19.04.08, 21:08
Czy zastanawiałyście sie kiedyś, dlaczego tak mądra, doswiadczona i pełna milości kobieta nie rozdziela sprawiedliwie swojego uczucia pomiędzy swoje wnuki? Przykład: ukochana Pyza dla której zawsze Mila ma serce i ciepło i Tygrysek-traktowany ironicznie i chłodno? dlaczego Mila dziwi się, gdy młodsza wnuczka chwyta ja za rekę podczas Wigilii, bo była pewna, że to dłoń Róży? A Ignacy Grzegorz i Józinek? biedny syn Idy traktowany jak zakała rodziny tylko dlatego, że w wieku lat czterech nie opanował łacińskich zwrotów i rozrabia jak kazdy czterolatek?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Babi 19.04.08, 22:14
      Bo nie jest mądra i pełna milosci...
      • idomeneo Re: Babi 19.04.08, 22:52
        a to nie było tak, że Ignacy G. był ulubieńcem dziadunia, a Józinek - Babi (i
        mieli ciche porozumienie mimo tych klapsów wymierzanych sękatą dłonią?)
        • agnieszka_azj Re: Babi 19.04.08, 23:10
          idomeneo napisała:

          > a to nie było tak, że Ignacy G. był ulubieńcem dziadunia, a
          Józinek - Babi (i
          > mieli ciche porozumienie mimo tych klapsów wymierzanych sękatą
          dłonią?)

          Dokładnie tak było.
    • agnieszka_azj Re: Babi 19.04.08, 23:17
      patong napisała:

      > Czy zastanawiałyście sie kiedyś, dlaczego tak mądra, doswiadczona
      i pełna miloś
      > ci kobieta nie rozdziela sprawiedliwie swojego uczucia pomiędzy
      swoje wnuki? Przykład: ukochana Pyza dla której zawsze Mila ma
      serce i ciepło i Tygrysek-traktowany ironicznie i chłodno?

      verdana napisała:

      > Bo nie jest mądra i pełna milosci...

      To nie jest zupełnie tak. Są dzieci, które łatwiej kochać... czy
      też może inaczej: którym łatwiej okazywać miłość. Takie przylepki,
      które mają w sobie coś takiego, że wszystkim serce mięknie, a które
      równocześnie same o te objawy miłości zabiegają. Taka była Pyza.
      Sa też dzieci trudne - zamniete w sobie, nieprzystępne, zbuntowane.
      Takie dzieci się kocha, ale nie zawsze lubi.

      dlaczego Mila dziwi się, gdy młodsza wnuczka chwyta
      > ja za rekę podczas Wigilii, bo była pewna, że to dłoń Róży?

      Dlatego, że było to zachowanie dla Tygryska nietypowe.

      Co to w ogóle znaczy: sprawiedliwy rozdział miłości? Miłości się
      nie dzieli, a każde dziecko kocha się inaczej.
      • verdana Re: Babi 20.04.08, 14:04
        Czlek madry wie, ze jak się dziecka nie lubi, to wynikają z tego
        same klopoty. I tak prawde mowiąc, nie było za co małego Tygrysa nie
        lubić. Sympatyczny, normalny dzieciak, stopniowo odsuwany na
        margines przez rodzinę - dopiero wtedy zaczyna sprawiać kłopoty.
        Czyli - samospełniajace się proroctwo.
        I Tygrysa rodzina tak naprawde nie lubila tylko za podobieństwo do
        ojca - a to już woła o pomstę do nieba.
        • patong Re: Babi 20.04.08, 18:36
          Właśnie, za podobieństwo do ojca. Ile razy pojawia się w powieściach motyw oczu Tygryska, które zawsze przywołują wspomnienie Janusza Pyziaka wywołujące niechęć wśród członków rodziny. Niesprawiedliwe. Tę swoją uwagę mogłabym dodać do tematu "Irytacje".
          • agnieszka_azj Re: Babi 23.04.08, 16:50
            patong napisała:

            > Właśnie, za podobieństwo do ojca. Ile razy pojawia się w
            powieściach motyw oczu
            > Tygryska, które zawsze przywołują wspomnienie Janusza Pyziaka
            wywołujące niech
            > ęć wśród członków rodziny. Niesprawiedliwe.

            Mam znajomą, która rozwiodła się z mężem (m.in. z powodu jego
            ekscesów alkoholowych) i sama wychowuje dwi córki. Jedna z nich to
            tzw. "skóra zdarta z ojca".
            Owa zajoma zwierzyła mi się kiedyś, że obie córki jak to nastolatki
            buntują jej się na rozmaite rzeczy i czasem dochodzi między nimi do
            awantur. Ta podobna do ojca zaczyna wtedy się zachowywać zupełnie
            jak on - ta sama gestylulacja, ton i czasem sformułowania plus
            spojrzenie. Wracają wtedy wsppomnienia najgorszych momentów w ich
            małżeństwie.
            Matka stwierdziła z zażenowaniem, że ją to dodatkowo wkurza i w
            związku z tym, ma do tej córki zdecydowanie mniej cierpliwości i
            wyrozumiałości niż do drugiej. Mimo że obie kocha nad życie.
            Nie mowię, że to dobrze, ale tak bywa.
            Moja znajoma chodzi na terapię - może Gabrieli też by się to
            przydało ;-)
            • mama_kotula Re: Babi 23.04.08, 21:37
              agnieszka_azj napisała:
              Ta podobna do ojca zaczyna wtedy się zachowywać zupełnie
              > jak on - ta sama gestylulacja, ton i czasem sformułowania plus
              > spojrzenie. Wracają wtedy wsppomnienia najgorszych momentów w ich
              > małżeństwie.

              Mój syn czasem - jak się zdenerwuje - ma spojrzenie identyczne jak jego ojciec. Taką - niestety - wręcz nienawistną złość w oczach.
              Faktycznie wszystko wraca. I boli. Łapię się na tym, że wtedy obserwuję jego dłonie i mimowolnie odruchowo odsuwam się na bezpieczną odległość.

              Ale nie dałabym w życiu dziecku odczuć tego, że sprawia mi dyskomfort to, że jest podobne do ojca. Przecież to - na litość boską - nie jest jego wina.
              • agnieszka_azj Re: Babi 23.04.08, 22:51
                mama_kotula napisała:

                > Ale nie dałabym w życiu dziecku odczuć tego, że sprawia mi
                dyskomfort to, że jest podobne do ojca. Przecież to - na litość
                boską - nie jest jego wina.
                >

                Borejkom też się wydawało, że nie dają jej tego odczuć. W końcu te
                wszystkie uwagi były wygłaszane wtedy, kiedy Tygrys nie słyszał (a
                przynajmniej tak im sie wydawało ;-)
    • emae Re: Babi 22.04.08, 13:28
      Bardzo ciężko rozdzielić uczucia sprawiedliwie - to są uczucia, coś, co nie do
      końca od nas zależy. Może nawet wcale. Babi stara się być dla obu wnuczek równie
      czuła i kochająca - jest o tym sporo w "Noelce".

      Laura była jednak trudnym dzieckiem. Właściwie,zepsutym. Kłamała, robiła różne
      mniejszego i większego kalibru przekręty... A oni nie umieli sobie z nią
      poradzić. Tylko płakali lub narzekali. Ale z miłością ;)
      • verdana Re: Babi 22.04.08, 14:10
        Nie - poczatkowo wcale nie była zepsuta, tylko zwyczajna. Problem
        własnie w tym, ze MM - i za nią rodzina Borejkow - dostrzega
        normalne dziecinne przywary jako "zepsucie". Co gorsza, nawet zalety
        (szukanie ojca) dostrzega jako zepsucie, bo jedynym prawem
        obowiązującym dziecko jest 100% lojalność wobec matki.
        Z miloscia? Czy jest miłością ukrywanie przed szukajacym dzieckiem
        informacji o ojcu? Dokuczanie w czasie Wigilii (dla mnie w ogole nie
        do pojęcia)?
        • sowca Re: Babi 22.04.08, 21:57
          Kto niby dokuczał Laurze w Wigilię?
          • verdana Re: Babi 23.04.08, 15:27
            W czasie Wigilii wypominali Tygrysowi, ze sie miga i nie umie czytać
            (w domysle - tak dobrze, jak starsza siostra).
            Swietny czas na wypominanie dziecku czegokolwiek.
            • mmaupa Re: Babi 23.04.08, 16:01
              No ale Tygrys rzeczywiscie sie migal, bo wiemy wszyscy, ze umial czytac
              doskonale (o ropuszkach). Tygrys sam wolal poudawac analfabete, zeby mu nie
              kazali czytac tych wszystkich nudziarstw. Nie odbieralabym tego komentarza jako
              probe pognebienia Laury, tylko jako proste stwierdzenie faktu.

              Zgadzam sie z agnieszka_azj, ze czasem kogos sie kocha, ale nie bardzo go lubi.
              Kocha sie, bo tak trzeba, ale do lubienia czlowiek sie nie potrafi zmusic.

              • verdana Re: Babi 23.04.08, 16:14
                Taak... ale jestem zdecydowanie przeciwna stwierdzaniu takich faktów
                akurat przy wigilijnej wieczerzy. To pora, gdy - szczegolnie dzieci,
                nie powinny być oceniane i ganione.
              • agnieszka_azj Re: Babi 23.04.08, 16:43
                mmaupa napisała:
                >
                > Zgadzam sie z agnieszka_azj, ze czasem kogos sie kocha, ale nie
                bardzo go lubi.
                > Kocha sie, bo tak trzeba, ale do lubienia czlowiek sie nie
                potrafi zmusic.
                >

                Kocha się bo się kocha, a nie dlatego, ze tak trzeba. Co nie
                zmienia faktu, ze osoba kochana może być momentami trudna do
                lubienia, wręcz wkurzająca i wtedy bardziej to człowieka dotyka niż
                podobne zachowanie osoby nam obojetnej.

                A komentarze w Wigilię... One nie były złośliwe i z
                chęcią "przywalenia", ale trudno nie zauważyć, że dziecko, które
                już chodzi do szkoły, umie czytać tylko mu się nie chce. Na tym
                etapie odbierałam jej jeszcze jako żartobliwe "przygadywanie" ;-)
                • verdana Re: Babi 23.04.08, 16:44
                  A wiesz, ze ja już nie - bo to juz bylo porownywanie dzieci na
                  niekorzyść jednego z nich. Zabieg, ktorego nie znoszę i który zwykle
                  żle się kończy...
                  • mmaupa Re: Babi 23.04.08, 16:54
                    Chyba to oczywiste, ze starsza o dwa (?) lata siostra lepiej czyta od
                    pierwszoklasistki. Przygadywanie dotyczylo ewidentnego lenistwa Tygrysa, nie jej
                    umiejetnosci na tle Pyzy.

                    Porownywanie dzieci o ktorym Ty piszesz wyraznie widac natomiast w przypadku
                    rownolatkow - IG i Jozinka.

                    Co do kochania - czesc mojej rodziny (szczegolnie pewna wrednawa ciotke) kocham
                    bo trzeba, bo rodziny sie nie wybiera, kocham z przyzwyczajenia po prostu. Nie
                    kocham jej dla samego kochania - mimo ze bardzo bym chciala.
                    • sowca Re: Babi 23.04.08, 21:17
                      Ja nie odebrałam tej uwagi jako krytykę. Raczej jako żart. Na tej
                      samej zasadzie, co Pyza mówi Patrycji, że jest zbyt żarłoczna (nie
                      pamiętam dokładnie, ale szlo to mniej więcej tak: "Jestem na to zbyt
                      młoda... i zbyt piękna. I zdecydowanie zbyt... " Pyza: "Żarłoczna".)
                      Nie widzę nic złego w lekkim przekomarzaniu się przy stole
                      wigilijnym. Czy naprawde nie można być sobą przy stole? Zwłaszcza że
                      uwaga była luźna, niewinna... nie popadajmy w przesadę, że Tygrysowi
                      słowa nie można powiedzieć, nawet w żartach. Zwłaszcza że mala
                      naprawdę się w tej sytuacji migała od czytania i kłamała, że nie
                      umie czytać.
                    • verdana Re: Babi 23.04.08, 23:46
                      Toteż nie wypominam dzieciom lenistwa przy wigilijnym stole. Ani
                      nikomu innemu.
            • emae Re: Babi 24.04.08, 10:23
              > W czasie Wigilii wypominali Tygrysowi, ze sie miga i nie umie czytać
              > (w domysle - tak dobrze, jak starsza siostra).
              > Swietny czas na wypominanie dziecku czegokolwiek.

              Nie wydaje ci się, że to był żart? Tam jest chyba napisane, że po chwili
              wzruszenia wszyscy naraz zaczęli rzucać żartobliwe uwagi... Przenigdy nie
              odebrałam tego jako dokuczania, nawet gdy byłam w wieku zbliżonym do Laury.

              Nikt też nie powiedział, że Laura nie umie czytać. Tylko że umie, a udaje, że
              nie umie.

              Naprawdę, jak ktoś chce znaleźć dziurę w całym, to znajdzie.
        • tygrys2112 Re: Babi 23.04.08, 01:29
          > Nie - poczatkowo wcale nie była zepsuta, tylko zwyczajna. Problem
          > własnie w tym, ze MM - i za nią rodzina Borejkow - dostrzega
          > normalne dziecinne przywary jako "zepsucie". Co gorsza, nawet
          zalety
          > (szukanie ojca) dostrzega jako zepsucie, bo jedynym prawem
          > obowiązującym dziecko jest 100% lojalność wobec matki.
          > Z miloscia? Czy jest miłością ukrywanie przed szukajacym dzieckiem
          > informacji o ojcu? Dokuczanie w czasie Wigilii (dla mnie w ogole
          nie
          > do pojęcia)?

          Na początku pewne rzeczy odbierałam nie jako krytykę Laury. Moim
          zdaniem to jej upodobanie do makao, ten żart z białą różą miały swój
          koloryt i były zabawne. Nie podobają mi się natomiast miejsca w
          Tygrysie i Róży, gdzie każde zachowanie Tygrysa jest traktowane jako
          złe. Ok, te opowieści o straszliwej rodzinie nie były w porządku,
          ale tam całe zachowanie jest pokazane jako nie na miejscu. Właśnie
          to szukanie ojca, coś zupełnie naturalnego chyba, jest pokazane jako
          nie fair wobec matki. Na początku jest też uwaga, że użalanie zawsze
          jej pomagało. No i co w tym złego? Ja myślę, że czasem zdanie sobie
          sprawę z tego co jest przykre, wypłakanie czegoś lub właśnie wylanie
          goryczy i pozwalanie sobie na smutne myśli, może być lepsze od
          robienia dobrej miny do złej gry i udawania szczęśliwego. Jeśli się
          oszukujemy, że jesteśmy szczęsliwi, jak to robi Gabriela, to nie
          rozwiązujemy problemu tylko go chowamy. A jeśli damy upust tym
          smutnym rzeczom, które w nas są, to one stają się mniej smutne, bo
          dotykamy sedna. razi mnie to ciągłe pochwalanie postawy - zawsze
          pokazuj, że jest super i nigdy nie okazuj słabości.
      • bupu Re: Babi 22.04.08, 15:07
        Tam zepsuta, na początku była całkiem normalnym dzieckiem. Ale ponieważ była
        napiętnowana urodą odziedziczoną po tatusiu, miała przerąbane w tym uroczym
        borejkowskim gniazdku cnoty i prawości. Zwróć uwagę że gdy tylko Laura zrobi coś
        nie tak, zawsze ktoś musi wyjechać z uwagą o jej podobieństwie do Pyziaka.

        Jedną ze scen, które przyprawiają mnie nieodmiennie o zgrzyt zębów jest ten
        fragment "Pulpecji" gdy Laura wtyka śpiącej Idzie różę w ręce. Nic strasznego,
        zwyczajny dziecięcy psikus, i całkiem normalna dziecięca reakcja Tygrysa kiedy
        sie autorstwo figla wydało. Tymczasem Gabriela doznaje załamania i zaczyna
        chlipac, cytuję:

        "Pyza nigdy nie posuwa się do kłamstwa. A Laura-i owszem... Tak jak jej ojciec."

        No przepraszam, ale świętej Gabrieli aureola chyba za mocno skronie ścisnęła, bo
        kobieta bredzi.

        Dodaj do tego okrutnie niekonsekwentne wychowanie przez Gabę (patrz słynna
        sprawa z defraudacją składek klasowych, za którą Tygrys nie został ukarany).
        Dodaj kwestię ojca który zniknął i o którym nikt nie chce mówić, a wszyscy
        traktują w dodatku całkiem naturalną cheć Laury by się o nim czegoś dowiedzieć
        prawie jak zbrodnię, dokonywaną przez Okrutnego Pyziakopodobnego Tygrysa na
        Świętej Gabrieli. Dodaj na koniec niezależny od zawsze charakter Laury i
        otrzymasz mieszankę dość wybuchową.
      • sir.vimes A gdize ona była zepsuta 22.04.08, 20:41
        przed (i PO) defraudacji składek (Nutria i Nerwus)?

        Nie przypominam sobie.
    • mamalilki Re: Babi 24.04.08, 00:37
      A mnie i tak najbardziej wkurza kluchowata Pyza, ktora zamiast uczestniczyc w
      dzialaniach Laury kompletnie sie odcina. Ona nie ma problemu z tatusiem, tak? Ja
      mam dwie siostry i kiedy byl problem z tatusiem to rozwiazywalysmy go razem,
      wspierajac sie nawzajem.
    • emae Re: Babi 24.04.08, 10:44
      Bardzo lubię Laurę, to chyba muszę na wstępie zaznaczyć :)

      Gdzie i kiedy była zepsuta? Kiedy zdefraudowała składki, to przede wszystkim.
      Kiedy nie wracała do domu na czas, zaczepiała ludzi pod kościołem,przebiegła na
      czerwonym świetle w pełnym ruchu, zrobiła pobojowisko w kuchni, pyskowała
      Natalii, wrzeszczała jak czterolatka w autobusie, ... Fajny dzieciak, ale trudny.

      Może spróbujcie spojrzeć na "poszukiwanie ojca" z trochę innej strony. Jaką
      Gabriela nie byłaby kiepską matką i nieznośną (?) postacią, jak przykra nie
      byłaby atmosfera wokół całej pyziakowej sprawy, to jednak mamy tu do czynienia z
      sytuacją, kiedy trzynastolatka nie wraca do domu na noc i nikt nie wie, gdzie
      jest. Czy ktoś robi Laurze wyrzuty, że pojechała szukać ojca?

      Nie. Nic takiego nie pada z żadnych ust. Kiedy Laura mówi całej rodzinie, że
      pojechała do Torunia, dowiedzieć się czegoś o ojcu, najpierw zapada cisza, a
      potem ktoś pyta, czy dowiedziała się czegoś.

      Borejkowie mają masę pretensji do Laury przed jej ucieczką. O co? O to, że
      nazwała matkę harpią, że trzasnęła drzwiami, że pyskowała i zachowywała się
      napastliwie podczas kolacji. Drobiazgi :) Kiedy Gabriela skarży się i płacze,
      nie mówi o Pyziaku, tylko o pewnym murze między nią a Laurą, o kłopotach między
      nimi dwiema.

      trzynastolatka mogłaby nie wracać do domu na na noc z bardzo różnych powodów. Aż
      strach wyobrażać sobie, z jakich.
      • sir.vimes Bosz, ja jako 24.04.08, 10:56
        matka , twierdzę, ze spóźnienie się kilkakrotne nie jest żadnym zepsuciem
        dziecka. To normalne zachowanie w pewnym wieku.

        Zrobiła pobojowisko -owszem - planując dobra zabawę przy GOTOWANIU OBIADY BY
        POMÓC MATCE.
        Do cholery, jak mozna nie docenić intencji - szczególnie u dziecka, które uważa
        się za "trudne" (i nie piję do ciebie tylko do Gaby i Grzegorza)

        Pyskowała Natalii - kiedy? Chodzi o ten wyjazd na który pojechała chora? Też bym
        pyskowała.



        itd itp.

        Oprócz składek - IMo do niczego nie mozna się przyczpić - CHOCIAŻ - bardzo
        brzydko postapiła wręczając Luckowi prezent kupiony i naszykowany przez Pyzę.


        > Kiedy nie wracała do domu na czas, zaczepiała ludzi pod kościołem,przebiegła na
        > czerwonym świetle w pełnym ruchu, zrobiła pobojowisko w kuchni, pyskowała
        > Natalii, wrzeszczała jak czterolatka w autobusie, ... Fajny dzieciak, ale trudn
        > y.
        >


        No i - Gabriela jak najbardziej mówi o jej podobieństwie do ojca , płacząc w
        kuchni."Kłamie jak jej ojciec" czy jakoś tak.



        "Kiedy Gabriela sk

        arży się i płacze,> nie mówi o Pyziaku, "
        • metwoh Re: Bosz, ja jako 24.04.08, 16:46
          A nie sądzisz,że to bardzo częste zjawisko-wypisać wiarołomnego
          małżonka z rodziny. Znam więcej takich przypadków, niż dobrych
          relacji po rozwodzie. Mam na myśli raczej znajomych, bo u mnie,
          chwała Bogu, w najbliższej rodzinie problemu takiego nie ma.
          • sir.vimes Re: Bosz, ja jako 25.04.08, 09:22
            nie rozumiem jaki związek ma to z z moja wypowiedzią.
        • emae Re: Bosz, ja jako 25.04.08, 10:09
          A nie nie nie. Nie zrozumiałaś mnie. "Kiedy Gabriela skarży się i
          płacze", ja miałam na myśli sytuację po ucieczce Laury. Wtedy nikt
          nie wie, że Laura pojechała szukać Pyziaka. Chodzi mi o to, że jest
          na tym forum tendencja do patrzenia w ten sposób: "toksycznie
          Borejkowie potępiają Laurę za to, że pojechała szukać swojego ojca,
          co jest przecież zupełnie normalne". Ani to zupełnie normalne nie
          jest, że smarkata Laura jedzie gdzieś zupełnie sama i na noc nie
          wraca, ani nikt jej przecież nie potępia za to, że pojechała szukać
          ojca. Gdyby pojechała do Warszawy na "Upiora w operze", sytuacja
          byłaby równie przykra i nienormalna.

          Może za bardzo ufam narratorowi... :) Laura wyróżnia się jednak na
          tle Borejków, może to jej zaleta, że jest bardziej prawdziwa. Ale
          prawdziwy w świecie nieprawdziwych nie może nie być trudnym.
          • ginestra Re: Bosz, ja jako 25.04.08, 11:13
            Pisałyśmy z Emae równocześnie.
            Ja myślę dosyć podobnie jak Emae, że to raczej Borejkowie powinni się bardziej
            przyłożyć do zrozumienia Laury niż ona do zrozumienia ich - oczywiście słusznie
            niepokoją się, że wyjechała bez zapowiedzi, nie wróciła na noc, że się do nich
            czasami źle odzywa czy coś. To jak najbardziej poważne sprawy.
            Ale rodzic jest rodzicem. Tu rodzic ma się starać bardziej niż dziecko, to on ma
            budować pomosty i porozumienie, bez dwóch zdań.
            Jeśli zachowanie Laury jest takie czy inne, to właśnie dorosły, przez to, że
            jest dorosły, ma pomóc Laurze "rozczytać siebie", ma się dotąd starać, aż Laura
            poczuje się zrozumiana, wysłuchana, zaopiekowana, uspokojona w tym co przeżywa,
            aż nie będzie musiała uciekać się do skrajnych zachowań typu ucieczka z domu bez
            zapowiedzi.

            Pamiętam takie książki w stylu "Jak rozmawiać z dziećmi, żeby nas słuchały" i
            tam są przykłady z życia sytuacji, w których nawet był straszliwy mur pomiędzy
            matką a córką i straszliwa pogarda córki do matki i zero posłuchu, to jednak
            wciąż ta matka miała czego się uchwycić. Było coś o tym, że pisała do córki
            liściki i zostawiała na wierzchu typu: "dziękuję, że podniosłaś z podłogi ten
            papier co tam wczoraj leżał", no nie wiem, takie najbardziej trywialne rzeczy,
            za które wydawałoby się, że nie ma po co tej córki chwalić, że te gesty giną w
            jakimś ogólnym obrazie tego, że ta córka jest "zła". Mogło się wydawać, że te
            liściki na przykład jeszcze bardziej córkę zdenerwują, ale matka to ryzyko
            podjęła i pokonała, bo wiedziała, że nie ma w tych liścikach fałszu, że naprawdę
            dostrzega, że córka nie jest zła. No i jeszcze inne takie małe, konsekwentne
            rzeczy robiła ta matka i w końcu lody stopniały, okazało się jak bardzo ta córka
            potrzebowała matki, potrzebowała być dostrzeżona, zrozumiana, zbudowały ten kontakt.
            Nie zapomnę też książki Korczaka "Jak kochać dziecko" - to jest naprawdę książka
            ponadczasowa i jak dla mnie rewelacyjna. Ja ją czytałam dawno, właściwie to była
            jedna z pierwszych książek, którą kupiłam i przeczytałam zaraz po urodzeniu
            pierwszej córki, a więc dawno, ale ona ma taką właściwość, że choć się nie
            pamięta za bardzo treści, to jakoś idea zapada w człowieka sama. Ja osobiście
            lubię takie przesłanie, żeby się nie poddawać, a książka Korczaka właśnie takie
            niesie. A więc warto się starać, nie ustawać w wysiłkach, nie czekać, że sprawy
            same się rozwiążą.

            U tych Borejków też mam nadzieję (może w Sprężynie?) na takie prawdziwe
            porozumienie Laury z matką (i może też ojcem?).
            Pozdrawiam

    • ginestra Re: Babi 25.04.08, 10:54
      Myślę, że Metwoh pisał raczej ogólnie w temacie.
      (w ogóle to trochę pochwaliłyśmy Cię Metwohu na naszym zlocie, że Twoje
      wypowiedzi mają już milszą, bardziej "dialogową" formę i lepiej się je czyta ;) )

      Wracając do wątku - bardzo to ciekawy temat: "trudne kochanie" dzieci, relacje
      po rozwodzie. Osobiście wierzę, że czasem bardzo bywa trudno, że człowiek łapie
      się na tym, że podobieństwo dziecka do byłego męża jakoś się narzuca i
      przeszkadza i jest to wbrew woli i chęci tego człowieka - ale wydaje mi się, że
      jeśli się człowiek na tym łapie, to powinien jak najszybciej coś z tym zrobić.
      Tak jak pisała przedpiśczyni wyżej, terapia psychologiczna jest wtedy bardzo
      pożądana i jestem przekonana, że też pomocna. Jeśli nie terapia, to na przykład
      stała modlitwa albo rozmowy o tym z kimś kto wesprze w wysiłku pokonania tego
      oraz sam tenże wysiłek wkładany każdego dnia - w każdym razie ważna jest, moim
      zdaniem, niezgoda na to i staranie się, żeby to pokonać, żeby zbliżyć się do
      dziecka, poznać jakie jest __ono samo__, docenić je, budować kontakt, akceptować
      i tak dalej.

      Dziwne to może, ale ja na szczęście nie doświadczyłam tego osobiście. Moje
      dzieci są owszem podobne do byłego męża, zwłaszcza o jednej córce można
      powiedzieć, że to "skóra zdjęta z ojca". Jednakże mi to nie przeszkadza, a wręcz
      jest na plus (kto czytał taki dawniejszy wątek, w którym coś tam o sobie
      mówiłam, ten wie, bo to pewnie dlatego tak czuję). Zapewne powinno to być ani na
      plus ani na minus, najlepiej gdyby kochać dziecko samo w sobie, takie jakie
      jest, ale przecież i w pełnej rodzinie jest się na przykład rozczulonym czy
      zadziwionym czy jeszcze inne rzeczy się przeżywa, o różnym zabarwieniu, też
      czasem negatywnym, widząc podobieństwo dziecka do męża czy żony, czy do samego
      siebie. A więc nie sposób tego podobieństwa nie dostrzegać.

      Jeszcze mam taką refleksję, podobną jak Wy, że to podobieństwo jest nie tylko
      fizyczne, ale też dotyczy temperamentu, reakcji i zachowań. Ja myślę, że obok
      genów (które też determinują w dużym stopniu temperament) ogromną rolę odgrywa
      również obserwacja rodziców przez dziecko i nieświadomie różne rzeczy w dziecko
      zapadają i potem ono to (też nieświadomie) odtwarza. Tak jak pisała Mama_kotula,
      czasem poraża nas to, że dziecko ma taki sam wyraz twarzy w złości jak mąż,
      gestykulację czy ucieka się do tych samych odruchów, słów itp. Myślę, że trochę
      jest tak, że dziecko jest świadkiem konfliktów i rozmaitych trudnych sytuacji w
      domu i potem w konflikcie (na przykład z mamą) "nie chce" być tym słabym i
      "woli" być tą osobą, która potrafi drugą stronę zdominować, zakrzyczeć czy na
      przykład okazać pogardę, odwrócić się i trzasnąć drzwiami i po prostu odtwarza
      te zachowania nieświadomie - dla swojej obrony. Wychowanie dzieci jest bardzo
      trudne, według mnie, bo trzeba się ciągle starać i pokonywać to co dla nas
      samych trudne. Na przykład, jeśli bardziej naturalne jest dla nas to, żeby się
      wycofać, podporządkować, to musimy mimo wszystko tego nie robić i robić to, co
      dla nas obce i trudne albo wręcz wyglądające na niewykonalne: być kimś
      stanowczym i silnym (nie robić na przykład tak jak Gaba, że uszy po sobie,
      popatrzeć z wyrzutem itp., popłakać się, obwinić bez słów lub jakimiś słowami
      dziecko i tak zostawić, bo to sprawia, że na jakimś nieświadomym poziomie
      dziecko będzie czuło się na wiele lat, do końca życia nawet, jakimś potworem,
      kimś kto jest zły, kto nie zasługuje tak naprawdę na dobre rzeczy w życiu, na to
      by ktoś go kochał i tak będzie sobie swoje życie organizował, bez prawa do dobra
      dla siebie itp. I tak może być - jak wspomniałam - do końca życia, jeśli ten
      ktoś się nie połapie w tym w jakimś momencie i nie przepracuje tego). Kiedyś
      pani psycholog powiedziała mi też, że jeśli dziecko usiłuje na mamę krzyczeć,
      zdominować ją, być taką instancją, która jest nad nią i jej rozkazuje czy coś,
      to to zachowanie jest pokazaniem dokładnie tego, że dziecko potrzebuje takiej
      właśnie mamy: takiej, która będzie "nad nim" (w tym dobrym sensie), która będzie
      stanowcza, silna, będzie potrafiła przejąć kontrolę nad sytuacją, przywołać je
      do porządku (nawet krzyknąć, tupnąć, nie pozwolić na coś), która - innymi słowy
      - będzie bezpiecznym i stanowczym rodzicem stawiającym granice. I ono jej
      pokazuje wtedy dokładny przepis na to!

      A więc wychowanie dzieci, to tak naprawdę ciężka praca nad samym sobą,
      pokonywanie tego, czego może byśmy nie chcieli wcale pokonywać, bo jest trudne,
      ale trzeba. No i uczenie się od dziecka tego jakie ono jest, jakie jest
      niepowtarzalne i jak wielką rzeczą jest przebywać z nim i przyjąć je i jego
      świat, którym ono czasem samo z siebie chce się dzielić, chce obdarzać nas
      zaufaniem, chce coś od nas przyjąć; jak wiele to rodzicowi daje. Jest to też
      ciągłe patrzenie wstecz, uczenie się na błędach, rozkminianie różnych sytuacji,
      w których się dziecka nie zrozumiało, w którym się zepsuło kontakt, w których
      się nie było prawdziwym rodzicem, tylko "kolegą z podwórka" dającym się wciągnąć
      w głupie własne zachowania, przyznawanie się do błędów, przepraszanie,
      wymaganie też bycia przeproszonym, gdy trzeba, staranie się nade wszystko o
      widzenie w dziecku człowieka, wczucie się w nie; poznawanie też prawideł rozwoju
      dziecka, żeby wiedzieć co jest na danym etapie nieuchronne, żeby mu na to
      pozwolić, być wyrozumiałym dla tych przejawów, a dla jakich nie być. Bardzo
      trudna jest też sprawa codziennej rutyny (dla mnie to chyba jest największą
      przeszkodą i z tym mi najtrudniej jest sobie radzić), w której wiele rzeczy i
      okazji do kontaktu, poznania się, pobycia razem, po prostu ucieka, a zmęczenie i
      jakieś codzienne sprawy wprowadzają pewną bylejakość i często mają miejsce takie
      rwane rozmowy, pokrzykiwanie, niecierpliwość i potem człowiek myśli, że to
      wyszło "nie tak", że chciałoby się gumką to wszystko zetrzeć i zacząć na nowo,
      żeby znów była ta chwila, co przeszła, czy ten poranek, i żeby wyszło już tym
      razem lepiej. No, ale dobrze jest się odtąd starać, pamiętać, że się miało
      zacząć na nowo i zacząć, cenić każdy dzień, bo nie wiadomo ile nam czasu zostało
      razem.

      Odbiegłam trochę od tematu, ale tak myślę sobie, wracając znów do Jeżycjady, że
      tak może być, że ta Gaba jak widziała córkę, to stawał jej przed oczami Janusz i
      wracały te wszystkie emocje. Miałam też taką znajomą, która mi się do podobnej
      rzeczy przyznała, że też nie potrafi dobrze traktować córki przez to
      podobieństwo. Trudno to oceniać - ja wierzę, że można podjąć pracę nad tym, i że
      zakończy się ona sukcesem, ale danych nie mam, bo tego nie doświadczyłam. No i
      właśnie nie wiem do jakiego stopnia można na uczucia coś poradzić, a do jakiego
      nie. Gdybyście znali przykłady takich sukcesów w prawdziwym życiu, to bardzo
      chętnie bym przeczytała. Mam takie przekonanie, że wszystko jest możliwe, że
      jeśli ktoś nawet nie ma w swoich zasobach tyle miłości i cierpliwości i w ogóle
      tego co potrzeba, to może o to prosić "Siłę Wyższą" i przez takie konsekwentne
      proszenie i prawdziwe, nie udawane, staranie się dzień po dniu mogą te potrzebne
      rzeczy się w nim pojawić. Wiem, że łatwiej napisać, trudniej zrobić, jednakże
      może takie przykłady są, że ktoś te bardzo trudne rzeczy pokonał.
      Pozdrawiam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka