limotini Mydlana Polewka 25.09.06, 09:49 A ja Wam powiem: mnie strasznie kusiło, żeby wziąć dwie-trzy ostatnie książki MM i pociąć je na kawałki składając: 1) "Żabę": historię losów Żaby i Żeromskich 2) "Laurę i Filona": super romans 3) "Pyzę na parze": rozważania związku dwóch zagubionych naukowców 4) "Braci Borejakazow": opowieść o perypetiach Ignacego G. Józinka, Trolli, Czekoladki itp. No i oczywiście trzeba by też pociąć "Sprężynę" - w końcu te historie powinny mieć jakieś pointy. Ale książki po przeczytaniu pożyczyłam Mamie, więc nożyczki leżą na dnie szuflady i czekają na swoją wielką chwilę... Odpowiedz Link
troppo_bella Re: Mydlana Polewka 25.09.06, 10:26 Myśl kusząca. I z mydlanej by nam powstały pełnokrwiste całości. ----- Odpowiedz Link
agnieszkagosia Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 10:35 Przeczytałam czyta się ciężej niż inne no ale... Co mi się nie podoba; -Ignacy Borejko zgroza zgroza zgroza cham, stary stetryczały i chyba mocno sklerotyczny jego zachowanie jest jednak tylko winą Gabrysi, Grzegorza, którzy widzieli, że rządzi niepodzielnie, że jest tyranem a jednak pozwalali się wtrącać, pozwolili na jego duży i całkowicie negatywny udział w wychowaniu Ignasia. nie mogą być zdziwieni, że teraz uznał siebie za władcę domu i to do tego stopnia, że to jemu a nie Gabrysi czy Grześkowi mają oświadczać się narzeczeni - brak kultury, pełna wyższości postawa i pogarda dla innych ze strony Laury - Gabrysia praktycznie nie interesuje się dziećmi - rozmemłanie i rozlazłość Róży - ojciec Żeromski Podoba mi się: - powrót Pyziaka - Żaba i bracia Żeromscy - Wolfi i jego postawa - Józinek i Łusia. Myślę, że będą to dzieci o wiele normalniejsze od dzieci Gabrysi. Być może dlatego, że jednak wychowywane w normalniejszych warunkach. I bez dominującego wpływu starego Ignacego B. Zresztą az miło zwrócić uwagę jak niesprawiedliwie traktuje wnuki. Józinka, Łusię lekceważy. Laurą zainteresował się dopiero kiedy chciała wyjść za mąż. Dzieci Natalii i Patrycji nic go nie obchodzą. Interesuje go jedynie Ignaś ze względów prostych - stary ma dominujacy wpływ, już obmyślił dla niego kierunk studiów. SMutne, że Gaba nie potrafiła zawalczyć o swoje dziecko. o żadne ze swoich dzieci Agnieszka Odpowiedz Link
sara_florencja Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 10:41 Po przeczytaniu książki i waszych komentarzach miałabym tylko jedna sugestię. Cofnąć czas i zatrzymać sie na Kalamburce. I niechby zostało tak jak było. Żadnych części więcej, przynajmniej wtedy Jeżycjada pozostałaby tym czym była wcześniej i do której każdego tomu wracałoby sie tak samo chętnie. Przy ostatnich pozycjach cała seria straciła to co tak bardzo w niej lubiłam. Niestety. Wolałabym żeby nie było już żadnej części niż żeby były takie jak ostatnie "Zaba", "czarna polewka", "Język trolli". Przynajmniej zostałyby fajne przyjemne wpsomnienia a nie rozgoryczenie i w zasadzie coraz wieksza niechęć do Jezycjady. Na takiej samej zasadzie nie chciałabymn czytac już o Cesi i Hajduku za bardzo ich lubię z Szóstej klepki żeby sobie psuc ich obraz poprzez oglądanie ich dorosłości. Miałoby sens przywrócenie ich wcześniej ale nie teraz. Wszystko już soatło w zasadzie powiedziane. Jestem rozczarowana. Odpowiedz Link
agnieszkagosia o samotności w sieci 25.09.06, 10:38 A ja jeszcze odnośnie S@motności w sieci no cóż, musze sie przyznac, ze niezaleznie o swich madrych studiow, wyksztalcenia i calej reszty bardzo lubie te powiesc czytalam wiele razy, podoba mi sie narracja i sposob kreacji bohaterow bardzo lubie te powiesc. coz, powiesc te wiele razy czytalam, historia poruszyla mnie i wydaje mi sie bardzo prawdziwa wiec bede bronic ksiazki :) Agnieszka Odpowiedz Link
the_dzidka Re: o samotności w sieci 25.09.06, 10:50 > coz, powiesc te wiele razy czytalam, historia poruszyla mnie i wydaje mi sie > bardzo prawdziwa Nagłe morderstwa głuchoniemych za pomocą ZNIENACKA spadających koparek - też? ;))) A to, że się facet nie zorientował, że za przeproszeniem, kobieta go dosiadła? O innych równie pięknych kwiatkach już przez litość nie wspomnę. Niech juz lepiej ten grafoman zostanie przy chemii... Odpowiedz Link
ready4freddy Re: o samotności w sieci 25.09.06, 11:32 czy gdyby spadaly Z NACKA, byloby bardziej prawdopodobnie? ;) ale zarty na bok, czyli jaja na boczku. S@motnosc.. to knot, ale... otoz jest ale. jakos tak jest, ze czasem fajnie jest przeczytac/obejrzec jakiegos strasznego knota, bo akurat taka jest potrzeba. ja przeczytalem produkt pana chemika-grafomana akurat w momencie, kiedy... mniejsza z tym, powiedzmy, ze uczucia w sieci nie sa wylacznie wymyslem pana Wisniewskiego :) wyczuwalem straszna szmire, ale przeczytalem. nie zrozumialem, ale przeczytalem. i wlasciwie fajnie mi sie czytalo, ale wylacznie ze wzgledu na okolicznosci okolo-czytelnicze. w innych okolicznosciach nie uzylbym tego dziela do ubicia natretnej muchy, z szacunku dla przeciwnika ;) podobny przypadek mialem z "Alchemikiem". akurat oczekiwalem na rezultat dosc ambitnej rozmowy kwalifikacyjnej, i przeslanie pochlonietej jednym klapnieciem ksiazki utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze sny sie spelniaja, wszystko sie moze zdarzyc i musze wierzyc w siebie i przeznaczenie. uff. nastepnie ksiazke wzial do reki moj przyjaciel, z ktorym wspolnie spedzalismy tzw. wymiane miedzyuczelniana, a wlasciwie oplacane przez uczelnie opieprzanie sie na Wegrzech ;) zaczal czytac i po chwili mowi "co to k**wa jest? jakis amerykanski podrecznik "psychologia dla opornych" czy jakas sekta? tu nawet Najwazniejsze Prawdy wyroznione sa duzymi literami!". musialem mu przyznac racje :) podobnie jest z filmami.. czasem okolicznosci towarzyszace przyslaniaja knotowatosc tworu, z ktorym sie zapoznajemy. taka mam koncepcje :) Odpowiedz Link
senseeko Re: o samotności w sieci - zaskoczonam 04.11.06, 23:22 he_dzidka napisała: > > coz, powiesc te wiele razy czytalam, historia poruszyla mnie i wydaje mi > sie > > bardzo prawdziwa > > Nagłe morderstwa głuchoniemych za pomocą ZNIENACKA spadających koparek - > też? ;))) > A to, że się facet nie zorientował, że za przeproszeniem, kobieta go dosiadła? > O innych równie pięknych kwiatkach już przez litość nie wspomnę. Niech juz > lepiej ten grafoman zostanie przy chemii... Kurczę S@wS czytałam parę lat temu, zaraz jak tylko się ukazała i jeszcze nie była okrzyczana bestsellerem, więc moze coś zapomniałam. Ale słyszałam tez ze JLW zmienił zakonczenie i w ogole pozniejsze wydanei było inne. Więc pytam: Jakie głuczehonieme? O co chodzi? Ktos przypomni kontekst? Bo moze powinnam przeczytac jeszcze raz, nowszą wersję? Odpowiedz Link
limotini WątekTygryska i Wolfiego 25.09.06, 11:00 Jak czytałam o Laurze i Wolfim, ich rozmowy w pierwszej części książki, to po prostu się bałam. Wiem, że nie ma reguły, ale takie egzaltowane, pełne wielkich SŁÓW zakochanie, bardzo szybko przeradza się w ogromne, gorzkie rozczarowanie. I to rozczarowanie wynikające nie stąd, że partner jest podły, nieuczciwy itp, tylko stąd, że nie jest tak idelany, jak tego oczekiwaliśmy. I bardzo mnie ucieszyło, że na końcu jednak do ślubu nie doszło - może ten czas "docierania" i poznawania się nawzajem pozwoli im na stworzenie dobrego związku. A sam ślub... Już pomińmy kwestie formalne, nauki przedślubne, to że w USC czeka się z założenia miesiąc na termin (żeby właśnie uniknąć takich pochopnych decyzji), to że ciężko jest w letnich miesiącach o termin w swojej parafii, a co dopiero w obcej... No, ale żeby Laura tak po prostu zgodziła się na ślub bez przygotowania? Bez sukni, jaką sobie wymarzyła? Bez uroczystej muzyki na ślubie? Bez obecności drogich jej osób (rozumiem, można zlekceważyć dziadka, który ją nieciekawie potraktował, ale matka, ciotki, kuzyni, znajomi, choćby i z chóru kościelnego?) I co noc poślubna w schronisku młodzieżowym? Wiem, wiem, w Zakopanem nie ma zwykle problemu z noclegiem, ale chyba warto już na taką okazję mieć zarezerwowaną jakąś miłą kwaterę, a nie coś w stylu pokoiku w Śmiełowie... Kolejna rzecz, nie mogę się nadziwić naiwności Wolfiego. Z własnego doświadczenia wiem, że dobranie odpowiedniej sukni ślubnej jest trudne. Rozmiar niby dobry, ale tu odstaje, tu uciska, źle się układa na biodrach. Z butami to samo. A reszta dodatków? Wyobrażacie sobie Laurę, jak bierze ślub w sukni wybranej przez Żabę, spod której prześwituje sportowa bielizna w kolorze niebieskim w żółte kwiatki (idealna na wakacje)? Do tego bosa (bez rajstop)? Z nieumytymi zębami :) ? A wszystkie kwestie "co dalej po ślubie"? Dziecko od razu? Jeśli tak, to co ze studiami, jeśli nie, to co robimy (jakaś wizyta u lekarza)? Mieszkanie? Samodzielność finansowa (choćby i ograniczona ze względu na studia)? Kto będzie się zajmował domem, prał skarpetki, gotował? Czyli wszystkie te pytania, na które zwykle młodzi odpowiadają sobie w czasie "chodzenia" i narzeczeństwa. Tyle się nanarzekałam, ale w sumie wniosek jest jeden: ślub Laury i Wolfiego od początku był nierealny. I na dodatek nie miał szans być realny. Zamiar wynikał pewnie (to moje domysły) z niedojrzałego, harelquinowego podejścia Laury do małżeństwa, a ze strony Wolfiego z zauroczenia połączonego z chęcią bycia lepszym niż idealizowany przez rodzinę brat. Tak więc ogólne przesłanie jest słuszne: zakochanie zakochaniem, ale co nagle to po diable. Odpowiedz Link
dakota77 Re: WątekTygryska i Wolfiego 25.09.06, 11:05 Od poczatku wiadomo bylo, ze tenw atek w te strone zmierza- ze Laura na koncu zmadrzeje i dojdzie do wniosku, ze sa w tej chwili rzeczy wazniejsze od slubu, a oni sami musza sie dotrzec, lepiej poznac. Ale ten sam moral mozna byloby wyciagnac z sensowniejszego watku, z lepszymi przygotowaniami do slubu itd.:) Odpowiedz Link
xerovy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 11:05 Nie jest dobrze. Zawsze (na tym forum też) stawałem zaciekle w obronie Ignaca B., ale po CP zdecydowanie mam dość. Moja pani profesor od teorii osobowości mawiała, że człowiek na starość może się dalej rozwijać i nie musi głupieć ani dziecinnieć, pod warunkiem, że przeczyta 1 dobrą książkę i obejrzy 1 dobry film w tygodniu. Ignacy zdaje się przeczyć tej tezie, niestety. Młodzi Żeromscy uganiający się za Żabą nudzą mnie śmiertelnie. Ja wiem, może już za wiele lat mam, żeby mi się to spodobało? Ale chyba jednak nie, bo z całkiem sporym zainteresowaniem śledziłem sympatyczne perypetie Ignacego G.S. i Diany, sporo przecież młodszych. Sam I.G.S., podobnie jak jego dziadek, traci moją sympatię z tomu na tom; niby zmienił się w JT, ale w Żabie i CP znów jest miągwą i donosicielem. Niby pod koniec znowu szansa na zmianę, ale podejrzewam, że miągwa w następnym odcinku dalej będzie miągwą, przy tym miągwą bardziej świadomą; gdyż w JT jeszcze momentami jego miągwowatość była do wytłumaczenia jako próba obrony przed lekceważącym stosunkiem Józinka. Nie ma się co naigrywać z Diany, że nie rozumie gadki I.G.S. To wcale nie świadczy o jakimś ograniczeniu. Pyziak okazał się postacią bladą; to ostatnie, o co go podejrzewałem. Józinek i Trolla przemknęli prawie niezauważeni. Jedyną ciekawszą i zabawniejszą postacią jest wbrew pozorom koszmarny Bodzio. Jego "przyjaźń" z Wolfim jest śmieszna i przykra zarazem. Niestety wątek bodziowo-laurowo-wolfgangowy jakby się urywa, tak jak i wiele innych. Niestety jedna z gorszych części Jeżycjady, gdzież jej do zniewalającego uroku "Noelki" czy splotu radości z melancholią, jakim było "Opium"... Odpowiedz Link
dakota77 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 11:15 Bodzio jest przez autorkę kreowany na potwornego chama i prostaka, Laura patrzy na niego z ogromną pogardą. Ale pokusiłabym się o stwierdzenie, źe ejst to dość norlamy czlowiek w wieku lat dwudziestu, owszem, bez ambicji intelektualnych, ale teź nie jakiś ograniczony:). Ech, ta borejkowska wyższość... Odpowiedz Link
limotini Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 11:43 Bodzio musi być kreowany na prostaka i chama: w końcu jest przedstawiany z punktu widzenia Laury, dla której jest przykrym i zupełnie niepotrzebnym dysonansem w romantycznej podróży. Myślę, że gdyby prześledzić jeszcze raz poczynania Bodzia obiektywnie (czego nie mogę teraz uczynić, bo CP pożyczyłam), to wyszedłby obraz całkiem fajnego, otwartego na ludzi człowieka, który ma w sobie chęć przygody i odwagę podróżowania po świecie (Śmiełów, Zakopane - gdzie oczy poniosą) - choć pewnie nie jest erudytą. Mnie na przykład podobało się to, że jadł marchewkę - sama uwielbiam surową marchew i nieraz ludzie dziwnie się na mnie patrzą jak jem na przykład na spacerze (choć mam nadzieję, że nie pluję dookoła :) ) Swoją drogą: ostatnio wraz z innymi "napływowymi warszawiakami" próbowaliśmy uświadomić "rdzennym warszawiakom", że ogólnie o mieszkańcach stolicy panuje bardzo negatywna opinia w reszcie Polski. Trochę ciężko nam szło, jako że ci "uświadamiani" są akurat ludźmi bardzo kulturalnymi i życzliwymi śwaiatu, a my sami z racji naszeg osiedlenia się nad Wisłą nie byliśmy obiektywni. A tutaj mam bądź co bądź potwierdzenie tezy. Odpowiedz Link
ready4freddy zupelnie off-topic 25.09.06, 12:25 a propos Warszawy (ktora lubie jako taka, ale jakos nie wiem, czy chcialbym tam mieszkac) - gazetowe forum "Warszawa" uswiadomi cie postami najgorliwszych mudzahedinow rdzennie-warszawskiej sprawy, ze "to naplywowi kreuja ten obraz w innych czesciach Polski", a kawalek dalej natkniesz sie na przeczacy tej tezie poglad, ze "naplywowi nie przerejestrowuja samochodow, zeby placic nizsze stawki ubezpieczenia" - w jakim tedy razie mozna ich poznac jako "warszawiakow" poza Warszawa? bardzo mnie bawia te dyskusje :) Odpowiedz Link
verdana Ignacy Grzegorz & Józinek 25.09.06, 11:20 Z racji posiadania 11 latka chciałabym jeszcze coś dodać. Autorka nie ukrywa tym razem zniesmaczenia postacią IG- i dobrze. Ale jedną rzecz podkreśla - IG funkcjonuje nadal jako jednostka inteligentna. Otóż on już nie jest inteligentny. Jest żenująco cofnięty w rozwoju - sprawia wrażenie dziecka napchanego po dziurki w nosie erudycją i pozbawionego umiejętności rozumowania. Jego rozwazania na temat przyszłego zawodu to poziom 6-7 latka. Góra. Dziecko, a własciwie młody człowiek tuż przed okresem dojrzewania, zaczyna myśleć w sposób nieporównanie bardziej ralistyczny. Marzenia o strażakach i policjantach mogą pozostać, ale 11-latek zazwyczaj traktuje je własnie jako marzenia. Tymczasem IG sprawia wrażenie, że wierzy w swoją karierę w CIA. Hmmm... Wsiadanie z obcymi ludźmi do samochodu, powrót do domu bez zawiadomienia rodziców, to z kolei zachowanie dziecka zaniedbanego. Za to Józinek, postać z tomu na tom coraz bardziej pozytywna, dla mnie ciągle jest niestrawny. No, owszem, opiekuje się siostrą, ale jego ciągłe wypowiedzi o "daniu w kubełek" (kubełek chyba?) dla mnie są niestrawne i wymagają rodzicielskiej interwencji. Jedenastolatek, który uważa, ze danie w mordę to świetny sposób załatwienia spraw, budzi moje opory. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Ignacy Grzegorz & Józinek 25.09.06, 11:25 Problem z Józinkiem polega na tym, że jak tu kilkakrotnie zauważono, rodzice kompletnie się nim nie zajmują. Więc najważniejszymi osobanmi dla Józinka, najbardziej znaczącymi- no, oprócz babci, co do której też nie zauważyłam, by się nim szczególnie zajmowała- są koledzy z osiedla. Ja odbieram to w ten sposób, źe Józinek stara się im imponować, zwłaszcza że jest kapitanem drużyny. Stara się być twardzielem, bo tego od niego oczekują. Wciąż mam nadzieję, że to nie jest tak, że przemoc jest dla niego prawdziwym rozwiązaniem. pełna racja co do poziomu IG, pozorna erudycja, "niedorozwój" pod spodem, emocjonalny na pewno. Odpowiedz Link
verdana Re: Ignacy Grzegorz & Józinek 25.09.06, 11:28 Eh, przypominam sobie, ze w poprzednich tomach, gdy obaj panowie byli mali, Józinek, pod pełną kontrolą rodziny, lał IG. Tylko wtedy to IG był dobry, a on zły. Więc rodzina wie, ze on z tych "bijących" - ale nie zamierza interweniować. Nawet babcia. Odpowiedz Link
limotini Re: Ignacy Grzegorz & Józinek 25.09.06, 11:32 Co do Ignacego Grzegorza. Ja się ostatnio zaczytuję powieściami kryminalnymi Aleksandry Marininy i Henninga Mankela i rozważania wewnętrzne I.G. jako żywo przypominały mi biografie psychopatów występujące w książkach w.w. autorów... To dążenie do kontroli nad innymi, to przekonanie, że jest się wyjątkowym. Trochę przerażające. Odpowiedz Link
verdana Re: Ignacy Grzegorz & Józinek 25.09.06, 11:36 Bo to jest psychopata. Zwróć uwagę na to, jak wątłe są związki rodzinne pomiedzy nim, a rodzicami. Siostry w ogóle nie są traktowane jak rodzina. Siostrzenicy nie dostrzega, a jeżeli - to tylko jako przeszkodę. Babcia jest obiektem do robienia kanapek. Sprawia wrażenie dziecka, które nikogo nie kocha. Odpowiedz Link
iwoniaw Tak, przypomina jako żywo Josephine 25.09.06, 20:03 z "domu zbrodni" A. Christie... Odpowiedz Link
verdana Re: Tak, przypomina jako żywo Josephine 25.09.06, 22:15 O ile pamiętam Josephine była dosyć miła... Odpowiedz Link
iwoniaw Re: Tak, przypomina jako żywo Josephine 25.09.06, 22:32 No, grzeczne dziecko wśród dorosłych mających konserwatywne, angielskie wymagania w tym względzie. Tak właśnie mógłby się zachowywać Miągwa bez sióstr i kuzynów. I pisała pamiętnik-planer z metodycznymi notatkami ;-))). Odpowiedz Link
verdana Re: Tak, przypomina jako żywo Josephine 25.09.06, 22:48 Z prawdziwą niecierpliwoscia czekam zatem na Sprężynę. Może to będzie narzędzie mordu? Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Tak, przypomina jako żywo Josephine 25.09.06, 23:11 albo zrodlo napedu. miagwa zostanie przerobiony na hybryde czlowieka i maszyny, cyborga znaczy, o napedzie sprezynowym. na zasadzie szwungszajby :) zaczynam sie zastanawiac, czemu tak nie znosze obu Ignacow. moze przez to, ze swymi niegodnymi postepkami plugawia to wielce eleganckie imie? moj pradziad posiadal takowe. znac go nie znalem, ale imie zawsze robilo na mnie wrazenie. Odpowiedz Link
allegra_walker W obronie Józinka 26.09.06, 09:45 verdana napisała: > Za to Józinek, postać z tomu na tom coraz bardziej pozytywna, dla mnie ciągle > jest niestrawny. No, owszem, opiekuje się siostrą, ale jego ciągłe wypowiedzi > o "daniu w kubek" (kubełek chyba?) dla mnie są niestrawne i wymagają > rodzicielskiej interwencji. Jedenastolatek, który uważa, ze danie w mordę to > świetny sposób załatwienia spraw, budzi moje opory. Tu muszę zaprotestować. Józinek widzi kuzyna pędzącego gdzieś z komórką w ręce, więc w ten sposób ostrzega, że ktoś może mu przylać i tę komórkę zabrać, ale sam nie ma takich intencji - wręcz przeciwnie, czuje się zobowiązany do opieki nad nim. Odpowiedz Link
limotini Wątek Róży i Frycka 25.09.06, 11:22 Jedna rzecz nie daje mi spokoju. Czemu oni tak strasznie dążą do kupna mieszkania? Wraca Frycek z zagranicy, wydaje się, że jakąś samodzielność życiową powinien był osiągnąć, a tu masz ci los. Nie pomyślą nawet o wynajęciu kawalerki? Oszczędności mają, na czas do rozpoczęcia pracy przecież powinno spokojnie wystarczyć. Róża niby tuż po porodzie i cała zajęta dzieckiem, ale przecież i dziecku byłoby lepiej na jakimś spokojnym osiedlu. Ja rozumiem, że można chcieć oszczędzać, jeśli rodzina przyjmuje młode małżeństwo pod swoje skrzydła, ale przecież w tym przypadku para rodziców była rozdzielona. Ok, miesięczne dziecko może nie odczuwać braku ojca, ale chyba matka tuż po porodzie potrzebuje wsparcia ukochanego mężczyzny. A poza tym co, Ignacy Borejko wyobraża sobie, że wnuczka w połogu, ledwo dochodząca do siebie po trudach porodu, popędzi do ołtarza? A może Róża chce mieć wesele, na którym będzie mogła tańczyć bez bólu, bez karmienia dziecka co pół godziny, bez strachu, że zaplami się sukienka na gorsecie? A może chce mieć pewność, że Frycek chce z nią być na resztę życia dla niej samej, a nie dlatego, że są wspólnie rodzicami dziecka? P.S. A co do tekstu, że dziecko "Będzie Melanią, jak zostanie ochrzczone", myślę, że miał on na celu tylko to, żeby uzasadnić późniejszą zmianę imienia na cześć innej prababci. I nic więcej nie należy się w nim doszukiwać, znaczy się, Autorka nie chciała, żeby się nic więcej doszukiwać Odpowiedz Link
verdana Babcia? 25.09.06, 11:30 Wobec tego, ze siedzę w pracy i mi się nudzi, wpadło mi na myśl jeszcze jedno znaczące przeoczenie. Gabrysia przecież została babcią! O tym jakoś nie ma ani słowa. Róża jest matką, a babcia - babci nie ma. Dziadek z drugiej strony się wzrusza, babcia z drugiej strony takoż a Gabrysia - nic. Ani pomocy, ani dobrego słowa, tylko dżem porzeczkowy... Dziwne to jakoś. Odpowiedz Link
troppo_bella Re: Babcia? 25.09.06, 11:48 Nie ma akcji Gaba-mała Mila, prawda? Gaby malec nie rusza? Zero pomocy, zero ciu ciu ciu, zero: pospij córeczko, ja przez dwie godziny pobujam małą? A wszak Róża włóczy się nieprzytomna w szlafroku po mieszkaniu, bo nie spała w nocy, a nikt, nawet babcia dziecka, nie zabierze jej małej na dwie godzinki, żeby Róża mogła odespać choc trochę. Zamiast tego dyskutują pod jej drzwiami. No ale sama chciała. ------------------------- Odpowiedz Link
dakota77 Re: Wątek Róży i Frycka 25.09.06, 11:43 Masz rację, dziwne to wszytsko. Wiadomo, źe na dłuższa metę nie opłaca się wynajmować mieszkania, bo czynsz może być większy niź rata kredytu za właśne, ale jakiś czas mogliby pomieszkać przecież w wynajętym, przynajmniej byliby razem. nauczyliby się żyć ze sobą, bo zauważcie- przecież oni byli wczęsniej taką parą z doskoku, "kawiarnianą", jak to nazywam. Nie mieszkali razem, Róźa nawet nie bywała u Frycka w domu, jego rodzice mieli ją za jego koleźankę ze studiów. Potem nagle seks, dziecko- i znów są osobno, każde u swoich rodziców. On musi się do niej zakradać potajemnie, bo dziadek sobie nie życzy go oglądać. Współczuję im przejść, które będą na nich czekały kiedy już razem zamieszkają- jeszcze nie nauczyli się być ze sobą jako aprtnerzy, juź muszą być rodzicami. Oj, nielekko im będzie. Odpowiedz Link
a_weasley Re: Wątek Róży i Frycka 27.09.06, 12:26 limotini napisała: > Jedna rzecz nie daje mi spokoju. Czemu oni tak strasznie dążą do kupna > mieszkania? Wraca Frycek z zagranicy, wydaje się, że jakąś samodzielność życiow > ą > powinien był osiągnąć, a tu masz ci los. Nie pomyślą nawet o wynajęciu > kawalerki? Oszczędności mają, na czas do rozpoczęcia pracy przecież powinno > spokojnie wystarczyć. Bo wynajmowanie mieszkania przez lata, kiedy się chce docelowo takowe mieć na stałe - jeszcze w wielkim mieście, gdzie mieszkania coraz droższe - ma istotne cechy wbijania gwoździ aparatem fotograficznym? Odpowiedz Link
mika_p Re: Wątek Róży i Frycka 03.10.06, 04:09 limotini napisała: > P.S. A co do tekstu, że dziecko "Będzie Melanią, jak zostanie ochrzczone", > myślę, że miał on na celu tylko to, żeby uzasadnić późniejszą zmianę imienia > na cześć innej prababci. I nic więcej nie należy się w nim doszukiwać, > znaczy się, Autorka nie chciała, żeby się nic więcej doszukiwać Tylko czemu tak żałośnie rozmija sie z realiami? Dziecko rejestruje się w USC w ciągu 2 tygodni od narodzin, Mała Mila ma ponad 3 tygodnie - po co taki tekst? Tym bardziej, ze imię wybrane wiele miesięcy temu. Odpowiedz Link
donkej Co robił Mickiewicz w Śmiełowie 03.10.06, 11:34 Nigdy przenigdy bym tego nie powiedziała wcześniej, ale przecież pani M. musi wiedzieć, że nie tylko nastolatki czytają książki. Hipokryzja? Krótkowzroczność? A więc: Nie jestem erudytką, ale przecież niemal każdy człowiek, który coś o Mickiewiczu czytał wie, co ten robił w Śmiełowie. I niektórzy mówią, że on z własnej woli tam siedział nie jadąc dalej do powstania. Jakoś tak to wszystko wyidealizowane... Odpowiedz Link
troppo_bella Wersja depresyjna 25.09.06, 11:23 Poczytawszy Wasze interpretacje CP (że pastisz, zamierzona - lub nie autoparodia, nawiązanie do estetyki i konstrukcji oper mydlanych, produkt zmęczenia i pospiechu, produkt inteligenckiego poczucia wyższości), z którymi sie w dużej mierze zgadzam, wyskakuję z koncepcją psychiatryczną. Otóż moim zdaniem CP opisuje gromadę nieszczęsnych depresantów uwikłanych w dramatyczne wydarzenia życia codziennego. I zauważcie tytuł. Czarna polewka. Czarna, jak czarne myśli w depresji :-) Polewka, jak bagno, w którym wydaje się wg własnego mniemania grzęznąc chory na depresję. PO pierwsze: Pani Schoppe, juz ktos tu słusznie zauważył - przypadek kliniczny depresji. Ale i jej mąż, dla którego wszystko jest szare i przygnębiające, nie widzi przysżłości dla nikogo, kto się zakocha, a Borejkowie kojarzą mu się z wyłążących z kątów pająkami. Oboje Schoppowie do leczenia! Paweł, o dziwnych porach w wannie, gdzie bawi się dziecięcymi zabawkami, milczy ponuro, tłamszony przez nadelokwentnych ojca i brata i dokonuje ryzykownych akcji (pocałunek pod plakatem), jakby w nadziei, że wybije się z depresyjnego rytmu. Marek Pałys, który cały dzień ucieka w sen, nie wychodzi z łóżka, a jeśli, to tylko po to, by zasnąć przy posiłku. Śpi, nie zwracając uwagi na dzieci, które obsługują się same, obcując w wieku lat sześciu i dziesięciu z ostrymi nożami i kuchenką oraz jeżdżąc same do zoo (ja bym ich nie puściła). Róża, to nie ulega wątpliwości, cierpi na depresję poporodową. Cały dzień w rozmemłanym szlafroku, rzadko wychodzi ze swego pokoju, dziadka nie ukróci, rzadko z kim gada, bezradna i bezwolna, rzadko z łóżka wstaje, gdzie leży z małą Milą. Wybija ją z tego, na chwilę, wiadomość o perspektywie kawalerki. Gaba, faza początkowa, ucieka od problemów, boi się konfrontacji. Unika, omija, ucieka. To się może źle skończyć. Szlafrokiem. Nieszczęsny Pyziak z worami pod oczami, który w ostatnim odruchu walki z depresją przywlókł się do Borejków, ale nie wykrztusił słowa, siedząc i w milczeniu sącząc herbatkę. ------------ Odpowiedz Link
inkarri Re: Wersja depresyjna 26.09.06, 14:15 ... z jeżyc do starego zoo są dosłownie dwa kroki ! :-) Odpowiedz Link
yowah76 Re: Wersja depresyjna 26.09.06, 14:31 Ksiazki jeszcze nie czytalam i niepredko to bedzie, zwlaszcza po opiniach na tym forum nie musze sie spieszyc z zakupem, poczekam az znajde w antykwariacie... ale ja w wieku lat 6 umialam sie nozem poslugiwac w zakresie podstawowym (bulka z maslem, ziemniaki) a jako 10latka ugotowac obiad i doprawdy niczego niezwyklego w tym fakcie nie widze... Odpowiedz Link
troppo_bella Re: Wersja depresyjna 26.09.06, 18:41 Gratuluję. Ale jednak nie o to mi chodziło. Problem w tym, że te dzieci, gdyby sobie czegoś nie zrobiły same do jedzenia, a jeszcze przedtem nie nabyły same, z własnej inicjatywy, produktów spożywczych, to by nic nie jadły, albo były skazane na kolację złożoną z lodów. Nie budzi mojej zgrozy fakt samodzielnego wykonania kanapki, czy też otwarcia kubka z jogurtem, ale 10 i 6 lat to jednak za wczesnie, by dbać o aprowizację całej rodziny (nie mówiąc już o dźwiganiu siat z zakupami - a gdzie troska o rosnące kręgosłupy). Jesli się troskę o jedzenie całkowicie powierza bardzo nieletniemu potomstwu, może to świadczyć o nasilonym przygnębieniu połączonym z brakiem zainteresowania otoczeniem, czyli z depresją. Co było do udowodnienia. -------------- Odpowiedz Link
wanilia1 Nigdy więcej 25.09.06, 11:52 Z przykrością żegnam się z Panią Musierowicz i jej nowymi/następnymi książkami. Jestem rozczarowana i jest mi straszliwie przykro, że ze świetnej serii wypełnionej barwnymi postaciami powstaje groteskowa telenowela. Cóż, wszystko w życiu się kończy. Na szczęście pierwszych, świetnych książek nikt mi nie odbierze. Odpowiedz Link
dakota77 Re: Nigdy więcej 25.09.06, 11:54 Smutne, prawda? Z jednej strony przywiązanie do tego świata i postaci robi swoje, wciąż chce się wiedzieć, co dalej, z drugiej jednak czytanie kolejnych tomów jest coraz bolesniejsze. Ja też po CP mocno zaczęłam się zastanawiać, czy sięgnę po kolejny tom. Odpowiedz Link
troppo_bella Re: Nigdy więcej 25.09.06, 12:07 A ja wiem, że przeczytam i że będę czekać tak, jak na CP. Tylko chciałabym tu wtedy pisać weselsze posty. Mam jeszcze jedną myśl: Małomównego i rodzinę pani MM po latach od wydania przeredagowała. To może jest nadzieja?? --------- Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Nigdy więcej 25.09.06, 12:10 NIE!!! Przeredagować?! Nigdy!! Lepsze jest wrogiem dobrego. A Małomówny na przeredagowaniu dla mnie stracił!! Odpowiedz Link
dakota77 Re: Nigdy więcej 25.09.06, 12:13 Jestem wielką przeciwniczką przerabiania dzieł już istniejących, nawet jeżeli autor uważa, że może napisać je lepiej.Poza tym Jeżycjada w obecnej formie wymagałaby nie przeredagowania,ale napisania od nowa, i to przez innego autora:) Odpowiedz Link
annafryczkowska Re: Nigdy więcej 25.09.06, 12:49 Dla mnie też stracił, wypadło wiele moich ukochanych dowcipów i bon motów. Ale generalnie precedens był Odpowiedz Link
ratyzbona Łotr kto skrył się w Śmiełowie 25.09.06, 13:16 Skończyłam. Wczoraj jeszcze byłam zła ale dziś to tylko jeden wielki zawód. Co mną najbardziej wstrząsnęło to egzaltacja tej książki - wydawać by się mogło że trzeźwy świat z Szóstej Klepki czy Kwiatu Kalafiora zaczął MM odrzucać. Wspomnienia Laury z wycieczki po Śmiełowie oraz jej rozwarzania nad tym jaka była głupia bo nie chciała zwiedzać muzeum Mickiewicza wydają mi się nie dość że sztuczne to jeszcze nie uzasadnione. Otóż Laura mając lat osiem nie zainteresowała się wycieczką która polegała na lataniu w kółko i cytowaniu Mickiewicza - nic dziwnetgo ja też bym nie była szczęśliwa. Jednak znakiem dorosłości jest zwiedzanie nudnej ekspozycji ( bo meble matki Słowackiego nie są najciekawsze na świecie z resztą aluzja że każdy powinien rozpoznawać Salomeę Becu jako matke drugiego z wieszczów wydała mi się jakoś dziecinna dodana na zasadzie ,, ja wiem a ty nie") i zachwycaniem się Mickiewiczem. W ogóle refleksje Laury na temat Gabrysi są sztuczne- ponieważ Gabryisa jest postacią świętą to wina zawsze musi stać po stronie córki. Z resztą tekst Mili że Laura chce żeby jej matka się nią martwiła świadczy nie o radosnej mądrości starszej pani ( o której wspomina się na każdym kroku aż do znudzenia) ale o głupocie i kompletnym braku zrozumienia. Odpowiedz Link
limotini Re: Łotr kto skrył się w Śmiełowie 25.09.06, 13:30 A ja się zastanawiałam, skąd u mnie takie natychmiastowe skojarzenie Śmiełów - Mickiewicz, a tu przedmówczyni mnie oświeciła :). Już zaczęłam wierzyć, że ja taka oczytana, choć ów wieszcz nie jest moim ulubionym poetą. Dziękuję za przypomnienie i wszystkim polecam: www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/c/czaty_smielowskie.php (to tylko tekst, w wersji śpiewanej mam jedynie na kasecie) Odpowiedz Link
mankencja Re: Łotr kto skrył się w Śmiełowie 25.09.06, 15:35 kurcze, to sie chyba jednak tą salomeą zkompromitowałam Odpowiedz Link
weronika753 Ignacy B. - czyli "pierdoła-symulant" 25.09.06, 15:35 czytam ten wątek i wiele razy zwracałyście uwagę, że senior Ignacy to tyran, despota tknięty starczą paranoją i skleroza. Ja dodam jeszcze jedno - on tylko udaje, że z niego taki dziadzia-piernik! Żeby wbić kilka wielkich gwoździ w ramę okna balkonowego, nie wybijając przy tym wszystkich szyb - to trzeba mieć rękę pewną jak chirurg! Odpowiedz Link
troppo_bella Re: ale breja!!!!!!!!!! 25.09.06, 18:39 No, powyzszy post w formie mi zupełnie nie odpowiada i - mam wrażenie, drogie Adminki, że odbija on niekorzystnie od innych wypowiedzi na forum. Co Wy na to? Odpowiedz Link
lambaluna Re: ale breja!!!!!!!!!! 25.09.06, 18:42 nie wolno się wypowiadać krytycznie? jestem wściekła bo własnie przeczytałam i mnie zemdliło jak mi przejdzie może opiszę swoje uczucia bardziej łagodnie ale stracą na spontaniczności. Odpowiedz Link
troppo_bella Re: ale breja!!!!!!!!!! 25.09.06, 18:47 Spontaniczność - tak, krytyka - jak najbardziej, wściekłość - czemu nie. Pisałam o formie. Po pierwsze g... - na szczęście wykropkowane, po drugie wyjątkowo nieeleganckie argumenty ad personam czyli wycieczka osobista w stronę MM. ---------------- Odpowiedz Link
lambaluna Re: ale breja!!!!!!!!!! 25.09.06, 18:56 pani mm i tak nie zagląda do internetu, więc tego nie przeczyta :-), próbuję zrozumieć tę dziwną zmianę dobrego kiedyś stylu jeżycjady szukając przyczyny w osobistych doswiadczeniach autorki :-) Odpowiedz Link
the_dzidka Lambaluna 25.09.06, 19:37 Twój post został usunięty. Proponuję przejrzeć inne wątki, zorientować się, na czym w rozumieniu innych forumowiczów polega kultura dyskusji i spróbować wypowiedzieć się jeszcze raz, ale w sposób ogólnie akceptowalny. Odpowiedz Link
szprota wolno, wolno 25.09.06, 18:53 jeśli zadałaś sobie trud przejrzenia forum zanim sama napisałaś, na pewno zauważyłaś, że nie brak tu krytyki. ale zwróć też uwagę, że to forum jest w kategorii kultura, dobrze? Odpowiedz Link
agnieszkagosia o samotnosci w sieci jeszcze raz 25.09.06, 19:41 A ja SwS bede bronic: a) historia z gluchoniema ginaca w wypadku jest prawdopodobna. z wiadomych wzgledow takie osoby nie slysza sygnalow ostrzegawczych b) historia poznania kogos i zakochania sie przez siec calkiem prawdopodobna c) tacy faceci jak Jakub istnieja, nie tak idealni ale calkiem podobni... d) sprawna narracja, dobrze napisana ksiazka e) duzo ciekawych informacji Agnieszka Odpowiedz Link
ready4freddy Re: o samotnosci w sieci jeszcze raz 25.09.06, 20:04 i ja sie tu z toba czesciowo zgodze, gdyz a i b jak najbardziej, moim skromnym zdaniem, co do c to nie wiem, ale wydaje mi sie to wielce prawdopodobne, natomiast d zdecydowanie nie, a co do e, to nie pamietam :) jakich informacji? wiem tyle, ze zaliczylbym te ksiazke do kategorii, ktora w dziedzinie filmu moj przyjaciel nazywa "switch-off movies", takie jednorazowego uzytku. drugi raz chyba bym nie przebrnal :) Odpowiedz Link
agnieszkagosia Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 25.09.06, 19:50 Co do Ignacego G. Stryby dziecko rzeczywiscie jest zaniedbywane emocjonalnie i w kazdy inny sposob ale... na to mialo wplyw kilka czynnikow. przede wszystkim silny i demoralizujacy wplyw dziadka. Dziadek faworyzowal go wsrod innych wnukow przez co wyrobil przekonanie o wlasnej wyzszosci polaczone z brakiem umiejetnosci nawiazywania kontaktu z rowiesnikami. Oprocz tego wpajanie wiedzy antycznej jako jedynej dziedziny nauki, rozwiniecie wylacznie z jednym kierunku. Drugim czynnikiem jest tu ojciec - praktycznie nieudolny, slabo odnajdywal sie przeciez w kontakcie z Ela, tu stlamszony przez rodzine zony. Wszelkie proby przejecia wladzy nad dzieckiem przez ojca sa torpedowane przez Ignacego - chociazby ta kwestie o czytaniu kryminalow ojciec wypowiada lekliwie patrzac czy dziadek Ignacy nie patzry Niepodzielne rzady Ignacego i despotyzm Mili nie pozwolily sie Gabie rozwinac jako matce. To juz Ida wychowuje dzieci troszke normalniej mimo, ze jest zabiegana. Ignas robi wrazenie dziecka psychopatycznego a z pewnoscia o mocno zaburzonym, nieharmonijnym rozwoju. Spokojnie sledzi siostry, z radoscia dzieli sie wyszpiegowanymi informacjami, donosi. Nie jest solidarny z rodzenstwem ani tez nie czuje zadnej wiezi z rodzina. Scena samodzielnego powrotu do domu pokazala w zasadzie wszystko. Zreszta cala rodzina B jakas taka nieciekawa. Nikt Rozy nie chce pomoc, dziadek zasluguje na radykalne uciszenie. DO czego to podobne aby sie awanturowac, zakazywac wnuczce malzenstwa skoro nigdy nic nie pomogl nawet kubka po sobie nie umyl. Taki tyran z fotela Natomiast bardzo pozytywna i ciekawa robi sie Zaba. Mysle, ze Wolfi tez moze byc niezly jesli przestanie traktowac Laure na kolanach i ustawi ja nieco. Agnieszka Odpowiedz Link
ryza_malpa1 A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:20 Pewnie dlatego, że nie traktuję tej ksiązki całkiem poważnie. Nie śledze nieścisłości z rzeczywistością ( ślub kościelny ). Dla mnie to galeria barwnych postaci, wydarzeń - owszem, trzymających w napięciu ale co w tym złego? Tyrady "bogo-rodzinno-ojczyźniane" traktuję bez emocji jako wyraz osobowości i poglądów autorki, z którymi niemusze się zgadzać, zeby ksiązka mi sie podobała. Ostatnie ksiązki Musierowicz widze jako apetyczną przykrywkę dla morlaanej propagandy autorki ( fakt, ze z tomu na tom coraz mniej subtelnej). A to, ze autorka piętnuje niejako nieuctwo, bezmrefleksyjność i odchodzenie od wartości intelektualnych to chyba nic złego. Odrzuciałabym ksiązki Musierowicz wtedy, gdyby były relacją z życia blokersów, malinowych Barbie - Księzniczek czy tez "zwykłych ludzi". Odpowiedz Link
the_dzidka Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:26 > Odrzuciałabym ksiązki Musierowicz wtedy, gdyby były relacją z życia blokersów, > malinowych Barbie - Księzniczek czy tez "zwykłych ludzi". Ryża małpo, sęk w tym, że książki MM są relacją z życia Borejków - a cała reszta poza Borejkami (i ich satelitami oczywiście) to blokersi, malinowe Barbie-Księżniczki i "zwykli ludzie". ?! Co jest złego w byciu "zwykłym człowiekiem"?... Odpowiedz Link
ryza_malpa1 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:30 Nadmiar :) ( A tak poważnie to nic ) Szczerze mówiąc wolę towarzystwo ludzi jakoś niezwykłych i bardziej erudycyjnie rozwiniętych - są po prostu ciekawsi. I czy to oznacza, ze to źle i że się albo kogoś wywyższam? Nie wymagajmy od ludzi ( w tym od MM) żeby równali do niższej średniej :) Odpowiedz Link
dakota77 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:38 ryza_malpa1 napisała: > > Szczerze mówiąc wolę towarzystwo ludzi jakoś niezwykłych i bardziej erudycyjnie > > rozwiniętych - są po prostu ciekawsi. I czy to oznacza, ze to źle i że się albo > > kogoś wywyższam? tak, siebie. Problem w tym, ze Borejkowie, kierownai przez autorke, gardza kazda innoscia. jezeli ktos nie jest odpowiednio oczytany, nie uwielbia Mickiewicza- jest gburem i tepym prostaakiem. A moze ten ktos ma niezwykle hobby, dziedzine wiedzy, w ktorej jest swietny? Niewazne, Borejkowie nawet nie sprobuja sie tgo dowiedziec, taki czlowiek zostanie potepiony i od razu odsuniety, jako niegodny kontaktu z nimi. Nasi szlachetni Borejowie cos podejrzanie latwo szufladkuja ludzi, i to na podstawie slabych przeslanek. malo w zachowaniu bohateroww i w tym, jak wiat postrzega autorka chrzescijanksiej milosci blizniego. Odpowiedz Link
ryza_malpa1 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:39 W Żadnym słowie nie napisałam, że JA jestem jakaś niezwykła więc nie wywyższam SIEBIE. I sorry, ze mi sie podobało. Odpowiedz Link
croyance Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 18:15 To ja jeszcze dodam, ze ta borejkowska pogarda strasznie jest jakas infantylna. Inteligentny czlowiek widzi naokolo siebie autorytety, ludzi, ktorzy mu imponuja, i sam cche byc taki. W pewnym momencie staje sie nawet snobistyczny, ale ma to swoja funkcje, mianowicie motywacyjna (i bardzo dobrze). To okres, kiedy ambitne nastolatki sie wlasnie wywyzszaja, snobuja na rozne lektury, awangardowe teatry etc. i bardzo dobrze, lepsze to niz picie w bramie - ale! Ale, z tego sie po prostu WYRASTA. I tak, jak mlody licealista (nawet student) moze faktycznie uwazac, ze inteligencja i wyksztalcenie jest jedynym kryterium wartosci, tak czlowiek nieco starszy wie juz z doswiadczenia, ze w zyciu panie tego licza sie i inne rzeczy, a w ogole, nie jest to wszystko takie proste. Ja sie ciesze, jesli mlodemu czlowiekowi imponuje wyksztalcenie (zabrzmialam jak stara ciotka, a lat mam 29), bo jest to motorem do wiedzy. Jesli podziwia ludzi sprawujacych wladze (powiedzmy, ze mowie o biznesie, nie polityce) - swietnie, bedzie dazyl do tego, by samemu byc jak najwyzej na spolecznej drabinie, status nie bedzie mu obojetny. A lepiej byc bogatym i zdrowym, niz biednym i chorym. Tak czy siak, wszystko to bardzo pieknie, ma to swoja funkcje, jak juz pisalam, ale ale ale - do czasu. I harmonijnie rozwiniety i zrownowazony czlowiek dorosly (jak ja, dajmy na to) zdaje sobie sprawe ze zlozonosci swiata i nie ocenia ludzi tak sterotypowo jak czlowiek o 10 lat mlodszy. Ja rozumiem, ze pewna schematycznosc jest nieunikniona, uzywa sie heurystyk, ale w pewnym momencie jednak trzeba skapowac, ze rzeczywistosc jest troche bardziej skomplikowana. Dam Wam przyklad: Wsiadam sobie dzisiaj do metra, i widze dwie panienki: mundurki (notabene, dlaczego oni ubieraja dorastajace dziewczyny lat 13-14 w takie kuse spodniczki? Wot, dziwny kraj), tornistry, w wieku moze 13-14 (ale nie wykluczam i 12) lat, wlosy wyblondzone, pelen makijaz, nadwaga. Rysy chlopskie, ciezko ciosane - mysle sobie - o, typowe Angielki. No i walnelam jak Ignac w okno, bo panny zaczynaja rozmowe: K***, k***, po kiego h*****, spier*** etc. Glupi moj stereotyp sie rozszedl w szwach, patrze sobie dalej. I slysze, jak mowia do siebie: A jutro, to k*** idziemy na pier*** wagary, k***** no. A druga odpowiada: No idziemy, i w h****. MM by sie przekrecila, pomyslalam, no, towarzystwo to NIE dla Borejkow. Ale ... (i tu chyba verdana sie ze mna glownie zgodzi) - jakos mi sie zrobilo tych dziewczynek tak strasznie, strasznie zal. Sama wiem, jak ciezko jest odnalezc sie w obcym kraju, a ja mam wsparcie, native speakera w domu, fajne towarzystwo w pracy, znam swietnie jezyk i jestem wyksztalcona (i zadna w tym moja zasluga, moi drodzy, wiec nie skaczcie tu na mnie, chce po prostu powiedziec, ze pomimo tych narzedzi, ktore dostalam od losu, i tak czasami mi ciezko) - co dopiero zas takie dzieci ... ktorych rodzice ciezko zarabiaja pieniadze, moze nie znaja jezyka, a one, wrzucone na gleboka wode angielskiej szkoly, radzic sobie musza praktycznie same. Tez bym poszla na wagary, bo to chyba jedyna droga na ocalenie poczucia wlasnej wartosci miazdzonego w takim ukladzie. Widzialam kilka razy takie rodziny - zahukane kobieciny pracujace jako kelnerki lub sprzataczki, ojcowie na budowie, dzieci buch! do szkoly. A tam dzieci Borejkow, gadajace do nich po lacinie i wywyzszajace sie, bo ktos nie zna tego czy tamtego. Wstyd i zenada, drogie panie i panowie, a przeciez wszyscy, do diaska, jedziemy na tym samym wozie przeznaczenia ... P.S. A jeszcze dodam, ze znalam kiedys kregi tzw. inteligencji-katolickiej i bardzo przydalaby im sie integracja z reszta spoleczenstwa - takiej pogardy jak tam, nie widzialam nigdzie i nigdy. Cos w rodzaju: wszyscy jestesmy rowni wobec Boga i nalezy pomagac biednym, ALE ma to sie dziac w warstwie "duchowej", bo moje dzieci z tamtymi dziecmi do szkoly chodzic nie beda ... plus snobizm "duchowy" (kto jest na wyzszym stopniu rozwoju duchowego - no przeciez nie baba ze wsi, ktora nie czyta Tischnera etc.) Odpowiedz Link
croyance Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 20:52 A jeszcze sie przypne do czegos; snobizm Borejkow jest strasznie ... prowincjonalny. Takie waskie horyzonty. Jak by MM wyladowala gdzies zagranica i obserwowala niesamowita roznorodnosc na co dzien, przeszlaby jej tendecja do szufladkowania ludzi z powodu np. wygladu, bo by sie szybko przekonala, ze zadne to kryterium i nie sposob tego dokonac. A glowe daje, ze wiekszosc swiatowych intelektualistow i naukowcow o Mickiewiczu w zyciu nie slyszala. Moze wiec czas skonczyc ze snobizmem zasciankowym i przerzucic sie - jak juz musza - na jakis bardziej uniwersalny? Odpowiedz Link
mmoni Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 21:02 croyance napisał: > > Wot, dziwny kraj), tornistry, w wieku moze 13-14 (ale nie wykluczam i 12) lat, > wlosy wyblondzone, pelen makijaz, nadwaga. Rysy chlopskie, ciezko ciosane - > mysle sobie - o, typowe Angielki. No i walnelam jak Ignac w okno, bo panny > zaczynaja rozmowe: K***, k***, po kiego h*****, spier*** etc. Glupi moj > stereotyp sie rozszedl w szwach, patrze sobie dalej. I slysze, jak mowia do > siebie: A jutro, to k*** idziemy na pier*** wagary, k***** no. A druga > odpowiada: No idziemy, i w h****. To ja w takim razie nie omieszkam wykazać swojej wyższości nad Croyance, spoglądając przy tym pogardliwie :-) po kiego ch.... i w ch.... Odpowiedz Link
croyance Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 21:20 He he :-D A wykazuj :-) Przeciez mowie, ze glupio pomyslalam na ich widok (wiem, wiem, chodzi Ci o "h" - wiem, ze powinno byc bez "ch" ale mnie sie przez "h" lepiej graficznie podoba). Emigracja uczy pokory :-DDDD Odpowiedz Link
the_dzidka Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:39 > Szczerze mówiąc wolę towarzystwo ludzi jakoś niezwykłych i bardziej erudycyjnie > rozwiniętych - są po prostu ciekawsi. OK, rozumiem, mam zresztą podobne opinie. Tylko że: a) tacy ludzie w pewnym momencie stają się męczący, o ile są ZBYT rozwinięci erudycyjnie :D Przykład w tym kontekscie "pozytywny" - Ignac Borejko ;) b) mam kilku znajomych po zawodówce. Inaczej - znam wielu ludzi tylko po zawodówce, wszystkich szanuję, bo są porządni, ale tych kilku traktuję z wielką estymą, bo są bardzo mądrzy życiowo - wszak brak wykształcenia nie oznacza braku inteligencji. Bardzo lubię spędzać z nimi czas i w życiu nie przyszłoby mi do głowy traktować ich z pogardą i protekcjonalnie tylko dlatego, że nie wiedzą, kto to był Seneka (akurat wiedzą, choć bez szczegółow), że pracują jako "panna sklepowa" lub "zwykły budowlaniec", i że nie mylą sangwinika z pyknikiem (to akurat przykład z życia wzięty ;) I broń Boze nie sugeruję, że Ty byś ich traktowała z pogardą i protekcjonalnie, ale tak to wyłazi z kart książek Jezycjadowych :) Odpowiedz Link
ryza_malpa1 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:42 the_dzidka napisała: I broń Boze nie sugeruję, że Ty > > byś ich traktowała z pogardą i protekcjonalnie, Dziękuję bardzo bo i ja mam róznych znajomych :) Odpowiedz Link
the_dzidka Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 22:12 > Dziękuję bardzo bo i ja mam róznych znajomych :) Ja nie dlatego, żebyś dziękowała, po prostu nie lubię niejasnych sytuacji :) Odpowiedz Link
biljana Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:43 ryza_malpa1 napisała: > Nie wymagajmy od ludzi ( w tym od MM) żeby równali do niższej średniej :) > Moim zdaniem, to nie kwestia rownania do sredniej, tylko pogardy - ktorej we wczesniejszych ksiazkach MM nie bylo. Owszem Borejkowie byli inteligencka rodzina, w ktorej istniał kult wyzszego wykształcenia a przy obiedzie sypało sie cytatami łacińskimi - i to było fajne. Ale jednoczesnie było w nich CIEPŁO, ktore wiele z nas tak bardzo przyciagalo do tych ksiazek. A teraz - zamiast delikatnego podsmiewania z Kopiec Arlety, morze pogardy dla wszystkich nie czytajacych Mickiewicza. Mi taki klimat nie odpowiada i nie lubie sie pławic w samozachwycie nad wlasnym intelektem, myslac jednoczesnie ach jak to swietnie, ze jestem taka mądra... Odpowiedz Link
ryza_malpa1 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:45 Ale pełno jest też "wyształciuchów", którym MM sympatia nie darzy - np. rodzice Frycka, mama Aurelii. I sa też "prości"ludzie życzliwie potraktowani - choćby mama Jacka Lelujki czy Sławek Lewandowski... Odpowiedz Link
dakota77 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 21:55 Byli, a to roznica. Nie krytykujemy tu calosci Jezycjady, ale kierunke, jaki obrala ostanio. Kiedys bywali tm jeszcze ludzie prosci, a chwaleni przez autorke. Teraz za duzo tam pogardy do innosci. I OK, moze troche zle odebralam twojeego wczesniejszego posta. kazdy z nas pewnie woli towarzystwo ludzi oczytanych i o sporej erudycji. Sama czasem nie moge pojac, ze ktos nie lubi czytac ksiazek:). Ale nie podoba mi sie to zalozenie autorki, ze ktos, kto nie lubi Mickiewicza czy nie cytuje na kazdym kroku Seneki nie moze byc wartosciowym czlowiekiem. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 23:06 > Kiedys bywali > tm jeszcze ludzie prosci, a chwaleni przez autorke. Chociażby Pan Jankowiak i Pani Marta Jedwabińska.. Jak ja ich lubiłam... Odpowiedz Link
dakota77 Re: A mi sie podoba :) 25.09.06, 23:07 O, ja tez, i to bardzo. Do tego zawsze mnie wzruszali. Dlatego tez tak bardzo sie cieszylam, ze udalo im sie ulozyc sobie zycie:) Odpowiedz Link
minerwamcg Re: A mi sie podoba :) 27.09.06, 13:20 No właśnie. Ludzie prości a mądrzy, wszystkie te panie Lelujkowe, Lewandowskie, wszystkie te Gizele i mądre babcie Marty, które objawiają się w porę, żeby poukładać wnuczce-prymusce i synowi-docentowi zaburzoną hierarchię wartości. Gdzie oni, do ciężkiej grypy, są?! Borejkowie wyrodzili się kompletnie, z tym się zgadzam, ale dlaczego nie ma kogoś dla równowagi? Choćby nie mającego doktoratu, a trzeźwego i rozsądnego do bólu Roberta Rojka? już go widzę, jak siedzi za stołem od Gizeli, i klaruje Gabrysi, żeby wreszcie zajęła się córkami. Obiema! A gdzie ciotka Felicja? Zbluzgany Ignacy może nie przejrzałby na oczy, bo na to trochę za późno, ale przynajmniej przestał demoralizować smarkacza... Odpowiedz Link
croyance Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 21:00 W poprzednim poscie wyslalam na emigracje pania MM, teraz spakuje Borejkow ;-) Chcialabym ich zobaczyc np. w Oxfordzie - och, jak szybko by sie okazalo, jak malo w gruncie rzeczy wiedza! MM wysyla ich na te stypendia (Fryc w NASA hihi), ale jakos to na nich nie wplywa w zaden sposob. Laura na Cambridge! Szybko by ja ustawili do pionu z tym jej Mickiewiczem :-D Odpowiedz Link
the_dzidka Re: A mi sie podoba :) 26.09.06, 21:10 > Laura na Cambridge! Szybko by ja ustawili do pionu z tym jej Mickiewiczem :-D Znając Laurę, to raczej byłoby tak, jak w starym dowcipie: Diabeł zadzwonił do Boga i poprosił go, żeby Bóg wziął do siebie jednego członka PZPR, zagorzałego komunistę. W sumie nie był to zły człowiek, ale jako komunista, niewierzący, wylądował w piekle - no i teraz się stawia, wiece organizuje, partię chce zakładać - no więc czy może Bóg nie wziąłby go jednak do nieba?... Bóg, jak to Bóg, zgodził się, i partyjniak pofrunął do nieba. Parę tygodni później myśli sobie diabeł, zadzwonię do Boga i spytam się, czy ten nasz eks podopieczny nie sprawia kłopotów. Wykręcił numer i pyta: - Halo? Pan Bóg? Głos z drugiej strony odpowiada: - Tak, to ja - ale właściwie nie Pan Bóg, tylko towarzysz Bóg - a w ogóle to Boga nie ma... Odpowiedz Link
ryza_malpa1 A poz tym... 25.09.06, 21:34 Ja tych Borejków, mimo wszytko, jakoś lubię :) Ostrzegam, ze z tomu na tom będzie pewnie coraz gorzej bowiem wady z wiekiem sie pogłebiaja ( mam tu na myśli zarówno Ignacyh B. jak i MM ) Odpowiedz Link
monikate Re: A poz tym... 25.09.06, 22:36 No, to po pastiszu (łagodnym!), czy tam autoparodii MM powinna nam w kolejnym tomie zaserwować Matrix. Z Borejkami w rolach głownych, ale Matrix :)) Odpowiedz Link
blesia Re: A poz tym... 26.09.06, 09:33 hmmm a nie widzicie, że sami tak krytykując biedną Różę krytykujecie inność? Bo teraz nie jest modne siedzenie w domu z dzieckiem prawda? Nula pisałaś, że Twoje koleżanki miesiąc po porodzie były w pełni sprawne hmmm może się bały Twoich uwag i udawały? Nie znam nikogo w pełni wracającego do zycia sprzed porodu po miesiącu - no chyba, że postanowił olać potrzeby dziecka. Jakoś nie tryskałam enerfia kiedy 10 razy m,usiałam w nocy wstać bo Zuza wyła...i nie miałam sił na czytanie dzieł literatury pięknej... więc dajcie spokój Róży nie każdy musi i chce być przebojowy i tyle. Natomiast błody Ignacy doprowadza mnie właśnie do furii swoim mazgajstwem i bardzo podobało mi się, że wreszcie na coś mu zaczeli nie pozwalać i z nim się nie zgadzać. Czytałam szybko, podobała mi się średnio, jakoś mniej w niej ciepełka albo może ja mam za dużo na głowie i już go nie czuję... Odpowiedz Link
dakota77 Re: A poz tym... 26.09.06, 10:02 Alez nikt nie krytykuje Rozy za to, ze nie idzie do pracy miesiac po porodzie. Jezeli potem Frycek bezie w stanie ja utrzymac i nie bedzie musiala pracowac, prosze bardzo, moze siedziec w domu z dzieckiem do jego doroslosci. Krytykujemy jej postawe, ktora kaze jej bez cienia refleksji przyjmowac pomoc w postaci zapewne ladnych kilkudziesieciu zlotych na budowe domku. Rozyczka ani przez moment nie zastanawia sie, czy rodzina naprawde moze sobie na to pozwolic, ani jak ona i Frycej zwroca taki dlug. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: A poz tym... 26.09.06, 10:06 > jej postawe, ktora kaze jej bez cienia refleksji przyjmowac pomoc w postaci > zapewne ladnych kilkudziesieciu zlotych na budowe domku. Kilkadziesiąt złotych to ja chętnie przyjmę, ale na zakupy ;)) Odpowiedz Link
dakota77 Re: A poz tym... 26.09.06, 10:13 Zgubilam oczywiscie slowo tysiecy:). Kilkadziesiat zlotych na zakupy to troche malo:) Odpowiedz Link
the_dzidka Re: A poz tym... 26.09.06, 10:04 Nie znam nikogo w pełni wracającego do > zycia sprzed porodu po miesiącu - no chyba, że postanowił olać potrzeby > dziecka. Jakoś nie tryskałam enerfia kiedy 10 razy m,usiałam w nocy wstać bo > Zuza wyła...i nie miałam sił na czytanie dzieł literatury pięknej... więc > dajcie spokój Róży nie każdy musi i chce być przebojowy i tyle. No to ja powtórze już chyba po raz setny: Róża nie nabyła stuporu umysłowego PO porodzie, tylko grubo PRZED ciążą. A mimo to od kilku lat nam się wmawia do obrzydzenia, że jest dzielna i energiczna!!! Owszem, nie kazdy musi i chce być przebojowy: jak dla mnie Róża może pozostać memeją aż do końca życia, ale niech do cholery skończą się zachwyty narratora nad jej silnym, dzielnym charakterem!! Odpowiedz Link
nula8 Re: A poz tym... 26.09.06, 10:29 >Nula pisałaś, że Twoje koleżanki miesiąc po porodzie były w pełni sprawne hmmm Miałam na myśli, że były sprawne UMYSŁOWO. Czyli że krótko mówiąc - podczas porodu nie wyssało im mózgu :) Tylko tyle miałam na myśli. Nie przekreśliły też całego swojego życia do porodu. I nie zdegradowały się do roli "chodzącej macicy" (uprzedzając zarzuty) - mimo że kilka z nich pozostało w domu z dziećmi. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: A poz tym... 26.09.06, 10:39 > (Nie) przekreśliły też całego swojego życia do porodu. (I nie) zdegradowały się do > roli "chodzącej macicy" (uprzedzając zarzuty) - mimo że kilka z nich pozostało > w domu z dziećmi. Fachowo to się nazywa "poporodowe zharibienie mózgu" :) Odpowiedz Link
nula8 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 09:57 PO przerwie weekendowej przeczytałam całość wątku i jestem podniesiona na duchu, że to nie tylko ja się tak przejęłam :), bo już mi się wydawało, że zareagowałam na lekturę Czarnej Polewki jak wariatka jaka. Zepsuł mi się humor. Ale tak czytam i czytam i przyszły mi do głowy takie rzeczy: - książka to "produkcyjniak" i bardzo mi przykro, ale odnoszę wrażenie, że MM zwiększyły się po prostu potrzeby, więc musi więcej pisać, coby więcej zarabiać. Zgadzam się też co do tego, że redaktorki powinny bardziej przyłożyć się do swojej pracy (a w przypadku Chmielewskiej jeszcze pilniej). No i nie godzę się na tłumaczenia, że MM tak się ugięła pod presją wydawnictwa i czytelników. DObry pisarz, a za takiego MM wciąż uważam, nie poddaje się takiej presji! Jeśli zmęczyli ją bohaterowie Jeżycjady - niech pisze co innego, fani łykną przecież wszystko! - co do tyrad Ignaca i tego, jak źle traktuje Frycka - moim zdaniem zabieg zamierzony. Stworzyła nam MM obraz stetryczałego złośliwego dziada napadającego na młodzieńca pełnego dobrych chęci po to, żebyśmy polubili Frycka. I trochę się udało, prawda? :) Podoba mi się wątek pogodzenia się Róży i Frycka, załatwienia sprawy, strachu, wybaczenia itp. (nie podoba mi się końcówka i okoliczności zw. z mieszkaniem itp.) - nie dziwi mnie, że rodzina składa się na mieszkanie dla młodej studenckiej pary. Sama mam dużą rodzinę i jestem przekonana, że tak samo by postąpili, gdyby było ich na to stać. TO dość normalne postępowanie w zżytej rodzinie. Wkurza mnie to, jak Róża dar ten przyjęła (nawet bez szczególnej euforii, kurka!). No i śmieszy mnie, że tak szlachetnych i niebogatych Borejków stać na taką zrzutkę, ale uzgodniliśmy już, że wbrew deklaracjom autorki, BOrejkowie finansowo są dobrze ustawieni finansowo, - swoją drogą zastanawiam się, czy to "jak" wydają pieniądze (komórki, cyfrówki, zmywarki zamiast mieszkań, dobrych wakacji itp.) to zamierzony zabieg autorki - tj. żeby pokazać, że komercjalizacja życia i wszechobecność sttylu życia promowanego w reklamach dotknęły i naszą rodzinę wspaniałych B. Czy może komercjalizacja ta dotknęła MM i nie zauważa Ona co mówi w ten sposób o swoich bohaterach? :) - i jeszcze - mam wrażenie, że MM, wraz z poprawą statusu materialnego, straciła trochę kontakt z realiami. Z realną siłą nabywczą pieniądza i z tym, jak się żyje ze średniej pensji w naszym pięknym kraju. - Co do Laury - podoba mi się proces jej dorastania. Przemyślałam sobie ten wątek. To, że pozwala się tak Wolfiemu obsługiwać, że chce zapewnić sobie rozwiązanie wszelkich problemów przez małżeństwo (czyli zrzucenie ich na męża:), że pozwala chłopakowi, którego ponoć kocha, spać razem z dość brudnym, świeżo poznanym facetem (tak jakby nie mogli razem spać, nie uprawiając seksu!!!), i to, w jaki sposób ocenia ten Wolfiego i Bodzia (przez pryzmat dość oczytania - nieważnego, w zestawieniu z człowieczeństwem jako takim) pokazuje, jaką jest egoistką. No i rezygnację jej ze ślubu tłumaczę sobie a) uświadomieniem sobie, że nie zna Wolfiego tak naprawd b) tym, że nie dostając się na studia zrozumiała na czym jej bardziej zależało :) - to że autorka pominęła ślubne formalności mi nie orzeszkadza, bo Wolfi i Laura w zapale miłosnym a buntowniczym mogli po prostu o tym nie myśleć. Swoją drogą źle to świadczy o ich inteligencji :) - niewątpliwie cudowna matka Gabriela maksymalnie zaniedbuje swoje dzieci. Róża cierpiąca w połogu - sama sobie. Laura na etapie błędu życiowego - sama sobie. A już najbardziej mnie zaszokowało, że nikt nie pobiegł za nieszczęsnym Miągwą gonionym przez szerszenie! Zostawić jedenastolatka samego w takich okolicznościach to naprawdę poważne zaniedbanie i oznaka kompletnej znieczulicy! Na razie tyle! Odpowiedz Link
dakota77 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 10:06 nula8 napisała: > to że autorka pominęła ślubne formalności mi nie orzeszkadza, bo Wolfi i > Laura w zapale miłosnym a buntowniczym mogli po prostu o tym nie myśleć. Swoją > drogą źle to świadczy o ich inteligencji :) A mnie dalej przeszkadza:). BO z rozmowy Laury i Wolfiego wynika, ze mial sie on udac na nastepny dzien po rozmowie do parafii i wszytskiego sie dowiedziec. Powinien wiec stamrtad wrocic poinformowany. na pewno mieli metryki chrztu, no ale jest mozliwosc, ze mieli je wczesniej w domu. Odpowiedz Link
nula8 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 10:21 I jeszcze dwa wątki poboczne: 1. Nie pamiętam już kto się wypowiedział, że pogardza ludźmi nie czytającymi i tzw. dysgrafikami. Ta sama osoba też z wielką znajomością tematu wypowiedziała się, że zna kilka bezdzietnych starych panien i one wszystkie są złośliwymi babskami, jak w powieściach MM. Autorka żyje w konkubinacie i chwali się, że nie ma za złe MM, że ta nie pisze o konkubinacie. Zastrzegam się, że streszczam, nie cytuję. Tej pani chciałam powiedzieć, że: - osoby, które tak beztrosko szafują pogardą oburzają mnie mocno. Jeżeli ludzie wykształceni i uważający się za dobrych bez oporów się przyznają, że oceniają innych po pozorach (bo elokwencja to tylko pozór, a oczytanie nie świadczy o tym czy ktoś jest dobrym człowiekiem, czy też nie), to mnie to boli bardziej, niż kiedy słyszę rozmowę młodzieży w tramwaju posługującej się pięcioma słowami i sześcioma przekleństwami na krzyż... To dopiero upadek! - człowiek wykształcony nie posługuje się w dyskusji argumentem "znam parę osób, które...", ma bowiem świadomość, że zna bardzo ograniczoną ilość osób prawdopodobnie z tego samego getta informacyjnego, a Jej ocena jest subiektywna, - skoro jednak Człowiek Wykształcony posłużył się takim argumentem, to ja też sobie na to pozwolę: znam mnóstwo kobiet żyjących w związkach, zwłaszcza w tak zwanych wolnych związkach, które są sfrustrowane i chętnie poprawiają sobie zły nastrój i niedostatek uczucia (a generalnie świadomość niechęci partnera do deklaracji zaangażowania się na wieki) wyszukując, które kobiety są w sytuacji "gorszej" niż one (bo nikt ich nie chciał) i napawając się tym, jak źle mają one w życiu. Czy w związku z tym powinnam przyjąć to za regułę w odniesieniu do kobiet "związanych"? - "nie pisać" nie jest równoznaczne ze "źle pisać". Przepraszam za jad, ale naprawdę mnie ruszyło. Dobre chociaż to, że pozwoliła mui autorka tamtego postu złapać trochę dystansu do "Czarnej polewki". W zestawieniu z Jej poglądami trudno zaiste uznać, że MM wyraża pogardę dla ludzi prostych... 2. Znów nie pamiętam kto jest autorem zdania: "Gaba zbudyniała", ale klaszczę z uznaniemi zapożyczam :) Odpowiedz Link
croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 21:18 Mnie zastanawia pojecie "konkubinatu"; toz to jakis anachronizm! Ja tez mieszkam z moim partnerem bez slubu (na razie przynajmniej) i w zyciu by mi do glowy nie przyszlo nazwac tego konkubinatem. Tutaj sie zasnobuje, bo skoro MM moze, to i ja :-P ze slowo "konkubinat"kojarzy sie jednak z dolami spolecznymi i wyciagiem z akt sadowych; "pozwana mieszkala ze swoim konkubentem" etc. :-D Nie slyszalam jeszcze, zeby mloda osoba tak mowila, to rownie anachroniczne co "uszanowanie cnoty" w ustach Laury (nie mowie o zjawisku, tylko terminie) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 21:34 rzeczywiscie, "konkubinat" brzmi okropnie. i tez kojarzy mi sie z kronika kryminalna. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 23:01 "Związek partnerski" brzmi znacznie lepiej, prawda? Odpowiedz Link
a_weasley Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 27.09.06, 12:06 croyance napisał: > Ja tez mieszkam z moim partnerem bez slubu (na razie przynajmniej) i w > zyciu by mi do glowy nie przyszlo nazwac tego konkubinatem. A ja mam w szafie takie ustrojstwo złożone z drewnianego trzonka i obrobionej bryły metalu, służy do wbijania gwoździ, i w życiu by mi nie przyszło do głowy nazwać tego młodkiem. > ze slowo "konkubinat"kojarzy sie jednak z dolami spolecznymi i wyciagiem z akt > sadowych; "pozwana mieszkala ze swoim konkubentem" etc. :-D Co wynika z faktu, że najpierw ten sposób układania swoich spraw życiowych wszedł w modę wśród wspomnianych dołów, a dopiero potem upowszechnił się w innych sferach. Dlatego w towarzystwie ciąganym po sądach jest nadreprezentacja konkubentów i niedoreprezentacja mężów. Odpowiedz Link
croyance Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 27.09.06, 12:16 No dobrze, ale biorac pod uwage roznice kulturowe, czy jesli w kulturze, z ktorej wywodzi sie moj partner, nie ma pojecia "konkubinatu", to znaczy, ze w nim zyjemy, czy nie? Nadal sie upieram, ze to anachronizm jezykowy, cos jak mowienie o matce "moja macierz" Odpowiedz Link
k_linka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 27.09.06, 14:15 > > A ja mam w szafie takie ustrojstwo złożone z drewnianego trzonka i obrobionej > bryły metalu, służy do wbijania gwoździ, i w życiu by mi nie przyszło do głowy > nazwać tego młodkiem. > I dobrze, bo to urzadzenie zowie sie młoTkiem :) Jezyk jest tworem zywym, konkubinat jeszcze funkcjonuje joko okreslenie zwiazku nieformalnego, ja sie jednak posluguje nim na zasadzie dowcipu:) Natomiast młoTek wciaz mocno sie trzyma... Odpowiedz Link
yomajka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 10:39 chciałabym usłyszeć" rozmowe Gabrieli i Pyziaczka. Wiem,że Gaba ma Grzesia, ale tyle razy karmiono nas jej spojrzeniami , bólem , gdy Januszek wracał w rozmowie,ze jest niemozliwoscią ,zeby ta rozmowa się nie odbyła. Wiem, że po tylu latach, takim czekaniu to już czasem sie nie chce mówić, ale jest oczywiste,ze to musiało się styać kiedyś- Pyziak musiał jakos wrócić- no iwrócił tak jakoś byle jako...Poza tym mam wrazenie ,ze tacy prawdziwi to sa Żaba i Piotrek i bezkkonkurencyjna łusia - i ogólnie Ida ma fajna rosdzinę no i ona sama jest ciagle " idusiowata" w przeciwieństwie do siostr swych, które no, kurczę - ja przestaję lubić. Patrycja- jest o niej ociupnkę- i nie pasuje mi opis, mój ulubiony baltona- pojawia się, bo MM wie,że czekamy na takie postaci, Nutria- nagle taka kasiasta( tylko sms-y przypominaja,ze miaal więź z Pyzą- i to tez chyba na siłę te sms)ej... nie lubię już Jeżycjady( kupie oczywisxie nastepną ...) , albo sie starzeję... Odpowiedz Link
sacacorchos ?? 26.09.06, 12:49 Jakim sposobem Laura, tak oczytana, bystra i genetycznie uwarunkowana jeśli idzie o intelekt, nie zdołała dostać się studia?? Rozumiem, że dla fabuły ma to niebagatelne znaczenie, ale... hm Poza tym bardzo a bardzo mam ochotę poznać wyniki tego konkursu, na którym miała zaśpeiwać, o ile pamięć mnie nie zawodzi, "Les feuilles mortes". Odpowiedz Link
nikadaw1 Re: ?? 26.09.06, 15:04 z matury tez nie miała samych piątek, czyli przygotowanie miała srednie, zdawała na bardzo oblegane kierunki, gdzie pewnie na egzaminach były testy wielokrotnego wyboru. łatwo się wyłozyć. Laura bystra i oczytana, ale niesystematyczna. to i pewnie znalazlo sie wielu lepszych od niej :) Odpowiedz Link
verdana Matura Laury 26.09.06, 15:31 A nie! Laura zdawała juz Nową Maturę. Mogła zdawać egzaminy dodatkowe wyłącznie z przedmiotów pozaszkolnych (ze spiewu np.), ale o testach wielokrotnego wyboru mowy nie było. O piatkach na maturze zresztą tez nie, bo na tej maturze stopni nie ma. Odpowiedz Link
alitzja Re: Matura Laury 26.09.06, 16:10 W 2004 roku chyba jeszcze nie było Nowej Matury? Odpowiedz Link
nikadaw1 Re: Matura Laury 26.09.06, 18:54 Laura była ostatnim rocznikiem zdającym starą maturę. podobnie zresztą jak Wolfi. byli zarazem ostatnim rocznikiem zdającym tradycyjne egzaminy wstępne. Odpowiedz Link
klymenystra Re: Matura Laury 05.10.06, 21:38 potwierdzam. Laura co prawda jest strasza ode mnie, ale mature zdawalysmy razem. to jeszcze stara matura. i wcale nie jest niemozliwe, ze laura sie nie dostala na studia. bo poza wiedza, trzeba miec kupe szczescia. inne czynniki tez wchodza w gre. Odpowiedz Link
laura-gomez Re: ?? 26.09.06, 19:22 sacacorchos napisała: > Jakim sposobem Laura, tak oczytana, bystra i genetycznie uwarunkowana jeśli > idzie o intelekt, nie zdołała dostać się studia?? Rozumiem, że dla fabuły ma to > > niebagatelne znaczenie, ale... hm > > Poza tym bardzo a bardzo mam ochotę poznać wyniki tego konkursu, na którym > miała zaśpeiwać, o ile pamięć mnie nie zawodzi, "Les feuilles mortes". samo zycie: jest zbyt wileu chętnych na studia, więc bywa, że nawet ci zdolni się nie dostają Odpowiedz Link
ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 14:44 oj, powiedzcie co jest o Pulpie, pieknie prosze :) czy Miagwa wyraza sie niepochlebnie? jak smie! czy MM dokonala jakichs drastycznych zmian w mej ulubionej postaci? wrr, grr..! Odpowiedz Link
magda_b Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 14:48 w wypowiedziach Miągwy rzuca się w oczy cielesność Pulpy, która wszak nei była nigdy Twiggy :) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:09 cos mi sie zdaje, ze mialem racje: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=40025446&a=43806035 - im sie to naprawde nalezy :) swoja droga cielesnosc Pulpy to fascynujacy temat - juz dyskutowalismy tutaj o robieniu z niej na sile "grubej baby", ktora moim (i chyba nie tylko) zdaniem nie jest, po prostu (korzystnie!!!) odcina sie na tle siostr. kobiece ksztalty ma i tyle, o ;) a Miagwa w moich kolejnych "wariacjach na temat", czyli historiach alternatywnych bedzie regularnie obrywac. w kubelek i kubelkiem ;))) Odpowiedz Link
the_dzidka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:07 Pulpa hojnie rozdaje ziemie rodowe :) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:11 i slusznie. Pulpecja ma wielkie serce w niewatpliwie ksztaltnej piersi (wiem, mialo nie byc aluzji politycznych, ale trawestacja tego cytatu bardzo mi tu pasowala), wiec niech rozdaje! a co :) a Miagwa - geba w kubelek, ot co. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:22 W kubek, nie w kubełek :)) A co do Pulpecji - pasowałoby mi mieć takie kształtne kształty :) Pulpa kojarzy mi się z lodami waniliowo-brzoskwiniowymi :)) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:53 waniliowo-brzoskwiniowymi..? a wiesz, bardzo mi sie podoba to skojarzenie. nawet bardzo-bardzo ;) Odpowiedz Link
kartoflana Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 13:51 Nie przebrnęłam przez wszystkie wasze wypowiedzi, ale widzę, że w większości są krytyczne. Przeczytałam CP z przyjemnością, może nie z zachwytem, ale nie jestem rozczarowana... Tata Borejko (właściwie dziadek) - moim zdaniem człowiek na tyle odizolowany od problemów życia codziennego i żyjący li i jedynie w dużym stopniu wielką literaturą ma prawo do takich zachowań. Lub inaczej - zachowania przedstawione w CP są całkowicie uzasadnione. Już przecież w KK ujawniła się bezradność Ignaca Borejki w starciu z chorobą żony. Opieka nad domem i chorymi siostrami spadła na karb Gabrysi. Albo inny przykład - Ignacy Borejko leżacy w zwoju brudnych firan i czytający książkę. Tego typu zachowania na,co tu dużo mówic, starość przybierają na sile, czy nikt was nie ma dziadków zachowujących się absolutnie nieracjonalnie? Ja mam takiego dziadka i w zachowaniu Ignaca odnajduję dużo z niego. Z kolei pęd Laury i Wolfiego do ślubu i ten nagły zwrot akcji. Uważam, że wątek przeprowadzony rewelacyjnie, oprócz tego rozminięcia się z rzeczywistością w kwestii formalności przedślubnych. Choć i to jest sprawą sporną, bo będąc w takiej sytuacji (ekhem, ekhem) wiem, że w wyjątkowyh przypadkach udziela się ślubu bez zapowiedzi i po szybkim spisaniu protokołu. Te wyjątkowe przypadki nie są dookreślone i zależą głównie od dobrej woli księdza, ale miały miejsce na przykład podczas Powstania Warszawskiego (broń Boże nie porównuję tych sytuacji). W każdym bądż razie ich młodzieńćzy pęd do slubu na przekór wszystkim i wszystkiemu jest jak najbardziej psychologicznie uzasadniony, szczególnie, że znajomość trwa 2 miesiące i jest pod obstrzałem całej rodziny. Pobierzemy się i już nikt nam nie zabroni być razem! Tymczasem okazuje się, że to wcale nie jest wyjście, bo tak byle jak, aby było... a studia, praca... Rozsądek bierze górę, albo raczej instynkt samozachowawczy jak w przypadku Laury. Miągwa jest opisany na tyle realistycznie, że aż przechodził mię dreszcz obrzydzenia;). Diana - takoż. Ich zauroczenie - no jakbym obserwowała dzieci w parku. Policjantka feministka - to już było (bodajże w Nutrii i Nerwusie). No ale może się nie podobać, kwestia poglądów, ryzyko M.M. Macierzyństwo Pyzy... Rozumiem jej stan ducha, będąc świeżo upieczoną matką... (BTW Żabę czytałam dzień przed rozwiązaniem;). Słynne już zdanie o pustym miejscu w ramionach, rzeczywiście można odebrać jako niefortunne, ale poza tym moim zdaniem jest jak najbardziej realistycznie. Trzy tygodnie po porodzie myśli się tylko o dziecku i całym światem jest dziecko, a Pyza też daje do zrozumienia, że sama się cuje nie najlepiej. O resztę niech martwią się inni ;). Kobietama wtedy inne zadanie do wypełnienia - być matką. Uważam poza tym , że M.M. nie powinna spełniać życzeń czytelników. Wygląda to potem jak w CP - nagłe pojawienie się Pyziaka, z którym nie wiadomo co zrobić i Trolla, dla mnie od początku postać nieautentyczna. To tyle. Odpowiedz Link
lisavieta Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 14:24 Moje pierwsze słowa po przeczytaniu: nie podoba mi się. za dużo wątków naraz, a żaden - naprawdę żaden - nie doprowadzony do końca. miałam wrażenie, że zabrakło w książce kilkunastu ostatnich stron. brakowało dialogów!! rażąco długie monologi, nic nie wnoszące do treści, a rzeczywiście ważne rozmowy (Gabrysi z Januszem, Laury z Wolfim) pozostawione wyobraźni czytelnika. A akcja? miałam wrażenie, że nic się naprawdę nie dzieje. może dlatego, że sami bohaterowie się nie przejmowali zbytnio akcją? ich świat uczuć wewnętrznych uległ spłaszczeniu. jednie Piotrek Żeromski zdawał się coś na serio przeżywać, i był konsekwentnie opisany. Hildegarda podobnie, choć wiele trzeba sobie dopowiedzieć (znowu!). Ich wątek zaciekawił mnie najbardziej. MM szukała przeszkód w związkach Pyziakówien z braciami Schoppe - ale przeszkoda w postaci I.Borejko, który musiał zostać starym wariatem na potrzeby wątku - to okrutne. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 15:19 > I.Borejko, który musiał zostać starym wariatem na potrzeby wątku Poplułam LCD okruchami ciastka :D Odpowiedz Link
milenium5 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 16:16 Ja też świeżo po lekturze. Moim zdaniem nie jest tak źle z CP. Przypomniało mi się: kiedyś sto lat temu czytałam w Filipince jeszcze, recenzję świeżo wydanej Noelki. Utkwiło mi jakoś takie zdaniem: "Czyta się przyjemnie, ale daleko do klimatu starej Jeżycjady. Zdacydowanie wolę Kwiat, czy Idę, Noelkę zostawiam młodszym koleżnakom". Może coś w tym jest? Jakoś każda kolejna mniej się podoba niż poprzednie, może dlatego, że na starsze części patrzymy bardziej sentymentalnie? Ja zwróciłam uwagę na pewną powatrzalność, tak, jakby autorce brakowało pomysłu na nowe wątki i postacie: 1. Laura i Wolfi w samochodzie z Bodziem, bardzo podobnie jak Gabi i Grześ z Bernardem. 2. Laura i Wolfi miłość w podróży z przyrodą i poezją w tle zupełnie jak przed laty Natalia i Filip. 3. Zjazd rodzinny w Pałacu - coś jak Róża i Fryderyk w Imieninach. Jeszcze kilka by się pewnie znalazło. Co do zaniedbań rodzicielskich ze strony Borejko, i nie tylko, to przewijają się one od początku książki 1. Biedna Ida zwiewa z wakacji i za bardzo nikogo to nie obchodzi - rodzinka wypoczywa dalej. 2. Biedna Gabrysia zajmuję się całym domem i gotuje obiadki gdy mama w szpitalu, i nikt, nwet stryjenka nie zaglada do Borejków. 3. Beatę i Konrada matka zostawia pod opieką szurniętej Anieli i baluje za granicą. 4. Aniela w swoim czasie tez zwiewa z domu i ojciec nie do końca wie, co porabia. 5. Kilkunastoletnia Laura wyrusza do Torunia w poszukiwaniu tatusia i tak właściwie to nikt się za bardzo tym nie przejmuje. 6. Natalia włóczy się gdzieś z chorymi dziećmi i w końcu trafia do babci Aureli, zamiast do domu. 7. Historia Aurelii to w ogóle zaniedbanie wręcz patologiczne. 8. Elką znikającą w Wigilię też za bardzo jakoś rodzinka się nie martwi. 9. Cesia nastolatka charuje jak wół, gotuje, niemowlę nianińczy a cała rodzinka ją wykorzystuje. Odpowiedz Link
verdana Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 16:30 Powtarzajace się watki - fakt! Ale jednak co do zaniedbywania dzieci sytuacja nie przedstawia się tak prosto. Rzeczywiscie, w poprzednich tomach zdarzały sie i takie przypadki, jak to w życiu, ale były oceniane przez samą autorkę zupełnie inaczej. Ignacy Borejko w KK nie był ukazywany jako wzrowy ojciec, przeciwnie, ciotka ochrzania go aż miło, Gabrysia tez nie jest zachwycona - czytelnik widzi, ze jako ojciec, to Ignacy wzorem nie jest. O Cesi dowiadujemy się bez przerwy, że jest wykorzystywana. Pani Bitner ukazywana jest jako wredna, zaniedbujaca dzieci, oschła uczuciowo matka, (ten podrecznik w roli prezentu!), pani Jedwabińska jak wyżej+ kompletnie nieudolna wychowawczo. Obie postacie sa postaciami negatywnymi - Bitner na 100%, Jedwabińska az do końcowej sceny. Ich zachowanie jest krytycznie oceniane i przez bohaterów książki i przez narratora. Ida zwiała z wakacji w ramach mlodzieńczego buntu, rodzice się denerwowali, ale dosyć słusznie nie sprowadzili jej siłą, ani też nie marnowali sobie przez krnąbrne dziecie wakacji. Elka uprzedza, ze zniknie, robi piekło, jest niemal dorosła - tak się czasem zachowuja nastolatki i przeczekanie to niezły sposób. Tak wiec , choć w poprzednich tomach nie ma sielanki, tylko tzw. samo zycie - czytelnik otrzymuje w miarę obiektywną ocenę bohaterów. Tymczasem w ostatnich tomach mamy do czynienia z karygodnymi zaniedbaniami, graniczacymi z patologią (11-latek znika, niemal sie topi, córce w połogu nie pomaga nikt z rodziny) z jednoczesnymi zapewnieniami, ze matka tych dzieci to ideał, ktory całe życie poświęca tylko im, zapominając o sobie i swych potrzebach. I to nas denerwuje, a nie fakt, ze Borejkowie nie są idealni. Odpowiedz Link
ready4freddy Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 17:44 > Może coś w tym jest? Jakoś każda kolejna mniej się podoba > niż poprzednie, może dlatego, że na starsze części patrzymy bardziej > sentymentalnie? bardzo mozliwe. ale ja na ten przyklad sie wylamuje - czytalem "Ide..", "Pulpecje", JT i Zabe w odstepie kilku dni, po raz pierwszy w zyciu. i w tej kolejnosci oceniam je pod wzgledem jakosci (z wyjatkiem dwoch ostatnich - Zaba jest deczko lepsza od JT, nawet dwa deczka - po prostu JT jest bardzo, bardzo slabe). Odpowiedz Link
justyna302 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 16:21 Coś mi sie nagle przypomnialo a propos pogardy Borejków wobec pospólstwa. Pamiętacie jak to było w Opium w Rosole? Przychodzi sobie ni stąd ni zowąd Genowefa na obiadek i nikt sie temu nie dziwi, bo wczoraj na obiadku u Borejków było pół podwórka, osiem gąb, osiem żywych reklam jadłodajni pani Borejko. Potem znowu w Dziecku Piątku Kozio przyszedł na Roosevelta z Genowefą i było mu głupio, że zawraca głowę nieproszony obcym ludziom i jeszcze obżera ich z obiadu. Potem kiedy widzi ze jest traktowany w sposób naturalny, trema mu przechodzi i jest zachwycony ciepłem tego domu, do którego każdy mógł przyjść, ot, tak z ulicy i poczuć się jak wśród starych przyjaciół. I nagle w kolejnych tomach gdzieś zanikła ta otwartość i gościnność.. nie umiem sobie teraz wyobrazić sytuacji, w której ktoś nieznajomy wpada do Borejków i wprasza się na obiadek. Teraz stary Borejko by zemdlał chyba na taką prośbę, Mila spojrzałaby surowo na intruza, mały donosiciel wzorem dziadka dostał histerii, a Laura prychnęła pogardliwie. Czyżby ciepło i gościnność znów była tylko dogmatem, który przyjęliśmy a teraz musimy w niego wierzyć, bo tak nam się wmawia? Dom na Roosevelta 5 nie jest już tą dawną oazą, w której schronienie znajdowali wszyscy biedni, spragnieni, głodni i niekochani. Może w Opium sprawa była bardziej naturalna, no bo stan wojenny, ciężko, wszyscy sobie pomagali, jednoczyli się, mieszkanie opozycjonisty Ignacego było centrum, do którego lgnęli przerażeni ludzie, a potem w kraju polepszyło się i już więzi sąsiedzkie się poluzowały... Ale z drugiej strony co to ma do rzeczy - czasy. Skoro Borejkowie mieli być ludźmi o wielkim sercu dla każdego, to powinni być nimi do końca i basta. Odpowiedz Link
deina_kmf Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 17:21 wracając z podróży myślałam sobie z niejakim niepokojem, że przyjdzie mi wydać pieniądze na Czarną Polewkę, bo przecież już będzie na rynku. Niepokój uzasadniony, gdyż portfel chudy. Przeczytałam cały wątek, plus streszczenia, i teraz jestem w rozterce. Wszystko to brzmi zdecydowanie mało zachęcająco! Chyba muszę poczekać, aż mi się ustali nowy plan korepetycji i jakieś finansowe profity spłyną. Intuicja mi mówi, że nie będzie zachwycająco i mogłabym pożałować pośpiesznego wydatku. Niemniej intryguje mnie, czy faktycznie AŻ tak źle jest. Postuluje, aby Jaśnie Wielmożny Ignacy Borejko z okazji następnego tomu udał się na jedną z tych snobistycznych wycieczek zagranicznych i tym samym zniknął z horyzontu. I on wypocznie i reumatyzm wygrzeje, i my odetchniemy nieco...nadmiar ignacyzmu bowiem zaczyna przyjmować formę makabryczną! Odpowiedz Link
amelia007 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 18:55 Wlasnie skonczylam CP. Caly ranek czytalam dyskusje na Forum, tak wiec do czytania podchodzilam z odrobina rezerwy. Rzeczywiscie, Ignacy irytujacy, wiele uwag poczynionych przez szanownych przedmówców znajduje potwierdzenie w tekscie. Musze sie jednak przyznac, ze zakonczenie podobalo mi sie bardzo, a dokladnie pomysl Rózy i Fryderyka :). Oczywiscie, bylo to absolutnie przewidywalne, zwazywszy na rozwój akcji (wyglada na to, ze Laura wraca do bycia rogata dusza :)). Uwazam tez, ze buractwo i ograniczenie Bodzia jest zachwycajace. Dawno nie bylo u MM postaci tak jawnie humorystycznej (twardo nie trawie Bernarda i Piotrusia). Poza tym, to mój pierwszy wpis tutaj, zatem wszystkich czytelników MM pozdrawiam! Odpowiedz Link
limotini Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 26.09.06, 20:06 Ja na Twoim miejscu bym się jednak powstrzymała od kupna. Nawet nie dlatego, że książka zła - niektórym się podoba, może i Tobie się spodoba. Zresztą jest w niej parę miłych scen, kilka sympatycznych fragmentów. Ale nie o to chodzi - problem w tym, że zostawia po sobie poczucie nienasycenie, niedokończenia, niespełnienia. Czuję się po niej jakby ktoś wydarł parę ostatnich kartek... Po Żabie oczekiwałam na jakieś takie domknięcie, a to tylko przedłużenie. Więc przeczytasz i dalej będziesz czekać na jeszcze... Odpowiedz Link
yennefer_z_v Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 27.09.06, 12:55 Mnie się „CP”, może poza kilkoma przyciężkawymi fragmentami, dobrze czytało. Wprawdzie z wieloma powyższymi opiniami się zgodzę (za dużo wątków, za mało ważnych rozmów, za bardzo rozmyta końcówka), ale nie jestem rozczarowana lekturą. Już jakiś czas temu zauważyłam, że się starzeję i nie mam szans na tak emocjonalne pochłanianie miłosnych historii 15-latków, jak robiłam to w wieku lat 15. Wymieszane zalety i wady książki (bo do każdej wady się znajdzie jakaś zaleta): - Pojawiał się Janusz, czas najwyższy. Reakcja Laury i „Juliusz” w wykonaniu Ignaca bardzo mi się podobały. Łusia z temperówką pokazała klasę. Za to reakcja Pyzy zbyt wyprana z emocji, a ukrycie przed czytelnikami rozmowy Gaby i Pyziaka to skandal. Przywiezienie Pyziaka na ślub komicznie kiczowate (ktoś tu wspomniał o „uroczym trójkąciku” - trafnie) - Gaba - moja ulubiona postać przez większą część cyklu. A teraz co? Narzekaliśmy, że za święta, to teraz mamy. Gaba nieobecna w życiu dzieci i wnuczki, Gaba zapłakana w ramionach Grzesia, Gaba mówiąca tylko parę zdań na całą książkę, Gaba pozbawiona tego swojego rozsądnego podejścia podszytego życzliwą kpiną. - Ignacy Borejko - nigdy nie był moją ulubioną postacią. Wychodzę z założenia, że trzeba czegoś więcej niż erudycji, żeby prawdziwy mężczyzna coś sobą reprezentował. Ale kiedyś uważałam go za nieszkodliwego myśliciela, a w „CP” jest szkodliwym i upartym paranoikiem. Jego próby dbania o cnotę wnuczek wydają mi się wręcz żałosne. Jedno, co Ignacym doceniam nadal, to słowne potyczki z absztyfikantami przedstawicielek rodu. - Ignacy G. Stryba - jak to jest, że poprzednie pokolenia Borejków miały wpojony system wartości, a przy tym dziecku wyszła taka pedagogiczna porażka? - Józienk i Łusia - dobrze, że jeszcze kogoś w tej rodzinie da się lubić. - Wolfi - tu zdecydowanie plus. Od czasów Nerwusa żaden męski bohater Jeżycjady nie zrobił na mnie takiego wrażenia. - Laura - chyba ją wreszcie polubię, jakoś łatwiej się z nią teraz utożsamiać. - Bodzio - prawdziwy, ale jego wplecenie w fabułę trochę zbyt blisko się kojarzy z Bernardem. - Żeromscy - Piotruś to w miarę udana kopia Bernarda, a z Pawła chyba będzie naprawdę interesujący bohater w kolejnych tomach. Bernard jak zwykle, Anieli troszkę mało. - Rodzice Schoppe - najbardziej realistycznie napisane fragmenty książki to dla mnie właśnie te o szarym życiu. - Żaba - bardzo dobrze wymyślona postać, zapada w pamięć i ma charakter. - Fryderyk - jak ja go mogłam lubić w „Imieninach”? - Pyza - troszkę mnie mdliło przy egzaltowanych opisach jej wewnętrznych przeżyć. Ciekawe, że przy podobnej okazji przemyślenia Gaby w „NiN” mnie wzruszały. Dobrze, że poza bohaterami, których spora część mnie w „CP” denerwowała, są jeszcze teksty, które mi poprawiły nastrój. Bardzo dużo jeżycjadowego humoru, który mi gdzieś umknął w poprzednich dwóch tomach. Parę razy śmiałam się głośno. Pamiętam, że na pewno przy Żaby: „Wsadź sobie w usta kalarepę!” To tyle. Na pewno do książki wrócę, chociaż kilka fragmentów może pominę. Odpowiedz Link
tennesee nader przystojny fryderyk 27.09.06, 21:20 na obrazku z Igancem na poczatku książki. Ignac do psychiatry, ale w tym wieku takie zmiany sie zdarzaja- może to poczatki Alzheimera? Bo zmiany osobowości potworrrne. i tak bardziej erotycznie jak dotad- czyli około strony 100 Odpowiedz Link
minerwamcg Re: nader przystojny fryderyk 28.09.06, 23:38 > Ignac do psychiatry, ale w tym wieku takie zmiany sie zdarzaja W jakim "tym wieku", na Merlina! Ignacy Borejko ma ledwie siedemdziesiątkę. Mam dookoła siebie mnóstwo ludzi po siedemdziesiątce - mama, teściowie, wujowie, ciotki - a tak porąbany nie jest nikt. Odpowiedz Link
a_weasley Re: nader przystojny fryderyk 29.09.06, 10:32 minerwamcg napisała: > > Ignac do psychiatry, ale w tym wieku takie zmiany sie zdarzaja > W jakim "tym wieku", na Merlina! Ignacy Borejko ma ledwie siedemdziesiątkę. > Mam dookoła siebie mnóstwo ludzi po siedemdziesiątce - mama, teściowie, > wujowie, ciotki - a tak porąbany nie jest nikt. Z drugiej zaś strony jak się rozejrzeć, to pewnie każdy zna też osoby, którym do siedemdziesiątki jeszcze parę lat brakuje, porąbane dużo bardziej niż pomieniony Ignacy. Odpowiedz Link
a_weasley E tam zaraz Alzheimera 29.09.06, 10:35 tennesee napisała: > Ignac do psychiatry, ale w tym wieku takie zmiany sie zdarzaja- może to poczatk i Alzheimera? Odwala mu jak nieraz ojcu dorastającej córki. Tyle, że on tego nie odpracował przy córkach, to ze zdwojoną siłą świruje przy wnuczce. Odpowiedz Link
cysia.b Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 28.09.06, 15:58 Witam na forum. Niestety przychylam się do opinii krytycznych. Czyta się szybko, ale bez zbytniego zaangażowania. Wątki Igancych - dziadka i wnuka dla mnie niestrawne. Postać dziadka Borejki - wręcz groteskowa. Wątek ślubny zupełnie nieprawdopodobny. Wątek Pyziaka wciśnięty jakby na siłę. Styl jakiś taki chropowaty. Nie wiem, czy to miał być pastisz, ale miejscami sprawia takie wrażenie. Odpowiedz Link
iwles Komórka Laury 29.09.06, 12:31 Jak to się stało, że Wolfi przed wyjazdem do Zakopanego rozmawiał z Laurą przez telefon, skoro Tygrys komórkę zostawił w domu ? (wtedy, gdy W.A. wpadł do domu po mokre ręczniki, przy okazji zjadł obiad przygotowany przez Żabę, a rozmowę podsłyszał Piotr Żeromski) ?? Odpowiedz Link
asiek1177 Re: Komórka Laury 29.09.06, 16:41 z komórką Laury to mnie zastanawia jeszcze jedno- czy po tym, jak Miągwa zgubił komórkę (została skradziona z zapomnianej marynareczki), ktoś z rodziny pomyslał o zastrzeżeniu/zablokowaniu numeru? obawiam się że wątpię ;) Odpowiedz Link
iwoniaw E nie, to chyba była komórka na kartę 29.09.06, 21:54 Laura mówi w pewnym momencie, że kończą jej się impulsy. Odpowiedz Link
szprota Re: E nie, to chyba była komórka na kartę 12.03.07, 23:02 taką też można zablokować i wykupić duplikat karty z tym samym numerem :) Odpowiedz Link
klymenystra Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 30.09.06, 00:10 troszkie za duzo watkow, brakuje klimatu starej jezycjady, ale jest milo, sympatycznie, a momentami bardzo smiesznie (np scena oswiadczyn Wolfiego ^_^). i jeszcze szkoda, ze ta ksiazka tez nie tworzy calosci. ale pewnie teraz to juz niemozliwe. jestem coraz wieksza fanka lusi :) Odpowiedz Link
visael Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 30.09.06, 01:49 Łusia rzeczywiście jest cudowna, ja lubię też bardzo Pawła, choć w CP był raczej postacią pejoratywną. ogólnie interesująca książka, wolałabym mniej wątków miłosnych, ale... nie zawiódł mnie humor MM-CP obfituje w aluzje i żarty. mimo wszystko CP podobała mi się bardziej niż JT- a bardzo lubię Józinka Odpowiedz Link
jasmina_a Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 30.09.06, 15:47 jak juz pare osob mowilo, za duzo wątkow. Na początku bylo troche obco, troche inaczej niz zwykle, ale, kiedy wrocila Mila bylo naprawde super. Na Ignacym B. sie zawiodlam mimo ze wczesniej go jakos strasznie nie lubilam, ciesze sie ze pod koniec ksiązki bylo ok i ogulnie bardzo fajna ksiazka, tylko ten bodziu mnie strasznie denerwuje. Odpowiedz Link
olgusia15 Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 01.10.06, 17:22 A mnie musze przyznac troszeczke "Czarna.." raozczarowala. Co prawda przeczytalam za jednym zamachem cala ale brakuje juz w niej takiego specyficznego stylu Musierowicz. Nie wiem jak to okreslic ale ta ksiazka byla dla mnie po prostu ciut nudna. Chociaz moze przeczytam jeszcze raz ale przeciez zawsze liczy sie pierwsze wrazenie prawda? :) Czekam na nastepny tom ::) Odpowiedz Link
prezerwator2 Ani plus ani minus 01.10.06, 20:22 Wreszcie (przed chwilą) skończyłam czytać CzP i już melduję: nie rozczarowałam się, ale też nie oczekiwałam po tej książce żadnych cudów. Nastawiłam się (a wpłynęły na to zarówno tempo powstawania książki, jak i streszczenie jej treści w którymś wywiadzie z MM) na średniej jakości dziełko- takie jak Żaba- i takie też właśnie dostałam. Kilka fragmentów świetnych (Piotrek pozujący ojcu jako handlarka warzyw!:), sporo na siłę, ale- jak to już gdzieś kiedyś napisała moja kuzynka- mamy co chciałyśmy. Gdyby Jeżycjada zamknęła się, tak jak autorka planowała, na Kalamburce, nie byłoby coraz słabszych ciągów dalszych.... Odpowiedz Link
emi1777 "lód" 02.10.06, 01:04 Nie przeczytałam całego wątku i nie wiem, czy ktoś już o tym nie wspomniał, al edo jedzenia są "lody". Prosi się nie o loda, ale o "porcję lodów". No, a w "CP" kilkakrotnie ten "lód" występujue. Jak to możliwe? Razi mnie też beztroskie podejście do szerszeni, które są bardzo niebezpieczne. To, że mała Ania rozkwasza szerszenia własnym sandałkiem... Takich rzeczy nie powinno być, przeczyta to jakaś dziewczynka, która niewiele wie i co? Szerszenie to nie komary> Odgonisz go, a taki szajbus się wścieknie i zaatakuje. Odpowiedz Link
olahabe CZAS KOŃCZYĆ? 02.10.06, 16:13 Jestem wstrząśnięta ale nie zmieszana, jak powiedziała tegoroczna laureatka Nike. Poziom "CP" jest tak zły, że gdyby autorka tą książką chciała zadebiutować, nie zaistniałaby wcale. Wyobraźcie sobie tylko, co powiedziałyby edytorki Naszej Księgarni, gdyby w 75 roku przyniesiono im do publikacji takiego gniota! Wątki się rwą, tło obyczajowe i bohaterowie drugoplanowi stanowią tylko fasadę dla głównych- smarkatych, którzy wbrew logice i jakimkolwiek zasadom opieki nad nieletnimi tułają się po mieście, odwiedzają komisariaty, wpadają do jeziora,nachodzą siebie bez składu i ładu w domach. A wszystko to okraszone ideologią, która zamiast krzewić pozytywne wzorce, cuchnie snobizmem intelektualnym autorki. Trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Małgorzata Musierowicz przegapiła ten moment. Odpowiedz Link
the_dzidka Re: "lód" 03.10.06, 13:17 > Nie przeczytałam całego wątku i nie wiem, czy ktoś już o tym nie wspomniał, al > edo jedzenia są "lody". Prosi się nie o loda, ale o "porcję lodów". No, a w "CP > "kilkakrotnie ten "lód" występujue. Jak to możliwe? Zwyczajnie. Nigdy w zyciu nie słyszałaś, że ktos je loda, kupił loda albo chce loda? Tak się przyjęło i tak się mówi. Jestes drugą osobą, jaką "znam", a ktora uważa to za nieprawidłowe. Pierwszą była Magdalena Samozwaniec, która zawsze tego "loda" brała w cudzysłów, jako niby coś dziwacznego i nieprawidłowego. Odpowiedz Link
iwoniaw To ja jestem trzecia 03.10.06, 15:27 też mnie to razi. Zwłaszcza w książce mającej ambicje krytykowac czyjeś wpadki językowe (NIESAMOWITE, jak ludzie widzą belkę w cudzym oku... ) ;-) Odpowiedz Link
limotini Re: To ja jestem trzecia 03.10.06, 16:59 Ja sprawdziłam w słowniku języka polskiego (sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2479330) i wszystko wskazuje na to, że w języku potocznym lód = porcja lodów. Ale w potocznym. Ale jednak. Odpowiedz Link
iwoniaw W końcu język żyje :-))) 03.10.06, 17:36 Całkiem możiwe, że już weszło do słownika jako poprawne, w końcu tak się dzieje z używanymi przez ogół sformułowaniami w żywych ;-) językach i to jest ok. Mnie razi wyłącznie dlatego, że jeszcze w czasach mej podstawówki poprawne nie było i wpojono mi, że to błąd. Ale i czepiam się też z powodu owego niesłusznie wyszydzanego "niesamowicie" (patrz wątek na ten temat) - no chyba, że MM chciała pokazać też niedouczenie Laury połączone z nieuzasadnioną pewnością siebie... Odpowiedz Link
itajustyna Re: "Czarna polewka" - kto już czytał? 02.10.06, 21:25 Cześć, Nie zaglądałam na forum od 22 września, bo nie chciałam zobaczyć ani kawałka, ani malutkiego kawałeczka opinii przed przeczytaniem Polewki. A miałam perypetie z tą ksiązką oj miałam... Zaczęło się od tego że 22 miałam w portfelu 15 zł, i ani grosza na koncie... więc księgarnie omijałam szerokim łukiem... Gryzłam paluchy, i w końcu w piątek wieczorem zaglądam na konto - i jest!! Wypłata. Oczywiście w sobotę rano pognałam na zakupy, z listą wręczoną przez mamę o długości 2 m, ide przez hipermarket - a tu na półce - Czarna Polewka. Pierwsza znalazła się w koszyku!! Potem reszta zakupów, a przy kasie dramat!! Po podliczeniu zabrakło mi 20 zł gotówki, a karty jak na złość zapomniałam!! Ciężki wybór, albo zostawię 5 kg wór z proszkiem do prania, który potem moja biedna niemłoda już mama będzie dzwigać na plecach, albo Polewkę... Oczywiście została Polewka... Ale miałam gula w gardle odchodząc od kasy :) Za to kochana mama przyniosła mi książkę w niedzielę :) No i już jestem po lekturze... I cóż... Kocham Jeżycjadę, ale to mi się nie podobało :( Pani MM faktycznie chyba nie do końca przemyślała treść. A może za bardzo chciała się z nami zabawić, albo zaspokoić nasze ciekawości? Za dużo wątków, za bardzo "po łebkach". Brakuje mi wyciętych rozmów (Gaba i Janusz, Laura i Wolfi). Szczególnie powrót Janusza mnie rozłozył - co? Wchodzi sobie taki, mówi przyszedłem po przebaczenie, a Gaba na to - o to super, i fajnie że jesteś autem to podwieziesz nas na ślub naszej córki bo brakuje nam miejsc w samochodach??? Laura w miarę ok, ale powinno być więcej szczegółów. Sam wątek z dojrzewaniem do pewnych decyzji, szaleńczym zrywem do Zakopanego a potem zrozumieniem że jednak nie ma się co śpieszyć (że może trzeba było zapytać najwpierw mamę, a potem dziadka, itp) jest fajny, ale to powinien być główny temat ksiązki bez przydatków :) Jeśli pani MM chciała napisać coś pouczającego to właśnie tę kwestię powinna lepiej pokazać. A najbardziej mi się podobał, i najbardziej mi przypomina starą dobra Jeżycjadę wątek braci Żeromskich. Dwóch braci, każdy coś czuje do jednej Zaby, a ona sama nie do końca wie co czuje... Tajemnica, intryga i rozwijanie uczucia w niespodziewany sposób :) To mi się podoba, i mam nadzieję że jeszcze się coś ciekawego wykręci :) Za to dość mam wątków kochliwych dzieciaków. Jak się ma 11 lat to się drażni kolegę z ławki pisząc na ścianie "Wojtek koha Zośkę" (to "h" jest w pełni świadome) a nie przeżywa rozterki i żąda wytrwałości w uczuciach od Czekoladki... ble... I jeszcze w jednej kwestii zgadzam się z panią MM - Bodzio! Bardzo fajny przykład pożałowania godnej części dzisiejszej młodziezy. Sam o sobie mówi że skończył renomowane liceum, a nie zna Pana Tadeusza, nie wie jak wyglądał Mickiewicz i to jego uau :] Ogólnie poniżej jakiegokolwiek poziomu, i tak tak, tak własnie niestety wygląda obecnie spora część młodzieży! Dodam że mam lat 25, nie uważam się za wapniaka, nie kończyłam renomowanego liceum ale mnie jednak pewnych podstaw nauczyli, a jak słucham teraz czasem rozmów w tramwajcha to mi włosy na karku dęba stają! Ot co. Opinia generalna: inminus. Wolałabym poczytać dobrej Jeżycjady, poruszającej sprawy ważne i aktualne, ale nie wszystkie naraz! Pozdrawiam forumowiczów Justyna Odpowiedz Link