justyna302 Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.06.06, 08:32 Zirytowała mnie ostatnia scena "Tygrysa i Róży", kiedy to Natalia bez prawa jazdy porywa ten samochód, pędzi za Robrojkiem na złamanie karku, łamie wszystkie przepisy.. Po jakiego czorta? Każdy inny człowiek na jej miejscu zadzwoniłby po prostu do Robrojka i poinformował go, że zostały zamienione telefony. Naturalne byłoby, że Robrojek by zaczekał na Natalię, bo przecież nie odjechałby do Łodzi bez własnego telefonu. A tu jakieś cyrki, wypadło to wszystko efektownie i dramatycznie, ale jakoś tak mnie zirytowała ta głupota Natalii. Odpowiedz Link
laura-gomez Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.06.06, 09:16 a mnie sie ta scena podobała, chociaż była kiczowata, jakby żywcem wyjęta z amerykańskiej komedii romantycznej. zresztą w "Jeżycjadzie" jest więcej takich romantycznych zakończeń. Odpowiedz Link
meduza7 Re: Irytacje w Jezycjadzie 13.06.06, 09:40 och mnie ta scena też zirytowała bardzo - w ogóle nie pasuje do stylu jeżycjady, strasznie jest naciągana. Odpowiedz Link
deina_kmf Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.08.06, 15:03 myślę że ta scena miała na celu zilustrowanie, jak Natalia, dotąd bierna i uległa, zdobywa się na czyn rewolucyjny i z rysem szaleństwa. Co do irytacji - drażni mnie okrutnie Tygrys organizujący Natalii życie (te telefony do Filipa i Tunia); wychowawcza nieudolność Gabrieli; Ignacy Borejko w całości, i chyba nie wymieniany tutaj dotąd - Konrad, ponieważ nie cierpię wyrażanego w tej formie protekcjonalizmu. Odpowiedz Link
baba67 Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.08.06, 17:08 To chyba dobrze, ze ksiazka drazni :-)? Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.10.06, 13:32 tez nie lubie Kozia :) nie mam pojecia dlaczego, ale jakos nie lubie. nie potrafie przebrnac przez "Brulion..", ale w "Dziecku Piatku" jakos mnie drazni. nie, zebym mial mu cos konkretnego do zarzucenia, jak na przyklad Ignacowi czy paru inym postaciom, ale.. no nie lubie go i juz. a przy okazji przypomniala mi sie kolejna moja irytacja: lacina, lacina i jeszcze wiecej tej przekletej laciny. otoz mianowicie kiedy u pani Sue Townsend Adrian pisze, ze pil "coffee SANS milk AVEC sugar", to francuskie slowka sa napisane kursywa i wszyscy wiemy, ze podkreslaja rozmaite male snobizmy i pretensjonalnosc Adriana. a jak mam traktowac Ignaca, ktory mowi cos w stylu "usiadzcie przy stole, pulleae"? bo gdyby powiedzial "girls", to sam uznalby sie za snoba i nie wartego uwagi buraka, natomiast po lacinie to prosze bardzo, mozna wtracac. strasznie mnie to smieszy, ale moze dlatego, ze mam swoje prywatne ku temu powody, wiazace sie z mowieniem w obcych jezykach wlasnie. tak czy inaczej, precz z Ignacowa lacina. Odpowiedz Link
croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.03.08, 19:13 Kozia tez nie lubie. Z deczka przemadrzaly i nadety sie mi zdaje. Odpowiedz Link
croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.03.08, 19:16 Bo to, co sadzi Ignacy, to sa klasyczne makaronizmy, i nie znajduje dla nich usprawiedliwienia. Odpowiedz Link
kaliope3 komando sumienia 03.03.08, 21:27 świetna nazwa-komando sumienia-przez lata szukałam odpowiedniego określenia na taką moralno-etyczną presję a tu proszę Odpowiedz Link
justyna302 Re: Irytacje w Jezycjadzie 14.06.06, 11:50 Przypomniała mi się moja irytacja! :) pewnie już o tym było ze 100 razy, ale.. Tyrada Ignacego Borejki wygłoszona do Fryderyka sprawiła że straciłam całą sympatię do tego człowieka. Pełna zachwytu nad własną elokwencją, kwiecista i wzniosła, a właściwie pełna wodolejstwa i ... w ogole nie na temat. Fryderyk próbował wytłumaczyć, że stan uświadomienia Róży jest kiepski, a Borejko z braku sensownej odpowiedzi przyczepił się do nieszczęsnego słowa "seks", przeinaczając dyskusję w monolog pt. "Używanie słowa seks jest prostackie". Nic dziwnego że biedny Fryderyk stracił język w gębie, skoro zobaczył że rozmowa zbacza nieco z tematu. Ostatecznie dobiło mnie uznanie Ignacego za bezdyskusyjnego zwycięzcę tej słownej szermierki. A guzik prawda! Nie jest trudno zostać pokonanym na słowa z takiej rangi erudytą, filologiem itd, zwłaszcza kiedy ma się umysł ścisły. No i kiedy jest się gościem u starszych państwa i nie wypada wrzasnąć żeby rozmawiali z nim normalnie. Po wygłoszeniu swej patetycznej i beznadziejnie pustej wg mnie przemowy wszyscy byli zachwyceni jak to pan Borejko zmiażdżył Fryderyka. Faktycznie, zmiażdzył, ale wyjątkowo nie fair, zagadał na śmierć, zamieszał w głowie, wykręcił kota ogonem i dzięki jego umiejętności przemawiania Borejkowie znowu umyli ręce od problemu jakim jest seksualność młodego człowieka. I już. Po raz kolejny dowiedli że w okresie przedślubnym dozwolone jest dyskutować, czytać Klechdy Sezamowe, chodzić do Opery, i o! Odpowiedz Link
sara_florencja Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.09.06, 15:39 Mnie się ten fragment akurat dosyć podobał, ale masz rację. Ignac pominął parę istotnych rzeczy jak zwykłe przygotowanie swoich córek i wnuczek do bycia matkami. Mozna potępiać antykoncepcję ale na Boga nie znaczy to że można mieć spokojnie dzieko przed ślubem. Inna rzecz że Fryderyk też zachował się idiotycznie bo wmawiał Borejkom że to tylko i wyłącznie wina Róży, a nie jego. To co, Róża jest wiatropylna ? Ojciec dziecka nie mógł pomyśleć o zabezpieczeniu jeśli już oskarża o to Różę ? Fryderyk zachował się podle i ode mnie dostałby potężnego kopa w tyłek. Zresztą zacznijmy od tego że w ogóle prędzej związałabym się z Wiktorem, jako bohaterem bardziej realnym. Irytują mnie natomiast te same rzeczy co Was. Czyli scena ze zmywarką podczas której się trzęsę ze złości, bezczelność Bernarda ( mimo że uwielbiam jego sposób wysławiania się "Istoty kobiecie " :)i uważam jak Dmuchawiec że jest to osobnik niezyciowy ale w gruncie rzeczy sympatyczny ), irytuje mnie też scena Laury z Wolfim, w zasadzie nie konkretna ale cały ten wątek jest dla mnie mocno naciagnięty, nierealny i ja go bardzo nie lubię. A tak w ogóle witam na forum :) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.10.06, 13:25 zgadzam sie w stu procentach, zreszta gdzies to juz tutaj pisalem. to nie jest dyskusja, tylko rozmowa gesi z prosieciem, gdzie Frycek cos probuje powiedziec i zarzucic Borejkom, ale nieskladnie mu to idzie, natomiast Ignac zupelnie odwraca kota ogonem, lapie Frycka za slowka i ciagnie cala sprawe w zupelnie inna strone. a juz twierdzenie, ze "zmiazdzyl" Frycka jest moim zdaniem zupelnie nietrafne - to mniej wiecej tak, jakby Frycek probowal grac w pilke nozna i biegl na bramke, natomiast Ignac zabral mu pilke, wrzucil za trzy punkty do stojacego obok kosza i wolal "wygralem!" :) Odpowiedz Link
dominikaaa3 Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.07.06, 20:55 Mnie zawsze najbardziej denerwuje w języku Trolli jak klasa Józińka jest na zastepstwie u Pani Zajączyk.Ta nauczycielka wogole nie zachowuje sie jak normalna nauczycielka.Kto teraz mowi np co chwile"kurcze"albo "sorry"?!Przykład -Trolla nie gadac,I zdejmi ten kapelusz kurcze! Zawsze mnie to denerwuje. Albo pożniej w JT jak Laura opowiada ze ktos tam sie załozył z dyskotece ze włozy zarówke do buzi.Ej sorry ale kto na jakiej imprezie by sie zakładał o jakoms głupia żarowke kadzy sie tam bawi a nie robi jakies zakłady o żarowke! Odpowiedz Link
tennesee Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.08.06, 21:54 Przykład z życia na to, jak sie czasem zachowują nauczyciele. Z racji pracy wykonywanej bez przyjemności zreszta, a li tylko dla mamony, bywam czasem w pokojach nauczycielskich, czasem spedzam tam chwile czasu. W pewnej szkole sredniej w pokoju nauczycielskim wysłuchałam rozmowe dwóch pedagogów: 1) o uczestniczce znanego telewizyjnego show, gdzie uczestncy przechodza do następnego etapu głosami telewidzów: ona bez talentu jest. Tam jest wszystko ustawione, jej ojciec wszystkich przekupił 2) o podróżach zagranicznych Pojechałbym sobie do Londynu albo do Paryża. Ale tam za dużo czarnych jest, a oni mnie denerwują Odpowiedz Link
agawa79 Biznesmen Robrojek 02.09.06, 18:51 W "Córce Robrojka" wnerwia mnie reakcja Robrojka na uwagę Belli, że powinien patrzeć wspólnikowi na ręce - na co Robrojek się oburza, że to przecież przyjaciel, jak można go było podejrzewać. No przepraszam bardzo, albo się nie robi interesów z przyjaciółmi, albo, jak już się robi, to się myśli przede wszystkim o dziecku, któremu trzeba zapewnić byt, a nie bawi w jakieś sentymenty. Poza tym, co jest niehonorowego w prawnym zabezpieczeniu się przed malwersacjami wspólnika? (Bo rozumiem, że tego właśnie w przypadku Robrojka zabrakło.) Ludzie w małżeństwie intercyzy spisują, zwłaszcza jeśli w grę wchodzą duże pieniądze, i jakoś nie wydaje mi się, żeby się zachowywali "niehonorowo". Odpowiedz Link
m_agata Grzesio i Gaba 03.09.06, 12:56 Grześ jest niewątpliwie dobrym człowiekiem i kocha Gabrysię, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu że gdyby tylko Pyziak wrócił - Gabrysia rzuciłaby Grzesia i uciekała z Pyziakiem. i właściwie denerwuje mnie myśl o tym.... :) Odpowiedz Link
laura-gomez Re: Grzesio i Gaba 02.10.06, 13:23 strasznie irytujący byli Ignacy i Ignacy Grzegorz w "Czarnej polewce": to śledzenie siostry, odmawianie ręki swych wnuczek (jakim prawem pytam?!).. jak we włoskiej, mafijnej rodzinie no i dlaczego ta Róża tak narzekała na Fryca w JT i Żabie, skoro kiedy tylko wrócił ze Stanów przyjęła go z otwartymi ramionami? Odpowiedz Link
suger_mouse to teraz ja... 03.10.06, 17:17 Do książek Musierowcz mam mało emocjonalne podejście, ale, kiedy czytałam Wasze wypowiedzi, przypomniały mi się dwie sceny, które mnie mocno zirytowały: - w "Noelce" Grzegorz w wieczór wigilijny bąka pod nosem, że właściwie ma swoje plany, zostawia córkę i zasuwa na kolację wigilijną do nowo poznanej pani. Obrzydliwe. Obrzydliwe, - "Imieniny" - jak Róża pozwoliła się porwać Fryderykowi, mimo że była umówiona z Wiktorem. Ja rozumiem, że urok Frycka był nieodparty, ale jest coś takiego jak dobre wychowanie, które wymaga, aby dotrzymywać obietnic. Co więcej, nie wpadła na to, że Wiktor też miał imieniny i mu je całkiem spieprzyła. Mogła chociaż pomyśleć, żeby przedzwonić, zostawić wiadomość - a tu nic, upajając się chwilami z nowym adoratorem, ani jednej myśli, że z kimś była umówiona, i dla kogoś było to ważne. Co sądzicie? :-) Odpowiedz Link
baba67 Re: to teraz ja... 03.10.06, 20:12 Tez tak mysle i tez taka mysl chodzila mi po glowie. Niemniej trzeba wziac pod uwage, ze wtedy telefony komorkowe nie byly tak powszechne jak teraz. Ani ona ani Frycek nie nie mieli komorki. Roza nie zdazyla sie skontaktowac z nikim ze swojej klasy- po prostu nie miala czasu. Nawet gdyby przyszli jej do glowy zatelefonowac z dworca to malo prawdopodobne ze miala przy sobie nr Lelujkow, zreszta nikogo w domu nie bylo. Odpowiedz Link
piotr7777 Re: Irytacje w Jezycjadzie 17.06.07, 12:21 Przypomniała mi sie z "KK" historia z Natalią i siódemką a konkretnie postawa Ignacego, który w tym momencie oblał egzamin z rodzicielstwa. Odpowiedz Link
sowca Re: Irytacje w Jezycjadzie 05.12.07, 00:11 Strasznie, strasznie, strasznie denerwują mnie 2 rzeczy: 1) Scena powrotu Natalii z Cypru. Dziewczyna wraca z zagranicy, po rocznej nieobecnosci w domu. Wraca rowniez Gabriela - po dwudniowym wyjezdzie po Nutrię do Warszawy. I coż robią Mila i Ignacy? "Gaba, Gaba! - zakrzyknęła tęsknie babcia". W tym momencie mam ochotę po prostu kopnąc Milę w tyłek. Ignacy nieco ratuje sytuację "wzniósł okrzyk identyczny w tonacji i natężeniu: Nutria,Nutria!". Ale juz w chwile pozniej "Gabrysiu, nie było Cię tak długo. - Tak, całe dwie doby! Gabrysiu,dom bez Ciebie ejst okropnie pusty". Ta scena jest jedyna w całej ukochanej mojej "jezycjadzie", ktora powoduje u mnie mdłości. Na miejscu Natalii odwrocilabym się, wsiadła z powrotem do pociągu i wrocila na Cypr, a rodzice niech sie dalej napawają swoją naukochańsża, najdrozsza Gabusieńką. 2) Juz nie konkretna scena, ale watek. Irytuje mnie, ze Pyza związała się z Fryderykiem, mając pod nosem Wiktora i Adriana! Był taki moment w "Tygrysie i Rózy", a potem w "Kalamburce", zwe wydawalo mi sie, ze Adrian ma szanse. Tymczasem lipa, ciąża i Fryca nie da się wywalić z życia. Nie macie wrażenia, ze to miało być inaczej, ze MM planowala jednak ozenic Adriana z Różą? Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 05.12.07, 00:27 1/ Mam tak samo. Kiedy to czytam, robi mi się przykro za Natalię. Tak samo w momencie, kiedy Ida i Pulpa podczas tego spotkania (naprawdę musiały akurat w chwili powrotu Natalii po rocznej nieobecności?!) ogłaszają fakt bycia w ciąży, i już nikt na biedną Nutrię nie zwraca uwagi, co zresztą jest wspomniane... No oczywiście, bo przecież CIĄŻA jest ważniejsza niż wszystko inne :-/ 2) Nie sądzę, że Adrian miał się (w zamyśle Autorki) ożenić z Różą, nic na to nie wskazywało. Myślę, że MM nie miała tak naprawdę ostatecznego konceptu co do Róży, i stąd te takie rozmyte wątki. Być może stało się tak, jak z Nutrią, Robrojkiem i Czesławem Miłoszem ;- ) - w pewnym momencie ktoś przekonał MM, że jednak najlepiej będzie, jeśli to Róża i Frycek... Na nieszczęście dała się przekonać. Na nieszczęście, bo o ile wątek Natalii i Robrojka całkiem nieźle się zazębia, o tyle wątek Róży i Frycka nie. Zwłaszcza "nie" wątek nieślubnej ciąży i małej Mili. Odpowiedz Link
grimma Re: Irytacje w Jezycjadzie 05.12.07, 10:16 pewnie w innnych watkach o tym bylo ale mnie za kazdym razem do granic mozliwosci irytuje scena powrotu Frycka. Roza w zaawansowanej ciazy, z calym tym ciazowym kramem musiala radzic sobie sama, czula sie porzucona i kurde jak w balladzie o princessie doni i oarobku didku: zjawia sie jak nagle kiedys zniknal, sterany bies ze srebrna na policzku nitka - emigrant Didko) no zesz.. a ona go jesli dobrze pamietam ciastem czestuje, i caluje. tylko zaba jakies emocje pokazuje ja bym dostala ataku furii i kazala sie wynosic Odpowiedz Link
lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 05.12.07, 22:41 Ignacy Grzegorz wkurzaja mnie tez jego rodzice i dziadek-jak mozna spokojnie patrzec na takie dziecko,przeciez to nienormalne,ze dziesieciolatek wybiera sobie szlafroczek z aksamitnymi wylogami,a poza tym co ze slynnym "chrzanic garniturek teraz potrzebne mi beda dzinsy"?Juz Ignas mial znormalniec a tu znowu garniturek.W prawdziwym swiecie dziewczynka taka jak Diana smialaby sie z chlopca ubranego w upal w garnitur. I dlaczego Gabrysia wiecznie ubrana w dzinsy i koszule flanelowa kupowala Ignasiowi garniturki i ohydne adidaski i czapke w biedronki?Dlaczego dziedek kaze sledzic Laure i wszyscy to toleruja?Poza tym gdyby moj brat(5lat mlodszy) zrobil cos takiego mialby ciezkie zycie ze mna. Odpowiedz Link
sowca Re: Irytacje w Jezycjadzie 06.12.07, 18:30 O tak, o tak. zapomnialam o tym witaniu ciastem Fryderyka! Ta scena z kolei doprowadza mnie po prostu do szału. Wszyscy sie wzruszaja, patrzac na mlodego boga, ktory łaskawie zechcial wrocic do kobiety, ktrej zrobił dziecko i ktora po prostu wczesniej olał! Dlcazego kobiety w rodzinie, Roza,ale tez Gaba i Babi, wzruszaja sie i maja lezki w oczach, zamiast skorzystac z okazji i przywalić mu w rumieńczyki? Niech poczuje jak to super być odrzuconym... I jeszcze sceny z tego samego gatunku: "może herbatki?" rzuca Pyza do swego niewidzianego od jakiś 20 lat tatusia. Jddynie cięzki szok moze usprawiedliwic tak idiotyczny tekst. Odpowiedz Link
lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 06.12.07, 22:10 w opisie powrotu Fryderyka najbardziej denerwuje mnie to,ze i Gabrysia, i mama Borejko zachowuja sie tak jakby od razu wiedzialy ,ze on wroci.I te jego glupie tlumaczenia ze nie odbieral telefonow i maili bo byl zajety-przez kilka miesiecy?i ze po jednym mailu do Pyzy postanowil odkupic winy czynami zamiast napisac drugi i trzeci raz czy zadzwonic?wolalam Wiktora Odpowiedz Link
sowca Re: Irytacje w Jezycjadzie 06.12.07, 22:32 Całkowicie się z Tobą zgadzam. A ponadto uważam, ze powrot Fryderyka nie był w gruncie rzeczy jego wspaniałym i szlachetnym gestem - było jego psim obowiązkiem zainteresowanie się dzieckiem. W tym wypadku poniekąd zgadzam się z Ignacem, ktory nie ma Frycka za grosz zaufania (choc zakazy slubu to oczywiscie zaden argument). Ogolnie: Fryderyk Schoppe - największa irytacja Jezycjady. Odpowiedz Link
tygrys2112 Re: Irytacje w Jezycjadzie 06.12.07, 22:56 nie do końca się z Wami zgadzam. że Fryderyk się zachował okropnie, to nie ulega wątpliwości. Ale myślę raczej, że nie było sensu robić mu awantury, jeśli wrócił. Zrozumiał swój błąd, naprawił go. Jako rodzina wyznająca wartości chrześcijańskie Borejkowie powinni byli mu wybaczyć :]. Poza tym pomyślcie o Róży - przez ten cały czas ona go nadal kochała. Miłość nie jest racjonalna. Gdyby Babi i Gabriela napadły na Fryderyka, Róża mogła by zareagować w jakiś szalony sposób - odciąć się od rodziny lub zrobić coś głupiego. Myślę, że one były tegoświadome i dlatego zgodziły się na drugą szansę Fryderyka. Odpowiedz Link
lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.12.07, 22:20 ale tu nie chodzi o to,zeby robic awanture Fryderykowi,tylko o cale to powitanie pt:Super,fajnie, ze jestes, nic sie nie stalo przeciez,od poczatku wiedzialysmy,ze wrocisz. Nic dziwnego,ze jak Pyza rodzila Frycek byl w Warszawie i wrocil 2dni po porodzie-przeciez nic sie nie stalo!w koncu przeciez zobaczyl swoja corke nie ma sie czym przejmowac. Odpowiedz Link
lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.12.07, 22:28 przypomnialam sobie,co mnie bardzo zdenerwowalo w KK:Ignacy,piszac list do Mili do szpitala tlumaczyl jej,ze zainteresowanie Pyziaka Gabriela ma charakter scisle intelektualny,gdyz MIMO ZE JEST ONA DZIEWCZYNA,POSIADA PRZECIEZ UMYSL no i nie wiem czepiac sie tego czy nie? Odpowiedz Link
szprota Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.12.07, 23:07 Czepiać. Szalenie to szowinistyczne. Odpowiedz Link
sowca Re: Irytacje w Jezycjadzie 11.12.07, 23:30 Tygrysie, Lutecja mądrze napisała i w pełni się z nią zgadzam. To nie chodziło o to,żeby na widok Frycka złapać siekierę i rzucić się na niego z bojowym okrzykiem. Chodzi o to, że cała scena powitania Fryderyka ma taki charakter, jakby Frycek popisał się nie lada bohaterstwem. Wszyscy się wzruszają, Gabrysia ma łzy w oczach, Babi dziękuje Bogu. Nie ma wyjaśnienia sytuacji. Po prostu - wszystko jest cudownie, przyjmujemy niewiernego na łono rodziny. Dzielny Frycek wrócił. Nie ponosi żadnej, absolutnie żadnej odpowiedzialności za to, co zrobił. I Lutecja ma rację - to sprawiło, że pózniej ani pomyślał o tym, że warto by Rózę wspierać chociaż przy porodzie, skoro olewał ją przez cały okres ciąży. Notabene, kolejna irytacja jeżycjadowa. Uch, jak ja nie lubię tego Fryderyka;/ Odpowiedz Link
lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 12.12.07, 00:59 nie czepialabym sie gdyby Ignacy napisal:"oprocz tego ze jest ladna dziewczyna, ma tez sprawny umysl i na to zwrocil uwage Pyziak"niby podobnie a jednak inaczej Odpowiedz Link
black_steed Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.12.07, 21:20 O tak! Szowinista, cholerny! :// Przy pierwszym czytaniu zupełnie nie zwróciłam uwagi na ten fragment (eh.. pewnie za młoda byłam :)). Dopiero potem mi się rzuciło w oczy. I aż mną zatrzęsło :) Te jego słowa można spokojnie dopisać do dłuuugiej listy pt."Dlaczego Ignac jest taki beznadziejny?". Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Jeszcze raz prośba 16.12.07, 00:21 Cytujcie fragmenty, na które odpowiadacie - pliiz! Odpowiedz Link
kaliope3 Re: Irytacje w Jezycjadzie 19.12.07, 00:18 the_dzidka napisała: > 1/ Mam tak samo. Kiedy to czytam, robi mi się przykro za Natalię. > Tak samo w momencie, kiedy Ida i Pulpa podczas tego spotkania > (naprawdę musiały akurat w chwili powrotu Natalii po rocznej > nieobecności?!) ogłaszają fakt bycia w ciąży, i już nikt na biedną > Nutrię nie zwraca uwagi, co zresztą jest wspomniane... No > oczywiście, bo przecież CIĄŻA jest ważniejsza niż wszystko inne :-/ > > 2) Nie sądzę, że Adrian miał się (w zamyśle Autorki) ożenić z Różą, > nic na to nie wskazywało. Myślę, że MM nie miała tak naprawdę > ostatecznego konceptu co do Róży, i stąd te takie rozmyte wątki. Być > może stało się tak, jak z Nutrią, Robrojkiem i Czesławem Miłoszem ;- > ) - w pewnym momencie ktoś przekonał MM, że jednak najlepiej będzie, > jeśli to Róża i Frycek... Na nieszczęście dała się przekonać. Na > nieszczęście, bo o ile wątek Natalii i Robrojka całkiem nieźle się > zazębia, o tyle wątek Róży i Frycka nie. Zwłaszcza "nie" wątek > nieślubnej ciąży i małej Mili. > Coś w tym jest-a propos Frycka-bracia Lelujkowie mimo wszystko są naturalni i w miarę autentyczni,od Fryderyka wieje sztucznością i kompletnym nieprawdopodobieństwem jeśli chodzi o zachowanie i słowa ( te uwagi na temat obsady "ogniem i mieczem" aż skręca jak się czyta...),nie wiem, może już wtedy zaczął MM kiełkować pomysł z dramatem w życiu Róży,taka paralela losu matki i córki?Tylko że tym razem smutny los porzuconej matki został niejako "odczarowany"w postaci powrotu marnotrawnego Fryderyka,MM wiedziała że ani Wiktor ani Adrian tak by nie postąpili. Odpowiedz Link
blue_sapphire Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.12.07, 10:48 O jak mnie strrrrrasznie irytuje ten maly stary Ignacy Grzegorz. Gdzie się podziały te wszystkie fantastyczne dzieci, ten Bobcio z myszą, Mamerciątka z gumami do żucia, Kozio z parówkami, mała Pulpa i Natalia, która udawała chłopca. Nawet Pyza i Tygrys były cudownie wyraziestymi charakterami (charrrrakterkami;), a IG to tylko chodząca papierowa karykatura. Józinek niby lepszy, ale jakos nie moge uznać go za prawdziwe "żywe" dziecko. Trolla też jest plastikowa i całkowicie jednowymiarowa. No i dlaczego te książki dla dojrzewających/dojrzałych kobiet pisane są z perspektywy dziesięcioletniego chłopca!!! Czy to Wam nie preszkadza? Odpowiedz Link
szprota Re: Irytacje w Jezycjadzie 20.12.07, 20:43 blue_sapphire napisała: >No i dlaczego te książki dla dojrzewających/dojrzałych kobiet pisane są z perspektywy dziesięcioletniego chłopca!!! Czy to Wam nie preszkadza? Przeszkadza. Pisałam o tym w komentarzu do artykułu w WO: trudno mnie, trzydziestoletniej kobiecie, znaleźć teraz w Jeżycjadzie postać, z którą mogłabym się utożsamić. Moją jeżycjadową rówieśniczką jest Aurelia, która budziła moją sympatię jako Geniusia, a współczucie przemieszane z irytacją jako introwertyczna i ponura Orelka w DP. W Żabie jest już kompletną wycinanką z papieru :/ Reszta kobiet, z którymi dorastałam: Gaba, Ida - stała się postaciami, rzekłabym, komiksowymi - zwróćcie uwagę, że nawet zgodnie z prawidłami komiksu występują prawie zawsze w tych samych szatach (kitelek Idusi, kraciasta koszula Gaby). Swoją drogą jeżycjadowy komiks w stylu Marzi byłby niezłym pomysłem... Dygresja. Dzieci są stare-maleńkie, nastolatki - tu pewnie będę odosobniona w sądzie - niesympatyczne: pantoflarz Wolfi, snobka Laura (a taka była urocza jeszcze w Tygrysie i Róży!), sztywna jak mahakamski sihill Żaba, bełkoczący omal od rzeczy Piotruś. Jedynie Pawełek daje się lubić, ale o nim z kolei wiadomo tyle, co podejrzane z perspektywy jego brata albo Hildegardy. Odpowiedz Link
lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 30.12.07, 12:41 z racji Swiat pzrypominalam sobie Noelke i jakos zirytowal mnie fragment, gdy Mila slyszac,jak Ignacy cytuje Horacego, zastanowila sie,z kim on rozmawia, bo "przeciez nie z ekspedientka" (Ignacy mial dzwonic po sklepach i pytac o buty dla Idy) czy wg Borejkow(a raczej autorki) ekspedientki to same niedouczone i nieinteligentne osoby?a moze jakas bezrobotna filolog klasyczna czy osoba po maturze w klasie humanistycznej akurat znalazla prace,albo nawet(o zgrozo)byla wlascicielem sklepu z obuwiem i w nim sprzedawala? irytuje mnie to patrzenie z gory na innych nie kazdy wyksztalcony i inteligentny czlowiek zna lacine a nawet jak nie jest wyksztalcony i inteligentny to i tak nalezy mu sie szacunek Odpowiedz Link
mankencja Re: Irytacje w Jezycjadzie 30.12.07, 18:36 > z racji Swiat pzrypominalam sobie Noelke i jakos zirytowal mnie fragment, gdy > Mila slyszac,jak Ignacy cytuje Horacego, zastanowila sie,z kim on rozmawia, bo > "przeciez nie z ekspedientka" (Ignacy mial dzwonic po sklepach i pytac o buty > dla Idy) > czy wg Borejkow(a raczej autorki) ekspedientki to same niedouczone i > nieinteligentne osoby?a moze jakas bezrobotna filolog klasyczna czy osoba po > maturze w klasie humanistycznej akurat znalazla prace,albo nawet(o zgrozo)byla > wlascicielem sklepu z obuwiem i w nim sprzedawala? > irytuje mnie to patrzenie z gory na innych > nie kazdy wyksztalcony i inteligentny czlowiek zna lacine > a nawet jak nie jest wyksztalcony i inteligentny to i tak nalezy mu sie szacune > k ja mysle, ze chodzi raczej o to, ze rozmawiajac z ekspedientka w konkretnej sprawie, czlowiek nie wdaje sie w dluzsze pogawedki okraszone cytatami, tylko stara sie szybko i rzeczowo sprawe zalatwic. o ile wiec np. bernard moglby zaczac snuc jakies opowiesci i dygresje w ucho kobiety z butami, o tyle ignacy raczej by sie od tego powstrzymal. on tez co prawda lubi sobie pogadac, ale zachowuje jednak pewien umiar Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: Irytacje w Jezycjadzie czyli bezmierny Ignac 30.12.07, 22:16 mankencja napisała: >ignacy raczej by sie od > tego powstrzymal. on tez co prawda lubi sobie pogadac, ale zachowuje > jednak pewien umiar Ignacy, umiar??!? Dobre, dobre hihihihi :D Odpowiedz Link
mankencja Re: Irytacje w Jezycjadzie czyli bezmierny Ignac 30.12.07, 23:17 > > Ignacy, umiar??!? Dobre, dobre hihihihi :D > w porownaniu z bernardem. w rozmowie z ekspedientka umialby sie powstrzymac Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 30.12.07, 23:00 > czy wg Borejkow(a raczej autorki) ekspedientki to same niedouczone i nieinteligentne osoby? Nie. Ale gadałabyś z ekspedientką łacińskimi cytatami? Odpowiedz Link
lutecja4 Re: Irytacje w Jezycjadzie 31.12.07, 07:49 gdybym miala w zwyczaju rzucac w rozmowie lacinskie cytaty, pewnie by mi sie wyrwalo a Ignacy gada lacinskimi cytatami do wszystkich nie wiedzac czy znaja lacine,wiec czemu nagle ekspedientka jest niegodna takiej rozmowy? Odpowiedz Link
isk.ierka Re: Dziękuję Ci Lutecjo. 16.03.09, 21:35 Chciałam bardzo podziękowac Ci za obronę ekspedientek. Ja mimo tytułu magistra filologii polskiej ( z jakaśtam znajomością łaciny), od kilku lat albo pracuję w sklepach albo jestem bezrobotna. W moim mieście panuje bowiem taka korupcja i układziki, że mimo 24 szkół bez pleców nie ma szans nawet na odrobienie stażu. Mimo usilnych starań, mnóstwa kasy wydanej na bilety autobusowe i Pkp ( szukam pracy w całym wojewodztwie ) nikt nie zaproponował mi ani godziny stażu. Moje koleżanki z roku wylądowały podobnie. Lekceważenie dla handlowców i pracowników fizycznych na kartach moich ulubionych ksążek nie tyle wręcz irytuje, co boli. Podobnie jak teorie klientów, że na kasach siędzą tylko niedouczki i matołki po podstawówkach:( Siędzą i magistrzy i to bynajmniej nie z wyboru. MY TAK MUSIMY< A NIE CHCEMY. :( Pewnie MILKA Z IGNACYM ani słowa by do mnie nie powiedzieli uważając mnie za półmózga. Dziękuję Ci więc jeszcze raz w imieniu "szarej masy "wykonywującej według Murejków poniżającą pracę. Odpowiedz Link
ding_yun Re: Dziękuję Ci Lutecjo. 16.03.09, 21:43 Ech, właśnie u Borejków jest ten rozdźwięk - z jednej strony Pyzunia chce sprzedawać kuraki w budce z miłości do dziecka, z drugiej strony jest przesłanie, że każdy kto ma gorszą pracę na taką zasłużył, ona odpowiada jego aspiracjom. Każdy mgr znajduje pracę na poziomie, niekoniecznie dobrze płatną, ale ambitną. A o taką najtrudniej. "Dorobić się" można na wiele sposobów - nie mam na myśli nieuczciwych sposobów, tylko tych z "niższej półki". Mieć pasjonującą i satysfakcjonującą pracę nie jest tak łatwo. Odpowiedz Link
wushum Re: Dziękuję Ci Lutecjo. 16.03.09, 22:57 Pyzunia może sobie pozwolić na takie idee, bo wiadomo, że do tego nie dojdzie. Ja nie mogę po prostu przetrawić tych tekstów Ignacego o szlachetnym ubóstwie, bo mam wrażenie, że oni nie wiedzą o czym mówią. Pasjonująca i satysfakcjonująca praca, to zazwyczaj coś, co możemy sobie robić na własny koszt i "do szuflady", a znajomi mogący tapetować forsą mieszkanie, poklepią po ramieniu, mówiąc że podziwiają naszą ambicję, twórczość, niezłomność itepe, oraz pocieszać, że kto wie, może po śmierci zostaniemy docenieni. Kiedy myślę o Mili - geniuszu pisarskim na wielką skalę - to nie wiem, czy wpadać pod stół ze śmiechu, czy wybrać się w poszukiwaniu autorki. Chociaż to drugie nie miałoby sensu. Tłumaczenie komuś realiów, które go nie dotyczą, chyba nie ma sensu. Zostanę więc pod stołem, bo jak już nic nie można zrobić, pozostaje śmiech. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Dziękuję Ci Lutecjo. Za pozwoleniem... 16.03.09, 22:37 Iskierko, rozumiem Twoją frustrację i współczuję. Przypominam jednak Tobie i innym, że kiedy Ignac Borejko szukał przez telefon butów po sklepach, to był rok 1991, sam początek tzw. transformacji, i wówczas "na kasach" i za ladami sklepów nadal zasiadały panie po zawodówkach handlowych, a nie wykształceni magistrowie bez widoków na pracę. Ci ostatni zaczęli dobijać się o pracę "na kasach" znacznie później! Więc IMHO rozpętanie tutaj afery, że to brzydko sugerować, iż z ekspedientką nie da się porozmawiać o Spinozie (rozpętanie nie przez Ciebie oczywiście, bo temat jest już poruszany od dłuższego czasu) uważam za złośliwe czepialstwo. MM miała rację sugerując, że to raczej nie z ekspedientką Ignac wtedy musiał rozmawiać. Przy całym szacunku dla pań z Emhade. Nie te czasy co teraz. Odpowiedz Link
wushum Re: Dziękuję Ci Lutecjo. Za pozwoleniem... 17.03.09, 00:00 Hm. Ja się jeszcze wtrącę i powiem, że z kolei nie pojmuję pogardy dla bliźniego, wszystko jedno, jakie ma wykształcenie. Ale to moja prywatna opinia. Odpowiedz Link
wushum a Isk.ierko 17.03.09, 01:19 Tak sobie pomyślałam, może jak już jest marnie, to najlepiej zamachnąć się motyką na słońce - nie wiem, tak sobie kombinuję, że bywają jakieś konkursy literackie, albo może gdzieś w szufladzie zalega Ci jaka własna książka i może warto gdzieś to wysłać? A jak nie zalega, to po prostu ją napisz, a potem wyślij do wydawnictw? Roześlij próbki tekstów do czasopism? Skoro Rowling mogła podźwignąć się ze swojego doliska - bo ponoć została z dziecięciem na ręku i nie miała nic /nawet na ogrzewanie brakowało jej kasy/ - to kto wie? W sumie możliwe jest wszystko. Odpowiedz Link
isk.ierka Re: a Isk.ierko 17.03.09, 15:36 Wushum dzięki za radę. Trudno mi wyobrazic sobie siebie jako autorkę, ale ponoc nie święci garnki lepią, a sama bym na to nie wpadła. W ogóle to nie jestem tak bardzo stetryczała zrzędą jak to wczoraj wyszło. Miałam po prostu nie najlepszy dzień i kilku uperdliwych klientów. A tak ogólnie to dosc miła osoba podobno jestem :). Zresztą jak się człowiek trochę wyżali w doborowym towarzystwie to od razu mu lżej na duszy ( i terapeuta go nie oskubie z resztek kasy). Pozdrawiam Odpowiedz Link
isk.ierka Re: a Isk.ierko 17.03.09, 19:16 Dzięki za porady. Spróbuję z nich skorzystac. A jak mi się uda to oczywiście od razu napiszę. Uczcimy to pysznym wirtualnym torcikiem ze słodziutką masą jelitkową:) Odpowiedz Link
ding_yun Re: a Isk.ierko 17.03.09, 19:18 A może zaczniesz pracować jako redaktorka MM? :))) Już nieraz wspominałyśmy, że przydałby się jej ktoś uważny, kompetentny i krytycznie nastawiony :) Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Dziękuję Ci Lutecjo. Za pozwoleniem... 17.03.09, 07:36 > Hm. Ja się jeszcze wtrącę i powiem, że z kolei nie pojmuję pogardy dla > bliźniego, wszystko jedno, jakie ma wykształcenie. Ale jakiej pogardy? Mila Borejko po prostu się zdumiała. Miała do tego pełne prawo, zważywszy, iż swojego czasu NIE spotykało się ekspedientek mających pojęcie o tym, kim był Seneka. A nawet jeśli takie cudo by się zdarzylo, to nie wyobrażam sobie takiej ekspedientki dyskutującej z klientem po łacinie podczas zakupów :) Mila też nie. No nie róbcie z MM aż takiego potwora. Łapiecie za słówka i tyle. Odpowiedz Link
wushum Re: Dziękuję Ci Lutecjo. Za pozwoleniem... 17.03.09, 10:32 Mnie bardziej chodzi o całokształt Jeżycjadowy. Li i jedynie. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 30.12.07, 23:04 > bełkoczący omal od rzeczy Piotruś Piotruś jest niestety wierną kopią swego ojca - i bełkocze nie "omal od rzeczy", tylko kompletnie od rzeczy. Zarówno Piotruś, jak i Bernard, zasługują na gilotynę - dwa oszałamiające głupy, sztucznie kreowane na oryginały, irytujące do nieprzytomności. Odpowiedz Link
abigail83 KOSZMAR 04.01.08, 16:27 Poczynając od "imienin", Jeżycjada schodzi na przyslowiowe psy. Czytam kolejne tomy z rosnaca irytacja, Ignacy Borejko blednie przy nieudolności wychowawczej Gabrieli (czy gdy Ignacy Grzegorz, przerażony szerszeniami, uciekl do jeziora, ktos sie zainteresowal, dokad pobiegl i gdzie jest? notabene jak pozniej wyslal smsa do rodzicow, skoro niechybnie zamoczyl telefon;), - powrot marnotrawnego Fryderyka (twierdzi, ze wcale nie uciekl i nie bylo go tylko 5 mies, zapewne w USA nie ma telefonow ani maili "zmienilem adres mailowy", absurd; zeby mogl sie skontaktowac choc raz z ciezarna Pyza - wszyscy oprocz Borejkow to prymitywy, przyslowiowa glupia pani Sznytek i Esmeralda Kopiec no i najgorsze - narracja z perspektywy dziecka. Efekt - stare malenkie kreatury, przedwczesnie dojrzale, w pewnych momentach MM przeholowuje - Ignacy Grzegorz w wieku 1,5 "kreslacy idealne kola", a 3-letni - czyta i gada po lacinie. KOSZMAR. Do tego pretensjonalny. Odpowiedz Link
sowca Re: KOSZMAR 06.01.08, 23:23 Przypomniała mi się jeszcze jedna irytacja, tym razem z "Nutrii i Nerwusa". Otóż nie mogę po prostu zrozumieć, jakim cudem dziecko, które zachowało się tak jak Laura (przypominam: była skarbniczką w swojej klasie, a zebrane pieniądze wydawała na lody) nie ponosi żadnych konsekwencji swojego zachowania? uważam, że to jednak poważna sprawa, pomijając już to, że Gaba musiała na pewno z własnej kieszeni oddać pieniądze, to jeszcze było to nic innego jak oszustwo! Ta sama Gaba, która w "Pulpecji" płacze, gdy córka nie chce się przyznać do gfłupiego żartu, jaki zrobiła Idzie, tym razem traktuje oszustwo Laury na tyle lekko, że dziewczynka jest pewna, że "kara się odwlecze, a więc i uciecze". Kolejny przykład nieudolności wychowawczej Gabrieli...Sama nie jesten zwolenniczką jakiegoś wyrafinowanego karania, ale chyba jakieś konsekwencje Tygrys powinien ponieść. Odpowiedz Link
kaliope3 Re: KOSZMAR 10.01.08, 13:23 No tak, ale jak sam Tygrys nie raz z goryczą wspominał Gabriela zajęta była wówczas przede wszystkim swoim najukochańszym synkiem (wunderkind dla reszty rodziny).Laura ze swoimi grzechami to było już trochę za dużo dla steranej i męczonej skrzepem w nodze matki.Najlepiej było wysłać niegrzeczną córeczkę jak najdalej-chociażby pod opieką kogoś tak rozkojarzonego jak Nutria,a co tam... Odpowiedz Link
lutecja4 jako feministka 18.01.08, 08:15 przypomnial mi sie jeszcze jeden tekst,ktory mnie denerwowal i to wygloszony w ksiazce przez kobiete otoz Gabriela "wolala jednak sprawdzonych lekarzy,NAJLEPIEJ PLCI MESKIEJ..." pozdrawiam kobiety lekarki Odpowiedz Link
the_dzidka A tak nawiasem mówiąc 18.01.08, 14:18 > Ta sama Gaba, która w "Pulpecji" płacze, gdy córka nie > chce się przyznać do gfłupiego żartu, jaki zrobiła Idzie Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego z tej białej róży zrobili takie wielkie halo. Że taki brzydki głupi dowcip. Na litość boską, przecież to nie była zapalona gromnica! Odpowiedz Link
kaliope3 Re: A tak nawiasem mówiąc 18.01.08, 23:16 ha,ha,prawda,zresztą nigdy nie mogłam zrozumieć w jaki sposób niby ta róża tkwiła w dłoniach Idy pionowo,bo tak tam jest to opisane. Może to miał być zresztą taki niewinny jeszcze początek wątku trudnego charakteru Tygrysa-trochę to,przyznam,nieprzekonujące!Mnie w Pulpecji zawsze irytowała jeszcze jedna sprawa-nie wiem, być może bardzo się mylę sądząc że w latach 90-tych gdzieś tam już bywało dostępne usg dla kobiet w ciąży ( może o tym już pisano),a jeśli nawet nie to niewiarygodne wydaje mi się aby w tych samych latach 90-tych lekarz prowadzący Kreskę naprawdę nie był w stanie określić że spodziewa się ona bliźniaków-tym bardziej że małe zdaje się wcześniakami nie były,za to gabaryty miały ok. Odpowiedz Link
sowca Re: A tak nawiasem mówiąc 18.01.08, 23:39 A to akurat jest możliwe. Moja znajoma urodziła bliźniaczki w roku 1994, a więc mniej więcej w tym samym czasie, co Kreska, i też do ostatniej chwili nie wiedziała, że urodzi dwójkę dzieci! I nawet nie utyła więcej niż przy pojedynczej ciąży - jak to ujęła "Byłąm w tej mnogiej ciąży szczuplejsza niż jestem teraz!" :D Był straszny szok, kiedy zamiast jednej dziewczynki urodziły się dwie i na gwałt trzeba było kupować drugie łózeczko :D Odpowiedz Link
notting_hill Re: A tak nawiasem mówiąc 20.01.08, 20:09 Mnie natomiast irytuje cały wątek, kiedy Ida z Markiem (po swoim ślubie) mają niby to udać się do swojego pokoju na coś w rodzaju nocy poslubnej, a dzieci Pyza i Tygrys w jakiś nieświadomie złośliwy sposób im to skutecznie uniemożliwiają, przy cichej aprobacie całej pozostałej dorosłej cześci rodziny. Bo tak chyba trzeba zinterpretować fakt, że nikt z dorosłych nie położył kresu tej szopce, którą obie dziewczynki urządziły. Jak dla mnie to cały ten wątek jest niesmaczny, bo niby w zewnętrznej warstwie świadczy o tym, jakie to obie dziewczynki były niesforne, a jednak zawsze miałam wrażenie że tam o coś więcej chodzi. Odpowiedz Link
zieleniack Re: Ida i Marek 20.01.08, 21:51 A mnie natomiast lekko irytuje relacja Idy i Marka w "Noelce" i "Pulpecji". wg mnie jest sztuczna. Kiedys na to nie zwracałam uwagi. Ale ostatnio przeczytalam i "Noelke" i "Pulpecje", to spojrzałam na to okiem babki, która jest w zwiazku na powaznie i która planuje slub i eee.. sorry, ale nie wyobrazam sobie popiskiwac do swojego faceta glosem zbolałego kurczątka czy zachowywac sie, jakbym była w gimnazjum na pierwszej randce, bo Ida czasem taka jest, kiedy mówi do Marka-udaje słodką, kryjac swoją ironiczno- złośliwą naturę. Rozumiem, gdyby to było przy ich pierwszych spotkaniach, bo chciałaby pokazać się z lepszej strony, założyć maskę słodkiej panny... Ale przed ślubem? Jakieś to takie mało dojrzałe dla mnie. Ja tam wyznaje zasade szczerosci, ze lepiej dac sie poznac takim, jakim sie jest, a nie nosic maske, bo przeciez gdy ona opadnie, to moga pojawic sie jakies kwasy... Nie wiem, czy zwrociliscie na to uwage, dla mnie to niepowazne O_O Może to ma być taka karykatura związku czy coś, nie wiem. Ale dla mnie to jakies takie... dziwne.... Odpowiedz Link
sowca Re: A tak nawiasem mówiąc 20.01.08, 21:57 Oj, zgadzam się z Tobą, ta scena zawsze budzi we mnie współczucie dla Idy i pogardę dla Prawdziwego Mężczyzny, jakim był Marek :P pozwalać, żeby dwie smarkule psuly noc poślubną! Ida wprawdzie zrobiła awanturę Gabrieli, ale to nie przyniosło skutku. Nie wydaje mi się jednak, zeby ta scena miała jakiś podtekst - chodzilo chyba raczej o pokazanie, że nikt nie miał wpływu na Tygrysa... Odpowiedz Link
notting_hill Re: A tak nawiasem mówiąc 21.01.08, 19:53 Nie wydaje > mi się jednak, zeby ta scena miała jakiś podtekst - chodzilo chyba > raczej o pokazanie, że nikt nie miał wpływu na Tygrysa... Jakoś trudno mi to pojąć, sama mam córkę i nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, żeby w sprawach naprawdę ważnych nie być w stanie okiełznać własnego dziecka! Oni po prostu milcząco na to wyrazili zgodę, tak jakby było im to na rękę. Ja w tej scenie wyczuwam zakłamanie i unikanie jawnej konfrontacji z czymkolwiek co w jakiś sposób ma związek z seksem! A dzieci w jakiś magiczny sposób to wyczuwają, nawet nie będąc tego świadomymi. A Marek, no, z pewnością dla niego to było trudniejsze niż dla pozostałych członków rodziny, bo przecież był i swieżo poślubionym mężem, i nie był na swoim terenie. "Oczywistą oczywistością" jest, że gospodarze tego domu powinni byli wykazać się jakąś elementarną wrażliwością i poszanowaniem uczuć innych ludzi, ale jakoś im tego zabrakło. Jak zresztą w kilku innych przywołanych już wcześniej przykładach. Odpowiedz Link
sowca Re: A tak nawiasem mówiąc 21.01.08, 21:53 Nie mam córki, więc się w tej kwestii nie wypowiem :) Fakt, że było to strasznie irytujące. I na miejscu Idy chyba bym sobie z tym poradziła, choćbym miała przemocą wyrzucić Pyzę i Tygrysa z pokoju i drzwi zastawić mlecznoróżową szafą. Odpowiedz Link
doti.80 Re: A tak nawiasem mówiąc 20.01.08, 22:30 notting_hill napisała: > Mnie natomiast irytuje cały wątek, kiedy Ida z Markiem (po swoim > ślubie) mają niby to udać się do swojego pokoju na coś w rodzaju > nocy poslubnej, a dzieci Pyza i Tygrys w jakiś nieświadomie złośliwy > sposób im to skutecznie uniemożliwiają, przy cichej aprobacie całej > pozostałej dorosłej cześci rodziny. Bo tak chyba trzeba > zinterpretować fakt, że nikt z dorosłych nie położył kresu tej > szopce, którą obie dziewczynki urządziły. Jak dla mnie to cały ten > wątek jest niesmaczny, bo niby w zewnętrznej warstwie świadczy o > tym, jakie to obie dziewczynki były niesforne, a jednak zawsze > miałam wrażenie że tam o coś więcej chodzi. Całkowicie się zgadzam. Czytałam Pulpecję niedawno i przy tej okropnej scenie, która mogłby być zabawna, gdzyby nie była tak rozbudowana, naszła mnie refleksja, że jedyną osobą, która zachowuje się normalnie jest Ida. Co prawda na jej miejscu czułabym się speszona mając w perspektywie noc poślubną w domu pełnym rodziny, nawet po legalnym, kościelnym ślubie (+wykrochmalona do niemożliwości pościel), ale faktem jest, że tylko ona reaguje prawidłowo. Gabriela i Ignacy zachowują się po prostu niestosownie, a Marek, jak dla mnie, kwalifikuje się do szybkiego rozwodu. Odpowiedz Link
ding_yun Re: A tak nawiasem mówiąc 22.01.08, 00:31 Ech tak tak, urocza noc poślubna, jedna z najbardziej irytujących mnie scenek. Swoją drogą ciekawe czy Marek pojawiał się u Idusi w domu wcześniej w celach wiadomo jakich i czy mieli oni szansę na odrobinę bliskości w tym domu pełnym ludzi, wysoce zresztą nietaktownych. Bo jeśli nie dali im spokoju w noc poślubną to w jaki inny dzień mogliby się rozkoszować samotnością... Odpowiedz Link
doti.80 Re: A tak nawiasem mówiąc 22.01.08, 00:39 ding_yun napisała: Swoją drogą ciekawe czy Marek pojawiał się u Idusi w > domu wcześniej w celach wiadomo jakich i czy mieli oni szansę na > odrobinę bliskości w tym domu pełnym ludzi A gdzie tam, to znaczy może się i pojawiał w niecnych zamiarch, ale nie śadzę, żeby mu/im się udało. Czytając Pulpecję pierwszy raz zastanawiałam się złośliwie czy Ida (jedna z moich ulubionych bohaterek)dotrwała do ślubu w wieku lat 28 nietkniętą dziewicą. Wyszło mi, że nie. Temperament, charakter, no i była w końcu "lodołamaczką serc". Oczywiście to moja prywatna opinia. Ciekawe czy kiedyś MM poruszy taki temat nie w kontekście nieślubnej ciąży. Odpowiedz Link
lutecja4 Re: A tak nawiasem mówiąc 22.01.08, 09:03 a moze to Ida bywala u Marka,w koncu on tez musial gdzies mieszkac,chyba nie mieszkal w szpitalu bedac na wiecznym dyzurze :o) Odpowiedz Link
emusia Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 22:40 hmmm teraz sie tak zastanowiłam nad jedną kwestią: gdzie Marek mieszkał przed ślubem? wychodzi mi na to, ze raczej sam miał jakieś mieszkanko - mamusia w Ameryce, studia już miał raczej skończone więc akademiki odpadają... dlaczego w takim razie Idusia nie wprowadziła się do niego tylko Marek przeprowadził się do niewielkiego mieszkania z kupą osób na jedną łazienkę? Odpowiedz Link
kaliope3 Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:04 Zdaje się że Ida mówiła coś w tym rodzaju- że ona by nie była w stanie mieszkać z dala od rodziny i że pewnie specjaliści zaraz by jej jakieś freudowskie świństwa wyciągnęli,tylko to faktycznie troszkę do Idusi nie pasuje, charakter ostry i niestabilny, jak o niej ciepło myśli teściowa,do tego zazdrosna i zaborcza, a tu takie roztkliwienie i narażenie na szwank intymności z ukochanym Mareczkiem... Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:11 emusia napisała: > hmmm teraz sie tak zastanowiłam nad jedną kwestią: gdzie Marek >mieszkał przed ślubem? wychodzi mi na to, ze raczej sam miał jakieś >mieszkanko - mamusia w> Ameryce, studia już miał raczej skończone >więc akademiki odpadają... dlaczego w> takim razie Idusia nie >wprowadziła się do niego tylko Marek przeprowadził się do > niewielkiego mieszkania z kupą osób na jedną łazienkę? Ano wlasnie. Bez sensu troche i bardzo niepraktycznie. Idusia nie chciala sie wyprowadzic z cieplego Borejkowskiego statku pelnego serc, a potem miala noc poslubna jaka miala.. I najbardziej ze wszystkiego nie pasuje mi ten denerwujacy mnie lek mamy Borejko przed slubem Idy - dziwne fantazmaty o oddawaniu córki jakiemus nieznanemu osobnikowi.. co on, nigdy nie wpadal na herbatke do Idusi, zapoznac sie z Borejkami? Tak jakby to byl rok 1820 i panna mloda po raz pierwszy widziala oblubienca dopiero na kobiercu? A nawet jesliby osobnik nieznany sie okazal takim straszliwcem jak Pyziak, to od czego sa rozwody? Przeciez to wlasnie szansa na lepsze zycie, jesli malzenstwo okazalo sie byc pomylka. Nie wpadlo to mamie Borejko na mysl? Odpowiedz Link
zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 11:17 >>>I najbardziej ze wszystkiego nie pasuje mi ten denerwujacy mnie lek mamy Borejko przed slubem Idy - dziwne fantazmaty o oddawaniu córki jakiemus nieznanemu osobnikowi.. co on, nigdy nie wpadal na herbatke do Idusi, zapoznac sie z Borejkami? no wlasnie wychodzi na to, ze raczej nie wpadal albo wpadal bardzo rzadko. Takie wrazenie odnioslam po przeczytaniu "Noelki". Odpowiedz Link
zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 20:21 a ja sie z kolei czasem mimowolnie zastanawiam, co by to było, gdyby dziewczynki nie zaszurały za szafą i nowozeńcy nie zorientowali sie, ze cos sie święci... ;P ha ha;P Odpowiedz Link
zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 20:26 Wydaje mi sie, ze jedyne bliższe momenty (nawet jedynie na przytulenie sie!) mogli miec jedynie poza domem. W "Noelce" Marek przedstawiany jest wobec rodziny jako praktycznie obca osoba, ktora rodzinka tak na prawde dopiero pozna. To mnie dziwi, bo jak to, panna mieszka w domu, slub planuje, a rodzina niewiele wie o tym panu młodym? Poza tym czytając, jak Laura przegląda listy Idy, takze od Marka, wydaje mi sie, ze w tych listach jest jakis taki dystans i niewinność (to ropuszko, serduszko, takie dziecinne to...), że trudno mi sobie wyobrazic Marka i Ide w sytuacji bardziej zaawansowanej niż po prostu pocalunek.... Ale moze sie myle;) Odpowiedz Link
doti.80 Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 21:06 Wydaje mi się, że to jest w ogóle temat na osobny wątek-seks w Jeżycjadzie, czy jakoś tak;) Zauważcie, że np. w Idzie Sierpniowej Ida żali się, że gdzie by się człowiek nie obrócił wpdał na Gabę całującą się z Pyziakiem; w KK fragment o tym, że Ida zawsze nosi czystą bielizną odkąd poznała Waldeczka jest po prostu majtersztykiem! Ta pruderia pojawia się w dalszych częściach. Listy faktycznie infantylne, zwłaszcza biorąc pod uwagę wiek i plany piszących. Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 21:54 Pardon, ale zaintrygowalo mie jak wedlug Was powinien brzmiec list milosny mlodziezowy, a jednoczesnie realistyczny w Jezycjadzie? "Ido, dalekomorska plawaczko w lodzi bukowej, daj swych korali, zanim przemina, skosztowac pod jaworem w malinowym chrusniaku" czy moze "Ej mala, o co kaman. Pukniemy sie dzisiaj, bo mam wolna chate, ale bronxy i gumki sama przyniesiesz" ? Przeciez wybrancy Idusi to niekoniecznie zawodowi literaci, biegli w sztuce skubania dziewczat. Szkoda tylko, ze pani MM nie lubi nauk scislych, bo by moze stworzyla nowa kategorie erotyków, pisana przez absztyfikantów: "Idusiu, platynowa baterio mego serca, Twe oczy iskrza jak nieizolowane przewody, wzniecasz ogniki Elma na mym ciele jak cisza przed burza morska na okretach..." Osobiscie bardzo lubie, gdy maly chochlik Tygrysek czyta te ropuszko-serduszko - to jeden z niewielu momentów, kiedy Laura jest przedstawiona sympatycznie :) Odpowiedz Link
ding_yun Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:35 A czy te liściki koniecznie musiały być od Marka? Idusia była przecież lodołamaczką serc, mogła mieć wielu adoratorów. A swoją drogą jakoś nie lubię jak mężczyzna okazuje uczucia pisząc takie wierszydła. Chyba jestem marudna :) ale jest wiele pięknych sposobów okazania uczuć, niekoniecznie leciutko grafomańskie wypociny Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 00:01 ding_yun napisała: > A czy te liściki koniecznie musiały być od Marka? Idusia była > przecież lodołamaczką serc, mogła mieć wielu adoratorów. Nikt tu raczej nie wspominal, ze to od Marka? To bylo albo od Slawka albo od Klaudiusza albo jeszcze od kogos - o ile pamietam, maly Tygrysek sam sie dziwi, który to tak glupio pisze ;) > A swoją drogą jakoś nie lubię jak mężczyzna okazuje uczucia pisząc > takie wierszydła. Chyba jestem marudna :) ale jest wiele pięknych > sposobów okazania uczuć, niekoniecznie leciutko grafomańskie >wypociny Owszem, ale gwoli sprawiedliwosci, niektóre kobiety lubia slodkie slówka i liryczne dusery. Odpowiedz Link
lutecja4 Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 00:04 listy z ropuszka byly niepodpisane,mysle ze one raczej nie od Marka byly a Marek mogl mieszkac u swojej ciotki a z Ida spotykali sie cichcem na dyzurach nocnych lub tez i dziennych i mieli schadzki w szpitalnym schowku na szczotki :o) choc w sumie Ida nie miala ponoc dyzurow nocnych,ale mogla (w swoim lekarskim fartuchu-dla niepoznaki)odwiedzac lubego i ... i dlatego samodzielne mieszkanie bez rodziny nie bylo im w zasadzie potrzebne Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 00:53 lutecja4 napisała: > listy z ropuszka byly niepodpisane,mysle ze one raczej nie od Marka >byly a Marek mogl mieszkac u swojej ciotki a z Ida spotykali sie >cichcem na dyzurach nocnych lub tez i dziennych i mieli schadzki w >szpitalnym schowku na szczotki :o) > choc w sumie Ida nie miala ponoc dyzurow nocnych,ale mogla (w swoim >lekarskim> fartuchu-dla niepoznaki)odwiedzac lubego i ... i dlatego >samodzielne mieszkanie bez rodziny nie bylo im w zasadzie potrzebne Ach wiec to wszystko tlumaczy - Marek z Idusia to fetyszysci fartuchów, lizolu i jarzeniówek ;))))) Ale okazalo sie jaka kochana rodzinka i dalej sie wymykaja. Dlatego caly czas teraz odsypiaja. Wcale nie maja tylu dyzurów.. Lusia z Józinkiem do babci, a oni chylkiem, do szpitala, juz w biegu tarmoszac fartuchy i stetoskopy, wyciskajac lubiezne pocalunki na wasach pachnacych kawa.. Odpowiedz Link
zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 11:21 >>>Lusia z Józinkiem do babci, a on > i > chylkiem, do szpitala, juz w biegu tarmoszac fartuchy i stetoskopy, wyciskajac > lubiezne pocalunki na wasach pachnacych kawa.. padłam xD Odpowiedz Link
zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 11:19 chyba od Marka, bo o ile mnie pamiec nie myli, to Tygrysek mowila, ze to te najnowsze;) Odpowiedz Link
zieleniack Re: A tak nawiasem mówiąc 24.01.08, 11:16 hm nie wiem, w sumie moze ja po prostu nie jestem ogolnie przekonana do tego typu listow, w sensie w ten sposob napisanych-bo brzmia sztucznie;P wole proste szczere slowa, niz uczucia ukryte pod stertą udziwnien... moze dlatego mi cos tu nie pasuje ^^' Odpowiedz Link
ding_yun Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:38 O bogowie! Idusia miała wszak wtedy chyba coś koło 14 wiosen... :P Odpowiedz Link
ding_yun Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:39 źle mi się wkleił ostatni post. Odnosił się do wzmianki w KK, ze Idusia nosi czystą bieliznę odkąd poznała Klaudiusza Odpowiedz Link
lezbobimbo Re: A tak nawiasem mówiąc 23.01.08, 23:59 Waldusia! Waldusia wtedy obsztorcowywala czysta bielizna ;) Klaudiusz, to rzymskie jagniatko, w KK jeszcze nie przychodzil. Odpowiedz Link
lutecja4 denerwuje mnie 31.01.08, 21:08 jakos denerwuje mnie podejscie calej rodziny Borejkow do tego,ze Laura pyta o ojca-jest to dla nich dziwne,a normalne jest to,ze Pyza nie pyta i ze nie miala potrzeby, zeby nawet zobaczyc jego zdjecie-przeciez to nienormalne,dzieci chyba zawsze pytaja o drugie z rodzicow,chocby dlatego,ze inne dzieci maja oboje Odpowiedz Link
the_dzidka Re: A tak nawiasem mówiąc 31.01.08, 22:12 > Poza tym czytając, jak Laura przegląda listy Idy, takze od Marka Od Marka? A gdzie o tym stało? Odpowiedz Link
ktoszapanemstoi Re: A tak nawiasem mówiąc 09.02.08, 13:17 Mnie strasznie irytuje wspomniany już kilka razy wątek Fryderyka. Samotne macierzyństwo Róży zapowiadało się całkiem ciekawie, ale oczywiście... Prawdę mówiąc, po tym, co Fryderyk wygadywał o pułapkach biologicznych i winie Róży, wydaje mi się znacznie bardziej prawdopodobne, że prędzej Pyziak wróciłby do Gaby, niż Frycek do Róży. I, oczywiście, przyjęty z radością... Ja bym go nie wpuściła. Odpowiedz Link
sowca Re: A tak nawiasem mówiąc 09.02.08, 22:19 Tak mi się coś wydaje, że wątek powrotu Fryderyka (i Fryderyka jako takiego) irytuje chyba najwięcej osób. Nie jestem sama XD Odpowiedz Link
verte34 Re: A tak nawiasem mówiąc 12.02.08, 22:12 O, już dawno chciałam powiedzieć jak strasznie irytuje mnie scena przy stole w "Tygrysie i Róży". Wewnętrzne rozterki i niepokoje Laury uzewnętrzniły się w postaci, o ile dobrze pamiętam, raczej umiarkowanych zaczepek. Nie trzeba byc psychologiem (ani matką Polką Gabą;)żeby zobaczyć, że młodą coś gryzie i_normalnie_porozmawiać_. Nie nasze bohaterki: Gaba zagaduje, Pyza leci na pomoc - pomoc! z jakimś bajdurzeniem o wycieczce... rodzinny koszmarek. Nie cierpię. Wkurza mnie też do białości fascynacja MM krzepką samczością - to opisywanie ze smakiem jak Marek z Józinkiem razem ćwiczą, boksują się, a w końcu idą razem pod prysznic... kojarzy mi się to nieprzyjemnie z obsesjami starszych pań, bardzo subiektywnie zapewne:) Odpowiedz Link
kaliope3 Re: A tak nawiasem mówiąc 12.02.08, 23:45 Ha!Roiło mi się dokładnie coś takiego Odpowiedz Link
lutecja4 Re: A tak nawiasem mówiąc 13.02.08, 08:05 i to wdzieczne spojrzenie na Pyze ze zagadala na inny temat i mozna bylo udawac ze nic sie nie wydarzylo-przeciez tak nie mozna bylo tego zostawic gdyby ktos-Gabriela czy Gzregorz czy ktokolwiek z doroslych powiedzial chociaz-Lauro porozmawiamy o tym pozniej jak ochloniemy bo teraz nic dobrego z tego nie wyniknie bo sie klocimy czy cos w tym stylu a tu nic-dla mnie ta scena byla co najmniej dziwna to udawanie ze nic sie nie wydarzylo ze teraz juz bedzie dobrze bardzo mnei denerwuje w Jezycjadzie-tak jak scena powrotu Fryderyka-nic sie nie stalo-wrociles,ucieczka Laury do Torunia-nic sie nie stalo-ide spac,ucieczka Laury z Wolfim-nic sie nie stalo-kupujemy kwiaty i jedziemy na slub Odpowiedz Link
langolier_maximus Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.02.08, 19:21 ughhh...Dmuchawiec, Dmuchawiec po stokroc Duchamwiec z Opium w rosole.Temat -rzeka jak dla mnie ;-> Zaczne od zacytowania uroczej rozmowy z Ewa Jedwabinska: "-Masz dzieci? -Jedno.Aurelie -Aurelia, a jak sie zdrabnia to imie? -Wcale sie nie zdrabnia"- i tu facet dalby spokoj,ale nie on brnie bez sensu dalej -To pewnie nazywasz ja Pyza albo Ciapusiem (keee..?o boze co za mile zdrobnienia...) -Nie skad -To...zaraz... jak sie do niej zwracasz?"-doznal szoku a to wyrodna matka :-))) Jezu drogi, trzymajcie mnie a co cie to facet obchodzi?;-) Czy imie musi sie zdrabniac?Bo ak nie to Dmuchawiec sie gubi i doznje palpitacji serca?Ten czlowiek sam tworzy nieprzyjemne sytuacje prez cala ksiazke.Mozna to wytlumaczyc tylko tym,ze ma goraczke i zrobil sie tak malostkowy i dziecinny pod wplywem lekow i oslabienia. Potem jeszcze byla sytuacja jak Ewa przyszla do szpitala.Festwial nietaktu i osadzania z gory blizniego trwa dalej "Jestes tchorz"- wypala w pewnym momencie rozmowy do Ewy, o ktorej sam mowil do Kreski,ze jest nieszczsliwa,ze trzeba ja zrozumiec.Boze czy ten czlowiek zawsze musi byc pompatycznym napuszonym idealista?Jest typem meczacego idealisty-meczacego bo uzurpuje sobie notorycznie prawo do jednej racji-swojej.Bo jest tylko jedna racja-Dmuchawcowa "a nawet jak twoja jest twojsza to Moja jest Mojsza"-cytujac pwien film;-))).Dmuchawiec sedzia maluczkich,Dmuchawiec bohater, Dmuchawiec sumienie narodu,Dmuchawiec Sprawiedliwy.Jest zalosny.grrrr Albo jak Gaba przychodzi kiedy Ostatni Sprawiedliwy ;-) mial angine.Przynosi wystane w kolejce miecho na rosol, kwiaty a ten do niej czy nie ma do niego zalu za swoje nieudane zycie.I mowi cos w stylu "po tej klesce"(czyt.wpadce i wyjezdzie Pyziaka.No dzieki..panie psorze serdeczne dzieki za mile podsumowanie ;- P.Dmuchawiec przedstawiany jako szlachetna Osobowosc ma wielka a nieznosna wade-megalomanie.Przypisuje sobie wieksza role w zyciu ludzi niz faktycznie ma i jeszcze jest pewien ,ze jego zdanie to jakis Absolut ;-).Minimum pokory w tym wieku jest jak nabardziej wskazane. Poza tym irytuja mnie inne rzeczy w Opium.., ktore schizofrenicznie kocham ;-),ale musze juz leciec i sie rozpisalam jak stary grafoman wiec..innym razem ;-))) Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.02.08, 19:57 Jedna tylko uwaga: Słowa o "klęsce" dotyczyły moim zdaniem raczej sytuacji politycznej w Polsce. W życiu nie pomyślałabym, ze Dmuchu pije do Gaby. Odpowiedz Link
langolier_maximus Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.02.08, 21:20 Mi sie zdaje,ze do Gaby,o czym swiadczy jej odpowiedz:""Nic nie wiem o zadnej klesce(...)Ja tylko zaplacilam swoj rachunek za doswiadczenie-i juz je nabylam.Juz je mam (...)I mam taka wspaniala, taka cudowna coreczke".Rzeczywiscie jego wypowiedz o klesce moze byc interpretoana dwojako, bo sytuacja jest jaka jest, ale dluugasna odpowiedz Gaby swiadczy, o co mu chodzilo.I pare stron wczesniej: "Rowniez przed ta wizyta czul profesor niechec i obawe.Gabrysia juz nie studiuje, cale zycie jej sie polamalo, pogmatwalo..co o nim, wychowawcy moze myslec jej matka"Bozesztymoj :-)co za bufon.Zgorzknialy czarnowidz. Odpowiedz Link
onion68 Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.02.08, 21:48 No tak... odbierając Dance rolę Ofelii też się wielką wrażliwością nie wykazał. Ale mnie naprawdę zirytował dopiero w "NN". Odpowiedz Link
langolier_maximus Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.03.08, 17:29 a jaki numer wcial w NN?Bo nie pamietam, nie posiadam ksiazki a chetnie sobie przypomne ;-) Odpowiedz Link
onion68 Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.03.08, 21:58 A nie, nic szczególnie spektakularnego, ale mnie jakoś najbardziej zraziło do postaci Dmuchawca. Godzina wychowawcza w "Szóstej klepce" czy sugestie podczas rozmowy z Ewą to zwykłe nietakty, które w zasadzie chodzą po ludziach... Natomiast w NN Dmuchawiec na obawy Gaby co do przyszłości jej dziecka (czy nie będzie musiał iść na wojnę, czy nie będzie krzywdzonym lub krzywdzicielem) odpowiada, że najgorsze co mogłoby je spotkać, to samozadowolenie przed telewizorem. Owszem, wrażliwość jest cenną cechą, ale co po dusznych rozdrapach, jeśli nie łączą się one z określoną działalnością zmierzającą do zapobiegania złu, aktywnej pomocy ludziom. I w czym samozadowolenie wśród książek (a taki sposób życia wiodą bądź co bądź bohaterowie) lepsze tak naprawdę od tego? Tak więc ja uznałam tę wypowiedź za nieco kabotyńską. Poza tym jestem matką ;-) Odpowiedz Link
czekolada72 Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.02.08, 12:01 Też potraktowałam uwagę o >klęsce< jako uwagę o tzw zmarnowanym, przez Gabę, sobie życiu. Odpowiedz Link
ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.02.08, 12:06 Zgadzam się co do Dmuchawca. Zawsze mnie coś od niego odpychało. Przede wszystkim stawia się nad innymi i rzeczywiście uzurpuje sobie wpływ na ich życie i przywilej oceniania. Te przykłady (z Ewą, Gabą i Danką) są bardzo dobrą ilustracją, myślę. Ciekawe czemu bohaterowie odbierają go zawsze w świetlanych barwach.. Czy jest tam ktoś kto go nie lubi? (poza Ewą Jedwabińską, która jednak - pamiętajmy - chciała go lubić, jako uczennica i jako nauczycielka, jednakże nie dało się z powodu braku wzajemności). Pozdrawiam Odpowiedz Link
croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.03.08, 18:04 Oj, zgadzam sie, zgadzam. Swietnie powiedziane. Mnie tez to wszystko - o czym piszesz - denerwuje do granic mozliwosci. W ogole, biedna, zagubiona Ewe wszyscy po kolei sztorcuja, ustawiaja do pionu i patronizuja. Najpierw Dmuchawiec, potem Mila. Sama nie wiem, kto jest bardziej denerwujacy. A wystarczyloby tak malo, troche ciepla, zeby rozstrzesiona Ewe ogrzac. Wbrew pozorom, ona nie byla psychopatyczna, tylko raczej neurotyczna i naprawde malo brakowalo, zeby sie poplakala, rozkleila, wylala swoje zale i zaleczyla rany. Ale nie - wszyscy ja musztruja jak jakies cholerne Komando Sumienia. Odpowiedz Link
ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.02.08, 12:15 Acha, co do rozmowy Dmuchawca i Ewy o zdrobnieniu imienia Aurelia. Zgadzam się z Langolier-Maximus: czemu musiałaby akurat zdrabniać na Pyzę albo Ciapusia??? Dlaczego nie mogłaby mówić: Aurelia albo Aurelka? Rzeczywiście postawił tezę, że jest zimną, wyrodną matką i udowadniał to. Okropny typ! Odpowiedz Link
zieleniack Re: Irytacje w Jezycjadzie 29.02.08, 20:49 Ta Pyza lub Ciapuś to są okreslenia, których inni jego byli uczniowie używają wobec swoich dzieci, przynajmiej ja to tak odebralam, no bo Pyza to wiemy, córka Gaby, a Ciapuś to pewnie jakas analogiczna postac. To tak tytułem wtrącenia, nie bezposrednio do wątku;) Odpowiedz Link
langolier_maximus Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.03.08, 17:47 Wszyscy tam od razu wiedza, ze Ewa jest zla matka, bo pedantycznie sie ubiera i jest sztywna (pewnie jeszcze usta maluje sekutnica). W Opium jest jeszcze watek,ze Jedwabinska robila jakies testy w swojej klasie, w stylu "Co wiem o moich rodzicach"itd.I uczniowie absolutnie odmawiaja, robia maly bunt,bo Jedwabska robi z nich swinki doswiadczalne,jest denna nauczycielka,nie radzi sobie no totalna indolencja (i jeszcze a nuz donosi).A co robil Dmuchawiec w 6 klepce?Nie dosc, ze zrobil ankiete to jeszcze odczytal dpowiedzi i wysmial bo mu nie pasowaly do jego nadetej teorii ludzkosci.Wszystko co rbi Dmuchawiec jest super,a jesli to samo Ewa-jest dnem. P.S.Takiemu nauczycielowi jak D., jako rogata dusza,z przyjemnoscia wlasnie pisalabym teksty w stylu "gdy dorosne chce byc bogata, konformisyczna bizneswoman i miec licznych artnerow seksualnych"(a co?;->), "jak dorosne zapisze sie do Partii aby dac wyraz poparcia wzgledem naszych braci z ZSRR niosacych kaganek socjalizmu przez swiat"-co za rozkosz ;-)))- bezcenne.No ale o tym incydencie juz bylo wczesniej wiec to tylko moja dygresja. Odpowiedz Link
croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 03.03.08, 18:23 Dobre, dobre! Bravo! Bardzo podobaja mi sie Twoje odpowiedzi ankietowe :-D Dmuchawiec oczekiwal, zdaje sie, ze wszyscy beda poswiecac zycie dla sztuki ... pardon, Sztuki. Ewa nie byla taka zla nauczycielka. Nie miala moze naturalnej zdolnosci do komunikowania sie z ludzmi, ale probowala nadrobic intelektem - wlasnie poprzez np. ankiety, logiczne porzadkowanie rzeczywistosci. Traktowana byla podle przez dokladnie wszystkich. A szczerze powiem, typ promowany Dmuchawca i cala Jezycjade generalnie - im robie sie starsza - tym mniej mi odpowiada. Odpowiedz Link
verte34 Re: Irytacje w Jezycjadzie 15.03.08, 21:36 Dmuchawiec, właśnie. Jest w tej postaci coś nieprzyjemnie przerysowanego, przy całym moim uznaniu dla MM - "jak mały Jasio wyobraża sobie dobrego belfra". Ten fragment, gdzie D. jest (odautorsko?) chwalony za to, że przymykał oko gdy uczniowie dopisywali sobie w dzienniku plusy woła o pomstę do nieba. Pedagog, psiakość. Odpowiedz Link
ananke666 Re: Irytacje w Jezycjadzie 22.03.08, 12:21 A i owszem. Przy tym to denerwujące przekonanie, że wychowawca ma jakiś znaczący wpływ na swoich wychowanków, w liceum zwłaszcza, kiedy ma ich pod kuratelą całe cztery lata. Zadęcie i przekonanie o własnej wielkiej roli w cudzym życiu. To naprawdę byłaby dobra postać, gdyby nie była tak na siłę idealizowana, co kończy się jakby groteskowo gdzieniegdzie. A propos nauki, mnie koszmarnie irytuje zagęszczenie olimpijczyków na kilometr kwadratowy. Frycek - olimpijczyk, Elka - dwukrotna, Kozio - dwukrotny, kto tam jeszcze nie pamiętam, ja rozumiem, że w olimpiadach bierze udział wiele osób, ale do licha, tylu wygrywających z jednego miasta? Elka wygrała dwa razy, nie pamiętam jak to było z innymi, ale żeby dostać się bez egzaminów do szkoły, należało chyba dojść do finału, przepraszam jeśli walę głupoty, szkołę skończyłam dawno temu. Tak czy inaczej, sztuczny tłok geniuszków jest i nienaturalny, i po prostu głupi. Jako że Wielkanoc za pasem, przypomina mi się kolejna gruba irytacja, mianowicie Uczony-Super-Kulturwalny-Ignac otrząsający się ze wstrętem na prymitywne obyczaje ludów wschodniej Europy w lany poniedziałek. Grrrrrrrrr. W ogóle do spazmów śmiechu doprowadza mnie to wydelikacenie, fajerwerki we wcześniejszych książkach są be, bo prostackie, hałaśliwe itp - nie znam ani jednego, ani jednego człowieka, który nie lubiłby oglądać fajerwerków i nie zachwycałby się grą barwnych świateł na ciemnym niebie, poza tym nie nazwałabym tego prostacką (czy jakoś podobnie) rozrywką, fajerwerki mają długą tradycję; do rechotu doprowadzał mnie komentarz dot. filmu Ogniem i mieczem, nie o błędach obsadowych, tylko o morzu czerwonej farby. Chyba autorka po łebkach czytała Trylogię. Ze wszystkich części ta właśnie jest najbardziej brutalna, trup ściele się gęsto i na widoku, przecież to książka m.in. o wojnie! jak rozumiem, żeby nie urazić subtelnego unerwienia, należy działać jak w starych dramatach, zatrupić za kulisami i tylko powiedzieć, kto padł? A przecież w zdobytej twierdzi Bar Kozacy latali okrwawieni, z ludzkimi flakmi na szyjach, a w innym miejscu zbiorowo byli nabijani na pale! Czytać można, pokazać nie? Jak subtelny taki, to jakim cudem przeczytał np. Słowackiego "Sen srebrny Salomei"? Tam zabita szlachcianka miała cyt. "otworzone żywota świątnice", czyli wyprute flaki, a w brzuch wepchniętego martwego szczeniaka. A zły bohater zostaje subtelnie i krzepiąco spalony żywcem. Ten człowiek zapewne twierdziłby, Danusia z Krzyżaków bała się, bo jej luteńkę rozbili, a nie dlatego, że była ofiarą gwałtów. Odpowiedz Link
jaswedrowniczek1 Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.03.08, 02:23 ach są be, bo prostackie, hałaśliwe itp - nie znam ani jednego, ani jednego człowieka, który nie lubiłby oglądać fajerwerków i nie zachwycałby się grą barwnych świateł na ciemnym niebie, Ja nie lubię fajerwerków....Doprowadzają mnie do szału,gra swiateł mnie absolutnie nie zachwyca.Poza tym zawsze podczas pokazów w naszym mieście mam na 55 kilo mojego Psa na kolanach,bo panicznie się boi,a nie uważam za dobry pomysł faszerowanie go lekami uspokajającymi. Odpowiedz Link
onion68 Re: Irytacje w Jezycjadzie 24.03.08, 06:41 Ja też, też nie cierpię. Jeśli już jestem na imprezie z fajerwerkami, nawet nie wychodzę na zewnątrz, żeby je wraz z resztą oglądać. Hałas mnie przeraża, a gra kolorów - cóż, pierwsze lepsze dzieło natury ma pod tym względem przewagę nad fajerwerkami. Przy okazji, życzę wszystkim wesołych świąt. Ja prawdziwie (w mojej opinii) świętuję od dzisiaj, bo wczoraj spędziłam długie godziny za stołem, co jest dla mnie bardziej męczące niż poprzedzające przygotowania. Odpowiedz Link
ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 09:59 Onion, dziękuję za życzenia. :) Ja także życzę Tobie i wszystkim na Forum [w tej świątecznej oktawie, bo Święta trwają jeszcze, przez 8 dni :-) ] zdrowia, radości, pogody ducha i wszystkiego dobrego - także na czas po Świętach! Ja zajrzałam w ostatnich dniach raz i drugi na forum zobaczyć czy pojawił się jakiś wątek świąteczny - nie miałam za bardzo śmiałości go założyć. A teraz zobaczyłam życzenia i dopisuję się. Ja myślę, że i tak o sobie ciepło myślimy, może bardziej Boże Narodzenie niż Wielkanoc skłania do zakładania osobnego wątku, więc na pewno jakoś też, mimo jego braku, łączyliśmy się myślami. A może grono chętnych na kwietniowy zlot zwiększy się i uda nam się spotkać? Pozdrawiam! Odpowiedz Link
ananke666 Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 10:33 Zatem połowicznie odszczekuję, miłe panie :) dodam tylko, że pisząc o fajerwerkach bardziej mam na myśli takie profesjonalne pokazy, a nie pukawki z marketów. Odpowiedz Link
elwinga Re: Irytacje w Jezycjadzie 23.03.08, 19:00 Może to już było - jeśli tak, to nie strzelajcie, ale wątek rozrósł się do gigantycznych rozmiarów. Przypomniała mi się dziś uwaga Patrycji na temat Grzegorza przy okazji jego pierwszej wizyty u Borejków - że na pewno nie jest związany z żadną kobietą, albowiem widać, że koszulę prasował sobie sam. I gdyby to zdanie padło z ust, nie wiem, mamy Borejko, to bym się chyba nawet nie zdziwiła. Ale trochę dziwi mnie taki pogląd wyrażany przez przedstawicielkę młodego pokolenia - może dlatego, że mój mąż sam sobie prasuje koszule, za wyjątkiem stanów wyjątkowych (np. wraca bardzo późno, a nazajutrz ma bardzo wcześnie wstać do pracy). No, ale może się czepiam i w większości polskich domów prasują żony?... Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.04.08, 11:55 Elwingo, nie wiem jak w polskich domach, ale pochwale sie, ze po mnie Pulpa niczego by nie wywnioskowala :) zazwyczaj pytaja, kto mi prasuje koszule :))) no, to sie pochwalilem :) a co do meritum, to pewnie tak, Pulpa tak to wlasnie widziala (ze to zona prasuje, ewentualnie narzeczona :) badz co badz bylo to jednak pare dobrych lat wstecz, no i Pulpa cieleciem byla nastoletnim ;) Odpowiedz Link
elwinga Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 07:56 No właśnie. Mnie bliżej do pokolenia Patrycji i uważam za oczywiste, że jeśli obie strony pracują, to każda dba o własne ubrania. Nie interesuje mnie w ogóle, czy na koszulach mojego męża są "typowo amatorskie zapraski" czy nie. :) W końcu jego moje bluzki też nie obchodzą. Odpowiedz Link
sir.vimes Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 08:36 Nie interesuje mnie w ogóle > , > czy na koszulach mojego męża są "typowo amatorskie zapraski" czy nie. A już tym bardziej na koszulach innych facetów.:) Odpowiedz Link
ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 13:17 Ja też jestem za takim zwyczajem, żeby mąż sam sobie prasował koszule, w tym sensie, żeby nie było regułą to, że zawsze to robi żona, a on się nie dotyka. Owszem, czasem, jak i z innymi zadaniami, fajnie jest jeśli sobie pomogą nawzajem, czyli ona mu uprasuje koszulę, on jej na przykład pomoże w jakichś innych pracach, które - tak się składa - najczęściej są jej domeną. Natomiast co do zwracania uwagi na "amatorskie zapraski", to chyba jest to cecha osobnicza. Na przykład pamiętam, że ja jako dziecko nawet zwracałam na to uwagę. Pamiętam, że współczułam jednemu nauczycielowi, który mnie uczył w podstawówce, że pewnie nie ma żony czy kobiety, bo on przychodził w takim dość ładnym swetrze i widać, że go często prał i wyglądał w nim schludnie, ale z tyłu, na plecach miał taki odciśnięty ślad od sznurka. No i myślałam sobie, że gdyby miał kobietę, to ona by mu na to zwróciła uwagę, widziałaby jak to wygląda z tyłu, albo też by mu powiedziała, że powinno się nawet sweter, a nie tylko koszule, uprasować (przez wilgotną ściereczkę), bo zapewne on tego nie wiedział albo nie zwracał na to uwagi. Dodam, że u mnie w domu akurat tak było, że tata i bracia sami sobie prasowali rzeczy, a tata nawet był "etatowym prasowaczem" i często przy telewizji prasował całą stertę wieczorami. Jednakże miałam takie też przekonanie, że "kobieca ręka" jest jednak inna niż męska, że jak kobieta uprasuje, to te wszystkie falbanki i inne szczegóły będą wyglądały po prostu ślicznie, a nawet zwykła koszula też jakby inaczej. ;) Dlatego nie dziwi mnie oko Patrycji.. ;) Odpowiedz Link
croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 15:13 He, he, Ginestro :-D A moj facet potrafi wyjsc na miasto w niewyprasowanej koszuli, i T- shircie nalozonym na nia na wierzch :-) Kiedys poszedl w dwoch innych butach (jeden czarny, jeden brazowy). W zyciu bym nie zauwazyla :-) Generalnie nie mam oka do detali i sama tez zaliczylam wiele wpadek, ze spaniem na swiatecznym obrusie zamiast przescieradla wlacznie :-D Odpowiedz Link
ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 25.03.08, 16:56 :D No właśnie, Croyance, to jeszcze jeden dowód na to, że to indywidualna sprawa - to oko do detali. :) Przyznam Ci się, że ja niby zwracam uwagę na szczegóły, ale dziwna rzecz - sama nie jestem wcale osobą zawsze doskonale ubraną i wyglądającą jak spod igiełki i chyba taki wizerunek jest dla mnie niedościgły. A są przecież osoby na których wszystko świetnie leży i nawet szalik mają zawiązany niby to niedbale, ale z wdziękiem i w ogóle wszystko u nich jest harmonijne i ślicznie dobrane. Ja niestety tak nie potrafię. Dlatego swoboda i nie przejmowanie się drobiazgami też budzi we mnie duuuużo sympatii i poczucie czegoś swojskiego, bo ja też taka jestem w dużej mierze. Przykład ubioru Twojego mężczyzny jest naprawdę fajny ;)) - tylko wydaje mi się, że tutaj też pewną rolę odgrywa kontekst. W Anglii, z tego co zapamiętałam ze swojego pobytu, jest dużo większa swoboda i tolerancja, mniejsze przejmowanie się tym co wypada, a co nie, w porównaniu z tym jak sprawy mają się w Polsce. Jest tam dużo przestrzeni na to, żeby każdy ubierał się tak jak lubi (też pisała o tym trochę Yowah w zeszłym roku, nie wiem kto pamięta, o tych Angielkach, z których każda nosiła takie wełniane bolerko kończące się pod biustem nie zważając na swe obfite kształty - a więc tak jak lubią i nie przejmują się). To też jest fajne na swój sposób. :) Jednakże w Polsce jesteśmy chyba ogólnie bardziej krytyczni wobec wyglądu - czyjegoś lub swojego... To szeroki temat z tym prasowaniem, bo aż chciałoby się wspomnieć o tym, że może statystycznie w Anglii częściej prasuje koszule pomoc domowa lub taki specjalny serwis prasujący z dostawą do domu, a u nas jednak częściej uprawnione jest zastanawianie się (jak widzimy mężczyznę w koszuli) czy sam sobie ją prasował, czy może jego kobieta (względnie mama?).. A jeszcze szerszy byłby to temat gdyby to porównać z innymi krajami. Pamiętam, że we Włoszech (w Rzymie) ludzie na ulicach płci obojga robili na mnie wrażenie super starannie ubranych (z uprasowaniem włącznie), zwłaszcza nie mogłam wyjść z podziwu jak wspaniale kobiety dobierają sobie dodatki do stroju i jak pięknie komponują kolory. :) Wszystko tam naprawdę było na tip top, a jednocześnie bardzo jakby "od niechcenia". Zauważyłam, że tam nawet jak ktoś wychodzi do sklepu po ziemniaki to w ładnie skomponowanym stroju.. Stąd ta moja wielka fascynacja i wrażenie niedościgłości tego ideału: swoboda i staranność razem. Ech, może kiedyś mi się to uda osiągnąć. :) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 12:26 Co prawda, to prawda, Ginestro; moj chlop, jako Angol, nie przywiazuje wagi do wygladu, a i w zyciu nie przyszloby mu do glowy, zebym to ja miala prasowac mu koszule (czasami prasuje, jak juz mi sie zdarzy wyciagnac deske do prasowania - przecietnie dwa razy do roku). Ale, moj chlop generalnie jest nietypowy nawet jak na tutejsze standardy :-D Juz kiedys o tym pisalam, jak mielismy sie kiedys spotkac na miescie, i przyjechal; jedna rekawiczka zielona polarowa, druga czarna skorzana. Kochanie, pytam, cos Ci sie pomylilo? A on mowi; nie, ale nie chcialo mi sie szukac pary, poza tym o co chodzi? Jest mi cieplo, rekawiczki sa dwie, w czym problem? Odpowiedz Link
ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 20:42 Hej Croyance, wiesz, mi się bardzo podoba taka fajna akceptacja drugiej osoby - że można być naprawdę sobą, nie obawiać się, że ta nasza bliska osoba nas skrytykuje za tego typu rzeczy jak pomieszane rękawiczki czy coś ;) Ja sobie wyobrażam jako coś bardzo zdrowego (a nawet w pewien sposób idealnego) taką postawę jaką masz Ty i Twój mężczyzna (powiem dygresyjnie, że wydaje mi się on bardzo sympatyczny :-) ), czyli taką postawę, w której każda z osób w jakiś taki oczywisty, normalny sposób o siebie dba i ogólnie stara się jak najładniej wyglądać dla siebie oraz dla tej drugiej osoby, ale jednocześnie nie jest cały czas zwarta i gotowa, jest sobą i jeśli ma gorszy nastrój czy ma co innego na głowie w danej chwili czy po prostu akurat tego dnia jej to średnio wychodzi i nie ma ochoty się za bardzo przejmować tym czy wszystko ma do pary i jak należy, czy też jest to jej taka cecha osobnicza, to też jej to wolno i niczego nie traci w oczach tej drugiej osoby. Mój taki osobisty ideał to jest coś takiego, że ktoś po prostu stara się o dobry wygląd - w miarę swoich możliwości, ale __stara się__, dba o siebie, ma zdrowy, życiowy ogląd spraw i wie co kiedy założyć. Jeśli sytuacja wymaga czegoś eleganckiego czy skodyfikowanego, to ta osoba w miarę swoich najlepszych możliwości, a nawet z pewną przyjemnością, te wymogi spełni (wiedząc, że tym strojem bardziej eleganckim okaże innym osobom szacunek przy tej wizycie czy wydarzeniu, coś im z siebie da, choć jednocześnie być może nawet w to nie wnika, tylko wie, że ma się ładnie ubrać i już). A jeśli w danej sytuacji, w danym gronie ludzi będzie mogła ubrać się swobodniej albo odważniej albo tak jak jej dyktuje jej nastrój, to też się nie będzie się wahała, tylko wyrazi siebie w taki sposób jaki lubi. Tylko mam takie zastrzeżenie, że ubiór - czy chcemy czy nie - jest pewnym komunikatem. Człowiek jest takim stworzeniem, które zawsze coś komunikuje. Nawet jeśli odwróci się plecami, zamilknie, ubierze się w sposób niewidoczny, to i tak będzie tym coś komunikować. No i wydaje mi się, że takie pojęcie "jak kto lubi" jest też trochę względne. Mi podoba się jak z ogólnego wyglądu danego człowieka przebija jego zdrowy stosunek do życia, do siebie, do innych. Podoba mi się, jak ta osoba jakoś siebie wyraża, jak z tego ogólnego jej wyglądu widać, że siebie lubi, że ma do siebie i do innych szacunek. W języku włoskim jest taki zwrot będący odpowiednikiem naszego wyrażenia "jak się dana osoba nosi" i brzmi on: "jak się dana osoba proponuje". I to jest chyba trafne, wydaje mi się. Czy chcemy czy nie, widać co dana osoba o sobie myśli i jak siebie samego proponuje otoczeniu. Wydaje mi się, że nawet jeśli ktoś ubiera się bardzo na luzie i nawet czasem nawet w rzeczy trochę "od sasa do lasa" a jest to spójne z jego osobą i przebija z tej osoby (choćby z ogólnego zadbania - czystości, schludności, miłego zapachu) jej godność, poczucie wartości oraz przyjazność do świata, to ogólny efekt jest naprawdę baaardzo fajny. :) Trochę nawiązując do dyskusji powyżej powiem Wam, że w sprawie tych zadbanych ludzi i niezadbanych to naprawdę trudno uchwycić jakąś regułę pokoleniową czy "transportową", jednakże moje wrażenie jest takie, że często jestem po prostu w szoku, że na przykład są mężczyźni wykształceni i skądinąd inteligentni i o jakichś sporych horyzontach, a na przykład nie myją się (!) czy nie mają starannie podciętych włosów czy coś, albo ogólnie ubiorem tworzą jakiś dziwny przekaz, że właściwie budzą współczucie zamiast podziwu czy szczerej sympatii kobiety. W tramwajach i autobusach ___rzeczywiście__ często jest ciężko wytrzymać osobom wrażliwym na zapachy albo średnio wrażliwym nawet. I ja bym się jednak przychylała do tego, że więcej zadbanych mężczyzn jeździ samochodami niż komunikacją miejską, przynajmniej u nas w Warszawie. Takie mam wrażenie, bo jest tu bardzo dużo miejsc pracy, do których trzeba chodzić w garniturze albo po prostu być jakoś super schludnie ubranym, więc te osoby tak są ubrane i pachnące i docierają tam raczej samochodami, bo zarabiają tyle w tych firmach, że je mają. (Ja wiem, że to bardzo uproszczony model świata, który przedstawiam, ale takie jest moje odczucie przynajmniej kiedy rano zaglądam z okien autobusu do tych samochodów jadących obok ;) ) Natomiast, dla przeciwwagi powiem, że sporo jest też mężczyzn zadbanych (też i w komunikacji miejskiej takich widuję), z którymi bardzo fajnie i miło się przebywa. Ja na przykład jestem bardo wrażliwa na taki ogólny "look and feel", w którym duże znaczenie ma zapach i bardzo mi się podoba taki delikatny zapach męskich perfum. I on musi koniecznie komponować się z czystością ogólną, bo inaczej to nie ten efekt. No i lubię inne tego typu nieuchwytne detale wskazujące na zadbanie i dobre myślenie o sobie i taką pewną śmiałość mężczyzny. Powiem Wam jeszcze, że kiedyś pracowałam dość długo ze studentami i oni w stu procentach, wydaje mi się teraz, byli właśnie czyści i schludni i fajnie ubrani. Nie było tam takich dziwnych indywiduów, które nie dbają o higienę i dziwnie się ubierają i bierze się to z jakichś spraw w ich psychice. A więc wrażenie mam takie, że w sprawie zadbania trudno chyba wyznaczyć reguły wiekowe czy doszukiwanie się wpływów tradycji czy czegoś, a bardziej jest to indywidualna sprawa... Pozdrawiam! Odpowiedz Link
metwoh Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 22:12 Dzięki za zrozumienie. Parę osób powyżej po prostu mnie zdyskwalifikowało. Ale jakoś niektórym nie przeszkadzalo w dyskusji sugerowanie, że mój syn będzie gejem, albo dla odmiany znajdzie sobie dziewczynę po zawodówce.To był wysoki poziom polemiki? Oczywiście, ja lubię Jeżycjadę, inaczej skończyłbym po pierwszej części lekturę. A sugerowanie, że faceci w średnim wieku raczej jeżdżą samochodami, a młodziaki nie jest po prostu statystycznym faktem. Przecież nie pisałem luksusowymi. Ale oczywiście są wyjątki, to również fakt. Odpowiedz Link
mmaupa Re: Irytacje w Jezycjadzie 28.03.08, 00:41 Widze, ze do mnie pijesz, metwoh, wiec sie odzywam. Nie bardzo rozumiem czemu niby sugerowanie ze syn moglby byc gejem mialoby zanizac poziom polemiki. Nie uzywam wulgaryzmow, nie ublizam, pisze spokojnie, po prostu rozwazam rozne ewntualnosci. Nie masz sie o co obrazac. Odpowiedz Link
croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 01.04.08, 22:23 Droga Ginestro :-) Twojego posta przeczytalam juz kilka dni temu, ale nie mialam czasu usiasc i porzadnie odpisac. Teraz juz jestem i zabieram sie za zaleglosci :-D Dziekuje za mile slowa :-) Faktycznie, moja relacja jest zdrowa, co paradoksalnie wynika z mojej nerwicy i paranoi. Zawsze wyobrazam sobie najgorsze, wiec wszystko ponizej totalnej apokalipsy uwazam za niewarte stresow. Zawsze, jak wsiadam do metra, mysle, ze to moja ostatnia podroz (w samolocie jeszcze gorzej) - wiec jak ten moj chlop dojedzie bezpiecznie, caly i zdrowy, to niech i ma wianek na glowie :-) Dopoki jestesmy cali, zdrowi, kochamy sie - nic innego nie ma znaczenia, i zadne pierdoly - excuse le mot - nie wytraca mnie ze stanu absolutnego szczescia. Co do chlopa, jest nad wyraz sympatyczny i bardzo, bardzo kochany - i tez podobnie rozumuje, chociaz nie jest znerwicowany, jak ja. Ma kobiete (mnie), ktora go bardzo kocha, ktora jest dobrym czlowiekiem (staram sie) - coz to wiec dla niego, ze mam wlosy nieumyte np. i pryszcza na brodzie? To sa rzeczy, o ktore dbac nalezy, ale na liscie priorytetow jednak nisko. Zgadzam sie z Toba, ze ubior zawsze jest jakims komunikatem (chociazby takim, ze ktos nie zwraca na ubior uwagi :-) I tos a rzeczy wazne i fajne. Ale sa rzeczy wazniejsze, i takie jest moje zalozenie :-) (chociaz, przyznam, ze ubiorem mozna czynic cuda!) Odpowiedz Link
onion68 off 01.04.08, 22:29 > Zawsze, jak wsiadam do metra, mysle, ze to moja > ostatnia podroz (w samolocie jeszcze gorzej) O matko, myślałam, że tylko ja? Zawsze, gdy wyjeżdżamy z domu na więcej niż jeden dzień, boję się, że nie wrócę. Boję się także przebywania w dużych budynkach, w których znajduje się jednocześnie wiele osób (galerie handlowe, cha, cha, chociaż rzadko powstrzymuje mnie to przed udaniem się na zakupy, gdy trzeba). Odpowiedz Link
senseeko OT chłop croyance w oparach absurdu ;) 13.10.08, 22:46 croyance napisał: > Co prawda, to prawda, Ginestro; moj chlop, jako Angol, nie > przywiazuje wagi do wygladu, a i w zyciu nie przyszloby mu do glowy, > zebym to ja miala prasowac mu koszule (czasami prasuje, jak juz mi > sie zdarzy wyciagnac deske do prasowania - przecietnie dwa razy do > roku). Czytałam ten fragment kilka razy "przelatujac" przez posty i nadrabiajac zaległości i dopiero przed chwilą, czytając to, co powyżej kątem oka, przeczytałam tak, jak jest napisane, tj: moj chlop, jako Angol, nie przywiazuje wagi do wygladu, Przedtem uparcie czytałam: moj chlop, jako Anioł, nie przywiazuje wagi do wygladu, :))) Odpowiedz Link
croyance Re: OT chłop croyance w oparach absurdu ;) 21.10.08, 15:56 Aniol :-DDDDDDDD przewrocilam sie :-))) Odpowiedz Link
nighthrill Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 09:20 E tam, kochani:) Skończymy wreszcie z tym rozgraniczeniem, że kobiety prasują starannie i spod ich ręki wychodzą same cudeńka:) Ja sama, żeby długo nie szukać, nie prasuję w ogóle, ani swoich rzeczy, ani faceta. Wszystko jest wyprane i złożone do komody lub powieszone w szafie, i tyle. Nie przeszkadzają nam lekkie wygniecenia t-shirtów czy ślady po "wiszeniu". Inna sprawa, że ubieramy się bardzo luźno, ja jestem nauczycielką, on w pracy nosi uniform (do którego koszulę czasem prasuję, fakt). Mam super nowoczesne żelazko - od mamy:) Stoi i czeka na swą kolej, czasem pożyczam siostrze, która prasuje szwagrowi fartuch do szpitala. Mam też kulawą deskę do prasowania, pod którą trzeba podłożyć książkę, żeby w ogóle zechciała stać prosto. Nigdy nie rozumiałam chęci prasowania każdej części ubioru, np. skarpetek, majtek, dżinsów. I tak się gniotą:) Jakoś tak się przyjęło, że to kobiety głównie prasują, fakt. Ale to zajęcie wymagające niezłej krzepy - po paru godzinach prasowania odpada ramię i nogi wchodzą w tyłek prasującemu:) Osobiście staram się dzielić obowiązki domowe i uświadamiać facetowi, że zupa się sama nie gotuje i sedes sam nie myje...ale od prasowania szczęśliwie trzymamy się daleko:) Odpowiedz Link
ginestra Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 11:35 To prawda, nie ma co temu prasowaniu poświęcać aż tyle uwagi ;) Dla mnie też jest to dość uciążliwa czynność i od wielu, wielu lat nie zdarzyło mi się stać i prasować całej sterty. Prasujemy tylko te rzeczy, które tego wymagają i to przed samym założeniem ich na siebie (dżinsy i tiszerty też, może mamy twardą wodę i zmiękczacze nie za bardzo pomagają, ale czasem jakieś bluzy czy cieńsze bluzeczki sobie odpuszczamy, tudzież pościel). Najczęściej prasuję jakiś stosik ubrań wtedy kiedy pakuję je do walizki na wyjazd. :) Zgadzam się z Nighthrill, że jest to zajęcie męczące fizycznie i dość frustrujące. :( Niemniej fajnie jest o tym porozmawiać na forum. Ja lubię takie wątki, w których mówicie o swoich zwyczajach, pamiętam świetny wątek "gdzie trzymacie książki" :))) ukazujący jak różnymi jesteśmy osobowościami. No, ale tak czy owak w tym wątku o irytacjach w Jeżycjadzie, trochę nam temat miło podryfował. :) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
klaritta Re: Irytacje w Jezycjadzie 06.06.08, 22:32 Czytam po raz enty "Dziecko Piątku" i jak zwykle wkurza mnie fragment, gdy Gaba leży zemdlona w pokoju Patrycji, która nie może jej docucić, już się zbiera do wezwania karetki a Laura i Pyza razem z P. Jankowiakiem spokojnie sobie grają w karty i piją kawę (to Pan Jankowiak rzecz jasna). W realu nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Odpowiedz Link
senseeko OT prasowanie 13.10.08, 22:38 ginestra napisała: > To prawda, nie ma co temu prasowaniu poświęcać aż tyle uwagi ;) > Dla mnie też jest to dość uciążliwa czynność i od wielu, wielu lat nie zdarzyło > mi się stać i prasować całej sterty. Prasujemy tylko te rzeczy, które tego > wymagają i to przed samym założeniem ich na siebie (dżinsy i tiszerty też, może > mamy twardą wodę i zmiękczacze nie za bardzo pomagają, ale czasem jakieś bluzy > czy cieńsze bluzeczki sobie odpuszczamy, tudzież pościel). Ja ostatni raz prasowałam dżinsy x lat temu, jak jeszcze mieszkałam w akademiku i jechałam spotkać się z facetem, ktory bardzo mi się wtedy podobał. Oczywiście utrzymywałam, ze nic podobnego, ale jak dziewczyny zobaczyły, że prasuję dżinsy, to mi uświadomiły ;))) I dzięki tym dżinsom zdałam sobie sprawę, ze trochę niebezpiecznie się "zakręcam", bo nie był to facet dla mnie. Innymi słowy dżinsy + żelazko ustrzegły mnie przed zbyt głębokim wejściem w relację, która mogłaby poplątać życie. I jak tu nie lubić żelazka? Albo dżinsów? Odpowiedz Link
elwinga Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 10:46 Może zamiast "współczuć dzisiejszemu pokoleniu facetów" lepiej byłoby nauczyć syna prasować - niekoniecznie w imię równości płci, ale chociażby po to, by umiał sobie poradzić w awaryjnej sytuacji? :) A szydełkować, cerować i haftować to ja też nie umiem i nigdy nie umiałam. Odpowiedz Link
jottka Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 11:36 elwinga napisała: > Może zamiast "współczuć dzisiejszemu pokoleniu facetów" lepiej byłoby nauczyć syna prasować eno, nie przesadzajmy, najpierw trzeba by sprawdzić, czy umie już korzystać z nocniczka i samodzielnie jeść, w końcu są jakieś priorytety w życiu troskliwego rodzica:) Odpowiedz Link
elwinga Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 13:31 Ja to do pewnego stopnia rozumiem (do pewnego, bo np. nie rozumiem stwierdzenia "wygląd faceta, świadczy o kobiecie, wygląd kobiety o mężczyźnie" - uważam, że MOJA brudna bluzka świadczy o MNIE, a nie o moim mężu, partnerze, ojcu czy bracie - i vice versa), ale nawet przy założeniu, że prasuje mama (której taki podział obowiązków odpowiada) i że syn będzie szukał partnerki tylko wśród dziewczyn, którym taki podział też będzie odpowiadał - może się przecież zdarzyć sytuacja, kiedy będzie musiał tę nieszczęsną koszulę wyprasować sam, np. przed ważnym spotkaniem w pracy, a akurat mamy ani partnerki nie będzie w pobliżu. To miałam na myśli pisząc o sytuacji awaryjnej i w dalszym ciągu uważam, że jest to umiejętność, którą w choćby ograniczonym zakresie warto posiadać. Odpowiedz Link
zieleniack Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 14:10 Odpiszę Ci i prosze, nie obraź się ;) To tak po dobroci i z uśmiechem :) Wsześniej wspominałeś, że Twój syn ma lat 18. To już samo za siebie mówi, ze mama już niedługo mu nie będzie koszul prasowała, bo syn pójdzie w świat. Właśnie dlatego wartoby było, aby umiał sam o siebie zadbać. Nie musi tego robić w domu, jesli macie taki podział obowiązków, że mama prasuje, a on np. lata do sklepu itp. W każdym domu jakiś podział jest i dobrze, bo to jest tak, jak mówisz, harmonia w rodzinie:) Ale warto, aby umiał, jak już z domu wyjdzie:) (żeby później nie był taki Wolfi, co kładzie żelazko na papiery- zgroza!). Wspominałeś, że sam nie prasujesz, więc niech nauczy go mama. W sumie to żadna filozofia, ale warto wiedziec chociaż to, jak się ustawia temperaturę według tych oznaczeń na metkach, kiedy na parze i na mokro, a kiedy przez szmatkę, co zrobić, kiedy wewnątrz jest kamień i do czego słoży ta okrągła część deski itp. Nie musi od razu umieć prasować ślicznie i finezyjnie (bo i nie każda dziewczyna umie, ja np. prasuję tak, aby po prostu bylo ładnie, a nie jak krowie z gardła, ale moja mama robi to dużo lepiej, jednak ma dużo więcej lat dośiadczenia w tej kwestii;D), ale aby umieć sobie poradzić. To tak, jak ojcowie powinni uczyć córki wbijać gwoździe, zmieniać żarówki, trzepać dywany i odsuwać meble (umiem, nauczyłam się w domu). Bo raz, że nie jest powiedziane, że jak wyjdzie z domu, to od razu z drugą połówką, która bedzie za nas takie rzeczy robić. A nawet jeśli, to nie zawsze owa druga połowa musi te rzeczy umieć (nie każdy umie wszystko i nie jest to objaw ani feminizmu, ani szowinizmu, tylko doświadczeń wyniesionych z domu) albo może zdarzyć się, że któres z dwojga wyjedzie lub nie daj Boże odejdzie. I co wtedy? wtedy trzeba umieć sobie radzić :) Pozdrawiam!!!:) Odpowiedz Link
verdana Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 15:25 Moge tylko współczuć facetowi, ktorego nauczono, ze najwieksza zaleta kobiety jest umiejetność dbania o wlasnego faceta. To idealne kwalifikacje na służącą, nie na żonę. Obawiam sie, ze w dzisiejszych, chrych czasach syn skonczy jako stary kawaler z kotem, ew. jako mąż dziewczyny pozbawionych wszelkich innych ambicji, ktora bedzie wyzywala się w praniu, prasowaniu, gotowaniu, ale nie będzie znia o czym pogadać. Nie mówiac już o tym, ze caly ciężar finansowego utrzymania domu spadnie najprawdopodobniej na syna, albowiem pracujące na niezlych posadach kobiety żadko mają czase jeszcze obslugiwać faceta? Zreszta po co, skoro moga sobie znaleźć mężczyzne, ktory umie sam o siebie zadbać, a nie niedorajdę? Bo Twoj syn jest po prostu niedorajda, ktora nie potrafi najproszych rzeczy, a nie "prawdziwym facetem". Mops i kot img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg Odpowiedz Link
jottka Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 15:41 verdana napisała: > Obawiam sie, ze w dzisiejszych, chorych czasach syn skonczy jako stary kawaler z kotem nonono, od kotów ręce precz! poza tym to szlachetne zwierzę wymaga wysoko kwalifikowanego opiekuna, a nie fajtłapy, która nawet kocyka uprasować nie umie:( Odpowiedz Link
verdana Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 16:56 1. Widze, ze już wyznaczyłeś swojemu synowi przyszłość, wybrałeś żonę. 2. Obawiam się, ze czekaja Cie ciężkie czasy. Na 90% będziesz niezadowolonym z wyboru syna facetem. Bo nie sadze, aby zadowalała Cię dziewczyna po zawodowce, a tylko taka spełni Twe wymagania - tzn. będzie patrzyla w syna jak w obraz (precz z wyzwolonymi!), bedzie zarabiała, ale nie awansowała, nie zrobi zadnej kariery, i w dodatku będzie stanowila zgrany zespół z Twoim wyksztalconym synem. 3. Masz do wyboru - albo syn ozeni się z dziewczyną bez ambicji i bedzie nieszczęśliwy. Albo ożeni się z koleżanką ze studiów i wtedy - twoim zdaniem bedzie facetem, ktory poniósł porazke. A jak żona awansuje, to uznasz syna za nieudacznika? Bo byle kobieta nie powinna dorastać do piet prawidziwemu facetowi??? 4. Twój syn zostanie zabity smiechem, jak poprosi w akademiku o uprasowanie koszuli w zamian za wbicie gwoździa. Gwóźć dziewczyny sobie same wbija, drinka kupia, a syn pójdzie na wyklady w nieuprasowanej koszukli (i dobrze, tak chodzi 80% studentów - tzn. oprocz prawa). 5. Rodzicow, ktorzy tak dokladnie wskazują dziecku, jaki powinien być jego współmałżonek i dalsza droga życiowa nazywamy toksycznymi. Odpowiedz Link
jottka Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 17:01 verdana napisała: > 4. Twój syn zostanie zabity smiechem, jak poprosi w akademiku o > uprasowanie koszuli w zamian za wbicie gwoździa. Gwóźć dziewczyny > sobie same wbija, drinka kupia emmm, verdana, pisałyśmy równolegle:) tylko ja chciałam być taka wincy uprzejma i zachować kobiecą subtelność:)) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.04.08, 21:23 > tylko ja chciałam być taka wincy uprzejma > i zachować kobiecą subtelność:)) zara, zara, chwileczkie, pani kerowniczko - to jest to rownouprawnienie czy jego nie ma? co za subtelnosc, sie pytam? :) prosze sie tu nie wywyzszac PCIOWO :P Odpowiedz Link
jottka Re: Irytacje w Jezycjadzie 02.04.08, 21:32 ready4freddy napisał: > zara, zara, chwileczkie, pani kerowniczko - to jest to rownouprawnienie czy jego nie ma? co za subtelnosc, sie pytam? :) prosze sie tu nie wywyzszac PCIOWO :P za ból, za krew, za lata łez - już zemsty nadszedł czas! podpisano: lewicowa szmata par eksellans, to jest pani feministka:) Odpowiedz Link
jottka Re: Irytacje w Jezycjadzie 26.03.08, 16:58 a mnie co innego intryguje - mam wrażenie, że gdzieś pisałeś, że jesteś nauczycielem historii? jeśli tak, to zdumiewa mnie, że ktoś wykonujący tego rodzaju zawód może do tego stopnia nie przykładać wagi do znaczenia pojęć, tak beztrosko rzucać wytartymi do bólu stereotypami na temat tego, czym jest feminizm, i traktować je jako argumenty w dyskusji. feministka to nie jest 'kobieta-która-nie-chce-prasować-ubrań-mężowi' ani też nie jest jej marzeniem li i jedynie samodzielne utrzymywanie rodziny w charakterze traktorzystki - kto jak kto, ale historyk powinien się z grubsza orientować, skąd wziął się ten ruch społeczny, jakie były i są jego cele, i że 'wyzwolone żony' (od prasowania?) nie stanowią jego awangardy, bo w ogóle nie o to w nim chodzi. a umiejętności twego syna zweryfikuje życie, o czym zresztą pisała verdana. na pewno będzie miał sporo trudności, bo - że odwołam się do podanego przez ciebie przykładu - trudno mu będzie dziś znaleźć dziewczynę, która zechce prasować mu ciuchy w zamian za wbicie gwoździa czy postawienie drinka, to żaden interes. prędzej umówią się na stawkę w pieniądzu (od godziny czy koszuli), no ale tak to już jest z wymianą usług. Odpowiedz Link
mmaupa Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 11:39 Ja sie tylko boje co to bedzie jesli syn metwoh sie okaze homoseksulista, wyprowadzi sie do chlopaka i OBAJ beda chodzili w pogniecionych koszulach (bo z definicji jako mezczyzni nie maja prawa umiec porzadnie prasowac). To dopero bedzie dramat, zwlaszcza jesli obaj beda na stanowisku kierowniczo-koszulowym a kolezanek/sasiadek w poblizu niet. Odpowiedz Link
sir.vimes Niezadbani???? 27.03.08, 11:36 I tylko mogę współczuć dzisiejszemu pokoleniu facetów. > Może dlatego są tacy niezadbani. Dżinsów prasować nie trzeba, fakt. A o ile przyjemniej stanąć w tramwaju obok współczesnego, niewyprasowanego ale umytego, wypachnionego, nakremowanego i uczesanego chłopaka niż obok niewspółczesnego pana, któremu wprawdzie zona uprasowała koszule ale z włosów sypie mu się łupież a z ciała bucha odór potu - bo cóż, tego już żona nie zrobi, musiałby sam... Odpowiedz Link
croyance Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 12:31 Widzisz, metwoh, ja wychodze z dosc niemodnego zalozenia, ze czlowiek nie musi byc super zadbany. Nie przepadam za takim kompletnym picem (w sensie odpicowania):-) Odpowiedz Link
onion68 Re: Niezadbani???? 27.03.08, 16:37 > pewnie tacy bywają. Ci zadbani nie jeżdżą tramwajami. Nie. Nie wierzę, że to widzę. Odpowiedz Link
ananke666 Re: Niezadbani???? 27.03.08, 19:07 > Nie. Nie wierzę, że to widzę. Ja też. Co więcej, takie stwierdzenie dyskwalifikuje autora jako partnera do rozmowy. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Niezadbani???? 27.03.08, 19:36 Ja się nie dziwię, że lubi Jeżycjadę :-/ Odpowiedz Link
mmaupa Re: Irytacje w Jezycjadzie 27.03.08, 17:35 No pewno ze widzialam. Widac ich ojcowie tez sie kiedys przeliczyli w oczekiwaniach co do przyszlej synowej. A tak na serio: prasowanie to pewna umiejetnosc. Ja zawsze wychodze z zalozenia ze lepiej jakas umiejetnosc posiadac niz jej nie posiadac. Tym bardziej ze do nabycia umiejetnosci prasowania nie potrzeba az takiego nakladu pracy, a i korzysci sa bardzo wymierne (w odroznieniu np. od umiejetnosci poslugiwania sie jezykiem Bahasa = duzy naklad pracy i dosc male korzysci jesli sie mieszka w Polsce). Wiec czemu chlopaka nie nauczyc? Odpowiedz Link
ananke666 Kalamburkowe karakuły 27.03.08, 22:06 Nie wiem jak Was, ale mnie nieprzyjemnie uderzył opis Moniki fiokującej się na ślub Nutrii. Mianowicie narzuciła ona na siebie karakuły. W ogóle nie przepadam za futrami, łagodnie mówiąc, mimo, żem mięsojad w skórzanych butach; a karakuły mają w tej niechęci czołowe miejsce. Ze względu na sposób pozyskiwania tego futra, wyjątkowo wredny. Że też MM nie mogła ubrać babiszona w coś innego... Odpowiedz Link
metwoh Re: Kalamburkowe karakuły 27.03.08, 22:16 Mimo, że nie jestem podobno partnerem do dyskusji, to jednak pamiętam, że wtedy były po prostu modne czarne karakuły. W Polsce na ogół sztuczne. Ale nosiły je raczej nobliwe starsze panie. A MM opisuje przecież z kronikarską dokładnością. I za to ją lubię. Odpowiedz Link
ready4freddy Re: ??? 02.04.08, 21:28 zaraz tam wnioski. dzidce chodzilo, jak mniemam, o to, ze poglady wyrazane przez obywatela historyka wspolgraja z pogladami Ignaca, przeto powinien sie (historyk, nie Ignac, choc on tez, jak sie zastanowic) dobrze odnalezc w jezycjadowych realiach :) Odpowiedz Link
ananke666 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 13:20 Wiesz Metwoh, ja nie przepadam za zbyt osobistymi wycieczkami i zwykle nie biorę w tym udziału. Mogę najwyżej zdziwić się, że wyrośniętemu osiemnastolatkowi prasuje mama, a jeszcze bardziej zdziwić się, że dojrzały mężczyzna mógłby myśleć, jakoby w prośbie o uprasowanie koszuli, wystosowanej do koleżanki (czyli osoby niejako obcej) nie było niczego dziwnego. Mniejsza o to. Jednakże wysoce nieprzyjemne jest patrzenie na ludzi przez pryzmat mamony, a tak odczytałam tekst "Ale zgoda, w tramwaju, czy autobusie starsi goście pewnie tacy bywają. Ci zadbani nie jeżdżą tramwajami." - czyli posiadanie fury = higiena i kultura osobista. Nie posiadam fury, jeżdżę tramwajem, wnoszę zatem, żem brudas, podobnie jak ta część znajomych i rodziny w rozmaitym wieku, która komunikacją miejską się przemieszcza. Do akceptowalnego poziomu wznoszę się zatem tylko wtedy, kiedy wsiadam do samochodu mojego faceta. Wracając do karakuł, to ja też pamiętam na paniusiach te futra, podobnie jak noszone swego czasu lisy z łapami, mordą i ogonem. Z tym, że Monika w owym czasie od niedawna mieszkała w kraju i odżegnywała się od polskiej mody, usiłowała czuć się "elegancko i światowo" m.in. z pomocą fryzjerki po praktyce w Paryżu i wody Givenchy, nie ma też wzmianki, że owe karakuły były sztuczne. Eleganckie czy eleganckie zaledwie w swym mniemaniu paniusie mogą nosić różne rzeczy, czemu akurat te nieszczęsne karakuły... mnie sposób pozyskiwania tego futra kością w gardle stoi, zwłaszcza wobec deklarowanej wrażliwości i humanitaryzmu autorki. Odpowiedz Link
verdana Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 13:27 A ja mam wrazenie, ze humanitaryzm w ogóle nie dotyczy zwierzat Zwierzat w Jezycjadzie brak. Odpowiedz Link
onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 17:05 Zgadza się. A jeśli pojawiają się gdzie indziej (we "Frywolitkach", w "Na gwiazdkę"), to w tradycyjnym, przedwojennym podejściu do tematu - mianowicie, ich rolą jest bycie poddanymi człowiekowi, naturalne jest, że ich życie jest poświęcone jego wygodzie lub przyjemności. Odpowiedz Link
mmaupa Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 18:06 Niestety, macie racje. Humanizm wobec jezycjadowych zwierzat zostal zamurowany zywcem wraz z myszem Bobcia. Odpowiedz Link
kaliope3 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 18:25 To smutna prawda,zawsze miałam do pani MM pretensje za tego "wstrętnego małego psa"z Opium...czemu wstrętny?Może nie był piękny ale od razu tak z grubej rury? Odpowiedz Link
onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 19:52 Yy, właśnie sobie przypomniałam o Lucyferze... Odpowiedz Link
kaliope3 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 22:10 Tak,był Lucyfer-jedyny chyba zwierzak potraktowany dość łagodnie-do tego wydaje mi się,że był on bardziej pretekstem do całego wątku Ida-Lisieccy i kontekstu wychowawczego.Odświeżam sobie właśnie całą Jeżycjadę,jestem przy Kwiecie i nazachwycać się nie mogę każdym dialogiem i narracją,już to prawie znam na pamięć ale w tym jednym punkcie rzeczywiście nie znajduję pocieszenia-MM zdecydowanie woli ludzi od zwierząt,a ja często odwrotnie. Odpowiedz Link
onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 28.03.08, 22:48 Może jednak niezupełnie tylko pretekstem - z wątku Idy i Lisieckich wynika przecież przede wszystkim, że krzywdzenie kogokolwiek czy (no, dobrze) czegokolwiek mniejszego i słabszego jest złem i podłością. W "Idzie" podoba mi się jeszcze diagnoza źródeł zła - może nie odkrywcza, ale jakżeż prawdziwa (zaniedbania, brak komunikacji, głupota, koncentrowanie się na wizerunku, a nie treści życia rodzinnego). Tylko tak mi się wydaje (i były już chyba takie głosy na forum), że niezbyt szczęśliwie Ida dobrała Lisieckim tę lekturę umoralniającą - rozumiem, że małych chłopców trzeba skusić jakimiś wątkami przygodowymi (tu chyba Tomki Szklarskiego byłyby właściwe, a nawet Samochodziki Nienackiego). "Robin Hood" jednak zawiera jakąś pochwałę bezprawia i przemocy, skierowaną co prawda przeciwko tym "złym". Ale zło jednak można dostrzec wszędzie i w każdym, jeśli się bardzo chce coś usprawiedliwić. Mamy nawet na to niechlubne przykłady w naszej historii. Odpowiedz Link
senseeko Re: Kalamburkowe karakuły 13.10.08, 14:40 ananke666 napisała: Nie ma też wzmianki, że owe karakuły były sztuczne. Eleganckie cz > y eleganckie zaledwie w swym mniemaniu paniusie mogą nosić różne rzeczy, czemu > akurat te nieszczęsne karakuły... mnie sposób pozyskiwania tego futra kością w > gardle stoi, zwłaszcza wobec deklarowanej wrażliwości i humanitaryzmu autorki. Ale przecież nie autorka nosi karakuły, tylko Monika! Która w sumie, całościowo rzecz biorąc, jawi się jako postać dość drobnomieszczańska i w sumie nie do końca sympatyczna. Zatem karakuły pasują, a że to fikcja literacka, to w tym akurat wypadku jagnięta nie ucierpiały. ;) Moja babcia, kiedy byłam bardzo mała, też nosiła karakuły, chyba szare, nie czarne, nie wiem czy były prawdziwe czy sztuczne, ale były wtedy do tego stopnia modne, że opowiadało się o wycinaniu karakułów żyletkami kiedy ludzie gnietli się w pociągu czy tramwaju. Człowiek wysiada a zamiast pleców ma wielką dziurę. To znaczy w płaszczu, nie w ciele ;) Więc parcie na karakuły było ogromne, faceci tez nosili, zwykle różne szychy partyjne. Jak przez mgłę pamiętam takie obrazy facetów w karakułach. Babcia szychą nie była, nie mam pojęcia jaką drogą te karakuły (a konkretnie skromny kołnierzyk karakułowy przy płaszczu) do niej trafiły, ale bardzo o nie dbała i bardzo je lubiła. Przeszywała z płaszcza na płaszcz. Zdaje się, że ktoś będąc w Bułgarii na wycieczce kupił dla niej takowe. Nie wykluczam, że był to ciężko zaoszczędzony prezent od córki a mojej mamy, bo była kiedyś w Bułgarii na jakimś studenckim obozie. Nie pamiętam tych czasów stąd nie wiem skad karakuły i nigdy mnie to nie interesowało, ale pamiętam, że te karakuły były dla babci bardzo ważne i nie rozumiałam dlaczego, bo mnie się nie podobały. Wyglądały jak trwała ondulacja, nie to co np. królicze futerko, albo przechodni kożuszek, który szył jeszcze mój dziadek a w którym chodziły chyba 3 pokolenia dzieci. Uwielbiałam go. Dlaczego o tym piszę - podejrzewam, że szał na karakuły był i poza PRLem i mógł się Monice jakoś kojarzyć z prestiżem, a że w owym czasie jak napisał metwoch, były modne, a zarazem bardzo drobnomieszczańskie to ubranie w nie Monikę było jak najbardziej na miejscu. (Chociaż ja - szczerze mówiąc - zupełnie nie pamiętam kiedy ona te karakuły nosiła) Odpowiedz Link
ananke666 Re: Kalamburkowe karakuły 13.10.08, 16:29 > Zatem karakuły pasują, a że to fikcja literacka, to w tym akur > at wypadku jagnięta nie ucierpiały. ;) Równie dobrze można oberżnąć komuś łeb tępym nożem, bo to fikcja literacka i żadna szyja nie ucierpi. Albo założyć wieczorowe boa z kruczych piór, choć kruk pod ochroną jest. Jednego rusza to, drugiego tamto, a mnie akurat wprowadzenie karakułowego futra jako zwyczajnej acz eleganckiej części garderoby. Mimo, żem mięsojad, to jestem przeciwniczką futer (wyjątek - królik, bo królicze mięso się je!), a już na pierwszych miejscach foczego i karakułowego. Światową damę można było ubrać w kaszmirowy płaszcz od projektanta, ceną przebiłby karakuły, że o elegancji nie wspomnę. Dla mnie wprowadzenie tego futra, bez słowa komentarza, cienia dezaprobaty, oznacza zgodę autora na sposób jego pozyskiwania, akceptację takiego stanu rzeczy. Który, jak nadmieniłam, kołkiem mi w gardle stoi. Odpowiedz Link
sir.vimes Re: Niezadbani???? 28.03.08, 21:28 Dlatego zakładam, ze jeżeli komuś daleko do pralki i proszku to może mu byc równie daleko do wanny i kremu... Odpowiedz Link
sir.vimes Re: Niezadbani???? 28.03.08, 21:32 "Ci zadbani nie jeżdżą tramwajami." Doprawdy? Bo, jak sugerujesz, im bogatszy męzczyzna tym lepiej pachnie? Niestety nie. Bo jeśli już mowa o panach, którzy nie jeżdżą tramwajami - cóż, można ich spotkać gdzie indziej - np.postać koło nich w kosciele by poczuć te same rozkoszne "zapachy" spod wyprasowanych przez żonkę koszul. Odpowiedz Link
jottka Re: Kalamburkowe karakuły 29.03.08, 15:39 metwoh napisał: > jestem nauczycielem no to drogie koleżanki - i mam nadzieję, że mnie dobrze zrozumiecie, jak kobiety - strach się bać Odpowiedz Link
verdana Re: Kalamburkowe karakuły 29.03.08, 16:50 Odwołuję wszystko to, co napisałam dotychczas o stosunku MM do nauczycieli. Chylę czoła przed trafną diagnozą tego stanu. Odpowiedz Link
onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 29.03.08, 18:43 No, nie generalizujmy. Pewne przykre zjawiska mają miejsce wśród nauczycieli w polskich szkołach, ale nie tylko one. Akurat na przykład mojej córce trafiła się wspaniała wychowawczyni, germanistka z pasją. Wreszcie. Córka ma 17 lat. A jednak mnie obraz stworzony przez MM nie przekonuje, a wręcz irytuje (wracamy do meritum - irytacji) - bo jest pozbawiony jakiejkolwiek subtelności. Odpowiedz Link
verdana Re: Kalamburkowe karakuły 30.03.08, 22:40 Ja sama bylam wiele lat nauczycielką:))) Nie w pelnym wymiarze, ale zawsze - nawet częściowo jestem dalej. Jeden z nauczycieli mojej corki odkrył w niej talent, jakiego ani ja, ani ona w życiu nie podejrzewałysmy. Tyle, ze uciekł ze szkoły po wprowadzeniu nowej matury z polskiego, w ramach protestu przeciw sprowadzaniu literatury do rozwiązywania kretyńskich testów. Mnie irytują nauczyciele w Jezycjadzie - albo pattologiczni idioci, albo patologiczni sadysci, albo - co najgorsze - teoretycznie dobrzy, a bez cienia wyczucia, dyskrecji i znajomosci psychiki mlodziezy (Dmuchawiec). Ale jak sobie pomysle, ze może pani MM miała pecha i spotykala takich nauczycieli, jak czcigodny przedmowca - to zaczynam po prostu pewne rzeczy rozumieć. Rozumieć znaczy wybaczyć. Odpowiedz Link
metwoh Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 08:50 Znowu atak ad personam. Bo do argumentów oczywistych nikt się nie odniósł do tej pory. Czyżby urazy szkolne? A w Jeżycjadzie idiotkami są raczej nauczycielki, a nie nauczyciele. Było coś złego o Hajduku czy Dambie? A Dmuchawiec to po prostu postać pomnikowa. A młodzież licealna ceni sobie u nauczyciela po pierwsze wiedzę, a po drugie postępowanie zgodne z tym, co się głosi oraz odwagę głoszenia poglądów, nawet wbrew większości. Ja osobiście jestem spokojny o swój wizerunek, wpisy w naszej klasie od absolwentów są na to dowodem. I to raczej nie jest wazelina, bo jaki ma sens po 15 latach podlizywanie się. Ale rozumiem, że dla niektórych, to nauczyciel powinien zastępoiwać rodzica i wszystko zauważyć, nawet to, co mamusi umknęło. Tylko, że u 350 uczniów to chyba niemożliwe i zawsze się znajdzie jakaś Jedwabińska, która będzie miała poczucie krzywdy. Ale z tego wszystkiego, to najbardziej boli moje oponentki, że po prostu większość facetów tak funkcjonuje -oprana, odprasowana i wykarmiona przez swoje kobiety. Które nie robią tego zmuszane przemocą, ale po prostu, bo tak trzeba, bo taki jest świat. Ktoś mi wcześniej zarzucał, że jako historyk powienienem wiedzieć, czym jest feminizm. Więc jako historyk powiem, że nie jest to to samo, co ruch emancypantek, czy sufrażystek (akurat je wyśmiał jeszcze Prus), ale ruch, który stawia sobie zmianę kultury. A ja po prostu bronię tej starej, dobrej patriarchalnej kultury. A co najlepsze, zgadza się z taką postawą większość kobiet, które wiedzą, że feminizm po prostu szkodzi kobietom. Zmusza do pracy zawodowej (czy można realiuzować swoje ambicje zawodowe jako sprzątaczka albo kasjerka w supermarkecie?), żąda, by kobiety pracowały dłużej o 5 lat i nawet na siłowniemodę wprowadza. Właściwe miejsce dla kobiety- siłownia. No cyba, że to ściema, a tak naprawdę chodzi o obecność tych wypasionych, łysych karków, którzy tam pakują. Oczywiście oni nie mają problemów z prasowaniem, bo dresu się nie prasuje. Nie wiem, bo sam nie posiadam takiego wdzianka jak dres. Tylko skoro jednak cały czas jesteście podobno fankami MM, to z czego to wynika. Może jest jednak żal za tymi wyszydzanymi, tradycyjnymi, rodzinnymi wartościami. Bo chyba nie macie wątpliwości, że MM to feministek raczej chyba na pewno nie lubi (scena w pociągu w Nutrii i Nerwusie) Odpowiedz Link
sir.vimes Kogo boli 01.04.08, 09:25 "Ale z tego wszystkiego, to najbardziej boli moje oponentki, że po prostu większość facetów tak funkcjonuje -oprana, odprasowana i wykarmiona przez swoje kobiety. Które nie robią tego zmuszane przemocą, ale po prostu, bo tak trzeba, bo taki jest świat. " To chyba najbardziej boli mężczyzn, tych, którzy nie daja rady sami zadbać nawet o t by przyzoicie wyglądać. U Prachetta była kiedyś tak wypowiedź na ten temat. Że matki nie lubią jak mężczyźni sami sobie radzą bo coś takiego mogłoby się przyjąć. Zabawne jest , ze niektórzy mężczyźni chętnie wchodzą w rolę wiecznie zależnego od żelazka mamusi/żonki/koleżanki dzieciucha. i nawet w podeszłym wieku nie próbują być dorośli. Ja jestem za wyzwoleniem mężczyzn i nie mam nic przeciwko temu by wyemancypowali się na tyle by potrafić wyjść z domu bez kontroli kobiet. Dziwię sie, że Ty jako mężczyzna - nie jesteś. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 09:32 "Ale z tego wszystkiego, to najbardziej boli moje oponentki, że po prostu większość facetów tak funkcjonuje -oprana, odprasowana i wykarmiona przez swoje kobiety. Które nie robią tego zmuszane przemocą, ale po prostu, bo tak trzeba, bo taki jest świat." Boże, jakie to szczęście, że ja nie należę do twojego świata! I serdeczne wyrazy współczucia dla twojej Żony - nie za to, że ma takiego męża, ale za to, że nie ma pojecia, że istnieją też światy inne. Odpowiedz Link
metwoh Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 11:54 Ma pojęcie. Tylko, że woli nasz świat Odpowiedz Link
onion68 Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 10:24 Mam mało czasu, bo zamiast spełniać swe posłannictwo wśród kupy szmat jestem w pracy (i dobrze mi z tym), ale krótko odniosę się. Co mnie przyciąga do Jeżycjady? To, że większość bohaterów (przynajmniej we wcześniejszych tomach) to ludzie myślący, poszukujący, zawsze gotowi zrewidować swoje poglądy (np. Gaba w sprawie młodych poligrafów, Aniela w sprawie swojej klasy) i gotowi na zrozumienie drugiego człowieka(np. Ida robaczywej Pauliny). Mniej więcej takiej postawy oczekuję od nauczycieli (osób, którym społeczeństwo powierzyło uczenie i wychowywanie w pewnym zakresie młodego pokolenia), a nie uprzedzeń i wypatrywania wszędzie a to pedałów, a to przebrzydłych feministek, a to strasznej Unii Europejskiej. A oto kilka przykładów, jak rodzina Borejków realizowała jedynie słuszny według Ciebie, tradycyjny model życia rodzinnego: - KK, Nowy Rok - oprócz morszczuka, którego trudno uznać za materiał do świątecznej potrawy, brak jakichkolwiek produktów jadalnych w domu (co przygotowałaby Mila, gdyby nie zachorowała?); - chyba dwa dni potem - ciotce Feli kuchnia borejkowska przypomina stajnię Augiasza - no nie wierzę, że ten stan powstał w tak krótkim czasie po chorobie Mili. Myślę, że parę przykładów by się jeszcze znalazło. Odpowiedz Link
metwoh Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 15:48 Wyobraź sobie, że moja ukochana żona też pracuje -oczywiście nie w prasowalni. A odnośnie uprzedzeń- rozumiem, że nie jesteś broń Boże do nikogo uprzedzona. Nawet do byłych wicepremierów? Akurat ja przynajmniej szczerze i otwarcie odrzucam pewne postawy- nie ludzi. Do pedziów nic nie mam, oczywiście jeżeli nie prosi mnie do tańca. Nawet jednego homosia byłem wychowawcą i jakoś chyba mnie źle nie wspomina. Jedyny kwas miałem z nim kiedyś na lekcji wosu, gdy wyraziłem się, co sądzę na temat ówczesnego kandydata na prezydenta, czyli Kwasa. Niedawno przyznał mi mailem, że miałem rację, a ja jemu, że Lechu byłby niewiele lepszy. Do Unii nic nie mam. Wkurzają mnie raczej niektórzy entuzjaści w Polsce, którzy niczym komuchy wobec Moskwy są po prostu nadgorliwi. Oczywiście coś takiego jak Klub Europejski w szkole pozostawiam starszemu koledze -kiedyś był szefem Towarzystwa Przyjaźni Polsko Radzieckiej. I tylko kolor flagi dla niego się zmienił. A feministki - no nie wiem, czy są przebrzydłe. Ale Pięknej wśród nich nigdy nie widziałem. Ale żeby zaraz przebrzydłe, to chyba aż za mocno napisałaś. Zresztą nie wiem, bo akurat żadnej na żywo nie widziałem. W KK ten obraz nędzy i rozpaczy- to obraz gdy rodzina zostaje dotknięta nieszczęściem. W ogóle chyba łatwo sobie wyobrazić los wielodzietnej rodziny z ojcem pracującym w bibliotece. Stąd ten chleb z dżemem. Bo morszuk, w Nowy Rok- przecież to żadne święto, raczej odpoczynek po Sylwku. A może to do wątku o wpadkach autorki. Pozdrawiam i bez urazy Odpowiedz Link
kaliope3 Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 16:13 Mój Boże-i Ty jesteś historykiem? Człowiekiem wykształconym,z wieloletnim stażem naukowym? Nie chciałabym aby moja córkę uczył ktoś,kto oprócz kuriozalnych poglądów posługuje sie tak prymitywnym,żeby nie powiedzieć rynsztokowym językiem.Zgodnie ze swoja wizja świata chciałbyś zapewne uchodzić również za dżentelmena? Odpowiedz Link
tennesee Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 17:05 metwoh napisał: chyba Bo morszuk, w Nowy Rok- przecież to żadne święto, > raczej odpoczynek po Sylwku. święto kościelne- Matki Bożej Rodzicielki. Ustawowo wolne li i jedynie na podstawie ustawy o stosunku Polskiej Reczypospolitej Ludowej do Kościoła Katolickiego z maja 1989 (obowiązująca) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 20:43 >"jedyny kwas miałem z nim kiedyś na lekcji wosu, >gdy wyraziłem się, co sądzę na temat ówczesnego kandydata na >prezydenta, czyli Kwasa. a ja myslalem, ze szkola jest neutralna swiatopoglodowo i nawet w ustawach to zapisano, panie nauczycielu historii i WOSu. za cos takiego powinno sie wylatywac na kopach ze szkoly, obojetnie, czy chodzi o rzadzacych, czy opozycje. Odpowiedz Link
tennesee Re: Kalamburkowe karakuły 01.04.08, 16:59 metwoh napisał: A w Jeżycjadzie idiotkami > są raczej nauczycielki, a nie nauczyciele. Było coś złego o Hajduku > czy Dambie? A Pieróg? > Ale z tego wszystkiego, to najbardziej boli moje oponentki, że po > prostu większość facetów tak funkcjonuje -oprana, odprasowana i > wykarmiona przez swoje kobiety. Które nie robią tego zmuszane > przemocą, ale po prostu, bo tak trzeba, bo taki jest świat. Nie wiem co świat ma do tego. Człowiek niezależnie od płci z natury swej ma dwie łapki, zatem każdy może sobe wyprać, wyprasować i ugotować. feminizm po prostu > szkodzi kobietom. Zmusza do pracy zawodowej (czy można realiuzować > swoje ambicje zawodowe jako sprzątaczka albo kasjerka w > supermarkecie?) He? zapomniałeś dodać: prawniczka, lekarka, pisarka, dziennikarka, architekta, naukowiec, tłumaczka, specjalistka od PR (tu zdecydowana większość to kobiety), psycholożka, polityk, specjalistka ds finansów etc- to taki krótki przegląd moich koleżanek. Z ciekawości zapytam- czy Twoje uczennice wybierają się na studia? Bardzo je od tego pomysłu odwodzisz? Odpowiedz Link
sir.vimes Kasjer i sprzątacz 01.04.08, 17:26 czy można realiuzować > swoje ambicje zawodowe jako sprzątaczka albo kasjerka w > supermarkecie? ciekawi mnie czy według Twojego uroczego przedmówcy można realizować swoje ambicje jako kasjer lub sprzątacz. Odpowiedz Link
jottka ekhm:) 01.04.08, 18:26 tennesee, naukowiec - jak pisał profesor steinhaus - to ten, kto takie słowo wymyślił:) istnieje lepsze określenie zawodu, a mianowicie uczony lub uczona, która to forma żeńska tworzy nam się bez problemów. co do reszty - maile kolegi należy raczej traktować jako ilustrację jego lęków i frustracji i w związku z tym zaprzestać dyskusji, bo rzecz robi się nadto osobista, ale jeśli jest rzeczywiście nauczycielem historii, to bardzo przykre. w skrócie - myli własne myślenie życzeniowe z empirią, posługuje się kilkoma topornymi chwytami retorycznymi w miejsce argumentów (trudno dyskutować choćby o feminizmie, jeśli rozmówca cięgiem rzuca repliką o traktorzystce na sterydach, bo tu już wkraczamy w dziedzinę prywatnych obsesji), rozumienie historii wykazuje na poziomie podręcznika do podstawówki, chociaż tu chyba przesadziłam, jak spojrzę na zaprezentowany tok argumentacji: - kiedyś wszyscy byli rolnikami poza grupami, które nie były, a potem pojawiła się specjalizacja zawodowa, co dowodzi, że kobiety nie powinny czyścić filtra w pralce, a za to prasować koszule. um. tego:))) Odpowiedz Link
anutek115 Re: ekhm:) 01.04.08, 19:33 Jottko, Metwoh jest nauczycielem historii z tych, którzy portret rodziny Sobieskich podpisałby "Jan III Sobieski z synem" (podobno autentyczny podpis pod zdjęciem w jednym z podreczników do historii, cytuje za "Polityką"). Metwoh, ja jestem kobietą wyzwoloną. Mój mąż nie przypomina z wyglądu kloszarda i nie ma cech cierpiętnika, który się lubi umartwiać przy takim potworze, jakim "kobieta wyzwolona" musi, rzecz to oczywista, być. Rozwodu nie planujemy. Odpowiedz Link
kaliope3 Re: ekhm:) 01.04.08, 20:06 "kiedyś wszyscy byli rolnikami poza grupami, które nie były, a potem pojawiła się specjalizacja zawodowa, co dowodzi, że kobiety nie powinny czyścić filtra w pralce, a za to prasować koszule". W sedno trafione Odpowiedz Link
nighthrill Re: ekhm:) 01.04.08, 20:39 Zniesmaczona jestem podejściem, jakie prezentuje kolega historyk, ale - niestety - wielu mężczyzn myśli tak samo. A nawet jeśli "nie mają nic przeciwko samorealizacji kobiet", to wystarczy poskrobać paznokciem i gorszące poglądy na jaw wychodzą - w dyskusjach, w żartach nawet, czy też pseudożartach o kobietach. I takie podejście dzieli też część kobiet. Cholera. Ja tam sobie nie wyobrażam bycia z kimś, kto neguje moje poglądy, moje chęci, marzenia i ambicje, kto widzi mnie w jednej roli i najchętniej trzymałby mnie bosą, w ciąży i przykutą łańcuchem do kuchennego zlewu. Na szczęście mój facet potrafi nieść wraz ze mną transparent na manifie, i nie jest przez to mniej mężczyzną. Świat się zmienia, choć u nas powoli. Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 20:38 >Zmusza do pracy zawodowej (czy można realiuzować >swoje ambicje zawodowe jako sprzątaczka albo kasjerka w >supermarkecie?), żąda, by kobiety pracowały dłużej o 5 lat i nawet >na siłowniemodę wprowadza. Właściwe miejsce dla kobiety- siłownia. >No cyba, że to ściema, a tak naprawdę chodzi o obecność tych >wypasionych, łysych karków, którzy tam pakują. Oczywiście oni nie >mają problemów z prasowaniem, bo dresu się nie prasuje. Nie wiem, >bo sam nie posiadam takiego wdzianka jak dres. stary, powiem ci jedno: doceniam dobry humor i jesli pisales to z mysla o rozbawieniu publiki, to John Cleese powinien sie od ciebie uczyc :) a jesli pisales serio.. mniejsza z tym, turlam sie ze smiechu po podlodze tak czy siak :) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 21:19 >A Dmuchawiec to po prostu postać pomnikowa. no, pomnik jak sie patrzy. tylko go troche golebie obs..marowaly, w gazetce zakladowej. pol watku mamy o tym pomniku ze slomy, oczko mu sie odlepilo. ankieter, w dziaslo szarpany :) Odpowiedz Link
jottka Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 21:21 no akurat tu nie rozumiem, czego sie czepiasz - jak spojrzę na niniejszy wątek, to faktycznie widzę, że to miś, to jest tego, dmuchawiec, na miarę naszych czasów:) Odpowiedz Link
lutecja4 Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 22:34 wrocilam z krotkich wakacji weszlam na forum i nie wierze wlasnym oczom to straszne ze osoba o takich pogladach uczy dzieci/mlodziez nie chodzi mi o podzial rol w jego rodzinie-jesli obojgu to pasuje niech sobie tak zyja "A feministki - no nie wiem, czy są przebrzydłe. Ale Pięknej wśród nich nigdy nie widziałem. Ale żeby zaraz przebrzydłe, to chyba aż za mocno napisałaś. Zresztą nie wiem, bo akurat żadnej na żywo nie widziałem." jak nie widziales to skad wiesz ze nie ma Pieknych? a jako nauczyciel i to historyk moglbys wysilic sie chociaz na tyle zby przyswoic sobie definicje FEMINISTKI jestem ladna(choc uroda to kwestia gustu),chodze w szpilkach,uwielbiam gotowac,szczegolnie dla swojego mezczyzny,lubie o niego dbac i jestem feministka,tak jak wiekszosc moich ladnych bardziej czy mniej kolezanek wcale nie uwazam,ze feminizm=haslo "kobiety na traktory",wymagam od mezczyzn,zeby przepuszczali mnie w drzwiach,pomagali nosic ciezkie rzeczy itp a jednoczesnie sama czyszcze filtr w swojej pralce jesli ktos utozsamia feminizm z babochlopami to mu nawet nie wspolczuje,tylko stwierdzam,ze szkoda czasu na dyskusje i te teksty o tym,ze przed wojna pracowali tylko mezczyzni i spokojnie utrzymywali liczne rodziny,a potem kobiety poszly do pracy i pensje spadly-juz sama nie wiem-smiac sie czy plakac? Odpowiedz Link
ananke666 Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 22:56 Lutecjo, feminizm jest źle postrzegany i ośmieszany przez same kobiety. Mnóstwo jest takich, które deklarują "nie jestem feministką!" - a jak przepytać damę, rychło się okazuje, że nie chce być od kogoś finansowo zależna, że kierunku studiów nie wzięła z sufitu, lubi swój zawód i nie chce, żeby jej stanowisko było gorzej opłacane, ale jak jej powiedzieć, że wpisuje się w umiarkowany feminizm, to protestuje, że nie, absolutnie... bo feministka nie cierpi mężczyzn, chce być od nich lepsza, posadzić baby na traktowy i wysłać do kopalni, i w ogóle to lesbijka albo babochłop, sfrustrowany, bo niewy... tego... niedopieszczony... i gadaj z taką :/ Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 23:01 kiedy sie wcale nie czepiam, wlasnie sie zgadzam, ze to dmuchawiec odpowiadajacy naszym zywotnym potrzebom, i niech sobie zgnije na jesieni, zeby mozna bylo zrobic protokol zniszczenia :) Odpowiedz Link
ananke666 Re: Kalamburkowe karakuły 02.04.08, 23:20 Swoją drogą, wątek wygląda, jakby zajadła dyskusja dotyczyła karakuł :p Odpowiedz Link
idomeneo Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 02:29 witam serdecznie - to mój debiut na tym forum, które bardzo lubię i podczytuję już od dawna, no a dziś naprawdę nie wydzierżyłam... moje poprzedniczki i poprzednicy powiedzieli tu wiele celnych rzeczy na temat feminizmu. Od siebie chciałam tylko dodać, że coś, co zawsze mnie uderzało, to olbrzymia hipokryzja zwolenników "starego, dobrego patriarchalizmu" co do doceniania zajęć i ról tradycyjnie postrzeganych jako kobiece. Byłam kiedyś na konferencji w dość międzynarodowym towarzystwie i rozmowa podczas przerwy na lunch zeszła właśnie na kwestie równouprawnienia. Jeden z kolegów, Grek, przedstawiał w dyskusji poglądy mniej więcej takie jak metwoh, podnosząc między innymi, że tradycyjna rola kobiety - strażniczki domowego ogniska w społeczeństwach patriarchalnych jest otoczona wysokim społecznym prestiżem i szacunkiem. Na co mój inny kolega, socjolog, wybuchnął szczerym śmiechem i poprosił o wskazanie w takim razie pięciu przykładów kobiet, które przeszły do historii dzięki byciu przykładnymi żonami i matkami. Okazjonalne gesty w stylu całowania paniom rączek nie zmieniają faktu, że w tradycyjnym społeczeństwie zajmowanie się domem nie jest, oględnie mówiąc, fachem szczególnie prestiżowym. I akurat sporą zasługa feminizmu jest zwrócenie uwagi także i na to. Oraz na to, o czym wspomniała ding_yun - że decyzja o przyjęciu takiego właśnie modelu życia powinna wynikać ze świadomego wyboru, a nie z jego braku. Mam też wrażenie, że syn metwoha ma duże szanse mieć już w niedalekiej przyszłości zwyczajnie ciężkie życie. Próbuję sobie wyobrazić dzisiejszą dziewczynę, do której przychodzi kolega z propozycją, żeby wyprasować mu koszulę w zamian za drinka. Nawet jeśli koleżanka się nie obrazi, to ani chybi zabije go śmiechem. O byciu z kimś w stałym związku nawet nie wspomnę. Odpowiedz Link
ginestra Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 20:56 Witajcie, przeczytałam ostatnio przybyłe wpisy. Widzę, że rozwinęła się ciekawa dyskusja i ja w swoich własnych poglądach muszę przyznać, że z wieloma postami zgadzam się w różnych procentach, różne rzeczy mi się naświetlają dzięki tej dyskusji, tylko trochę jestem skonsternowana takim faktem, że dosyć szybko wiele osób uznało Metwoha za rodzaj trolla, którego nie należy karmić, a ja myślę, że to trochę za szybko i może niezbyt fortunnie. Były na tym forum przypadki trollowania (nie wiem czy pamiętacie taką osobę, dawno to było, o nicku Zdzicha_tramwajara, ale były też chyba i inne) i pamiętam, że taka osoba zachowywała się inaczej - nie szukała płaszczyzny porozumienia mimo kontrowersyjności swoich poglądów, nie próbowała na różne sposoby rozładować sytuacji, złagodzić ostrości swoich wypowiedzi czy też posługiwać się zwrotami nacechowanymi przyjaznością ("bez urazy", "mam nadzieję..") oraz dzielić się swoim światem - że ma żonę, dzieci, opowiadać jak sobie radzą, w każdym poście więcej, żeby jakoś ten wizerunek może poprawić itp.(jak to cały czas robił Metwoh). Prawdziwy troll nie szuka jakiejś symetrycznej relacji tylko nie obchodzą go inni, on chce tylko rozwalić dyskusję, wyładować swoje frustracje, obrazić innych itp. No, ale zależy czy ktoś z Was poczuł się naprawdę bardzo urażony słowami Metwoha, na tyle, zeby to godziło w tę osobę, a nie było po prostu wyrazem jakichś poglądów, które w świecie są, no bo są różne poglądy, każdy jakieś ma i w sumie na forum dzielimy się nimi. Może ktoś z Was naprawdę poczuł się źle, to oczywiście ocenę "trollości" można mieć własną. To zahacza też o kulturę dyskusji, czy tu jakaś granica została przekroczona czy nie. Moim zdaniem, być może, w tym wątku Metwoh momentami trochę przesadził ze słownictwem ("pedzie" i jakimś może tupetem), poza tym z takimi bardzo radykalnymi, generalizującymi stwierdzeniami nie da się za wiele już zrobić, żeby je złagodzić, skoro już padły, ale przynajmniej próbował. Podejmował dialog (fakt, że i jemu się dostało nieźle po uszach i też dość obraźliwie, choć przyznaję, że wtórnie), ale mi przynajmniej pozostał obraz takiej jednak chęci Metwoha rozmawiania ze współforumowiczami, pobycia w tej umownej borejkowskiej kuchni, w której jesteśmy. (Czyli jest "i to i to"). Forum to ważna sprawa, miło jest mieć gdzie zajrzeć i podyskutować, wiedzieć, że można. Mi to wyglądało na takie zachowanie jednak towarzyskie, choć jakby z gracją słonia w składzie porcelany (w mojej intencji ten zwrot ma ewokować jednak pozytywne skojarzenia). To może by tak zrobić nowy początek, hm? :) Jeśli chodzi o moje poglądy na ten temat, to jest tak: pod wieloma względami pasuję na feministkę, a pod innymi nie. Ja sama nie określiłabym się jako feministka, bo obawiam się, że w tym pojęciu mieści się także szereg poglądów, pod którymi nie mogłabym się podpisać (np. żądanie prawa do decydowania kobiet o aborcji, co dużo medialnych kobiet nazywających się feministkami głosi i nie wiem czy nazywając siebie feministką musiałabym te poglądy przyjąć). Ja mam takie kilka wyczuleń i one determinują moje spojrzenie na wszystkie sprawy. Po pierwsze jestem wyczulona na to, że ktoś stawia się nad kimś innym . Często ktoś taki uważa, że ma do tego prawo. Otóż jeśli mężczyźni stawiają się nad kobietami uważając je za kogoś, kogo na przykład można lekceważyć albo ustawić w określonej roli i tam ma tkwić albo pozbawiać go niezbywalnych praw jakie ma osoba ludzka, to jestem temu przeciwna. Tak samo jestem przeciwna jeśli kobiety stawiają się nad mężczyznami i ich źle traktują. Obraz w historii (przepraszam, mówię to z ogólnego wrażenia, a nie z rozległej wiedzy historycznej) jest taki, że częstsze w niej było i jest to pierwsze. I oczywiście jestem przeciwna różnym nierównościom w traktowaniu na przykład kobiet i mężczyzn na podobnych stanowiskach, w zarobkach i w innych przywilejach kiedy to ma miejsce. Również jestem przeciwna wszelkim przejawom przemocy, szantażu emocjonalnego, wymuszaniu posłuszeństwa tym, że jeśli kobieta nie będzie ulegać, to ukochany mąż odejdzie do innej itp., stawianiu kobiety w sytuacji, że ona __ma__ wykonywać pewne prace, bo to jej psi obowiązek czy coś, że __ma__ obsługiwać mężczyznę. Moim zdaniem powinno się widzieć w sobie nawzajem człowieka, traktować się z szacunkiem i zwłaszcza w związku powinno być założenie, że jesteśmy takimi samymi ludźmi - żadne nie powinno uciekać się do rządzenia kimś drugim (ja znam też przypadki, w których w związku to kobieta manipuluje mężczyzną nazywając to tak, że trzeba go sobie umieć wychować, że faceta trzeba trzymać krótko itp. - i to też jest w mojej ocenie uwłaczające ludzkiej godności). Jeśli chodzi o to stawianie się nad kimś, to jeszcze powiem, że chociaż nie chcę absolutnie wywoływać tu kolejnego podwątku o aborcji - zresztą temat ten ma to do siebie, że nikt nikogo nie przekona, moim zdaniem. Jedni uważają tak, inni tak i chyba nie da się spotkać wpół drogi, więc może nie warto o nim tu mówić, ale jak uważacie. Moim zdaniem to "stawianie się nad kimś" w tym wypadku polega na tym, że nie powinno się postulować jako rozwiązania czyjegoś problemu odebrania życia komuś drugiemu. (Nie mówię tu o przypadku np. obrony koniecznej, tylko właśnie o aborcji). Wiem, że i ja mogę być w takiej sytuacji kiedyś, ale mam głębokie poczucie, że niestety jeśli karty będą tak rozdane, że będę na przykład musiała pomyśleć czy będę żyć ja czy dziecko, to po prostu, mimo woli życia, będę musiała powiedzieć, że tu moja władza i mój wybór nie sięga. Ale to tak dygresyjnie mówię, bo wydaje mi się, że w Polsce właśnie medialny wymiar feminizmu mieści w sobie też tę aborcję. Proszę powiedzcie mi, czy tak jest, czy nie. Druga rzecz, na którą jestem wyczulona, to język. W psychologii (zwłaszcza na takich zajęciach dla dzieci się o tym mówi) istnieje pojęcie "języka żyrafy" i "języka szakala". Żyrafa jest zwierzęciem, które jest spokojne, niekonfliktowe (w świecie zwierząt żyrafa ostrzega zwierzęta przed niebezpieczeństwem - nie dlatego, że się stawia nad nimi, że się mieni ich wieszczem, ale dlatego, że jak coś widzi, to to powie, a nie zatrzyma dla siebie, jest koleżeńska, empatyczna). Obraz szakala mniej więcej każdy ma przed oczami, nie wiem dlaczego akurat szakala przyjęto dla tej ilustracji, ale pewnie dlatego, że jest dość zajadły, nie taki czysty drapieżnik jak lew czy inne kotowate. No i każdą rzecz w dyskusji można powiedzieć tym pierwszym językiem albo tym drugim. Może to przypadek, ale wiele tekstów wygłaszanych przez różne osoby medialne, które określały siebie jako feministki w mowie i w piśmie wygłaszanych było językiem szakala i to mnie niestety BARDZO zraziło. Ja już tak mam, że takich osób unikam. Oczywiście i "obrońcy życia" też potrafią takim językiem mówić i ich też unikam. Ale - jak wspomniałam kiedyś - teksty Kingi Dunin, czy niektórych posłanek mówiących o sobie "feministka" w tym właśnie są języku i to mnie dystansuje. Uwielbiam natomiast kobiecość i wiem, że tu jest może płaszczyzna porozumienia kobiet. Jeśli kobietę cieszy, że się ładnie ubierze, założy szpilki czy usmaży mężczyźnie naleśniki, to super. Jeśli woli być ubrana sportowo i nie gotować, to widocznie jej kobiecość akurat wyraża się inaczej. Moim zdaniem ważna jest spójność, dobre czucie się ze sobą, zgoda na kobiecość i poszanowanie jej przez innych, tego jak się ona wyraża u tej konkretnej kobiety. Żeby mogły ją wyrażać i nie być przez to źle traktowane. I jeszcze małe PS. Maryja z Nazaretu, wg. mnie, jednak przeszła do historii, jest postacią historyczną. Nie tylko dlatego, że była matką Jezusa - w jej historii jest wiele autonomicznych decyzji i jej własnych cech. Ale fakt, nie przeszła do historii dlatego, że była dobrą żoną i matką, choć była. Wiele dobrych żon i matek przeszło niezauważonych przez historię, to prawda, ale pewnie jakieś są, co to do tej historii przeszły dlat Odpowiedz Link
ginestra Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 20:58 CD.... pewnie jakieś były, które do historii przeszły, dlatego, że były dobrymi matkami i żonami. Może ktoś znajdzie jednak takie przykłady.. Pozdrawiam! Przepraszam, na podglądzie zmieścił się cały post, a po wysłaniu ucięło. Będę już starała się pisać krócej. Pozdrawiam Was raz jeszcze! Odpowiedz Link
ginestra Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 21:28 Przepraszam Was, ale jeszcze muszę coś dodać to tego pierwszego postu. Otóż w tym przykładzie, którym się posłużyłam nt. aborcji ("gdybym ja miała wybierać czy mam żyć ja czy dziecko, to uważałabym, że sam los nie pozostawił mi władzy dokonania takiego wyboru - pomiędzy jednym życiem a drugim"), to chciałabym powiedzieć, że tak mówię oczywiście z pozycji człowieka, który takiej sytuacji nie przeżył, a daje tylko wyraz swoim poglądom na daną sprawę i ma nadzieję, że w chwili próby byłby tym poglądom wierny. Jeśli dla kogoś z Was to zabrzmiało jak nonszalancja, to bardzo przepraszam. Wiem, że ktoś, kto rzeczywiście w takiej sytuacji jest lub ktoś z jego bliskich, może się poczuć z tym źle, że to tak może zostało lekko napisane. W istocie rozumiem, że "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono" cytując Annę Kamieńską i daleka jestem od przedstawiania siebie jako kogoś, dla którego taka sytuacja to pestka i od umniejszania tragedii innych. Chciałam po prostu dać wyraz temu jakie mam osobiście poglądy, ponieważ każdy jakieś ma. W moim odczuciu feminizm w Polsce (jako nurt - polityczny?) stawia sprawę w ten sposób, że "wybór należy do kobiety" (czy tak?) i chciałam po prostu tę płaszczyznę pokazać jako nie do pogodzenia z moim poglądem na tę sprawę. Pozdrawiam! Odpowiedz Link
alitzja tyle wiemy o sobie... 03.04.08, 22:15 >> "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono" cytując Annę Kamieńską Ja przepraszam, że tak nie na temat, ale to Wisława Szymborska i jej "Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej". Moje polonistyczne oko nie wytrzymało, wybaczta;-) Odpowiedz Link
ginestra Re: tyle wiemy o sobie... 03.04.08, 22:19 Przepraszam za pomyłkę cytatu. Ja mam ten cytat wpisany w pamięć od szkoły podstawowej i byłam przekonana, że to z opowiadania Anny Kamieńskiej "Tu zaszła zmiana". :( O mojej pamięci do cytatów było już trochę mowy na forum i wszelkie korekty przyjmuję ze skruchą i wdzięcznością, jako oświecenie w mojej niewiedzy. Raz, wydaje mi się, wybroniłam się wprawdzie w sprawie Długiego deszczowego tygodnia, jeśli ktoś pamięta... :-) Ale ogólnie kilka razy pudło. Pozdrawiam serdecznie! Odpowiedz Link
verdana Re: tyle wiemy o sobie... 03.04.08, 22:44 "Tu zaszła zmiana..." to opowiadania Marii Dąbrowskiej... Odpowiedz Link
ginestra Re: tyle wiemy o sobie... 03.04.08, 23:07 Verdano! Dzięki i oblewam się rumieńcem :))))) A jednocześnie wyznaję, że BARDZO podziwiam koleżanki Forumowiczki za ich oczytanie i szybką reakcję. :D Jestem zapewne dziwnym przypadkiem, bo jestem pewna, że uczyłam się z zapałem i przyjemnością, zwłaszcza literatury, przez osiem lat podstawówki miałam świadectwo z czerwonym paskiem, a na maturze miałam same piątki, również z polskiego. :D Od tego czasu minęło wiele lat (ale u wielu Forumowiczek przecież też...), a więc sama nie wiem jak to się dzieje, że teraz umysł mi te wszystkie cytaty miesza jak chce. Może to oznaki wczesnego starzenia się? O_O Ale na pewno braku czasu na wracanie do tych tekstów sprzed lat... :( Z drugiej strony mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że nie pamiętanie źródła cytatu w ferworze dyskusji jest jakoś wybaczalne... ;) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
verdana Re: tyle wiemy o sobie... 04.04.08, 21:58 Bo uczyłas się z zapałem, podczas gdy kolezanka Verdana zamiast się uczyć i odrabiac lekcje czytała pod ławką, albo wkladała literaturę w podręcznik. Fakt, miała tróje w liceum od gory do dolu, ale zdobyla solidne wykształcenie pozaszkolne:-))) I teraz to procentuje. Odpowiedz Link
kaliope3 Re: tyle wiemy o sobie... 04.04.08, 23:14 Verdano,ja tez niby podczytywałam pod ławką,niby wciąż nie te lektury czytywałam co trzeba ale cóż...Chylę czoła i cieszę się że w tak wyśmienitym towarzystwie mogę czasem wystąpić.Wasza wiedza i pamięć jest dla mnie druzgocąca Odpowiedz Link
lutecja4 Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 21:40 Ginestra napisala-Jeśli chodzi o moje poglądy na ten temat, to jest tak: pod wieloma względami pasuję na feministkę, a pod innymi nie. Ja sama nie określiłabym się jako feministka, bo obawiam się, że w tym pojęciu mieści się także szereg poglądów, pod którymi nie mogłabym się podpisać (np. żądanie prawa do decydowania kobiet o aborcji, co dużo medialnych kobiet nazywających się feministkami głosi i nie wiem czy nazywając siebie feministką musiałabym te poglądy przyjąć-jak juz napisalam PRAWO to nie OBOWIAZEK i nawet jesli prawo zostanie zmienione to przeciez nikt nilogo nie zmusi do aborcji ale nie chcialabym sie wdawac tu w dyskusje na ten temat a wracajac do Maryji z Nazaretu-to przeciez jej decyzja o urodzeniu Jezusa jest dosc odwazna i samodzielna,mozna powiedziec ze zachowanie jej byloFEMINISTYCZE-dobrze ze Jozef jej nie rzucil, w koncu w tamtych czasach wzial sobie panne w ciazy i zaakceptowal sytuacje Odpowiedz Link
ginestra Re: Kalamburkowe karakuły 03.04.08, 22:56 No właśnie, ja się trochę niezręcznie czuję poruszając w ogóle temat aborcji, jednakże jest to temat dość mocno powiązany z feminizmem w Polsce i tylko dlatego o tym wspomniałam. Kluczową sprawą jest to, czy człowiek może w ogóle mieć takie prawo, żeby decydować o czyimś życiu albo śmierci, zwłaszcza o życiu lub śmierci kogoś, kto nic złego nikomu nie zrobił. Jeśli kobiety są czasem traktowane w sposób nie-ludzki, to jest to złe i dobre jest chcieć to zmieniać i dobrze robią feministki i wszyscy, którzy wspierają to, żeby nie było takiego faktu, że jakimś osobom odmawia się praw ludzkich. Jednakże nie powinno się, według mnie, iść za daleko i nadawać komuś praw "nad-ludzkich". Wiem, że najlepiej by było nigdy nie musieć wybierać i nigdy nie być w żadnej dramatycznej sytuacji. Tak się składa, że poprzez fakt, że zachodzą w ciążę kobiety, a nie mężczyźni, one to właśnie przed tego typu dylematami niekiedy stają. Może i jest to niesprawiedliwe, że dlaczego one, a nie mężczyźni, dlaczego to w ich ciele właśnie żyje odrębny człowiek i dlaczego one są za życie tego człowieka bardziej odpowiedzialne niż ktokolwiek i to one mają przeżywać ewentualne dylematy jeśli ciąża im w jakikolwiek sposób komplikuje ich bieg życia. I nie ma do kogo zaadresować tej skargi, że życie wymaga przede wszystkim od kobiet udźwignięcia tej właśnie specyficznej sytuacji, a od mężczyzn nie (lub na pewno nie w takim wymiarze). Może i nie jest to sprawiedliwe, ale moim zdaniem na świecie wcale nie ma sprawiedliwości, tak dla zasady. Tak już jest, że na przykład ktoś się rodzi chory czy niepełnosprawny, a inny zdrowy, jeden żyje długo a inny krótko, jeden się urodził tam gdzie jest wojna, a inny nie itp. Tak akurat jest, że kobiety rodzą dzieci. A więc na pewno kobietom jest trudniej i być może chciałyby mieć takie prawo w państwie, które by im te trudne dylematy, jakie mogą mieć w związku z tym, ułatwiło. Jednakże, wiadomo, każdy sam sobie odpowiada czy takie prawo powinno być czy nie, niezależnie od tego, że często kobiety przed tymi dylematami stają w sposób nie zawiniony przez siebie, w wręcz spowodowany przez krzywdę ze strony mężczyzn. To jest trudne, ale życie jako takie jest przecież trudne. Trzymajcie się, już trochę dam Wam odetchnąć na jakiś czas. Odpowiedz Link