Dodaj do ulubionych

Karcenie dzieci/ lekki OT

10.05.09, 17:27
Kilka dni temu byłam w centrum handlowym. Nie było szczególnie dużo ludzi i
atmosfera też raczej sprzyjająca zakupom. Kawałek od mnie zatrzymało się
dziecko podczas klasycznej próby sił na froncie wychowywany-wychowujący. Próba
odbywała się w sposób klasyczny czyli na zniecierpliwione uwagi rodziców (nie,
nie dostaniesz loda) dziecko, zgodnie ze swoja naturą odpowiadało protestami,
które za chwilę przerodziły się w płacz. Przyglądałam się dziecku z uśmiechem
(przypominało mi figurkę elfiego dziecka z zaciśniętymi piąstkami opisaną
przez Sapkowskiego w "Pani Jeziora"). Trwało to jakieś pół minuty po czym
przeszła babcia i dała takiego klapsa dziecku ,ze aż się obtrząsałam po czym
po chwili pociągnęła je za sobą. Ryczące cała siłą swoich płuc.
Gdy otrząsnęłam się z zaskoczenia uświadomiłam sobie ,że powinnam była jakoś
zareagować ale zupełnie nie miałam pojęcia jak. Później, tego samego dnia
byłam znów świadkiem takiej sceny i wciąż nie wiedziałam co zrobić/powiedzieć.
A jak wy byście zareagowały?

Ida w podobnej sytuacji sięgnęła do Korczaka. Użycie autorytetu mogło by pomóc
szczególnie ,że sama dla takiej osoby zapewne godnego partnera do rozmowy nie
stanowię ale mogłabym tak naprawdę tylko zacytować jej słowa.
Obserwuj wątek
    • filifionka-listopadowa Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 17:28
      Przepraszam za lekką chaotyczność postu ale ta sprawa wciąż budzi u mnie duże
      emocje. Nazywanie tego cisu klapsem to zbytni eufemizm.
    • lezbobimbo Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 17:33
      Uoch.. jedyna satysfakcjonujaca odpowiedzia na cos takiego byloby chyba
      wymierzenie klapsa babci, za pomoca lopaty, jak to wolal Bernard z przystanku.
      Doroslych nie wolno bic ani wymierzac im klapsow, ale dzieciom nadal? Ech..
      Nie usprawiedliwia tutaj tlumaczenie sie zdenerwowaniem czy wyczerpaniem
      supermarketowym, bo gdyby wymierzyc taki siarczysty klaps wkurzajacemu
      ochroniarzowi lub doroslej acz bezczelnej ekspedientce, to by sie poszlo przed
      sad i slusznie.
      • lezbobimbo Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 17:40
        Tzn. na widok takiej sytuacji bym sie pewnie udlawila choleryczna apopleksja, a
        potem idealem by bylo, gdybym jednak sie otrzasnela i zawrzasla cos tej babie,
        cos w stylu - a moze pani mnie tak tez uderzy? Wprawdzie pewnie bym zostala
        zaszczekana przez cala rodzine za mieszanie sie w ich "wychowywanie", nie
        uratowalabym elfika, ale moze cos by tam przesiaklo do zakutych lebkow..
        Jakiej wielkosci byla ta babcia? ;P
    • jhbsk Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 19:04
      Prędzej czy później dziecko odpłaci za takie metody wychowawcze.
      • tygrys2112 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 16:49
        adikga.wrzuta.pl/audio/8MgzeEAYnlP/kazik_-_kochajcie_dzieci_swoje
    • onion68 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 19:15
      Hmm, bardzo smutne, a jeszcze smutniejsze jest to, że (obawiam się) sama też nie
      potrafiłabym w tej sytuacji zareagować. A gdyby nawet, przypuszczam, że nic by
      to nie dało - osoba miałaby okazję wyżyć się na jeszcze jednym obiekcie i tyle.
      Tak się składa, że miałam ostatnio okazję na ten temat podyskutować - raz w
      pracy, a raz podczas przerwy na studiach i powiem Wam, że przekonanie o
      słuszności kar cielesnych jest głęboko jeszcze w naszym społeczeństwie zakorzenione.
      Co zrobić, aby to się zmieniło, ale tak naprawdę, w szerokich i różnorodnych
      kręgach - zapewne poruszyć temat w jakimś serialu :-(
      • filifionka-listopadowa Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 19:20
        Ale niereagowanie na takie sytuacje to dla mnie przyzwolenie na nie.
        Dobrze wyżyje się nie mnie ale jeśli przy następnej sytuacji ktoś znów zwróci
        tej osobie uwagę a potem jeszcze raz w którymś momencie na pewno zastanowi się
        nad swoim zachowanie.
        Ale na pewno to nie może być agresywny atak.
        • szprota Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 19:25
          Mam wrażenie, że to trzeba w sobie wyrobić, wyćwiczyć. Nie wiem, czy w Was też,
          ale we mnie cały czas pokutuje takie przeświadczenie, że mam żyć z innymi ludźmi
          tak, by im nie sprawiać kłopotu, nawet jeśli ceną za to jest moja czy czyjaś
          inna krzywda. Bo inaczej jestem podła megiera. A tu kurczę czasem trzeba być
          podłą megierą i chociaż zapytać tę babcię "co pani robi?". Zawsze sobie pluję w
          brodę, że mi tego megierstwa nie staje... :/
        • onion68 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 21:59
          Nieprecyzyjnie wyraziłam swoje myśli (co mi się często zdarza ostatnio). Pewnie,
          że teoretycznie należy sprzeciwiać się złu, reagować. Przypuszczam jednak, że
          zanimbym się zebrała w sobie, byłoby już po wszystkim, to raz, dwa - gdyby nawet
          moja reakcja przyszła na czas, nie wierzę, że to może mieć realny wpływ na taką
          osobę w postaci rzeczywistej zmiany poglądów i postępowania. To po prostu musi
          wychodzić z wewnątrz, z przekonania. A zawstydzenie takiej osoby spowoduje, że
          następnym razem poczeka z karceniem, aż znajdzie się z dzieckiem w prywatnych
          czterech ścianach.
          • szprota Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 22:04
            Jak u Lisieckich, którzy dostali lanie nie za to, że pomalowali Lucypera, tylko
            za to, że obca osoba przyszła na nich skarżyć...
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 27.05.09, 21:48
              szprota napisała:

              > Jak u Lisieckich, którzy dostali lanie nie za to, że pomalowali Lucypera, tylko
              > za to, że obca osoba przyszła na nich skarżyć..

              Ale dokładnie to można zastosować w drugą stronę. Narobić takiej babie wstydu
              przy ludziach w samym środku centrum handlowego. To przynajmniej nie będzie bić
              przy ludziach ze wstydu.

              Proszę o wnioski racjonalizatorskie, jak można narobić obciachu takiej babie?
              Jak już sporządzimy listę, to nauczymy się na pamięć i w razie będziemy już
              wiedzieć, co robić.
    • szprota Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 19:17
      Mnie w takich sytuacjach zamurowywuje. Wiem, że powinnam zareagować,
      zaprotestować i jak nie przepadam za dziećmi, tak w takich razach jakoś dobrze
      rozumiem takiego rozryczanego małego człowieczka - i blokada.
      Moja mama opowiada, że mój dziadek (nie pamiętam go niestety) przy dziecięcych
      histeriach mówił "no, dalej, krzycz głośniej! Co, nie możesz? E, to chyba ci aż
      tak na tym nie zależy..." i jeśli to faktycznie była scena spowodowana kaprysem,
      to dziecko jakoś zamykało buźkę.
    • grimma Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 20:18
      wiesz, mnie w calej historii interesuje reakcja rodzicow.
      bo ja bym dostala apopleksji ze zlosci gdyby to ktorakolwiek babcia mojego syna
      tak zrobila.
      bo mam wrazenie ze wcinanie sie rodzicom jest juz naganne na wstepie.
      a wcinanie sie w takim stylu jest demonstracja - "Ci glupi rodzice nie wiedza
      jak postapic z rozkrzyczanym bachorem - ja za to wiem"
      • verdana Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 21:19
        Jestem z siebie dumna - widziałam w autobusie, jak nauczycielka
        uderzyla dziecko i zrobilam pieklo. Kazalam tez powtorzyć dziecku,
        aby opowiedzialo w domu, ze pani je bije.
        Zoatalam za to zjechana przez niemal 100% uczestnikow forum "emama",
        bo bachor, ktory kladzie nogi na siedzenie slusznie oberwał.
        • lutecja4 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 21:33
          bachor,ktory kladzie nogi na siedzeniu powinien byc stanowczo upomniany,ale na
          pewno nie uderzony
          ale wiem niestety,ze czasem bezradnosc opiekunow wyraza sie niestety klapsem i
          choc nie popieram takich metod tez nie wiem nigdy,jak zareagowac
          a kiedy,ladnych kilka lat temu,bylam swiadkiem sceny,kiedy upomniana przez mloda
          kobiete rownie mloda matka puscila upominajacej taka wiazanke,ze mnie lekko
          zatkalo(a sama uzywam dosc czesto soczystych slow,choc raczej nie personalnie)
          nie wiem,jak sie to skonczylo,bo wlasnie wsiadalam do autobusu,ale do dzis
          pamietam dokladnie cale zdarzenie
          sama zas kiedys kucnelam przy chlopcu, ktory darl sie strasznie w autobusie,a
          matka po prostu nie reagowala,tuz po wyjsciu z tegoz autobusu i powiedzialam cos
          w stylu,ze taki duzy chlopak(mial na oko ponad 4lata,siedzial w spacerowce) i
          tam cos tam...-dzieciaka zatkalo,przestal sie drzec,ale za to chcial mnie
          kopnac,dobrze,ze sie zdazylam sie odsunac,natomiast mamusia takze mnie
          zrabala,choc bez epitetow na szczescie
          zmylam sie szybciutko
          • sowca Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 22:42
            Verdano, a propos Twojej opowieści: kiedy byłam w klasach I-III
            miałam wychowawczynię - idiotkę, która kiedyś autentycznie dała
            klapsy dwóch swoim uczniom (jeden z nich byl jej synem) na środku
            klasy, na oczach wszystkich dzieci. szczerze mówiąc, teraz mnie
            cholera trzęsie, jak to sobie przypominam, i marzę o spotkaniu tej
            starej [cenzura] i wbiciu jej do głupiego łba parę podstawowych
            informacji o szacunku wobec dziecka. Głupia stara prukwa.
            Filifionko, nie wiem, co Ci poradzić. Ja nigdy nie byłam świadkiem
            takiej sceny. Myślę jednak, że nie powinnaś mieć do siebie
            pretensji, często pod wpływem lekkiego szoku ( w końcu wstrząsnęło
            Tobą to, co widziałaś) po prostu nie wiadomo, jak zareagować. Myślę,
            że następnym razem sytuacja będzie wyglądała inaczej.
            Bo reagowac trzeba, gdy ktoś bije dziecko. Problem leży w dwóch
            aspektach: po pierwsze, nigdy nie wiadomo, w jakiej formie należy
            zwrócić uwagę. Każda wydaje się nieadekwatna.Po drugie, taka uwaga
            nadal będzie odbierana za bezczelne wtrącanie się w nie swoje sprawy.
            Może rzeczywiście powołanie się na Korczaka jest wcale niezłym
            rozwiązaniem?
            • aganoreg Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 22:59
              Po pierwsze, wlasnych dzieci nie mam i o metodach wychowawczych wiem niewiele.
              Po drugie, co jak co, ale to rodzice powinni decydowac o ewentualnym ukaraniu
              dziecka, a nie babcie, ciotki itd. (a propos - pamietacie bolesne razy na
              posladkach, wymierzane reka Babi?). Natomiast w takiej sytuacji nie wiem, czy
              potrafilabym racjonalnie zareagowac. Tak jak nie potrafie w sytuacji odwrotnej -
              dzieciak wrzeszczy, rzuca sie na ziemie itd, a mamuska nic. To chyba tez nie
              jest normalne? Wiem, ze powinnam jakos zareagowac w obu sytuacjach i w obu bym
              oberwala za wtracanie sie w nie swoje sprawy bez osiagniecia efektu w postaci
              zmiany postepowania tak dziecka, jak i doroslych.

              Czyli co, nie reagowac wcale? Czy walczyc o zmiane przepisow prawnych? Skleroza
              mnie niestety ogarnia, wiec nie przypomne sobie z kim byl to wywiad, ale kobieta
              powiedziala, ze bedac w Szwecji, w celu wymierzenia klapsa dziecku, najpierw
              rozejrzala sie, czy nikt nie widzi, bo mozna za cos takiego miec powazne
              problemy. Ale czy tedy droga?
              • szprota Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 23:03
                Względem tego, że dziecko się rzuca, a mamuśka nic, to zdaje się, że niezła
                metoda. Osobiście wolę taką niż taką, która wściekłym wrzaskiem upomina
                dzieciaka i jeszcze go nakręca.
                Ja myślę, że reagować. Im więcej osób będzie to robić, tym mniejsza będzie
                atmosfera społecznego przyzwolenia na bicie dzieci.
                • aganoreg Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 23:14
                  szprota napisała:

                  > Względem tego, że dziecko się rzuca, a mamuśka nic, to zdaje się, że niezła
                  > metoda. Osobiście wolę taką niż taką, która wściekłym wrzaskiem upomina
                  > dzieciaka i jeszcze go nakręca.

                  A nie mozna jakos inaczej? Przyszlosciowo pytam. Chyba nie istnieje jedynie albo
                  obojetnosc i kontynuowanie pogawedki z psiapsiolka, albo wrzaski i bicie?
                  Zakladam, ze dziecko samo z siebie nie jest zle i nie rzuca sie na podloge z
                  placzem bez powodu. Nawet jesli probuje cos w ten sposob wymusic, to po pierwsze
                  albo tak zostalo nauczone (zatem blad wychowaczy), albo probuje nowa metode
                  podpatrzona u kolegi, a po drugie, brak reakcji to chyba nie jest wlasciwe
                  postepowanie?
                  • szprota Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 23:25
                    Mnie nie pytaj, nie rzucałam się i mnie się nie rzucano. Ale podobno chodzi o
                    przekaz, że wrzaskiem i rzutem dziecko nic nie zwojuje, a będąc na górnym C
                    emocjonalnym nie przyjmie spokojnej rozmowy.
                  • lezbobimbo Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 10.05.09, 23:28
                    Czytalam i widzialam w pouczajacych programach porady, ze kiedy dziecko sie
                    zaczyna rzucac na podloge lub cos w tym stylu, to trzeba spokojnie powiedziec
                    "przestan" i zabrac stamtad (o ile nie jest za ciezkie i wredne;). Angielskie
                    supernianie stosuja jeszcze system ostrzezen i time-outs, nie wiem jak sie to po
                    polsku nazywa..
                    • kaliope3 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 08:02
                      Ja jeszcze czasem staram się jednak odwrócić uwagę dziecka od rzeczy
                      z powodu której jest ten atak szału. Czasem ( przy ogromnym
                      jednakowoż wysiłku psychicznym i często też fizycznym;)udaje się to.
                      Zawsze mnie wtedy zdumiewa jak dziwne rzeczy potrafią tu zadziałać:)
                  • anutek115 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 09:57
                    aganoreg napisała:
                    > A nie mozna jakos inaczej? Przyszlosciowo pytam. Chyba nie istnieje jedynie alb
                    > o
                    > obojetnosc i kontynuowanie pogawedki z psiapsiolka, albo wrzaski i bicie?

                    Przyszłościowo odpowiadam: nie można inaczej. To nie jest obojętność mamy, to
                    jest metoda. Dziecko najczęściej leży rycząc na ziemi i waląc kończynami w ataku
                    szału jest głuche na argumenty, pozostaje użyć siły (mam w domu czterolatka.
                    Użycie siły - czyli np. podniesienie go z podłogi i wyniesienie ze sklepu to
                    zajęcie dla Pudziana, a nie szczupłej kobiety. Moje dziecko się w sklepie nie
                    rzucało nigdy, ale musiałam go u lekarza opanowywać, to wiem, co mówię).

                    > Zakladam, ze dziecko samo z siebie nie jest zle i nie rzuca sie na podloge z
                    > placzem bez powodu. Nawet jesli probuje cos w ten sposob wymusic, to po pierwsz
                    > e
                    > albo tak zostalo nauczone (zatem blad wychowaczy), albo probuje nowa metode
                    > podpatrzona u kolegi, a po drugie, brak reakcji to chyba nie jest wlasciwe
                    > postepowanie?

                    Tak jak piszesz, dziecko złe nie jest. I owszem, wymusza w ten sposób, wcale u
                    kolegów podpatrywać nie musiało, one same z siebie takie zdolne są, jeśli robi
                    to któryś raz z kolei, to oczywiście ma już mamusię rozpracowaną i wie, że to
                    działa. A więc, żeby nie działało, NIE MOŻNA temu ulec. Ani razu. Dlatego ja w
                    takiej sytuacji nigdy nie zwracam uwagi mamie - ona i tak jest zdenerwowana,
                    wstydzi się, choćby udawała te ploty z psiapsiółą, a tu się obce babsko z
                    mądrymi radami pakuje. Ściślej mówiąc, metodą jest powiedzenie "Nie, nie
                    dostaniesz tego" i pójście dalej, argumentowanie i rozmowy nie mają sensu, bo
                    dziecko nie tyle cię nie słucha, co nie słyszy. I w sumie, i owszem, na
                    ryczącego trzylatka brak reakcji to jedyna reakcja. No, chyba, że jesteś
                    wspomnianym Pudzianem i masz siłę taką wierzgającą, miotającą się, drąca na całe
                    gardło ośmiornicę wynieść ze sklepu (o dokończeniu zakupów zapominając).
                    • aganoreg Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 11:34
                      Dzieki dziewczyny. Znaczy, jesli nie nabiore sily Pudziana, to chyba
                      lepiej z dzieciatka zrezygnowac. Nie mam w sobie anielskiej
                      cierpliwosci i niereagowanie na placz i rzucanie sie dziecka (nawet
                      cudzego, a co dopiero mojego) jest ponad moje sily. I dzieki Anutku
                      za uswiadomienie (przypomnienie), ze nie chodzi tylko o sytuacje
                      typu "kup mi" czy autobusowo-spacerowe, ale tez malo przyjemne dla
                      niektorych dzieci wizyty u lekarza. W koncu nawet jesli moge unikac
                      zabierania dziecka do supermarketu, to do pediatry sama nie pojde.

                      Co oczywiscie nie rozwiazuje problemu z matkami bijacymi dziecko
                      (klaps to bardzo szerokie pojecie). Reagowac, czy nie? Bardzo
                      poruszyla mnie wypowiedz Truscaveczki.
                      • anutek115 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 12:03
                        E, zaraz zrezygnować :-). Miecie dziecka nie polega tylko na prowadzaniu do
                        lekarza i rzucania się w sklepie :-)))). Zasadniczo jest dość przyjemne. Tylko
                        trzeba pamiętać, że wychowuje się je cały czas, a nie tylko w sytuacjach
                        ekstremalnych. Moje dziecko odbywa ze mną w sklepie rozmowy: "Mamusiu, czy moge
                        popatrzec na zabawki?" "Możesz, ale rozumiesz, że żadnej dziś nie dostaniesz?".
                        "Tak, wiem". I żadnych problemów nie ma, może dlatego, ze takie rozmowy były
                        przeprowadzane od początku (miał ze dwa lata chyba). Wie też, że są takie
                        momenty, gdy idzie do sklepu wybrać sobie zabawkę - są bowiem dni patrzenia i
                        dni kupowania :-))).

                        Rozmowy przed wizytami u lekarza też powoli zaczynają działać.

                        Względem reagowania na bicie dzieci, niestety, mam podejrzenia zbieżne z
                        podejrzeniami Truscaveczki. Dziecko raczej oberwie mocniej, ale w czterech
                        ścianach, a w oddziaływanie Korczaka, wybaczcie, nie wierzę. To znaczy, wierzę,
                        jak go sobie ktoś do poduszki poczyta i pomyśli, ale nie wtedy, gdy tłucze
                        dziecko i ktoś mu tego Korczaka zacytuje. W najlepszym wypadku zostanie człowiek
                        wyśmiany jako nawiedzony palant, w najgorszym usłyszy wiązankę, od której uszy
                        więdną lub sami oberwiemy. Chyba pytanie "Co pani robi?" jest najlepsze.
                        neutralne, a na tych mało chamskich może podziałać...
                        • aganoreg Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 12:10
                          Anutku, oczywiscie, ze nie tylko na tym polega bycie matka ;) Ale na
                          razie nie czuje potrzeby wypelnienia pustych ramion. Wiem, latka
                          leca...

                          Powiedzcie, co myslicie o tym artykule?

                          wyborcza.pl/1,76842,6518169,Dwa_szybkie_w_pupe.html
                          • szprota Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 20:14
                            aganoreg napisała:
                            Powiedzcie, co myslicie o tym artykule?
                            wyborcza.pl/1,76842,6518169,Dwa_szybkie_w_pupe.html

                            Najpierw się żachnęłam: uderzyła dziecko, a nie biła! Ale potem pomyślałam, że właśnie tak jest jednak dobrze: ma doświadczenie tej bezradności i złości, jaka ogarnia rodzica, gdy podnosi rękę na dziecko i wie, że nie tędy droga.
                            Generalnie poglądy pani Mirosławy całkowicie zbieżne z moimi.
                        • truscaveczka Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 14:01
                          anutek115 napisała> Względem reagowania na bicie dzieci, niestety, mam
                          podejrzenia zbieżne z podejrzeniami Truscaveczki. Dziecko raczej oberwie
                          mocniej, ale w czterech ścianach, a w oddziaływanie Korczaka, wybaczcie, nie
                          wierzę. To znaczy, wierzę, jak go sobie ktoś do poduszki poczyta i pomyśli, ale
                          nie wtedy, gdy tłucze dziecko i ktoś mu tego Korczaka zacytuje.

                          Dokładnie tak!
                          A ja piszę o swoich doświadczeniach jako przedmiotu (!) macierzyństwa osoby
                          kompletnie niedojrzałej do bycia nie tylko odpowiedzialną za bezpieczeństwo,
                          zdrowie fizyczne, ale i zdrowie psychiczne dziecka.
                          I dobrze wiem, że nawet dziwne zachowanie się na ulicy może się dla dziecka źle
                          skończyć, "bo ludzie patrzą" - a co dopiero, gdy ktoś zwróci uwagę (dziecku albo
                          matce). Pamiętacie, jak się czuła Ewa Jedwabińska, gdy Aurelia została
                          rozpoznana jako Geniusia? To bardzo dobrze moim zdaniem odwzorowuje taką
                          sytuację osoby nieradzącej sobie z macierzyństwem. Ewa nie biła. Ale z
                          doświadczenia również wiem, ze bicie jest lepsze niż utrata Pieska - mówiąc
                          symbolami.
                          Sytuacja opisana przez Filifionkę była drastyczna o tyle, że dziecko dostało
                          naprawdę ostro. Ale pojedynczy klaps zdarza się i dobrym rodzicom - choć nie
                          powinien. Jest zły. Ale zdarza się. I nigdy nie wiemy, czy mamy do czynienia z
                          systematycznym katem (nasza reakcja zaogniłaby sytuację) czy zagubioną osobą,
                          którą przez chwilę poniosło - wtedy reakcja _pomocna_ wobec takiej osoby może
                          rozładować napięcie.
                          Byłam kiedyś świadkiem takiego obrazka - dziecko w Tesco rozwaliło piramidę
                          jakichś pudełek, rozsypały się okrutnie. Matka, która wcześniej już była dość
                          spięta, skanalizowała złą energię na dziecko. Już-już złapała je za ramiona, już
                          miała wyszarpać/sklapsować, kiedy jakiś facet podszedł z uśmiechem, powiedział
                          "Pomogę pani" i zaczął zbierać pudełka. I babka sklęsła, schyliła się, podniosła
                          jedno, drugie pudełko, dziecko się przyłączyło... Wiecie o co mi chodzi - nie
                          wzmógł jej frustracji atakiem na nią.
                          Gdybyż mieć takie opanowanie i umiejętność błyskawicznej oceny sytuacji...
                          NB mnie bardzo pomaga się opanować tzw. widownia - np na placu zabaw. Od razu
                          chce zabłysnąć jako ten Dyjament Macierzyństwa. Z miłą grzywką.
                      • lezbobimbo Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 14:42
                        Oczywiscie dodam, ze porade na temat zabrania szalejacej osmiornicy z miejsca
                        przestepstwa slyszalam propagowana przez tzw. Dr. Phila, dwumetrowego, dorodnego
                        faceta. Temu to pewnie latwo mowic ;)
                        Z kolei mniejsze i slabsze Supernianie angielskie rozwiazywaly konflikty w domu,
                        a nie w supermarketach. O ile pamietam, to kiedy dziecko usilowalo wrzaskiem i
                        taczaniem po ziemi wymusic cos, albo kiedy reagowalo na jakas frustracje (n.p.
                        polecenie: siedz cicho i zjedz obiad), to Nianie wlasnie zmienialy sie w kamien
                        i czekaly, az sie uspokoi, albo sobie szly w cholere. Kiedy zas przestawalo wyc,
                        to przykucaly i sie pytaly "ococho" itd. Nie wiem, czy poza domem to moze sie
                        powiesc?

                        W kazdym razie, ciesze sie ze nie mam i nie bede miec cudnych dzieciatek ;) bo
                        jestem apoplektyczna wscieklica i nie mialabym cierpliwosci zupelnie - i pewnie
                        byscie mnie potem widzialy, i opisywaly to ze zgroza na forach, jak mimo maksym
                        i Korczaków popedliwie tluke co popadnie..
                        Synek przyjaciolki rozochocony przysunal mi kiedys w biodro piastka, zabolalo i
                        odruch mialam natychmiastowy - przemozne uczucie "oddac mu"! Na szczescie sie
                        zreflektowalam, widzac, ze moja dorosla, juz zacisnieta piesc jest na wysokosci
                        jego twarzyczki..

                        Zreszta podziwiam moja mame, ktora nas wychowala bez tluczenia w ogole, ale za
                        to wzbudzala w nas, malych zywotnych malpiszonach, rispekt samym podniesieniem
                        jednej brwi :-))) A wsciekala sie na nas, ale wyladowywala to krzykiem lub w
                        ostatecznosci tlukac niewinna szklanke czy talerzyk :) Jestem wiec zdania, ze
                        krzyk mimo wszystko lepszy niz fizyczne obtlukiwania.
                        • croyance Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 15:18
                          A ja, szczerze mowiac, wolalabym, zeby mi ktos raz przywalil, niz
                          gledzil przez piec godzin i uskutecznial pogadanki wychowawcze :-/
                          • aganoreg Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 15:25
                            croyance napisała:

                            > A ja, szczerze mowiac, wolalabym, zeby mi ktos raz przywalil, niz
                            > gledzil przez piec godzin i uskutecznial pogadanki wychowawcze :-/

                            Pytanie, jak dziecko zareaguje? Pamietam Tomcia i Romcie, oni
                            wiedzieli, ze lanie pasem jest w gruncie rzeczy niegrozne, ale pare
                            ostrych slow dostalo sie Mamertowi od forumowiczek. Mnie rodzice nie
                            bili, poza dwoma klapsami od mamy nigdy nie oberwalam. Jak widac,
                            musialo to byc duze przezycie, skoro nadal to pamietam. Ale tez
                            wieksze wrazenie sprawial na mnie smutek rodzicow, gdy cos
                            przeskrobalam. Pogadanki nie byly potrzebne. Chyba po prostu kazdy
                            jest inny, czy dziecko, czy dorosly. Tylko skad ta biedna matka
                            trzylatka ma wiedziec, co go przekona do zmiany postepowania?
                            • croyance Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 15:36
                              Ja kilka razy oberwalam od rodzicow, ale jakos wielkim szokiem to
                              dla mnie nie bylo - czego nie moglam zniesc, to histerii mojej matki
                              a la Ewa Jedwabinska.

                              Co oczywiscie nie znaczy, ze sama uderzylabym dziecko - jasne, ze
                              nie.
                          • onion68 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 15:29
                            > A ja, szczerze mowiac, wolalabym, zeby mi ktos raz przywalil, niz
                            > gledzil przez piec godzin i uskutecznial pogadanki wychowawcze :-/

                            Moje dzieci też tak twierdzą - bo nie dostają, tak mi się widzi. Ja dostawałam i
                            wiem, że wolałabym, aby ktoś ze mną rozmawiał.
                            • croyance Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 15:37
                              Ja dostawalam, i wolalam to niz przemowy, wyrzuty i gadanie. Bo tez
                              i moi rodzice potrafili truc ... i tak zle, i tak niedobrze, no.
                          • lezbobimbo Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 15:41
                            croyance napisała:
                            > A ja, szczerze mowiac, wolalabym, zeby mi ktos raz przywalil, niz
                            > gledzil przez piec godzin i uskutecznial pogadanki wychowawcze :-/

                            Ha! Ha, sama wiec widzisz, ze pogadanki i gledzenie maja wiekszy efekt niz
                            przywalanie :D
                            A serio.. jako male dziecko nie sadze, zebys chciala, aby dorosli Cie tlukli.
                            Tak samo jako dorosla, wolalabys, zeby ktos Ci pierniczyl i trul przez pare
                            godzin, czy Cie usilowal spoliczkowac? Podczas pogadanki mozesz przynajmniej
                            przewracac oczyma ;)

                            Moja mama, ta sama od wsciekania sie i wywolywania respektu brwiami ;) byla
                            regularnie bita jako mala dziewczynka przez swoich potwornosciowych, wscieklych
                            rodzicow (pasem, a nawet wieszakiem!) chociaz byla grzeczna i posluszna i
                            cichutka! Pamietala ten koszmar i dlatego nigdy nas, swych dzieci, nie bila,
                            chociaz jako malpiszony "ciekawe swiata" wnerwialysmy ja czesto i mialaby na to
                            ochote. Przerwala zly wzorzec rodzinny i jestem z niej nieslychanie dumna, az do
                            wypeku :-)))))
                            Wrzask moim zdaniem jest niedoceniony jako metoda wychowawcza dla opornych
                            malpiszonow oraz szalejacych osmiornic ;D

                            Pamietam tez, jak dzieci z mej polskiej szkoly podstawowej baly sie wracac do
                            domu, kiedy zlapaly zle stopnie - w domach tych czekaly na nie pasy i sznury od
                            zelazka :(((((
                            • onion68 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 15:59
                              > Wrzask moim zdaniem jest niedoceniony jako metoda wychowawcza dla opornych
                              > malpiszonow oraz szalejacych osmiornic ;D

                              Kurna, a ja, jako onegdaj bita, nie potrafię nawet wrzeszczeć, nie potrafię
                              niczym rzucić :( Tylko zrzędzę (ok) albo smęcę (za to określenie się obrażam,
                              choć podobno na dzieci nie wolno się obrażać)
                            • truscaveczka Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 12.05.09, 14:22
                              lezbobimbo napisała:
                              > Moja mama, ta sama od wsciekania sie i wywolywania respektu brwiami ;) byla
                              > regularnie bita jako mala dziewczynka przez swoich potwornosciowych, wscieklych
                              > rodzicow (pasem, a nawet wieszakiem!) chociaz byla grzeczna i posluszna i
                              > cichutka! Pamietala ten koszmar i dlatego nigdy nas, swych dzieci, nie bila,
                              > chociaz jako malpiszony "ciekawe swiata" wnerwialysmy ja czesto i mialaby na to
                              > ochote. Przerwala zly wzorzec rodzinny i jestem z niej nieslychanie dumna

                              Cholera, moja dostała lanie ze dwa razy w życiu i uważała za coś zupełnie
                              oczywistego tłuc pierworodną :(
                              • miau78 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 26.05.09, 20:40
                                Zawsze reaguję w takich sytuacjach. Bez względu na to, ile jest osób przy tym
                                dziecku i jaka awantura może się rozwinąć.
                                Pamiętam taką sytuację na przystanku tramwajowym, przed kilkoma laty, pani
                                tłukła małego chłopczyka parasolką po tyłku i nie było chętnego, żeby nią
                                potrząsnąć. A ja zatrzymałam się akurat na światłach przy tym przystanku. I
                                wyskoczyłam z auta z awanturą. Było gorąco.
                                Nie jestem w stanie zrozumieć takich zachowań.
                                Dodam, że sama mam Potomka, lat 8.
                        • anutek115 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 12.05.09, 11:34
                          lezbobimbo napisała:

                          > Oczywiscie dodam, ze porade na temat zabrania szalejacej osmiornicy z miejsca
                          > przestepstwa slyszalam propagowana przez tzw. Dr. Phila, dwumetrowego, dorodneg
                          > o
                          > faceta. Temu to pewnie latwo mowic ;)

                          :-)) Czy w dodatku bezdzietnego ;-)))?

                          Inna sprawa, że nawet dwumetrowemu facetowi może nie byc lekko - do dziś mam w
                          pamięci, jak we dwie z pielęgniarką próbowałyśmy po raz ostatni nakarmić mojego
                          pierworodnego - wcześniaka przez sondę. Mały ważył dwa kilo, ale nie
                          przeszkadzało mu to mieć charakteru i okreslonych poglądów na sondy, w każdym
                          razie skończyłyśmy operację obie zlane potem. Oczywiście, dałybyśmy sobie radę,
                          nawet w pojedynkę, gdyby nie strach, że taką miniaturową ośmiornicę się przydusi
                          albo uszkodzi... Dla dwumetrowego faceta trzylatek też pewnie mały i kruchy się
                          zdaje :-)...

                          >
          • ananke666 Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 11:40
            lutecja4 napisała:


            > w stylu,ze taki duzy chlopak(mial na oko ponad 4lata,siedzial w spacerowce) i
            > tam cos tam...-dzieciaka zatkalo,przestal sie drzec

            Obawiam się zareagował zamknięciem paszczy tylko dlatego, że zwróciła się do
            niego _obca_ osoba.
    • truscaveczka Re: Karcenie dzieci/ lekki OT 11.05.09, 11:08
      Jako matka gaszę krótkim "Potrzebujesz się przytulić?" Dziecina potrzebuje,
      uspokaja się i już. Potem sobie rozmawiamy o kwestii "nie dostaniesz" i ew.
      kompromisu. Zdarza się jej coraz rzadziej (aktualnie nie na tle "nie dostaniesz"
      a na tle "musisz siedzieć w wózku sklepowym").
      Jako obserwator chciałabym zareagować ale tego nie robię. Bo jako córka bijących
      rodziców wiem, ze dziecko dostanie jeszcze większy łomot za to, ze rodzice się
      wstydu najedli.
      A dopóki np. na naukach przedmałżeńskich będą mówić, że klaps to nic złego, to
      tak będzie. Akcje społeczne w tv są nikłe (wiadomo, kasy nie ma na reklamy
      płatne, a przecież tv nie poświęci 3 minut trzy razy dziennie za darmo na
      głupstwa), w szkole nie ma zajęć z emocji (w gruncie rzeczy bijący rodzic
      odczytuje "złe" zachowanie dziecka jako atak na siebie i reaguje intuicyjnie -
      walczy z zagrożeniem - wiec bicie to efekt nie tylko złych nawyków z dzieciństwa
      ale i nieuświadamiania sobie i nierozumienia własnych emocji).
      To, ze Ida sięga po Korczaka, skuteczne, czy nie, świadczy o samoświadomości, o
      szukaniu odwołań w doświadczeniach innych, o dopuszczaniu do siebie myśli o
      własnej niedoskonałości.
      Nie myślcie sobie. Ja też bywam agresywna, choć z emocji swoich zdaję sobie
      sprawę. Ale przede mną jeszcze długa droga do rozumowego podejścia do sera. Tfu,
      chciałam powiedzieć do dziecka ;)
      • jottka kOT 11.05.09, 22:02
        tylko na marginesie traumy anutka o dziecku-bestii u lekarza - otóż znajomy
        pediatra, który skądinąd twierdzi, że jego praca od pracy weta wiele się nie
        różni (pacjent nie potrafi powiedzieć, co mu dolega, za to wyje i gorąco pragnie
        ugryźć lekarza, po czym spiesznie opuścić gabinet), miał służbowego kota, gdy
        prowadził prywatną praktykę. wycie zwykle zaczynało się w poczekalni i wtedy
        wkraczał duży bury, siadał, wprawnie skupiał na sobie uwagę, po czym zaczynał
        się myć. siła osobowości kociej uspokajała każdego wyjca:)

        no więc możliwe, że w wypadku szalejącej małej bestii trzeba mieć pod ręką
        zwierzaka - nie musi być kot, może być pies albo koń czy koza:) ale kot świetnie
        całym sobą przekazuje, na czym polegają dobre maniery.
        • anutek115 Re: kOT 12.05.09, 11:14
          Ach, zaraz trauma ;-))). Zaledwie trudne przeżycie. Moje dzieci zazwyczaj
          zachowują się całkiem przyzwoicie u lekarza, starszemu tylko z jakiegoś powodu
          bardzo nie podszedł bilans czterolatka. Bilans polega między innymi na ważeniu i
          mierzeniu, naprawdę życzyłabym sobie zobaczyć wszystkie autorytety od
          wychowywania dzieci bez stresów, klapsów i podnoszenia głosu, jak próbują zważyć
          czterolatka, który sobie tego nie życzy ;-))).

          Z poglądami twojego znajomego lekarza na zbieżności pracy weterynarza i pediatry
          zgadzam się całkowicie :-))). Bardzo trafne porównanie.

          Kot w mojej przychodni nie występuje (a bardzo by się przydał, są rybki, ale one
          to nie to samo!), ale w miejscu szczepienia sa takie kuleczki - nie wiem jak je
          opisać, wiecie, takie powieszone w rzędzie, wprawia się w ruch pierwszą, i potem
          one tak się bimbają bez końca, perpetuum mobile. Działa rewelacyjnie,
          szczepienia przechodzą bez jęku, maluchy się wpartują jak zahipnotyzowane i
          nawet nie zauważają Tej Dużej Złej Pani Z Ogromną Strzykawką.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka