Dodaj do ulubionych

Ksywy rodzinne

25.05.08, 21:38
Wiecie: Nutria, Tygrys, ... Podobno jeśli ktoś ma przezwisko, to
znaczy że ma źle dobrane (niepasujące) imię. No nie wiem. Macie
jakieś w rodzinie?
U mnie prawie wszyscy: mąż to Ciastek, ja to Ciastka (względnie
Ciacho). Nasz synek - Miś (tak, wiem, bardzo pomysłowe), najstarsza
córka ma od urodzenia ksywę Krupcia, co brzmi w obcych uszach bardzo
głupio, gdyż jest dorosła i piękna;) A moje starsze dzieciaki mówiły
do mnie dawniej Mitch - do dziś nie wiem dlaczego, lub Mamert (tak
jest, TEN Mamert). Itd:)
Obserwuj wątek
    • ginny22 Re: Ksywy rodzinne 26.05.08, 00:47
      Do katalogu ksywek borejkowskich należy dołączyć niesławną Babi,
      najkoszmarniejsze określenie świata.

      Hm, a u mnie nikt nie ma ksywek, poza jednym bratem ciotecznym. Mimo
      osiemnastki na karku, nadal jest Guciem (tak sam siebie nazywał w
      wieku bardzo młodocianym), co nic wspólnego z jego imieniem nie ma.

      Znam natomiast trzy osoby, do których mówi się wyłacznie ksywkami -
      imiona nadane przez rodziców faktycznie nijak do nich nie pasują.
      Sama kilka lat miałam ksywkę odnazwiskową, ale pozbyłam się jej na
      pewnym etapie życia i potraktowałam to niemal jak rytualne przejście
      (zmiana imienia - zmiana osobowości).
      • agazuchwa Re: Ksywy rodzinne 26.05.08, 07:04
        ja mam odnazwiskową....co biorąc pod uwage że zostałam w
        miedzyczasie mężatka dla niewtajemniczonych w moje panieńskie brzmi
        smiesznie
        ŻUCHWA
      • mama_kotula Re: Ksywy rodzinne 26.05.08, 11:17
        > Do katalogu ksywek borejkowskich należy dołączyć niesławną Babi,
        > najkoszmarniejsze określenie świata.

        Znam gorsze.
        Moje dzieci go używają - mówią na babcię "Babiś" <ratunku>
        • senseeko Re: Ksywy rodzinne 09.05.09, 17:35
          mama_kotula napisała:


          > Znam gorsze.
          > Moje dzieci go używają - mówią na babcię "Babiś" <ratunku>
          >
          Dobrze, ze nie "Babiszon" ;) :P
        • ananke666 Re: Ksywy rodzinne 09.05.09, 19:09
          > > Do katalogu ksywek borejkowskich należy dołączyć niesławną Babi,
          > > najkoszmarniejsze określenie świata.
          >
          > Znam gorsze.
          > Moje dzieci go używają - mówią na babcię "Babiś" <ratunku>


          Moje dziecko prócz innych nazwań mawia na swego rodzica "Tati". Na kolanach
          przysięgam, nie uczyliśmy jej tego...
      • kkokos Re: Ksywy rodzinne 09.05.09, 22:27
        ginny22 napisała:

        > Do katalogu ksywek borejkowskich należy dołączyć niesławną Babi,
        > najkoszmarniejsze określenie świata.
        >


        o bardzo sobie wypraszam! ja do swojej babci też mówiłam Babi i było to na
        dłuuuugo przed tym, jak pani MM tak przemianowała mamę borejko.
    • nighthrill Re: Ksywy rodzinne 26.05.08, 11:04
      U mnie "Łysio" - moja siostra, która była łysym wcześniakiem w momencie
      urodzenia i bardzo długo nie miała włosów. Obecnie ma piękne bujne loki, ale
      ksywa trzyma się świetnie, mówią tak do niej nawet znajomi.
      Ja - "Bunia", skrót od "Żabunia", namiętnie zwana jestem też przez rodziców
      "synkiem"; zwracają się do mnie w rodzaju męskim, i ja czasem też tak o sobie
      mówię:)
      Moja ksywa nadana przez znajomych to "Madzior" albo "Marduk", czyli też
      implikuje to używanie czasowników w męskiej formie - np. "Był tu Madzior?":)
      Nie przeszkadza mi to; nigdy nie lubiłam tych cukierkowych zdrobnień typu
      "Madzia", "Magdusia"...tfu.
    • szprota Re: Ksywy rodzinne 26.05.08, 13:32
      U mnie ksywa wyłącznie internetowa, przylgnięta do tego stopnia, że nawet moje
      kochanie nie mówi mi po imieniu, tylko per "Szprotek".
      W domu - nie. Mama przez długie lata nosiła odimienną ksywę Dziunia i tak ją
      znienawidziła, że mnie nawet dość rzadko nazywała zdrobniale, tylko pełnym
      imieniem Katarzyna. Co brzmi szalenie poważnie, a ja poważna bywam w pracy li i
      jedynie.
    • agnieszka_azj Re: Ksywy rodzinne 26.05.08, 20:20
      Był taki okres w moim życiu, ze w rodzinie funkcjonowałam jako
      Dzidzia i wcale nie miało to oddzwieciedlenia w moim wyglądzie
      (były to w okolicach matury), ani tym bardziej w charakterze ;-)

      Wzięło się to stąd, że kiedyś bylismy z rodzicami na wakacjach w
      pensjonacie, w którym poza nami byli wyłącznie rodzice z małymi
      dziećmi. Był tam też z mamą mały Tomaszek (teraz pewnie kończy
      studia ;-), który nie mógł zrozumieć, że moi rodzice nie mają
      dzidzi.
      Codziennie rano, kiedy ich widział, pytał: "A dzidzia ????". Moja
      Mama tłumaczyła mu wtedy, że jej dzidzia już jest duża i wskazywała
      na mnie. Po paru dniach, kiedy wychodziłam ze swojego pokoju,
      Tomaszek na mój widok zapytał "Pani ???", a kiedy odwróciłam się,
      poprawił się sam: "Nie. Dzidzia."
      Przylgnęło to do mnie na dobrych parę lat i rozpłynęło się na
      dalszą rodziną ;-)
    • truscaveczka Re: Ksywy rodzinne 27.05.08, 14:07
      Mój Tato miał ksywę Gruby, ja - Gruba :(
      Obecnie niektóre osoby, ale nie rodzina, mówią na mnie Trus ;)
      W rodzinie używamy raczej imion, choć moje dziecko zwane było Bobkiem, a obecnie
      - Olginalną (od imienia), moja rodzina sieriozna jest.
      A u męża w rodzinie ze 3 osoby używają swoich imion ;) Zdębiałam, gdy Kazimierz
      okazał się Witoldem, Janusz - Andrzejem, Waldemar - Romualdem, Jakub -
      Władysławem, a Nina - Stanisławą ;)
    • ciotka_paszczaka Re: Ksywy rodzinne 29.05.08, 14:44
      Ciotka Paszczaka! Od czasu urodzin w rodzinie Muminka, bagatela 31 lat temu!!! ;-)))
    • meg_mag Re: Ksywy rodzinne 29.05.08, 15:02
      Hmmm, a moge pociagnac koci watek? w koncu dla mnie koty to czlonkowie rodziny...
      A wiec - Kacper to Pan Krupek, dawniej byl Krupcia, ale teraz jest duzy i
      powazny, Melchior to Bub (po "austriacku" chlopczyk), Rudolf to Ruda Malpa
      (kolor i charakterek: sklonnosc do impulsywnych zachowan), a dachowiec Alfred to
      Scooter, nikt nie wie dlaczego:)
      • yowah76 Re: Ksywy rodzinne 29.05.08, 16:04
        A, u mnie zadna nie ma imienia w uzytku codziennym, generalnie
        jest "ten Twoj kot" - zalezy do kogo sie mowi, a Klucha to naprawde
        teoretycznie Pelagia (jak ktos tak na nia mowi, to ja na to,
        przepraszam "Srasia, nie Pelasia") a normalnie Pcysio albo Pyszczus,
        Foczka albo Jajunia (od Laluni, bo jak ktos na mnie patrzy to gadam
        z kotem:tiu, tiu, moja ty jajuniu sliczna, a sam na sam rozmawiamy
        powaznie), Mecka to w ogole zdrobnienie od Mietla a najczesciej
        Wyjec, Beton, Pustak i Skunks, mloda to Kociak, Kapcia (zdrobniale
        od Kapucynka) albo Kocic, Dzik, Syk itp...i tak zawsze widomo o kim
        mowa. Chyba tylko o zolwiach mowi sie po imieniu a i to nie zawsze...
        • szprota Re: Ksywy rodzinne 29.05.08, 21:02
          Moja Kota ma oficjalnie w ksiązeczkę zdrowia wpisane "Makrela" :)
        • ready4freddy Re: Ksywy rodzinne 30.05.08, 21:41
          moja niezapomniana psinka miala na imie Majka, a raczej Maya w ksiazeczce, i w
          zaleznosci od okolicznosci byla Majcia, Majeczka albo Majcynkiem. Majcynek
          wymuszal rodzaj meski, rzecz jasna, a czasem nawet zmiane gatunku albo nawet..
          ehm, ssaki i gady to rodziny? rzedy? bo z "Majcynku" przechodzilem plynnie do
          "moj scynku" :) to chyba takie jaszczurki sa, o ile mnie pamiec nie myli :D no i
          jeszcze Majcysia, to wyrazna inspiracja "Zlotopolskimi" :) jeszcze "Majtka" bylo
          w uzyciu, i jeszcze "piesek.. z desek". nie pytajcie, dlaczego, bo nie wiem. kot
          ma bardziej normalne ksywy, Teo zdrabnia sie na Teosia i juz, chociaz czasem
          mowie do niej "te, uosiu!", wzglednie "potworciu". natomiast o niej wyrazam sie
          "kociszon" i dobrze oddaje to sedno sprawy :) kociszon to taki koci malpiszon,
          zeby nie bylo :)

          a co do ksywek, to nie wiem dlaczego, ale kiedys z moim kumplem zaczelismy na
          siebie nawzajem mowic "Misiek", i o ile w moim przypadku to ma jeszcze sens
          imienny, to w jego zaden, bo od Lukasz do Misiek droga daleka. najwyrazniej
          zainspirowala mnie moja dentystka, ktora mowi do mnie wlasnie "Misiek". jak tam
          bylo, tak tam bylo, fakt faktem ze moja mama tez mowi o moim kumplu wylacznie
          "Misiek", inaczej sie nie da. a w domu zawsze mialem tylko imie, zadnych ksywek.
          zdrobnienia owszem :) czasem podpisuje sie w mailach do mamy "Michasiek" :D
    • minerwamcg Re: Ksywy rodzinne 29.05.08, 15:52
      > Wiecie: Nutria, Tygrys, ... Podobno jeśli ktoś ma przezwisko, to
      > znaczy że ma źle dobrane (niepasujące) imię.

      Wydaje mi się, że niekoniecznie. Przezwisko czasem dostaje się "bo
      tak", bo się do człowieka przykleiło, kompletnie niezależnie od
      imienia. Swoje imię lubię i uważam za świetnie dobrane, ale w domu
      zawsze mnie jakoś czule nazywano. Dziadek miał specjalny talent do
      przezywania całej rodziny i np. mojego brata przez ładnych parę lat
      tutułował Młociem (zdrobnienie od Młotka, brat był i pozostał
      namiętnym majsterkowiczem).
    • marajka Re: Ksywy rodzinne 29.05.08, 20:30
      SP. Dziadek mówił mi "Miśka". Może od imienia...? Nie wiem. Lubię swoje imię i uważam, że jest dobrze dobrane.
    • idomeneo Re: Ksywy rodzinne 30.05.08, 22:07
      ja miałam kiedyś ksywkę Koźlik i mój - jeszcze wtedy nie mąż - przekazywał raz
      przez swojego znajomego list do mnie. List, dodam, pełen uczucia, a zaadresowany
      na kopercie: Szanowna Pani, moje imię - Koźlik - nazwisko. Nieco się
      zakłopotałam przy odbiorze, bo nie znałam tego chłopaka, ale kolega chyba uznał
      Koźlika za część mojego nazwiska.
      • idomeneo Re: Ksywy rodzinne 30.05.08, 22:09
        ... i właśnie mi przyszło do głowy, że Idomeneo Koźlik śmiało przebija
        wszystkich Kopców!
      • isk.ierka Re: Ksywy rodzinne 09.05.09, 16:53
        Mój brat uważa że moje imię jest nieciekawe, a poniewaz jest fanem
        piłki nożnej więc przemiamował Olę na Olisadebe.I niestety
        chwyciło:) Czasem, jak jest łaskawy stosuje skrót Olo albo Olgierd
        przy ludziach:)
    • croyance Re: Ksywy rodzinne 09.05.09, 17:33
      Moj brat przez wiele lat mial ksywe Odkurzacz, co wiazalo sie z tym,
      ze chodzil po podworku z jamnikiem na smyczy i komus sie skojarzylo.
    • wushum Re: Ksywy rodzinne 09.05.09, 19:15
      Z bratem, po latach bojów, mówimy sobie - ja do niego "Stary", bo jest młodszy,
      on do mnie "Wieśka", lub "Wieśniak", chociaż nie pamiętam, czemu. Kiedy się
      drażnimy, nazwy się zmieniają:)
      O mojej babci zawsze mówiono Mamcia, dopiero po latach dotarło do mnie, że to
      zdrobnienie od Mama:)
      Nasz kot jest oficjalnie Tunią /od Panien z Wilka/ ale kiedy wołam, -Gdzie
      poszła Pierdoła? - każdy wie, o kogo chodzi:) tudzież nazywana jest Marmurką,
      Szpulką, Szpatulką, Tulką, oraz Gnojem, przez mojego brata. No i jeszcze "pan
      Gadułko, który wiersze gada w kółko", bo ona uwielbia gadać. Ostatnio jest
      Maurem, jako, że gada właśnie to słowo:)
      Jest jeszcze żółw dwojga imion - kiedy byliśmy przekonani, że to "on", brat
      nadał mu nazwę Hamburger - przez skojarzenie z wkładką mięsną :), potem okazało
      się, że to "ona", więc mama nazwała ją Moniką. Oczywiście oboje upierają się
      przy swojej wersji.
      Wcześniej była jeszcze kotka "Kizia", potem Kizia-Gryzia, z wiadomych powodów.
    • jeriomina Re: Ksywy rodzinne 09.05.09, 19:37
      Jako dziecko nie miałam żadnych. W szkole miałam odnazwiskowe. Mąż mnie różnymi
      zdrobnieniami obdarza. Męża w domu rodzice nazywają Nenek:)
    • ananke666 Re: Ksywy rodzinne 09.05.09, 21:09
      Nie mam i nie miałam żadnego, a przyznam się po cichu, że chciałam mieć, bo mi
      się to takie fajne wydawało i w ogóle... Nie wymyśliłam i nie zapodałam żadnego,
      samo się nie ulęgło.
      Od czasu do czasu okazjonalnie ktoś wyjeżdżał z jakąś Indianką czy inną Chinką z
      racji mojej facjaty. Ja tam podobieństwa do rzeczonych z żadnej strony nie
      widzę, no ale wiele osób w ciągu wielu lat widziało. Ślepe chyba były. Do
      przezwiska to oczywiście niepodobne i na szczęście nie miało szans się przyjąć.
      Zostałam z samym imieniem.
      • paulina.galli Re: Ksywy rodzinne 09.05.09, 21:20
        W dzieciństwie i młodosci nie miałam żadnych "ksywek". (widocznie imie "paulinA"
        było na tyle oryginalne że robiło za ksywkę)
        Potem na studiach czasami byłam nazywana pieszczotliwie "komarkiem" (mam
        nadzieję że od nazwiska "komarowska" a nie np. od wrodzonej upierdliwości :))
        Natomiast raczej żadna ksywka czy przezwisko nie przylgnęły do mnie na dłużej.
        Wyjątek stanowi: " Linka " (od "pauLINKI" najprawdopodobniej:) ) - nazywa mnie
        jeden moich ex. Jak to bywa z "exami" nie ma go juz w moim zyciu a "ksywka"
        pozostała u paru znajomych i przyjaciół :)
        • sowca Re: Ksywy rodzinne 09.05.09, 21:59
          Ja mam również odnazwiskowe - Sowa. Uwielbiam je i często kiedy się
          przedstawiam, mowię:"Mam na imię Sowa". Jeśli ktoś tak na mnie nie
          mówi, tzn. że nie jest prawdziwym przyjacielem :P
          W domu raczej nie mamy specjalnych przezwisk, tylko Tata czasem na
          mnie mówi Olczydło (od imienie Ola), a na moją siostrę - Aśczydło
          (od Asi). Na mojego brata mówi Synek - Małpinek.
          • the_dzidka Re: Ksywy rodzinne 14.05.09, 12:17
            Ja dość często przedstawiam się jako Dzidka, a moja przyjaciółka
            nigdy w życiu mnie inaczej nie nazwała - jak powiedziała, nazywanie
            mnie moim imieniem, Joanna, ma dla niej tyleż sensu co nazywanie
            mnie na przykład Genowefą :)
            Gorzej, że namiętnie zdrabnia to na Dzidzię, co prowadzi czasami do
            niefortunnych sytuacji - przedtawia mnie komuś i mówi - To jest moja
            przyjaciółka Dzidzia... ów ktoś podnosi głowę i widzi stare wielkie
            babsko :D I pewnie mysli, że to ja sama siebie "Dzidzią" nazywam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka