Dodaj do ulubionych

Co się stało z Bebe?

31.05.08, 03:29
ponieważ wcześniejsze wątki brulionowe są już niestety zarchiwizowane, więc
pozwalam sobie założyć nowy. Czytam właśnie od nowa BBB i zaczęłam się
zastanawiać, co się dalej działo z główną bohaterką? O dalszych losach różnych
nieborejkowskich postaci z Jeżycjady trochę wiadomo, Dambo miał swoje
nauczycielskie wejście całkiem niedawno, ale wzmianek o Bebe jakoś nie mogę
sobie przypomnieć.
Obserwuj wątek
    • anutek115 Re: Co się stało z Bebe? 31.05.08, 08:53
      Jest wzmianka w nie pomnę jakim tomie, że Dambo ma synka (Bebisia?) i że można
      co nieco uszczknąć z lekcji wypytując o niego, oraz że raz przyszła pod szkołę
      żona Dama, pani Beata, z maluchem w wózku. I to by było chyba na tyle, żadnych
      wzmianek o pracy, wykształceniu czy dalszych losach ja sobie nie przypominam.
      • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 31.05.08, 08:59
        faktycznie, było coś takiego. Swoją drogą ksywka "Bebe", podobnie jak Anieli,
        kojarzyła mi się zawsze z kozą z wiersza (i jeszcze ten Kozio do pary) - a Bebiś
        to już naprawdę za wiele.
        • anutek115 Re: Co się stało z Bebe? 31.05.08, 09:04
          Bebe to dosyc logiczne mi się wydawało, od pierwszych liter imienia i nazwiska,
          a Bebiś (o ile pamiętam prawidłowo)... to doprawdy nie wiem czemu, moze to po
          prostu oznaka, że Bebe jest dobrą matką, nie nazywając dziecięcia Aureliuszem
          czy innym Maksymilianem :-), ale z "ksywką", jak trzeba :-).
          • dakota77 Re: Co się stało z Bebe? 31.05.08, 14:56
            Ej, mnie sie bardzo podoba imie Maksymilian:-). Inna rzecz, ze raczej w
            zdrobnialej formie.
            Bebe- owszem, logiczne jako wziete od pierwszych liter imienia i nazwiska, ale
            wciaz brzmi glupio i nie dziwi mnie wcale reakcja Anieli;-). A Bebis moze byc
            raz jako "dziecko Bebe", brzmi jako pewnego rodzaju kontynuacja, dwa mozne jako
            spolszczona wersja "baby". Spotkalam sie z tego typu okresleniami niemowlecia,
            "bejbik" na przyklad.
            • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 31.05.08, 18:38
              i jeszcze Babi do kompletu. Co do pochodzenia "Bebe" od inicjałów, to logiczne,
              ale w takim przypadku chyba "Bebe B." zawierałoby o jedno B. za dużo?
              • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 15:31
                faktycznie cos za duzo tych B, to przeciez ma byc BeBe, vel BB, jak Brigitte
                Bardot niemalze :) a Bebis do kitu, niechby to lepiej pisali i akcentowali
                bebe', po wlosku to taki bardzo maly maluszek, niemowle.
                :)
                • kaliope3 Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 16:43
                  A czy po włosku malutka dziewczynka to czasem nie "bimba"?Jak to określenie
                  pierwszy razu gdzieś usłyszałam to mało nie padałam takie udane
                  • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 20:49
                    wloski ma to do siebie, ze na kazda rzecz ma sto tysiecy fajnych okreslen :)
                    tak, bimba to dziecko-dziewczynka, bimbo to chlopczyk. analogicznie
                    bambina/bambino, chociaz bambino to raczej ogolnie dziecko, a bambina to
                    precyzyjnie dziewczynka. a bebe' z akcentowanym e (niestety nigdy nie wiem w
                    ktora strone jest kiedy akcent - tak to jest, jak sie jezyka uczysz na zywo :)
                    to niemowle. dziewczynka to jeszcze fanciulla :)
                    • nioszka Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 21:56
                      czy to ostatnie się czyta miękko czy raczej cz? :D
                      a włoski w ogóle jest piękny w brzmieniu, szkoda ze jakoś nie chce mi wejść do
                      głowy :P ale wyborcza nasza ukochana ma dołączać jakieś płytki i słowniki w
                      następnym tygodniu, może się uda znów zmobilizować :)
                      • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 22:31
                        a to juz zalezy, jaka ona jest, ta fanciulla - mniej lub bardziej miekko ;)))
                        zarty zartami, a czyta sie pol na pol, tzn jako cz, ale troche bardziej miekkie
                        niz by to byl w polskim "cziu". o.
                        masz ci los, mamie mojej uciekl dzisiaj hiszpanski dla mnie. tzn, jeden juz
                        mam.. zeby tylko czas znalezc, carramba :)
                        • nioszka Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 22:48
                          no właśnie, ja gromadzę te płytki z konwersacjami czy słownikami, głównie
                          angielski, a uczyć się nie mam czasu (bo komp mam tylko w pracy, ale bez
                          głośników, zresztą o robieniu czegoś w pracy poza pracą to ja mogę teraz przez
                          cały sezon tradycyjnie zapomnieć, teraz wyjątkowo siedzę u bratowej) ale póki to
                          jest jako dodatek do gazety, w miarę tani (1,5 czy 2,5zl), kupuję. Inna rzecz to
                          jakość tych kursow...
                          Mam taki jeden z włoskiego, był w Dzienniku w grudniu zeszłego roku, do
                          sluchania na cd znaczy w formacie mp3+książeczka z dialogami i słówkami. Dobre
                          jak się idzie spać, wystarczy sluchać i zapamiętywać :D
                    • kaliope3 Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 22:46
                      Dzięki za wyjaśnienie!
                      Zawsze się chciałam uczyć włoskiego, ale jakoś jak przychodziło co do czego to
                      wychodziło na to że trza sobie najpierw utrwalić języki jakoby znane a nie
                      rzucać się na nowy.I tak to się rozmywało.A włoski to podobno język,którego
                      dosyć szybko można się nauczyć do pewnego poziomu.Tak mi mówił ktoś,kto się
                      uczył.Jedno jest pewne-jak byłam parę razy we Włoszech i starałam się wydukać
                      coś po włosku to reakcje zawsze byłe entuzjastyczne.Oni się chyba bardzo
                      cieszyli,że ktoś się stara mówić w ich języku.Bardzo miło to wspominam
                      • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 11:56
                        "włoski to podobno język,którego dosyć szybko można się nauczyć do pewnego
                        poziomu." - potwierdzam, mam identyczne doswiadczenia. do pewnego momentu idzie
                        bardzo szybko, i to jest moment stosunkowo zaawansowany, tzn. mowisz juz
                        naprawde plynnie. natomiast jesli chcesz zglebic wszelkie niuanse, to juz gorsza
                        sprawa, bo robi sie skomplikowanie. ale mysle, ze najlepiej na ten temat wypowie
                        sie Ginestra - mozemy prosic o opinie? :)
                        • ginestra Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 13:05
                          Dzięki za miłe wywołanie :)
                          No właśnie, ja uczyłam się w sposób dokładnie odwrotny niż Ready4freddy, bo nie
                          "w pełnym zanurzeniu", tylko bardziej akademicko.
                          Zaczęłam się uczyć włoskiego dopiero na studiach. Pamiętam, że kiedy
                          dowiedziałam się o tym, że dostałam się na studia to bardzo się cieszyłam, a
                          jednocześnie byłam dość zaniepokojona jak sobie poradzę, bo po włosku znałam
                          tylko słowa takie jak "Buon giorno" albo "pizza" (pamiętam, że z ciekawości
                          usiłowałam przeczytać włoski komunikat na opakowaniu chusteczek nawilżających
                          dla niemowlęcia i do dziś nie zapomnę swojego zafrapowania tym, że nie wiem jak
                          to się wszystko wymawia, ale tej etykiety nauczyłam się na pamięć z takiej po
                          prostu nadgorliwości a trochę przez wielokrotne czytanie jej - chcę powiedzieć,
                          że język ten brzmiał naprawdę obco). W kontekście studiów usłyszałam taki
                          przekaz, że już od drugiego roku wszystkie wykłady (jak również ćwiczenia, te
                          które są możliwe) będą prowadzone po włosku i także po włosku będę zdawała
                          egzaminy na drugim roku. A więc uznałam, że "tak mnie nauczą", że będzie to
                          możliwe. I w istocie było! Tak się stało, że już na drugim roku język ten był
                          dla mnie na tyle przejrzysty, że można było słuchać tych wykładów i notować,
                          czytać mnóstwo kserówek i książek, np. do historii Włoch, a także uczyć się z
                          nich do egzaminu (ze słownikiem oczywiście). Ale to dlatego, że na pierwszym
                          roku mieliśmy naprawdę bardzo dużo godzin przedmiotu PNJW (= praktyczna nauka
                          języka włoskiego) z różnymi nauczycielami. Przede wszystkim wałkowaliśmy
                          gramatykę i robiliśmy naprawdę mnóstwo ćwiczeń. Słówek to każdy uczył się
                          bardziej na własną rękę, ale oczywiście tak, żeby i te wymagania lekcyjne
                          spełnić. Acha, zapomniałam o bardzo, ale to bardzo mnie (i wielu moich kolegów)
                          mobilizującym czynniku jakim byli nasi koledzy z roku stanowiący grupę
                          zaawansowaną. Oni dostali się na studia zdając egzamin wstępny z włoskiego. PNJW
                          mieli osobne, a więc spotykaliśmy się na innych wykładach i ćwiczeniach. Na roku
                          było ok. 50 osób, z czego po pierwszym roku bardzo dużo się wykruszyło. No i
                          tych zaawansowanych ciągle pytaliśmy o różne sprawy i chętnie pomagali.
                          Wiedzieliśmy, że na drugim roku będziemy mieli wiele ćwiczeń razem (i tak się
                          stało) - z tym, że oni i tak byli lepsi, ale był na tych zajęciach, dzięki ich
                          obecności, bardzo fajny "ferment", który sprzyjał nauce.

                          Zboczyłam z tematu, ale chciałam powiedzieć o samym języku to, że jak widać
                          można w dość krótkim czasie dobrze go opanować, ale ważne jest też, żeby spędzać
                          nad nim ___naprawdę___ wiele godzin i mieć taką "motywację integracyjną", czyli
                          szukać kontaktu z tym językiem na różne sposoby, z różnych źródeł, łowić uchem
                          różne słówka (i zapisywać!) itp. A co do tej gramatyki i ortografii, to jest
                          tak, że rzeczywiście mnóstwa tabel odmian czasowników trzeba się uczyć na pamięć
                          i dużo to ćwiczyć te operacje na częściach mowy.

                          Pamiętam, że na tym pierwszym roku mieliśmy bardzo wiele ćwiczeń gramatycznych
                          mających polecenie: "zamień na liczbę mnogą" albo "zamień na liczbę pojedynczą"
                          i były to, w miarę realizowania podręcznika, coraz dłuższe teksty. I śmialiśmy
                          się, że na 5 roku, to będziemy mieli takie wielostronicowe teksty do zamiany na
                          tę liczbę mnogą. ;) Na szczęście nie spełniło się to, ale generalnie były to
                          mało lubiane ćwiczenia, bardzo żmudne. :/
                          W samej gramatyce jest sporo czasów gramatycznych i kilka trybów i one jakby
                          nakładają się na siebie, ale potem to już się widzi te zależności i jest łatwiej
                          tworzyć wszelkie wypowiedzi, powstaje taka panorama języka.
                          Dużo też kłopotów sprawiają przyimki (przyimki łączone z rodzajnikami,
                          rodzajniki jako takie itp.), których po prostu trzeba się nauczyć, w sensie
                          gdzie który występuje, bo na wiele rzeczy nie ma reguły. W ogóle ten magiczny
                          zwrot: "non c'e' una regola" (nie ma reguły) słyszeliśmy podczas studiów bardzo
                          często. Ale z czasem się tym wszystkim przesiąka.

                          Natomiast.... również łatwo jest wiele rzeczy z tej gramatyki zapomnieć. [ikona:
                          rumieniec]. Ja właśnie czuję wielką potrzebę odświeżenia sobie tego wszystkiego
                          na nowo: rzetelnego przeczytania podręcznika/ów opisującego całą gramatykę,
                          zrobienia mnóstwa ćwiczeń z kluczem i przeczytania (a najlepiej zapamiętania...)
                          całej książki stanowiącej zbiór odmian czasowników (ze wskazaniem na odmianę
                          nieregularnych). Jest to na przykład książka o objętości ok. 230 stron pt.
                          "Czasowniki włoskie" i zawiera same tylko tabele odmian, maleńkie opisy pod
                          tabelami gdzieniegdzie plus indeks czasowników na końcu. A więc dobrze by było
                          mieć to w głowie.
                          A słownictwo też dobrze by było wzbogacać ciągle i ciągle.

                          Jeszcze podzielę się tym co wyniosłam z mojej nauki: przy poznawaniu gramatyki
                          włoskiej (czasy!) warto w ogóle zapomnieć o angielskim, bo to się będzie tylko
                          myliło, a analogie są pozorne. I jeszcze: nastawić się na ciężką pracę,
                          pamięciówkę i "rzeźbienie", uzbroić w cierpliwość i myśleć pozytywnie, wierzyć w
                          efekt, który kiedyś nadejdzie.
                          Znamienne jest to, że w moim roczniku na studiach znalazły się osoby, które
                          znały wspaniale angielski i tę znajomość posiadły na placówkach, za granicą,
                          przebywając tam przez wiele lat, nierzadko od dzieciństwa itp. Było to kilka
                          osób i właśnie one ___wszystkie___ odpadły po pierwszym roku. Nie potrafiły (nie
                          lubiły?/ nie mogły?) uczyć się metodą tych mozolnych ćwiczeń i zgłębiania
                          gramatyki z książek itp. Może gdyby były we Włoszech to tak, ale na tych
                          studiach jednak wymagana była taka ścisła, książkowa wiedza, więc nie poradziły
                          sobie.

                          Ja mam aktualnie mało kontaktu z żywym językiem, stąd moją bolączką jest wciąż
                          zbyt mały zasób słów z codziennego życia, ale oglądam czasem włoską telewizję.
                          Natomiast ze studiów została mi wielka łatwość czytania tekstów na przykład
                          bardziej refleksyjnych, dotyczących literatury, psychologii, religii, życia
                          ludzi, różnych historii itp. Czytanie - jak w nauce każdego języka, dużo daje
                          dla biegłości, a w przypadku włoskiego jest zwłaszcza cenne (tak myślę), bo dość
                          ___szybko___ odczuwa się to, że się go rozumie, że jest przyjemny w czytaniu, a
                          nawet podobny do polskiego, jeśli chodzi o składnię. Zwłaszcza dobrze widać to
                          na tle angielskiego, który jest językiem pozycyjnym i ma zupełnie inną składnię.
                          A włoski wydaje się w czytaniu (i słuchaniu) podobny do polskiego i jakoś
                          swojski. No i jest bardzo ładny, nie tylko melodyjny, ale też czasem daje wręcz
                          wiele wzruszeń podczas czytania, w tym sensie, że człowiek dziwi się (i nie może
                          nadziwić) jego pięknu i "duchowi" tego języka.

                          To tak pokrótce ;)
                          Pozdrawiam!
                          • kaliope3 o t językowy 04.06.08, 17:53
                            Ginestro-pięknie przybliżyłaś temat!Mi włoski brzmi jakoś tak,jak śpiewanie,czy
                            coś.Wiem,że to naiwne,ale tak to odbieram i zawsze bardzo chciałam poznać ten
                            język,ale nie wiem kiedy sie za niego w końcu wezmę.We Wrocławiu-przynajmniej do
                            niedawna-był z tym problem.Na uniwersytecie zawieszono zajęcia na italianistyce
                            bo podobno nie było komu poprowadzić katedry.Nie wiem,może już sie coś
                            zmieniło.Z kursami w szkołach prywatnych to jeśli chodzi o włoski też jakoś nie
                            za ciekawie,native spikerów jak na lekarstwo i poziom ogólnie nie najwyższy.Ja
                            właśnie skończyłam kurs francuskiego(poziom podstawowy),no bo się kurs skończył
                            i kolejny już raz przekonuję się że nie jestem się w stanie tak trudnego języka
                            nauczyć.Już drugi raz próbowałam i po prostu nie przeskoczę pewnej granicy.Nie
                            wiem na czym to polega,że angielski wchodzi jakby sam,wystarczy poświęcić mu
                            minimum czasu,z niemieckiego zasady gramatyki i nawet sporo słownictwa pomimo
                            kilkunastoletniej już przerwy wciąż w głowie siedzą, a z francuskim ani w
                            ząb.Pocieszam się,że może włoski,jak się za niego wezmę,lepiej mi
                            pójdzie.Ciekawe na czym to polega,że jednym lepiej "wchodzi"angielski a drugim
                            np francuski?
                            • ginestra Re: o t językowy 05.06.08, 08:48
                              Witaj Kaliope, dzięki za miłe słowa. Zdziwiło mnie, że we Wrocławiu jest
                              niewielkie zainteresowanie włoskim (np. na uniwersytecie) - pewnie i w Warszawie
                              też, nie znam szczegółów, ale może to taki trend, że ludzie wybierają języki, z
                              którymi mogą w większym stopniu związać swoją przyszłość ekonomicznie?
                              Tak myślę, że jeśli masz do tego języka jakiś pociąg, to warto w jakimś momencie
                              spróbować - a nuż nauka będzie wchodziła do głowy lepiej niż np. w przypadku
                              francuskiego? Na pewno we włoskim (vs francuski) dużą zaletą jest łatwa wymowa,
                              co sprzyja też nauce poprzez słuchanie, bo te słowa się słyszy oddzielnie, nie
                              zlewają się, nie trzeba się wiele domyślać.
                              Na forum jest bardzo wiele osób (jak się zorientowałam) dobrze znających
                              francuski - może one powiedzą jaka może być trudność w nauce tego języka? A może
                              po prostu - jak mówi obiegowa opinia - język musi się jakoś podobać, żeby się go
                              łatwiej było uczyć, żeby się go uczyć "sercem". Czyli to może być indywidualna
                              sprawa. Ja kiedyś uczyłam się francuskiego, bardzo dawno temu na kursie i też
                              nie za wiele wyniosłam z niego, ale moim zdaniem metoda była zupełnie nie
                              pasująca do mnie. Ja mam taki umysł i styl, że wszystko muszę przeanalizować,
                              "zobaczyć", rozpisać, znać każdą regułkę i to potem składać w wypowiedzi.
                              Natomiast ten kurs przewidywał "pełne zanurzenie" - od pierwszej lekcji ani
                              słowa po polsku, każda lekcja oparta była na słuchaniu dialogu, uczenia się go w
                              parach na pamięć i odgrywania przez wszystkich. Tablica używana była w stopniu
                              znikomym, tudzież podręcznik - zadawane były ćwiczenia, ale wykonywałam je "na
                              domysł" - podręcznik i ćwiczenia były całkowicie po francusku. I tak od poziomu
                              podstawowego wyżej. Uczyłam się tak dwa lata, potem wyjechałam po maturze do
                              Anglii, więc przerwałam tę naukę. Jednakże i tak nie dawała mi o na poczucia, że
                              coś umiem, pewności siebie, umiejętności sklecenia jakichś wypowiedzi innych niż
                              te nauczone na pamięć dialogi. Potem i tak wszystko mi się dokumentnie mieszało.
                              Tak więc - w przypadku kursów - to może być kwestia tego, żeby znaleźć
                              odpowiednią dla siebie metodę.

                              Jeśli chodzi o alternatywę dla kursów, to na pewno jest wykonalne uczyć się
                              samemu (jeśli ktoś ma taką osobowość samouka i jakąś taką wewnętrzną siłę, która
                              go popycha, żeby "naprawdę" nauczyć się tego języka). Miałam na studiach
                              koleżankę, w grupie zaawansowanej, która właśnie sama nauczyła się włoskiego: od
                              jakiegoś momentu zaczęła cierpliwie studiować podręczniki, robić setki ćwiczeń i
                              słuchać włoskiej telewizji. Cały czas miała na uwadze dostanie się na
                              italianistykę. No i ona po paru latach, na jakiś czas przed tymi egzaminami
                              wstępnymi, wystarała się o prywatne lekcje z taką znaną (nie żyjącą już) autorką
                              podręczników do włoskiego Danielą Zawadzką, żeby uporządkować wiedzę. Mówiła mi,
                              że pani Zawadzka była pod wielkim wrażeniem jej wiedzy i umiejętności, i że te
                              lekcje wniosły takie tylko ogólne uporządkowanie, a poprawianie błędów było dość
                              kosmetyczne. A więc można i tak. Druga koleżanka też tak się nauczyła, jako
                              samouk, tylko zaczęła w dzieciństwie pod wpływem serialu Królowa Bona. :)

                              Co do bycia samoukiem i uczenia się języka w ogóle, to powiem tak: jest taki
                              mit, że małe dzieci (w rodzinach dwujęzycznych na przykład) tak jakoś
                              zdumiewająco szybko uczą się obcego języka. Jednakże przestaje to dziwić, jeśli
                              zdamy sobie sprawę z tego ile godzin poświęcają one na tę naukę - nauką tą jest
                              całe ich życie, nawet noworodki są zanurzone w języku kiedy nie śpią, dzieci są
                              też poprawiane i korygowane przez rodziców (tak jak my poprawiamy dziecko, które
                              powie np. "boję się piesa", a my nie myśląc wcale, odruchowo powiemy "psa").
                              Również rodzice uczą, powtórzą ze dwa razy czasem, żeby dziecko zrozumiało,
                              opowiadają o świecie, opowiadają bajki, bawią się z dzieckiem. A więc jest to
                              nauka. Przez 2 lata jest to ok. 6000 godzin, gdzieś to czytałam. Owszem, umysł
                              dziecka jest chłonniejszy i plastyczniejszy może, ale my też poświęciwszy nauce
                              języka uczciwie ze 6000 godzin (albo z 10000 - co jeszcze lepiej), to na pewno
                              będziemy posługiwali się nim biegle. Pewnie różnica jest w naszych zdolnościach,
                              ale biegłość można wypracować.

                              To tak trochę na szybko odpisuję.
                              Pozdrawiam bardzo serdecznie!
                          • tiula Re: Co się stało z Bebe? 06.08.08, 16:28
                            Czyli studiowałaś we Włoszech? Można wiedzieć na jakiej uczelni w
                            jakim mieście? Piszesz ze na drugim roku wszystko było po włosku, a
                            na pierwszym? Po angielsku tak? Nie mieszalo Ci się? I jak się
                            dostałaś na studia skoro jak móisz nie bardzo znałaś ten język?
                            Bradzo Cię proszę o kontakt tiula@op.pl Pozdrawiam ;)
                            • ginestra OT - studia 27.08.08, 16:37
                              tiula napisała:

                              > Czyli studiowałaś we Włoszech? Można wiedzieć na jakiej uczelni w
                              > jakim mieście? Piszesz ze na drugim roku wszystko było po włosku, a
                              > na pierwszym? Po angielsku tak? Nie mieszalo Ci się? I jak się
                              > dostałaś na studia skoro jak móisz nie bardzo znałaś ten język?
                              > Bradzo Cię proszę o kontakt tiula@op.pl Pozdrawiam ;)

                              Hej Tiulo!
                              Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale ten wątek jakoś mi umknął gdy
                              sprawdzałam co nowego kto dopisał i dopiero teraz zobaczyłam Twój wpis..!
                              Strasznie się skonfundowałam.

                              A więc już odpowiadam na temat studiów. Nie wiem czy to tak zabrzmiało, gdy
                              pisałam, że to za granicą, ale nie, nie - to było w Polsce. :)
                              Konkretnie w Warszawie, na UW. Nie wiem jak jest teraz w programie studiów, ja
                              zaczynałam je na początku lat 90'tych. Wówczas nabór na ten wydział odbywał się
                              co 2 lata, tak więc było bardzo kameralnie. A więc jak byłam na pierwszym roku,
                              to uczył się z nami trzeci i piąty, a rok później tylko drugi i czwarty. I tak
                              dalej. Na moim pierwszym roku studiów było ok. 50 osób, a potem trochę ubyło, z
                              różnych przyczyn, a więc zostało jeszcze mniej. (Te dwa lata wyżej studiowały ze
                              mną słynne późniejsze gwiazdy TV - Kinga Rusin i Hanna Lis, tzn. obecnie Lis, a
                              wtedy nie. Nie znałyśmy się, ale widywałam je na korytarzu czy przy xero itp.)
                              A wracając do tematu językowego. Otóż na pierwszym roku mieliśmy wykłady z
                              teorii literatury, historii Włoch i innych podobnych po polsku, a przy tym były
                              zajęcia z praktycznej nauki języka włoskiego, codziennie po parę godzin, każde
                              zajęcia z innym wykładowcą. Było to fajne, bo każdy miał swój styl uczenia i na
                              co innego kładł nacisk, ale najbardziej to "piłowaliśmy" gramatykę. Egzaminy na
                              koniec pierwszego roku były po polsku, a z włoskiego oczywiście coś w stylu
                              testu. A na drugim roku, kiedy zaczęliśmy w październiku rok akademicki, to
                              zajęcia z np. historii Włoch, literatury, gramatyki opisowej itp. były po
                              włosku. Praktyczna nauka włoskiego kontynuowana była w kształcie takim, jaki
                              chciał wykładowca (nie sposób było uniknąć jakichś wstawek polskiego przy
                              tłumaczeniu gramatyki czy robieniu ćwiczeń, ale ogólnie starali się jak
                              najwięcej mówić i wymagać mówienia po włosku). Mieliśmy też native speaker'ów.
                              Lektury też były wyznaczane do przeczytania po włosku i książki, z których się
                              uczyliśmy do egzaminów też. Egzaminy na koniec drugiego roku były już po włosku
                              i tak do końca studiów.
                              A więc tak to wyglądało.

                              Nie wiem czy pomogłam, pewnie niezbyt, bo domyślam się, że chciałaś wiedzieć jak
                              by to było studiować np. we Włoszech i tam się dopiero tego języka uczyć.
                              Niestety nie znam nikogo, kto by taką drogę przeszedł. Wydaje mi się, że tam
                              nabór jest taki, że już trzeba znać język na wejście. :(

                              W razie czego pisz na gazetowego maila. :)
                              Pozdrawiam serdecznie!
                    • lezbobimbo Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 20:59
                      ready4freddy napisał:
                      > wloski ma to do siebie, ze na kazda rzecz ma sto tysiecy fajnych
                      >okreslen :) tak, bimba to dziecko-dziewczynka, bimbo to chlopczyk.

                      :)))) No prosze, jakich to ciekawych rzeczy sie dowiaduje tutaj :)
                      Aczkolczyk zaznaczam, ze Wasza oddana lezbo to bimbo amerykanskie,
                      nie wloskie :)

                      Freddy, a powiedz jeszcze, czy taka "ragazza" to obrazliwe czy mile?
                      :)
                      • mmoni Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 21:17
                        Ja miałam taką teorię wyniesioną ze słuchania muzyki włoskojęzycznej, że
                        "ragazza" to w muzyce pop, a "fanciulla" to w operze. Ciekawe, czy osoby
                        naprawdę znające włoski to potwierdzą ;-)
                        • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 22:41
                          nieglupie :) faktycznie, ragazza brzmi jak z piosenek (synth) pop z lat 80tych
                          :) a fanciulla.. hmmm, dla mnie to raczej cos z bajki (o wrozkach i zakletych
                          ksiezniczkach), ale moze byc i opera - czy sa opery o zakletych wrozkach?
                          • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 00:11
                            ready4freddy napisał:

                            > a fanciulla.. hmmm, dla mnie to raczej cos z bajki (o wrozkach i
                            > zakletych ksiezniczkach), ale moze byc i opera - czy sa opery o
                            > zakletych wrozkach?

                            "Czarodziejski flet" jest baśniowo-księżniczkowy, ale libretto jest po
                            niemiecku, więc się nie liczy. No i znam purystów, którzy się upierają, że
                            Singspiel to nie jest opera.
                          • mmoni Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 00:49
                            Jest "Kopciuszek" Rossiniego. No i jest co prawda nie o wróżkach, ale taki
                            więcej operowy spaghetti-western, "La Fanciulla del West" Pucciniego.
                            • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 10:34
                              o masz, to ja sie koniecznie musze wybrac do opery kiedys :)
                              a kopciuszek to cenerentola, od cenere=popiol. taka popielniczka troche :D
                      • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 22:39
                        ragazza to po prostu dziewczyna, zupelnie neutralne slowo :) mile i neutralne :)
                        ragazzo - chlopak, ragazza - dziewczyna. a ragazzi w liczbie mnogiej to jak
                        "guys", kiedy mowisz do grupy ludzi, niezaleznie od plci (tzn. w wolaczu wtedy
                        jest :), a takze... hmmm, chyba "mlodziez" bedzie najodpowiedniejszym slowem.
                        starsze dzieci. "estate ragazzi" to nasze firmowe wyjazdy dla potomstwa w wieku
                        kolonijnym, na ten przyklad.

                        no jasne, ze amerykanskie, ja to wiedzialem od razu :) ostatnio mielismy niezly
                        ubaw z moja kumpelka z Hameryki, ktora sluzbowo zjechala tutaj "do mnie", gdyz
                        mianowicie moj drink nazywal sie wlasnie bimbo, i to o takie amerykanskie
                        chodzilo :D nawiasem mowiac niezly, tyle tylko, ze nuta lisci i ogonka z
                        truskawki byla nieco zbyt wyrazna, jak na moj gust :DDD
                        bylebys tylko nie byla Bambi, to wszystko ok :D
                        • nioszka Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 22:50
                          aha czyli idzie to tak: bebe'-bimba-faciulla-ragazza-donna? czy pomiędzy ragazzą
                          a donna jest cos jeszcze?:D
                          swoja drogą to podobieństwo rzeczowników(ragazzo/ragazza, zio/zia i pewnie
                          jakieś inne też) z jednej strony może pomoc, z drugiej przynieść pewnie jakąś
                          wpadkę?
                          • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 23:08
                            no chyba tak to idzie (w zyciu sie nad tym nie zastanawialem, i nie wiem, czy
                            bebe' odnosi sie do obu plci... plec dziecka najlatwiej poznac po "fiochetto",
                            takim.. stroiku (???) przypinanym do drzwi domu, gdzie urodzilo sie jakies
                            malenstwo - niebieski to chlopiec, rozowy - dziewczynka :) ale ta granica
                            bimba/fanciulla/ragazza to strasznie plynna. zamiast fanciulla mowi sie
                            ragazzina, i juz :) miedzy donna i ragazza..? o masz, toz to sama poezja :) ale
                            jakiegos konkretnego slowa (i jeszcze parlamentarnego na dodatek) to nie kojarze
                            :) tizia/tizio to cos jak facetka/facet, z kolei tipa/tipo to podobnie, ale..
                            tizia to jakas babka, o ktorej mowie, ale jej nie znam i jest mi raczej
                            obojetna. tipa wskazuje raczej na to, ze zwrocilem uwage :) ech, sam nie wiem.
                            nie nadaje sie na wykladowce :)
                            Ginestraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa...! :O
                            nie, wpadki raczej nie wchodza w gre, bo rzeczowniki sie nie odmieniaja (tzn.
                            ciotka to w kazdym przypadku bedzie la zia, nie jak w polskim tej ciotki, tej
                            ciotce itd., "odmienia" sie wlasnie ten rodzajnik okreslony, definiujacy rodzaj
                            (tzn. la zia/lo zio, la ragazza/il ragazzo) - alla zia, della zia i tak dalej.
                            nie widze wielkich mozliwosci, zeby pomylic ciotke z wujem :) no i tego typu
                            pary slow to raczej tylko ludzie i zwierzaki (la gatta/il gatto, to o kotach :)
                            • nioszka Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 23:18
                              no w sumie jak się złapie od razu że facet ma końcówkę -o, a kobietka -a, i że
                              przymiotniki uzgadnia się tak samo, no to faktycznie nikt nie powie la zia mio
                              czy il gatto tuo(nie wiem, czy to dobrze piszę?)
                              ps. moze zróbmy wątek italiano per tutti czy coś w tym stylu?:D
                              • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 23:26
                                ale il gatto wlasnie jest tuo :) il tuo gatto :) to la gatta jest tua :) jak zia :)
                                hy hy, i co, bedziemy dyskutowac nad tym, jak przetlumaczyc "kwiat kalafiora",
                                skoro kwiat to fiore, a kalafior to.. cavolfiore, czyli "kwiat kapusty" :D
                                • nioszka Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 23:30
                                  oj, no ta późna pora, omeliłam sie deczko. Ale wiesz o co mi chodzi?
                                  • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 10:19
                                    wiem, wiem :) czasem sie mozna pomylic z tym dopasowywaniem przymiotnika do
                                    rzeczownika, bo niektore rzeczowniki maja koncowki "niezgodne z logika". np.
                                    mano, czyli reka, jest rodzaju zenskiego. a na ten przyklad pianeta czy cometa
                                    sa rodzaju meskiego. swoja droga o ile mie sie cos nie myli, w polskim tez byl
                                    kiedys ten planeta i ten kometa, a teraz sie jeno satelita zostal meski, reszta
                                    tego gwiezdnego towarzystwa "zbabiala" :)
                                • lezbobimbo Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 23:32
                                  Cavolfiore i po angielsku ullyflower to wlasnie znaczy, kwiat
                                  kapusty (ta sama rodzina wszak).
                                  Fascynuje mnie filologia jedzenia i nie tylko, na przestrzeni krajów
                                  i ozorów ;)

                                  Pomidor - zlote jablko, pomarancza - "oranzowe" jablko
                                  a znowuz po dunsku pomarancza to appelsin czyli jablko chinskie :)
                                  Cieszy mnie tez bardzo nazwa pyrów po francusku: pomme du terre -
                                  jablko ziemne :)))))

                                  • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 00:42
                                    lezbobimbo napisała:

                                    > Fascynuje mnie filologia jedzenia

                                    tak, to jest świetne! bardzo mi się zawsze podobała historia z nazwą karczochów
                                    jerozolimskich, które ani nie są karczochami ani nie mają nic wspólnego z
                                    Jerozolimą, tylko ktoś przekręcił słówko 'girasole' i tak już zostało.
                                    • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 10:16
                                      uoranyboskie, co to sa karczochy jerozolimskie?? girasole to slonecznik :)
                                      niechybnie od "girare - obracac sie, krecic", i "sole - slonce" :) taki, co sie
                                      odwraca do slonca, znaczy :)
                                      • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 16:12
                                        ready4freddy napisał:

                                        > uoranyboskie, co to sa karczochy jerozolimskie?? girasole to slonecznik :)

                                        nie, to naprawdę jest gatunek słonecznika, sprowadzony do Europy z Nowego Świata
                                        - jadalny jest korzeń
                                        en.wikipedia.org/wiki/Jerusalem_artichoke
                                        - i nie wiadomo, czemu w ogóle został nazwany karczochem, bo też nie ma z nimi
                                        botanicznie wiele wspólnego. Może smak się ludziom kojarzył? Ja się o nich
                                        dowiedziałam z programów Jamiego Olivera i tak mnie to zaintrygowało, że
                                        strasznie się ich swego czasu naszukałam po różnych warzywniakach.
                                        • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 22:35
                                          !!!!! alez mnie zazyla teraz, to nie masz pojecia! ten slonecznik nazywa sie
                                          Helianthus tuberosus, a po tutejszemu topinambur (a po polsku, jak mowi wiki,
                                          slonecznik bulwiasty). otoz topinambur to sa takie bulwy, przypominajace troche
                                          ziemniaki, tylko takie dosc pokraczne i czerwonawe (troche tez przypominaja
                                          klacza imbiru). nie wiem, co sie z nich robi dobrego, ale sa w mojej ksiazeczce
                                          "salatki warzywne", wiec sie dowiem :) czasem je widze w sklepie/na bazarze,
                                          jesc nigdy nie jadlem, i w zyciu bym nie wpadl na to, ze to moze byc slonecznik :D
                                          • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 23:03
                                            ach Freddy, właśnie rozwiązałeś zagadkę, która dręczyła mnie od dobrych paru
                                            lat. Za sprawą Jamiego Olivera szukałam tych karczochów w rozmaitych
                                            europejskich warzywniakach, w tym także gdy mieszkałam przez pewien czas w
                                            Rzymie, no i za Chiny ludowe nie mogłam pojąć, jak to możliwe, że w kraju który
                                            spopularyzował tę bulwę, nie można jej kupić. No nie przyszło mi do głowy, że
                                            ona się może w takiej popularnej sprzedaży nazywać inaczej (a skąd pochodzi
                                            nazwa topinambur, to naprawdę nie mam pomysłu).

                                            Udało mi się w końcu kupić Jerusalem artichokes dopiero w zeszłym roku w takim
                                            dużym markecie z żywnością świata pod Bostonem - i jak na tak długie i usilne
                                            poszukiwania byłam cokolwiek rozczarowana widokiem (bo to są takie
                                            buro-czerwonawe purchawki) i smakiem (coś jak seler). Ja z nich wtedy zrobiłam
                                            puree, jest też podobno jakiś klasyczny przepis na kaczkę z nimi.
                                            • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 23:37
                                              ale ja mam. nie pomysl, a odpowiedz, prosto z wiki. one jakos-tam z karczochami
                                              sa spokrewnione, stad artichoke, Jerusalem to faktycznie od girasole, a
                                              topinambur to od plemienia Tupinamba w... chyba Brazylii, ale glowy nie dam, bo
                                              sie zaczynam gubic w sprzecznych informacjach na roznych stronach.
                                              w Rzymie to faktycznie moglas miec problem, jedyna kuchnia, ktora sie do
                                              topinamburu przyznaje, to kuchnia piemoncka, ale jako zywo nie pamietam, zebym
                                              jadl bagna caoda z topinamburem. rozne warzywa w tym sosie sie maczalo, ale
                                              zmutowanego ziemniaka nie pamietam. natomiast dzwne jest to, ze masz z nim
                                              problemy w USA - to roslina z Ameryki Polnocnej, konkretnie cale East Coast :)))
                                              • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 23:39
                                                ready4freddy napisał:

                                                > problemy w USA - to roslina z Ameryki Polnocnej, konkretnie cale
                                                > East Coast :))

                                                i tamże ją w końcu nabyłam - najwidoczniej należało udać się do źródeł
                                            • yowah76 Re: Co się stało z Bebe? 29.07.08, 23:57
                                              Topinamur zwany rowniez bulwa byl w pewnym momencie, bodajze w
                                              latach 60-tych propagowany - i uprawiany - w Polsce jako roslina
                                              pastewna, bo ma duza wydajnosc zielonej masy, odrasta po skoszeniu a
                                              jeszcze i bulwy sa do wykorzystania. I do dzisiaj sie czasem trafia,
                                              jak zobaczycie pole pelne wysokich, chudych, slonecznikopodobnych z
                                              kwiatkami tak ze 7 cm to jest wlasnie to - i mozna sobie za bulwami
                                              pogrzebac jak sie ktos zaprze. Mam wrazenie, ze te bulwy to tez
                                              zrodlo inuliny, ktorej sie uzywa do jakis celow farmaceutycznych i
                                              byc moze dlatego te uprawy tu i owdzie istnieja jeszcze, bo jako
                                              pasza sie to jakos nie przyjelo, ani jako ludzka karma szczegolnie w
                                              Polsce nie jest popularne.
                              • tygrys2112 Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 00:06
                                > ps. moze zróbmy wątek italiano per tutti czy coś w tym stylu?:D

                                jestem za :) ostatnio zaczęłam się uczyć włoskiego i bardzo chętnie
                                bym sobie taki wątek poczytała.
                              • nioszka Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 11:00
                                R4F, czy prawidłowo brzmi tytuł wątku, który zaproponowałam, czy cos
                                trzeba zmienić?
                                Bo z Bebe zeszliśmy całkiem na manowce... :D (jak zawsze tutaj)
                                • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 16:35
                                  tak :) prawidlowo, jak najbardziej :) zbraklo mu jeno rodzajnika - l'italiano
                                  per tutti powinno byc. a zeby dodac troche slangowo-internetowego sznytu, to
                                  zamiast per napiszmy x (oznacza wlasnie "per" w dzialaniu mnozenia, stad np.
                                  zamiast perche' w sieci/smsach pisze sie czasem xke' :)
                                  no wiec l'italiano x tutti :)
                            • ginestra Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 08:55
                              Witaj Ready4freddy,
                              wszystko dobrze co piszesz, ja też nie mam tak od razu na świeżo w głowie tych
                              regułek, żeby przekazywać wiedzę takim podręcznikowym językiem.

                              Tak dla ogólnej informacji innych zainteresowanych: :)
                              Jest wiele słów takich symetrycznych, to prawda, typu zia/zio, ragazzo/
                              ragazzza, gatto/gatta, ale jest to raczej niezbyt duża grupa słów. Nie jest tak,
                              że automatycznie we włoskim słowo w rodzaju męskim ma żeński odpowiednik, który
                              tak samo wygląda, tylko ma "a".

                              Większość rzeczowników w rodzaju męskim w liczbie pojedynczej faktycznie ma
                              końcówkę "o", ale mogą mieć też inne końcówki (np. e, a). Jest też wiele słów
                              zapożyczonych z innych języków. Słowa rodzaju żeńskiego mają też często końcówkę
                              "e". Ale to już najlepiej opowie podręcznik. :)

                              Pozdrawiam!
                              • ginestra Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 09:01
                                Tu mi się wkleiło, choć celowałam wyżej.
                                Jeszcze tak szybciutko - te słowa na dziewczynę/ kobietę to jest tak jak podał
                                R4f. (bambina= bimba, ragazza, ragazzina, donna/ może być też: una giovane donna
                                = młoda kobieta) Dodałabym od siebie, że ta "fanciulla" to takie raczej
                                archaiczne słowo, jak u nas "dziewczę" u Mickiewicza czy coś.
                                Jeśli używane teraz to, moim skromnym zdaniem, raczej żartobliwie czy jakoś
                                specyficznie. Ale nie jestem bardzo biegła we współczesnym języku mówionym, może
                                nabrało takiego wydźwięku jak u nas "laska"?.... Ale nie wydaje mi się.
                                Pozdrawiam!
                                • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 10:27
                                  masz absolutna racje co do fanciulli, jest z deczka archaiczne i raczej uzywane
                                  "literacko" czy zartobliwie. no i raczej przez osoby starsze od nas :)
                                  aha, jeszcze a propos dzieci - funkcjonuja slowa "maschietto" (chlopczyk) i
                                  "femminuccia" (dziewczynka). to sa zdrobnienia od maschio i femmina, oczywista :)
                                  wczoraj natomiast dowiedzialem sie, ze co prawda moj word/outlook akceptuja
                                  zarowno "ricuperare" jak i "recuperare", ale ta pierwsza forma jest wlasnie
                                  archaiczna :D skad ja to niby mam wiedziec, he? :)
            • anutek115 Re: Co się stało z Bebe? 31.05.08, 19:23
              Mnie się tez podoba :-). Chodziło mi tylko o to, że Bebe nie uległa najwyraźniej
              zgubnemu zwyczajowi złych matek, które nie zdrabniają imion, a jeśli imienia się
              nie da zdrobnić, to nie wołają na dzieci ani Ciapuś ani Pyza :-).Bebe jest dobrą
              matką, która woła na niemowlę "Bebiś", jak trzeba (BTW, ja jestem tą złą,
              zdrabniania imienia mojego pierworodnego nie lubiłam nawet wtedy, gdy ważył on
              tyle, co dwie paczki cukru).
              • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 31.05.08, 19:26
                albo Klusia i Glusia? ja jakoś w ogóle nie lubię takiego ciumkania do dzieci...
                • zieleniack Re: Co się stało z Bebe? 31.05.08, 21:06
                  Dla mnie okreslenia Klusia i glusia są wręcz obrazliwe... Tzn do
                  maluszków to jeszcze (ale tak z przymrozeniem oka) ujdzie, ale jesli
                  te przezwiska przylgneły do dziewczynek, to im współczuje... Glusia
                  jak glut, a Klusia jak klucha, feeeeee...
            • agazuchwa Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 13:23
              ):):każdy jednak jest inny mi sie maksiu kojarzy z psem a bebe brzmi
              ok:)
    • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 31.05.08, 19:37
      a tak serio - moje pytanie o losy Bebe wzięło się stąd, że w Brulionie ona sama
      o sobie myśli, że nie ma żadnych zainteresowań i nic jej szczególnie nie ciekawi
      i sama siebie (także emocjonalnie) stara się utrzymać w stanie bycia czystą
      kartą. Cały Brulion jest dla mnie w dużej mierze książką o odwadze i w przypadku
      Bebe wiadomo, że w sferze uczuć doszło do takiego przełomu. Ale poza tym? Byłam
      ciekawa, czy poszło to dalej i ona złapała kontakt z samą sobą także w tych
      pozasercowych sprawach. Zwłaszcza, że ciągle się tam sugeruje jej duchowy
      potencjał, Dambo widzi go wciąż w jej oczach.

      Miałam nadzieję, że może coś się o tym później jeszcze wspomina, tylko ja
      przeoczyłam te wzmianki - o tym, kim została Bebe, gdy dorosła.
      • onion68 Re: Co się stało z Bebe? 31.05.08, 21:29
        > Zwłaszcza, że ciągle się tam sugeruje jej duchowy
        > potencjał, Dambo widzi go wciąż w jej oczach.

        I widziałby go na pewno nawet gdyby Bebe była brzydka ;)
        • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 01.06.08, 01:14
          no, może to jest taki romantyzm musierowiczowski - że jeśli się bohaterka
          szczęśliwie dobierze w parę (a potem weźmie ślub i ma Bebisia) to zakłada się,
          że wszystkie pozostałe sfery życia automatycznie też się naprostowują i same
          układają. Jeśli jest pokazana jako mężatka z wózkiem (albo karmiąca matka, jak
          Kreska), to powinno czytelnikom wystarczyć jako informacja o dalszych losach
          postaci, bo oznacza, że wszystko jest u niej jak najlepiej. Tak jak Onion pisała
          przy okazji Gaby, że bohaterki wydane za mąż i dzieciate już nie są dla MM
          pisarsko interesujące.
    • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 02.06.08, 00:17
      muszę przyznać, że po lekturze BBB męczą mnie jeszcze różne inne rzeczy. Na
      przykład: z czego żył Dmuchawiec przez tych osiem lat po wyrzuceniu z pracy (no
      i potem też)?

      Przypomniało mi się też coś, co uderzało mnie już wtedy, gdy wiele lat temu
      czytałam tę książkę po raz pierwszy - to jak niegrzeczny (by nie użyć
      mocniejszego słowa) jest Bernard wobec Krystiana, jak mówi mu, że jest
      skorupiakiem i próżnym gogusiem, wygłasza do niego krytyczne tyrady w obecności
      osób postronnych i tak naprawdę ciągle szuka jakiejś zaczepki, podczas gdy
      Krystian w ogóle nie wykazuje wobec Bernarda żadnej agresji. Jakoś nie bardzo mi
      się to godzi z silnie promowanym w tym tomie obrazem Żeromskiego jako pełnego
      ciepła artysty o duszy dziecka.

      Wróciły też do mnie wątpliwości, dotyczące postaci Anieli, która wydaje mi się
      poprowadzona trochę "na brudno", w nie do końca przekonujący sposób. Bo mamy oto
      dwudziestopięcioletnią, piękną i stylowo się noszącą kobietę, która nigdy nie
      miała chłopaka (wspomina tylko jakieś licealne niespełnione prehistorie z
      Pawełkiem i Robrojkiem), bo też i nie miała ochoty na żadne związki. Potem nagle
      jak piorun z jasnego nieba spada na nią uczucie do przystojnego dentysty, przez
      trzy tygodnie chodzą sobie na spacery do parku, następnie znienacka Aniela mu
      się oświadcza, i jakoś nie przechodzi jej przez myśl że jest to trochę dziwne?
      Że niekoniecznie będzie to świadczyć o podłości delikwenta, jeśli się w takiej
      sytuacji raczej spłoszy niż uraduje? Pomijając już historię z łgarstwem
      adopcyjnym, bo to dla mnie takie samo sf, jak kajdanki Nerwusa - wszyscy wkoło
      wierzą w to dziwne i poważne kłamstwo, a mocno nielubiące Anieli dzieci nie
      sypnęły jej z oburzeniem.

      Aniela jest postrzelona, ale przecież nie głupia - tymczasem jej oświadczyny są
      naprawdę ni przypiął ni przyłatał. No ale dobrze, nie wyszło jej z dentystą,
      którego nie wzrusza Mahalia Jackson i światło u Rembrandta. Fabularnie
      rozwiązane to zostało imho raczej średnio, ale rzeczywiście pewnie nie pasowali
      do siebie. I od razu na horyzoncie zaczyna majaczyć płomienne serce Bernarda. I
      tego powieściowego stosunku wynikania (jak nie wyszło z Krystianem, to musi być
      Bernard) też nie bardzo pojmuję. Jest tak, jakby Anieli (która przecież w
      Bernardzie nie jest zakochana) nie przeszło w ogóle przez myśl, że chodzą być
      może po świecie inni, obdarzeni pożądanymi przez nią przymiotami ducha oraz
      ciała, mężczyźni, wśród których być może warto by się trochę rozejrzeć.
      • jottka Re: Co się stało z Bebe? 02.06.08, 00:24
        co do wyrzucenia dmuchawca - no to jednak były lata 80., a nie 50. - z opowiadań
        paru naukowców pamiętam, jak to ich w podobnym czasie wyrzucono z uczelni, a
        przygarnęły a to biblioteki miejskie, a to pozauczelniane instytucje naukowe, no
        od ludzi to zależało, którzy takimi placówkami kierowali. wraz ze zmianą czasów
        w większości wrócili do pierwotnych zawodów, czyli kształcenia niewdzięcznej
        młodzieży:)

        a w końcu dmuchawiec znajomych miał całe masy, w poznaniu opozycji i sympatyków
        też było niemało, niekoniecznie musiał jak pan premier myć szyby na
        wysokościach, może sam ignac, wróciwszy z zesłania, jakąś miłą posadę archiwisty
        w bibliotece raczyńskich mu załatwił:) mógł też (dmuchawiec) pójść na rentę jako
        zbolały sercowiec czy co mu tam było.
        • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 02.06.08, 00:31
          aha - też mi przeszła przez głowę myśl o rencie, bo poza tym w Brulionie mówi
          się wprost o tym, jak to Dmuchawiec od lat nigdzie się nie rusza z domu jako
          samotny i schorowany starzec (nadmiernie chyba wręcz w tej powieści postarzony w
          stosunku do swojego metrykalnego wieku, podobnie jak siwa mama Borejko na
          wywiadówce wśród energicznych czterdziestolatków).
          • jottka Re: Co się stało z Bebe? 02.06.08, 00:43
            no jak był chory na serce, to mógł w istocie nieco stracić na dziarskości:) no
            ale się nie ślinił, bohaterski starzec
        • jottka Re: Co się stało z Bebe? 02.06.08, 00:37
          a za to aniela w ogóle mi sie wydaje karykaturalna w tym odcinku, poszczególne
          sceny są zabawne, ale całość jakaś, eee, durna:) i nie tylko w przedziwnym
          opisie jej życia uczuciowego, ale zawodowego też.

          człowiek tak ogarnięty manią teatru jak aniela, jak sie nie dostanie na pwst
          (pomijam, że ludzie tam zdają niemal z definicji po kilka razy, a ona chyba
          tylko raz próbę podjęła), to angażuje sie w najróżniejsze teatry i
          przedsięwzięcia alternatywne (choć na poznańskie 'biuro podróży' chyba za
          wcześnie było?), a tu nic, idzie na inne studia i dopiero potem, 'za bernarda',
          pojawia się w jakiejś alternatywie. no niezbyt prawdopodobne przy opisywanym po
          wielekroć talencie i ciągu na scenę anieli. 'mała rólka' w teatrze józefiny to
          może za modrzejewskiej dobra była, ale w latach 80. aniela miała mnóstwo okazji
          do występów poza sceną oficjalną, dziwne, że w kabarecie studenckim nie
          występowała:)
          • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 02.06.08, 00:47
            tak, ilość wydarzeń przypisanych tej postaci i skala ewolucji, jaką w trzy
            tygodnie przechodzi Aniela jest dość przytłaczająca.

            Z drobniejszych rzeczy - Bernard chodzący z lenistwa - jak to jest wprost
            wyjaśnione - bez gaci i ciągle w tym samym kitlu nigdy nie budził mego
            entuzjazmu, a scena jak się szykuje na wywiadówkę, więc otwiera wreszcie
            przeprowadzkowe pudła i wyjmuje stamtąd swoje trzy brudne koszule, w tym jedną z
            plamą po keczupie ze "smakowitych frytek" jest dla mnie naprawdę obrzydliwa.
            Estetka Aniela do tej oto niechlujnej piersi miałaby się garnąć? No nie wiem.
            • anutek115 Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 12:15
              (żywiąc nadzieję, że teraz wklei mi się we właściwym miejscu)
              ...po czym, po wyjęciu tych koszul i konstatacji, że nie nadaja się one na
              wywiadówkę następuje ta scena z bluzeczką damską z pojemnikami na biust, w
              zamierzeniu dowcipna. Piszę "w zamierzeniu", bo ma ona tai burleskowy odcień
              (nie ona jedna w Jeżycjadzie, patrz - żarówka w ustach w "JT"), a ja nie znosze
              burleski (przy kolejnych czytaniach przeskakuję stosowne sceny), nie bawi mnie
              ona, tylko wywołuje zażenowanie. W dodatku w tym konkretnym przypadku zniweczyła
              szanse Bernarda na powiedzenie czegoś istotnego i niegłupiego. Taki może trochę
              OT, ale nie mogłam się powstrzymać.
              • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 15:33
                ech, przynajmniej opowiesci o bluzce pani autorka nie znalazla w internecie i
                dowcip nie byl ograny. a ta koszula z plama po frytkach byla faktycznie
                obrzydliwa. no i chyba marne szanse na usuniecie takowej :)
          • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 02.06.08, 01:40
            Jottko, masz rację - Aniela traci pięć lat na trudne studia w dziedzinie, w
            której w ogóle nie ma zamiaru pracować, bo woli być choćby suflerką w teatrze
            zamiast poszukać roboty jako dyplomowana plastyczka! I czyta codziennie w kółko
            tę samą książkę Raszewskiego zamiast się przygotować jeszcze raz do egzaminów na
            PWST oraz zdobywać doświadczenie sceniczne poza zawodowymi teatrami. Faktycznie,
            jak na taką wielką pasję, trochę dziwnie jest ona ukierunkowana.

            ) i zamiast
            • lezbobimbo Re: Co się stało z Bebe? 02.06.08, 17:36
              W ogóle jak to juz zauwazylam kiedys w dawniejszym watku, taka
              temperamentna i piekna Aniella od liceum to by przeciez przebierala w
              kopach adoratorów. Zupelny sf (jak ktos tu zauwazyl) ze jej zycie
              uczuciowe nadal oscylowaloby wokól jakiegos Pawelka.

              Pani MM cos nie za bardzo sie wczuwa w typy ogniste albo uparcie
              dazace do kariery od malego.
              • verte34 Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 11:58
                Z Bebe stało się to, co "niestety niestety" z Cesią. Została
                sparowana, wydała na świat Bebisia, koniec bajki :(
                Cesia to mój numerek one. Dlaczego ona zniknęła, pytam??
                • anutek115 Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 12:05
                  Z Cesia to sie nawet gorzej stało, bo Bebe była, jak słusznie zauważyła
                  Idomeneo, opisana "w skorupce", bardziej byliśmy jako czytelnicy skupieni na
                  procesie rozbijania tej skorupki niż na czymkolwiek innym, no i nic o
                  dziewczynie nie wiemy - czym się interesowała, co lubiła, a czego nie znosiła,
                  czy miała jakieś pasje, czy wszystkie pasje, jako niebezpieczne, zostały
                  usunięte z jej życia. A Cesia była taka pełnokrwista, nie tylko jako nastolatka
                  z typowymi kompleksami, ale także jako osoba myślaca, z pomysłem na życie i na
                  siebie. Wspomnieć Bebe, o której właściwie nic nie wiemy jako mamę z wózkiem to
                  jedno, ale wspomnieć esię tylko i wyłącznie jako "wieszak na dziatwę", to
                  zupełnie insza inszość..
                • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 12:46
                  ech, bo to w ogole jest jawna niesprawiedliwosc, w koncu to Bebe ma Brulion, jak
                  Dorota palto, i powinna byc romantyczna heroina opowiesci, a tu czas ekranowy
                  zabiera jej rozgdakany i ogolnie zalosny, mimo przeblyskow, Bernardinho, jakies
                  osiedlowe lamusy Lisieckie, strasznie to wszystko nie teges. a Aniella
                  przechodzi faktycznie przemiany i cos tu nie wyszlo pani autorce. tych
                  adoratorow na kopy mozna bylo chociaz zaznaczyc, ze, bo ja wiem, tu pluszak od
                  Krzysia, tu korale od Karola, tam tom (poezji) od Tomka i cd-rom od Romka, wroc,
                  wtedy nie bylo jeszcze cd-romow w powszechnym obiegu, ale wiecie, w czym rzecz.
                  bo skoro o pyzata Roze zabijaja sie cale tlumy wzdychulcow, to co dopiero
                  Aniela? no chyba, ze nie maja smialosci, bo ich osadza w miejscu plomiennym
                  spojrzeniem i nogi im drza, ale ze strachu, nie z niecierpliwosci. ze taka
                  ognista Aniella to ich spopieli i zwegli na nic :)
                  • kaliope3 Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 13:06
                    ready4freddy napisał:


                    > bo skoro o pyzata Roze zabijaja sie cale tlumy wzdychulcow, to co dopiero
                    > Aniela? no chyba, ze nie maja smialosci, bo ich osadza w miejscu plomiennym
                    > spojrzeniem i nogi im drza, ale ze strachu, nie z niecierpliwosci. ze taka
                    > ognista Aniella to ich spopieli i zwegli na nic :)

                    Chyba jednak nie,bo tam jest coś wspomniane, że Aniela była generalnie wobec
                    mężczyzn nieufna,czy wręcz bała się zawiązywac głębsze relacje.Tylko że zdrada
                    Pawełka jako powód takiego stanu rzeczy jest mocno naciągana.
                    Ale muszę tu od razu dodać że ja tam przesadnie nie analizowałam,już straciłam
                    nerwy do tego,a brulion po latach szalenie mi sie podobał.
                    Do tego muszę wyznać,że znam w osobiście takiego pana w typie Bernarda i on
                    naprawdę jest bardzo miły,choć czasem doprowadza do szału.A pocieszać umie
                    pierwszorzędnie.:)
                    • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 18:04
                      kaliope3 napisała:

                      > Do tego muszę wyznać,że znam w osobiście takiego pana w typie
                      > Bernarda i on naprawdę jest bardzo miły,choć czasem doprowadza do
                      > szału.A pocieszać umie pierwszorzędnie.:)

                      a ma w sobie potencjał wzbudzania uczuć romantycznych? pytam z ciekawości
                      poznawczej...
                      • kaliope3 Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 19:34
                        O tak!I ubolewa że ja go nie mam w nadmiarze.To mnie właśnie doprowadza do szału
                        zresztą.Jest to tym dziwniejsze że tym panem jest po prostu mój tato,niepoprawny
                        romantyk o duszy dziecka(co mnie nota bene faktycznie w nim złości jako w
                        ojcu,no ale ja jestem niedobrą,nazbyt rzeczową córką po prostu).
                    • lezbobimbo Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 21:08
                      kaliope3 napisała:
                      > Chyba jednak nie,bo tam jest coś wspomniane, że Aniela była
                      >generalnie wobec mężczyzn nieufna,czy wręcz bała się zawiązywac
                      >głębsze relacje.Tylko >że zdrada
                      > Pawełka jako powód takiego stanu rzeczy jest mocno naciągana.

                      Ano!
                      Po pierwsze mam wrazenie, ze Aniella bynajmniej nie zaplakiwalaby
                      sie w lozu, ze taka samotna i opuszczona i bezdzietna. Ha! Aniella
                      przeciez dzieci nie lubila, wiec co mialaby z dziatwa poczac?
                      Zwlaszcza ze jej pasja jest teatr, teatr, teatr.
                      Po drugie, dlaczego zaraz glebsze relacje - mysle, ze akurat Aniella
                      spokojnie moglaby zaliczac i byc lwica salonowa w tych wszystkich
                      teatrach i studenckich towarzystwach :)

                      W BBB narzeka w duchu, ze inne dziewczyny to przymknely oko na wady
                      swoich donzuanów, przez co ci sie przeistoczyli w kochajacych mezów
                      i tatusiów ;))))) a ona taka ironiczna, zawsze cos tam chlast prast
                      niewyparzonym ozorem i Ci biedni, zaleknieni, niesmiali adoratorzy
                      (ale jednak donzuani czy nie?) chowali sie w sobie jak mimozy..
                      Takie dziwne przekonanie, ze kobiety to sie musza hamowac, nie
                      szalec, nie pyszczyc za bardzo - tylko byc zawsze slodkie i mile
                      (Kreska w Opium tez, i Laura w Imieninach etc) bo inaczej beda
                      harpiami, których faceci nie lubia przeciez.. echhhhhh szkoda

                      • onion68 Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 22:09
                        > Takie dziwne przekonanie, ze kobiety to sie musza hamowac, nie
                        > szalec, nie pyszczyc za bardzo - tylko byc zawsze slodkie i mile
                        > (Kreska w Opium tez, i Laura w Imieninach etc) bo inaczej beda
                        > harpiami, których faceci nie lubia przeciez.. echhhhhh szkoda

                        Pamiętaj, Scarlett, do miodu więcej much leci niż do octu ;-)
                        • lezbobimbo Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 22:42
                          onion68 napisała:
                          > Pamiętaj, Scarlett, do miodu więcej much leci niż do octu ;-)

                          Achhh jakzem mogla zapomniec :))) Oni lubia takie. Zeby mu gotowala i
                          skarpetki prala. Niedoczekanie ;)))))

                          P.S. podobno tak naprawde niewinne muchy wola ocet ;)
                          • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 23:09
                            a te bardziej wyrafinowane ocet balsamiczny :)
                  • verte34 Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 14:39
                    Aniella - spopielli :)
                    • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 15:26
                      ze tez Bernardinho na to nie wpadl, "ognista Aniella, co wejrzeniem plomiennem
                      spopiella" :)
                      • jottka Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 15:43
                        ognista Aniella,
                        co wejrzeniem płomiennem spopiella,
                        serce moje dźwięczy a capella
                        i do czynu, jak ciemak, się rwę!


                        ciemak, czyli samiec ćmy:) w sam raz dla bernarda
                        • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 16:26
                          jottko, prawdziwa z ciebie poetessa :)
                          • jottka Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 17:31
                            no trzeba umieć wyzwolić tę nutę liryczną w duszy kobiety:)
                            • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 21:00
                              sugerujesz, ze ja w tobie bylem wyzwolilem? :) jesli tak, cieszy mie to
                              niezmiernie :D
                              • jottka Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 21:09
                                ja nic nie sugeruję, fakty mówią za siebie:) w dość porażający sposób, nie da
                                sie ukryć
                                • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 22:33
                                  och, ach, nie wiem, co o tym myslec (jakby to ujal niezapomniany krol Dezmod :)
                        • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 18:02
                          do jakiego tam czynu, wszak to książki dla młodzieży ;)
                          • jottka Re: Co się stało z Bebe? 03.06.08, 20:48
                            być może zdziecinniały bernard rwie się do czynu ocierania łez anielli swą
                            chusteczką, kto go tam wie:)
                            • ginestra Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 10:18
                              Wiecie co, ja w Brulionie naprawdę jeszcze bardziej polubiłam Anielę. Jej
                              związanie się z Bernardem przyjęłam jako oznakę tego, że jest ona silną
                              osobowością, nie powierzchowną, że coś w nim dostrzegła, co pozwoliło jej "być
                              ponad to" jeśli chodzi o jego zewnętrzność. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że
                              nie przeszkadzał jej ten kitelek i ta dziwna estetyka Bernarda (chodzenie bez
                              spodni na przykład, mała dbałość o wygląd)? A więc zaimponowała mi, bo ja
                              naprawdę widziałabym ją raczej romansującą z facetami w typie dentysty, w każdym
                              razie bardzo przystojnymi i eleganckimi. Jednakże ja myślę, że to jej uczucie do
                              Bernarda jest mimo wszystko wiarygodne, bo u niej szanse mężczyzny zdecydowanie
                              rosną im bardziej artystyczną i niekonwencjonalną jest duszą, a przy tym ona
                              bardzo pragnęła poczucia bezpieczeństwa, możliwości ufania mężczyźnie i akcje
                              Bernarda tym bardziej rosły, bo on to właśnie oferował, on po prostu taki był. A
                              przystojny i elegancki artysta (aktor na przykład), to może miałby kłopoty z
                              wiernością i czułaby się przy nim niepewnie, byłoby konfliktowo? A tak, Bernard,
                              wpatrzony w nią zapewniał jej nieustającą adorację, której także pragnęła, a
                              także swoją pocieszającą pierś w niespokojnych, pamiętajmy, czasach... A poza
                              tym mógł nieść taką specyficzną "jakość" jaką miał ojciec Anieli kiedy była małą
                              dziewczynką i kształtował się jej wzorzec więzi z mężczyzną - nie zapominajcie o
                              tym! To też jest wiarygodne, bo ojciec Anieli, rybak bałtycki, mógł właśnie taki
                              być: na pewno nie pod krawatem a raczej tak siermiężnie ubrany, brodaty (?),
                              słusznej postury, przytulający ją do dużej, bezpiecznej piersi trochę
                              niedźwiedziowato, ale szczerze, z czułością i pełną akceptacją. I to uczucie się
                              w niej zapisało i nieświadomie tego właśnie szukała.

                              No i dalej jak są opisani, to raczej wszystko jest spójne - to że są razem, że
                              się kochają. Trochę niekonwencjonalna para, ale wydaje się (mi przynajmniej)
                              autentyczna.
                              Pozdrawiam!
                              • trawiasta Jeszcze o Anieli i Bernardzie 04.06.08, 13:17
                                Swoją drogą, Bernard i Aniela to jest chyba jedyna para w Jeżycjadzie, nie
                                prezentująca 'jedynego słusznego wizerunku', a wręcz jego odwrotność, tzn. facet
                                zajmuje się domem i sobie jakoś tam dorabia (pojedyncze zlecenia, mało w gruncie
                                rzeczy istotne; tzn. nikt poza samym Bernardem za bardzo się tym nie interesuje
                                ani też nie okazuje, że w jakiś sposób to docenia), a centrum zainteresowania i
                                obiekt wsparcia oraz zachwytów itp. stanowi Aniela i jej praca, a zarazem pasja :-)
                                Nawiązując jeszcze do Twojego postu, Ginestro, sądzę, że przystojny i elegancki
                                artysta (tudzież dentysta ;-)) po prostu nie chciałby pozostawać w cieniu Anieli
                                - i stąd brałyby się owe domniemywane konflikty. Ja myślę, że w wyborze Anieli -
                                było nie było, nieco egoistycznej istocie - tkwiła również szczypta zdrowego,
                                zimnego rozsądku: zawsze miałam wrażenie, że to Bernard kochał ją bardziej niż
                                ona jego; po prostu lubiła pozwalać mu się uwielbiać; miała pewność, że będzie
                                grać rolę pierwszoplanową, że on i obiad ugotuje i utuli i pocieszy... Jak się
                                pokłócą, to zrobi smutną minę i będzie dążył do zgody; jak będzie smutna, to ją
                                rozbawi... Ona po prostu wg mnie niejako góruje w tym związku, ale też mam
                                wrażenie, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę i że nie darzy Bernarda takim
                                szacunkiem, jak on ją. Fakt, jestem w stanie ją pojąć - Bernard jest psychicznie
                                od Anieli słabszy i dziecinny - ona jest niejako taką namiastką matki dla niego
                                (dzięki swojej silnej psychice, rzeczowości, konkretności). Wydaje mi się, że
                                Aniela kocha go na swój sposób, ale jednak jest w tej jej miłości taka...
                                pobłażliwość, czasem domieszka irytacji (na jego niezorganizowanie,
                                fajtłapowatość). Na pewno nie odnosiłaby się w ten sposób do męża, który byłby
                                dla niej partnerem; ale też w partnerskim związku nie miałaby aż tyle uwagi,
                                uwielbienia i rozpieszczania; ważne byłyby też potrzeby męża, nie tylko jej.
                                Wydaje mi się też, że skoro jest aktorką, to ewentualne potrzeby interakcji z
                                innymi typami mężczyzn niż Bernard może rozwiązywać flirtując z kolegami
                                aktorami - podobnymi jej przystojnymi egocentrykami; a potem po prostu wraca do
                                domu na obiad (kolację?) i znów ma ładowane akumulatory bezgranicznym mężowskim
                                uwielbieniem ;-)
                                • idomeneo Re: Jeszcze o Anieli i Bernardzie 04.06.08, 16:53
                                  ja odbierałam zawsze to niekończące się perorowanie Bernarda jako coś wywołanego
                                  potrzebą ciągłego ściągania na siebie uwagi otoczenia, jest w tym dla mnie jakiś
                                  głód. I w tym sensie rzeczywiście, wydawało mi się, że dobrze się z Anielą
                                  dobrali, bo zapewniają sobie nawzajem widownię przez 24 godziny na dobę.
                                  Natomiast ze swojej pracy - z prowadzenia zajęć wiem, że zdarzają się osoby,
                                  które są naprawdę mądre i wnikliwe, mające często celne przemyślenia, tylko że
                                  niekoniecznie obdarzone taką werbalną siłą przebicia jak gawędziarze w typie
                                  Bernarda, którzy, jeśli się im na to pozwoli, będą ciągnąć swoje monologi do
                                  upadłego, nawet jeśli nie mają nic specjalnie ciekawego do powiedzenia. W takim
                                  monopolizowaniu dyskusji jest - wydaje mi się - egoizm, polegający na
                                  niedostrzeganiu innych, którzy mogą mieć opory co do przebijania się przez ten
                                  potok wymowy.

                                  Co do wyglądu Bernarda, to chodziło mi wyłącznie o kwestie higieny osobistej, a
                                  nie o styl ubierania się - bo Bernard w BBB jest takim barwnym ptakiem, który
                                  nie daje się szarzyźnie schyłkowego PRL-u i ma odwagę nie ulegania konwencjom. I
                                  to jest bardzo miłe; ale niechlujstwo to zupełnie inna rzecz. Ja tak jakoś
                                  dopiero podczas tej niedawnej lektury BBB uświadomiłam sobie, że on ten swój
                                  kitel najwyraźniej nosił jak długą koszulę - nie zmieniając go (w rekordowo
                                  upalnym sierpniu i ciepłym wrześniu!) i nie nosząc spodni; oraz trzymał przez co
                                  najmniej miesiąc w pudłach swoje zabrudzone ubrania. Po prostu gdybym sama
                                  spotkała kogoś, z kim świetnie by mi się spędzało czas i rozumielibyśmy się
                                  bardzo dobrze, ale ta osoba miałaby właśnie takie, dość elementarne, problemy z
                                  higieną, to byłoby mi się raczej ciężko przełamać, żeby się do kogoś takiego
                                  choćby przytulić.
                  • lezbobimbo Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 20:39
                    ready4freddy napisał:
                    >a Aniella przechodzi faktycznie przemiany i cos tu nie wyszlo pani
                    autorce. tych> adoratorow na kopy mozna bylo chociaz zaznaczyc, ze,
                    bo ja wiem, (...)
                    > bo skoro o pyzata Roze zabijaja sie cale tlumy wzdychulcow, to co
                    dopiero> Aniela? no chyba, ze nie maja smialosci, bo ich osadza w
                    miejscu plomiennym> spojrzeniem i nogi im drza, ale ze strachu, nie
                    z niecierpliwosci. ze taka
                    > ognista Aniella to ich spopieli i zwegli na nic :)

                    Tiu tiu, bo rzeczywiscie uwierze, ze te adoratory nic tylko sie tak
                    daja sie spopielac, niesmiali jak motylki. Furda prawda! Na widok
                    tak apetycznej, ognistej Anielli, to by byli akurat tak oniesmieleni
                    "jako pies w towarzystwie sadla" i tak samo ona, ha ha ha ;)))))

                    Juz nieco lepiej wyszlo pani MM z temperamentna Idusia, ta ma kilku
                    pozaznaczanych adoratorów i nawet zareczyny zrywa z wielkim hukiem i
                    to dla kariery naukowej (!)
                    (z drugiej strony trudno tez uwierzyc, ze Idusia bylaby taka
                    zakompleksiona w mlodosci, skoro w przedmlodosci czyli w rozkosznym
                    okresie tweens, oprócz wykorzystywania Waldusia i jagniatka
                    Klaudiusza, nasza boginka usilowala tez poderwac nieco Pyziaka ;)
                    • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 20:45
                      ale to jest naprawde goraca red-hot-Aniella, co spopiella! jest tak goraca, ze
                      mozna ja obejmowac tylko w kombinezonie azbestowym, jak te Wenezuelanki, o
                      ktorych wspominali bohaterowie "Czarnego obelisku" Remarque'a :) bo inaczej jak
                      wytlumaczyc brak wzmianki o wzdychulcach??? tudziez drive Anielli na
                      dentyste-karateke?? ona takich to na peczki powinna miec, do wyboru, do koloru :)
                      (swoja droga strach pomyslec, jak on robi ekstrakcje, ten dentysta.. z
                      polobrotu??? co mi z kolei przypomina o tym, co wyznala dzis moja nowa kolezanka
                      z pracy. ze ma brazowy pas. nie ze ze skory, tylko ze z karate. zdziwniej i
                      zdziwniej...)
                      • lezbobimbo Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 21:13
                        ready4freddy napisał:
                        >bo inaczej jak wytlumaczyc brak wzmianki o wzdychulcach???

                        To bym tlumaczyla brakujacym researchem pani MM jesli chodzi o
                        kobiety ogniste.. zaraz mi sie oczywiscie skojarzyla Kalina
                        Jedrusik, co to w niej seks, goracy jak samum itd ;)

                        >tudziez >drive Anielli na dentyste-karateke?? ona takich to na
                        >peczki powinna miec, do wyboru, do koloru :)

                        Ano wlasnie, prawdopodobienstwo peczków mogloby byc bardzo spore :)

                        A co takie dziwne w brazowym pasie karate u kobiety? Nawet u MM córa
                        Rojbrojka wszak trenuje. I Kozio, zahukany artysta.. czy sie myle?

                        • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 04.06.08, 22:28
                          absolutnie nic w tym dziwnego :) rzecz w tym, ze dla zartow powtarzalem od
                          jakiegos czasu mojej rodzicielce "przyjdzie nowa i mnie wygryzie, mlodsza, panie
                          tego, wezmie i wygryzie!". oczywiscie kolezanka nie ma zamiarow ani specjalnych
                          mozliwosci wygryzania, a ja taylko tak sobie zartowalem, ale.. co, jesli
                          wykopie? z karata? :D
                      • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 06.06.08, 21:04
                        ready4freddy napisał:

                        > jak wytlumaczyc brak wzmianki o wzdychulcach??? tudziez drive
                        > Anielli na dentyste-karateke?? ona takich to na peczki powinna
                        > miec, do wyboru, do koloru

                        może i powinna - nie żebym jakoś szczególnie przepadała za Krystianem, ale w BBB
                        jest moim zdaniem naprawdę ładnie opisane, jak zakochana jest w nim Aniella,
                        mamy liczne, miłe wzmianki o tym szmapańskim stanie ducha, który sprawia, że
                        ognista artystka chciałaby się tarzać ze szczęścia jak prosię w stokrotkach. I
                        koniecznie musi to zostać fabularnie złamane po to, żeby, zgodnie z postulatem
                        Dmuchawca, miał się kto zaopiekować dużym dzieckiem Bernardem (którego Aniela
                        czasem sztorcuje, czasem przyjacielsko wysłucha, ale romantycznych uczuć to on w
                        niej raczej nie budzi). No, żal mi trochę serca Anielli i tego jej wspaniałego,
                        romansowego potencjału, złożonego na ołtarzu konieczności dobrania pary do Bernarda.
              • croyance Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 11:43
                A Tobie sie Aniela nie kojarzy przypadkiem z Anain Nin? Bo mnie
                tak :-D
                • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 16:16
                  Croyance, myślisz, że oprócz Bernarda Aniella ma jeszcze jakiegoś drugiego męża
                  gdzieś w Zakopanem albo w Kutnie? I licznych kochanków płci obojga jak Anaïs?
                  No, ładne rzeczy!
                  • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 16:31
                    Aniella to wszak slawna artystka. jako taka, ma tabuny fanow, a wsrod fanow -
                    groupies. plci obojga, a co :)
    • agnieszka_azj Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 11:48
      Wracając do tematu głównego tego topiku:

      Jak Wam się wydaje - co studiowała Bebe ?

      Ja obstawiam psychologię.
      Spora część osób studiujących psychologię (lub przynajmniej na nią
      zdających) to osoby, które szukają w tych studiach sposobu na
      zrozumienie samych siebie i rozwiązania własnych problemów
      osobowościowych. Bebe mi bardzo do tego wzorca pasuje.

      Jesli nie psychologia, to przychodzi mi do głowy jeszcze tylko
      polonistyka.
      • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 16:37
        tez bym stawial na psychologie, chociaz niekoniecznie celem rozwiazywania
        wlasnych problemow. Bebe ma przeciez pod reka Kozia, niezly material dla
        psychologa :) to duze ulatwienie wszak :)
        a mnie sie Bebe jakos biologicznie kojarzy, w sensie ze cos zwiazanego z
        biologia moglaby studiowac :) ale nie wiem, czemu.
        • dakota77 Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 16:52
          Moze ten jej chlod kojarzy ci sie z laboratorium:-)
          • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 17:14
            oprócz takich laboratoryjnych, znam też biologów, co się czołgają po bagnach.
            Ale faktycznie, higieniczna Bebe mogłaby się genetyką zająć na przykład.
          • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 17:24
            e tam, chlod. raczej taka czystosc, panie tego, kliniczna :)
        • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 17:40
          ready4freddy napisał:

          > tez bym stawial na psychologie

          hm, myślicie, że Bebe ma taką wewnętrzną gotowość do zaglądania w dusze innych
          ludzi? Dla mnie polonistyka chyba prędzej, zwłaszcza, że jedyna rzecz, którą tak
          naprawdę wiadomo o zainteresowaniach Beaty, to że lubi czytać książki (choć nie
          wiadomo jakie).
          • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 22:50
            tego nie wiem, ale z jakichs powodow (nie wiem, jakich) przywodzi mi na mysl
            dwie filmowe panie psycholog: te, do ktorej chodzi Tony Soprano, i te grana
            przez Nicole Kidman w Batman Forever. takie mam dziwaczne skojarzenia czasem,
            nic na to nie poczne :)
            • idomeneo Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 23:18
              ready4freddy napisał:

              > tego nie wiem, ale z jakichs powodow (nie wiem, jakich) przywodzi
              > mi na mysl dwie filmowe panie psycholog: te, do ktorej chodzi Tony
              > Soprano

              a wiesz, że rzeczywiście, coś w tym jest, one nawet fryzury mają podobne. Siedzi
              sobie taka poukładana i zdystansowana Bebe z nogami elegancko założonymi i
              przychodzą do niej gangsterzy - Masa, Kiełbasa, Baranina...
              • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 05.06.08, 23:31
                ale sie rozpedzilas :) moze najpierw mlodszy Lisiecki i starszy Lisiecki? a ona
                siedzi, nogi elegancko zalozone.. wroc, bo mi sie inny film przypomnial.
                mniejsza z tym :)
                • trawiasta Re: Co się stało z Bebe? 14.06.08, 15:59
                  Ready4freddy, zgadzam się, jeśli chodzi o studia Bebe - biologia pasuje jak
                  ulał. Spokojne, czyste laboratorium, żadnych egzaltowanych ludzi wokół, wszyscy
                  poważni i skupieni i Bebe nad mikroskopem; chłodna, opanowana, w białym
                  fartuchu; śledząca w skupieniu namnażanie komórek (albo cokolwiek innego ;-)).
                  Psychologia nieee - zbyt wiele interakcji z ludźmi i to - w przypadku klinicysty
                  - niestabilnymi np. emocjonalnie, o chwiejnej samoocenie... a jakby tak pacjent
                  depresyjny z okna skoczył? To Bebe wtedy za nim, daję głowę; nie poradziłaby
                  sobie z tym.
                  • krasnoludek_zadyszek Re: Co się stało z Bebe? 25.07.08, 22:17
                    <podniosę sobie, bo właśnie wróciłam do BBB>
                    Bebe na mojego nosa i oko studiowała coś, co miało być dalekie od stylu życia
                    Józefiny, coś, co nie jest ekspansywne, zwracające na siebie uwagę i wymagające
                    kontaktu z ludźmi. Pomysł z biologią niczego sobie, może bibliotekoznawstwo
                    (BTW, wiem, że praca w bibliotece wymaga niezłych umiejętności
                    interpersonalnych, ale obiegowo mogło się BB wydawać, że nie), a może coś, na co
                    była moda, tłum ją pociągnął, a ona myślała, że to jej suwerenny wybór (chyba że
                    do skończenia LO Dambo pomógł jej nabrać pewności siebie i odwagi) - może
                    socjologia albo jakaś filologia obca.

                    A po drugie, to czemu MM nie wróciła do takich uroczych bohaterów
                    drugoplanowych, jakimi są bliźniaki Burczykowscy? Niech się gdzieś w tle
                    pojawią, bo mnie ciekawi, czy Marianna nadal się od brata nie różni:)

                    A po trzecie i offtopowo, to włoski jest fajowy, wydaje się prosty i rosłam z
                    dumy, jak po semestralnym kursie kilka lat temu i dzięki dobrej znajomości
                    łaciny i francuskiego w zeszłym tygodniu spokojnie w większości rozumiałam
                    włoskiego oprowadzacza po mieście:))
                    • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 26.08.08, 21:15
                      a wiesz, ze mi wlasnie teraz podczas klejnego czytania tego watku przyszla do
                      glowy socjolo (moze ktos widzial.. byla taka internetowa fotostory na hyperreal,
                      gdzie bohaterowie studiowali socjolo, psycholo i pedago)? :) Bebe, istota
                      spoleczna. to ladnie brzmi. w tym momencie Bebe (dzieki cytatom zapodanym
                      ponizej przez filifionke-listopadowa) nabrala w mym wypranym popkultura umysle
                      wszelkich cech Jennie Garth jako Kelly w BH90210 (blond wlosy, ciemne oczy,
                      ladna i chlodna) i wsjo nabralo ksztaltow. ktos pytal o obsade? to ja poprosze o
                      Jennie jako Bebe.

                      no i Drew jako Pulpa, ale to juz mowilem :)
                      • dakota77 Re: Co się stało z Bebe? 26.08.08, 21:26
                        To nawet pasuje, powiem ci, z Jenny:-). Ponoc Jenny ma sie na chwile pojawic w
                        nowym Beverly Hills:-)
                        • ready4freddy Re: Co się stało z Bebe? 27.08.08, 17:26
                          nowe BH pryncypialnie odrzucam jako herezje i szarganie swietosciow :)
                      • filifionka-listopadowa Re: Co się stało z Bebe? 27.08.08, 23:01
                        chłodna bo chłodna ale jednak nabiera miłego odcienia przy tym ognisku, gdzie
                        śpiewała z przyjaciółmi(!).
                        Ja bym jednak proponowała coś bardziej wysublimowanego. Może językoznawstwo?
                        Albo jakaś mała filologia obca. Fińska na przykład. Zamknięci w sobie ludzie(po
                        czym poznać ekstrawertycznego Fina? Po tym ,ze podczas rozmowy patrzy na Twoje
                        buty nie na swoje), zimne kolory otaczające z gracją Bebe i coś absolutnie nie
                        pasujące do Józefiny.
                        • ginestra Re: Co się stało z Bebe? 28.08.08, 18:18
                          filifionka-listopadowa napisała:

                          > chłodna bo chłodna ale jednak nabiera miłego odcienia przy tym ognisku, gdzie

                          > Albo jakaś mała filologia obca. Fińska na przykład. Zamknięci w sobie ludzie(po
                          > czym poznać ekstrawertycznego Fina? Po tym ,ze podczas rozmowy patrzy na Twoje
                          > buty nie na swoje), zimne kolory otaczające z gracją Bebe i coś absolutnie nie
                          > pasujące do Józefiny.

                          Bardzo mnie rozbawiło o tym ekstrawertycznym Finie :))) Ale chyba to dość
                          prawdziwe, z tego co słyszałam. :)
                          Czy masz może Filifionko, jakieś "związki z Finlandią"?
                          Bo ja trochę się zainteresowałam tym krajem i Finami poprzez znajomą Finkę, z
                          którą koresponduję, a nawet co parę lat się widzimy, bo przyjeżdża do Polski
                          (no, ona jest wyjątkiem zapewne, bo dość śmiała, choć specyficzna), a także
                          przez poznaną tej zimy jedną panią, która spędziła bardzo wiele lat w Finlandii
                          i jest tłumaczką tego języka. Niesamowita osoba i trochę mi opowiadała o Finach
                          i ma podobne wrażenia jak te, o których wspomniałaś. :)

                          Filologia Fińska to bardzo kameralny wydział, przynajmniej w W-wie. Znam kogoś,
                          kto tam chodził nie studiując tam, ale dla samej nauki języka i mówił, że było
                          przesympatycznie. :) Myślę, że Bebe by się tam odnalazła (o ile Finlandia by ją
                          zaciekawiła) z uwagi właśnie na tę kameralność i spokój, który mogłaby znaleźć
                          zgłębiając powoli ten trudny język i kulturę. Tylko co potem? Tłumaczka? Na tyle
                          jest to niszowy język, że nie uniknęłaby zapewne też tłumaczenia na żywo. Ale
                          kto wie? Przy Dambie na pewno nabrała pewności siebie, to może i na żywo mogłaby
                          tłumaczyć. :)
                          Lubię Bebe i lubię myśleć, co się z nią dzieje, tylko sama nie mam za bardzo
                          pomysłów fabularnych. :)
                          Pozdrawiam!
                          • dakota77 Re: Co się stało z Bebe? 28.08.08, 19:25
                            Ja we wczesnej młodośći bardzo się interesowałam Finlandią, ale mi przeszło,
                            kiedy zobaczyłam ten kraj;-). Jestem chyba jedyną osobą, która tego ktaju nie
                            polubiła, ale co zrobić. Krajobrazy są równie ładne w Szwecji, a ludzie bez
                            porównania milsi.
                          • filifionka-listopadowa Re: Co się stało z Bebe? 29.08.08, 19:09
                            Tylko tyle co z ich literatury i z literatury o nich.
                            Nie wiedziałam ,ze w W-wie jest fińska!
                            Tłumaczka, a jej chłód i opanowanie zrobią z niej świetnego tłumacza symultanicznego. Zestresuje się już po trudnych negocjacjach.
                            • kaliope3 fiński ot 29.08.08, 23:09
                              Filifionko,a lubisz Mikę Waltariego? Ja bardzo, zwłaszcza od Mikaela Karwajalki
                              ( być może pisownia nie ta)-takie ciepłe,okrutne i melancholijno-depresyjne
                              pisarstwo
                              • filifionka-listopadowa Re: fiński ot 29.08.08, 23:25
                                Miejsce i czas akcji mnie odrzuca.
                                Fascynuje mnie współczesna (również w akcji) literatura. czyli więcej szukam
                                czegoś do czytania niż czytam. Uwielbiam książki antropologiczne o narodach.
                                (marzę o chryzantemie i mieczu)
      • laura-gomez Re: Co się stało z Bebe? 27.08.08, 17:57
        agnieszka_azj napisała:


        > Jesli nie psychologia, to przychodzi mi do głowy jeszcze tylko
        > polonistyka.

        Mnie też polonistyka, ewentualnie bibliotekoznawstwo, w końcu Bebe bardzo lubiła czytac książki :D
    • pulpecja7 Re: Co się stało z Bebe? 21.08.08, 15:54
      W 'Dziecko piatku' na stronach od 1-40 jest napisane coś o tym już nie pamiętam
      dokładnie...Ale że wyjechala na studja.
      • filifionka-listopadowa O Bebe w DP 23.08.08, 15:30
        Akapit Press "Dziecko Piątku" str. 23-24 (Kozio u Borejków)
        "Dawno nie jadł czegoś tak niewiarygodnie pysznego. Bebe, jego siostra zazwyczaj kupowała jakieś gotowe babki czy pierniki i nawet nie przypuszczał ,że domowe ciasto może być takie dobre"

        str. 68 (Konrad rozmyśla)
        " Dzisiejsza niedziela była dodatkowo przykra z powodu zachowania Bebe: pojechała ona za miasto ze swoim chłopakiem o przezwisku Dambo i nawet do głowy im nie przyszło ,że mogliby zabrać i jego. Co prawda, motocykl Damba miał tylko dwa miejsca - no,ale kto im kazał jechać motocyklem do tego lasu, mogli przecież się wybrać autobusem, Niestety, niestety - zmuszony był podejrzewać ,że szanowny pan Dambo, dość udatnie grający rolę kupla i przyjaciela oraz równego gościa, chyba po prosty użył wykrętu , by znaleźć się z Bebe sam na sam"

        str. 104 (Cohen kończy śpiewać "birds on the wire" a Konrad rzeźbić)
        :Za jego plecami otwarły się nagle drzwi i do pokoju Konrada weszła jego starsza siostra, Bebe- jasnowłosa, ciemnooka, opalona na złoto, z białym śladem pasty do zębów na dumnym podbródku. Ubrana w piżamę, na ramieniu miała wilgotny ręcznik"

        str. 165 (Ranek po nocy z piwem i papierosami)
        "Około jedenastej Bebe Bitner weszła do pokoju swego brata, by stwierdzić, czy to możliwe ,że o tej porze, w taką piękną pogodę, ten nieznośny człowiek jeszcze śpi. (...)Bebe należała do osób spokojnych i opanowanych. Stała przez chwilę bez ruchu, rejestrując wszystkie te oznaki rozpasania, wreszcie ściągnęła z brata kołdrę i powiedziała:
        -wstawaj"

        str. 174 (scena końcowa)
        "Było już dobrze po dziesiątej, gdy Bebe wróciła do domu, niespokojna co porabia Konrad, ale zarazem bardzo wypoczęta i zadowolona z wycieczki. Byli z Dambem rowerami w Lusówku nad jeziorem, piekli z przyjaciółmi kiełbaski w ogródku, palili ognisko i śpiewali przy gitarze.
        Dambo pożegnał się z nią i pojechał dalej, do siebie, a Bebe spojrzała w okna swego domu i uspokoiła się, widząc, ze u Konrada pali się światło."
        • sowca Re: O Bebe w DP 31.08.08, 22:16
          Ja też bym obstawiała biologię albo coś bardziej skomplikowanego: n
          przykład biologię molekularną, cokolwiek to jest:P
          W ogóle, należę chyba do bardzo nielicznego grona osób, które Bebe
          nie uwielbiają i tak bardzo za nią nie tęsknią. Jak zauważyłam,
          Beata cieszy się na forum dużą sympatią, chyba nawet wygrała ranking
          na najsympatyczniejszą postać kobiecą w Jeżycjadzie, i nie mogę
          zrozumieć czemu. Ja owszem ją lubię - sympatyczna, miła postać, ale
          mimo wszystko wydaje mi się taka blada, strasznie nijaka. Uważam, że
          diagnoza Bernarda: "Miłe dziecko, ale nudne" i "Ona jest jakaś
          zagipsowana, ta Bebe" dobrze to oddaje. No a pseudonim - Bebe -
          kompletna porażka. Ja też nie przepadam za swoim imieniem, ale
          przezwisko powinno mieć jakiś urok, a bebe kojarzy mi się albo z
          niemowlakiem, albo z kozą.
          • dakota77 Re: O Bebe w DP 01.09.08, 09:27
            Ale przeciez to zagipsowanie Bebe jest zamierzone, tyle ze ma stanowic punkt
            wyjscia dla rozwoju, otwarcia sie na innych. A problem polega chyba na tym, ze
            jedyne przelamanie jakie sami widzimy to pogon za Dambem na koncu. Potem jest
            kolejny tom i Bebe pojawia sie episodycznie lub jest wspominana przez Kozia. I
            tam czytamy o jakichs wypadach z przyjaciolmi, spiewaniu przy ognisku, ale
            szkoda, ze tego nam autorka nie pokazuje. Choc oczywiscie nie moze byc tak, ze
            kazda postac w kazdym tomie pojawia sie caly czas, bo ksiazki wygladalyby jak
            encyklopedia. Ale tak czy owak, musimy uwierzyc autorce, ze przemiana nastapila
            i ze zniknelo zagipsowanie. A tego, ze Bebe nie jest nudna autorka nam chyba nie
            probowala udowodnic;-)
            • sowca Re: O Bebe w DP 01.09.08, 12:34
              Jest sporo racji w tym, co napisałaś. Bebe otwiera się dopiero pod
              sam koniec książki, kiedy pierwszy chyba raz robi coś pod wpływem
              emocji. Przez całą resztę Bebe jest zagipsowana i to mi nie pozwala
              jej dogłębnie poznać i zrozumieć. Ale nawet jako zagadkowe i
              tajemnicze źródełko, jak nazywał ją Dambo, jest moim zdaniem mało
              ciekawa. Blednie w towarzystwie innych postaci kobiecych, chociażby
              Nutrii, która też jest przedstawiona jako osoba zagubiona i wrażliwa.
              • anutek115 Re: O Bebe w DP 02.09.08, 18:12
                Żródełko, źródełko, że sobie pozwolę zrobić zgryźliwą uwagę. Nigdy nie mogłam
                się tej zgryźliwości pozbyć (z latami coraz gorzej jest) jak sobie o tych
                głodnych, przepraszam bardzo, kawałkach Damba pomyślę. Toż to casus Maćka
                Ogorzałki w damskiej wersji! Nic ze mnie nie wypleni przeswiadczenia, że Dambo
                tak się zawzięcie dokopywał źródełek, bo Bebe była piękna. Jakby spotkał taką
                "zagipsowaną" brzydulę, toby sobie nią głowy nie zawracał.
                Piszę to jako "zagipsowana", no, może nie brzydula, ale żadna piękność (gdzieś
                tam pisałam, że identyfikowałam się z Bebe, ten tekst po przyłapaniu przy ej
                koszuli "ze wstydu bolało ja całe ciało", o jak ja to dobrze znam!!!). Wiekszość
                świata diagnozowała mnie bardzo szybko (jako nudziare, zarozumialca itp) i nikt
                się nie wysilał, żeby się pochylac nad głębią mej duszy. Oczywiście, można
                założyć, że moje głębie nie były takie głębokie jak Bebe. Albo, że w ogóle ich
                nie było. Albo, że otaczali mnie tylko prostacy, a nikt pokroju Damba. Ale ja i
                tak jestem pewna, że uroda Bebe jakos skłaniała ludzi do pochylania się nad
                wspomnianymi głębiami. Bez niej byłaby tylko nudziarą.
                • filifionka-listopadowa Re: O Bebe w DP 02.09.08, 19:01
                  Tylko nie rozumiem dlaczego używasz liczby mnogiej! Tylko jeden Dambo nie
                  traktował jej jak "miłego dziecka ale nudnego". Reszcie zdecydowani nie chciało
                  się zapuszczać w głębiny osobowości Bebe.
                  Ale.. hmm... nie można obwiniać ludzi ,że przy wyborze obiektu zainteresowań
                  uroda gra pewną rolę. Tylko ,ze nie to ładne co ładne ale to co się podoba.
                  • anutek115 Re: O Bebe w DP 02.09.08, 19:27
                    O, chciało sie, chciało. Był tam jakis kolega wspomniany ze spływu kajakowego
                    (czy czegos podobnego), owszem, nie opisywany jako ktoś, kto się wgłębia, ale
                    wydaje mi się, że on próbował - z tym, że jej to nie odpowiadało i kolega został
                    spławiony. Na spływie :-))).
                    Ja odnoszę raczej wrażenie, że Bernard wykazał się zadziwiającym
                    outsiderstwem... no i że nie można go jednak uznać za ciepłe kluchy, skoro
                    zachwycił się raczej rogatą Aniellą :-).
                    Inna rzecz, że nieprzystojnie byłoby mu zachwycać się nieletnią :-).
                    • filifionka-listopadowa Re: O Bebe w DP 05.09.08, 13:07
                      Oj kolega ze spływu raczej nie miał ochoty zagłębiać się w umysł Bebe i wydawał
                      się(na podstawie tego krótkiego fragmentu o nim) być zainteresowany cielesnością
                      Bebe. Li i jedyne.
                      • anutek115 Re: O Bebe w DP 06.09.08, 12:41
                        A pozwolę sobie się nie zgodzić. To z odbioru Bebe wynika, że był zainteresowany
                        cielesnością. A tam jest taki fragment (przepraszam za błędy, cytuję z pamięci):
                        "mówił, że obserwował cały dzień, ile razy ona zmieni wyraz twarzy i przysięga,
                        że nie zmienił się on ani razu". Trochę mi to nie pasuje do człowieka
                        zainteresowanego tylko cielesnością. Myślę, że był zafrapowany Bebe, na tyle, by
                        ją uważnie obserwować, a że nie wstawiał głodnych kawałków o źródełkach...

                        No i uważam, uparcie, że Dambo też był zainteresowany jej cielesnością. Że gdyby
                        nie ta cielesność, toby mu źródełka w głowie nie były. Owszem, może znalazł na
                        Bebe lepszy sposób (był otóż nachalny - ja w wieku Bebe uciekałabym przed nim na
                        koniec świata, czulabym się osaczona), może jej się po prostu spodobał, bardziej
                        niż kolega ze spływu ;-), ale nie wierzę, że był jedyny taki głęboki,
                        doszukujący się duszy i potencjałów umysłowych w pięknym ciele. Nie od początku,
                        w każdym razie. A czy w ogóle by zaczął, gdyby nie uroda Bebe... może i tak
                        (Jeżycjada jest pełna takich przypadków ;-)), ale nie wywoływałby (u mnie
                        przynajmniej) wrażenia, że to o tę urode głównie chodzi (jest w BBB też kawałek
                        o świetnych nogach, co się nie zmieniają z wiekiem. Jak na faceta, co głęboko w
                        oczy patrzył i o źródełkach nawijał, zadziwiająco dużo nasz Dambo widział... w
                        nie najbliższej okolicy...)
                • ding_yun Re: O Bebe w DP 05.09.08, 12:02
                  anutek115 napisała:

                  > Żródełko, źródełko, że sobie pozwolę zrobić zgryźliwą uwagę. Nigdy
                  nie mogłam
                  > się tej zgryźliwości pozbyć (z latami coraz gorzej jest) jak sobie
                  o tych
                  > głodnych, przepraszam bardzo, kawałkach Damba pomyślę. Toż to
                  casus Maćka
                  > Ogorzałki w damskiej wersji! Nic ze mnie nie wypleni
                  przeswiadczenia, że Dambo
                  > tak się zawzięcie dokopywał źródełek, bo Bebe była piękna. Jakby
                  spotkał taką
                  > "zagipsowaną" brzydulę, toby sobie nią głowy nie zawracał.

                  Wreszcie! wreszcie ktoś to wyciągnął na światło dzienne! Zgadzam się
                  w 100%. I tu nawet nie chodzi, żeby teraz Damba specjalnie
                  obsmarowywać. On był po prostu normalnym facetem. Naprawdę jak nie
                  jest się kobietą, która powala urodą na kolana to nie opłaca się w
                  życiu zamykać w skorupie i liczyć, że ktoś dostrzeże w niej
                  szczelinę. Nie dostrzeże, nawet jeśli jesteśmy przeciętnej urody.
                  Jeśli jesteśmy po psrostu brzydkie, całe życie w tejże spędzimy bo
                  facet istota leniwa jest. Zresztą kobieta chyba też :P Przyszło mi
                  do głowy, ze gdyby Przeszczep był przystojniakiem to rzesze
                  potencjalnych fanek mogłyby rozpatrywać cóż znaczy jego tajemnicze
                  wycofanie się wgłab siebie. A tak to było jak było.
                  • filifionka-listopadowa Re: O Bebe w DP 05.09.08, 13:08
                    hmm ale chyba liczy się jakość a nie ilość co?
                  • ginestra Re: O Bebe w DP 05.09.08, 13:17
                    Zgadzam się z Ding_yun i z Anutkiem w sprawie "źródełek". Chciałabym zauważyć,
                    że punkt widzenia
                    Ding-yun pokazuje też konkretną drogę wyjścia z problemu dla osób nieśmiałych i
                    wątpiących w swoją urodę. Bardzo mi się podoba to trafne stwierdzenie: "nie
                    siedzieć w
                    skorupie".

                    Wszystko wychodzi mi na to, że najważniejsze to rozprawić się ze złymi i
                    krzywdzącymi przekazami ze świata na swój temat. One to sprawiają, że powstaje
                    ta skorupa. Grunt to uświadomić sobie, że ona jest (jeśli jest) i coś z tym
                    zrobić, pomóc sobie, w każdy możliwy sposób, żeby z niej pomału wychodzić, uczyć
                    się cenić siebie i lubić. (Czasem ta nauka musi odbywać się drogą terapii
                    psychologicznej, jeśli te przekazy od dzieciństwa były bardzo silne i niszczące
                    i zespoliły się mocno z daną osobą). I jak się będzie siebie lubiło, to i świat
                    będzie tę
                    osobę tak postrzegał - jako atrakcyjną i wręcz piękną. To wszystko bardzo wiąże
                    się z tą (bardzo mi bliską) sprawą poczucia własnej wartości. Chodzi o to, żeby to
                    było zdrowe poczucie wartości, a zdrowe to znaczy: ani zbyt wysokie, ani zbyt
                    niskie. Dana osoba zna swoje słabe punkty, ale też i mocne. Nie zaprzecza i nie
                    fałszuje. Wie czego nie może zmienić i umie to jakoś odżałować. Wie co może
                    zmienić i
                    to zmienia. Wie czego nie musi zmieniać, bo to jest fajne i to jeszcze bardziej
                    podkreśla i rozwija. Potrafi to wszystko pomieścić w sobie i lubić siebie taką
                    jaka jest. Jest to trudna sztuka dla ludzi, którym w dzieciństwie nikt tego nie
                    pokazał i nie wzmocnił ich poczucia wartości, a niekiedy wręcz je niszczył. Ale
                    jest to na pewno do odwrócenia i naprawienia w dorosłym czy w nastoletnim życiu.
                    Jak ktoś miał szczęście wpaść na Damba, który w tym pomaga, to na pewno to
                    poczucie wartości w nim łatwiej się odbudowuje, a to, co złe roztapia się pod
                    wpływem tej akceptacji i miłości. A jak ktoś nie miał takiego szczęścia ,to po
                    prostu (jeśli chce) musi sam się przyłożyć, żeby to poczucie odbudować.

                    Ja mam na przykład takiego bardzo fajnego kolegę, z którym mam niewielki
                    kontakt, ale jest on przykładem osoby o zdrowym poczuciu wartości. Kiedy go
                    poznałam w czasach licealnych na takim kursie językowym, to zauważyłam, że nie
                    jest on na pewno zbyt przystojny, ale jest przesympatyczny i pełen pasji i
                    kontaktowy. Bardzo miłą miał wokół siebie aurę. Po iluś zajęciach dopiero
                    zauważyłam, że
                    on ma taki rodzaj niesprawności, a mianowicie jakby nie do końca wykształconą
                    rękę, (podobnie jak Natalia Petryka, tenisistka). Jak się domyślam, to musiało
                    być dla niego pewnym problemem, zwłaszcza jako dla chłopaka/ mężczyzny, w
                    kontekście poszukiwania kobiety i w ogóle spraw, które interesują mężczyzn typu
                    sport czy inne itp. Ale nie pokazywał tego po sobie, był bardzo naturalny. Tak
                    popadło, że byliśmy po prostu dobrymi kolegami,
                    chodziliśmy też razem do teatru, zabierał mnie na ciekawe wykłady, bo on już był
                    studentem, na kawę itp. Potem straciliśmy kontakt, wskutek jego i
                    mojego wyjazdu za granicę. Spotkałam go rok temu, po ok. 18 latach (ale
                    wcześniej co nieco wiedziałam, co u niego słychać i cieszyło mnie to, co
                    słyszałam: ożenił się, ma śliczne dzieci, zawodowo rozwinął się jak mało kto,
                    jest przykładem dosłownie jak z "Alchemika", żeby iść za swoim głosem, który ma
                    się w sercu, za swoją pasją). I na tym spotkaniu ze mną też emanował takim
                    ciepłem i taką sympatią do świata i energią i po prostu taki mężczyzna jest
                    naprawdę bardzo atrakcyjny (mimo, że upływ czasu też i jego nie ominął pod
                    względem zmian w fizyczności), ale to nie miało znaczenia w całym kontekście
                    osoby. Jest on dla mnie jednym z najbardziej
                    inspirujących ludzi, jakich poznałam. Akurat z "iskrzeniem" i zakochiwaniem się,
                    to jest to złożona sprawa i nie było nam to pisane, obopólnie, jednakże chcę
                    powiedzieć, że właśnie taka osoba o zdrowym poczuciu wartości "na wejście"
                    emanuje czymś fajnym i to dodaje jej mnóstwa urody. Gdyby ten chłopak zamknął się w
                    skorupie, na pewno i jego życie potoczyłoby się inaczej i on sam nie czułby się
                    tak dobrze ze sobą i w świecie. Myślę, że akurat on wyniósł to zdrowe poczucie
                    wartości z domu, ale
                    też sporo pracy musiał w to włożyć, żeby nie osłabło w konfrontacji ze światem.
                    Dla mnie jest to zatem bardzo duża inspiracja do pracy nad sobą.

                    Myślę, że każdy z nas zna (lub znał) takie osoby, płci obojga - np. dziewczyny,
                    które może nie są ładne jak z obrazka, ale chłopaki uganiają się za nimi i tracą
                    głowę. Wydaje mi się, że kluczem jest właśnie to poczucie wartości. Pocieszające
                    jest to, że można nad nim pracować. :)

                    I jest jeszcze (przynajmniej książki to piszą, ale chyba tak jest i w życiu) coś
                    takiego, że ludzie o podobnym poczuciu wartości przyciągają się wzajemnie i budują
                    związki. A więc im bardziej pracuje się nad swoim zdrowym poczuciem wartości, to
                    tym większa szansa na to, że nie zwiąże się człowiek z kimś, kto ma na przykład
                    niskie poczucie wartości i z tego powodu potrzebę dominowania nad tym drugim czy
                    potrzebę jakichś innych złych zachowań. Tylko zwiąże się z kimś, kto ma zdrowe
                    poczucie wartości, zna siebie, zna swoje zalety i wady, nad wadami chce
                    pracować, a zalety lubi i chce się nimi dzielić.

                    W przykładzie Bebe-Dambo wychodzi mi więc na to, że on miał zdrowe poczucie
                    wartości, a Bebe też na początku miała zdrowe (może jako mała dziewczynka
                    dostała sporo miłości i akceptacji), a potem brak ojca i matki spowodował, że ono
                    się zaczęło chwiać i progresywnie się chwiało coraz bardziej, ale Dambo pojawił
                    się w czas i pomógł jej i nie potrzeba było wiele, a to zdrowe poczucie wartości
                    odezwało się i zadomowiło w niej na dobre. I zbudowali dobry związek. :)
                    Pozdrawiam!
                    • dakota77 Re: O Bebe w DP 05.09.08, 14:05
                      ginestra napisała:


                      > W przykładzie Bebe-Dambo wychodzi mi więc na to, że on miał zdrowe poczucie
                      wartości, a Bebe też na początku miała zdrowe (może jako mała dziewczynka
                      dostała sporo miłości i akceptacji), a potem brak ojca i matki spowodował, że
                      ono się zaczęło chwiać i progresywnie się chwiało coraz bardziej, ale Dambo
                      pojawił się w czas i pomógł jej i nie potrzeba było wiele, a to zdrowe poczucie
                      wartośc
                      > i odezwało się i zadomowiło w niej na dobre. I zbudowali dobry związek. :)

                      Ale jakie mamy dowody na to, ze Bebe otrzymala podbudowe to takiego zdrowego
                      systemu wartosci? O milosci rozdzicielskiej nie mowiac? Moim zdaniem fakty
                      swiadcza przeciwko takiej teorii. Bebe jest tak mocno zamknieta w swojej
                      skorupie, ze naprawde trudno jest mi uwierzyc, zeby zamknela sie tam niedawno.
                      Jest zbyt wyalienowana. Do tego rodzice- czy oni znali w ogole swojego ojca?
                      Chyba nigdy o nim niczego sie nie dowiedzielismy, ale przypuszczam, ze w zyciu
                      rodziny nie bylo go od dawna albo wlasciwie nigdy. A Jozefine postrzegam jako
                      kompletna egocentryczke, niespecjalnie przejmujaca sie dziecmi ( wystarczy
                      wspomniec list jaki od niej otrzymali w BB, przeciez byl kompletnie nieczuly)
                      • anutek115 Re: O Bebe w DP 06.09.08, 12:51
                        Ja jeszcze dodam, że wydaje mi się trochę niewiarygodne to jej, sugerowane przez
                        MM gdzieś w tle, wyjscie ze skorupy. Te kiełbaski, pieczone przy ognisku z
                        przyjaciółmi (?!!!!). A skąd Bebe nagle znalazła PRZYJACIÓŁ? Kolegów, koleżanki
                        - może. Ale przyjaciół? Pół roku wcześniej otworzyła się na świat dzieki
                        ożywczej mocy uczucia, i od razu ma przyjaciół, z którymi gra przy ognisku na
                        gitarze i śpiewa? Ona sobie przez lata budowała wizerunek osoby chłodnej, z
                        dystansem, takiej, co to jej nic i nikt nie poruszy - a potem nagle, szast,
                        prast, niemal dusza towarzystwa... Że znowu się odwołam do własnych doświadczeń
                        "wychodzenia ze skorupy" (ścisle subiektywnych, ale jednak trochę podobnych) -
                        oj, nie idzie to tak łatwo...
                        • alitzja Re: O Bebe w DP 06.09.08, 14:25
                          A to teraz ja się nie zgodzę. Bebe wychodzi ze skorupy w "Brulionie"
                          (akcja: 1988), a piecze kiełbaski 5 lat później, w "DP" (1993), więc
                          trochę miała czasu na to otwarcie się na świat.
                          Chociaż przyznam, że mnie też to koślawo wygląda - ona nie z tych,
                          co śpiewają (!) przy ognisku.
                          • anutek115 Re: O Bebe w DP 06.09.08, 16:04
                            A. No tak. Z godną stuprocentowego musierowiczysty nonszalancją potraktowałam
                            daty ;-). Ale i tak nie wierzę w Bebe śpiewającą gdziekolwiek (no, może w
                            łazience przy kapieli). I stawian na to raczej, że to byli przyjaciele Damba,
                            dla Bebe raczej koleżeństwo, względnie sympatyczni znajomi :-))).
                            • lezbobimbo Re: O Bebe w DP 06.09.08, 19:41
                              Co tak nie chcecie Bebe przyznac pieknego glosu samorodnego? Na pewno cwiczyla
                              po kryjomu swój talent, chylkiem spiewajac gospel w tym samym chórze, co
                              Lauretka Alinoe ;)
                              W tym takim kosciele, do którego chodza punki i alternatywy hi hi hi
                              • anutek115 Re: O Bebe w DP 06.09.08, 19:57
                                Ach, a któż jej nie chce głosu przyznawać? Głos to ona może mieć jak Maria
                                Callas (no, w takim wypadku trawiłaby nas zawodowa zawiść ;-)), tyle, że ja
                                osobiscie, chocby nie wiem jak rozkutą z tego pancerzyka, w który się była
                                zakuła, nie widzę jej śpiewającej pod bystrym wzrokiem wpatrzonych w nią bliźnich.
                                • ready4freddy Re: O Bebe w DP 06.09.08, 20:40
                                  uznajmy jednoglosnie, ze ma glos jak Mariah Carey (a co mi tam, skoro juz
                                  obsadzilem w roli Bebe Jennie Garth, moge sobie dalej fantazjowac :)
                                  tyle tylko, ze w takim wypadku Laurinoe "Tiger Lily" de Pyziak moglaby sobie
                                  jeno chlipac w kaciku, jaki to los jest niesprawiedliwy :)
                    • filifionka-listopadowa Re: O Bebe w DP 09.09.08, 14:16
                      Ginestro masz jakiś fanclub? Bo chciałabym się zapisać i wielbić wielbić Twoje
                      wypowiedzi.
                      Często jak coś napiszesz to zwijam ogon pod siebie i idę usiąść w kąciku to
                      przemyśleć( w kontekście książek i własnego życia) by po chwili stwierdzić "Coś
                      w tym bardzo jest." i podpisać się pod Twoim komentarzem obiema łapkami.
                      • anutek115 Re: O Bebe w DP 09.09.08, 14:42
                        No ma! Tutaj :-).
                        • mamalilki Re: O Bebe w DP 09.09.08, 15:01
                          A dlaczego zagipsowana Bebe nie moze spiewac? W koncu jezdzila na obozy
                          zeglarskie - tam kazdy czy ma sluch czy nie wyspiewuje jakis szanty, przy
                          ognisku tez raczej proste kawalki sie razem spiewa. Znam bardzo wiele osob ktore
                          na co dzien cichutkie bardzo lubily pospiewac ze wszystkimi. W chórze tez takie
                          spotykalam.
                • idomeneo Re: O Bebe w DP 07.09.08, 15:25
                  mój problem z Bebe jest taki, że zupełnie nie wiem, czy pod tym gipsem
                  rzeczywiście kryją się przepastne labirynty, czy też co najwyżej mała piwniczka.
                  Bo z narracji w BBB raczej trudno wywnioskować, by Beata prowadziła jakieś
                  niezwykle intensywne życie duchowe, o którym bliźni nic nie wiedzą (ale gdyby
                  wiedzieli, to by im buty spadły z wrażenia) - w końcu to nie tylko nieprzychylna
                  opinia Bernarda, ale też sama Bebe myśli o sobie dosłownie, że nic jej
                  specjalnie nie interesuje.

                  Co do odruchowego zauważenia przez Damba u Bebe zgrabnych nóg, a nie tylko
                  źródełek i zagadek, to wydaje mi się z kolei całkiem realistyczne.
                  • anutek115 Re: O Bebe w DP 07.09.08, 15:32
                    Otóż to, i bardzo to ładne z ta piwniczką :-). Ja też jakoś nie mam wrażenia, że
                    Bebe to jakis gigant intelektu, czy chocby osoba szczególnie utalentowana (jak
                    Kozio - którego nie lubię, ale jego talent jest szczegółowo opisywany,
                    podkreslany, i udatnie wpleciony w charakterystykę jego osoby). Tymczasem opis
                    Bebe idzie w zasadzie wyłącznie w kierunku podkreslania jej walorów
                    zewnętrznych... no i tu ten Dambo ze źródełkami i labiryntami (o, znów ta
                    zgryźliwość, czujecie? Ale się robię wredna na starość) jednak wywołuje we mnie
                    ironiczny usmieszek...
                    • idomeneo Re: O Bebe w DP 07.09.08, 15:47
                      co więcej, te fragmenty z DP też imho nie przynoszą odpowiedzi na pytanie "co
                      się stało z Bebe?", nie poszerzają naszej wiedzy o tej postaci, bo pewnie trudno
                      byłoby znaleźć młodych ludzi, którzy nigdy nie pojechali na ognisko, gdzie było
                      pieczenie kiełbasek i śpiewy przy gitarze. Więc mimo upływu pięciu lat wciąż
                      wiemy o Beacie tylko tyle, co w końcówce BBB - czyli że jest z Dambem.
                      • dakota77 Re: O Bebe w DP 07.09.08, 16:41
                        Musze wam pzyznac racje, ze Dambo nie doszukiwalby sie tak jakiejkolwiej glebi,
                        gdyby Bebe nie byla ladna. No i naprawde niczego wiecej sie o niej nie
                        dowiedzielismy pozniej, nie wiemy, na ile sie otworzyla i odtajala. A podobnie
                        jak Anutek bylam niesmiala, ciezko nawiazujaca nowe kontakty osoba i wiem, ze to
                        sie tak z dnia na dzien nie zmienia.
                    • filifionka-listopadowa Re: O Bebe w DP 09.09.08, 14:08
                      Ale potencjał ma, potencjał panie tego! ;)
                  • ready4freddy Re: O Bebe w DP 09.09.08, 16:05
                    > ale też sama Bebe myśli o sobie dosłownie, że nic jej
                    > specjalnie nie interesuje.

                    problem w tym, ze tez tak o sobie mysle, tyle ze mam wiecej lat niz Bebe,
                    niestety... ktos wie, co z tym zrobic? :)
                    • anutek115 Re: O Bebe w DP 09.09.08, 16:13
                      Może jakaś Dambina zajrzy ci w oczy i doszuka się źródełek tudzież labiryntów? Z
                      Jeżycjady wiadomo że to plus trochę wytrwałości czyni cuda :-).
          • mmaupa Re: O Bebe w DP 01.09.08, 11:55
            To ja proponuje kompromis: studia biologiczne w Finlandii. Kilka tygodni w roku
            Bebe poswieca na wyprawe na polnoc, gdzie zajmuje sie np. pobieraniem probek
            wody, a reszte czasu spedza w laboratorium z luboscia te probki analizujac.
            Wspolpracuje np. z uniwersytetem w Tampere albo Oulu, otacza sie cichymi,
            czystymi Finami, je chleb zytni i fazerowska czekolade, po czym wraca do
            Poznania, do Bebisia i Damba.

            Co do Finow - sa dokladnie tacy, jak z tego dowcipu. Mieszkam obecnie z Finka,
            bardzo mila, ale tak cicha jak nieme kociatko. Dopiero po dwoch miesiacach
            zaczela sie odzywac.
            • filifionka-listopadowa Re: O Bebe w DP 01.09.08, 18:22
              Bardzo podoba mi się ten kompromis. Ale musi też spożywać masło fińskie
              (dostępne też w Polsce- bardzo polecam no chyba ,że ktoś ma dostęp do
              prawdziwego, tradycyjnego masła).

              Jeżeli iść za stereotypami narodowościowymi wolałabym mieszkać z Finką niż z
              Włoszką. i zdecydowanie bardziej z Finem niż z Włochem.
              • mmaupa Re: O Bebe w DP 03.09.08, 11:18
                Moze jesc finskie maslo. I chodzic w filcowych bamboszkach. I czytac Muminki. I
                ogladac skoki narciarskie.

                U mnie jest mieszanka wybuchowa: cichutka Finka, zrownowazony Holender i
                ekstrawertyczny Argentynczyk. Wszystkich szalenie lubie, mimo ze sa zupelnie
                rozni. Teraz Holendra zastapi amerykanski Wegier - zobaczymy jaki on bedzie.
                • internistka Re: O Bebe w DP 05.09.08, 23:21
                  po pierwsze jesteście niesamowite- Wy wszystkie forumki kochające MM
                  i te dysput, które z powodzeniem mogłyby znaleźć się w którejś z
                  części Jeżycjady..:D
                  Jeśli chodzi o Bebe, mam swoją teorię, że Bebe mogłaby być
                  kimkolwiek. Z jednej strony chłód i opanowanie, z drugiej-
                  wewnętrzny potencjał i siła. Szkoda, że Pani M nie pociągnęła dalej
                  jej wątku..

                  ...jak zresztą wielu innych starych bohaterów. Pojawiają się gdzieś
                  w tle jako wypełnienie kolejnych "nowych", coraz bardziej
                  małoletnich postaci Jeżycjady.
                  A mi się marzy oddzielna książka o Gabie, Idzie..etc, przecież one
                  też mają na pewno ciekawe życie.
                  Nie chcę dwunastoletnich Józinków zakochujących się na całe życie.
                  Chociażby z tego względu, że i tak klimat MM jest
                  bardzo "niedzisiejszy", a dodatkowo te romanse dzieciąt ledwo "po
                  dziesiątce" wynoszą Jeżycjadę w jeszcze bardiej nierealna krainę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka