Dodaj do ulubionych

21 grudnia 2009...

15.10.25, 16:06
... późny wieczór - Magda już w łóżku, chce spać, tylko Laura zapala lampkę i zaczyna nawijać o ślubie. Wtedy wchodzi Gaba z notesikiem, i lu zaczyna rozmowę organizacyjną.
Notuje: dwudziestego siódmego grudnia, niedziela, godzina czwarta w Kostrzynie (nie wiedziała tego wcześniej?), obiad u Fidelisów. Czyli za 6 dni. 5 właściwie, bo ten 21 grudnia już się kończy.
"Wesele" u Borejków, w sylwestra. Czyli za 10 dni.

Serio, co Gaba chciała organizować? Czy kombinowała, żeby po świętach oblecieć sklepy i nakupować żarcia na to wesele? Mięsa, warzywa, składniki do ciast i sałatek? Na 30 osób + Esmeraldy Kopiec??? A talerzy, sztućców, szklanek itp oni mają w domu wystarczająco?
Wskazywałby na to jej tekst: Myślałam, że to ja ci przygotuję całą ucztę i upiekę wspaniały tort weselny...
W trakcie tej rozmowy okazuje się, że Laura, rękami Gruszki, załatwiła catering. Jeżu, Gaba naprawdę tego nie wiedziała?

Pytania o przymiarkę i odbiór sukni były właściwie całkiem sensowne, podobnie jak pytanie, czy nie trzeba będzie kogoś dodatkowego przenocować. Ale ten catering to naprawdę mnie zdumiewa.
Obserwuj wątek
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: 21 grudnia 2009... 15.10.25, 16:23
      Na podstawie tej sceny aż mnie zaciekawiło jak Gaba organizowała własne wesela. Pyziaczego to mogło nawet nie być, bo by wyszło zaledwie cywilne, itd., ale co z uroczystym grzybobraniem? Czy razem z Grzegorzem nie mieli żadnego planu do ostatniej chwili i siedzieli nad notatnikiem niecały tydzień przed ślubem? Może to dlatego o tym ślubie nie mamy żadnych, ale to żadnych wzmianek - bo dzięki gabinemu zmysłowi organizacyjnemu został urządzony na szybko i bylejak?
      • bupu Re: 21 grudnia 2009... 15.10.25, 16:42
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > Na podstawie tej sceny aż mnie zaciekawiło jak Gaba organizowała własne wesela.
        > Pyziaczego to mogło nawet nie być, bo by wyszło zaledwie cywilne, itd., ale co
        > z uroczystym grzybobraniem? Czy razem z Grzegorzem nie mieli żadnego planu do
        > ostatniej chwili i siedzieli nad notatnikiem niecały tydzień przed ślubem? Może
        > to dlatego o tym ślubie nie mamy żadnych, ale to żadnych wzmianek - bo dzięki
        > gabinemu zmysłowi organizacyjnemu został urządzony na szybko i bylejak?
        >

        Jestem pewna że panna młoda leciała do ołtarza w sztormiaku i koszuli w kratę.
        • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 15.10.25, 17:25
          leciala w sztormiaku, a wesela nie bylo wcale. nawet we wspominkach go nie ma, jest mowa tylko o slubie, i tez zdawkowo "udalo jej sie poslubic Grzesia bez komplikacji" czy jakos tak.

          I po co ona pytala corke o suknie, skoro i tak nie miala zamiaru jej nigdzie podwozic ?
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: 21 grudnia 2009... 15.10.25, 17:29
            tt-tka napisała:

            > leciala w sztormiaku, a wesela nie bylo wcale. nawet we wspominkach go nie ma,
            > jest mowa tylko o slubie, i tez zdawkowo "udalo jej sie poslubic Grzesia bez ko
            > mplikacji" czy jakos tak.
            >
            > I po co ona pytala corke o suknie, skoro i tak nie miala zamiaru jej nigdzie po
            > dwozic ?
            >

            Żeby aktualny gość (w osobie Magdy) mógł zobaczyć jaka ta nasza Gabunia wspaniałomyślna i troskliwa. Tylko dzielna Betoniarka rąbnęła się w obliczeniach i nie przewidziała, że zabierając się za fikcyjną organizację tak późno, wywoła raczej odwrotny efekt.
            • briar_rose Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 14:34
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

              > Żeby aktualny gość (w osobie Magdy) mógł zobaczyć jaka ta nasza Gabunia wspania
              > łomyślna i troskliwa. Tylko dzielna Betoniarka rąbnęła się w obliczeniach i nie
              > przewidziała, że zabierając się za fikcyjną organizację tak późno, wywoła racz
              > ej odwrotny efekt.

              Dokładnie tak i wierzę w to głęboko, że to był powód. Typowo gabrysiowe: gadać o pomocy i działania, rozwodzić się na tym, udawać, że coś się robi, nie musząc przy tym ruszyć tyłka.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: 21 grudnia 2009... 15.10.25, 21:08
      Trzeba wziąć pod uwagę po prostu brak doświadczenia i/lub wyobraźni. Ile Gaba wesel w życiu widziała?
      Ostatnie było u Idy, prawie 20 lat temu, gdzie w dzień wesela trzeba było przygotować wszystkie potrawy.
      Hipotetyczne wesele Gaby z Hrehorym odpuszczam, nic o nim nigdy nie było powiedziane, więc nie będę zgadywać czy była to posiadówa przy kawie, czy całonocne tańce hulanki swawole w domu weselnym z Gabą w białej sukni-bezie. Tak samo wesele Patrycji.
      Laura wykazała się rozsądkiem zdając się na pana Gruszkę, który, wychodzi na to, ma więcej ogarnięcia w kwestiach organizacyjnych imprez zbiorowych. Może Gaba w 2009 dalej uważa że wystarczy tydzień wcześniej zaplanować tort i udziec jagnięcy, co za różnica czy na 15 gąb czy 30.

      A zacytowany tekst "Myślałam, że to ja ci przygotuję całą ucztę i upiekę wspaniały tort weselny" jest bardzo zabawny. Przecież Borejki to osobowość zbiorowa, jeśli Gaba twierdzi że przygotuje ucztę to znaczy, że Patrycja upiecze tort, Ida zrobi sałatki, Natalia przypali sos, Elka pokroi pieczarki, a Gaba nastawi wodę na herbatę i popopotrząśnie popopodbródkiem na wspopopomnienie Pypypyziaka.
      • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 15.10.25, 21:48
        No, co prawda bylo jeszcze wesele Nutryji, jakies 10 lat wczesniej. Ale to w dworku, wiec zakladam, ze nie Borejki piekly, gotowaly etc.

        Mnie osobiscie ubawil jek gabochlona "ilez to bedzie kosztowac", kiedy jej corka powiedziala o kateringu z restauracji polecanej bardzo przez pana Gruszke. To ona do tygodnia przed nie wiedziala, jakie beda koszty, czy nie zamierzala ponosic zadnych ?
      • ako17 Re: 21 grudnia 2009... 15.10.25, 22:21
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        > Trzeba wziąć pod uwagę po prostu brak doświadczenia i/lub wyobraźni. Ile Gaba w
        > esel w życiu widziała?
        > Ostatnie było u Idy, prawie 20 lat temu, gdzie w dzień wesela trzeba było przyg
        > otować wszystkie potrawy.
        > Hipotetyczne wesele Gaby z Hrehorym odpuszczam, nic o nim nigdy nie było powied
        > ziane,

        Ale obiadek jakiś chyba był? Dla Borejków z przyległościami i Strybów (15 osób co najmniej).

        Tak samo wese
        > le Patrycji.

        Nie potrafię się zdobyć na sensowny komentarz. Może na zapleczu kwiaciarni podjęli rodzinę kwiatami jadalnymi i słonymi paluszkami oraz napojem Orange?


        > Laura wykazała się rozsądkiem zdając się na pana Gruszkę, który, wychodzi na to
        > , ma więcej ogarnięcia w kwestiach organizacyjnych imprez zbiorowych

        Widać ma, tylko skąd?

        . Może Gaba
        > w 2009 dalej uważa że wystarczy tydzień wcześniej zaplanować tort i udziec jag
        > nięcy, co za różnica czy na 15 gąb czy 30.

        Może i tak, ja naprawdę próbuję zrozumieć jej nagłą akcję akurat tego, konkretnego wieczoru, 21 grudnia 2009. Ona nic wcześniej nie wiedziała? Daty i miejsca ślubu też nie znała do tej pory?
        >
        > A zacytowany tekst "Myślałam, że to ja ci przygotuję całą ucztę i upiekę wspani
        > ały tort weselny" jest bardzo zabawny. Przecież Borejki to osobowość zbiorowa,
        > jeśli Gaba twierdzi że przygotuje ucztę to znaczy, że Patrycja upiecze tort,

        Nie no, jesteś bardzo, ale to bardzo niesprawiedliwa. Gaba wyraźnie mówi, że tort UPIECZE. Może ten sam, co w KK, wtedy się doskonale sprawdził. Dobra, przez dziesięciolecia, mogła udoskonalić swoje wypieki na wyjątkowe okazje.

        > Ida zrobi sałatki, Natalia przypali sos,

        Nikt im tego nie zabroni, wszak same będą się do tego rwały. Dodatkowo ktoś wykrochmali pościel na sztywno.

        Elka pokroi pieczarki,

        Przyjedzie specjalnie z Japonii? Czy ona wtedy jeszcze w Japonii nie siedziała? A jeśli nie, to gdzie przebywała?

        a Gaba nastawi wo
        > dę na herbatę

        I to jest, tak naprawdę, jądro wesela na 30 osób!!!!
        • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 15.10.25, 22:32
          Ani sosu, ani salatek. Ida nawet swojej rodzinie nie zawsze gotuje, a Natalia juz tam nie mieszka, i jakos nie slychac, zeby sie udzielala na rodzinnym memlonie.

          Elka w Japonii, tak, to wlasnie z okazji laurkowego slubu dowiadujemy sie, ze nie przybedzie, bo jest "znowu" w ciazy. Kilkanascie lat po slubie nb.

          Strybow tez nie bedzie. Woleli zima tluc sie do Ostrzeszowa niz uczestniczyc w tej imorezce :)
      • kooreczka Re: 21 grudnia 2009... 15.10.25, 22:30
        Ponieważ Gabon koleżanek nie ma, nie usłyszała nigdy rozmów o tym gdzie wesele zrobić, jak zrobić, z czego zrezygnować, że ktoś bierze urlop na wesele. Jako, że dalej jest głownie córką własnych rodziców a Laura jej małą siostrzyczką to ona może pomóc w zakresie no nie wiem, ubicia piany na deser (pod warunkiem, że ktoś jej pokaże)
        • mackakisa Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 08:20
          kooreczka napisał:

          > Ponieważ Gabon koleżanek nie ma, nie usłyszała nigdy rozmów o tym gdzie wesele
          > zrobić, jak zrobić, z czego zrezygnować, że ktoś bierze urlop na wesele. Jako,
          > że dalej jest głownie córką własnych rodziców a Laura jej małą siostrzyczką to
          > ona może pomóc w zakresie no nie wiem, ubicia piany na deser (pod warunkiem, że
          > ktoś jej pokaże)

          Właśnie. I zresztą „ile takie przygotowania zajmą?”, „ile tacy goście zjedzą?” Milicja potrafiła natrzaskać pierogów na pół podwórka, to i teraz da radę.
          Domowy rosół się zrobi, z mięsa i warzyw będzie farsz do pierogów, ewentualnie jakąś pieczeń się przyrumieni, jak młode dziewczę, ziemniaki ugotuje, surówkę z kapusty na szybko się zrobi, do picia domowy kompot, a na deser murzynek Gabona, powiedzmy x 3. No naprawdę żadna filozofia, Gaba wszystko ogarnie… cudzymi rękoma, ale jednak😉
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 11:15
            mackakisa napisał(a):

            > kooreczka napisał:
            >
            > > Ponieważ Gabon koleżanek nie ma, nie usłyszała nigdy rozmów o tym gdzie w
            > esele
            > > zrobić, jak zrobić, z czego zrezygnować, że ktoś bierze urlop na wesele.
            > Jako,
            > > że dalej jest głownie córką własnych rodziców a Laura jej małą siostrzycz
            > ką to
            > > ona może pomóc w zakresie no nie wiem, ubicia piany na deser (pod warunki
            > em, że
            > > ktoś jej pokaże)
            >
            > Właśnie. I zresztą „ile takie przygotowania zajmą?”, „ile tacy goście zjedzą?”
            > Milicja potrafiła natrzaskać pierogów na pół podwórka, to i teraz da radę.
            > Domowy rosół się zrobi, z mięsa i warzyw będzie farsz do pierogów, ewentualnie
            > jakąś pieczeń się przyrumieni, jak młode dziewczę, ziemniaki ugotuje, surówkę z
            > kapusty na szybko się zrobi, do picia domowy kompot, a na deser murzynek Gabon
            > a, powiedzmy x 3. No naprawdę żadna filozofia, Gaba wszystko ogarnie… cudzymi r
            > ękoma, ale jednak😉

            Zupełnie jak wtedy, gdy wyleczyła Ignasia z trądziku. Dermatolog nie miał z tym nic wspólnego!
          • ako17 Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 12:28
            mackakisa napisał(a):

            >
            >
            > Właśnie. I zresztą „ile takie przygotowania zajmą?”, „ile tacy goście zjedzą?”
            > Milicja potrafiła natrzaskać pierogów na pół podwórka, to i teraz da radę.
            > Domowy rosół się zrobi, z mięsa i warzyw będzie farsz do pierogów, ewentualnie
            > jakąś pieczeń się przyrumieni, jak młode dziewczę, ziemniaki ugotuje, surówkę z
            > kapusty na szybko się zrobi,

            Na 30 osób??? A tak w ogóle, to gdzie oni na tym R5 usiądą? Będą szamać rotacyjnie?
            • bupu Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 12:38
              ako17 napisała:

              >
              > Na 30 osób??? A tak w ogóle, to gdzie oni na tym R5 usiądą? Będą szamać rotacyj
              > nie?


              Na weselu Laury było coś koło trzydziestu osób, doliczyłam się 29. Nie ma danych że żerli zmianowo a jeszcze i miejsca na tany zostało i na biegające dzieci. W gumianym wnętrzu wszystko się zmieści.
              • briar_rose Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 14:48
                – Ależ po co, mamo, ceremonia jest już przepięknie zorganizowana.
                – Przez kogo?!
                – Przez pana Gruszkę, oczywiście. On absolutnie wszystko organizuje, to jest człowiek numer jeden w przedsiębiorstwie Fidelisów.
                – Tygrysku, ale tu nie chodzi o przedsiębiorstwo, tylko o wasz ślub! (…) Mój pogląd jest taki, że w życiu nie da się wszystkiego zaplanować i przewidzieć, nawet w najdrobniejszych sprawach codziennych, a cóż dopiero w przypadku takiego wydarzenia jak ślub. I dlatego trzeba to porządnie zaplanować, żeby przypadek nie miał swobody działania


                I dlatego zdecydowała się zainteresować ślubem, który ma się odbyć za sześć dni xD Ale bardziej mnie uderzyło to:

                – Jemu ufasz, mnie nie. Teraz rozumiem. (...) Pan Gruszka! Uzurpator, nie Gruszka.

                Obrzydliwa próba wpędzenia Laury w poczucie winy.

                – Czy pan Gruszka ma córkę? Wydawał ją za mąż? Zebrał jakieś szczególne doświadczenie? – dopytywała się niespokojna Gabriela.
                – Nie. On nie ma dzieci. Jest samotny.
                – No, właśnie. To skąd on ma wiedzieć…
                – Już on wie. To jest bardzo praktyczny człowiek.
                – Tylko że to ja powinnam czuwać nad wszystkim, Tygrysku.
                – Ale po co, kiedy jest pan Gruszka.
                – Taka jest tradycja – panna młoda wychodzi z domu rodzinnego, i to jej rodzina dba o szczegóły ceremonii i wesela.


                Ech... Te nadęte teksty, te nierealne śluby, wesela. Siła i wiara Gaby w ludzkie dobro a także jej wyluzowanie zamieniły się w użalanie się nad sobą i wtykanie nosa w nie swoje sprawy.
                • greta_herbst Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 16:07
                  > Mój pogląd jest taki, że w życiu nie da się wszystkiego zaplanować i przewidzieć, nawet w najdrobniejszych sprawach codziennych, a cóż dopiero w przypadku takiego wydarzenia jak ślub. I dlatego trzeba to porządnie zaplanować

                  A to ładne. Nie da się zaplanować i dlatego trzeba zaplanować.

                  > Ech... Te nadęte teksty, te nierealne śluby, wesela.

                  Tak, Gaba zachowuje się tu kompletnie idiotycznie. Nagle zrobiła się z niej starościna litewska albo kniahini Kurcewiczowa, której "córka wychodzi z domu rodzinnego" (owszem, w przypadku Borejków niemalże po raz pierwszy w życiu, tylko że to nie jest coś dobrego) więc ona "powinna czuwać nad wszystkim." A jakże, Pani Matko, kufer z wyprawą wyszykować trza, bo ksiądz dobrodzij idzie coby go poświęcić przy niedzieli.
                  Nie mówię już nawet, że skoro matka "powinna czuwać nad wszystkim" to niech, do diabła, czuwa! A nie że nie robi nic, a potem obraża się że powinna czuwać. Ona się tu zachowuje tak, jakby Laura miała na kolanach przyjść i o to czuwanie błagać. W zębach podanie o czuwanie przynieść. I przychodzi tydzień przed weselem, bo od pół roku czeka, aż podanie zostanie podane, a nie zostało.

                  Gadka o uzurpatorze jest szczególnie śmieszna, bo Laura wyraźnie sama Gruszkę poprosiła (a raczej pewnie Adam, nieważne). Więc abstrahując od tego, że się Gabie żadna krzywda nie dzieje i żaden afront jej nie został uczyniony, to Gruszka niczego nie uzurpuje, tylko wykonuje prośbę/polecenie. Pani profesor wypadałoby żeby wiedziała, co takie słowa znaczą.

                  Zgadzam się też, że ten szantaż emocjonalny jest ohydny.

                  Reasumując, najwyraźniej powinien był zostać napisany uroczysty list, zaadresowany oczywiście do Róży, bo Gabrysia by nie zniosła myśli, że się komukolwiek narzuca, proszący żeby Róża poprosiła Gabę żeby Gaba czuwała.
                  Czy coś.

                  • briar_rose Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 16:21
                    greta_herbst napisała:

                    > Gadka o uzurpatorze jest szczególnie śmieszna, bo Laura wyraźnie sama Gruszkę
                    > poprosiła (a raczej pewnie Adam, nieważne). Więc abstrahując od tego, że się Ga
                    > bie żadna krzywda nie dzieje i żaden afront jej nie został uczyniony, to Gruszk
                    > a niczego nie uzurpuje, tylko wykonuje prośbę/polecenie. Pani profesor wypadało
                    > by żeby wiedziała, co takie słowa znaczą.

                    Myślę, że tu też wychodzi klasizm borejczy. Przecież swego czasu ta prostaczka, Gizela, zwyczajna szwaczka miała zaszczyt opiekować się i obdarowywać wszelkimi dobrami pannę Milę. Gdy miała czelność podpaść jej małżonkowi, trzeba było się niewdzięcznicy pozbyć. Do tego jeszcze śmiała pytać, z czego Ignacy będzie potrafił utrzymać rodzinę!

                    Może Gaba tu kręci nosem, że ślubem dziedziczki Borejkówny zajmuje się taki NIKT, jak jakiś tam Gruszka. Który swoją drogą sprawia wrażenie, jakby go wyrwano z przedwojennej powieści, tam się pojawiały postacie takich sług lub lokajów, oddanych całym sercem dzieciom państwa, które były dla nich sensem życia.

                    Uderza też, że Gaba mówi, że to ona powinna czuwać nad wszystkim, a pytana, dlaczego, odpowiada, że z powodu tradycji. Nie dlatego, że bardzo by chciała, że jej zależy, że byłaby to dobra okazja do pogłębienia relacji z córką, dobrej zabawy itd. Nie. Bo tradycja, bo tak wypada, niemal "co ludzie powiedzą!" :P
                    • mackakisa Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 16:38

                      > Uderza też, że Gaba mówi, że to ona powinna czuwać nad wszystkim, a pytana, dla
                      > czego, odpowiada, że z powodu tradycji. Nie dlatego, że bardzo by chciała, że j
                      > ej zależy, że byłaby to dobra okazja do pogłębienia relacji z córką, dobrej zab
                      > awy itd. Nie. Bo tradycja, bo tak wypada, niemal "co ludzie powiedzą!" :P

                      Aż się prosi żeby zapytać, gdzie była cudowna Pani Matka, gdy organizowano wesele starszej córki i gdy ta pierwszą wnuczkę tejże Matki musiała przewijać na schodach kościoła…
                      • bupu Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 17:25
                        mackakisa napisał(a):

                        >
                        > > Uderza też, że Gaba mówi, że to ona powinna czuwać nad wszystkim, a pytan
                        > a, dla
                        > > czego, odpowiada, że z powodu tradycji. Nie dlatego, że bardzo by chciała
                        > , że j
                        > > ej zależy, że byłaby to dobra okazja do pogłębienia relacji z córką, dobr
                        > ej zab
                        > > awy itd. Nie. Bo tradycja, bo tak wypada, niemal "co ludzie powiedzą!" :P
                        >
                        > Aż się prosi żeby zapytać, gdzie była cudowna Pani Matka, gdy organizowano wese
                        > le starszej córki i gdy ta pierwszą wnuczkę tejże Matki musiała przewijać na sc
                        > hodach kościoła…


                        Hihihi. Ciekawe dlaczego Larwa z uporem wpychała Juleczka Pulpie zamiast Pani Matce (a pracującemu w Poznaniu Jadamowi byłoby po drodze) która to pani matka wcześnie z takim zapałem bredziła o pakowaniu Juleczkowi tornistra.
                      • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 17:28
                        mackakisa napisał(a):

                        > Aż się prosi żeby zapytać, gdzie była cudowna Pani Matka, gdy organizowano wese
                        > le starszej córki i gdy ta pierwszą wnuczkę tejże Matki musiała przewijać na sc
                        > hodach kościoła…


                        Na glebokich tylach :)

                        Zwazywszy, ze ten slub byl w okolicy troszke odleglej od Poznania obstawiam, ze albo wesela nie bylo, albo Frycu zamowil cos w jakiejs okolicznej knajpie. Moze dlatego Gabunia sabotowala ob... tego tam, wnuczke, ze zostala pominieta organizacyjnie. Corka nie poprosila mamusi, to niech na schodach kosciola w slubnej sukni przewija !

                        Ciekawe swoja droga, slub Nutrii byl w Poznaniu, ale wesele poza, w Koszutach. Czy Borejki zamowily jakis transport dla gosci, czy Dmuchawiec i reszta ferajny miala sie przemieszczac o wlasnych silach ?
                    • greta_herbst Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 12:01
                      > Uderza też, że Gaba mówi, że to ona powinna czuwać nad wszystkim, a pytana, dlaczego, odpowiada, że z powodu tradycji. Nie dlatego, że bardzo by chciała, że jej zależy, że byłaby to dobra okazja do pogłębienia relacji z córką, dobrej zabawy itd. Nie. Bo tradycja, bo tak wypada, niemal "co ludzie powiedzą!" :P

                      Tak, na mnie też robi to takie wrażenie. I pasuje do tego, że nic nie robiła. Bo gdyby faktycznie chciała, gdyby ją interesowało, to by zaczęła w to wtykać nos (tak, jak wtykała go w małżeństwo Róży :P ). A tutaj zupełnie nic, palcem nie kiwnie, problem zaczyna się dopiero w momencie, kiedy od tematu już nie da się uciec i okazuje się, że działa już ktoś inny. Czyli mleko się rozlało i wszyscy będą wiedzieli, że nie Gaba czuwała (bo nie ją się będzie pytać o której odjazd i jaki adres itd.) tylko jakiś tam Gruszka.

                      > Gruszka. Który swoją drogą sprawia wrażenie, jakby go wyrwano z przedwojennej powieści, tam się pojawiały postacie takich sług lub lokajów, oddanych całym sercem dzieciom państwa, które były dla nich sensem życia.

                      W stu procentach, tak. Wszystko robią dla państwa Boreyko bo tak, tak trza, panie dzieju, oj porządek świata taki. No. Pewnie czapki ściągają z głowy nawet jak rozmawiają z dziedzicami przez telefon. (Nie pamiętam gdzie o czymś takim czytałam, ale chyba u Przybory :D )
                      Dużo tam takich, i jakoś zawsze to są ci ludzie bez wyższego wykształcenia, prawdaż, a przynajmniej nic nie wiemy, żeby takowe mieli. Sprawdzić czy nie doktor Kowalik.
                • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 16:57


                  > [i]– Czy pan Gruszka ma córkę? Wydawał ją za mąż? Zebrał jakieś szczególne doś
                  > wiadczenie? – dopytywała się niespokojna Gabriela.

                  Durna babo, ty masz dwie corki, a twoja matka cztery i co z tego !
                  Jak wygladalo wesele Idy wiemy, organizacja polegla po calosci. A tam bylo tylko trzynascie osob. Jak wygladalo twoje, nie wiemy, ale wiemy, ze na twoim slubie twoja mamcia obnosila strapiona twarz na pierwszym planie i cos mi sie wydaje, ze ty sama masz ogromna ochote na powtorke z tej rozrywki.

                  Ja osobiscie nie mam corki. Ale gdybym miala, zainteresowalabym sie jej weselem najpozniej w dniu, w ktorym powiedzieliby mi, ze sie pobieraja. A zaczelabym od pytania, w czym poza pieniedzmi moge pomoc i czym sie zajac.
                  • mackakisa Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 19:01
                    tt-tka napisała:

                    > Durna babo, ty masz dwie corki, a twoja matka cztery i co z tego !
                    > Jak wygladalo wesele Idy wiemy, organizacja polegla po calosci. A tam bylo tylk
                    > o trzynascie osob. Jak wygladalo twoje, nie wiemy, ale wiemy, ze na twoim slubi
                    > e twoja mamcia obnosila strapiona twarz na pierwszym planie i cos mi sie wydaje
                    > , ze ty sama masz ogromna ochote na powtorke z tej rozrywki.
                    >
                    > Ja osobiscie nie mam corki. Ale gdybym miala, zainteresowalabym sie jej weselem
                    > najpozniej w dniu, w ktorym powiedzieliby mi, ze sie pobieraja. A zaczelabym o
                    > d pytania, w czym poza pieniedzmi moge pomoc i czym sie zajac.
                    >
                    > Otóż to. Okej. Idusiowe wesele jakoś można przełknąć, choć już nie raz tu dowiedziono, że nie byłoby szans zdążyć ze wszystkimi potrawami albo potrawy słodkie by się mieszały aromatem z daniami wytrawnymi. Ale okej, jakoś można to przeżyć. Natomiast w chęć organizacji na tydzień przed - nie uwierzę.
                    Hmm… Ciekawe czy te 8 lat później Gabon wył z zazdrości, że Teresa z Norwegii przyleciała i ogarnęła „lepiej”, niż ona?
                    >
                    • ako17 Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 19:50
                      mackakisa napisał(a):

                      > tt-tka napisała:
                      >
                      > > Durna babo, ty masz dwie corki, a twoja matka cztery i co z tego !
                      > > Jak wygladalo wesele Idy wiemy, organizacja polegla po calosci.

                      Nie no, jednak nie po całości. Początek był koszmarny (tzn, pardon, zabawny, jakie to śmieszne, gdy pan młody stoi całą mszę w mokrych spodniach, a potem wspina się po rynnie), ale jak już wleźli do chałupy, to jakoś tam poszło, nawet ogrzewanie włączyli. Nie było nic przypalone, przesolone, nikt nie zemdlał, nie dostał wylewu, nie złamał ręki, ani nie dostali wszyscy biegunki (to by dopiero było zabawne. Ale to już bardziej w stylu Neo, a Pulpecja to jeszcze okres przejściowy).

                      Natomiast w chęć organizacji na tydzień przed - nie uwierzę.

                      Ja jestem skłonna uwierzyć, że Gaba naprawdę chciała przez cały okres między ślubem a weselem gromadzić zapasy systemem domowym i następnie ugotować obiad z deserem i tortem na 30 osób:
                      28 grudnia kupić 5 kg schabu i 50 jajek, 3 kilo mąki, 5 kostek masła, śmietankę
                      29 - 10 kg ziemniaków, 3 kg jabłek/ 3 kg twarogu
                      30 - 5 kg kapusty kiszonej, 2 kg marchewki, 2 kg cebuli, upiec tort + drugie ciacho
                      31 od rana tłuc kotlety, obierać ziemniaki, kroić surówkę.

                      Przy tym wszystkim, ja na razie wzięłam pod uwagę tylko danie główne (schabowy z ziemniakami i surówką) i tort oraz szarlotkę/ sernik. Zakupów ani do zupy, czy innego pierwszego dania, ani nijakich przekąsek, sałatek, już nie opisywałam.

                      Jakim cudem miałaby ten obiad wydać dla wszystkich o tej samej porze - 30 porcji! Na czym? I gdzie się te 30 osób miało zmieścić - nie wiem. Może powinna była odbyć rozmowę organizacyjną ze sobą?

                      > Hmm… Ciekawe czy te 8 lat później Gabon wył z zazdrości, że Teresa z Norwegii p
                      > rzyleciała i ogarnęła „lepiej”, niż ona?
                      > >

                      A skąd. Teresa ograniczyła się jedynie do opłacenia kateringu, jak nie przymierzając, Gruszka Uzurpator.
                      A Gaba to by dopiero pokazała, jak się robi wesele domowym sposobem.
                      • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 21:25
                        ako17 napisała:

                        > mackakisa napisał(a):
                        >
                        > > tt-tka napisała:
                        > >
                        > > > Durna babo, ty masz dwie corki, a twoja matka cztery i co z tego !
                        > > > Jak wygladalo wesele Idy wiemy, organizacja polegla po calosci.
                        >
                        > Nie no, jednak nie po całości. Początek był koszmarny (tzn, pardon, zabawny, ja
                        > kie to śmieszne, gdy pan młody stoi całą mszę w mokrych spodniach, a potem wspi
                        > na się po rynnie), ale jak już wleźli do chałupy, to jakoś tam poszło, nawet og
                        > rzewanie włączyli. Nie było nic przypalone, przesolone, nikt nie zemdlał, nie d
                        > ostał wylewu, nie złamał ręki, ani nie dostali wszyscy biegunki (to by dopiero
                        > było zabawne.

                        Pan mlody w mokrych spodniach i butach siedzial przy wybitej szybie. Pozostali goscie takoz. Ida w powiewajacej pelerynce, bez cieplego okrycia sterczala na tym podworku. Jak szybko przybyszow wymiotlo, po trzech godzinach ? moze ktos sprawdzic ? polowa obecnych klapala szczeka powstrzymujac ziewanie, bo spac poszly kolo drugiej, a wstaly przed siodma (plus na mycie sie raczej czasu nie mialy, wiemy, ze wypluskala sie Pulpa i chyba nikt wiecej). Caly przedweseleny czas w kuchni przy robocie. A po bardzo skroconym weselu pol rodziny w sypialni mlodych sie zaleglo. No upojna impra i zorganizowana perfekcyjnie :P
                        • bupu Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 22:48
                          tt-tka napisała:

                          >
                          >
                          > Pan mlody w mokrych spodniach i butach siedzial przy wybitej szybie. Pozostali
                          > goscie takoz. Ida w powiewajacej pelerynce, bez cieplego okrycia sterczala na
                          > tym podworku. Jak szybko przybyszow wymiotlo, po trzech godzinach ? moze ktos
                          > sprawdzic ?

                          Wesele zaczęło się po piątej, niestety nie wiada o której goście poszli.

                          polowa obecnych klapala szczeka powstrzymujac ziewanie, bo spac pos
                          > zly kolo drugiej, a wstaly przed siodma (plus na mycie sie raczej czasu nie mia
                          > ly, wiemy, ze wypluskala sie Pulpa i chyba nikt wiecej).

                          Jak nikt więcej? Przecież Gaba wzięła swój męczeński zimny tusz.
                          • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 23:03
                            bupu napisała:


                            > Wesele zaczęło się po piątej, niestety nie wiada o której goście poszli.

                            Wiadomo, ze Pyziakowny jeszcze nie spaly ani nikt ich nie szukal, zeby zagonic do spania. na bank bylo przed 22.00, a moze jeszcze wczesniej.
                            Patrycja w miedzyczasie wychodzila, a pani D.-N. przyszla (czy zadzwonila ?) powiadomic mame Borejko o tym, ze jakis chuligan tarzal jej corke w sniegu ku jej zachwytowi - zdaje sie, ze wlasnie wtedy goscie zaczynaja sie rozchodzic, a pani D.-N. raczej sie po nocach nie wloczyla, obstawiam wieczor nie bardzo pozny. Moglo byc i troche po 20.00...


                      • kocynder Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 23:45
                        Osób było 30. Standardowa porcja zupy "weselna" to około 250 - 300 ml, przeciętny talerz głęboki - ma pojemność 350 - 500 ml. Która opcja w Borejdomu jest bardziej prawdopodobna do realizacji? Typowałabym raczej przeciętny talerz, powiedzmy 400 ml na twarz, bo wszak 250 ml to pojemność zwykłej szklanki - na zupę to... No... Bardzo skromna porcja, do tego wymagająca odpowiedniego niewielkiego naczyńka (typu mała bulionówka, miseczka - sale weselne takie coś mają zwykle na wyposażeniu, mieszkania prywatne jakoś niezbyt, zwłaszcza w liczbie 30 sztuk) . No to licząc te 400 na głowę - wychodzi 12 litrów płynu. W kompletach garów "rodzinnych" zwykle największy gar ma pojemność 5, najwyżej 6 litrów - tak mi wynika z szybkiego przeglądu. To W CZYM, na Zeusa, oni tą zupę mięliby ugotować? Znów - knajpy mają takie gary, bo są im niezbędne, ale w domu? Z ciekawości poszłam do szafki i wywlokłam wszystkie garnki posiadane (mąż popatrzył na mnie jakby się zaczynał bać o moje zdrowie psychiczne): największy, absolutnie niestandardowy, wywlekany z rzadka i służący wyłącznie do gotowania bigosu na zapas - ma pojemność 7l. Następny w kolejce - 5, 4 z groszami, 3. Pozostałe to małe pierdółki, takie tam, na odgrzanie małej porcji czegoś. Żeby ugotować 12 - 15 litrów zupy - musiałabym zająć TRZY największe gary. Powiedzmy, że wykonalne. Ale JAK, a właściwie w czym wówczas ugotować ziemniory? I na czym, bo kuchenkę mam standardową, czteropalnikową? Poczekajcie... Zupę gotuję wcześniej, przed podaniem się odgrzeje tylko. Ziemniory pieczone, coby palnika nie zajmować. No to tak: wstawiam zupę (w trzech garach), wrzucam do piecyka pyry, równocześnie zaczynam smażyć schabowe... Nie, no, kurdebalans, mam tylko jeden mały palnik! Dobra, najmniejszy garnek z zupą na mały palnik, patelnia na gaz. Jazda. Trzydzieści schabowych? No, powiedzmy, że mam sporą patelnię, wejdą dwa na raz. każdy powiedzmy po 3 minuty z każdej strony, pomijając rozrywkę z panierowaniem, przewracaniem itd, daje 90 minut jak w mordę strzelił. Na samo smażenie. Nie ma bata, szybciej się nie da. No, ok, ziemniaków nie wstawiamy od razu, bo się zjarają. Kurczę, ratunku! Jako żyję nie gotowałam w domu dla plutonu ułanów! Kto policzy kiedy i jak to wszystko zgrać? Pyry w piecyku - 50 minut do godziny. Schabowe - 90 minut. Odgrzanie tych garów zupy?
                        • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 00:10
                          Gdyby mi odbilo tak, ze przyjmowalabym w domu 30 osob (czesc siedzi na podlodze, czesc je palcami, wlasnie policzylam widelce - mam 24 od kompletu i dwa nie od kompletu, kuchenne) - to sory gregory, zupa do filizanek. Barszczyk z koncentratu, tyle ze doprawiony, albo krem groszkowy z mrozonych groszkow, niechby i na dwa gary (mozna dogotowac w trakcie wesela, to sa szybkie zupy)
                          Zadnych kotletow, schab albo udzce pieczone na trzy blachy (nie wiem, czy upchnelabym w piecyku osiem kg miesa na raz, nigdy nie probowalam), do tego gar ryzu abo innej kaszy, zadnych ziemniakow ! na czwartym palniku garnek z sosem. 4-5 mis salatki czy innej surowizny albo idziemy na latwizne i do mies sa borowki, zurawina, mus jableczny ze sloikow. Gotowe i grzac nie trzeba.
                          Pod kuchennym stolem kilka pudel/koszy na brudne naczynia, o zmywaniu na biezaco mowy nie ma. Albo wanne w lazience zakrywamy parawanem i tak skladujemy uzywane talerze.
                          O przystawkach nie ma mowy, chyba ze paszteciki czy cos w tym guscie (jakies slone paluchy) zamowione zawczasu w cukierni/piekarni. Podajemy w koszykach, goscie jedza z reki do tych zup. Talerzykow na przystawki calkiem by nie wystarczylo, bo czesc bedzie pelnic funkcje deserowych do tortu/ow.

                          I tak pupa zbita i blada na dodatek, nie mam w kuchni dosc miejsca nawet na to, zeby to wszystko powykladac. Musialabym do gosciowych talerzy leciec z garami i goracymi blachami w rekach.

                          Czajniki mam dwa, oba na dwa litry. Nawet kawy/herbaty dla wszystkich naraz nie bylabym w stanie zrobic. No i zeby siasc z goscmi, to nie ma szans.

                          Tak to ja od biedy parapetowke moge urzadzic.
                          • kocynder Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 00:33
                            To ja zaopatrzenie w porcelanę (Lubiana) i sztućce mam lepsze ilościowo - jako prezent ślubny mamy serwis na 30 osób. Wujek z ciotką wpadli na tak genialny pomysł - mamy wszyściutko: talerze głębokie, płaskie, deserowe, po 3 półmiski duże i małe, po trzy salaterki duże, średnie i małe, dwie wazy do zupy (dużą i małą), sosjerkę, tzw "kabaret" (to takie na stół, solniczka, pieprzniczka, karafeczka na oliwę/ocet z korkiem, małe pudełeczko z mini łyżeczką - zakładam że na musztardę, acz łba za to na pniu nie położę), filiżanki do kawy ze spodeczkami, dwa dzbanki, cukiernica i mlecznik. Możliwe że coś tam jeszcze, o czym zapomniałam. I niech Bóg ma w opiece osobę, która wpadła na taki pomysł... :D Na szczęście wzór moim zdaniem ładny, popularny, w razie stłuczki - bez problemu można dokupić wyszczerbiony element. Gdyby nie to chyba by mnie szlag trafił...
                            No, ok, na czym podać mam, czym jeść tez będzie. Jednakowoż dysponuję mieszkaniem uparcie zamykającym się na 60m2 i ni czorta nie chcącym wykazywać cech gumianych. Odliczając metry na korytarz, pomieszczenia sanitarne itp - zostaje sporo mniej. Od tego należy tez odliczyć powierzchnię zajmowaną przez meble - powiedzmy, że lżejszych można się pozbyć przeprowadzając je czasowo do małego pokoju, ale szafy - ni cholery.
                            Schabu się nie czepiam, Ako zaproponowała, ja tylko podjęłam wstępną próbę przeliczenia czasowego, ale mój mózg odmówił współpracy...
                            • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 00:45
                              Komplet na 30 osob... nawet nie mialabym gdzie trzymac. No ale niechby - te dwa dzbanki do kawy jaka maja pojemnosc ? mozesz podac na stol kawe od razu dla 30 osob ? W czym ja robisz ?

                              nb - nic nam nie wiadomo, by borejki mialy w domu serwis na 30 osob albo tyle krzesel. Dodatkowo w kuchni maja kredens, nie ciag szafek, ktory daje jakis roboczy blat. Nie, naprawde nie chce sobie wyobrazac chocby wydawania tego weselnego barszczu Nowakowej. I na szczescie nie musze, z tego wesele wywiewal, kto mogl - Gabon do Pyziaka, starzy na strych, Ignas z Magda na miasto...
                              • kocynder Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 01:08
                                Większość zestawu trzymam w piwnicy w kartonach, na górze tylko zestaw 7 - bo tyle akurat jest potrzebne jak nas najliczniejsza rodzina nawiedza. Mieszkanie mam małe, a nie gumowe, dlatego pobożnie życzę zdrowia bo na rozum za późno wujostwu... :>
                                Dzbanki takie na dwa litry z haczykiem sztuka. No, na jedno obejście powiedzmy 4,5 litra. Filiżanki nieduże, 140ml. No to na upartego mogę jednym "kursem" napełnić wszystkie.
                                Ale nie mogę podać na stół jednocześnie 30 filiżanek, bo nie ma mocy, żeby przy stole (po rozłożeniu) 240 na 100 zmieściło się 30 osób. Nie mam też tylu krzeseł, i tu, podobnie jak ty, choćbym stół dostawiła do kanapy, dosunęła fotele i pufy - nie ma opcji. Pomijając już fakt, że osobom siedzącym na kanapie trzeba by pod d.. podłożyć tomy encyklopedii. Encyklopedię mam!
                                Też bym wywiewała. I to nie troszcząc się zbytnio o kierunek...
                              • bupu Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 09:55
                                tt-tka napisała:

                                > Komplet na 30 osob... nawet nie mialabym gdzie trzymac. No ale niechby - te dwa
                                > dzbanki do kawy jaka maja pojemnosc ? mozesz podac na stol kawe od razu dla 30
                                > osob ? W czym ja robisz ?
                                >
                                > nb - nic nam nie wiadomo, by borejki mialy w domu serwis na 30 osob albo tyle k
                                > rzesel. Dodatkowo w kuchni maja kredens, nie ciag szafek, ktory daje jakis robo
                                > czy blat.

                                Nie przesadzajmy, mają w kuchni gigantyczny stół, przy którym zasiadało i dwanaście osób, akurat powierzchni roboczych im nie brakuje. Widzę jednak inny problem, taki mianowicie, że odkąd Larwa zawładła zielonym pokojem Borejki nie mają stołu jadalnego. Przy czym zatem to wesele, toczące się właśnie w zielonym, się odbyło?
                                • ako17 Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 10:49
                                  bupu napisała:


                                  > Nie przesadzajmy, mają w kuchni gigantyczny stół, przy którym zasiadało i dwana
                                  > ście osób, akurat powierzchni roboczych im nie brakuje. Widzę jednak inny probl
                                  > em, taki mianowicie, że odkąd Larwa zawładła zielonym pokojem Borejki nie mają
                                  > stołu jadalnego. Przy czym zatem to wesele, toczące się właśnie w zielonym, się
                                  > odbyło?

                                  Przenieśli ten z kuchni do zielonego? Laura już tam wtedy nie mieszkała, bo obijała się o ściany domeczku na plantacji. Ale... jej meble chyba zostały w zielonym?

                                  Może w komnacie poszczepańskiej? Ja naprawdę nie rozumiem tej koncepcji. I, prawdę mówiąc, fakt, że był katering, a nie Gaba gotowała, niewiele tu zmienia. Rozumiem, że zastawę też można było wypożyczyć, ale miejsca, gdzie wszyscy goście weselni mogliby usiąść jednocześnie - nie widzę. Nie ma ani stołu ani krzeseł, ani przestrzeni dla wszystkich.

                                  Jak byłam młodą imprezowiczką, to owszem, zdarzało się party na 30 osób. Ale nie siedziało się przy stole, tylko brało talerz z sałatką i kanapką na kolana, część siedziała, część tańczyła, część była w kuchni, ktoś zawsze był w łazience itp. Nie wyobrażam sobie mieszkania, nawet w kamienicy, gdzie swobodnie zasiądzie do stołu 30 osób.
                                  Standing party jakoś by uszło. W żadnym wypadku nie obiad z 3 dań.
                                  • greta_herbst Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 12:20
                                    > Nie wyobrażam sobie mieszkania, nawet w kamienicy, gdzie swobodnie zasiądzie do stołu 30 osób.
                                    Standing party jakoś by uszło. W żadnym wypadku nie obiad z 3 dań.

                                    Słusznie sobie, kumo, nie wyobrażacie.

                                    Swego czasu bywałam na milongach, czyli potańcówkach tangowych, w mieszkaniu w przepięknej, przedwojennej kamienicy (choć bez wieżyczki). To był jeden z tych budynków, gdzie masz jedynie po dwa mieszkania na piętro, czyli każde zajmuje pół piętra. W mieszkaniu tym para zapalonych tangowców prowadziła semi-otwarty dom tangowania i tylko jeden pokój, ich prywatna sypialnia, był zamknięty. Cała reszta mieszkania, czyli największy pokój przerobiony na salę taneczną, mniejszy salon odchodzący od niego, balkon, wielki przedpokój gdzie zmieniało się buty i gdzie było to, co dzisiaj możnaby nazwać "chillzone," kuchnia i łazienka, były do dyspozycji imprezy.
                                    No i na te imprezy przychodziło przeważnie tak z dwanaście-piętnaście par. Jasne, to były imprezy taneczne, nie stołowo-talerzowe. Ale tych trzydzieści osób w tym największym pokoju nie dawało rady nawet stać naraz, a co dopiero zasiąść dookoła stołu, gdyby go tam na środku postawić.
                                    • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 12:30
                                      Bywalam na Noakowskiego, przedwojenna kamienica, mieszkanie szesciopokojowe. Duzy salon z owalnym stolem, dwie kanapy, fotele, ale wiecej niz jakies 15 osob jednoczesnie to by tam nie usiadlo wygodnie. A gdyby przy tym stole mialy pic kawe, to dwanascie max.
                                      Jadalnia tez duza, stol normalnie na osiem osob, rozkladany na dwanascie. No, moze usiadloby czternascie, ale czy daliby rade jesc nie potracajac sie lokciami, to nie wiem.

                                      Trzydziesci osob jednoczesnie pewnie by tam weszlo nie depczac sobie po palcach, ale jesc i pic musieliby na zmiany.
                                  • bupu Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 12:26
                                    ako17 napisała:

                                    > Przy czym zatem to wesele, toczące się właśnie w zielonym, się
                                    > > odbyło?
                                    >

                                    Właśnie w zielonym.

                                    > Przenieśli ten z kuchni do zielonego? Laura już tam wtedy nie mieszkała, bo obi
                                    > jała się o ściany domeczku na plantacji. Ale... jej meble chyba zostały w zielo
                                    > nym?

                                    Owszem, nawet pianino. A przy tym, przy zestawionych stołach na 30 sztuk wciąż zostaje w zielonym miejsce na tańce i dla dzieci do biegania, można też swobodnie otworzyć balkon.

                                    > Może w komnacie poszczepańskiej?

                                    Nie. W zielonym
                                    • przymrozki Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 17:33
                                      bupu napisała:

                                      > Owszem, nawet pianino. A przy tym, przy zestawionych stołach na 30 sztuk wciąż
                                      > zostaje w zielonym miejsce na tańce i dla dzieci do biegania, można też swobodn
                                      > ie otworzyć balkon.

                                      A wszystko to w tym samym pokoju, w którym - swojego czasu - mieściły się dwa wąskie tapczany dla dwojga dzieci, ale już trzecia lokatorka (Gaba) musiała męczeńsko spać na podłodze.
                                      • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 18:56
                                        I w tym samym, w ktorym po rozlozeniu polowki dla Magdy juz sie nie dalo rozstawic stolu i wigilia byla urzadzona w kuchni !
                                      • ako17 Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 19:22
                                        przymrozki napisała:

                                        > bupu napisała:
                                        >
                                        > > Owszem, nawet pianino. A przy tym, przy zestawionych stołach na 30 sztuk
                                        > wciąż
                                        > > zostaje w zielonym miejsce na tańce i dla dzieci do biegania, można też s
                                        > wobodn
                                        > > ie otworzyć balkon.
                                        >
                                        > A wszystko to w tym samym pokoju, w którym - swojego czasu - mieściły się dwa w
                                        > ąskie tapczany dla dwojga dzieci, ale już trzecia lokatorka (Gaba) musiała męcz
                                        > eńsko spać na podłodze.

                                        W tym samym? A to nie Nutria koczowała w zielonym, stołowym?
                                        • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 19:41
                                          Nutria koczowala w zielonym juz po tym, jak Gaba zamazwyszla i z Grzybem zajeli pokoj Idy (poszczepanski), a Ida zrejterowala do piwnicy.
                                          Wczesniej, w N i P Gaba i Pyziakowny zajmuja zielony. NB w tymze zielonym, obok tapczanikow malych i choinki (niemalej) odbywa sie wesele Idy, czyli te kilkanascie osob dalo sia tam na czyms i przy czyms usadzic...
                                        • przymrozki Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 19:42
                                          ako17 napisała:

                                          > W tym samym? A to nie Nutria koczowała w zielonym, stołowym?

                                          W "Pulpecji" mieszkała tam Gaba z córkami, wtedy Ida miała dla siebie poszczepańskie królestwo, a Natalia i Patrycja pokoik panieński. Następnie Ida z Markiem przeszli do podziemi, Gaba z mężem do komnat poszczepańskich, Laura z Różą do pokoju panieńskiego, a Natalia i Patrycja do zielonego, przy czym Natalia szybko została w nim sama. Potem wyprowadziła się Natalia, zielony pokój dostała Laura, panieński zajęła Róża (potem dokwaterowano jej Milę i Fryderyka), a pokój poszczepański rozrósł się do wielkości stadionu i mieszkali w nim Gaba, Grzegorz i IGS (za szafką).

                                          • ako17 Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 20:18
                                            przymrozki napisała:

                                            > ako17 napisała:
                                            >
                                            > > W tym samym? A to nie Nutria koczowała w zielonym, stołowym?
                                            >
                                            > W "Pulpecji" mieszkała tam Gaba z córkami, wtedy Ida miała dla siebie poszczepa
                                            > ńskie królestwo, a Natalia i Patrycja pokoik panieński. Następnie Ida z Markiem
                                            > przeszli do podziemi, Gaba z mężem do komnat poszczepańskich, Laura z Różą do
                                            > pokoju panieńskiego, a Natalia i Patrycja do zielonego, przy czym Natalia szybk
                                            > o została w nim sama. Potem wyprowadziła się Natalia, zielony pokój dostała Lau
                                            > ra, panieński zajęła Róża (potem dokwaterowano jej Milę i Fryderyka), a pokój p
                                            > oszczepański rozrósł się do wielkości stadionu i mieszkali w nim Gaba, Grzegorz
                                            > i IGS (za szafką).
                                            >

                                            Dobra, już rozumiem. Tak czy siak to wesele na R5 było bardzo niemądrym pomysłem i katering Gruszkowy niewiele tu pomógł.
                                • kocynder Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 11:19
                                  Chwilunia, pani kochana! Pani masz wyobraźnię przestrzenną - ja nie. Weź mi pani porachu i popalnyj, bo ja tępa jestem: JAK ta borejkuchnia mogłaby wyglądać? Dawno temu stół stał w pokoju jako jego główne wyposażenie, czyli stół jest duży. Powiedzmy krótsze końce stołu, niech będą takie na dwie osoby chude lub lekko ściśnięte - powiedzmy 40cm na łeb, po 10cm na "skraje", zatem krótszy bok to minimum metr. Długość znów, te 40cm na osobę, plus "10cm na "skraje"- 2 i pół metra. I to jest, moim zdaniem - absolutne minimum, bo te 40cm to serio "na ścisk" a nie wygodne siedzenie. Sam stół więc to metr na dwa i pół. Krzesła. Kredens. Kuchenka, lodówka, szafki... Ile ta kuchnia miała?
                                • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 11:28
                                  bupu napisała:




                                  > Nie przesadzajmy, mają w kuchni gigantyczny stół, przy którym zasiadało i dwana
                                  > ście osób, akurat powierzchni roboczych im nie brakuje. Widzę jednak inny probl
                                  > em, taki mianowicie, że odkąd Larwa zawładła zielonym pokojem Borejki nie mają
                                  > stołu jadalnego. Przy czym zatem to wesele, toczące się właśnie w zielonym, się
                                  > odbyło?
                                  >
                                  >

                                  Brakuje. Gdyz, po pimo, stol z kuchni wywedrowal, zeby robic nie za roboczy, tylko za goscinny, ten, przy ktorym ludzie beda jedli. A po sekundo, tam trzeba rozlozyc, by nalozyc na nie, trzydziesci talerzy. Oraz to, z czego sie bedzie nakladac. Na czyms trzeba poustawiac filizanki, patery z ciastami, na cos i z czegos ponakladac te salaty (a przedtem zrobic), na czyms trzymac produkty takie jak chleb do dokrojenie (tudziez deska i noz), saszetki z herbata i kapsulki z kawa, albo puszki z obydwiema, serwetki, lyzeczki, spodeczki i to wszystko, co musisz miec pod reka, zeby zaraz wydac.
                                  Robilam przy duzych imprezach i wiem, ze w kuchni trzeba bodaj wiecej miejsca, w sensie blatow, niz przy stole, przy ktorym sie tylko je, a nie robi i rozklada.
                                  • bupu Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 11:48
                                    tt-tka napisała:

                                    >
                                    > Brakuje. Gdyz, po pimo, stol z kuchni wywedrowal, zeby robic nie za roboczy, ty
                                    > lko za goscinny, ten, przy ktorym ludzie beda jedli.

                                    A nie, nigdzie nie jest napisane że wywędrował. Jedt tylko napisane, że goście siedzieli przy zestawionych stołach, ale jakich i skąd nie wiada. Ponieważ Borejkowie stołami nie dysponują, przeto zapewne jakieś skombinował Gruszka Wszechmocny.


                                    A po sekundo, tam trzeba
                                    > rozlozyc, by nalozyc na nie, trzydziesci talerzy. Oraz to, z czego sie bedzie n
                                    > akladac. Na czyms trzeba poustawiac filizanki, patery z ciastami, na cos i z cz
                                    > egos ponakladac te salaty (a przedtem zrobic), na czyms trzymac produkty takie
                                    > jak chleb do dokrojenie (tudziez deska i noz), saszetki z herbata i kapsulki z
                                    > kawa, albo puszki z obydwiema, serwetki, lyzeczki, spodeczki i to wszystko, co
                                    > musisz miec pod reka, zeby zaraz wydac.

                                    Tam się samo wydaje. Przykładowo barszczyk, miał być podany o północy. Jakiś czas przed, nie tak długi, Gaba wychodzi odprowadzić ciężkiego klopsa na pociąg. W kuchni siedzi samotny Grześ. Wybywają także seniorzy, Józef, Ignaś i Magda. Kto zatem serwował barszcz? I dlaczego matka panny młodej która tak pchała się do organizowania wesela, szwenda się po Poznaniu i wzdycha do wierzb?
                            • ako17 Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 10:51
                              kocynder napisała:


                              > Schabu się nie czepiam, Ako zaproponowała, ja tylko podjęłam wstępną próbę prze
                              > liczenia czasowego, ale mój mózg odmówił współpracy...
                              >
                              faktycznie, pieczeń lepsza. I gróbsza.
                        • 3piota Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 00:28
                          kocynder napisała:
                          > No to licząc te 400 na głowę - wychodzi 12 litrów płynu. W kompletach garów
                          > "rodzinnych" zwykle największy gar ma pojemność 5, najwyżej 6 litrów - tak mi
                          > wynika z szybkiego przeglądu. To W CZYM, na Zeusa, oni tą zupę mięliby ugotować?

                          Spokojnie. Przecież oni nigdy niczego nie wyrzucili. Na pewno jeszcze mają taki stareńki kocioł do gotowania bielizny. Nawet na stałe w antrejce go trzymają, jak wszystkie inne klamoty potrzebne aktualnie czy nie.

                          • kocynder Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 00:36
                            ocynkowaną wanienkę poniemowlęcą?
            • mackakisa Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 16:40
              ako17 napisała:

              > mackakisa napisał(a):
              >
              > >
              > >
              > > Właśnie. I zresztą „ile takie przygotowania zajmą?”, „ile tacy goście zje
              > dzą?”
              > > Milicja potrafiła natrzaskać pierogów na pół podwórka, to i teraz da radę
              > .
              > > Domowy rosół się zrobi, z mięsa i warzyw będzie farsz do pierogów, ewentu
              > alnie
              > > jakąś pieczeń się przyrumieni, jak młode dziewczę, ziemniaki ugotuje, sur
              > ówkę z
              > > kapusty na szybko się zrobi,
              >
              > Na 30 osób??? A tak w ogóle, to gdzie oni na tym R5 usiądą? Będą szamać rotacyj
              > nie?
              >
              >No pewnie że na 30 osób wszystkiego wystarczy, znowu im się cudownie jedzenie rozmnoży i wszyscy goście wyjdą, najedzeni po kokardkę wybitnym rosołem, pierogami, pieczenią i ciastem. A zielony pokój też się rozciągnie usłusznie dla gości
              • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 17:02
                mackakisa napisał(a):


                > >
                > >No pewnie że na 30 osób wszystkiego wystarczy, znowu im się cudownie jedze
                > nie rozmnoży i wszyscy goście wyjdą, najedzeni po kokardkę wybitnym rosołem, pi
                > erogami, pieczenią i ciastem. A zielony pokój też się rozciągnie usłusznie dla
                > gości

                Nie jestem pewna, czy mam w domu nakrycia stolowe dla 30 osob, talerze jesli nawet tyle, to na pewno nie od jednego kompletu (mam serwisy na 6 i na 12 osob), a widelce, widelczyki, lyzeczki ?
                Stosownej ilosci siedzisk nie mam na pewno. Zebym nawet kanape przytaszczyla do stolu wraz z fotelami i krzeslami, nie usadze na tym trzydziestu zadkow. Nie ma mocnych.
                • greta_herbst Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 17:15
                  > Zebym nawet kanape przytaszczyla do stolu wraz z fotelami i krzeslami, nie usadze na tym trzydziestu zadkow. Nie ma mocnych.

                  Ja nie mam metrażu żeby 30 osób w ogóle weszło, inaczej niż do autobusu w godzinach szczytu.
                  No ale ja jestem bezczółkowiec z bloku a nie ostatnia sprawiedliwa inteligentka z kamieniczki z wieżyczką.
                  • briar_rose Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 21:07
                    Swoją drogą, ciekawe, że taki "zwyczajny", normalny ślub (w sensie, że zorganizowany mniej więcej jak w naszych realiach - z wynajętą salą, cateringiem itd, a nie w mieszkaniu w bloku, zimą i na ostatnią chwilę) miała ta nieudacznica Natalia xD
                    • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 21:17
                      briar_rose napisał(a):

                      > Swoją drogą, ciekawe, że taki "zwyczajny", normalny ślub (w sensie, że zorganiz
                      > owany mniej więcej jak w naszych realiach - z wynajętą salą, cateringiem itd, a
                      > nie w mieszkaniu w bloku, zimą i na ostatnią chwilę) miała ta nieudacznica Nat
                      > alia xD

                      Rojek zorganizowal :)

                      a propos, czy na tym nutriowym weselu jest obecna Bella ? sama czy z chlopakiem ? jak dotarla, jesli dotarla ?
                      • briar_rose Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 21:28
                        tt-tka napisała:

                        > Rojek zorganizowal :)
                        >
                        > a propos, czy na tym nutriowym weselu jest obecna Bella ? sama czy z chlopakiem
                        > ? jak dotarla, jesli dotarla ?

                        Trzeba będzie sprawdzić! Możliwe, skoro dzięki wspaniałej organizacji i pomysłowi Laury, można było zaprosić NAWET kuzynkę Joannę z mężem! xD Łaskawie pozwolono wujostwu zabrać ją ze sobą...
                        • bupu Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 22:50
                          briar_rose napisał(a):

                          > tt-tka napisała:
                          >
                          > > Rojek zorganizowal :)
                          > >
                          > > a propos, czy na tym nutriowym weselu jest obecna Bella ? sama czy z chlo
                          > pakiem
                          > > ? jak dotarla, jesli dotarla ?
                          >
                          > Trzeba będzie sprawdzić! Możliwe, skoro dzięki wspaniałej organizacji i pomysło
                          > wi Laury, można było zaprosić NAWET kuzynkę Joannę z mężem! xD Łaskawie
                          > pozwolono wujostwu zabrać ją ze sobą...

                          Bella? Była, walcowała z Dmuchem św.
    • kocynder Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 21:02
      Całą ta organizacja wesela jest jakaś... O kant sceny, na której jednoaktówkę Buka grają potłuc.
      Od razu powiem, że ja jestem asocjalna i aspołeczna. W przeciwieństwie (ponoć) do Borejklanu, który kocha cały świat i który jest przez cały świat kochany. No ale jak mi znajoma z pracy powiedział, że za miesiąc jej siostra wychodzi za mąż to całkiem neutralnie zapytałam a gdzie, a czy duże wesele, a jaką będzie miała kieckę itp. A w Borejklanie? Za mąż idzie Larwa. Córka, wnuczka, siostra, siostrzenica. I co? I absolutnie NIKT w całej rodzinie się nie zainteresował NICZYM w kontekście wesela? Ani razu Burek nie szczeknął znad klawiatury "Larwa, ty niedobre dziecko! U spowiedzi byłaś, a ślub to w Koszutach planujesz, zamiast u Dominikanów, jak Pan Bóg przykazał?!"? Ani razu rodzona matka nie zainteresowała się ile osób ma być na tym poślubnym obiedzie? Żadna z ciotek nie zapytała o kieckę, nie chciała pójść na przymiarkę? Kruca Bomba... To ja koleżance zadałam trzy pytania o ślub jej siostry, której nie widziałam na oczy! Mimo, ze koleżanka też nie jest moją jakąś super bliską, ot small talk między kanapką z ogórkiem a batonikiem czekoladowym. A tu w bliskiej, wręcz NAJBLIŻSZEJ rodzinie i NIKT nic? Na pięć dni przed całą uroczystością?
      Pamiętam tez własny ślub. Nie robiliśmy weseliska, ani mąż ani ja nie lubimy. Ale zaklepana knajpa na obiad, obgadane menu (rosół, pomidorowa czy barszcz z krokietem? NA drugie kaczka w sosie kurkowym, klasyczny de volaille, a może kremowy strogonow? A deser? Mus owocowy? Bezy? Monoporcje czekoladowej pianki? Trzeba uwzględnić też opcję wegetariańską - w rodzinie są dwie osoby wege), deliberacje z mamą czy sukienka czy jednak spódnica i bluzka? Jakie buty? Nawet było omówione kto będzie4 z kim jechał z domu do kościoła/USC i z kościoła/USC do restauracji. Jestem jakaś dziwna?
      • briar_rose Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 21:32
        Już widzę, jak z organizacją czegokolwiek poradziłaby sobie rozlazła mameja, Gaba, która miała problemy nawet z organizacją wakacji własnym dzieciom... Cytując: "nie zniosłaby myśli, że sprawia komuś kłopot" xD
        • ako17 Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 23:35
          briar_rose napisał(a):

          > Już widzę, jak z organizacją czegokolwiek poradziłaby sobie rozlazła mameja, Ga
          > ba, która miała problemy nawet z organizacją wakacji własnym dzieciom... Cytują
          > c: "nie zniosłaby myśli, że sprawia komuś kłopot" xD

          A jaki jest związek pomiędzy zorganizowaniem swoim dzieciom wakacji, a sprawianiem komuś kłopotu?
          Naprawdę - serio i bez złośliwości.
          • tt-tka Re: 21 grudnia 2009... 16.10.25, 23:49
            ako17 napisała:


            > A jaki jest związek pomiędzy zorganizowaniem swoim dzieciom wakacji, a sprawian
            > iem komuś kłopotu?
            > Naprawdę - serio i bez złośliwości.
            >
            >


            U Gaby - bezposredni. Gdyz ona "organizowala" swoim dzieciom wakacje podrzucajac je corocznie na dwa miesiace do pani Marty i pana Broneczka. Tak, dwa miesiace opieki nad cudzymi dziecmi to jest klopot. Ale Gabunia uwierzyla, ze nie, i juz nie musi znosic mysli o sprawianiu klopotu, przeciez ci panstwo sami sie napraszaja !
            • briar_rose Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 00:22
              tt-tka napisała:

              > U Gaby - bezposredni. Gdyz ona "organizowala" swoim dzieciom wakacje podrzucaja
              > c je corocznie na dwa miesiace do pani Marty i pana Broneczka. Tak, dwa miesiac
              > e opieki nad cudzymi dziecmi to jest klopot. Ale Gabunia uwierzyla, ze nie, i j
              > uz nie musi znosic mysli o sprawianiu klopotu, przeciez ci panstwo sami sie na
              > praszaja !

              Właśnie to miałam na myśli :-D Ale nie jestem obiektywna, Gabunia działa na mnie jak płachta na byka!
        • greta_herbst Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 11:52
          > Już widzę, jak z organizacją czegokolwiek poradziłaby sobie rozlazła mameja Gaba,
          > która miała problemy nawet z organizacją wakacji własnym dzieciom... Cytując:
          > "nie zniosłaby myśli, że sprawia komuś kłopot" xD

          Tam było jeszcze głupiej, bo najwyraźniej Marta z Bronkiem sami byli aż tak wyczuleni na wielką potrzebę Gabrysi, żeby broń boże nie pomyśleć, że sprawia kłopot,* że co roku pisali "uroczysty list do dziewczynek," zapraszający je na wakacje. To straszne babsko wypracowało w tych biednych ludziach jakiś bez mała syndrom Sztokholmski, sprawiający że to oni rwali się profilaktycznie wyczyniać fikołki byle tylko Gaba nie pomyślała, że sprawia kłopot.
          Ja wiem, że MM chciała opisać miłą scenkę w której starsi państwo piszą staromodne zaproszenie. I gdyby Gaba nie była taką emocjonalną terrorystką to może nawet by i wyszło.

          *Uwaga, to nie to samo, co faktycznie nie sprawić kłopotu! Gaba "nie zniosłaby myśli, że sprawia kłopot" w co możemy uwierzyć bez zastrzeżeń - zaraz zaczęłaby trząść podbródkiem, oczy przeszkliłaby łzamy, i jęczała głucho "ja? ja...? kłokłokło...?" - natomiast sprawiać ten kłopot Gaba uwielbia. Tylko nie może myśleć potem, że go sprawiła.
          W zasadzie wszystko się zgadza.
          • bupu Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 12:05
            greta_herbst napisała:


            > *Uwaga, to nie to samo, co faktycznie nie sprawić kłopotu! Gaba "nie zniosła
            > by myśli
            , że sprawia kłopot" w co możemy uwierzyć bez zastrzeżeń - zaraz za
            > częłaby trząść podbródkiem, oczy przeszkliłaby łzamy, i jęczała głucho "ja? ja.
            > ..? kłokłokło...?"

            - Ja? - jękneła głucho Gabriela. - Sprawiłam kło...?
            Podbródek jej zadrżał, a z miłych, kasztanowych oczu potoczyły się łzy.
            - Kłokłokło... - powtarzała drżącymi wargami.
            Czarownica spojrzała na nią koso.
            - Działasz mi na nerwy - rzekła głosem suchym jak pieprz.
            - Ja sprawiłam kłokłokło...? - chlipała Gabriela.
            Dłoń czarownicy drgnęła, z palców strzeliła iskra, wzleciała i pacneła Gabe w czoło. Gabriela skrzekneła, kwikneła i zmieniła się w dużą, szarą kurę.
            - O, element bazowy rosołku! - ucieszyła się Patrycja. - Florek! Baczność! Dawaj siekierę!
            Kura wrzasnęła przeraźliwie, zeskoczyła z kuchennego stołka i popędziła ku otwartym drzwiom balkonowym w zielonym pokoju.
            • kocynder Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 12:11
              Bupu, uwielbiam!
          • ako17 Re: 21 grudnia 2009... 17.10.25, 12:05
            greta_herbst napisała:


            > *Uwaga, to nie to samo, co faktycznie nie sprawić kłopotu! Gaba "nie zniosła
            > by myśli
            , że sprawia kłopot" w co możemy uwierzyć bez zastrzeżeń - zaraz za
            > częłaby trząść podbródkiem, oczy przeszkliłaby łzamy, i jęczała głucho "ja? ja.
            > ..? kłokłokło...?" - natomiast sprawiać ten kłopot Gaba uwielbia. Tylko nie moż
            > e myśleć potem, że go sprawiła.
            > W zasadzie wszystko się zgadza.

            Bardzo dobrze powiedziane!
    • ako17 Zmieniam tytuł ;) 17.10.25, 23:45
      Mam tu bardzo dobry cytacik z McD, do rozpracowania w stylu NAKWY - coś takiego mi się ogromnie podoba, ale nie dałabym rady sama całej książce.

      - Ech, wiesz - i ty, i dziadek macie jakieś gorączkowe przywiązanie do tradycji. Mamo, nie martw się, może to wszystko jest nietypowe, ale i tak będzie dobrze. To ma swoją logikę. Ja jestem nietypowa

      Doprawdy? Pod jakim to względem, jesteś Lauro, nietypowa? Mnie się wydajesz typowym przykładem dziecka wychowywanego bez ojca i odciętego od informacji o nim. W wyniku tego odcięcia buntującego się, szukającego informacji o tym ojcu - wbrew blokadzie ze strony matki i dziadków. Wszystko typowe. Może koleżanka Tajna potrafiłaby to lepiej zinterpretować?

      Adam jest nietypowy

      - a ten znowu jak? Dla mnie typowy mamy/tatysynek, który nigdy nie musiał ogarnąć sobie własnego miejsca do mieszkania, bo u rodziców miał pokój, a jak zechciał żonę sprowadzić, to się działeczka i resztki po pawilonie znalazły (tam naprawdę było tak napisane? Dom dla Laury z Adamem został zbudowany z materiałów, które, po prostu, były???).
      Z jedną dziewczyną mu nie wyszło, a że nie był specjalnie kochliwy, tylko szukał poważnego związku, to znalazł drugą. Ta się okazała sprzyjająca, Gruszka pobłogosławił, to i poszło.

      A najważniejsze, że się kochamy. Całkowicie nietypowo! Bo na wieki!

      No teraz to już rzeczywiście się zrobiło nietypowo. Przecież przeważająca większość par od początku uznaje, że kocha się na czas określony.

      ----

      W ogóle cała historia Róży to jeden wielki remake motywów jeżycjadowych: najpierw gorsza kopia Cesi i Hajduka, potem mało udana kopia tragedii miłosnej Gaby...

      by nessie-jp
      • bupu Re: Zmieniam tytuł ;) 18.10.25, 00:17
        ako17 napisała:

        > Mam tu bardzo dobry cytacik z McD, do rozpracowania w stylu NAKWY - coś takiego
        > mi się ogromnie podoba, ale nie dałabym rady sama całej książce.


        - Ech, wiesz - i ty, i dziadek macie jakieś gorączkowe przywiązanie do tradycji. Mamo, nie martw się, może to wszystko jest nietypowe, ale i tak będzie dobrze.

        Excuse me, CO jest nietypowe? Załatwianie żarcia z kateringu na wesele?


        To ma swoją logikę. Ja jestem nietypowa,

        Cóż, ach cóż jest w tobie nietypowego, Lauro? Poza byciem Borejkówną von Kiejdany und Cukiernica?

        Adam jest nietypowy.

        Coś ci się pomyliło dziewczę drogie. Adam nie jest nietypowy, on jest tekturowy.

        A najważniejsze, że się kochamy. Całkowicie nietypowo! Bo na wieki!

        Ależ oczywiście, nikt inny nie zawiera małżeństwa z myślą że to po grób. Wszyscy inni kochają się do czwartku po południu, a potem już wcale.
      • tt-tka Re: Zmieniam tytuł ;) 18.10.25, 00:33
        NAKWA robila McD, i chyba ten cytacik tez wziela na zab. A na pewno ten o nietypowej, bo na wieki, milosci :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka