka. Tego mozna narobic masy, masy, majac calkiem chuda portmonetke
            • chatgris01 Re: Obiadek 08.09.25, 20:49
              Takie pasty kanapkowe u Borejków były, MM podaje przepisy w "Łasuchu literackim" (twarogowa pomidorowa, twarogowa czosnkowa, twarogowa z wędzoną rybą oraz jajeczno-musztardowa).
              • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 21:01
                chatgris01 napisała:

                > Takie pasty kanapkowe u Borejków były, MM podaje przepisy w "Łasuchu literackim
                > " (twarogowa pomidorowa, twarogowa czosnkowa, twarogowa z wędzoną rybą oraz jaj
                > eczno-musztardowa).
                >

                U Borejkow nie bylo, byla tylko ta twarogowo-jajeczna w KK i jajeczno-musztardowa w DP.
                Lasucha nie czytalam, w przeciwienstwie do jezycjady (i nie zamierzam), zatem odnosze sie tylko do kuchni z cyklu.

                *paskudnym tonem* i nie uznaje dopisywania gdzie indziej - w danej ksiazce/cyklu ksiazkowym nie bylo, znaczy nie bylo
                • chatgris01 Re: Obiadek 08.09.25, 21:12
                  W opisie w KK jest ogólnie pasta twarogowa, bez precyzowania z czym.

                  Mama krajała wielkie ilości chleba, smarowała je masłem roślinnym, pastą twarogową, kładła na to plasterek kiełbasy i zdobiła wszystko hojnie szczypiorkiem i kminkiem.
                  • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 21:16
                    A, faktycznie. Skojarzylo mi sie z "kupilysmy jajka?" i jakos zalozylam, ze one mialy byc na kolacje.
      • mackakisa Re: Obiadek 08.09.25, 11:19
        Fakt, leniwych u Borejków nie było, jedynie te autorstwa Gizeli, co to je Ignac cisnął w telewizor w „Kalamburce”. A na cukrze chyba Borejkowie nie oszczędzali, przynajmniej jeszcze w okresie „Idy sierpniowej”, gdzie na niedzielny obiad Mama Borejko i Gaba podają zupę warzywną/ kartoflankę naleśniki z serem na słodko i z cynamonem a na deser jabłka w cieście.
        Natomiast szare kluseczki były u Borejków ale już w latach 90-tych. W „Pulpecji” Pulpa zjada na obiad „żurek i to królewski z kminkiem i majerankiem oraz kartofelkami. A na drugie szare kluseczki z pyszną kapustką”. Czyli im się chyba intelektualizm zaczął obniżać wtedy😉. A może to dlatego też Pulpa matury nie zdała, a nie przez Baltonę?!😱
        • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 12:29
          Ta teoria mi sie podoba ! plebejskie jedzenie = obnizka potencjalu myslowego :)

          coz, nie chce byc zlosliwa (obluda na maksa, chce i jestem), ale wykarmione/ kapusniakiem i szarymi kluskami siostry Kopiec czy bracia Lewandowscy radza sobie w zyciu lepiej niz Borejki. I rodzinne stosunki maja zdecydowanie lepsze.
          • mackakisa Re: Obiadek 09.09.25, 10:57
            A dziękuję bardzo, cieszę się że ta teoria się podoba. Mam jeszcze jedną - dlaczego u Borejków jadano dużo ciast/ dań na słodko. Możliwe że wzięli sobie do serca hasło Melchiora Wańkowicza, słynne „Cukier krzepi”?😉
        • tygrys_dziure_wygryzl Re: Obiadek 08.09.25, 13:30
          ten obiad z królewskim żurkiem i kluskami irytował mnie bo te dania osobno są przepyszne i zawsze chętnie bym je zjadła, ale kto choć trochę myślący daje na obiad ziemniaki w obydwu daniach? A ile obierania przy tym.
          • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 14:47
            tygrys_dziure_wygryzl napisała:

            > kto choć trochę myślący daje na obiad ziemniaki w obydwu daniach?

            przyznam sie, ze ja czasem daje, ziemniaki w zupie i na drugie tez
            ale nie upieram sie, ze jestem wtedy jakos szczegolnie myslaca :)

            >A ile obierania przy tym.

            Fakt, ja obieram na dwie osoby, nie na dziewiec...
          • bupu Re: Obiadek 08.09.25, 16:08
            tygrys_dziure_wygryzl napisała:

            > ten obiad z królewskim żurkiem i kluskami irytował mnie bo te dania osobno są p
            > rzepyszne i zawsze chętnie bym je zjadła, ale kto choć trochę myślący daje na o
            > biad ziemniaki w obydwu daniach?

            W domu moich rodziców można by podać i w pięciu, też by zostały zeżarte z zachwytem, zwłaszcza przez mojego ojca, który jest prawdziwym pyromanem (nie mylić z piromanem).
            • chatgris01 Re: Obiadek 08.09.25, 20:51
              bupu napisała:


              > W domu moich rodziców można by podać i w pięciu, też by zostały zeżarte z zachw
              > ytem, zwłaszcza przez mojego ojca, który jest prawdziwym pyromanem (nie mylić z
              > piromanem).
              >
              >
              >
              >
              W domu moich też!
              Mamy wspólnego ojca? XD
            • ako17 Re: Obiadek 08.09.25, 21:44
              bupu napisała:


              >
              > W domu moich rodziców można by podać i w pięciu, też by zostały zeżarte z zachw
              > ytem, zwłaszcza przez mojego ojca, który jest prawdziwym pyromanem (nie mylić z
              > piromanem).
              >


              Pyroman jest prześliczny 😍. Nie pomylę z piromanem, przysięgam na zawsze, wieszam kłódkę i połykam kluczyk.

              Btw, czy w cyklu kiedykolwiek zostało wypowiedziane prawdziwie piękne słowo "pyra"? Ja sobie nie przypominam, a to nie jest tak, że jest silnym regionalizmem?
              No chyba że poleciałam jakimś stereotypem, to przepraszam z całą uprzejmością, na jaką mnie stać.
          • przymrozki Re: Obiadek 08.09.25, 16:22
            tygrys_dziure_wygryzl napisała:

            > ten obiad z królewskim żurkiem i kluskami irytował mnie bo te dania osobno są p
            > rzepyszne i zawsze chętnie bym je zjadła, ale kto choć trochę myślący daje na o
            > biad ziemniaki w obydwu daniach?

            Ja bym była gotowa dać!

            Ba, w dzieciństwie zapewne z zupy wyjadłabym same rozmoczone w żurku ziemniaki, a z drugiego zjadła same kluski. A i teraz, w dorosłości, przed podobnym menu powstrzymuje mnie tylko świadomość, że na dłuższą metę nie jest to szczególnie zdrowa dieta.
          • ako17 Re: Obiadek 08.09.25, 20:37
            Trochę to rozumiem, bo jeśli robiłabym obiad z dwóch dań (zdarza mi się to naprawdę raz na kilka lat), to starałabym się dać inne "węgle" w zupie, a inne w drugim. Np. pomidorowa z ryżem - na drugie makaron, placki. Zupa z makaronem - na drugie ziemniaki, ryż, kasza. Krupnik (czyli i ziemniaki i kasza) - na drugie np. ryż z jabłkiem czy naleśniki.

            Przy czym należy tu za kluczowe słowo uznać "starałabym się", bo w te samiuśkie wakacje podałam obiad dwudaniowy i zarówno zupa (pomidorowa) jak i drugie (sos jagodowy) były z makaronem.
            Ale to w warunkach gotowania w domku letniskowym, mało miejsca, mała lodówka, mała kuchenka i nie wszystkie palniki działają - trudno gotować oddzielnie ryż do zupy, oddzielnie makaron do jagód ze śmietaną. W pozostałe dni był obiad jednodaniowy.

            A tak btw, ostatnio myślałam sobie, że gdybym została powiadomiona o wizycie pięciu głodnych osób na obiad, powiedzmy, godzinę przed, to znając regularny stan zapasów w mojej kuchni (i brak możliwości dokupienia czegokolwiek w danym dniu), zrobiłabym zupę pomidorową z ryżem na jakichś zamrożonych kurzęcych nogach czy innych kościach, a na drugie/ deser w jednym - placki z jabłkami.
            Jest największa szansa, że do tych dań miałabym zimą wszystkie składniki, a przynajmniej większość. Resztę jakoś pewnie dałoby radę zastąpić.

            A Wy? Co byście ugotowały dla głodnej rodziny, która dałaby Wam godzinę na przygotowania?
            Pamiętam że ktoś w jakimś wątku pisał, że spaghetti - no to nie, u mnie niekoniecznie znalazłyby się składniki. Albo bym nie miała przecieru pomidorowego, albo mięsa mielonego. Albo i tego i tego.
            Co innego, gdybym mogła ruszyć do sklepu - teraz. Mówię o takich żelaznych produktach, które w domu raczej zawsze są.
            • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 20:50
              W naglej potrzebie i przy zamknietych sklepach - kasza, zawsze jakas w domu jest, a zwykle kilka do wyboru. W sosie grzybowym (suszone grzybki tez zawsze mam), a jesli znajdzie sie jakies miesko/kielbasa, to w grzybowo-miesnym.
              Z jarzynka klopot, bo takich zapasow surowizny, zeby starczylo na piec dodatkowych osob, to ja nie mam. No chyba ze akurat ogorki kupilam, to kiszone. Albo salatka-smiec, ze wszystkiego, co da sie skroic i wymieszac.
              Chyba ze w zamrazalniku czai sie jakas mrozonka warzywna. ale to nie zawsze.
            • kocynder Re: Obiadek 08.09.25, 20:59
              W chwili obecnej kompletnie nie wyobrażam sobie najazdy pięciu sztuk niezapowiadanych wcześniej gości. Zamiast rzucać się do kuchni i w panice kombinować - zapewne rzuciłabym się do kuchni ostrzyć największy nóż. :>
              Natomiast w czasach kiedy dom był nieco bardziej otwarty, a nawet i teraz w razie kataklizmu: ja tam jestem stara konserwa, więc ZAWSZE mam w zamrażalniku kilka toreb pierogów (domowych, tylko zamrożonych), krokietów, bigosu, fasolki po bretońsku i temu podobnych, zapewne więc "opędziłabym" gości bigosem i pierogami. Jeśli zaś miałabym coś "na świeżo" gotować - zapewne skończyłoby się na jakiejś zapiekance typu "co w lodówki wypadło", na bazie makaronu/kartofli i mięsa (najpewniej drobiowego, bo najszybciej gotowe). Ewentualnie kurczak duszony w warzywach podany na ryżu/makaronie.
          • mackakisa Re: Obiadek 09.09.25, 11:02
            Prawda. No i objętościowo to są dwa solidne dania. I to musiało być obu potraw tyle, aby najadło się 9 osób. Swoją drogą, wiemy że Pulpa miała niezły spust, ale naprawdę ją podziwiam za zjedzenie obu dań. Sama potrafię czasem zjeść jak chłop, co pole orał, niemniej taki zestaw obiadowy mnie ciut przeraża.
    • kocynder Re: Obiadek 07.09.25, 18:49
      Mnie zawsze zaskakiwało, że w borejdomu nie ma sycących a treściwych zup (typu grochówka, krupnik, ugotowane "na gęsto" w sumie za cały obiad "obstoją"), potraw typu łazanki z kapustą, makaron z parówkami w sosie pomidorowym, chrzanowym albo serowym (częste danie stołówkowe, znów tanie i pożywne).
      W ogóle Miła nie robi żadnych kluch, a to podstawa TANIEJ kuchni, te wszystkie kopytka, leniwe itd. Zresztą pierogi z mięsem wcale nie są, prócz tego co już podniosła koleżanka Tygrys czyli praco i czasochłonności tanie. Farsz, żeby miały smak, musi się składać nie z bułki a z mięsa. W czasach "kartkowych" i kolejkowych - kurczę, no nie przeznaczało się porządnego kawałka padliny na pierożki. Owszem, nie znaczy to, że nigdy się nie robiło, ale jednak nie było to ani tanie, ani szybkie danie.
      • minerwamcg Re: Obiadek 07.09.25, 19:17
        Pierożki robi się z padliny już raz zużytej, tzn. z tego, co zostaje w garze po ugotowaniu rosołu. Nikt nie kupuje, a przynajmniej wtedy nie kupował mięsa specjalnie z myślą, że przeznaczy je na pierogi. Na kartkach na mięso były kupony opisane "Woł.ciel. z kością" (wołowe, cielęce). Takiego wołciela wrzucało się do gara, gotowało na nim rosół lub zupę, a pozostałe mięso przerabiało na farsz - do pierogów, krokietów, pasztecików z ciasta czy czego tam.
        • bupu Re: Obiadek 07.09.25, 19:52
          minerwamcg napisała:

          > Pierożki robi się z padliny już raz zużytej, tzn. z tego, co zostaje w garze po
          > ugotowaniu rosołu. Nikt nie kupuje, a przynajmniej wtedy nie kupował mięsa spe
          > cjalnie z myślą, że przeznaczy je na pierogi. Na kartkach na mięso były kupony
          > opisane "Woł.ciel. z kością" (wołowe, cielęce). Takiego wołciela wrzucało się d
          > o gara, gotowało na nim rosół lub zupę, a pozostałe mięso przerabiało na farsz
          > - do pierogów, krokietów, pasztecików z ciasta czy czego tam.
          >


          Zwracam uwagę, że rosół w OwR nie był na kartkowym wołcielu, tylko na wiejskiej kurze, która poległa pod kołami samochodu pana Piotrusia. Wiejskie kury z reguły są mało mięsne, nie wierzę że z jednej dało się zrobić pierogi dla sześciu czy może ośmiu (bo Ogorzałki też chyba partycypowaly) osób. No chyba że panu Piotrusiowi poległ pod kołami szczęśliwym zrządzeniem losu wypasiony broiler.
        • tt-tka Re: Obiadek 07.09.25, 22:30
          Pierozki sie robi z tego, co jest :)
          nie pamietam, czy podroby tez byly kartkowe, ale barszczyk czy zurek gotowany na pluckach pamietam, a potem plucka oczywiscie sie mielilo i fru je do pierogow/nalesnikow

          ale w/w pierogi/nalesniki podawano ze wszystkim doslownie, z serem, dzemem, pasta jajeczna, grzybowa, warzywna, z owocami (pamietam pierogi z jablkami, zaden mus, tylko cwiartki swiezych jablek otulone w pierogowe ciasto, jakie to dobre bylo!), z kapusta - i jak w kartkowych czasach zupa byla na miesie, to drugie juz bezmiesne. Te pierozki, jesli z miesem z zupy byly na drugi dzien do chudej zupy :)
          • kocynder Re: Obiadek 07.09.25, 22:54
            Pierogi, oczywiście, można zrobić ze wszystkim. Na słodko i na wytrawnie, z wiśniami, jabłkami, twarogiem, z kapustą, z grzybami itd. Ale jeśli w kolanie B. jest mowa o pierogach - to zawsze i wyłącznie z mięsem. I są jadane regularnie. Ok, może nie pamiętam za dobrze tych czarownych czasów, ale jednak... No, nie. Nie było to danie serwowane regularnie. Plus - może źle kojarzę - w domu B. te pierogi mięsne występują zwykle w parze z rosołem. Czyli na obiad był rosół (mięso) i na drugie pierogi z mięsem - to te pierogi nie były z mięsem "w obrocie wtórnym".
            • tt-tka Re: Obiadek 07.09.25, 23:10
              Mogli dawac rosol w sensie "wywar", z makaronem, innymi kluchaminczy ryzem, a bez miesa, ktore poszlo do pierogow. Tyle ze... nie bardzo to widze na szesc osob, a zupelnie nie widze na "pol podworka"

              chyba ze Melania wrzucajac kure do garnka wrzucala zarazem kilka kostek rosolowych albo kapala maggi i stad ten intensywny rosolowy smak :)

              wole nie dociekac, czego dokladala do miesa, skoro z jednej kury wyszlo jej 60 (liczac po 10 na twarz) pierogow
              • tt-tka Re: Obiadek 07.09.25, 23:11
                kluchami czy ryzem !

                nie wiem, co to "kluchaminczy" i skad sie wzial :(
              • kocynder Re: Obiadek 08.09.25, 06:49
                No więc otóż. Tego mięcha do TAKIEJ porcji pierogów musiało być dużo. Jedna kura? Bez szansy! Jak wyliczyłaś, licząc dość skromnie (10 pierożków na łeb to nie jest obżarstwo!) minimum 60 sztuk. Z jednej kury?
                • bupu Re: Obiadek 08.09.25, 13:16
                  kocynder napisała:

                  > No więc otóż. Tego mięcha do TAKIEJ porcji pierogów musiało być dużo. Jedna kur
                  > a? Bez szansy! Jak wyliczyłaś, licząc dość skromnie (10 pierożków na łeb to nie
                  > jest obżarstwo!) minimum 60 sztuk. Z jednej kury?
                  >


                  Po zajrzeniu w książkę stwierdzam, że rosół u Borejkow był dwa razy. Ten dzięki ofiarnej kurze był pod koniec książki i powstał na 700 g wołciela z kartki pożyczonej przez Ogorzałki (bo oni trzeci dzień jedli rosół z kury). Natomiast ten na początku, w parze z pierogami był nie wiem na czym. Zagadkę zwiększa fakt, że u Borejkow było mniej kartek niż konsumentów, dzielnie niepracująca Gabriela B. żarła bowiem na krzywy ryj.
                  • przymrozki Re: Obiadek 08.09.25, 16:27
                    bupu napisała:

                    > Po zajrzeniu w książkę stwierdzam, że rosół u Borejkow był dwa razy.

                    Tak, przy czym co najmniej ten drugi opisany był przez Milę jako "chudy rosołek". Przy okazji tego z 700 gram wołciela, Genowefa stwierdza też, że obiad u Borejków był dobry, ale było go mało.
                    • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 17:13
                      Malo nie malo, ale probuje sobie podliczyc, ile ziemniorow poszlo na obiad w Pulpecji, ten z zurkiem i kluskami jadlo 9 osob
                      wezmy po 4 kartofle na twarz (nie mam pojecia, ile tego wchodzi na porcje klusek)
                      to jest 36-40 ziemniakow
                      ile to w kilogramach ? Na JEDEN, podkreslam, posilek

                      no i wszyscy poza Melania w pracy lub w szkole, zatem ona taskala i obierala, no tak

                      PS nie, nie zal mi jej. Licze z czystej ciekawosci.
                      • kocynder Re: Obiadek 08.09.25, 17:40
                        Na jedną nie za wielką ale "sytną" porcję idą cztery średnie kartofle, jeśli nie są "wodniste". Jeśli mają dużo wody - to, oczywiście, trzeba liczyć więcej. Takoż jeśli to ma być porcja dla ciężko pracującego fizycznie chłopa, albo nastolatka bezdennego.
                        Znaczy to na "czorne" a nie co oni tam jedli po żurku?
                        • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 18:59
                          ha, ha, wlasnie sobie uswiadomilam, ze te ziemniory na kluski trzeba bylo ZETRZEC !
                          36 sztuk
                          recznie, bo przeciez zadnego sprzetu do tarcia tam nie uswiadczysz
                          congratulations, Melanio
                          • kocynder Re: Obiadek 08.09.25, 19:10
                            A, pisząc "jedną porcję" miałam na myśli, ofkors, porcję dla jednej osoby. Robiąc obiad dla trojga dorosłych, nie "żertych", zużywam 7 - 10 sztuk, w zależności od ich "wodnistości". Jest to porcja "akurat", każdy się naje, a nic nie zostaje. Ale dla trzech sztuk, dorosłych, jedna emerytka 80+, i dwie sztuki 50+/60-. Żadna z tych osób to nie wołoduch. Czyli na osób 9 trzeba liczyć minimum te 36 kartofli. Kto tam wówczas był przy stole, pomnisz ano, Tt-tko? Bo to wszak i od tego zależy ilość potrawy, jaką przygotować należy...
                            • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 19:25
                              W Pulpecji do tego zurku i klusek byly osoby nastepujace - Ygnac, Melania, ich cztery corki, dwie Pyziakowny i niedawno poslubiony Mareczek. Dziewiec sztuk, siedem doroslych i dwoje dzieci, w tym co najmniej piec (Pulpa, Gabon, Ida, Marek, Pyza) mocno zarloczne (nie wiem, ile zjadal zwykle Ygnac).
                              • kocynder Re: Obiadek 08.09.25, 20:13
                                Policzmy więc, tak circa, zakładając, że kartofle nie wodniste, tylko takie "suche": Mila, Jęgnac po 4. No, trzy, może mają w "Pyrlandii" większe. Przyjmijmy trzy, to w końcu starsi ludzie i nie żarłoki. Gabunia spokojnie 4, podobnie jak i jej wszystkie siostrzyczki, no może poetyczna niedojda Nutria 3. Mareczek 4, na dziewczątka - pyziaczątka po 3 na łepetynę. Daje to minimum 31. Dołóżmy jeszcze ze cztery dla równego rachunku, plus, serio, te cztery średnie kartofle to jest liczone na "akurat" dla osoby nie "rozżartej". No, ale niech będzie. 35 kartofli. Średnio to byłoby około 3,5kg. Które trzeba przynieść ze sklepu/nakopać w ogrodzie, obrać i zetrzeć. Miłego dnia, Milu!
                                • przymrozki Re: Obiadek 08.09.25, 20:52
                                  kocynder napisała:

                                  > No, ale niech będzie. 35 k
                                  > artofli. Średnio to byłoby około 3,5kg. Które trzeba przynieść ze sklepu/nakopa
                                  > ć w ogrodzie, obrać i zetrzeć. Miłego dnia, Milu!

                                  Obrać jak obrać, trochę wprawy i można jedną ręką obierać, drugą czytać coś z literatury kobiecej, trzecią słuchać koncertu w Dwójce, a czwartą zostawiać sękate ślady na pośladkach dzieci. Ale Tt-ka ma słuszność - tarcie takich kop kartofli to horror. Mila musiała mieć mięśnie rąk ze stali.
                                  • chatgris01 Re: Obiadek 08.09.25, 21:05
                                    przymrozki napisała:

                                    > Ale Tt-ka ma słuszność - tarcie takich kop kartofli to horror. Mila musiała mieć mięśnie rąk ze stali.

                                    A nie mogła pójść na łatwiznę i przepuścić tych kartofli przez maszynkę do mięsa? Przy plackach ziemniaczanych się tak czasami robiło dla przyśpieszenia/ułatwienia, choć lepsze były ze startych.
                                    • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 21:20
                                      chatgris01 napisała:

                                      > przymrozki napisała:
                                      >
                                      > > Ale Tt-ka ma słuszność - tarcie takich kop kartofli to horror. Mila musi
                                      > ała mieć mięśnie rąk ze stali.
                                      >
                                      > A nie mogła pójść na łatwiznę i przepuścić tych kartofli przez maszynkę do mię
                                      > sa?

                                      Surowych ???
                                      nigdy nie probowalam
                                      ale to tez wymagaloby przylozenia reki
                                      nie mam maszynki, a sprobowalabym, co z tego wychodzi

                                      Przy plackach ziemniaczanych się tak czasami robiło dla przyśpieszenia/ułat
                                      > wienia

                                      W zyciu ! jak sokowirowki nie bylo albo zepsula sie, uczciwie tarlam ! (ale nigdy na 9 osob)

                                      >
                                      • chatgris01 Re: Obiadek 08.09.25, 21:33
                                        Surowych. To dość częste było, u nas się raczej tarło, ale występuje nawet u Siesickiej w "Przez dziurkę od klucza".

                                        Owszem, też się trzeba tą korbką nakręcić, ale przy kilku kilogramach ziemniaków różnica wysiłku w porównaniu z tarciem na tarce jest ogromna.
                                        • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 21:41
                                          chatgris01 napisała:

                                          > Surowych. To dość częste było, u nas się raczej tarło, ale występuje nawet u Si
                                          > esickiej w "Przez dziurkę od klucza".
                                          >

                                          Nie czytalam i nie spotkalam w naturze...


                                          > Owszem, też się trzeba tą korbką nakręcić, ale przy kilku kilogramach ziemniakó
                                          > w różnica wysiłku w porównaniu z tarciem na tarce jest ogromna.
                                          >

                                          Ale przeciez to jest zupelnie inna konsystencja ! nadaje sie toto na te szare kluski ?
                                          • chatgris01 Re: Obiadek 08.09.25, 21:48
                                            tt-tka napisała:

                                            nadaje sie toto na te szare kluski ?
                                            >
                                            >

                                            Tego nie wiem i też chciałabym się dowiedzieć (nigdy się nie zetknęłam z szarymi kluskami w realu).

                                            Na placki się nadaje, ale wychodzą gorsze niż z ziemniaków startych na tarce/w blenderze/malakserze.
                                      • ako17 Re: Obiadek 08.09.25, 22:06
                                        tt-tka napisała:

                                        > chatgris01 napisała:
                                        >
                                        > > przymrozki napisała:
                                        > >
                                        > > > Ale Tt-ka ma słuszność - tarcie takich kop kartofli to horror. Mil
                                        > a musi
                                        > > ała mieć mięśnie rąk ze stali.
                                        > >
                                        > > A nie mogła pójść na łatwiznę i przepuścić tych kartofli przez maszynkę
                                        > do mię
                                        > > sa?
                                        >
                                        > Surowych ???
                                        > nigdy nie probowalam
                                        > ale to tez wymagaloby przylozenia reki
                                        > nie mam maszynki, a sprobowalabym, co z tego wychodzi

                                        ja mam. Ale i tak nie spróbuję, bo jbc mam taki prastary niemiecki przyrząd do tarcia i siekania.
                                        • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 22:10
                                          jak sie zobaczymy i zaprosisz mnie do siebie, to zobowiazuje sie umyc maszynke ! i wystarczy jeden ziemniak (moge trzec, tzn krecic korbka), ciekawa jestem po prostu tej konsystencji
                                          • ako17 Re: Obiadek 08.09.25, 23:18
                                            tt-tka napisała:

                                            > jak sie zobaczymy i zaprosisz mnie do siebie, to zobowiazuje sie umyc maszynke
                                            > ! i wystarczy jeden ziemniak (moge trzec, tzn krecic korbka), ciekawa jestem po
                                            > prostu tej konsystencji
                                            >

                                            ja Ci tę maszynkę mogę nawet pożyczyć przy następnym spotkaniu w Wawie - nie mieliśmy jej przez wiele lat, mamy od ostatniej Wigilii, a przedtem wielkiego braku nie odczuwaliśmy. Jak się uwiniesz w parę miesięcy, mniej niż rok z oddaniem, to będzie ok ;)
                                            • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 23:52
                                              Dzieki, ale gdzie ja ja bede taskac...
                                          • ako17 Re: Obiadek 08.09.25, 23:49
                                            tt-tka napisała:

                                            > jak sie zobaczymy i zaprosisz mnie do siebie, to zobowiazuje sie umyc maszynke
                                            > ! i wystarczy jeden ziemniak (moge trzec, tzn krecic korbka), ciekawa jestem po
                                            > prostu tej konsystencji
                                            >

                                            też może być :)
                                  • kocynder Re: Obiadek 08.09.25, 21:10
                                    Obieranie, owszem, pół biedy. Ale już przydyrdanie z tym do chałupy ze sklepu to darmowa siłka pod chmurką. 3,5kg ziemniorów na JEDNO danie, a wszak do żuru TEŻ pyry poszły! I nie dwa czy trzy kartofelki, na 9 osób, to tego żuru być musiał spory gar.
                                    A tarcie ręczne to - owszem - czarowna rozrywka. Miłego dnia Mili, oraz każdej innej, która się bez urządzeń pomocniczych porywa na tarcie na tarce ponad trzech kilogramów ziemniaków!
                          • mackakisa Re: Obiadek 11.09.25, 07:23
                            To jeszcze dorzucę (ach, jak to miło się czasem powyzłośliwiać😝), że przy drugim opisanym w „Pulpecji” obiedzie, Milicja też sobie życia nie ułatwiła. Pulpa bowiem po powrocie ze szkoły odgrzewa sobie pomidorową z makaronem i klopsy z smażone, z kartofelkami. Klopsów na bank nie było na styk, tylko więcej, bo Pulpa po konsultacji z Ignacym, czy już jadł, stwierdza że może zjeść dwa. Zakładając że jeszcze co najmniej jeden klops był dla Marka, to razem z obieraniem ziemniaków, Mila zafundowała sobie kolejną wielką robotę w kuchni.
                            • bupu Re: Obiadek 11.09.25, 10:01
                              mackakisa napisał(a):

                              > To jeszcze dorzucę (ach, jak to miło się czasem powyzłośliwiać😝), że przy drug
                              > im opisanym w „Pulpecji” obiedzie, Milicja też sobie życia nie ułatwiła. Pulpa
                              > bowiem po powrocie ze szkoły odgrzewa sobie pomidorową z makaronem i klopsy z s
                              > mażone, z kartofelkami. Klopsów na bank nie było na styk, tylko więcej, bo Pulp
                              > a po konsultacji z Ignacym, czy już jadł, stwierdza że może zjeść dwa. Zakładaj
                              > ąc że jeszcze co najmniej jeden klops był dla Marka, to razem z obieraniem ziem
                              > niaków, Mila zafundowała sobie kolejną wielką robotę w kuchni.

                              Eeee... Moim zdaniem niespecjalnie. Ponieważ żarłoczny Pulpet najadł się dwoma klopsami, możemy uznać że były duże. Usmażyć dziesięć dużych klopsów żadna robota, zwłaszcza gdy się dysponuje dużą patelnią. Pomidorowa w dużym stopniu gotuje się sama... O ile Milicja nie mieliła temy recyma mięsa na klopsy to nie widzę problemu.
                              • kocynder Re: Obiadek 11.09.25, 17:04
                                Klopsów się można nie czepiać, bo to faktycznie nie robota. Pomidorowa, ok, też nie fatyga. Ale zauważ, że jeśli Macka napisała wersję sprawdzoną, to po pomidorówce Pulpety miał klipsa ż kartotekami. Smażone niejako razem. No i wracamy do wielkopolskich podziemnych pomarańczy - ile tam stolowników było nie pomnę, ale pyrki dla nich trza było do domu przytargać, obrać, poszatkować na plastry i usmażyć. Same się ziemniaczki ani do domu nie turlają, ani z łupin nie wyskakują. I tak, to JEST robota. Niebagatelna.
                                • bupu Re: Obiadek 11.09.25, 20:09
                                  kocynder napisała:

                                  > Klopsów się można nie czepiać, bo to faktycznie nie robota. Pomidorowa, ok, też
                                  > nie fatyga. Ale zauważ, że jeśli Macka napisała wersję sprawdzoną, to po pomid
                                  > orówce Pulpety miał klipsa ż kartotekami.


                                  Wiem, że to krecia robota autokorekty, niemniej jednak klips z kartotekami na obiad rozśmieszył mnie nieprzeciętne. 🤣


                                  Smażone niejako razem. No i wracamy d
                                  > o wielkopolskich podziemnych pomarańczy - ile tam stolowników było nie pomnę, a
                                  > le pyrki dla nich trza było do domu przytargać, obrać, poszatkować na plastry i
                                  > usmażyć. Same się ziemniaczki ani do domu nie turlają, ani z łupin nie wyskaku
                                  > ją. I tak, to JEST robota. Niebagatelna.
                                  >


                                  A to zmienia postać rzeczy, i to mocno... Wiecie co, zaczynam mieć wrażenie że autorka od dawna dostaje pożywienie gotowe i pod nos i zwyczajnie przestała ogarniać logistykę kuchenno-spozywcza.
                                  • mackakisa Re: Obiadek 11.09.25, 20:32
                                    Tak, też tak podejrzewam, że od dawna już zapomniała jak to jest gotować i to na większą liczbę stołowników. Natomiast przy takiej liczbie, jaka była przy Rusfelta to kurczę… pomogłaby im mikrofala. Wiem wiem, paskudne urządzenie i nie daj losie żeby Milicja sobie choć trochę życie ułatwiła… Powtórka ze zmywarką by była…
                                  • kocynder Re: Obiadek 11.09.25, 20:33
                                    Jeeeerum pajtasz! Co mi ten głupek mój telefon znów namieszał!?!?!?! Oczywiście "klops z kartofelkami", a nie "klips z kartotekami"! Zwariował, ani chybi!

                                    "zaczynam mieć wrażenie że autorka od dawna dostaje pożywienie gotowe i pod nos i zwyczajnie przestała ogarniać logistykę kuchenno-spozywcza"

                                    I to jest, obawiam się, clou problemu. Oczywiście możemy sobie kombinować, że wszyscy mięli do klopsa kasze na sypko, a Pulpa WOLAŁA kartofelki smażone. Ok. Możemy przyjąć, że te kilogramy pyrów to Gabunia taczką woziła z rynku, nie obierali bo wolą "w mundurkach", a do kluch kupili zmielone z mrożonki. Możemy wdawać się w dywagacje, czy do żuru i klusek potrzebna jest 5,5 kg ziemniorów czy wystarczy 5. Ale sensu to od tego nie nabiera. No, nie i już. Smażone ziemniaczki są daniem wymagającym przygotowania wcześniejszego (obranie, poszatkowanie) oraz bezpośrednio przed podaniem wcale nie szybciutkiej obróbki termicznej. Ok, dal dwóch osób. Trzech. Siadających RAZEM do obiadu. Jeśli się dysponuje sporą patelnią i rzeczona patelnia NIE JEST zajęta klopsami. Natomiast planowanie smażonych ziemniaczków w apetycznych złocistych plasterkach w dniu, w których KAŻDY z domowników siada do obiadu o innej porze - jest fundowaniem sobie absolutnie calutkiego dnia przy garach.
                                    Kto tam na to jedzenie był? Powiedzmy, że pierwsi siadają do stołu Milicja, Jęgnac i smarkule (czyli Pyziakówny) po powrocie z lekcji. Cztery sztuki. Ok, zjedli. Milicja umyła naczynia, wytarła, pochowała do szafek. Może zrobiła herbatę. Wraca z zajęć Nutria. Mila staje nad patelnią, odsmaża klopsa dla Nutrii i znów kartofelki. Nutria kończy posiłek, Milicja zmywa, sprząta kuchnię. Wraca Gaba. Mila odgrzewa, smaży, zmywa, sprząta. Wraca Ida. Mila odgrzewa...
                                    • mackakisa Re: Obiadek 11.09.25, 20:48
                                      „Popołudnie świstaka”, nie przymierzając.
                                  • ako17 Re: Obiadek 11.09.25, 20:42
                                    bupu napisała:

                                    > kocynder napisała:
                                    >
                                    > > Klopsów się można nie czepiać, bo to faktycznie nie robota. Pomidorowa, o
                                    > k, też
                                    > > nie fatyga. Ale zauważ, że jeśli Macka napisała wersję sprawdzoną, to po
                                    > pomid
                                    > > orówce Pulpety miał klipsa ż kartotekami.
                                    >
                                    >
                                    > Wiem, że to krecia robota autokorekty, niemniej jednak klips z kartotekami na o
                                    > biad rozśmieszył mnie nieprzeciętne. 🤣

                                    Żeby było bardziej dramatycznie, klips był ż kartotekami. Skąd autokorekcie przyszło do "głowy", żeby spójnik "z", istniejący w polskim języku, zmienić na nieistniejące "ż", to ciekawe zagadnienie.

                                    > Smażone niejako razem. No i wracamy d
                                    > > o wielkopolskich podziemnych pomarańczy

                                    co to są wielkopolskie podziemne pomarańcze?
                                    • mircja Re: Obiadek 11.09.25, 20:51
                                      ako17 napisała:

                                      >
                                      > co to są wielkopolskie podziemne pomarańcze?
                                      >
                                      Nie wiem, czemu akurat pomarańcze, ale bym obstawiała co to jest na podstawie tego, że Wielkopolska jest też inaczej nazywana Pyrlandią.
                                    • bupu Re: Obiadek 11.09.25, 20:54
                                      ako17 napisała:

                                      > . No i wracamy d
                                      > > > o wielkopolskich podziemnych pomarańczy
                                      >
                                      > co to są wielkopolskie podziemne pomarańcze?

                                      Pyry. Zimnioki. Kartofle. Grule.
                                    • mircja Re: Obiadek 11.09.25, 21:31
                                      ako17 napisała:


                                      >
                                      > co to są wielkopolskie podziemne pomarańcze?
                                      >
                                      Znalazłam obszerniejsze informacje w blogu Macieja Brzezińskego (poświęconym historii i kulturze Poznania), wklejam cytat: "Warzywo to tak bardzo kojarzy się z Poznaniem i Wielkopolską, że Poznań zwany jest czasami Pyrogrodem, a Wielkopolska Pyrlandią (słyszałem też na Górnym Śląsku, skąd pochodzi moja żona, określenie „Kraina Podziemnych Pomarańczy”)."

                                      • ako17 Re: Obiadek 11.09.25, 22:33
                                        mircja napisała:


                                        > Znalazłam obszerniejsze informacje w blogu Macieja Brzezińskego (poświęconym hi
                                        > storii i kulturze Poznania), wklejam cytat: "Warzywo to tak bardzo kojarzy się
                                        > z Poznaniem i Wielkopolską, że Poznań zwany jest czasami Pyrogrodem, a Wielkopo
                                        > lska Pyrlandią (słyszałem też na Górnym Śląsku, skąd pochodzi moja żona, określ
                                        > enie „Kraina Podziemnych Pomarańczy”)."
                                        >
                                        dziękuję :)
                                • mika_p Re: Obiadek 11.09.25, 20:52
                                  > pyrki dla nich trza było do domu przytargać, obrać, poszatkować na plastry i usmażyć.

                                  Zawsze byłam przekonana, że Pulpa odsmażała sobie kartofle już ugotowane, które po prostu były po poprzednich stołownikach.
                                  Smażenie ziemniaczków to DP, jak ziemniaczki się skończyły, to wjechały cyklopy, a potem biedna Gaba w ciąży nie miała nic na kolację.
                                  W Pulpecji Patrycja po prostu sobie odgrzała i zupę, i klopsy z kartofelkami
                                  • tygrys_dziure_wygryzl Re: Obiadek 12.09.25, 11:46
                                    co do smażonych ziemniaczków to nigdy nie mogłam zrozumieć sceny z KK gdy na kolację przychodzi Pyziak i są smażone ziemniaki z mlekiem. 5 (teraz 6) gąb, a na jednej patelni tyle ziemniaków się pomieściło.
                                    Tak samo gdy Cesia smaży dla rodziny jajecznicę na obiad. Jak wielka była ta patelnia, skoro zmieściła dość jajecznicy dla 7 osób?
                                    • mackakisa Re: Obiadek 12.09.25, 15:45
                                      Racja! Nie zwróciłam na to wcześniej uwagi, a tam musiały być jakieś wielkie patelnie. No chyba, że w przypadku ziemniaków było ich na styk - gotował Ignac, mógł niedoszacować, nawet gdyby Janusza nie było.
                              • tt-tka Re: Obiadek 11.09.25, 18:33
                                U mnie na duzej patelni miesci sie szesc klopsow i to na styk. na dwa razy trzeba by smazyc. A w ogole to klopsy gotuje (duzy garnek mam), smaze mielone :)

                                niemniej to jest ciagle wydawanie posilkow na osobki, skoro Pulpa wraca, gdy Ygnac jest juz po pracy, male pewno jadly odpowiednio wczesniej, duze nie wiadomo kiedy, a Mareczek to w ogole wraca jak chce. Caly dzien najpierw gotowanie, a potem podgrzewanie i nakladanie... no dobra, Pulpa wziela sobie sama, ale Ygnac na pewno nie, Pyziakowny tez nie.
                                • kocynder Re: Obiadek 11.09.25, 18:40
                                  No i na to właśnie mi się zwoje mózgowe prostują. Noż krętka blada i prosta. Mając w chałupie x osób, z których w sumie KAŻDA je o innej porze - Milicja się pitoli w smażenie klopsów (BTW: ja tez klopsy gotuję, dla mnie "klops smażony" to jednak z nazwy mielony), i do nich tachanie, obieranie i smażenie ziemniaczków?! Które, jak dla mnie MUSZĄ być gorące i prosto z patelni? No to jest dowalanie sobie roboty jak nic - zrobiłaby jakąś fasolkę po bretońsku, kapustę "na gęsto", chili con carne, leczo, makaron z sosem itp. Coś w miare prostego, szybkiego, łatwego do odgrzania i nad czym nie będzie trzeba stać nad gar5ami dla każdego z osobna.
                                  Na marginesie: na moją dużą patelnię wchodzi kotletów 5, ale mam dwie takie same, to mogę smażyć na jeden raz 10.
                                  • mackakisa Re: Obiadek 11.09.25, 20:29
                                    No właśnie - dlatego zauważyłam że od diabła z tym roboty. A opis wzięłam sprawdzony, bo na oba te obiady, które Pulpet wcina zawsze mi ślinka leci, więc wryło mi się w pamięć😆.
                                    I tak, zajęcie jest z ciągłym odgrzewaniem tego. Już nie mówiąc o tym, że przy takiej liczbie kotletów (też mnie dziwi nazywanie smażonych mielonych klopsami - czy ktoś jest z Poznania i może powiedzieć, czy to jakiś regionalizm?) to chyba lepiej byłoby je upiec?
                                    • bupu Re: Obiadek 11.09.25, 20:56
                                      mackakisa napisał(a):

                                      > (też mnie dziwi nazywanie smażonych mielonych klopsami
                                      > - czy ktoś jest z Poznania i może powiedzieć, czy to jakiś regionalizm?

                                      Nie wiem jak tam w Wielkiej Polszcze ale u mnie na Ziemi Chelminskiej smażone mielone to klopsy albo karminadle. Duszone i w sosie to pulpety.
                                      • chatgris01 Re: Obiadek 11.09.25, 21:10
                                        bupu napisała:


                                        > Nie wiem jak tam w Wielkiej Polszcze ale u mnie na Ziemi Chelminskiej smażone
                                        > mielone to klopsy albo karminadle.



                                        U mnie w Galicji to sznycle.
                                • ako17 Re: Obiadek 11.09.25, 20:44
                                  tt-tka napisała:

                                  A w ogole to klopsy gotuje (duzy garnek mam), smaze mielone :)

                                  Ja też, ale najpierw obsmażam, żeby się im ta skórka ścięła. A Ty?
                                  • tt-tka Re: Obiadek 11.09.25, 21:54
                                    ako17 napisała:

                                    > tt-tka napisała:
                                    >
                                    > A w ogole to klopsy gotuje (duzy garnek mam), smaze mielone :)
                                    >
                                    > Ja też, ale najpierw obsmażam, żeby się im ta skórka ścięła. A Ty?
                                    >

                                    Tez obsmazam, ale to chwila, wiec sterczenia nad patelnia nie ma. Obsmazone ukladam w garnku i dusze, smiejac sie psychopatycznie, kocham dusic !

                                    takie delikatne, np rybne, gotuje bez obsmazania. Klopsa zawijam w gaze, zeby sie nie rozlecial.
                                    • ako17 Re: Obiadek 11.09.25, 22:37
                                      tt-tka napisała:


                                      > > Ja też, ale najpierw obsmażam, żeby się im ta skórka ścięła. A Ty?
                                      > >
                                      >
                                      > Tez obsmazam, ale to chwila, wiec sterczenia nad patelnia nie ma. Obsmazone ukl
                                      > adam w garnku i dusze, smiejac sie psychopatycznie, kocham dusic !


                                      Jak będziesz dusić następną razą, to daj znać. Podusimy pospołu.
                                      >
                                      > takie delikatne, np rybne, gotuje bez obsmazania. Klopsa zawijam w gaze, zeby s
                                      > ie nie rozlecial.

                                      ooo... Nigdy nie dusiłam rybnych. Ani w gazie (nie dysponuję), ani bez...
                                      • tt-tka Re: Obiadek 11.09.25, 23:53
                                        ako17 napisała:


                                        > Jak będziesz dusić następną razą, to daj znać. Podusimy pospołu.

                                        Nie ma sprawy !


                                        > ooo... Nigdy nie dusiłam rybnych. Ani w gazie (nie dysponuję), ani bez...
                                        >
                                        >

                                        gaze kupuje normalnie w aptece, wyjalowiona, duze plachty (nie mala opatrunkowa)
                                        a dusze te rybne rzadko, bo to kupa roboty - filety rybne przekrecic przez maszynke, potem jajka ugotowane na twardo, uformowac klopsa albo kilka malych klopsikow, obrac odpoweidnia do tego ilosc marchewki i pietruszki, klopsa owinac jak noworodka czule i uwazne, delikatnie wlozyc do gara, a potem stac nad nim i pilnowac, czy sie nie rozlatuje - gotowania na 20-30 minut, a roboty sumarycznie na jakies 2,5 godziny :(
                                        • kocynder Re: Obiadek 12.09.25, 06:15
                                          Ale za to jaki efekt...
                                          Zrób jak zaprosisz na obiadek 12 osób, co se będziesz żałować!
                                          • tt-tka Re: Obiadek 12.09.25, 08:27
                                            kocynder napisała:

                                            > Ale za to jaki efekt...
                                            > Zrób jak zaprosisz na obiadek 12 osób, co se będziesz żałować!
                                            >

                                            co se bede...

                                            Bieremy siate i posuwamy na zakupy. Na 12 osob to rybki 4 kg, po kilogramie marchewki, pietruszki i cebuli, oraz jajka, na 4 kg masy rybnej czterdziesci sztuk. Oraz ziemniaczki/swieze pieczywko, zalezy, z czym te rybke bedziemy jesc. Sol i pieprz, zakladam, w domu jest.

                                            Rybke przekrecamy przez maszynke. Jesli mrozona, to przedtem rozmrazamy i wyzymamy bardzo starannie, ona nie ma prawa byc wodnista. Nastepnie polowe jajek gotujemy na twardo i tez przekrecamy przez maszynke, a polowe wbijamy do masy rybnej na surowo. Solimy mase i miedlimy.
                                            Warzywka przygotowujemy wczesniej, przed rybka. Tzn te trzy kilo m. p. i c. obieramy, potem kroimy - pietruszke i marchewke w cienkie talarki, cebule w cienkie piorka.
                                            Wstawiamy duzy gar z woda, solimy i dodajemy kilka ziarnek pieprzu, wrzucamy skrojone warzywka i zagotowujemy. Do juz wrzacej wody delikatnie wkladamy mase rybno-jajeczna uformowana w zgrabnego klopsa/kilka klopsow i owinieta gaza (byly w aptece przed zakupami i nabyly gaze ?), gotujemy na nieduzym ogniu pod czesciowym przykryciem, tak do pol godziny. Potem wietrzymy* mieszkanie/kuchnie.

                                            Rybke mozna jesc jako gorace danie, mozna na zimno jako przystawke lub na kanapki, naprawde pyszna jest. Wywar podajemy z delikatnmi kluseczkami (moga byc lazanki) jako taki rybny rosolek albo zostawiamy, zeby ostygl - w lodowce zamienia sie w galarete i mamy rybke z galareta.

                                            *moja babcia miala do gotowania ryby specjalny klucz, taki zwyczajny, zelazny, dosc spory. lezal w przyborach kuchennych i sluzyl tylko do ryby i slowo harcerza, przy gotowaniu z tym kluczem nie smierdzialo ryba !
                    • kocynder Re: Obiadek 08.09.25, 17:26
                      No to mam niejaki dysonans. Poznawczy. Gdyż ponieważ Gieniusia stwierdza, że obiadek dobry ale mało. A kajciś indziej stoi, że na wyżerkę do borejdomu złaziło się pół dzielni. No to sorry, ale albo żarełko było dobre, ale skromne ilościowo, albo też jadano gorzej gatunkowo, ale ilość zawsze była dla pułku ułanów.
                      • ako17 Re: Obiadek 08.09.25, 21:30
                        kocynder napisała:

                        > No to mam niejaki dysonans. Poznawczy. Gdyż ponieważ Gieniusia stwierdza, że ob
                        > iadek dobry ale mało. A kajciś indziej stoi, że na wyżerkę do borejdomu złaziło
                        > się pół dzielni. No to sorry, ale albo żarełko było dobre, ale skromne ilościo
                        > wo, albo też jadano gorzej gatunkowo, ale ilość zawsze była dla pułku ułanów.
                        >

                        Ja mam podstawową trudność w zrozumieniu, jak 6 osób mogło żyć z pensji jednego internowanego/ aresztowanego i do tego karmić jeszcze kogoś (czy to pół podwórka, czy jedną Gieniusię) - wszystko jedno, czy dobrze jakościowo, a mało ilościowo, czy odwrotnie. Ale nie pamiętam za dobrze, może mogło i tak być. Może rodzina Borejków miała jakieś dodatkowe źródła zaopatrzenia.

                        A odnosząc się bezpośrednio do Twojego dysonansu poznawczego mogło być tak, że:
                        1. Gieniusia była tak wygłodniała z powodu niemożności przełknięcia całymi dniami czegokolwiek w domu i u Lisieckiej, że jak już się znalazła w przyjaznym otoczeniu i się jej wreszcie żołądek rozsupłał i ściśnięty przełyk otworzył, to jej nie wystarczyło. Zjadłaby więcej*.

                        2. Nie sądzę, żeby naprawdę codziennie pół dzielni się tam stołowało. Jednego dnia tak, drugiego szarańcza się przeniosła do kogo innego (chyba że cycata powie inaczej, to odszczekam i załączę plik głosowy). Ale akurat w tym dniu, gdy do Borejków przybyła zziębnięta Aurelia, wcześniej przeleciał kuchnię ten pułk ułanów i dla Gieniusi ledwo starczyło.

                        *Dla mnie OwR był znacznie bardziej opowieścią o Aurelii i jej trudnej sytuacji codziennej, niż o mdłej i rozwiązanej w sposób oczywisty relacji Kreski (ona się jeszcze broni jako postać z przeżyciami wewnętrznymi) i Maciusia (jemu po całości mówię NIE).

                        Tzn wątek dziecka znacznie bardziej chwytał mnie za serce i powodował łzy i emocje, niż wątek dwójki nastolatków.
                        • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 21:37
                          ako17 napisała:


                          > Ja mam podstawową trudność w zrozumieniu, jak 6 osób mogło żyć z pensji jednego
                          > internowanego/ aresztowanego

                          Nie moglo. Gdyz albowiem aresztowanym pensji nie wyplacano, a internowany w marcu 83 nikt juz nie byl.
                          Nie pytaj, z czego zyly te osoby, nikomu nie udalo sie tego dociec.


                          > Może rodzina Borejków miała jakieś dodatkowe źródła zaopatrzenia.

                          Spizarka Feli :P



                          > 2. Nie sądzę, żeby naprawdę codziennie pół dzielni się tam stołowało. Je
                          > dnego dnia tak, drugiego szarańcza się przeniosła do kogo innego (chyba że cyca
                          > ta powie inaczej, to odszczekam i załączę plik głosowy). Ale akurat w tym dniu,
                          > gdy do Borejków przybyła zziębnięta Aurelia, wcześniej przeleciał kuchnię ten
                          > pułk ułanów i dla Gieniusi ledwo starczyło.

                          Wydaje mi sie, ze nie tego samego, tylko poprzedniego. Osiem osob z podworka.
                          Nie ma bata, by to, co gotowano dla szesciu starczylo na czternascioro.
                          • mika_p Re: Obiadek 09.09.25, 19:16
                            > Nie pytaj, z czego zyly te osoby, nikomu nie udalo sie tego dociec.

                            Z forsy od Pyziaka.

                            Btw, w TiR stoi:

                            "[Laura] całkiem niedawno, zupełnym przypadkiem, natknęła się na pożółkły telegram z datą 13 marca 1983, nadany w Sydney, w Australii. Zapomniany papierek, zaadresowany do mamy, znajdował się w stare książce „Kuchnia polska” w rozdziale „Potrawy mączne”, co tłumaczyło się w pewnym stopniu treścią telegramu: JUŻ LECĘ SZYKUJ OBIAD PIEROGI Z GRZYBAMI UWIELBIAM KOCHAM PRZYBYWAM NIEDZIELA RANO OKĘCIE - JANUSZ."

                            Od pamiętnego sylwestra 1977/78, po którym Gaba przeszła Przemianę i obiecała sobie, że zacznie pomagać w domu, minęło ponad 5 lat.
                            Mając matkę, która pierogi trzaskała wielkimi seriami, Gaba musiała korzystać z ksiażki kucharskiej, żeby zrobić pierog dla męża? A jeśli tak, to kiedy osiągnęła taką biegłość, że zaczęła to robić bez przepisu, a telegram zostal między kartkami? Chyba że zrobiła je jeden jedyny raz, na powrót Janusza, i nikt nigdy więcej z ksiażki kucharskiej nie korzystał
                            • kocynder Re: Obiadek 09.09.25, 19:43
                              Tego telegramu bym się nie czepiała. Właśnie dlatego, że Milicja te pierogi trzaskała maszynowo, nawet przy założeniu dobrej woli i tego, że Gabeton serio wzięła się do robienia czegoś w domu. Ja od dziecięcia miałam w domu obowiązki (jak zresztą WSZYSCY domownicy, BTW to była jedna z moich "zazdrości" Borejkównom, że po szkole mogą se leżeć i nic nie robić), obowiązki, oczywiście, dostosowane do wieku. Gotować w miarę dobrze umiem i nawet lubię. A pierogi i tak zawsze robi moja mama. Nie dlatego, że ja nie umiem (chociaż mi się rozklejają, a mamie nie!). Więc przy absolutnie dobrej woli ja bym założyłą, że Gabeton się zaangażowała w prowadzenie domu, w zakupy i sprzątanie itp, ale akurat nie pierogi, a dla wracającego z zagranicy ukochanego chciała sama, własnymi rączkami i sercem gorejącym te pierogi szykować. I tak, początkowo, po "wyjściu z domu" ja tez do potraw rzadziej robionych (jak pierogi) posiłkowałam się książką kucharską lub też telefoniczną poradą mamy. Ba, nawet i dziś, robiąc na Wiliję kulebiaka (a robię rokrocznie!) sięgam po przepis, a nie robię z pamięci.
                              • mika_p Re: Obiadek 09.09.25, 20:42
                                > Tego telegramu bym się nie czepiała.

                                Nooooo doooobra, to ja też nie. Wierzę bez zastrzeżeń, że chciała sama własnoręcznie, a na resztę przymykam oko.

                                Do potraw robionych raz na rok to ja rozumiem, że się sięga po przepis
                    • mackakisa Re: Obiadek 09.09.25, 11:14
                      Odnośnie rosołu - w „Pulpecji” Gaba nastawia rosół i chwilę później dostaje telefon od spanikowanego Dmuchawca, że Kreska już rodzi. Gdy Pulpa zjawia się w domu, żąda rosołu i słyszy że go nie dostanie, bo Gaba zostawiła garnek na gazie i rosół się wygotował. Jest też wtręt, że „mama z olimpijskim spokojem wstawiała do piekarnika wielki omlet”. Kurczę, nawet odliczając Marka i Idę, bo byli wtedy w pracy, to z ilu jaj musiano zrobić wielki omlet dla 7 osób i jak Miła zamierzała go podzielić, aby każdy mógł się najeść?! (przy założeniu że jakieś dodatki się do niego znalazły)
                      • tt-tka Re: Obiadek 09.09.25, 11:32
                        Ja taki przecietny omlet, wcale nie ogromny, robie z dwoch jaj. Na dwie osoby z czterech i to juz mi wylazi z naprawde sporej patelni.

                        Dla siedmiu osob - 14 jajek i odpowiednio duzo mleka. Musiala wstawiac w brytfannie i to niemalej.
                        I oczywiscie kilkanascie jaj i inne skladniki tak po prostu sa w domu.

                        W naglym wypadku to juz predzej kasze czy inny ryz z czymkolwiek bym wstawila, suchych produktow w takiej rodzinie powinien byc zapas, noale kto pracowitej zabroni

                        PS Pulpa u siebie robi omlet na bodaj 12 osob. jako deser, nie danie glowne, ale i tak nie mam pojecia, w czym ona to robi.
                        • mackakisa Re: Obiadek 09.09.25, 12:17
                          Oczywiście, że kilkanaście jaj jest w domu. Przytachanych z innymi dobrami w słynnej torbie w niebieską kratkę. Tak samo jak potencjalnych dodatków do tego omletu i to sycących, typu kiełbasa/szynka, ser itd. No przecież 7 żartych Borejków byle omletu gołego nie zje. Hmm… może już wtedy im się magicznie w tej kuchni rozmnażało jedzenie?
                          I tak, produkty suche pewnie były i dało by się podać jakiś makaron/ ryż z przecierem pomidorowym, ale inaczej Milicja by nie urabiała się znowu po łokcie, acz z „olimpijskim spokojem”.
                          • tt-tka Re: Obiadek 09.09.25, 12:50
                            Przecietne zakupy - 3 do 4 kg ziemniakow, innych wloszczyznianych, no policzmy kilo, jajek co najmniej 16 (wytloczki sa na 10 i na 6), mleka litr wystarczy czy moze lepiej dwa ?, maka, wedlina czy miesko, jakis groszek (dochodzi waga puszki), cukier co najmniej kilo (nawet jesli sa mniejsze opakowania, to na nic, oni cukru pozeraja potworne ilosci), chleb (bochenek czy dwa na jeden dzien?), maslo, twarog

                            od 10 kg w gore
                            zakupy robi "mala i zawsze bardzo szczupla" Milicja
                            • mackakisa Re: Obiadek 09.09.25, 13:02
                              No to nie ma szans - Milicja utajniała nie tylko karierę dramatopisarską ale też herkulesowe siły oraz pojemność torby godną torebki Hermiony
                        • bupu Re: Obiadek 09.09.25, 13:31
                          tt-tka napisała:

                          > Ja taki przecietny omlet, wcale nie ogromny, robie z dwoch jaj. Na dwie osoby z
                          > czterech i to juz mi wylazi z naprawde sporej patelni.
                          >
                          > Dla siedmiu osob

                          Eeee? Toż tam wtedy było dziewięć dziobów do zapchania.
                          • mackakisa Re: Obiadek 09.09.25, 13:54
                            Tak, ale odliczyłam Marka i Idę, bo byli w pracy - omlet najlepszy jednak na ciepło, dla nich, po powrocie do domu, zrobiono raczej coś innego.
                            Chociaż… tak mi teraz przyszło do głowy, że jeśli mama Borejko automatycznie doliczyła obecnego w kuchni Dmuchawca i malutką Kasię, to faktycznie, „na już” trzeba było nakarmić 9 osób, masz rację, Bupu
                        • kocynder Re: Obiadek 09.09.25, 19:50
                          "Pulpa u siebie robi omlet na bodaj 12 osob. jako deser, nie danie glowne, ale i tak nie mam pojecia, w czym ona to robi."

                          Nie będę się wymądrzać, bo wieki temu to było, ale pamiętam właśnie "omlet", jaki robiła moja babcia w leśniczówce. Szczegółów wykonania nie pamiętam, więc proszę nie oczekiwać. Ale właśnie ciasto takie jak "omletowe" (albo bardzo podobne) babcia wylewała na dużą blachę, taką "na cały piecyk" i zapiekała. Po wyjęciu kroiła w kwadraty, na każdy kwadrat kładła kleks z konfitury, zwijała jak roladkę i spinała wykałaczką. Był to w miarę prosty i niedrogi deser (niedrogi, bo jajka swoje, konfitury swoje, cukru niewiele, a jak się zapiekło "cienko" to wystarczająco dla pułku ułanów. W smaku ciasto było właśnie omletowe. I wydaje mi się, że Pulpa mogła robić właśnie coś takiego "omlet pieczony", bo smażenie na patelni dla 12 osób kompletnie nie ma sensu.
                          • chatgris01 Re: Obiadek 09.09.25, 20:16
                            kocynder napisała:

                            > bo smażenie
                            > na patelni dla 12 osób kompletnie nie ma sensu.
                            >

                            Przypomniała mi się ta zamkowa jajecznica z "Czterech pancernych" mieszana szpadą (ale osób było o połowę mniej).
                            • kocynder Re: Obiadek 09.09.25, 20:29
                              Chat, nie szpadą! Szablą!
                              Ale tak połowę mniejsza ilość stołowników robi różnicę, do tego potrawa (jajecznica - omlet) takoż.
                              • chatgris01 Re: Obiadek 09.09.25, 20:46
                                Zapamiętałam na pewno szpadę, ale już nie pomnę, czy z książki, czy z filmu. Może coś zmienili?
                                • kocynder Re: Obiadek 09.09.25, 20:59
                                  Albo ja coś pokitrałam. Bo Grigorij się nosił z ułańską szablą. Natomiast mój mąż (genialna pamięć zewnętrzna!) od pierwszego kopa zapytany odpowiedział, że na zamku Wichura bawił się szpadą, a nie szablą! Zwracam honor!
                                  • tt-tka Re: Obiadek 09.09.25, 21:42
                                    kocynder napisała:

                                    > Albo ja coś pokitrałam. Bo Grigorij się nosił z ułańską szablą. Natomiast mój
                                    > mąż (genialna pamięć zewnętrzna!) od pierwszego kopa zapytany odpowiedział, że
                                    > na zamku Wichura bawił się szpadą, a nie szablą! Zwracam honor!
                                    >

                                    Zabawy Wichury nie pamietam, zaraz sobie spojrze, szpada w junkierskim zamku mogla byc, jak najbardziej, ale jajecznice to Tomus mieszal szabla Grigorija !
                                    • kocynder Re: Obiadek 10.09.25, 11:19
                                      No to mamy zgryz...
                                      Wieczorem sięgnę po płyty z "Pancernymi" i sprawdzę, chyba, że Tt-tka szybciej...
                                      • tt-tka Re: Obiadek 10.09.25, 11:28
                                        kocynder napisała:

                                        > No to mamy zgryz...
                                        > Wieczorem sięgnę po płyty z "Pancernymi" i sprawdzę, chyba, że Tt-tka szybciej.
                                        > ..
                                        >

                                        ja sobie wczoraj obejrzalam cale dwa odcinki, szukalam na slepo, bo nie pamietalam numeru odcinka i wciagnelo mnie. teraz nie mam czasu ogladac, wieczorem pewnie lukne na dwa nastepne i kiedys w koncu znajde :)
                                        a jesli Ty szybciej, to nic nie wadzi, na Pancernych nie szkoda mi czasu ani oczu
                                        • kocynder Re: Obiadek 10.09.25, 21:57
                                          Obejrzane! Tomuś jajecznice miesza rapierem. Zapewne zamkowym, bo nie jest to ułańska szabla z którą "nosił się" Grześ, ale i nie szpada.
                                          • tt-tka Re: Obiadek 10.09.25, 22:01
                                            kocynder napisała:

                                            > Obejrzane! Tomuś jajecznice miesza rapierem. Zapewne zamkowym, bo nie jest to u
                                            > łańska szabla z którą "nosił się" Grześ, ale i nie szpada.
                                            >

                                            Aha, to ja juz nie musze na szybko, spokojnie sobie poogladam kolejne odcinki. Ale i do ksiazki zajrze, bo przysieglabym, ze awantura Grigorija o utaplanie jego szabli jajecznica miala miejsce - byc moze to w ksiazce bylo, nie w filmie.
                                            • kocynder Re: Obiadek 10.09.25, 22:12
                                              Aaa... Książkę Przymanowskiego będę mogła przeczytać dopiero za dwa tygodnie, kwateruje ona bowiem na działce. Zapewne kwaterowałaby w domu, ale moje mieszkanie jakieś brakoroby budowały i nie chce wykazywać cech gumowych, przez co mam permanentny brak miejsca na książki. Oraz na modele męża (ponad 800 pojazdów z II Wojny Światowej w skali 1:72). Oraz na klejone przeze mnie dioramy. O drobiazgach jak tony makulatury zawodowej nawet nie myślę...
                                              • ako17 Re: Obiadek 10.09.25, 22:51
                                                kocynder napisała:

                                                Zapewne kwaterowałaby w domu, ale moje mieszkan
                                                > ie jakieś brakoroby budowały i nie chce wykazywać cech gumowych,

                                                Bardzo mi przykro :( Łączę się w bólu, moje też nie wykazuje i ani nie chce przechowywać kolejnych książek, ani wypączkowywać pomieszczeń, co by się, jak raz, przydało - zwłaszcza w kontekście łazienki.
                      • bupu Re: Obiadek 09.09.25, 13:29
                        mackakisa napisał(a):

                        > Odnośnie rosołu - w „Pulpecji” Gaba nastawia rosół i chwilę później dostaje tel
                        > efon od spanikowanego Dmuchawca, że Kreska już rodzi. Gdy Pulpa zjawia się w do
                        > mu, żąda rosołu i słyszy że go nie dostanie, bo Gaba zostawiła garnek na gazie
                        > i rosół się wygotował. Jest też wtręt, że „mama z olimpijskim spokojem wstawiał
                        > a do piekarnika wielki omlet”. Kurczę, nawet odliczając Marka i Idę, bo byli wt
                        > edy w pracy, to z ilu jaj musiano zrobić wielki omlet dla 7 osób i jak Miła zam
                        > ierzała go podzielić, aby każdy mógł się najeść?! (przy założeniu że jakieś dod
                        > atki się do niego znalazły)

                        Ja mam inne pytanie. Jak wielki palnik Borejki miały w kuchni i jak długo nie było nikogo w domu, że gar rosolu gotowanego wszak na małym ogniu, się wygotował? Licząc po skromne 300 ml finalnego produktu per capita, gotowego rosołu musiało być circa 2700 ml czyli Gaba wstawiala ze trzy litry wody. To jak długo nikt nie zaglądał do kuchni?
            • chatgris01 Re: Obiadek 08.09.25, 20:59
              kocynder napisała:

              > Ale jeśli w kolanie B. j
              > est mowa o pierogach - to zawsze i wyłącznie z mięsem.

              Jeszcze były z jagodami w IS. I ruskie w KK, ale te to autorstwa ciotki Feli.
        • przymrozki Re: Obiadek 08.09.25, 09:09
          minerwamcg napisała:

          > Pierożki robi się z padliny już raz zużytej, tzn. z tego, co zostaje w garze po
          > ugotowaniu rosołu.

          To dosyć rozsądne, ale rozsądne też było - i mam wrażenie, że zalecane w poradnikach dla gospodyń domowych - rozdzielić to mięso na więcej obiadów. Zwłaszcza jeżeli go brakowało. Czyli zamiast podawać dwa takie same danie jedno po drugim (kluchy z mięsem na pierwsze i drugie), mięso się zachowywało albo na następny obiad, albo w ogóle wekowało na zaś.

          Za McDusi (gdy Magdzie podano rosół i pierogi z mięsem) mięsem już oczywiście można było szastać i jadać w dowolnych ilościach, choćby i na każde danie z deserem włącznie, ale pytanie, jak atrakcyjny smakowo, wizualnie i jak odżywczy jest dwuetapowy maraton klusek i gotowanego mięsa.
          • tt-tka Re: Obiadek 08.09.25, 09:27
            przymrozki napisała:


            > rozsądne też było - i mam wrażenie, że zalecane w poradn
            > ikach dla gospodyń domowych - rozdzielić to mięso na więcej obiadów. Zwłaszcza
            > jeżeli go brakowało. Czyli zamiast podawać dwa takie same danie jedno po drugi
            > m (kluchy z mięsem na pierwsze i drugie), mięso się zachowywało albo na następn
            > y obiad, albo w ogóle wekowało na zaś.

            Na wekowanie to tego miesa z rosolu raczej nie starczalo :)


            >
            > Za McDusi (gdy Magdzie podano rosół i pierogi z mięsem) mięsem już oczywiście m
            > ożna było szastać i jadać w dowolnych ilosciach, ale pytanie, jak atrakcyjny smakowo, wizualnie i jak odżywczy jest dwuetapowy maraton klusek i gotowanego mięsa.

            No otoz. Jesli juz rosol, czy powiedzmy pomidorowa na tym rosole, to na drugie nalesniki z serem (taki obiad miala Ida, na co wybrzydzal Jozwa), jesli nalesniki na drugie, to rosol nie z makaronem, tylko z ryzem.
            A gdy do zupy jednak makaron, to na drugie bukiet jarzyn z kasza czy ziemniakami
            • przymrozki Re: Obiadek 08.09.25, 10:06
              tt-tka napisała:

              > Na wekowanie to tego miesa z rosolu raczej nie starczalo :)

              Samego mięsa pewnie nie, ale można było wekować dania mięsno-warzywne z mięsem z rosołu.

              > No otoz. Jesli juz rosol, czy powiedzmy pomidorowa na tym rosole, to na drugie
              > nalesniki z serem (taki obiad miala Ida, na co wybrzydzal Jozwa),

              No tak, męski mężczyzna musi jeść mięsne mięso siedem razy dziennie, bo mu zabraknie sił do gnębienia kuzyna wegetarianina.

              Ale to i tak, niech Józinek nie pozbawia swoim gustem reszty rodziny błonnika pokarmowego, witamin i smaku innego niż umami. Można sobie do drugiego dania wkroić kiełbasy i zalać wszystko skwarkami.
          • mackakisa Re: Obiadek 09.09.25, 12:07
            Nie no, no jak to? Borejczy rosołek i pierogi z mięsem miały by być nieatrakcyjne smakowo? Toć Magda, choć tłusta i ułomna, bo poezji nie lubiła i żarła frytki, wiedziała że to przepyszny zestaw. Ba, wiedziała że I.G i Mieszacz Sałat zostali pokrzywdzeni jako wegetarianie, tracąc tak anielskiej pyszności posiłek
        • chatgris01 Re: Obiadek 08.09.25, 20:55
          minerwamcg napisała:

          > Nikt nie kupuje, a przynajmniej wtedy nie kupował mięsa specjalnie z myślą, że przeznaczy je na pierogi.


          Chyba, że były to płucka (pamiętam właśnie z tamtych czasów).
      • bupu Re: Obiadek 08.09.25, 21:05
        kocynder napisała:

        > Mnie zawsze zaskakiwało, że w borejdomu nie ma sycących a treściwych zup (typu
        > grochówka, krupnik, ugotowane "na gęsto" w sumie za cały obiad "obstoją"),

        Cebulowa z grzankami i serem, wszystkie składniki tanie i dostępne. Kartoflanka, ta ma więcej twarzy niż niejaki Grey. Wszelkie zupki z warzyw sezonowych, przecież oni mają Rynek Jeżycki pod samym nosem.


        potr
        > aw typu łazanki z kapustą, makaron z parówkami w sosie pomidorowym, chrzanowym
        > albo serowym (częste danie stołówkowe, znów tanie i pożywne).
        > W ogóle Miła nie robi żadnych kluch, a to podstawa TANIEJ kuchni, te wszystkie
        > kopytka, leniwe itd. Zresztą pierogi z mięsem wcale nie są, prócz tego co już p
        > odniosła koleżanka Tygrys czyli praco i czasochłonności tanie. Farsz, żeby miał
        > y smak, musi się składać nie z bułki a z mięsa. W czasach "kartkowych" i kolejk
        > owych - kurczę, no nie przeznaczało się porządnego kawałka padliny na pierożki.
        > Owszem, nie znaczy to, że nigdy się nie robiło, ale jednak nie było to ani tan
        > ie, ani szybkie danie.
        >
        • kocynder Re: Obiadek 09.09.25, 20:39
          No więc niech mi ktoś to logicznie uzasadni: bieda aż piszczy, forsy brakuje nawet na podstawowe rzeczy, gęb do wykarmienia, pomijając pół podwórka dużo. Więc CZEMU, na Zeusa, w Borejdomu nie serwuje się potraw tanich, szybkich i niekłopotliwych? Zapiekanki typu "śmietnik", głównie warzywa, z "mięsa" to niech tam będzie kawałeczek mortadeli starty na grubych oczkach tarki i rozkruszony "po wierzchu", zupa grochowa, z wędzonki w sumie skóra wystarczy, aby zapach był, fasolka po bretońsku (co prawda podobno nie ma nic wspólnego z Bretanią, ale tanie to, kiełbasę można wrzucić jakąkolwiek w tym tanią i częściowo zeschniętą), makaron z parówkami i sosem pomidorowym/chrzanowym/śmietanowym/serowym...
          • tygrys_dziure_wygryzl Re: Obiadek 09.09.25, 20:57
            bo dzięki temu dzieci mają dom, i mogą sobie kwitnąć w jego cieple.
            A serio to ludziom czasem się wydaje że harowanie koło domu i dzieci = wychowywanie dzieci. Łatwiej wychowywać dziecko trąc 3 kilo ziemniaków na kluski niż wymieszać parówki z makaronem i dzięki zaoszczędzonemu czasowi zapytać, czemu ma problemu z nauką do matury.
            • kocynder Re: Obiadek 09.09.25, 21:02
              "Łatwiej wychowywać dziecko trąc 3 kilo ziemniaków na kluski"
              Mam niejakie wątpliwości czy to najlepsza metoda - patrząc na Borejków i ich progeniturę. ale ja się nie znam...
              • tygrys_dziure_wygryzl Re: Obiadek 09.09.25, 21:24
                to było ironiczne podsumowanie wyboru Mili
                • kocynder Re: Obiadek 09.09.25, 21:27
                  Się domyśliłam. Acz nadal się nie znam. ;)
          • bupu Re: Obiadek 09.09.25, 21:03
            kocynder napisała:

            > No więc niech mi ktoś to logicznie uzasadni: bieda aż piszczy, forsy brakuje na
            > wet na podstawowe rzeczy, gęb do wykarmienia, pomijając pół podwórka dużo. Więc
            > CZEMU, na Zeusa, w Borejdomu nie serwuje się potraw tanich, szybkich i niekłop
            > otliwych? Zapiekanki typu "śmietnik", głównie warzywa, z "mięsa" to niech tam b
            > ędzie kawałeczek mortadeli starty na grubych oczkach tarki i rozkruszony "po wi
            > erzchu", zupa grochowa, z wędzonki w sumie skóra wystarczy, aby zapach był, fas
            > olka po bretońsku (co prawda podobno nie ma nic wspólnego z Bretanią, ale tanie
            > to, kiełbasę można wrzucić jakąkolwiek w tym tanią i częściowo zeschniętą), ma
            > karon z parówkami i sosem pomidorowym/chrzanowym/śmietanowym/serowym...
            >



            No właśnie. Czemu na tym wołcielu od Ogorzałek Mila gotuje chudy rosołek zamiast pozywnej, gęstej zupy?
            • ako17 Re: Obiadek 09.09.25, 21:20
              bupu napisała:


              > No właśnie. Czemu na tym wołcielu od Ogorzałek Mila gotuje chudy rosołek zamias
              > t pozywnej, gęstej zupy?

              można pójść tropem, że musiała rozcieńczać, żeby starczyło dla połowy podwórka - ale znów, można było zrobić jednak bardziej treściwą zupę lub inną potrawę.
              • tt-tka Re: Obiadek 09.09.25, 21:51
                ako17 napisała:

                > bupu napisała:
                >
                >
                > > No właśnie. Czemu na tym wołcielu od Ogorzałek Mila gotuje chudy rosołek
                > zamias
                > > t pozywnej, gęstej zupy?

                Bo do gestej, pozywnej zupy trzeba by dodzwigac kolejne pare kilo, wiecej jarzyn, kasza, groch czy kapusta...
                ...jakby nie mozna bylo pogonic po te zakupy 22-letniej Gaby, 19-letnie Idy, a nawet mlodszych, wowczas bodaj 13 i 10 lat.
                ja w tym wieku juz po zakuy bylam ganiana.
                >
                > można pójść tropem, że musiała rozcieńczać, żeby starczyło dla połowy podwórka
                > - ale znów, można było zrobić jednak bardziej treściwą zupę lub inną potrawę.
                >
                >
                • ako17 Re: Obiadek 09.09.25, 22:28
                  tt-tka napisała:

                  > Bo do gestej, pozywnej zupy trzeba by dodzwigac kolejne pare kilo, wiecej jarzy
                  > n, kasza, groch czy kapusta...

                  No to przecież można było dodźwigać. Czemu nie?
                  Już pal licho te pół podwórka (btw. to ile dzieci to podwórko liczyło? ok, mogli przypełzać z innych piaskownic, ale przecież nie codziennie i nie na wyłączny posiłek u Borejków), ale dla swoich dzieci chyba można było? Choćby rękoma starszych córek, jeśli się samemu nie dawało rady.
                  • mika_p Re: Obiadek 09.09.25, 23:29
                    > to ile dzieci to podwórko liczyło

                    Pół podwórka to osiem osób
                  • bupu Re: Obiadek 10.09.25, 00:45
                    ako17 napisała:

                    > tt-tka napisała:
                    >
                    > > Bo do gestej, pozywnej zupy trzeba by dodzwigac kolejne pare kilo, wiecej
                    > jarzy
                    > > n, kasza, groch czy kapusta...
                    >
                    > No to przecież można było dodźwigać. Czemu nie?
                    > Już pal licho te pół podwórka (btw. to ile dzieci to podwórko liczyło? ok, mogl
                    > i przypełzać z innych piaskownic, ale przecież nie codziennie i nie na wyłączny
                    > posiłek u Borejków), ale dla swoich dzieci chyba można było? Choćby rękoma sta
                    > rszych córek, jeśli się samemu nie dawało rady.
                    >


                    Piękna młoda sportsmenka Gabunia miała mnóstwo wolnego czasu. Mogła tachać ile wlezie.
                    • tt-tka Re: Obiadek 10.09.25, 01:08
                      Mogla i powinna. Ale przez cala ksiazke nie tachala. Kolejkowac idzie Melania z dzieckiem Gaby. Gaba albo siedzi w domu, albo lata swiatami, Ida randkuje, mlodsze (przypominam 13- i 10-latka) bawia sie calymi dniami.
                      • bupu Re: Obiadek 10.09.25, 10:10
                        tt-tka napisała:

                        > Mogla i powinna. Ale przez cala ksiazke nie tachala. Kolejkowac idzie Melania z
                        > dzieckiem Gaby.

                        To chyba wyparłam. Dlaczego Mila kolejkuje z Pyzą pod pachą? Co ważnego robi Gaba, że się nie może zająć dzieckiem?

                        Gaba albo siedzi w domu, albo lata swiatami, Ida randkuje, mlo
                        > dsze (przypominam 13- i 10-latka) bawia sie calymi dniami.
                        >

                        Jedenastolatka wg rachuby z KK. Między Nutria a Pulpetem były dwa lata różnicy.
                        • tt-tka Re: Obiadek 10.09.25, 10:43
                          bupu napisała:


                          > To chyba wyparłam. Dlaczego Mila kolejkuje z Pyzą pod pachą? Co ważnego robi Ga
                          > ba, że się nie może zająć dzieckiem?

                          Co wtedy robi gaba, to nie pamietam, albo do Dmucha leci, albo do Kreski, albo nie wiadomo co.
                          Melania bierze dziecko na spacer i po drodze ma zrobic zakupy, albo odwrotnie, idzie po zakupy i przy okazji przespaceruje dziecko. Niepracujaca i zdrowa po byku matka dziecka nie ma nic przeciwko.


                          > Jedenastolatka wg rachuby z KK. Między Nutria a Pulpetem były dwa lata różnicy.


                          no to tym bardziej, jak im matka nie chciala dawac kartek, mogla i powinna wyslac dzieciaki po produkty bezkartkowe - chleb, make, mleko to nawet Nutryja_o_Watlych_Ramionkach dalaby rade dostarczyc. Kapuche kiszona. Makaron. Twarog.
                          to nie, smarkate sie bawia i jeszcze sprowadzaja na obiad pol podworka, a Melania nic
                          • bupu Re: Obiadek 10.09.25, 13:05
                            tt-tka napisała:

                            > bupu napisała:
                            >
                            >
                            > > To chyba wyparłam. Dlaczego Mila kolejkuje z Pyzą pod pachą? Co ważnego r
                            > obi Ga
                            > > ba, że się nie może zająć dzieckiem?
                            >
                            > Co wtedy robi gaba, to nie pamietam, albo do Dmucha leci, albo do Kreski, albo
                            > nie wiadomo co.
                            > Melania bierze dziecko na spacer i po drodze ma zrobic zakupy, albo odwrotnie,
                            > idzie po zakupy i przy okazji przespaceruje dziecko. Niepracujaca i zdrowa po b
                            > yku matka dziecka nie ma nic przeciwko.

                            To po diabła ona te studia rzucała, skoro się dzieckiem nie zajmuje? Żeby było bardziej dramatycznie?
                            • mackakisa Re: Obiadek 10.09.25, 13:32
                              Najprawdopodobniej tak - porzucona, to i studia rzuciła, bo kto się Pyzunią zajmie?! Kto będzie dla niej te parówki ukrywał za książkową konstrukcją?!
                            • tt-tka Re: Obiadek 10.09.25, 14:00
                              Po diabla ona studia rzucala, nie wiem, nie rozumiem i umre nie rozumiejac.
                              Czemu nie uczac sie, nie pracuje ani nie zajmuje sie wlasnym dzieckiem - jak wyzej.

                              Dziewczyny w jej sytuacji zyciowej w owym czasie, a znalam takich wiecej niz kilka - braly jakakowlek prace, dla kartek, nawet jesli to byl poletat sprzataczki/roznosicielki mleka (godziny pracy juz po zasnieciu i przed obudzeniem sie dziecka), albo pomoc wychowawczyni w przedszkolu czy zlobku (i wtedy dziecko mozna bylo miec ze soba w pracy, plus calodzienne wyzywienie). Albo, majac pomoc rodziny, nie rzucaly studiow, tylko staraly sie pozaliczac i skonczyc jak najszybciej.
                              Ba, bywaly nawet takie silaczki, co laczyly prace z nauka i opieka nad dzieckiem ! a Gaba do tego akurat miala warunki, sklonna do pomocy matka w domu i uczelnia niedaleko
                              • mackakisa Re: Obiadek 10.09.25, 14:58
                                No właśnie.
                                Słyszałam też w kręgu sąsiedzkim o jeszcze innej sytuacji, gdzie studenckie małżeństwo miało umowę z paniami w akademiku - młoda mama zaczynała zajęcia późnym rankiem i zostawiała malucha pod ich opieką, a po południu przejmował go tata, wracając z wykładów. Dziś by nie przeszło. Wtedy, w 1984 cieszyli się że są w stanie tych studiów nie rzucać.
                        • kocynder Re: Obiadek 10.09.25, 11:04
                          Nieco OT: jak czytałam te stare tomy jako wczesna nastolatka - to to była moja główna zawiść: że Borejkówny mają tak wywalone na wszystko. Zero obowiązków domowych. A nawet nikt nie oczekuje od nich solidnej nauki, uczą się aby zbyć i tez jest ok. W moim otoczeniu (koleżanki, koledzy, kuzyni, kuzynki, znajomi rodzeństwa itd) nie było NIKOGO, po prostu nikogo, kto nie miałby żadnych obowiązków! Jeśli nie domowe - to rodzice z żelazną konsekwencja wymagali nauki na co najmniej czwórki - piątki, na zasadzie "my za ciebie robimy wszystko w domu, a twoim jedynym obowiązkiem jest nauka!". Z wyjątkiem tych kilku koleżanek/kolegów, którzy mięli się tylko uczyć (za to tu były wymagania serio bardzo wyśrubowane) cała reszta musiała (oczywiście w zależności od wieku): sprzątać (odkurzanie, wytarcie kurzu itd), wychodzić z psem/sprzątać klatkę świnki morskiej/karmić rybki, zrobić szybkie zakupy w pobliskim sklepie (rozliczając się z gotówki!), poskładać i pochować uprane ciuchy, przyporządkowując je do właściwych szafek i szuflad, przygotować półprodukty do obiadu/odgrzać obiad, wynosić śmieci, rozwiesić pranie, sprzątnąć kuchnię/łazienkę (z umyciem podłóg włącznie) itd. I nie, to nie było tak, że rodzice nie mogli/nie umieli tego wszystkiego zrobić sami! Traktowano to jako "wdrożenie do życia w domu" i teraz, z perspektywy czasu, oceniam, że było mądre!
          • ako17 Re: Obiadek 09.09.25, 21:07
            kocynder napisała:

            > No więc niech mi ktoś to logicznie uzasadni: bieda aż piszczy, forsy brakuje na
            > wet na podstawowe rzeczy, gęb do wykarmienia, pomijając pół podwórka dużo. Więc
            > CZEMU, na Zeusa, w Borejdomu nie serwuje się potraw tanich, szybkich i niekłop
            > otliwych?

            Naprawdę nie wiem. W domu Żaków, przy podobnej liczbie domowników (córki tylko 2, ale za to + Bobcio, Wiesia i dziadek), można było raz w tygodniu serwować makaron w sosie mediolańskim.

            fas
            > olka po bretońsku (co prawda podobno nie ma nic wspólnego z Bretanią,

            Pytałam lata temu koleżanki z narzeczonym - teraz już pewnie mężem - z Bretanii i podobno oni się do tego dania przyznają. Gotują pewnie rzadziej, bo się na północy Francyi bogaciej zrobiło, jednak przed tym dobrobytem, bretońscy chłopi jadali i doceniali takie danie (w przeciwieństwie do ryby po grecku). Może nie było tam kiełbasy, może to polska modyfikacja, tylko insze mięso dodawali. Ale fakt że fasola z mięsiwem w sosie z pomidorów naprawdę istniała w menu północno-zachodnich rubieży Francji.

            ale tanie
            > to, kiełbasę można wrzucić jakąkolwiek w tym tanią i częściowo zeschniętą), ma
            > karon z parówkami i sosem pomidorowym/chrzanowym/śmietanowym/serowym...
            >
            Właśnie, przy takiej liczbie żertych członków rodziny i napiętym do granic budżecie, dania typu fasolka po bretońsku, bigos, czy makaron z niewielką ilością mięsa lub w ogóle bez, za to dużą przecieru pomidorowego, odpowiednio przyprawionego, miałyby duży sens.
            A tym bardziej w latach niedawnych, u Patrycji. Owszem, na obiad wyjątkowy - np. w niedzielę - można było zrobić coś pracochłonnego, raz w tygodniu. Ale tak na codzień, to każdy normalny człowiek posiłkowałby się daniami jednogarnkowymi, jak postulowała Przymrozki, czy tam w inny sposób uproszczonym sposobem gotowania. Jak kto chce czegoś bardziej wykwintnego, to proszę, niech zakupi składniki i robi. Kuchnia otwarta :)
            • kocynder Re: Obiadek 09.09.25, 21:27
              Dasola z sosem i "ogryzkiem" mięsnym to ogólnie danie popularne w taniej kuchni, w kuchni biedoty. W Meksyku też, ichnie chili con carne to w końcu nic innego niż fasola z papryką, cebulą, pomidorami i mięsem. Oczywiście, obecni szefowie gwiazdkowych restauracji uważają, że do "prawdziwego" chili con carne MUSI być wołowina, i to konkretnie taka, tu i tam hodowana a do tego tylko i absolutnie konkretny jej fragment, ale realia są takie, że w czasach "przedgwizdkoworestauracyjnych" dodawano taką "chabaninę" jaka akurat była pod ręką.

              Nadal nie pojmuję (poza propozycją Tygrysa) logicznego sensu pierniczenia się w pierogi i chudy rosół...
          • mika_p Re: Obiadek 09.09.25, 21:11

            > Więc CZEMU, na Zeusa, w Borejdomu nie serwuje się potraw tanich, szybkich i niekłopotliwych?

            "Na obiad był makaron w sosie mediolańskim, potrawa, która w domu Żaków pojawiała się rytmicznie, mniej więcej dwa razy na tydzień. Podstawową zaletą tego bezmięsnego dania było to, że nie wymagało ono zbędnego wkładu pracy. Należało po prostu ugotować makaron i zalać go gorącym przecierem pomidorowym z dodatkiem oliwy i mnóstwa wściekle gryzących w gardło przypraw, wśród których prym wiodły curry i pieprz".
            • kocynder Re: Obiadek 09.09.25, 21:16
              Fi donc, Miko! Żaczkowie to Żaczkowie, a nie Borejki!
          • mackakisa Re: Obiadek 10.09.25, 09:47
            O właśnie! Bieda aż piszczy a Gaba chomikuje na zachcianki malutkiej Pyzy parówki. Na miejscu Natalii, Pulpecji i Idy, czułabym się cholernie pokrzywdzona, że malutka siostrzenica jest parówkowym jawnożercą, gdy pozostali domownicy z chęcią by zjedli taki właśnie makaron z parówkami i przecierem pomidorowym, a i Milicja by sobie ułatwiła życie przy garach.
            Inna sprawa, skąd niepracująca Gabriela miała dostęp do parówek. Czyżby dla swojej latorośli robiła wyjątek i jednak stała w kolejce? I skąd miała kartki na te parówki?
            • mackakisa Re: Obiadek 10.09.25, 10:13
              I tak swoją drogą - w „Opium” Miła podaje też szarlotkę na podwieczorek. Okej, jabłka mogła mieć swoje, może w formie zamkniętego w lecie musi, ale jajka, mleko, mąka? Bieda aż piszczy, a ciasto jest. Choć, np. jak czytałam wspomnienia pani Wałęsowej, to wspominała że jeszcze przed stanem wojennym nie miała z czego robić ciasta, bo nie było pieniędzy na składniki.
              Aczkolwiek urodziłam się pod koniec lat 90-tych, więc jeśli nie do końca rozumiem niedobory w stanie wojennym, to proszę mnie poprawić.
            • tt-tka Re: Obiadek 10.09.25, 10:17
              Na dziecko kartki byly, niepracujaca matka nie miala ich na siebie.
              Skad miala dostep, nie wiem, moze trafila, moze matka wystala

              pozostali domownicy niechby sie ruszyli do sklepu, zamiast matke posylac, i te parowki DLA SIEBIE wystali !
              i Pulpa, i Nutria tez mialy dzieciece kartki

              w ogole ta kartkowa historia jest z d... i do d... - tam sa, poza bezkartkowa Gaba, Melania i Ida z kartkami papierosowymi i wodczanymi, a zadna nie pije i nie pali. Dzieci mialy kartki na czekolade, a czekolade dostaja Borejki z paczki. To nie mozna bylo tych kartek na cos spozywczego wymienic ?
              • mackakisa Re: Obiadek 10.09.25, 10:24
                Prawda, słyszałam że wymiany kartkowe były, zwłaszcza jak ktoś nie palił/ nie pił. Więc tym dziwniejsze, że takich wymian nie stosowano.
                A ta kartkowa czekolada może po prostu podłej jakości była? Chociaż z drugiej strony, jak już była, to chyba nie należało wybrzydzać i taką też przyjąć, niezależnie od tej z paczki zagranicznej.
                • tt-tka Re: Obiadek 10.09.25, 11:10
                  mackakisa napisał(a):

                  > Prawda, słyszałam że wymiany kartkowe były, zwłaszcza jak ktoś nie palił/ nie p
                  > ił. Więc tym dziwniejsze, że takich wymian nie stosowano.
                  > A ta kartkowa czekolada może po prostu podłej jakości była? Chociaż z drugiej s
                  > trony, jak już była, to chyba nie należało wybrzydzać i taką też przyjąć, nieza
                  > leżnie od tej z paczki zagranicznej.

                  Normalny Wedel to byl. Goplana. Wawel. Stare dobre firmy z dobrej jakosci wyrobami.
                  podlej jakosci cukierki czekoladopodobne czy inny badziew to mozna bylo bez kartek kupic na bazarze albo w przejsciu podziemnym :P
                  • mackakisa Re: Obiadek 10.09.25, 11:31
                    Goplana🩷
                • bupu Re: Obiadek 10.09.25, 12:59
                  mackakisa napisał(a):

                  > Prawda, słyszałam że wymiany kartkowe były, zwłaszcza jak ktoś nie palił/ nie p
                  > ił. Więc tym dziwniejsze, że takich wymian nie stosowano.
                  >

                  O, ja te wymiany pamiętam chociaż smarkiem byłam. Całe rodzinne rady wojenne się odbywały żeby ustalić które kartki komu i za co.
              • mackakisa Re: Obiadek 10.09.25, 10:26
                Może jakby wymieniali na spożywcze produkty, to by mit dzielnych, acz ubogich Borejków upadł?
              • kocynder Re: Obiadek 10.09.25, 10:35
                "To nie mozna bylo tych kartek na cos spozywczego wymienic?"

                Oficjalnie nie. W praktyce - ekspedientka w sklepie przecież nikogo nie legitymowała a kartki nie były "imienne". W tamtych czasach gospodarstwo domowe w którym się wychowywałam stanowiły trzy sztuki dorosłe i trzy sztuki niedorosłe. I tak, nawet przed chwila skonsultowałam z osobą wówczas dorosłą (moją mamą) i powiedziała, że u nas w domu nikt nie palił a wódki schodziło tyle co do niektórych wypieków, natomiast był cały "rynek" kartkowy, gdzie obowiązywały konkretne umowne stawki (oczywiście przelicznika nikt nie pamięta, ale na zasadzie "jedna kartka na wódkę = dwie na cukier, albo jedna na czekoladę albo jedna na mięso") i kartki "wódkowe" i "papierosowe" były "drogie"| w tym przeliczniku.
                • mackakisa Re: Obiadek 10.09.25, 10:50
                  Rozumiem. Hmm… to tym bardziej zachowanie Mili i Idusi, jako dorosłych z kartkami na wódkę i papierosy, było dziwne. Ale… może to tylko ta ich słynna „niezaradność” rodzinna.
                • tt-tka Re: Obiadek 10.09.25, 10:53
                  kocynder napisała:

                  > "To nie mozna bylo tych kartek na cos spozywczego wymienic?"
                  >
                  > Oficjalnie nie. W praktyce - ekspedientka w sklepie przecież nikogo nie legitym
                  > owała

                  przeciez ja nie o ekspedientce ! kazdy palacy sasiad z pocalowaniem reki wzialby kartki papierosowe za kawal kielbasy czy inne dobra. Moj osobisty ojciec jezdzil po ges pod Warszawe z moimi kartkami, a ja, juz wowczas palaca, przemycane z Kuby "Partagasy" kupowalam (za gotowke) spod lady u szatniarzy w knajpach.

                  > W tamtych czasach gospodarstwo domowe w któr
                  > ym się wychowywałam stanowiły trzy sztuki dorosłe i trzy sztuki niedorosłe. I t
                  > ak, nawet przed chwila skonsultowałam z osobą wówczas dorosłą (moją mamą) i pow
                  > iedziała, że u nas w domu nikt nie palił a wódki schodziło tyle co do niektóryc
                  > h wypieków, natomiast był cały "rynek" kartkowy, gdzie obowiązywały konkretne u
                  > mowne stawki (oczywiście przelicznika nikt nie pamięta, ale na zasadzie "jedna
                  > kartka na wódkę = dwie na cukier, albo jedna na czekoladę albo jedna na mięso")
                  > i kartki "wódkowe" i "papierosowe" były "drogie"| w tym przeliczniku.

                  Zgadza sie, byl kartkowy czarny rynek :)
                  moja mam akurat alkohol wykupywala, bylo na twarz pol litra albo dwie cwiartki i mama brala cwiartki, bo to byla waluta platnicza, jak dom z nagla zapotrzebowal hydraulika na przyklad. A ja, jak mialam impreze zakrapiana - glownie pilismy wtedy w almaturowskim osrodku pod Bydgoszcza - kupowalam wode na lewo od zolnierzy z poligonu. Albo samogon na mecie. Co za demoralizacja.
                  Sprzedac czy wymienic mozna bylo i kartki miesne, i czekoladowe, i wodczane. Pisalysmy o tym w watku o glodnym 83 roku.
                  • mackakisa Re: Obiadek 10.09.25, 11:02
                    Jeśli mogę zapytać - gdzie pod Bydgoszczą? 😁
                    Jestem spod Bydgoszczy, w samej Bydgoszczy się urodziłam.
                    • tt-tka Re: Obiadek 10.09.25, 11:13
                      mackakisa napisał(a):

                      > Jeśli mogę zapytać - gdzie pod Bydgoszczą? 😁
                      > Jestem spod Bydgoszczy, w samej Bydgoszczy się urodziłam.

                      W "Ulance", to byl osrodek w starej lesniczowce pod Solcem Kujawskim tak dokladnie. Ale od pociagu blizej bylo z Bydgoszczy niz z Torunia, choc osrodek podpadal pod torunski Almatur.
                  • kocynder Re: Obiadek 10.09.25, 11:15
                    Ale ja z ttobą nie polemizuję, Tt-tko! Ja potwierdzam co napisałaś! :)

                    Ja tam detali nie pamiętam, możliwe, że w domu zawsze stała gdzieś w szafie zamelinowana ćwiartka jako "gotówka dla hydraulika", Natomiast mój Tatunio miał sporo talentu "w rękach" i często sam dokonywał drobnych napraw, ergo - nie za wiele było tych "ćwiartek gotówkowych" potrzeba. :) A ponieważ w domu serio nikt nie pił i nie palił - to większość tych kartek "wódczanych" i "papierochowych" szła na wymianę. I też potwierdzam, że jak była potrzeba - to się kupowało papierosy od szatniarza w knajpie lub hotelu (nie że się w hotelu pokój wynajmowało, tylko w szatni), a wódkę "u ciotki". Mój mąż do dziś pamięta gdzie koło jego jednostki była melina* i gdzie "wujek" trzymał połówki samogonu (po prawej stronie w korytarzu była wnęka, w której stała stara pralka "Frania" i w niej właśnie biło źródełko)...
                    * melina - w kontekście lokalu prywatnego, w którym nielegalnie handluje się alkoholem, a nie zapuszczone lokum lumpów.
    • tt-tka Re: Obiadek 07.09.25, 23:30
      Przypomnialo mi sie, jak gotowalam zupe zacierkowa :D

      lapa w bandazu, sypnelam do garnka z woda suszonej wloszczyzny, paczke zacierek i kostke rosolowa (plus banalne przyprawy, jakis pieprz, chyba jalowiec, moze ziele angielskie)
      smaczne wyszlo nawet, tylko jakos duzo tego
      nastepnego dnia to byla nadal zupa jarzynowa z zacierkami, tylko bardzo gesta
      trzeciego dnia (mowie, jakos duzo mi wyszlo) to juz byly zacierki w jarzynach, a nie zupa, nie dalo sie rozcienczyc

      przy czym zacierki w przeciwienstwie do kazdych innych kluch nie robia sie ohydnie miekkie i rozmokle - nadal byly twarde i sprezyste, tylko bardzo duze. Urosly mi w tej zupie jak grzyby mun.
    • bupu Re: Obiadek 13.09.25, 12:41
      Dalej rozważając dziwi mnie w ostatnich tomach brak chłodników i wszelkich potraw obiadowych, które nie wymagają od kucharza długiego stania nad garami w upał. Gazpacho wystąpiło raz, w NiN i kuniec.

      W Febliku na przykład mamy cukinię smażoną w plasterkach, w lekkim sosie maślano-cytrynowym. Uprzejmie przypominam że obiad był przewidziany na dwanaście osób, więc źle znosząca upaly Nutria musiała spędzić nad patelnią z plasterkami i rondlem z sosem okropnie dużo czasu.

      A, nie, przepraszam, gazpacho pojawia się w WdO, ale tam Pulpa dokłada sobie gorąca gotowaniem na tę hordę klusek z parmezanem (ja mam pytanie ile na to piniądza poszło, parmezan tani nie jest), oraz dogrzala piekarnikiem w którym siedziało clafoutis. Doliczcie do tego te wszystkie bułeczki, rogaliki, ciastka i powiedzcie mi jakim cudem ta kobieta na udar cieplny nie zeszła. Ja bym ich zapchała deserowo sernikiem na zimno, lodami, śmietanowcem, czy inną triflą, z krzykiem odmawiając włączenia piekarnika.
      • kocynder Re: Obiadek 13.09.25, 13:08
        Po pierwsze primo: mój dietetyk rwie sobie włosy ze łba i ciska w ciepie klątwą, bo pod twoim wpływem, oczywiście, musiałam zrobić "czorne". Przelane tłuszczykiem, ze skwareczkami... A ja próbuję schudnąć...
        Po drugie primo: ta cukinia w plasterkach mnie zawsze w stupor wprawiał, bo mi się jakoś utrwaliło, że to miał być CAŁY obiad. Jeśli nie, to ok. Jako cały obiad, dla licznego grona, dość żertego, zawierającego w sobie nastolatków oraz pracujących fizycznie mężczyzn - jednak niezbyt. I nie, nie upieram się, że musi być mięcho, albo chociaż kiełbacha krajana scyzorykiem. No ale ta cukinia jest jakoś mało "treściwa" moim zdaniem.
        Po trzecie primo: deserowo można by podać mix jagód (maliny, porzeczki, borówki, poziomki) z bita śmietaną. Lody, skoro jest maszynka do tychże (litości dla Pulpy, mam nadzieję, że maszynka elektryczna a nie z korbką do ręcznego kręcenia!). Tarteletki (można kupić gotowe "miseczki" z masą serkową, owocami i potartą czekoladą. Roladki z placków "tortilli - do kupienia w każdym markecie spożywczym) na słodko - serek homogenizowany, owoce, ewentualnie właśnie tarta czekolada, zawinąć, spiąć wykałaczkami, pokroić w plasterki ok 1,5 cm. Ale nic pieczonego.Zwłaszcza, że wtedy gorąc był piekielny, o ile pomnę?
        No i po czwarte primo: parmezan jest drogi upiornie. Prędzej bym zrozumiała, gdyby Pulpa użyła np cheddara, ementalera, ewentualnie starej i nieco twardawej goudy. Oczywiście żaden z powyższych nie da tych wyżyn smakowych co ser oryginalny, ale finansowo jednak zrobi się bardziej przystępnie.
        • tt-tka Re: Obiadek 13.09.25, 13:13
          Samo gazpacho na tyle osob... kucasz w ogrodku i zrywasz te pomidorki, papryki i przzyprawy w potrzebnej ilosci (malosolne juz byly) - ile tego trzeba zerwac ? ze trzy kilo, wiecej ?

          dwa - omlet na deser, gdy juz na obiad byly kluchy, to wyzsza szkola dietetyki. Galaretki bym zrobila, raz zagotowac (o swicie, gdy upal jeszcze nie doskwiera), wylac w miseczki/foremki i niech se stoja w lodowce. Albo musu owocowy, pod warunkiem, ze owoce pozrywaja inni.
        • ako17 Re: Obiadek 13.09.25, 13:46
          kocynder napisała:


          > Po drugie primo: ta cukinia w plasterkach mnie zawsze w stupor wprawiał, bo mi
          > się jakoś utrwaliło, że to miał być CAŁY obiad. Jeśli nie, to ok. Jako cały obi
          > ad, dla licznego grona, dość żertego, zawierającego w sobie nastolatków oraz pr
          > acujących fizycznie mężczyzn - jednak niezbyt. I nie, nie upieram się, że musi
          > być mięcho, albo chociaż kiełbacha krajana scyzorykiem. No ale ta cukinia jest
          > jakoś mało "treściwa" moim zdaniem.

          Może była wcześniej jakaś treściwa zupa. Chyba nie ma nic na ten temat.

          Tarteletki (można kupić gotowe "miseczki" z masą serkową, owocami i potartą
          > czekoladą. Roladki z placków "tortilli - do kupienia w każdym markecie spożywc
          > zym)

          Mam wrażenie, że u nich stosowanie gotowych, kupnych składników jest źle widziane. Makaron czy kluski robi się ręcznie, pieczywo samemu wypieka. Nie wiem czy masło i twarożki to też Pulpa sama robi, czy jednak kupuje gotowe?

          > No i po czwarte primo: parmezan jest drogi upiornie. Prędzej bym zrozumiała, gd
          > yby Pulpa użyła np cheddara, ementalera, ewentualnie starej i nieco twardawej g
          > oudy. Oczywiście żaden z powyższych nie da tych wyżyn smakowych co ser oryginal
          > ny, ale finansowo jednak zrobi się bardziej przystępnie.
          >
          Tu z kolei myślę, że głównym składnikiem dania były jednak kluchy. Parmezan był tylko do dekoracji smakowej, coś jak wiórki czekoladowe na deserze z owoców i bitej śmietany. Tudzież, cytując Hajtę: "truskawka na torcie".
          • mircja Re: Obiadek 13.09.25, 15:07
            ako17 napisała:


            > Mam wrażenie, że u nich stosowanie gotowych, kupnych składników jest źle widzia
            > ne. Makaron czy kluski robi się ręcznie, pieczywo samemu wypieka. Nie wiem czy
            > masło i twarożki to też Pulpa sama robi, czy jednak kupuje gotowe?
            Masło to nawet mało która wiejska gospodyni mająca krowy w gospodarstwie sama robi, jest to bardzo pracochłonne, a Pulpa w dodatku potrzebuje masła nie tylko do smarowania pieczywa, ale też bardzo chętnie używa go do przyrządzania potraw i wypieków. Twarogu pewnie też potrzebuje tyle, że by nie dała rady sama tyle wyprodukować. Patrycja jest wychowana w mieście, więc wątpię żeby miała opory przed tym, żeby np. sernik robić na kupnym twarogu.
            • mircja Re: Obiadek 13.09.25, 15:13
              Poprawka: powinno być: "wątpię, że by"
            • bupu Re: Obiadek 13.09.25, 18:24
              mircja napisała:

              >
              > Masło to nawet mało która wiejska gospodyni mająca krowy w gospodarstwie sama r
              > obi, jest to bardzo pracochłonne, a Pulpa w dodatku potrzebuje masła nie tylko
              > do smarowania pieczywa, ale też bardzo chętnie używa go do przyrządzania potraw
              > i wypieków. Twarogu pewnie też potrzebuje tyle, że by nie dała rady sama tyle
              > wyprodukować. Patrycja jest wychowana w mieście, więc wątpię żeby miała opory p
              > rzed tym, żeby np. sernik robić na kupnym twarogu.


              Twaróg akurat w dużej mierze robi się sam, pracochłonny nie jest za bardzo, problem z tym, że i on i masło wymagają potężnych ilości mleka do wyprodukowania.

              Weźmy twarożek który oni żerli na śniadanko w WdO (albo Febliku?) Liczmy po te 200 g twarogu sans śmietanka per capita. Capit było jedenaście, o ile dobrze liczę. 2,2 kg twarogu. Przyjmijmy, że krowy z których usług korzysta Pulpa dają wyjątkowo tłuste i wysokobiałkowe mleko, wiec z litra wychodzi 300 g twarogu. Czyli na sam twaróg potrzeba 7, 4 litra mleka.

              Masełko. Niech każdy biesiadnik zje skromniusie 50 g i wychodzi nam 550 g. No, niechby nawet 600, ktoś był rozpustny. Z litra naprawdę tłustej śmietany mozna ukręcić 450 g masła, czyli na nasze śniadanie potrzebujemy 1,3 litra śmietany. Z litra porządnego mleka wykręcimy 250 ml śmietany... Ponad pięć litrów mleka, 5, 2 dla ścisłości. Czyli na sam twaróg i maslo z tego jednego śniadania potrzeba 12,6 litrów mleka. Czyli circa połowa udoju dziennego od jednej wysokomplecznej, żywionej nie przemysłowo krowy.

              A to tylko śniadanie.
              • mika_p Re: Obiadek 13.09.25, 19:39
                50g masełka to jest ćwierć kostki, tyle się jada na śniadanie? Serio nie wiem, bo od lat zamiast masła używam serka do smarowania. Ale z kolonii pamiętam, że przydział masla na posiłek to był kwadracik odcięty z połowy kostki, z 1/10? czyli 10-12 g
                • tt-tka Re: Obiadek 13.09.25, 20:22
                  mika_p napisała:

                  > 50g masełka to jest ćwierć kostki, tyle się jada na śniadanie? Serio nie wiem,
                  > bo od lat zamiast masła używam serka do smarowania. Ale z kolonii pamiętam, że
                  > przydział masla na posiłek to był kwadracik odcięty z połowy kostki, z 1/10? cz
                  > yli 10-12 g
                  >

                  Ile kromek zjadalas na sniadanie jako dziecko w kolonijnym wieku ? Bo sam Mareczek pozarl pol bochenka, to ile to daje, szesc kromek ? Pawelek lat szesnascie, bynajmniej nie spracowany (K) unicestwil na sniadanko, o ile pamietam, pol kostki masla, sam jeden. A we Flobrogrodzie mamy jeszcze zawsze zarloczna Pulpe, zdrowo odzywionego Florasa, ciezko pracujacego Jozwe, dwoch nastolatkow w okresie intensywnego wzrostu... i na pewno zadne z nich nie smaruje oszczednie.
            • kooreczka Re: Obiadek 14.09.25, 14:05
              Ona ma domowe krówki- albo kompletnie skruszałe albo kręciła je w upale.
              O ile to fajny projekt na zimowe wieczory to ich obecność w lecie pokazuje, że MM o gotowaniu nie ma pojęcia i wpisuje co zauważy w czasopiśmie z przepisami (o tiktoka czy shorty na youtubie jej nie posądzam
              • tygrys_dziure_wygryzl Re: Obiadek 14.09.25, 15:15
                Czy Autorka nigdy nie gotowała? Na 99% jestem pewna, że jednak coś robiła w tej kuchni. Czy już zapomniała, jak to jest z tym gotowaniem? Nie trzeba być jakimś specjalistą czy mistrzem kuchni żeby połapać się w niektórych jej pomysłach kulinarnych. Po prostu nie rozumiem.
                • kooreczka Re: Obiadek 14.09.25, 15:33
                  Pewnie gotowała, ale w warunkach PRL mając dość ograniczony czas i zasoby.
                  Fantazje o domku w Bieszczadach/Kakuazie/Yunannie/na prerii są bardzo pociągające- zobaczcie ile ludzi robi karierę pokazując "proste życie na wsi" (poiżej to co sama oglądam)
                  www.youtube.com/watch?v=ptebJDM6G2Q
                  www.youtube.com/watch?v=8Cg3p9K0il4
                  www.youtube.com/watch?v=qIsS6PBLvu8
                  www.youtube.com/@ZaklinaczBykow

                  To jest piękne, wciągające. Mieć własny kawałek ziemi, nie dbać o nic, widzieć owoce swojej pracy- tylko jeśli robi to osoba, która się nie zna to wychodzi taki cosplay. Patrycja w tym momencie kojarzy mi sie z amerykańskimi tradwife, które kręcą ser na pokaz, uważając, żeby nikt z pomocy domowej nie wszedł w kadr

                  • tt-tka Re: Obiadek 14.09.25, 17:09
                    kooreczka napisał:

                    > Pewnie gotowała, ale w warunkach PRL mając dość ograniczony czas i zasoby.

                    No i wlasnie jej ksiazki z tego okresu daja te prawde czasu :)
                    makaronik w sosie mediolanskim, "dzis na obiad mamy nieznaczna ilosc ryzu", drobiowe watrobki (szybkie) i jarzynowa u Tosi...

                    a potem pani sie zapomnialo, jak to jest gotowac i czym sie rozni (czasowo i objetosciowo) gotowanie na dwanascie i wiecej osob zamiast na cztery czy szesc
                  • mircja Re: Obiadek 14.09.25, 18:47
                    kooreczka napisał:

                    > To jest piękne, wciągające. Mieć własny kawałek ziemi, nie dbać o nic, widzieć
                    > owoce swojej pracy- tylko jeśli robi to osoba, która się nie zna to wychodzi ta
                    > ki cosplay. Patrycja w tym momencie kojarzy mi sie z amerykańskimi tradwife, kt
                    > óre kręcą ser na pokaz, uważając, żeby nikt z pomocy domowej nie wszedł w kadr
                    >
                    Jako że mam liczną rodzinę na wsi, nie bardzo rozumiem to "nie dbać o nic". Zasadniczo mając gospodarstwo trzeba się naharować i żyć w ciągłym napięciu, czy się pogoda nie zmieni, czy coś wcześniej nie będzie gotowe do zbioru, a to sadzonki wcześniej przywiozą, a to zwierzęta zachorują, a to nagle pojawi się problem ze zbytem towaru, itp. I w sezonie w związku z tym co chwila jest alarm, bo warunki wymagają tego, żeby ruszyć na pole i pracować ileś tam dni od świtu do wieczora, żeby tylko zdążyć. Jak rozumiem, niektórzy żyją z dochodów z filmików, ale tak może zrobić niewielki odsetek, bo gdyby takich osób było więcej, toby robienie takich filmów dla większości z nich było znacznie mniej dochodowe.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: Obiadek 13.09.25, 19:49
      Zachęcona apetycznym zdjęciem zrobiłam dziś te kluski na obiad i serdecznie współczuję pani Lewandowskiej, starłam ręcznie 2 kilo ziemniaków co zajęło mi pół godziny, a po obiedzie zostało na jutro raptem 5 klusek :( a ile ona musiała narobić dla 3 rosłych synów, Mariolki, męża, i siebie, i jeszcze że dla Genowefy starczyło.
      Następnym razem wyciągam maszynkę do tarcia.
      • bupu Re: Obiadek 14.09.25, 20:43
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        > Zachęcona apetycznym zdjęciem zrobiłam dziś te kluski na obiad i serdecznie wsp
        > ółczuję pani Lewandowskiej, starłam ręcznie 2 kilo ziemniaków co zajęło mi pół
        > godziny, a po obiedzie zostało na jutro raptem 5 klusek :( a ile ona musiała na
        > robić dla 3 rosłych synów, Mariolki, męża, i siebie, i jeszcze że dla Genowefy
        > starczyło.
        > Następnym razem wyciągam maszynkę do tarcia.

        A to oczywiście, bez maszyny nie ma co startować. U moich rodziców do tego celu orzez lata służyła sokowirówka firmy Predon Polar, która wyzionela ducha po czterech dekadach pracy.
        • kocynder Re: Obiadek 14.09.25, 20:50
          A ja i tak podejrzewam, że w czasach obiadków u p. Lewandowskich wspomnianą ilość pyrów przez maszynkę przepuszczał albo pan Lewandowski albo tez któryś z synów.
          • mackakisa Re: Obiadek 16.09.25, 08:07
            A ja jeszcze dodam że w weekend zostałam poczęstowana zestawem rosół z makaronem oraz pierogi z mięsem z rosołu.
            I było to smaczne, ale tak jak ktoś zauważył już wcześniej, mdłe i gama smakowa de facto powtórzona. Aż dziwne, że w czasach „MacDusi” lubiący dobre jedzenie Borejkowie, nie oprotestowali pomysłu takiego zestawu na obiad, zanim tenże powstał.
            • kocynder Re: Obiadek 17.09.25, 08:10
              Bo ja wiem czy Borejków można określić jako "lubiących dobre jedzenie"? Mam wątpliwości. Jedzą raczej dość monotonnie, i nie z powodu niedostatków finansowych (bo każda gotująca kobieta wymieni od ręki co najmniej 10 dań szybkich, łatwych i tanich, których w domu Borejków nie ma). Już pomijając czasu sprawiedliwości społecznej słusznie minione - obecnie, kiedy są powiedzmy średnio sytuowani i mogliby kulinarnie poeksperymentować - nadal rosół i pierogi i koniec, nic innego. Dla wegetarian w grudniu - kasza ze zwiędłą brukselką oraz zimnym jogurtem i zimnym sokiem pomidorowym z kartonu. Serio?
              • mackakisa Re: Obiadek 17.09.25, 09:33
                W sumie racja - to nam, jako czytelnikom ta monotonia domowych, zwyczajnych potraw jest prezentowana jako smaczna.
                • mackakisa Re: Obiadek 17.09.25, 13:51
                  Mam jeszcze jeden przykład rozmnożonego żarcia - bułeczki z keczupem i serem, których całą blachę wsadza do piekarnika Róża w „TiR”, bo wszyscy zapomnieli o kolacji.
                  Skąd pod wieczór było w domu wystarczająco pieczywa na całą blachę przekrojonych bułeczek, gdy do stołu miało zasiąść znowu 7 osób? Co więcej ze wspomnień Laury wychodzi, że pieczywo kupowano zwykle z rana, więc wieczorem nie było go już raczej w domu, a przynajmniej nie dość na całą blachę. Załóżmy 12 kajzerek. Okej, do tych bułeczek była też wielka micha sałatki z pomidorów i ogórków. Niemniej, jak na te 7 osób, w tym kilka żarłocznych, to też trudny podział.
                  Ale nie wykluczam że się czepiam.
                  • bupu Re: Obiadek 17.09.25, 14:20
                    mackakisa napisał(a):

                    > Mam jeszcze jeden przykład rozmnożonego żarcia - bułeczki z keczupem i serem, k
                    > tórych całą blachę wsadza do piekarnika Róża w „TiR”, bo wszyscy zapomnieli o k
                    > olacji.

                    O , żarcie to tam się co chwilę mnoży. Weź Żabę.

                    Kiedy czekolada została już wypita, bułeczki zjedzone, a uroczystość przy stole dopiero się rozkręcała, babci Borejko wpadło do głowy, że przydałoby się jeszcze coś na ząb, więc, zdopingowana żywiołowym aplauzem wnuków, sprawdziła, co ma w lodówce, i zmiksowała jajka, cukier oraz masło, dodając śmietany i proszku do pieczenia. Wylała ciasto na blachę, ułożyła w nim kawałki jabłek i posypała wszystko cynamonem. – Za pół godziny będzie puchatka – wydała komunikat.

                    Znaczy się po napieczeniu bułeczek dla wszystkich wnuków, także dorosłych, a było ich wtedy razem dziewięć, Mila ma jeszcze w lodówce, cytuję z Łasucha Literackiego:

                    5 jaj, pół kilo cukru i stopioną kostkę masła ucieramy, dodając pół kilo mąki krupczatki, pół proszku do pieczenia i szklankę kwaśnej śmietany.

                    Ta lodówka to chyba wejście do jakiejś spożywczej Narni, względnie tylne drzwi do spiżarki Bilbo Bagginsa.
                    • mackakisa Re: Obiadek 17.09.25, 14:31
                      No musi być takim wejściem, innych szans nie ma. Maka, jajka czy cukier to jeszcze rozumiem, ale żeby mieć od razu do użycia dodatkową kostkę masła i kwaśną śmietanę?! No nie ma bata, pan Tumnus Milicji pomaga
                  • kocynder Re: Obiadek 18.09.25, 08:50
                    Ale czekaj... Zapomnieli o kolacji to znaczy "w lodówce pustki bo zapomniano zaopatrzyć", czy zaganiani byli i nikt nie zjadł o zwykłej porze? Bo jeśli to drugie to bym się nie czepiała. Też mam się zdarzało że mając.ilion spraw do kolacji siadaliśmy o najdziwniejszych porach, ale produkty w domu były - nie zjedliśmy o 18:00, ale o 20:00 pieczywo, masło, ser, wędlina itd nadal w domu były. Tak mogło być i tu?
                    • mackakisa Re: Obiadek 18.09.25, 12:27
                      Tutaj w sensie, że tak byli zaganiani, a ściślej, że tak się skupili na współczuciu względem Gaby, co ją Tygrys, który pojechał do Torunia, dręczy swoją nieobecnością, że zapomnieli o kolacji. Więc Róża postanowiła jednak coś przygotować dla wszystkich.
                      I rzeczywiście w takiej sytuacji pieczywo jak najbardziej mogło być jeszcze w domu. Jakoś tak zrozumiałam, ze wspomnień Laury, że świeże pieczywo kupowano na śniadanie i tylko w ilości na śniadanie właściwej, na kolacje już nic nie zostawało.
                      • bupu Re: Obiadek 18.09.25, 13:46
                        mackakisa napisał(a):

                        > Tutaj w sensie, że tak byli zaganiani, a ściślej, że tak się skupili na współcz
                        > uciu względem Gaby, co ją Tygrys, który pojechał do Torunia, dręczy swoją nieob
                        > ecnością, że zapomnieli o kolacji. Więc Róża postanowiła jednak coś przygotować
                        > dla wszystkich.
                        > I rzeczywiście w takiej sytuacji pieczywo jak najbardziej mogło być jeszcze w d
                        > omu. Jakoś tak zrozumiałam, ze wspomnień Laury, że świeże pieczywo kupowano na
                        > śniadanie i tylko w ilości na śniadanie właściwej, na kolacje już nic nie zosta
                        > wało.

                        Zważywszy na liczbę stołowników... Ile oni tych bułeczek rano nabywali zatem? Upojna wizja, ta Mila rano z worami pieczywa, masła, sera, twarogu... Logistyka zakupów na R5 pozostaje dla mnie trudna do ogarnięcia.
                        • mackakisa Re: Obiadek 18.09.25, 14:29
                          No mówię Ci Bupu, że to w tej torbie w niebieską kratkę się wszystko mieściło. A do tego dla wszystkich było wystarczająco wszystkiego.
                          Tylko sąsiedzi byli wściekli że im się masowo asortyment sklepowy wykupuje wiecznie i muszą dygać dalej po swoje sprawunki.
                          • tt-tka Re: Obiadek 18.09.25, 15:42
                            Ale tylko wtedy, gdy torbe dyguje Milicja !
                            bo jak Milicji niet, to na obiad sa cztery drobne golabki, a na kolacje w ogole wszytskiego brakuje !
                            • mackakisa Re: Obiadek 18.09.25, 17:02
                              Prawda. Aczkolwiek jakimś cudem tymi czterema drobnymi gołąbkami, blachą ciasta drożdżowego i kartonikiem mleka idzie obdzielić ładnych kilka osób.
                              A ziemniaków, zsiadłego mleka, grzanek i jajek wystarcza dla każdego, kto się pojawia w porze kolacji. Minus św. Gabriela Jeżycka, której z racji stanu błogosławionego najbardziej należała się dawka kalorii.
                          • kocynder Re: Obiadek 18.09.25, 18:08
                            Ale że ta niebieska torba Mili to coś jak Bagaż ze "świata Dysku" Pratchetta?
                            Dla tych co nie czytali krótkie info: wygląda jak duży, mosiężny kufer, ukazujący od czasu do czasu jęzor i zęby. Ma wiele małych nóżek do przemieszczania się i podążania za swoim właścicielem. Jego wnętrze pozwala na przechowywanie nieograniczonej ilości przedmiotów, a rzeczy wkładane do niego wracają czyste, wyprane i pachnące. Zgubiony potrafi odnaleźć swojego właściciela w każdej sytuacji, nawet w zaświatach. W razie potrzeby broni właściciela, tratując i połykając napastników. Jest odporny na magię i potrafi funkcjonować w rejonach o jej braku.
                            Swoją drogą - przydałby mi się...
                      • kocynder Re: Obiadek 18.09.25, 17:59
                        No nie, jak logistyka zaopatrzeniowa na R5 jest dla mnie ciemną magią, tak jednak nie wierzę, że Mila rano popyla po zakupy i nabywa li tylko produkty śniadaniowe, z całkowitym pominięciem pozostałych posiłków, a po południu zaś leci, aby nabyć co potrzeba do kolacji. Jest głupia i lubi sobie dowalać roboty, ale czy aż tak? Ja to jednak rozumiałam raczej, że leci z rana po ŚWIEŻE bułeczki na śniadanie, powiedzmy, że na posiłek bułeczek schodzi 10 (nie chce mi się liczyć ile tam osób i jak żertych było), więc Mila rano leci do piekarni, nabywa bułeczek 20, z czego 10 świeżutkich jest na śniadanie, a pozostała 10 - już nie tak świeżutkich, bo po całodziennym leżakowaniu - na kolację.
                        I ja to odczytałam, że jak byli zamartwieni o biedną, dzielną Gabunię, (czort bierz kufniarza, niech ją szlag trafi, nasienie przebrzydłe!) to po prostu nikomu nie przyszło do głowy naszykować jedzenie. I Róża sięgnęła po te 10 bułek "kolacyjnych", zaprawiła je keczupem, oprószyła serem i cześć. Tego bym się nie czepiała. Keczup, ser, bułki - to zapewne zwyczajne składniki do przyrządzenia kolacji, tu tylko pora nie do końca i forma, bo zwykle zapewne zjedzono by zwykłe kanapki a nie zapieczone.
                        Jednakowoż jak Bupu podniosła: w tej PUSTEJ lodówce znalazły się jajka i to w ilości nie śladowej, masło, śmietanę - takoż nie w ilościach minimalnych. Mąki, cukru i proszku do pieczenia się nie czepiam, czasy już nie były "kartkowe", takie rzeczy zwykle w domu są.
                        • mackakisa Re: Obiadek 18.09.25, 18:52
                          Rzeczywiście, Milicja jednak nie dokładałaby sobie jednej wycieczki do piekarni ekstra, także faktycznie te 10 bułek na kolację pochodziło najpewniej z porannych zakupów.
                          • tt-tka Re: Obiadek 18.09.25, 19:48
                            Ludzie, ludzie, zakupy robie i wiem, ile to mniej wiecej wazy !
                            policzmy te 9 osob - ziemniakow trzy kilo, wloszczyzna, miecho, mleko (raczej wiecej niz litr, a gdy jeszczze nie w kartonach, a w sloikach, to i waga opakowania dochodzi), maka, cukier (cos takiego zwykle w domu jest, bo wczesniej zostalo przytachane ze sklepu - u mnie kilo maki starcza na dwa-trzy tygodnie, ale ja karmie mniej osob i nie pieke ciast), maslo, ser - przy takim tobole 20 bulek tez robi roznice (i nie tylko waga, ale i objetosc), poza tym nie wierze, ze Idzie czy Mareczkowi starczy jedna bulka na sniadanie.
                            A jak jeszcze przyjdzie dokupic papier toaletowy (na ile starcza szesc rolek, gdy wydala 9 osob, z tego 7 puci zenskiej ?), plyn do naczyn, jakies jablka czy inne truskawki (jedna lubianka nie opedzisz) ?
                            • kocynder Re: Obiadek 18.09.25, 20:12
                              Też zdarza mi się zakupy robić i dlatego się zastanawiam właśnie, czy niebieska torba w kratkę, własność Mili nie jest skoligacona z Bagażem Ricevinda...Bo te zakupy to, jak piszesz, nie tylko ważyć swoje musiały, ale też i objętość słuszną.
                            • bupu Re: Obiadek 18.09.25, 20:16
                              tt-tka napisała:

                              > Ludzie, ludzie, zakupy robie i wiem, ile to mniej wiecej wazy !

                              No to też właśnie dlatego tej logistyki nie ogarniam. Kiedy jeszcze była ich szóstka, po zakupy wysyłano też Idę i Gabe, Ignac kolejkował z Pulpetem na ręku, i to jest normalna domowa logistyka. Ale potem, kiedy konsumentów na R5 przybywa i do obiadów siada tam regularnie 9+ osób, a Pałysowie są tak uzależnieni od spyży z parteru że jak tam lodówka pusta, to na kolację jedzą lody, głównym zaopatrzeniowcem jest Mila. Że przypomnę, drobniutka kobieta w średnim, potem starszym wieku.

                              No owszem, raz widzimy Grzyba z Laurą na zakupach, od czasu do czasu Ignac czy Gaba skoczą po bułki na Dąbrowskiego, ale, jsk napisano czarno na białym, to Mila najczęściej robiła zakupy. Ta drobna kobieta dygała potworne góry żarcia, niezbędne do nakarmienia tej hordy, te kilogramy mięsa, masła, cukru, mąki, jaj, mleka, owoców, wędlin... Albo Mila jest z tej samej planety co Superman, albo ta jej niebieska torba jest faktycznie krewną Bagażu i popierdziela sama na malutkich nóżkach.
                              • kooreczka Re: Obiadek 18.09.25, 20:28
                                I samochodu im na zakupy szkoda.
                                Przy takiej ilości osób rozsądnie byłoby kupować ziemniaki, marchew i co tam jeszcze lubią z korzeniowych na worki, mąkę w pięciokilowych worach, zgrzewki napojów
                                • tt-tka Re: Obiadek 19.09.25, 20:32
                                  kooreczka napisał:

                                  > I samochodu im na zakupy szkoda.
                                  > Przy takiej ilości osób rozsądnie byłoby kupować ziemniaki, marchew i co tam je
                                  > szcze lubią z korzeniowych na worki, mąkę w pięciokilowych worach, zgrzewki nap
                                  > ojów

                                  Kupujac tylko na dwie osoby raz w miesiacu wybieram sie do sklepu samochodem, z trzema potwornej wielkosci torbiszczami. I wszelkie produkty suche i sypkie (kasze , ryz, maka, cukier, suszone grzyby, przyprawy w miare potrzeby, makarony, kisiele, galaretki) oraz konserwy (smarowidla, solony ser w puszce, koncentrat pomidorowy itp), a tez mrozonki (dwie-trzy paczki warzyw na patelnie, paczka lub kilka pierogow, nalesnikow z farszem rozmaitym) kupuje ten jeden raz. Raz na miesiac.
                                  na biezaco dokupuje surowizny, nabial i chemie oraz produkty miesne
                              • kocynder Re: Obiadek 18.09.25, 20:39
                                A pomyślcie, kumy, ile tam musiało schodzić np proszku do prania... I kto ów proszek w kontenerach targał na R5?
                                • mackakisa Re: Obiadek 18.09.25, 21:08
                                  Raz kontenerek proszku i zgrzewkę soków Dr Witt tacha Laura z Grzesiem, przez śniegi. Swoją drogą, Grzyb jest prawdziwym jełopem - zima, zawieja, w domu już dwie osoby chore, a on odmówił jazdy do sklepu samochodem. Nic dziwnego, że Tygrys w Toruniu był już zagrypiony.
                                  • kocynder Re: Obiadek 19.09.25, 08:07
                                    A ilu wówczas mieszkańców było na R5? Bo "kontenerem" to nie duże pudło typu 6 i więcej kg, a raczej torba do 3. Na ile to prania przy tylu osobach?
                                    Jełopowatości Grzyba nie neguję: zimno, wiatr i śnieg a ten żołędny troską o wrażliwe autko womituje...
                                    • mackakisa Re: Obiadek 19.09.25, 09:28
                                      Pomyślałam o tych większych kontenerkach. Chociaż to plus zgrzewka soków dawałoby naprawdę duży ciężar dla czternastolatki do dźwigania.
                                      W ogóle nie rozumiem też dlaczego Laura pokornie stała, gdy Grzegorz rozmawiał z Jurkiem Hajdukiem. Było się grzecznie pożegnać i iść dalej, tłumacząc że zimno. Okej, ta scena była po to aby Tygrys mógł się nasłuchać jaką Gaba jest cudowna, niemniej wściekłość miała pełne prawo w niej rozgorzeć
                                    • bupu Re: Obiadek 19.09.25, 10:19
                                      kocynder napisała:

                                      > A ilu wówczas mieszkańców było na R5? Bo "kontenerem" to nie duże pudło typu 6
                                      > i więcej kg, a raczej torba do 3. Na ile to prania przy tylu osobach?

                                      Osiem. Seniorzy, Gabrysiowie, IGS, Pyziakowny i Nutria boczkująca na kanapce.


                                      > Jełopowatości Grzyba nie neguję: zimno, wiatr i śnieg a ten żołędny troską o wrażliwe autko womituje..

                                      I objucza małolatę jak wielbłąda. Poza proszkiem i sokiem dr Witt Laura taszczyła jeszcze dwa kilo jabłek. Razem to może być dziesięć - kilkanaście kilo, zależy ile było butli soku i jak duży był kontenerek. Acz z tego co pamiętam jak się proszek w plastikowych pudłach pojawił, bo to chyba autorka nazywa kontenerkiem, to one po sześć kilo ważyły. W związku z powyższym Laura ma bardzo dobre powody do narzekania.
                                      • przymrozki Re: Obiadek 19.09.25, 11:02
                                        bupu napisała:

                                        > I objucza małolatę jak wielbłąda. Poza proszkiem i sokiem dr Witt

                                        A tutaj warto wspomnieć, że soki dr Witta to w czasie akcji TiR był sok typu "marketowe premium", a jednym z atrybutów jego luksusowości było to, że sprzedawan był w ciężkich, szklanych butlach.
                                        • mackakisa Re: Obiadek 19.09.25, 12:10
                                          No właśnie. Kurczę, na miejscu Laury stanęłabym okoniem i oznajmiła że tyle dźwigać, gdy jest do dyspozycji auto, po prostu nie zamierzam, bo to zamach na zdrowie.
                                          • tt-tka Re: Obiadek 19.09.25, 13:07
                                            Owszem. W jedna reke jablka, w druga proszek, butle z sokiem ty wez, Grzesiu. Co, nie ? No to zostaja, bo ja tego tachac nie bede.

                                            Inna sprawa, sok w ogole, a Witta w szczegolnosci, to nie jest artykul pierwszej potrzeby. Kto wymylil takie wlasnie zakupy ?
                                            • mackakisa Re: Obiadek 19.09.25, 13:12
                                              Obstawiam Gabę, na której barkach pewnie spoczęła kwestia listy zakupów, skoro Mila była wtedy chora. No chyba że był to szczwany plan Milicji i sama ułożyła listę, ciesząc się w duchu, że teraz kto inny będzie to wszystko dźwigać, a potem szykować z tych produktów posiłki😉
                                              • bupu Re: Obiadek 19.09.25, 14:17
                                                mackakisa napisał(a):

                                                > Obstawiam Gabę, na której barkach pewnie spoczęła kwestia listy zakupów, skoro
                                                > Mila była wtedy chora. No chyba że był to szczwany plan Milicji i sama ułożyła
                                                > listę, ciesząc się w duchu, że teraz kto inny będzie to wszystko dźwigać, a pot
                                                > em szykować z tych produktów posiłki😉


                                                Ale słuchajcie, jaki soczysty podwójny standardzik tu mamy. Laura, która ma powody do narzekania, bo dygowanie ciężarów wśród śnieżystej zamieci to średnia rozrywka, w dodatku doskonale zbędna albowiem jest samochód, no więc Laura jest be i użala się nad sobą, a fu. Natomiast Gaba przeżywająca rozwód sprzed półtorej dekady, mając za sobą ponad pół dekady udanego podobno małżeństwa, o, oba jest dzielna, bardzo dzielna!
                                                • mackakisa Re: Obiadek 19.09.25, 15:23
                                                  No oczywiście że mamy piękny podwójny standard. I jaką piękną miłość matczyną. Jaka mama, wiedząc że w domu jest samochód, wysłałaby dziecko na śnieg, po zakupy, nie bacząc że w domu są już dwie osoby ciężko chore na grypę?! No tylko Gabon. Pewnie tak się miała Laura hartować
                                                  • ako17 Re: Obiadek 19.09.25, 17:40
                                                    mackakisa napisał(a):

                                                    > No oczywiście że mamy piękny podwójny standard. I jaką piękną miłość matczyną.
                                                    > Jaka mama, wiedząc że w domu jest samochód, wysłałaby dziecko na śnieg, po zaku
                                                    > py, nie bacząc że w domu są już dwie osoby ciężko chore na grypę?!

                                                    A jaka matka w śnieżną zadymkę nie proponuje córce podwózki po suknię w dniu ślubu?
                                                    BTW, na fryzurę i makijaż Laura też popylała pieszo?
                                                  • bupu Re: Obiadek 19.09.25, 20:41
                                                    ako17 napisała:

                                                    > mackakisa napisał(a):
                                                    >
                                                    > > No oczywiście że mamy piękny podwójny standard. I jaką piękną miłość matc
                                                    > zyną.
                                                    > > Jaka mama, wiedząc że w domu jest samochód, wysłałaby dziecko na śnieg, p
                                                    > o zaku
                                                    > > py, nie bacząc że w domu są już dwie osoby ciężko chore na grypę?!
                                                    >
                                                    > A jaka matka w śnieżną zadymkę nie proponuje córce podwózki po suknię w dniu śl
                                                    > ubu?
                                                    > BTW, na fryzurę i makijaż Laura też popylała pieszo?
                                                    >

                                                    Ależ oczywiście że tak. Podczas gdy cała usamochodowionabrodzina, włącznie z mistrzynią organizacji, siedziała przy stole i patrzyła baranim wzrokiem.
                                                  • ako17 Re: Obiadek 19.09.25, 21:10
                                                    bupu napisała:

                                                    > ako17 napisała:

                                                    > > BTW, na fryzurę i makijaż Laura też popylała pieszo?
                                                    > >
                                                    >
                                                    > Ależ oczywiście że tak. Podczas gdy cała usamochodowionabrodzina, włącznie z mi
                                                    > strzynią organizacji, siedziała przy stole i patrzyła baranim wzrokiem.

                                                    A Laura to sobie na ten fryzjerski kicz i ciężki makijaż nałożyła szczelną torbę foliową z otworem na usta i nos? No bo jak inaczej miała to donieść do domu, a potem po suknię, w stanie nie rozpuszczonym?
                                            • przymrozki Re: Obiadek 19.09.25, 14:14
                                              tt-tka napisała:

                                              > Owszem. W jedna reke jablka, w druga proszek, butle z sokiem ty wez, Grzesiu.
                                              > Co, nie ?

                                              Laura niosła "zapasy soku dr Witt" (domyślam się, że "zapas" dla rodziny wielopokoleniowej i wielodzietnej to więcej niż jedna butelka), "cały kontenerek proszku do prania" (znowu możemy się domyślać, że nikt nie nazwie saszetki na pięć prań "kontenerkiem") i "dwa kilogramy jabłek".

                                              Grzegorz, wedle TiR, nosił drugą połowę zakupów - miejmy przy tym nadzieję, że w tandemie dorosły, ale młody i zdrowy mężczyzna i trzynastoletnia dziewczyna, podział ciężarów do noszenia nie był faktycznie po połowie i że to Grzegorz wziął cięższą część (wór żelastwa najpewniej, bo co mogłoby być cięższe niż szklane butle soku i kontenery proszku).
                                              • bupu Re: Obiadek 19.09.25, 14:24
                                                przymrozki napisała:

                                                > tt-tka napisała:
                                                >
                                                > > Owszem. W jedna reke jablka, w druga proszek, butle z sokiem ty wez, Grz
                                                > esiu.
                                                > > Co, nie ?
                                                >
                                                > Laura niosła "zapasy soku dr Witt" (domyślam się, że "zapas" dla rodziny wielop
                                                > okoleniowej i wielodzietnej to więcej niż jedna butelka), "

                                                To byly, cytuję, zapasy soku „Dr Witt” w ciężkich butlach. Czyli owszem, więcej niż jedna butla, to się zgadza.

                                                > Grzegorz, wedle TiR, nosił drugą połowę zakupów - miejmy przy tym nadzieję, że
                                                > w tandemie dorosły, ale młody i zdrowy mężczyzna i trzynastoletnia dziewczyna,
                                                > podział ciężarów do noszenia nie był faktycznie po połowie i że to Grzegorz wzi
                                                > ął cięższą część (wór żelastwa najpewniej, bo co mogłoby być cięższe niż szklan
                                                > e butle soku i kontenery proszku).

                                                Kamienie, dla Gaby, bo po latach na karimatce nie mogla się do normalnego łóżka przyzwyczaić, więc kładła kamulce pod prześcieradło.
                                              • tt-tka Re: Obiadek 19.09.25, 14:33
                                                przymrozki napisała:


                                                > Laura niosła "zapasy soku dr Witt" (domyślam się, że "zapas" dla rodziny wielop
                                                > okoleniowej i wielodzietnej to więcej niż jedna butelka), "cały kontenerek pros
                                                > zku do prania" (znowu możemy się domyślać, że nikt nie nazwie saszetki na pięć
                                                > prań "kontenerkiem") i "dwa kilogramy jabłek".

                                                No, policzmy. Butla litrowa to kilo, plus szklane opakowanie, to ile ? 1,5 kg, wiecej ? juz dwie butle to minimum trzy kg, a wiecej odpowiednio wiecej. Kontenerek proszku to 2,5 kg minimum, ale moglo byc i piec kg. I jablka - Laura taszczyla co najmniej 7,5 kg, a moglo byc i do 10kg, i wiecej, zalezy, ile butli i jak duzy ten kontenerek. Niespelna czternastolatka, psiakrew. Zakupy tej wagi u nas robil tata i smigal po nie z plecakiem (ogromna brezentowa grucha), a nie z siatami do taszczenia w reku.


                                                >
                                                > Grzegorz, wedle TiR, nosił drugą połowę zakupów - miejmy przy tym nadzieję, że
                                                > w tandemie dorosły, ale młody i zdrowy mężczyzna i trzynastoletnia dziewczyna,
                                                > podział ciężarów do noszenia nie był faktycznie po połowie i że to Grzegorz wzi
                                                > ął cięższą część (wór żelastwa najpewniej, bo co mogłoby być cięższe niż szklan
                                                > e butle soku i kontenery proszku).

                                                Co ciekawe, nie napisano, co niosl Grzyb. W kazdym razie przynajmniej polowa zakupow niesionych przez Laure mogla poczekac na lepsza pogode i uruchomienie samochodu.
                                                • tt-tka Re: Obiadek 19.09.25, 16:27
                                                  Wrocilam zem z zakupow. Na dwie osoby. Torba duza, pakowna, na kolkach.

                                                  Paczka ziemniakow, 1.5 kg. Paczka recznikow papierowych, lekka, ale spora. Kalafior sredniej wielkosci. Litr mleka. Litr kefiru. Szesc jajek. Dwie male smietany. Cztery jablka. Por. Wiaderko ogorkow malosolnych, takie nieduze. Cztery swinskie kotlety (dwa na sznycle, dwa na gulasz). Dwie duze cebule. Pol kg sliwek. Po malej, 150 g, paczuszce jezyn, minikiwi (to sie nazywa jagody kiwi, dopiero od zeszlego roku widuje) i agrestu.
                                                  Torba pelna, to, co delikatne - smietany i owocki - juz spietrzone na czubku.
                                                  Pake papieru toaletowego nioslam w drugiej rece.

                                                  To zakupy na trzy dni. Dla dwoch osob. A i tak jutro bede leciala po chleb, pomidory i worki na smieci.

                                                  We wtorek bede leciala po chemie gospodarcza, bo sie konczy (zel do kibla, plyn do podlog, plyn do plukania, zel pod prysznic, plyn do higieny intymnej, krem do rak, pewnie jeszcze jaki drobiazg albo trzy dojda), swieze warzywa i owoce.
                                                  • mackakisa Re: Obiadek 19.09.25, 17:29
                                                    No właśnie, TT-tko. Skoro Ty na dwie osoby potrzebujesz torby dużej i na kółkach aby było wszystko, co potrzebujesz na dwie osoby, a i tak nie jest to wszystko, jedynie produkty na 3 dni, to Borejki chyba potrzebują jakiejś małej ciężarówki.
                                                    Co każe mi się zastanawiać, czy to co tachali przez zawieję Laura z Grzesiem, nie było właśnie trzydniowymi zapasami dla wszystkich.
                                                  • tt-tka Re: Obiadek 19.09.25, 18:38
                                                    mackakisa napisał(a):

                                                    > No właśnie, TT-tko. Skoro Ty na dwie osoby potrzebujesz torby dużej i na kółkac
                                                    > h aby było wszystko, co potrzebujesz na dwie osoby, a i tak nie jest to wszystk
                                                    > o, jedynie produkty na 3 dni, to Borejki chyba potrzebują jakiejś małej ciężaró
                                                    > wki.
                                                    > Co każe mi się zastanawiać, czy to co tachali przez zawieję Laura z Grzesiem, n
                                                    > ie było właśnie trzydniowymi zapasami dla wszystkich.

                                                    Sprobuje przelozyc te moje zakupy na borejkowe, zalozmy na osiem osob (dwoje starych, cztery mlode, dwie male, plus Mareczek, ale policzmy ulgowo dwoje starych i laure za dwie osoby)

                                                    ziemniaki na dwa dni - 5 do 6 kilo
                                                    kalafiory - 2 /drugiego dnia juz inna jarzyna, powiedzmy fasolka szparagowa, kilogram ?/
                                                    mieso - 12 kotletow, osiem na sznycle, cztery na oszukany gulasz z duza iloscia cebuli
                                                    cebule - 4
                                                    mleko - 2 litry (ale kefiru mozna nie brac, u mnie on byl na racuchy z jablkami na trzeci dzien)
                                                    jablka - ze dwa kilo, innych owocow nie bierzemy

                                                    Wychodzi ze 12 kilo. Niech taska Grzegorz. Larwa niesie srajtasme i reczniki papierowe, duze i nieporeczne, ale lekkie.

                                                    Po chemie nastepnego dnia niech ktos leci. To, co u mnie plus proszek do prania. Jedna krzepka osoba starczy. Druga niech taska maslo, chleb i inne dodatki do chleba, jak to ser/wedline/pomidory czy ogorki (po takie zakupy 15-letnia Ida w IS byla posylana bezproblemowo, ciekawe, czemu pozniej starsze od niej owczesnej mlodsze borejkowny czy niewiele mlodsze pyziakowny nie moga), jajka i smietane na babke puchatke, maka, cukier, herbata...

                                                    Wychodzi, ze tam tobol wagi kilkunastu kilo, biorac pod uwage zakupy sniadaniowe, kolacyjne i obiadowe trza by taszczyc co drugi dzien, trzy do czterech razy w tygodniu. I raz na jakies dwa tygodnie chemia, kosmetyka itp. I to liczone bez sokow Witta. Milicja w danym tomie lezy z grypa, ale normalnie ona robi za zaopatrzeniowca ????????

                                                    ziemniaki
                                                  • mackakisa Re: Obiadek 19.09.25, 19:41
                                                    Ze wzmianki w „Pulpecji”, gdy Gaba stwierdza brak torby w niebieską kratkę, możemy wnioskować, że tak, to Mila zwykle robiła zakupy.
                                                    Chociaż potem robią to też inni, często Grzegorz, w „DP” o ile kojarzę oraz w „TiR” właśnie.
                                                  • kocynder Re: Obiadek 21.09.25, 19:30
                                                    Tt-tko, mała uwaga. W kwestii ziemniaków. Jeśli na obiad był żur z kartoflami i "czorne" kluchy - to te 6 kg może pójść na jeden raz, a nawet jeśli nie całe - to zostanie nędzna resztka, akurat do podsmażenia na kolacyjke dla dwóch osób, albo przekąskę nocną dla kogoś kto zgłodniał. Przy kluchach niestety, ale ziemniaczków trza by kupić z 7 - 8 kg, żeby na dwa dni były...
                                                  • chatgris01 Re: Obiadek 21.09.25, 21:18
                                                    kocynder napisała:

                                                    > Tt-tko, mała uwaga. W kwestii ziemniaków. Jeśli na obiad był żur z kartoflami i
                                                    > "czorne" kluchy - to te 6 kg może pójść na jeden raz, a nawet jeśli nie całe -
                                                    > to zostanie nędzna resztka, akurat do podsmażenia na kolacyjke dla dwóch osób,
                                                    > albo przekąskę nocną dla kogoś kto zgłodniał. Przy kluchach niestety, ale ziem
                                                    > niaczków trza by kupić z 7 - 8 kg, żeby na dwa dni były...
                                                    >


                                                    A to nie było jeszcze w czasach, kiedy na zimę kupowało się 100 albo 200 kg ziemniaków w workach i trzymało w piwnicy? I codziennie się do tej piwnicy schodziło po ziemniaki na obiad... (z marchwią i pietruszką było podobnie, tylko w mniejszych ilościach).
                                                  • tt-tka Re: Obiadek 21.09.25, 22:23
                                                    Nie u Borejkow. U nich z piwnicy nosilo sie tylko wegiel, do czasu zamontowania kaloryferow.
                                                  • tygrys_dziure_wygryzl Re: Obiadek 21.09.25, 17:36
                                                    W DP jest opis jak to ciężarna Gabriela dźwiga 2 reklamówki zakupów na które wydała dwieście tysięcy, żeby było bardziej dramatycznie. Zdarza jej się robić zakupy i w innych tomach, tyle że akurat teraz, gdy jest w ciąży, trafiły jej się duże, ciężkie zakupy.
                                                  • tt-tka Re: Obiadek 21.09.25, 17:48
                                                    W DP Milicji nie ma, to dlatego :P
                                                  • bupu Re: Obiadek 21.09.25, 18:13
                                                    tygrys_dziure_wygryzl napisała:

                                                    > W DP jest opis jak to ciężarna Gabriela dźwiga 2 reklamówki zakupów na które wy
                                                    > dała dwieście tysięcy, żeby było bardziej dramatycznie. Zdarza jej się robić za
                                                    > kupy i w innych tomach, tyle że akurat teraz, gdy jest w ciąży, trafiły jej się
                                                    > duże, ciężkie zakupy.

                                                    Jedną torbę. No daj spokój, musiała kobita dramatycznie poomdlewać, żeby świat mógł podziwiać jej dzielność.
                                • mackakisa Re: Obiadek 18.09.25, 21:12
                                  A ile tam musiało schodzić mydła, szamponów, odżywek i żel pod prysznic. A przynajmniej zwykłego Białego Jelenia w kostce. Chociaż z „Noelki” wiemy, że używano pachnącego mydła Lux.
                                  Czy to było coś luksusowego na początku lat 90-tych?
                                  • bupu Re: Obiadek 18.09.25, 21:25
                                    mackakisa napisał(a):

                                    > A ile tam musiało schodzić mydła, szamponów, odżywek i żel pod prysznic. A przy
                                    > najmniej zwykłego Białego Jelenia w kostce. Chociaż z „Noelki” wiemy, że używan
                                    > o pachnącego mydła Lux.
                                    > Czy to było coś luksusowego na początku lat 90-tych?


                                    Niespecjalnie. Mydło mydłem, ale papier toaletowy, przy tej liczbie użytkowników toalety schodzić musiał na wagony, a to nieporęczne i objętość ma dużą. No chyba, że Mila latała z wieńcami papieru na szyi.
                                    • mackakisa Re: Obiadek 18.09.25, 21:43
                                      Albo każdy kupował swoją paczkę.
                                    • tt-tka Re: Obiadek 18.09.25, 22:59
                                      bupu napisała:


                                      > papier toaletowy, przy tej liczbie użytkownikó
                                      > w toalety schodzić musiał na wagony, a to nieporęczne i objętość ma dużą. No ch
                                      > yba, że Mila latała z wieńcami papieru na szyi.
                                      >

                                      Probuje sobie przypomniec, od iluz to lat nie widzialam srajtasmy w wiankach... ktosia pamieta ? bo teraz widuje tylko te w wielopakach plastikowych, ale kiedy to sie zaczelo ?
                                      • ako17 Re: Obiadek 18.09.25, 23:46
                                        tt-tka napisała:

                                        > Probuje sobie przypomniec, od iluz to lat nie widzialam srajtasmy w wiankach...
                                        > ktosia pamieta ? bo teraz widuje tylko te w wielopakach plastikowych, ale kied
                                        > y to sie zaczelo ?

                                        Melduje się pokolenie przełomu - ur. 1970, matura 1989. W roku przełomowym odnotowałam z dnia na dzień zmianę dostępności dóbr konsumpcyjnych. Dzień wcześniej nie było, zaraz po 4.06 było. Tak to pamiętam.
                                        • tt-tka Re: Obiadek 19.09.25, 00:47
                                          Oki, ale ja pytam, od kiedy przestaly byc sprzedawane na sztuki/rolki i nawlekane na sznurek, a kiedy pojawily sie w paczkach ?
                                          • mika_p Re: Obiadek 19.09.25, 07:31
                                            W niektórych sklepach można kupić na sztuki. U mnie w PSS, ale nie wiem, czy wszystkich, czy tylko w tych mniejszych
                                            • mackakisa Re: Obiadek 19.09.25, 07:47
                                              Fakt. U mnie w Lidlu też, to są chyba rolki z recyklingu. Ostatnio jak patrzyłam na nie, to mignęło mi skojarzenie, że no właśnie, sznurek tylko sobie przynieść zawczasu.
                                      • bupu Re: Obiadek 19.09.25, 10:08
                                        tt-tka napisała:

                                        > bupu napisała:
                                        >
                                        >
                                        > > papier toaletowy, przy tej liczbie użytkownikó
                                        > > w toalety schodzić musiał na wagony, a to nieporęczne i objętość ma dużą.
                                        > No ch
                                        > > yba, że Mila latała z wieńcami papieru na szyi.
                                        > >
                                        >
                                        > Probuje sobie przypomniec, od iluz to lat nie widzialam srajtasmy w wiankach...
                                        > ktosia pamieta ? bo teraz widuje tylko te w wielopakach plastikowych, ale kied
                                        > y to sie zaczelo ?

                                        Nie pamiętam co to był za supermarket, ale w tym roku, 2025, widziałam papier tualetowy we wiankach. Temy oczyma. Szary, zwykły, nie napachniany.
        • mackakisa Re: Obiadek 20.09.25, 12:19
          Tak sobie jeszcze odnośnie ziemniaków uświadomiłam, że niezłej roboty dołożyła sobie ciocia Fela - nie mówię tu tylko o pierogach dla Borejków, ale głównie o krokietach ziemniaczanych z sosem grzybowym oraz zupie fasolowej.
          Zarówno fasolę oraz grzyby trzeba na namoczyć, powiedzmy że zleciła to Gabie.
          Ale potem obranie ziemniaków, ugotowanie ich, zmielenie/ udukanie na masę, uformowanie krokietów i usmażenie, ew. upieczenie na blasze. I to w takiej ilości, że obu dań miało wystarczyć na dwa dni dla pięciu osób. Fakt, Gabrysię jednocześnie do kucharzenia przygotowywała przy okazji.
          A wydawać by się mogło, że akurat ciocia Fela będzie chciała sobie życie ułatwić i ugotuje im np. kaszę z grzybami - szybkie, sycące i tanie, do tego wkroić jakąś kiełbasę i obiad jest. I to nie taki, że się dzieci „w hinduskie szkielety zmienią”.
          • ako17 Re: Obiadek 30.09.25, 15:07
            mackakisa napisał(a):

            > Tak sobie jeszcze odnośnie ziemniaków uświadomiłam, że niezłej roboty dołożyła
            > sobie ciocia Fela - nie mówię tu tylko o pierogach dla Borejków, ale głównie o
            > krokietach ziemniaczanych z sosem grzybowym oraz zupie fasolowej.
            > Zarówno fasolę oraz grzyby trzeba na namoczyć, powiedzmy że zleciła to Gabie.
            > Ale potem obranie ziemniaków, ugotowanie ich, zmielenie/ udukanie na masę, ufor
            > mowanie krokietów i usmażenie, ew. upieczenie na blasze. I to w takiej ilości,
            > że obu dań miało wystarczyć na dwa dni dla pięciu osób. Fakt, Gabrysię jednocze
            > śnie do kucharzenia przygotowywała przy okazji.
            > A wydawać by się mogło, że akurat ciocia Fela będzie chciała sobie życie ułatwi
            > ć i ugotuje im np. kaszę z grzybami - szybkie, sycące i tanie, do tego wkroić j
            > akąś kiełbasę i obiad jest. I to nie taki, że się dzieci „w hinduskie szkielety
            > zmienią”.

            Albo np. z tym samym sosem po prostu makaron. Albo wręcz gotowane ziemniaki.
            Zarówno kasza jak i makaron do ugotowania w kilkadziesiąt minut, bez obierania, mielenia itp.
    • kocynder Re: Obiadek 30.09.25, 14:50
      No to ja też zapraszam
      • mackakisa Re: Obiadek 30.09.25, 14:52
        Wyglądają bosko!❤️
      • bupu Re: Obiadek 30.09.25, 15:09
        kocynder napisała:

        > No to ja też zapraszam
        >

        Nie wiem co piękniejsze, czy kluchi, czy ten talerz w kaszubski wzorek.
        • kocynder Re: Obiadek 30.09.25, 15:18
          To niy ma talyrz, ino waszpek, proszã pani. Acz i ino, w kaszubski wzorek. Uwielbiōm wzorki kaszubske.
          • bupu Re: Obiadek 30.09.25, 15:33
            kocynder napisała:

            > To niy ma talyrz, ino waszpek, proszã pani. Acz i ino, w kaszubski wzorek. Uwie
            > lbiōm wzorki kaszubske.
            >

            Waszpek. Zapamiętam. I łącze się w uwielbieniu.
            • kocynder Re: Obiadek 30.09.25, 15:43
              No i to jest porcja na 2 osoby, taka akurat - oboje najedzeni a nie zostało. Poszło 8 sporych kartofli. Na dwie osoby. To na 9 osób by trzeba tych pyrów 40. Czyli rachując "średnio" 306 - 4 kg. Na same kluski...
              • ako17 Re: Obiadek 30.09.25, 16:18
                kocynder napisała:

                > No i to jest porcja na 2 osoby, taka akurat - oboje najedzeni a nie zostało. Po
                > szło 8 sporych kartofli. Na dwie osoby. To na 9 osób by trzeba tych pyrów 40. C
                > zyli rachując "średnio" 306 - 4 kg. Na same kluski...
                >

                One chyba miały być na 2 dni? Te kluski?
                • kocynder Re: Obiadek 30.09.25, 16:32
                  Moje? Nie. Robię "na raz", nie lubię ich odgrzewanych. A w Jeżycjadzie? Możliwe, ale to by trzeba było podwoić porcję ziemniorów. I przytargać do domu, oskrobac i ZETRZEĆ NA TARCE 8 kilogramów! No, to już serio hardcore!
                  • ako17 Re: Obiadek 30.09.25, 19:19
                    kocynder napisała:

                    > Moje? Nie. Robię "na raz", nie lubię ich odgrzewanych. A w Jeżycjadzie? Możliwe
                    > , ale to by trzeba było podwoić porcję ziemniorów. I przytargać do domu, oskrob
                    > ac i ZETRZEĆ NA TARCE 8 kilogramów! No, to już serio hardcore!
                    >
                    No przecież że chodzi o Jeżycjadę!

                    "Ciotka Felicja, zmuszona zrezygnować z prób wychowania taty Borejki na świadomego ojca-kuchcika, przychodziła co drugi wieczór i gotowała wielki gar pożywnej
                    zupy oraz jakieś praktyczne, łatwe do odgrzewania przez dwa dni następne, drugie da-
                    nie. Na przykład tego dnia była zupa fasolowa, a drugie danie składało się z krokietów
                    ziemniaczanych z grzybowym sosem."

                    Czyli ona tych krokietów zrobiła na 3 dni! Co prawda, nie klusek "żelaznych" (jak je zwie mój nie-mąż i robi je dla naszej trójki naprawdę rzadko), ale ile ziemniaków do tych krokietów na 15 osób było potrzebne?
                    • tt-tka Re: Obiadek 30.09.25, 19:23
                      Ciocia Fela robila na piec osob, wtedy doma byl tylko Ygnac z corkami. Liczmy po kilogramie na osobe (1/3 kg ziemniorow to dosc, zwlaszcza ze byla pozywna zupa na pierwsze). Ale nie musiala ich trzec ani przekrecac, ugotowala, zgniotla i uformowala krokiety. I mam nadzieje, ze do obierania/pomocy przy bieraniu zagonila ktoras z dziewczyn.
                      • ako17 Re: Obiadek 30.09.25, 19:36
                        tt-tka napisała:

                        > Ciocia Fela robila na piec osob, wtedy doma byl tylko Ygnac z corkami. Liczmy p
                        > o kilogramie na osobe (1/3 kg ziemniorow to dosc, zwlaszcza ze byla pozywna zup
                        > a na pierwsze). Ale nie musiala ich trzec ani przekrecac, ugotowala, zgniotla i
                        > uformowala krokiety. I mam nadzieje, ze do obierania/pomocy przy bieraniu zago
                        > nila ktoras z dziewczyn.

                        Na 5 osób, ale na 3 dni (pierwszego dnia jedzone na świeżo, w dwa kolejne miały być odgrzewane). Stąd mi wyszło 15.
                        >
                        • tt-tka Re: Obiadek 30.09.25, 20:22
                          Chyba na dwa dni - wieczorem, czyli rodzina powinna byc juz po obiedzie. Jutro i pojutrze do odgrzania, pojutrze wieczorem Fela przyjdzie robic nastepny obiad na dwa dni.
                          • ako17 Re: Obiadek 30.09.25, 21:05
                            tt-tka napisała:

                            > Chyba na dwa dni - wieczorem, czyli rodzina powinna byc juz po obiedzie. Jutro
                            > i pojutrze do odgrzania, pojutrze wieczorem Fela przyjdzie robic nastepny obiad
                            > na dwa dni.
                            >
                            To ja już całkiem pogubiłasja :( Czyli oni tam nigdy nie mieli "świeżego" obiadu, tylko to, co było gotowane danego dnia od razu było przeznaczone na 2 kolejne?
                            • tt-tka Re: Obiadek 30.09.25, 21:44
                              przeciez Fela pracowala ! na troche wziela lewe L4, ale na caly miesiac, no bez przesady. Pod wieczor gotowala borejkom, wczesniej wlasnej rodzinie. A gdyby nawet przychodzila gotowac przed praca (o 6.00), to i tak jedliby odgrzewane.
                              • ako17 Re: Obiadek 01.10.25, 10:11
                                tt-tka napisała:

                                > przeciez Fela pracowala ! na troche wziela lewe L4, ale na caly miesiac, no bez
                                > przesady. Pod wieczor gotowala borejkom, wczesniej wlasnej rodzinie. A gdyby
                                > nawet przychodzila gotowac przed praca (o 6.00), to i tak jedliby odgrzewane.
                                >

                                No tak! Teraz mi to uświadomiłaś. Jakoś tak założyłam, że Fela gotowała im na bieżąco + na zapas, ale przecież to niemożliwe!
                                Bosh, jak ten okropny człowiek potwornie wykorzystywał tę bratową, to głowa mała. Praca na etat, ogarnięcie własnego domu + jego domu i jego czwórki dzieci. Podziękował jej pięknie słowami "a teraz już idź".
                                • bupu Re: Obiadek 01.10.25, 10:28
                                  ako17 napisała:

                                  > tt-tka napisała:
                                  >
                                  > > przeciez Fela pracowala ! na troche wziela lewe L4, ale na caly miesiac,
                                  > no bez
                                  > > przesady. Pod wieczor gotowala borejkom, wczesniej wlasnej rodzinie. A
                                  > gdyby
                                  > > nawet przychodzila gotowac przed praca (o 6.00), to i tak jedliby odgrzew
                                  > ane.
                                  > >
                                  >
                                  > No tak! Teraz mi to uświadomiłaś. Jakoś tak założyłam, że Fela gotowała im na b
                                  > ieżąco + na zapas, ale przecież to niemożliwe!
                                  > Bosh, jak ten okropny człowiek potwornie wykorzystywał tę bratową, to głowa mał
                                  > a. Praca na etat, ogarnięcie własnego domu + jego domu i jego czwórki dzieci. P
                                  > odziękował jej pięknie słowami "a teraz już idź".
                                  >
                                  >

                                  Cała rodzina pięknie podziękowała. Ostatni raz o Jozeczku i Feli slyszymy w Burku Skalanym, dowiadując się że na liście potencjalnych gości weselnych są za cioteczną siostrzenicą szwagra panny młodej, jeśli chodzi o ważność, a potem już nic. Żadnych odwiedzin (czy Borejki w ogóle chadzaly do Józeczkow kiedy nie potrzebowały się nażreć?), kartek na święta, telefonów, nic. A niech spadają.
                                  • tt-tka Re: Obiadek 01.10.25, 12:45
                                    Ostatni raz o Jozeczku i Feli slyszymy w McD, sa na slubie Larwy. I nie ma mowy, by ktokolwiek zadbal o ich dojazd do Kostrzynia i powrot stamtad.
                                    Na weselu larwy juz ich nie ma.
                                    • bupu Re: Obiadek 01.10.25, 12:50
                                      tt-tka napisała:

                                      > Ostatni raz o Jozeczku i Feli slyszymy w McD, sa na slubie Larwy. I nie ma mowy
                                      > , by ktokolwiek zadbal o ich dojazd do Kostrzynia i powrot stamtad.
                                      > Na weselu larwy juz ich nie ma.
                                      >

                                      A faktycznie, przegapiłam ich w Makabrusi.
                                • mackakisa Re: Obiadek 01.10.25, 10:30
                                  Szczęście w nieszczęściu - Fela mogła być pewna, że uprzedzona zawczasu Joanna przygotuje większą część obiadu, dla niej, dla siebie i Józeczka, jeśli będzie w domu wcześniej od Feli lub sprawnie ogarnie kolację, zanim Fela z Roosvelta wróci.
            • kocynder Re: Obiadek 30.09.25, 16:33
              Waszpek - miska znaczy się. :D
    • bupu Re: Obiadek 07.11.25, 19:49
      Rogale marcińskie!
      Cium cium pyszulka, jednego właśnie pożeram.
      • chatgris01 Re: Obiadek 08.11.25, 17:27
        bupu napisała:

        > Rogale marcińskie!
        > Cium cium pyszulka, jednego właśnie pożeram.
        >

        Zazdraszczam. U mnie co najwyżej migdałowe krłasanty.
        • bupu Re: Obiadek 08.11.25, 20:01
          chatgris01 napisała:

          > bupu napisała:
          >
          > > Rogale marcińskie!
          > > Cium cium pyszulka, jednego właśnie pożeram.
          > >
          >
          > Zazdraszczam. U mnie co najwyżej migdałowe krłasanty.
          >
          >

          E, taliego kurasanta chętnie bym zjadła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka