Dodaj do ulubionych

O Gabie nieudolnych słów kilka

14.07.09, 15:17
Raz już napisałem kilka zdań ale gdzieś zginęły - mam nadzieję że tym razem
jednak zostaną.
Od niedawna jestem na tym forum i chyba udało mi się trafić w okres "burzy i
naporu" czyli dość gwałtownej wymiany zdań na temat formuły tegoż forum Przy
okazji jeszcze jakoś tak wyszło że stwierdziłem że warto napisać coś w obronie
Gabrieli.
Wiśta wio, łatwo powiedzieć" jak to mówią Talarowie. No cóż nigdy nie
ukrywałem że lubię książkową Gabrielę tylko że trochę poczytałem sobie forum i
widzę że niektóre swoje poglądy - jeżeli je posiadałem - muszę zweryfikować.
Od razu muszę przyznać się że czytałem Jeżycjadę jako lekturą miłą, przyjemną
taką nad którą nie ma co się zastanawiać a potrafi wprawić w dobry nastrój.
Postacie są czytelne, trochę przerysowane -niezbyt realistyczne ale to tylko
książka - najważniejsze że jest zgodna z pewnymi wartościami które są dla mnie
ważne.
A tutaj okazuje się - że nie ma tak prosto !! Rodzina Borejków zaczyna jawić
się jako skupisko egocentrycznych postaci które za naczelną zasadę uznają
przemilczanie sytuacji kłopotliwych lub też zastępowanie trudu decyzji
sentencjami łacińskimi jako remedium na wszelkie zło tego świata.
Muszę przyznać że pewnego rodzaju naiwny entuzjazm dla dzieł MM nieco
ostygł. Pozostałó jednak tylko pewne -ale - krytyka Gabrieli szczególnie ale i
pozostałych bohaterów jest dość gremialna i jednocześnie bardzo emocjonalna.
Mimo wszystkich argumentów które w większości w tej chwili podzielam czym
niechcący zbliżyłem się do TWA to jednak coś mi tutaj nie gra.
Może warto powrócić do lat szkolnych i zadać sakramentalne pytanie - co autor
chciał nam powiedzieć?
Wydaje mi się że trzeba jednak mieć na uwadze to co swego czasu niemieccy
biblisci określili jako "Sitz im Leben" - czas, miejsce i adresatów danej
twórczości. Trzeba chyba wziąść pod uwagę że MM zaczęła pisać Jeżycjadę w
okresie PRL, w okresie kiedy jeszcze nie za bardzo śniło się komukolwiek o
jakiś zmianach i chciała napisać coś co byloby w zgodzie z jej poglądami a
jednocześnie szło całkowicie pod prąd ówczesnej propagandzie wychowawczej
która negowała wartości tradycyjnego wychowania rodzinnego.Stworzyła więc
model rodziny inteligenckiej w której naczelną zasadą jest wzajemna miłość,
model zgodny z programem zarysowanym wstępnie w zdaniu o wyborze dróg
wygłoszonym przez Robrojka a podsumowanym prez ojca Anieli w pytaniu jak żyć.
Wszyscy chyba bez wyjątku podkreślają że prawdziwa Jezycjada - ta ktora ich
wciągnęła, zafascynowała to ta z pierwszych tomów - dlaczego? przecież tą so
te same osoby tylko dużo młodsze - ale te same więc dlaczego zaczynają drażnić
już jako osoby dorosłe? Dlaczego problemy przed którymi stawia je życie i
sposób ich rozwiązywania wzbudza tak silne emocje i to emocje negatywne?
Wydaje mi się że autorka o czymś zapomniała - o tym że czytelnicy zaczną
utożsamiać bohaterów i ich reakcje nie z wzorcem tylko z tym co widzą wokół
siebie tutaj pozwolę sobie na cytat - ponieważ MM opiera swoj światopogląd na
chrześcijanstwie i stara się go przekazać swoim czytelnikom więc posłuże się
cytatem z pism biskupa Pietraszki:
"Nie jest wcale rzeczą konieczną, byśmy zawsze szli do naszych bliżnich z
uśmiechem i w każdej sytuacji okazywali im serdeczność, jest natomiast z
punktu widzenia Ewangelii koniecznością, by duszą wszystkich naszych działań,
nawet tych najtrudniejszych, tych szorstkich i pozornie wrogich, było
nieodmiennie pragnienie dobra dla drugiego człowieka wola ocalenia i
uratowania tego, co Bóg chce w nim uratować"
Wydaje mi się że taki byl program MM tylko że jego odbicie to widzę akurat w
krnąbrnej Laurze która może nieudolnie i szorstko czasem ale pragnie dobra i
jego rozpaczliwie szuka.
W postaci Gabrieli jest natomiast jakaś niekonsekwencja - słusznie została
podniesiona uwaga że w sumie to ona ucieka w obowiązki których wcale nie musi
wykonywać, ucieka od podejmowania decyzji, jest dobra - temu chyba zaprzeczyć
się nie da ale.
Nie chcę wdawać się w analizę konkretnych sytuacji bo zostały one po
wielekroć omówione - chciałem tylko z smutkiem skonstatować że jakoś trudno
przełożyć słuszne skądinąd założenia na postacie literackie - trochę
konsekwencji chyba autorce zabrakło w następnych tomach.
Dlaczego jednak lubię Gabę? - Mały wtręt osobisty - akurat jej historia do
złudzenia przypomina mi historię mojej siostry której małżonek tez nie mógł
znależć sobie zajęcia wyjechał za chlebem, wrócił, pojawiło się dziecko no i
przepadł bez wieści na długie lata - różnica tylko taka że jedno dziecko a nie
doje no i ze to chlopak - pozostałe realia bardzo podobne - reakcje matki też.
Dlatego wiem że takie osoby są możliwe i wcale nie są złymi matkami, maja
bardziej problem z wewnętrznym uładzeniem sobie zycia - pojawiał się zarzut że
przez to ciągłe rozpamiętywanie zdrady Pyziaka Gabriela krzywdzi własne dzieci
- to też wydaje mi sie jest konsekwencją przyjęcia pewnej postawy życiowej.
Osoba która jest wychowana w atmosferze ufności wobec ludzi i wiary w ideały
bardziej rani się i trudniej wychodzi z takich sytacji - stąd może ta chęć
pracy, wykonywania obowiązków za innych? Dla mnie Gabriela wbrew książkowym
opisom jaka to jest dzielna est słabą właśnie kobietą ale w tej jej pozornej
nieudolności też tkwi siła.
Jest jeszcze jeden aspekt - otóż teraz młode kobiety wzrastają jednak w innej
rzeczywistości , wydaje mi się że sytuacja w małżeństwie Ogorzałków gdzie
zdolniejsza Kreska która wygrywa konkursy pozostaje z dziećmi w domu a mniej
zdolny Maciek zakłada firmę dla zdecydowanej wiekszości kobiet jest teraz nie
do pomyślenia - i to tez jest coś co chyba trzeba wziąść pod uwagę oceniając
Gabrielę - jest to postać stworzona poniekąd ideologicznie i zgodnie z wzorcem
jaki posiadała autorka mająca jednak ileś tam lat - nie da się wedlug mnie o
tym zapominać i dopiero teraz mozna oceniać.
Czasem patrzę na bohaterów Jeżycjady przez pryzmat swoich znajomych. Pamiętam
ze ktoś w trakcie dyskusji o "Sprężynie" zakwestionował możliwość istnienia
takiego małżeństwa jak Patrycja i Florek przez pryzmat ich pracy na
gospodarstwie. A ja czytając ten opis jak bym widział swoich znajomych którzy
prowadzą działalność sadowniczą - maja 3 synów rok po roku a zawsze znajdzie
się u nich ciasto i usmiech - można tak żyć? -
Podobnie przypomina się scena w której to Gabriela tak wszystkich obdzielała
jedzeniem że już dla niej zabrakło - ascetka -meczennica - a niestety teraz
tego już może nie ma - ale kiedyś takie sytuacje bywały z konieczności choc to
inna sprawa. Ja po prostu wierzę w realność takiej sytuacji bo moja Mama
potrafila tak robić a czasem w domu nie przelewało się, rodzina zaś jest duża
i często ktos zachodził i od razu był częstowany.
Owszem wiele cech i zachowań w wykonaniu Gabrieli jest nierealnych i w sumie
niedobrych zwłaszcza jej brak konsekwencji w podejmowaniu decyzji - z
ewidentnie podstawowym błędem jakim było nie ukaranie Laury a wysłanie jej z
roztrzepaną Nutrią - ale czy czasem nie staje się wobec sytuacji że nie
wiadomo co zrobić?
Kiedyś w okresie gimnazjum moj syn skolegował się z takim chłopakiem że pod
jego wplywem zawalil rok szkoły - niestety dopuścił się także kradzieży no i
co można było na to poradzić kiedy żadne argumenty nie trafiały? - owszem
nagrody żadnej nie dostał - wystarczyła cierpliwość - teraz to nawet nazwiska
tego kolegi nie można przy nim wspomnieć.
To nie jest łatwe - pozwolę sobie na jeszcze jeden cytat z pism biskupa
Pietraszki bo dla mnie są to mądre słowa:
"My nie jesteśmy artystami ewangelicznej milości, tak jak byli nimi święci.
Jesteśmy tylko zwykłymi rzemieślnikami. Wiele rzeczy po prostu partaczymy w
tej dziedzinie. Lecz jednego trzeba od siebie wymagać - mianowicie byśmy nie
twierdzili, że taka miłość jest absurdem, że w takim świecie w jakim żyjemy,
jest niemożliwa do praktykowania".
Właśnie jesteśmy tylko rzemieślnikami, często wiele rzeczy po drodze
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 15:23
      za długo pisalem i urwało mi tekst. Chcialem jeszcze tylko dopowiedzieć że
      marna to obrona Gabrieli - niestety nie mam talentów pisarskich pisze tak jak
      czuję. jak odbieram życie - tym bardziej że ja też wierzę w te same wartości i w
      to że ciągle coś sie robi nie tak - ale dopóki jest szacunek dla drugiego
      człowieka to nawet z nogą w gipsie można być nawet dla niesfornej Laury oparciem
      - to w koncu dociera.
      Oj już widzę jak forumowe harpie na mnie się rzucą :-))) ale ja nie ucieknę ani
      sie nie obrażę tego możecie być pewne.
    • ciotka_paszczaka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 15:27
      Czyli rozpatrujesz Gabe dwu poziomowo: jako postac literacka; i jako pewien typ
      osobowosci. W tym pierwszym przypadku, trudno ja obronic, bo MM, jako autorka
      nie tylko nie rozwija sie pisarsko, ale wrecz zamyka. I to krytykuje wiekszosc
      osob na forum. Gaba jako osobowosc, w pierwszych tomach autentyczna, w
      nastepnych coz...wszystko juz chyba napisalismy.
      • jottka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 15:57
        andrzej, litości:) no łaska boska, że ci tekst urwało (nb. jest jakiś
        ogranicznik długości postów), nie dałoby się tego jakoś streścić???

        może ja pójdę coś zjeść, a potem spróbuję stawić czoła
    • dakota77 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 15:59
      Andrzeju, my tu wcale zbiorowo nie twierdzimy, ze kobiety w podobnej sytuacji
      zyciowej jak Gaba, czyli porzucone z dziecmi prze zmeza, musza byc zlymi
      matkami. Bron Boze. Rzecvz w tym, ze Gaba jest zla matka. W oczach autorki,
      ktora dawno rozminela sie pisarsko ze swoja wizja Gaby jako swietnej matki tak
      wciaz jest, oczywiscie. Ale dowody swiadcza przeciwko Gabie. Przyklady
      negatywnych zachowan Gaby w stpsunku do dzieci byly tu juz wiele razy omawiane.
      Piszesz, ze czasem rodzic staje w sytuacji, kiedy nie wie, co zrobic, jak ukarac
      dziecko. Oczywiscie, sa w zyciu takie sytuacje. Nie chodzi o to, ze Gaba musi
      zawsze byc idealna i wszystko robic dobrze, byleby tylko jej bledy nie byly
      przez autorke powiesci traktowane jako swietne zachowania matczyne.
      • noida Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 18:45
        Moim zdaniem Gaba (z wyjątkiem ostatnich tomów, gdzie jest już naprawdę żywcem
        zamurowana i trudno ją naprawdę rozpatrywać w jakiejkolwiek postaci poza może
        podobieństwem do żywotów świętych) nie jest złą matką. Jest normalną matką.
        Popełniającą błędy (kto nie popełnił nigdy błędów wychowawczych, niech pierwszy
        rzuci kamieniem), która za te błędy zapłaciła (jedna córka w pułapce
        biologicznej, druga matce niechętna), ale nie uważam, żeby była jakimś wybitnie
        toksycznym i ziejącym zepsuciem potworem. Są tacy, co lubią być dzielni,
        przeważnie jest to wyjątkowo wpieniające zjawisko dla wszystkich, którzy muszą
        obcować z takimi osobami, ale mimo wszystko są znacznie gorsze wady. Naprawdę,
        bez przesady z tą Gabrielą złą matką.
        • aganoreg Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 19:01
          Ale Gaba wcale nie jest dzielna! To tylko otoczenie ja za taka uwaza. Zauwazcie,
          ze to sa komentarze odautorskie, a sama Gaba mowi o sobie, ze jest slaba,
          zagubiona, ale jako najstarsza siostra i corka MUSI byc silna i wspierajaca.
          • noida Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 19:12
            No to co, że się nie uważa. Czy jeśli ktoś się czuje brzydki, a wszyscy wokół
            uważają go za wybitnie pięknego, to obiektywna prawda jest taka, że ten ktoś
            jest brzydki?
            Gaba zgrywa się na dzielną, bo uważa, że tak trzeba, a otoczenie też uważa, że
            tak trzeba najwyraźniej, skoro nikt jej jeszcze nie powiedział "weź Gaba,
            wyluzuj z tą dzielnością". Denerwujące to bywa, owszem, ale co z tego.
        • the_dzidka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 19:17
          noida napisała:

          > Moim zdaniem Gaba (z wyjątkiem ostatnich tomów, gdzie jest już
          naprawdę żywcem
          > zamurowana i trudno ją naprawdę rozpatrywać w jakiejkolwiek
          postaci poza może
          > podobieństwem do żywotów świętych) nie jest złą matką. Jest
          normalną matką.
          > Popełniającą błędy (kto nie popełnił nigdy błędów wychowawczych,
          niech pierwszy
          > rzuci kamieniem), która za te błędy zapłaciła (jedna córka w
          pułapce
          > biologicznej, druga matce niechętna), ale nie uważam, żeby była
          jakimś wybitnie
          > toksycznym i ziejącym zepsuciem potworem. Są tacy, co lubią być
          dzielni,
          > przeważnie jest to wyjątkowo wpieniające zjawisko dla wszystkich,
          którzy muszą
          > obcować z takimi osobami, ale mimo wszystko są znacznie gorsze
          wady. Naprawdę,
          > bez przesady z tą Gabrielą złą matką.

          Jeszcze raz:
          "Oczywiscie, sa w zyciu takie sytuacje. Nie chodzi o to, ze Gaba
          musi zawsze byc idealna i wszystko robic dobrze, byleby tylko jej
          bledy nie byly przez autorke powiesci traktowane jako swietne
          zachowania matczyne" [by dakota77]
          A tak właśnie jest. NIGDZIE, sni słówkiem w narracji nie ma mowy o
          tym, że Gaba postępuje niewłaściwie, że że nie jest idealna i że nie
          wszystko robi dobrze i konsekwentnie. Nawet w rozmowach innych
          bohaterów nigdzie nie pada coś np. "kurczę, ależ się ta Gaba
          zapętliła, muszę z nią pogadać, bo to się źle skończy". Wyjątek - o,
          znalazłam jednak - wściekłość Idy na mlode Pyziakówny i ich matkę,
          która pozwala im na "szarpanie klamką do drzwi pokoju Pałysów, aż
          się je wpuści". Tylko co z tego, skoro za chwilę rozmowa schodzi na
          Pyziaka i okazuje się, że miłą, dzielna Gaba cierpi przez
          niwyparzony jęzor bezmyślnej siostrzyczki i ponownie bierze heroizm
          na klatę. I koniec na teamat złego, niegrzecznego zachowania
          dziewczynek.
          Wracając do naszych baranów po raz kolejny: rzecz nie w tym, że Gaba
          nie ma prawa do błędów. Tylko że w oczach MM Gaba jest bezbłędna i
          bez wad. A koń jaki jest, każdy widzi.
          • aganoreg Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 19:37
            Otoz to. IMHO Gabe, jako taka, da sie lubic. Ale postrzeganie jej przez
            narratorke i rodzine powoduje u wiekszosci ludzi zgrzytanie zebow. Jak sie
            poczyta wylacznie slowa i mysli Gaby, bez tej calej otoczki, to ona calkiem
            normalna jest :)

            Co do dzielnosci - jak sie raz wejdzie w role "bo ktos musi byc silny", to
            naprawde ciezko z niej wyjsc. Wiem po sobie.
          • onion68 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 19:42
            A może to nie MM wcale uważa Gabę za istotę bez wad, może pokazuje tylko, że
            otoczenie utwierdza ją w postawie sztucznej dzielności, bo tak jest wszystkim
            wygodnie? Dobrze jest miec w swoim otoczeniu osobe, ktora wszystko za wszystkich
            zalatwi, a w razie czego jest tez na kogo zwalic wine ;-) A czytelnik nie musi w
            koncu wszystkiego widziec.
            Przy okazji, dolaczam do grona osob, ktorym Gaba nie wadzi - ja jej wspolczuje
            raczej. Zdarza sie, ze wlasne zagubienie powoduje, ze zachowujemy sie i mowimy
            inaczej, niz bysmy chcieli... Moim zdaniem, Gaba swoja dzielnoscia stara sie o
            polepszenie swego wizerunku we wlasnych oczach (za posrednictwem najblizszych
            takze). Laury zas ewidentnie nie cierpi, moze obawia sie podswiadomie jekiegos
            numeru rowniez z jej strony?

            PS Przepraszam za brak polskich znakow, w trakcie pisania przestwila mi sie
            klawiatura, a nie chcialo mi sie restartowac komputera w trakcie pisania.
            • noida Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 20:53
              Oczywiście, że tak! Gaba-dzielna-pocieszycielka-strapionych nie istniała by bez
              zastępu Iduś, Pulpecji i Pyzuń wypłakujących się wiecznie na jej ramieniu. Im
              jest bardzo wygodnie z taką Gabą, tak myślę. Po co mają z nią gadać, skoro im
              taka Gaba jest bardzo na rękę?
              • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 21:42
                "Im
                > jest bardzo wygodnie z taką Gabą, tak myślę. Po co mają z nią gadać, skoro im
                > taka Gaba jest bardzo na rękę?"

                Jest to najprawdziwsza prawda W ŻYCIU. W realnym życiu osoby-opoki sa przede
                wszystkim wygodne dla otoczenia, owszem, może i one sobie same coś w ten sposób
                rekompensują, ale otoczenie nie protestuje.

                W powieści jednakże sporo jest wstawek o tym, że rodzina nie rozmawiała z Gabą,
                bo ta się zamykała, szkliły jej się oczy, zmieniała temat. Nie pamietam tomów,
                ale dwie takie sytuacje pamiętam - jedna to z Idą, a jedna to rozmyslania
                Natalii. Wynika z nich, że owszem, próby były, ale taktownie urywane, jak sie
                tylko Gabie zachlipało, czyli natychmiast. Dochodzi do tego, że Natalia BOI się
                spytać siostrę, czy zna ona adres Janusza ("TiR" bodajże). Ach, no i moja
                ukochana (sarkazm) rozmowa z Pulpą, gdy Pulpa pyta, jak poznać, że ktos cię
                kocha, na co opoka-Gaba mówi "Zadajesz pytania osobiste". Z rezerwą!

                Tak więc - ogladając sprawę z ludzkiej, nie literackiej strony - to Gaba nie
                chiała pomocy, i to jej jest dobrze z byciem "opoką".
          • noida Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 20:50
            Nie wiem, może się mylę, ale wydaje mi się, że nigdzie nie jest też napisane, że
            Gaba jest ideałem matki, która się nigdy przenigdy nie pomyliła. Wręcz
            przeciwnie, są wstawki, że trudno jej się dogadać z dziećmi, choćby z Laurą, że
            sobie nie radzi, że się boi i tak dalej.
            Jakoś mi się zdaje, że jednak MM pozostawia to czytelnikowi do oceny.
            Sympatyzuje z Gabą, to tak, ale nie opisuje jej jako jedynego słusznego wzoru
            macierzyństwa.
            • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 22:05
              noida napisała:

              > Nie wiem, może się mylę, ale wydaje mi się, że nigdzie nie jest też napisane, ż
              > e
              > Gaba jest ideałem matki

              Jest opisywana jako ideał in toto, bez poddziałów "ideał matki", "ideał córki",
              "ideał przyjaciólki" ;-)))...

              Ale mnie się majaczy jakis cytat o idealnej matce... wiesz, że mnie
              zafrapowałas, chciałam tego uniknąć, ale przejrze jednak pare tomów i poszukam
              cytatów.
              • noida Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 09:14
                No właśnie nie jestem przekonana, że jest to gdzieś jasno powiedziane. Sama
                chyba przewertuję tomy...
                • mmaupa Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 23:37
                  Choćby w "Sprężynie". Rozmowa Laury i pana Huberta.
                  Pada pytanie
                  "A jaka jest matka?"

                  i odpowiedź, rzecz jasna

                  "NAJLEPSZA".

                  Plus laurowy monolog przy łożu Gaby. Plus to, co myślał o Gabie Józinek, czy tam
                  inna Łusia. W ogóle cała "Sprężyna" to hymn pochwalny na cześć Gaby.
                  • croyance Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 02.08.09, 14:44
                    Laurowy monolog przy lozu Gaby budzi we mnie odruch wymiotny i jest
                    IMHO najgorszym momntem w calej Jezycjadzie.
    • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 20:01
      Andrzej585858 napisał:

      "Może warto powrócić do lat szkolnych i zadać sakramentalne pytanie - co autor
      chciał nam powiedzieć?"

      Nie wiem, czy ja robię już za forumową harpię czy tylko za harpijkę, ale
      postarałam się rzetelnie zastanowic nad tematem. Nie emocjonalnie ;-).

      I wiesz, Andrzeju? Gdyby Gaba była taka, jak to opisujesz, nie zasłużyłaby (i
      pewnie nie doczekałaby się) nawet połowy tej krytyki, której tu od nas
      doświadczyła. Gdyby była słaba, wystraszona, zraniona, jak to ujęła Dzidka
      "biorąca na klatę" byle zapomnieć, że ją zraniono, świadoma, że popełnia błędy.
      Ale problem polega na tym właśnie, co nam autor chciał powiedzieć.

      A autor nam mówi - ona jest wspaniała. Taka, jak trzeba. Wszystko robi
      najlepiej. Jest wzorcem. Jest opoką. Naści, skrzydełka anielskie szumiace na
      plecach, naści aureolkę. Ona nie popełnia błędów. Ona się nie myli. Zraniono ją,
      a ona TAK SOBIE RADZI!!!!

      Tymczasem ja widzę kobietę, która sobie fatalnie radzi. I wcale, wcale by mnie
      tym nie irytowała. Gdyby raz chociaż powiedziano, że sobie nie radzi.

      Też pozwole sobie na wtręt osobisty - sytuacja Gaby przypomina mi sytuację mojej
      babci (już tyle razy przeze mnie przypominaną, że się powinna kobieta doczekać
      tytułu honorowej członkini ;-)). Też porzuconej z malutkim dzieckiem, w znacznie
      bardziej skomplikowanych okolicznosciach historycznych (rok '46, wysiedlenia,
      przesiedlenia, poszukiwania przez Czerwony Krzyż, itp.). Tyle, że moja babcia
      została sama, dosłownie, bez męża, innych dzieci, sióstr i braci, bez rodziców,
      w świeżo wyzwolonym miescie. Dodatkowo bez doskonałego wykształcenia i sztabu
      przyjaciół. Wspomnienia mojej mamy pełne są głodu, przesiadywania po sąsiadach,
      bo babcia pracowała na trzy zmiany, ale oto, czego nie jest pełne:
      -matki, która zamiera jak kamień na wspomnienie o ojcu
      -matki, która szlocha po kątach i wini córkę za podobieństwo (w wypadku mojej
      mamy, a potem mnie - łudzące)
      -matki, która kiedykolwiek odmówiła rozmowy o ojcu.

      Moja mama miała o swoim ojcu bardzo złe zdanie, ale wyrobiła je sobie sama. Moja
      babcia zawsze to zdanie tonowała, a teraz, po wielu rozmowach, tonuję je ja -
      usprawiedliwiając mojego dziadka własnie okolicznościami historycznymi chociażby.

      A potem czytam o młodej, zdrowej, otoczonej bardzo liczną rodzina i
      przyjaciółmi, mającej dach nad głową, pracę i świetne wykształcenie osobie
      przedstawianej jako wzór matki, choc tak skopanej przez życie, jednak takiej
      DZIELNEJ, miłej i dzielnej... no nie kupuję tego, co robić.

      "Podobnie przypomina się scena w której to Gabriela tak wszystkich obdzielała
      jedzeniem że już dla niej zabrakło - ascetka -meczennica - a niestety teraz tego
      już może nie ma - ale kiedyś takie sytuacje bywały z konieczności choc to inna
      sprawa."

      Pewnie, że kiedys takie sytuacje bywały z konieczności. Nikt nie buntowałby się,
      gdyby tak podejmowała gosci w stanie wojennym, bo gdzie ich głodnych wyrzucać,
      moze jeszcze w godzinę milicyjną.. Pewnie, że jest to sytuacja zrozumiała, mnie
      to zresztą az tak nie irytuje. Ale patrząc realnie - ona tego nie robi z
      konieczności. Jest w ciąży w roku (bodaj) 1993, w dużym miescie obfitującym w
      sklepy. Nie chodzi o to, by ryknąc "To moja kolacja!!!" albo się z nią ukrywac
      po kątach, ale nie mogła po prostu normalnie powiedziec którejś z dochodzących
      osób "Słuchaj, Patrycjo/Ido/Grzesiu/kto tam jeszcze, skocz po jajka i jakies
      pieczywo, bo właśnie ostatnie wyszło"? Przeciez normalny człowiek chyba tak by
      własnie zrobił?

      "Kiedyś w okresie gimnazjum moj syn skolegował się z takim chłopakiem że pod
      jego wplywem zawalil rok szkoły"

      Ale coś jednak zrobiłeś, Andrzeju, prawda? Nie powiedziałes synowi, że będziesz
      myślał nad wyszukana karą, po czym nie olałeś (przepraszam za wyrażenie) sprawy?
      W moim pierwszym wpisie na tym forum wieeele lat temu pisałam, że od sprawy
      kradzieży Laury zaczął się mój Gabrysiowo/jeżycjadowy kryzys. Bo znowu - jej
      zachowanie jest po ludzku zrozumiałe. Jest chora, sama (w sensie bez męża) z
      wymagajacym ciągłej opieki niemowlęciem, słaba. Może nie miec siły, może nie
      wiedzieć, co robić. Ale opisywana jest ZAWSZE jako wzór, doskonała matka,
      doskonała postać, opoka. Osoba, która nie reaguje na kradzież swojego dziecka w
      komentarzu odautorskim nie doczekuje się słowa krytyki! Jest chwalona, jakby
      nigdy nic!

      Reasumując - Gaba jako człowiek jest do przyjęcia. To, co pisze o niej autorka
      czyni ją zaś nie do przyjecia. Moim skromnym zdaniem, że dodam.
      • the_dzidka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 20:18
        "Ale patrząc realnie - ona tego nie robi z konieczności. Jest w
        ciąży w roku (bodaj) 1993, w dużym miescie obfitującym w sklepy. Nie
        chodzi o to, by ryknąc "To moja kolacja!!!" albo się z nią ukrywac
        po kątach, ale nie mogła po prostu normalnie powiedziec którejś z
        dochodzących osób "Słuchaj, Patrycjo/Ido/Grzesiu/kto tam jeszcze,
        skocz po jajka i jakies pieczywo, bo właśnie ostatnie wyszło"?
        Przeciez normalny człowiek chyba tak by własnie zrobił?"

        Mało tego! Co mnie uderzyło w opisie powyższej sytuacji? Już nawet
        nie to, że Gaba tego, co powinna powiedzieć, nie mówi. Otóż wg
        książki "odtąd JEJ NAJWIĘKSZYM ZMARTWIENIEM stało się, żeby nikt nie
        zauważył", że zeżarli jej kolację! Jej zmartwieniem nie jest to, że
        jest głodna, ale to, żeby nikt tego faktu nie zauważył! A ja się
        pytam - dlaczego nie?
        Trochę mi się tu kłania moja własna psychoterapia, tak bajdełejem.
        Ale to już offtopic, więc się nie doważę, bo jeszcze dostanę ;P
        • aganoreg Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 20:37
          the_dzidka napisała:


          > Mało tego! Co mnie uderzyło w opisie powyższej sytuacji? Już nawet
          > nie to, że Gaba tego, co powinna powiedzieć, nie mówi. Otóż wg
          > książki "odtąd JEJ NAJWIĘKSZYM ZMARTWIENIEM stało się, żeby nikt nie
          > zauważył", że zeżarli jej kolację! Jej zmartwieniem nie jest to, że
          > jest głodna, ale to, żeby nikt tego faktu nie zauważył! A ja się
          > pytam - dlaczego nie?
          > Trochę mi się tu kłania moja własna psychoterapia, tak bajdełejem.
          > Ale to już offtopic, więc się nie doważę, bo jeszcze dostanę ;P
          >


          Tylko mala uwaga - ona byla juz po kolacji. Tylko zglodniala (zachcianki?)
          czujac zapachy smazeniny. Czyli nie szla spac glodna, ot miala ochote na
          Cyklopa, bez ktorego spokojnie mogla sie obejsc. W dodatku zapewniala Grzesia,
          ze moze zjesc jej porcje, bo ona sobie usmazy nastepne jajko i tu zonk.

          A ze jak zwykle niefortunnie dobrano slowa, no coz...
          • mamarcela Kontrowersyjna teza mojego dziecka 14.07.09, 21:07
            Moja córka od lat twierdzi, że Musierowicz szczerze nie cierpi Gaby (dorosłej),
            Ignaca i Miągwy i dlatego opisuje ich tak, jak opisuje, niby pochwalnie, ale
            każdego czytelnika aż zęby bolą. Bo przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie
            polubi takich karykatur (i nikt tak naprawdę nie lubi, lituje się co najwyżej -
            spotkałyście kogoś kto odnosi się entuzjastycznie do miągwy, jego szpiegostwa i
            garniturków?). Pytana (córka) o ewentualny powód pozornie pochwalnych opisów
            tychże twierdzi, że autorka traktuje ich jak matka tłumacząca swe nie do końca
            udane dzieci, a poza twierdzi (córka), że Musierowicz ewidentnie przesadza z tą
            dzielnością i garniturkami, co wskazuje na ironię i, że gdyby chciała ich opisać
            naprawdę z sympatią zrobiłaby to subtelniej.
            • aganoreg Re: Kontrowersyjna teza mojego dziecka 14.07.09, 21:27
              mamarcela napisała:

              > Moja córka od lat twierdzi, że Musierowicz szczerze nie cierpi Gaby (dorosłej),
              > Ignaca i Miągwy i dlatego opisuje ich tak, jak opisuje, niby pochwalnie, ale
              > każdego czytelnika aż zęby bolą.

              Ale w Sprezynie ja Ignasia polubilam na przyklad, wiec jego prosze wykluczyc :)
              Zrobil sie z niego normalny nastolatek, ktory ma problemy ze soba, sam mysli, ze
              kiedys w pelni siebie akceptowal, a teraz ma same watpliwosci.
              • mamarcela Re: Kontrowersyjna teza mojego dziecka 14.07.09, 21:44
                aganoreg napisała:

                > mamarcela napisała:
                >
                > > Moja córka od lat twierdzi, że Musierowicz szczerze nie cierpi Gaby (doro
                > słej),
                > > Ignaca i Miągwy i dlatego opisuje ich tak, jak opisuje, niby pochwalnie,
                > ale
                > > każdego czytelnika aż zęby bolą.
                >
                > Ale w Sprezynie ja Ignasia polubilam na przyklad, wiec jego prosze wykluczyc :)
                > Zrobil sie z niego normalny nastolatek, ktory ma problemy ze soba, sam mysli, z
                > e
                > kiedys w pelni siebie akceptowal, a teraz ma same watpliwosci.

                Musiał się zrobić, bo by go rówieśnicy zabili śmiechem.
                Ale jak znormalniał to go zaraz autorka mniej karykaturalnie opisuje, prawdaż? :))
                Może te straszliwe borejkowskie karykatury dawnych bohaterów Jeżycjady to
                klasyczny przykład postaci literackich, które wymknąwszy się spod kontroli
                autora zaczynają żyć własnym życiem i niejako same się piszą?
                • mmaupa Re: Kontrowersyjna teza mojego dziecka 15.07.09, 23:39
                  Ignac też znormalniał w "Sprężynie". Tylko karykatura Gaby się ostała.
              • baba67 Re: Kontrowersyjna teza mojego dziecka 18.07.09, 10:15
                Ja lubie MM tez dlatego ze potrafi sklonic mnie do zmiany zdania. Na przyklad w
                Brulionie Bernard mnie jedynie troche irytowal, nie moglabym powiedziec ze go
                nie lubie, potem ostawalam PIANY na jego "widok" a od Zaby go lubie i akceptuje.
                Cala postac Gaby to od pojawienia sie dzieci zlepek niekonsekwencji, niestety.
          • the_dzidka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 22:26
            > Tylko mala uwaga - ona byla juz po kolacji. Tylko zglodniala
            (zachcianki?)
            > czujac zapachy smazeniny. Czyli nie szla spac glodna, ot miala
            ochote na
            > Cyklopa, bez ktorego spokojnie mogla sie obejsc. W dodatku
            zapewniala Grzesia,
            > ze moze zjesc jej porcje, bo ona sobie usmazy nastepne jajko i tu
            zonk.

            OK, może była już po kolacji, ale tym gorzej - dlaczego tak się
            strasznie ZAMARTWIAŁA, żeby nikt się nie zorientował, że mimo
            zjedzenia kolacji miała ochotę na dodatkowego Cyklopa?
            • aganoreg Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 22:35
              Dzidko, obserwujac otoczenie, jak kobieta jest w ciazy to raczej wszyscy dookola
              niej skacza, a juz na pewno maz zadbalby o jej kolacje i jej zachcianki. Ale to
              sa Borejkowie. Gabie na mysl by nie przyszlo zadbac o swoje przyjemnosci, a
              Grzes nawet by nie zauwazyl, ze jej czegos potrzeba.
            • truscaveczka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 13:30
              Oj, Dzidka, jakżeby Gabini mogła być taka NIEGOŚCINNA i NIEALTRUISTYCZNA żeby
              samej kolację zjeść a drugiemu nie dać, a do sklepu go na niebezpieczną eskapadę
              wysłać?
      • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 21:44
        anutek115 napisała:


        > Reasumując - Gaba jako człowiek jest do przyjęcia. To, co pisze o niej autorka
        > czyni ją zaś nie do przyjecia. Moim skromnym zdaniem, że dodam.

        A ja z tym zdaniem zgadzam się. Owszem chciałem na ile potrafię oddzielić
        Gabrielę jako podstać literacką od Gabrieli - pewnego typu osobowości.
        No i wszystko przez to forum - a tak było mi dobrze z sielankowym obrazem
        Jeżycjady i po com ja tu właził :-)))
        Ale wracając do rzeczywistości naprawdę zaczynam sie zastanawiać czy kolejne
        tomy ukazuja sie niejako z rozpedu bo jest zapotrzebowanie? Bo cos jednak nie
        gra w tych meandrach myślowych autorki które powodują że troche odrealnione
        stają się postacie książkowe - żdziebko to smutne.
        Głownie zaś właśnie chciałem spowodować to żeby ostrze krytyki bylo
        zdecydowanie wymierzone w warsztat literacki s nie w osobowość bo takowe jednak
        się zdarzają.
        Nic na to nie poradzę ale ciągle będę odwoływał się do dziedziny w której
        lepiej się czuję a więc do historii - dla mnie jest to podobny problem do
        problemu teologicznego już bez rozwijania -oddzielenia postaci literackiej od
        rzeczywistej która może przecież istnieć czyli wydobycie tego wzorca czy to
        konkretnej osoby czy też wzorca ideologicznego na którym opierała się MM
        zaczynając pisać pierwsze książki z tego cyklu.
        Swoją drogą a gdyby tak zakończyła już Jeżycjadę i stworzyła nowych bohaterów
        - ciekawe czy dałaby radę zerwać z piętnem dzielnych postaci?
        • jadwiga1350 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 22:52
          Poczytuję komentarze o biednej Gabie. Zaczynam rozumieć irytację
          forumowiczów jaką budzi w nich ujęcie tej postaci przez
          autorkę.Problem ten, ma moim zdaniem źródło w fakcie, że większość
          osób chciałaby widzieć książki MM jako odbicie realnego życia,
          znaleźć w nich naturalizm na miarę Emila Zoli. A tego się raczej nie
          znajdzie, bo to nie ta półka. Musierowicz kreuje rzeczywistość, a
          nie ją odtwarza. Jej twórczość to ciepłe, pogodne książki, pisane ku
          pokrzepieniu serc. Nie dotkniesz tu życia językiem.
          Jasne,że osoby ceniące realizm w książkach, taka Gaba, biedna,
          dzielna, cierpiąca, irytuje.Bo Gabie wcale nie jest źle. Niejednemu
          z nas jest na codzień dużo ciężej niż Gabrieli i robienie wielkiego
          halo z porzucenia jej przez męża 20 lat wstecz wydaje się czymś
          śmiesznym.
          Ale dla takiej literatury, niezbyt ambitnej, jest to typowe.
          Bohaterowie lekkich opowiastek mają masę kłopotów, na które w
          realnym życiu nikt nie zwróciłby uwagi. Mają też masę cnót, których
          tak naprawdę, po dokładnym przyjrzeniu się nie widać.
          Tak jest u Lucy Maud Montgomery, gdzie często ,że ktoś jest
          wspaniały i cudowny dowiadujemy się tylko z komentarzy narratorki,
          bo patrząc na postępowanie opisywanej osoby, tej cudownośći wcale
          nie widać.Podobnie u Margit Sandemo, gdzie wspaniałość i
          szlachetność bohatera to tylko komentarz odautorski i nic więcej. I
          tak jest z naszą Musierowicz. Przyjemnie poczytać, podyskutować, ale
          odbicia życia nie ma co tam szukać.
          • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 23:22
            Przypomniało mi się że kiedyś moja żona która nie przepada za Jezycjadą
            skwitowała postać Gabrieli że została stworzona z punktu widzenia faceta.
            Wszystkie obowiązki dnia codziennego weżmie na siebie i zawsze będzie
            uśmiechnięta - ale że na dłuższą metę żaden facet nie wytrzymałby z taką to jest
            jeszcze wykształcona żeby móc się taka pochwalić czyli w sumie ideał - w domu
            wszystko zrobi, w towarzystwie nie trzeba się wstydzić no i nie odgania od
            komputera aby wynieść śmieci lub zająć się dziećmi.
            Wolę nie komentować takiej interpretacji :-)))
            • jottka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 14.07.09, 23:46
              twoja żona wydaje się nader przytomną kobietą:)


              a co do reszty, to już napisano powyżej - nikt sie nie czepia błędów gaby jako
              takich, to sposób, w jaki jest przedstawiana, budzi irytację. zresztą nie tylko
              gaby to dotyczy i nie chodzi mi tutaj o pragnienie realizmu za wszelką cenę.
              dobijająca jest postać umęczonej matki-polki, którą wszyscy podziwiają i której
              wszyscy się boją, a równie załamująca jest postać upiornej babi, która wszystko
              wie lepiej, zawsze wiedziała i przed którą wszyscy się korzą czy tej z pustymi
              ramionami wypełnionymi kurczakami czy jakoś tak.


              wiadomo, że musierowicz nie proust i że mają to być lekkie powiastki
              edukacyjno-rozrywkowe, ale jednak ten element edukacji pozostaje, a on taki
              drugiej świeżości:) dawna cesia czy ida brały życie w swoje ręce, borykały się z
              problemami i umiały je inteligentnie rozwiązywać, myślały, czuły, były żywymi,
              fajnymi dziewczynami (podobnie jak zresztą trochę starsze tereska i okrętka u
              chmielewskiej), te obecne to jakieś sklejki z różnych pobożnych życzeń, a ich
              wartość edukacyjna ciut wątpliwa, skoro nie przekonują do siebie.
              • jadwiga1350 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 00:21
                dawna cesia czy ida brały życie w swoje ręce, borykały się
                > z
                > problemami i umiały je inteligentnie rozwiązywać, myślały, czuły,
                były żywymi,
                > fajnymi dziewczynami

                Czy ja wiem? W dawnej Cesi czy Idzie też nie ma za wiele realizmu i
                spotykamy się z tym co można nazwać pobożnym życzeniem.

                Trudno uwierzyć że ktoś w 1979r zatrudnia się jako dama do
                towarzystwa i to jeszcze u mężczyzny! Damy do towarzystwa miały
                arystokratki w XIXw.
                Problemy Idusi z wyglądem są też naciągane.Znikają jak ręką odjął
                po obcięciu włosów i uszyciu przez mamę nowej sukienki.Podobnie
                Cesia staje się atrakcyjną kobietą po założeniu starego płaszcza
                siostry i od razu ściąga na siebie wzrok brodacza. Przypomina to jak
                żywo książkę "Pierścień i róża" Nowy płaszcz czy sukienka
                błyskawicznie odmieniają życie bohaterek na lepsze.
                Trudno też uwierzyć, że Danka mająca takie braki w wiedzy, przez noc
                opanowała materiał z matematyki. I to zamykanie się na wieży też
                jakieś naciagane.
                • dakota77 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 08:56
                  Problemy Idy i Cesi mozna bylo rozwiazac ciuchami i nowa fryzura, bo polegaly
                  glownie na braku pewnosci siebie. Owszem, w ksiazce zyskaly te pewnosc w nieco
                  przyspieszonym tempie w stosunku do czasu, jaki zajeloby im to pewnie w
                  rzeczywistosci, ale nie uwazam, zeby to bylo nieralne, tylko nieco uproszczone
                  na potrzeby ksiazki.
                • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 09:00
                  jadwiga1350 napisała:

                  > Czy ja wiem? W dawnej Cesi czy Idzie też nie ma za wiele realizmu i
                  > spotykamy się z tym co można nazwać pobożnym życzeniem.
                  >

                  Tak, jadwigo, pewnie, przecież to powieści i nikt z tu obecnych nie oczekuje
                  jednak chyba Zoli (czy tezrealizmu na poziomie Zoli). Ja nie oczekuję, polubiłam
                  MM własnie za to lekkie odrealnienie i optymistyczną wymowę. Tyle, że w "SzK"
                  nie spotkasz się tez z taką inwokacją: "..I juz krzątała sie przy kuchence,
                  odruchowo gotowa do pomocy, nieustajaco troskliwa najstarsza siostra, wysoka,
                  szybka, zawsze uśmiechnięta* i nieuczesana". Czyli z czymś, co nie wnosi NIC do
                  akcji, a służy wyłącznie pokazaniu, co o bohaterze myśli autor i brzmi jak
                  uparte przekonywanie "Tak jest, przecież wam napisałam". We wcześniejszych
                  powieściach o tym, jaki jest bohater czytelnik wyrabiał sobie zdanie sam,
                  autorka nie lansowała nachlanie swoich tez.

                  > Problemy Idusi z wyglądem są też naciągane.Znikają jak ręką odjął
                  > po obcięciu włosów i uszyciu przez mamę nowej sukienki.Podobnie
                  > Cesia staje się atrakcyjną kobietą po założeniu starego płaszcza
                  > siostry i od razu ściąga na siebie wzrok brodacza.

                  Tak naprawdę nie wiemy, czy kłopoty Idy znikają jak ręka odjął, może miała przed
                  soba lata pracy, wahnięć nastroju i wątpliwości. Widzimy ja w momencie
                  "przełomu", a potem jest czteroletnia przerwa. Normalka, taka baśniowa
                  konwencja, nikt się nie zastanawia przecież, co stało się z Kopciuszkiem po
                  dopasowaniu pantofelka, prawda :-)?

                  A to z Cesią moim zdaniem bardzo prawdopodobne, identyczne sytuacje pamiętam z
                  własnego wieku dojrzewania - wciągałam coś na grzbiet i wygladałam super, swiat
                  mi u stóp leżał, super było, a na drugi dzień, albo i dwie godziny później -
                  mogiła, bagno i muł, znów byłam szarą, zwykłą, nieatrakcyjną sobą...

                  * jak kiedys bedę miała czas i nastrój, policzę sobie, ile razy "nieustajaco
                  uśmiechnięta" starsza siostra płacze w całej Neojezycjadzie ;-D.
                  • mmaupa Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 23:45
                    > autorka nie lansowała nachlanie swoich tez.

                    Literówka - mała rzecz, a cieszy.
                    • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 23:47
                      mmaupa napisała:

                      > > autorka nie lansowała nachlanie swoich tez.
                      >
                      > Literówka - mała rzecz, a cieszy.

                      Też ją zauważyłam, po wysłaniu, rzecz jasna. Miałam nadzieję, że kogoś ucieszy
                      :-))).
                      • the_dzidka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 09:04
                        A mnie ucieszyło to, co napisała dakota o cioci Wiesi:
                        "mieszka wraz z synem katem u rodziny"

                        Wiem, że to brak polskich liter, ale w kontekście cudownie ciepłej i
                        rodzinnej Szóstej Klepki kontrast jest wstrząsający! :D
                        • dakota77 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 09:19
                          Faktycznie, wyszlo wstrzasajaco:)
                          -
                          dakotascatsandclothes.blogspot.com
                          • staua Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 16:01
                            Skojarzylo mi sie z "Ballada o Januszku".
                            • ananke666 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 16:58
                              Jeszcze gdzieś padło o książkach MM, że są "uniwesralne". Ogromnie mnie
                              ucieszyło, zwłaszcza, że Ż pewien czas robiła za lekturę kibelkową.
                            • ateh7 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 20:47
                              Januszek jak Januszek ale to dziecko się przecież w Nerona zabawiało!

                              Hehe! "Ballada o Januszku Pyziaczku"!
                • sir.vimes Ależ właśnie nie odmieniają na lepsze! 16.07.09, 12:09
                  "Cesia staje się atrakcyjną kobietą po założeniu starego płaszcza
                  siostry i od razu ściąga na siebie wzrok brodacza. Przypomina to jak
                  żywo książkę "Pierścień i róża" Nowy płaszcz czy sukienka
                  błyskawicznie odmieniają życie bohaterek na lepsze. "

                  Zauważ, że historyjka o płaszczu Cesi w gruncie rzeczy jest ironiczna i lekko
                  smutnawa - Cesia w płaszczu i makijażu to jak bohaterka przemian "przed i po" w
                  magazynach dla kobiet. Niby piórka nowe i jakieś brodacze lecące na piórka je
                  zauważą ale pod spodem jest ta sama stara Ceśka.

                  Płaszczyk i tusz wiele nie zmienia, daje jej tylko pewność, że nie w piórkach
                  sedno bycia szczęśliwą i zadowolona (także ze swojego wyglądu) Cesią.

                  Idzie też nie pomaga sukienka, bardziej cała przygoda z Krzysiem i opowieść mamy
                  o własnych kompleksach. Sukienka jest zewnętrznym narzędziem do dokonania
                  wewnętrznych przemian. Sama sukienka nie wystarczyłaby w żadnym razie.
                • sir.vimes O Dance 16.07.09, 12:12
                  "Trudno też uwierzyć, że Danka mająca takie braki w wiedzy, przez noc
                  opanowała materiał z matematyki. I to zamykanie się na wieży też
                  jakieś naciagane. "

                  Danka nie była głupia tylko szczytowo leniwa. Podejrzewać można, ze coś jednak
                  na lekcjach słyszała, w książkę zerknęła tylko pracować i uzewnętrzniać wiedzy
                  jej się nie chciało. Sama kiedyś w 3 dni przerobiłam całoroczny program
                  nielubianego przedmiotu i byłam szczerze zdziwiona, że mimo uczęszczania na co 5
                  lekcję i notorycznego wciskania podręcznika pod górę śmieci na biurko sporo
                  pamiętam i rozumiem. Jak się porządnie przysiądzie fałdów to kilkadziesiąt
                  godzin okazuje się wystarczające;P


                  I to zamykanie się na wieży też
                  > jakieś naciagane.

                  A to dlaczego?
    • onion68 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 08:18
      Kiedyś metamorfoza taka, jak Gaby, wydawała mi się niemożliwa. Niestety,
      dowiedziałam się z autopsji, że niemniej spektakularne zmiany osobowości i co za
      tym idzie - postępowania są jednak możliwe, zwłaszcza w wyniku upływu lat i
      nawarstwiania się stresów i rozczarowań (nie mówię o sobie! ;-)
      Stawiam tezę, że ani dzielna, pogodna, szorstka Gaba z KK i IS, ani dzielna,
      płaksiwa opoka z NJ nie jest sobą. Obie pozy są przykrywką dla prawdziwej,
      niepewnej siebie i zagubionej Gaby. W KK mamy to powiedziane wprost - że
      postępowanie Gaby było jedynym rozsądnym w sytuacji skromnego poziomu życia
      rodziny i jej odmienności od innych znanych rodzin. Moim zdaniem, ta niepewność
      Gaby ujawnia się w lekkiej niechęci do Joanny i sceptycyzmu co do poziomu zabawy
      i zgromadzonego towarzystwa na organizowanym przez nią sylwestrze chociażby.
      A odejście męża, cóż, musiało jej pewność siebie podkopać jeszcze bardziej.
      Nigdy nie uważałam Gaby za super dzielną i wzór, może dlatego nigdy nie czułam
      do niej niechęci.
      • mamarcela zaraz, zaraz 15.07.09, 09:45
        Zaraz, zaraz, zabawa budowanie portretów psychologicznych bohaterów fikcyjnych
        jest nad wyraz pociągająca i sama się często w nią bawię, ale nie przesadzajmy z
        realizmem i prawdą psychologiczną w starej Jezycjadzie. Dla mnie urok tamtych
        książek polega właśnie na absolutnej bajkowości i przygodowym
        nieprawdopodobieństwie (właśnie!) wydarzeń. Schemat pierwszych powieści jest
        niezwykle czytelny i powtarzalny – młoda dziewczyna nagle znajduje jakiejś
        nowej i wyjątkowej sytuacji życiowej (wyjazd do nowego miasta, choroba matki,
        niespodziewany powrót z wakacji itd.) , niemal w tym samym momencie na
        horyzoncie pojawia się pierwsza miłość i brzydkie kaczątko „wychodzi z norów”.
        Jednocześnie są to powieści humorystyczne i naprawdę nikogo nie dziwi (a
        powinno) jakim cudem ojciec Anieli się nią nie interesuje ( a przecież jest
        dobrym ojcem), dlaczego Mamertowie nie nawiązują kontaktu z kuzynem, a pani
        Nowacka zatrudnia na czarno ewidentną nastolatką. Bo to nie o realizm chodzi
        przecież tylko o przygodę i zabawę. Wszyscy kochają starą Jezycjadę nie
        dlatego, ze jest prawdziwa tylko dlatego, ze jest w pewien sposób prawdziwa
        psychologicznie , co znaczy, że chociaż okoliczności są często niemal z kosmosu
        to uczucia, wahania, wątpliwości są prawdziwe i podobne do uczuć przezywanych
        przez czytelniczki. Moim zdaniem dokładnie na tym samym(tylko zdecydowanie
        bardziej) polega fenomen popularności HP – w kompletnie odrealnionym świecie,
        bohaterowie przeżywają absolutnie fantastyczne przygody, jednocześnie myśląc i
        czując bardzo podobnie, nastoletni czytelnicy. Gdy Ron cierpi z powodu niemodnej
        szaty (o zgrozo z falbankami!) to jest to paradoksalnie dokładnie to samo
        uczucie, które doprowadza do ciężkich nieszczęść czytelniczki nie mające modnych
        spodni. Obserwując przygody czytelnicze z Harrym u dwojga moich dzieci płci
        zasadniczo odmiennej, widziałam, jak na różne rzeczy zwracają uwagę i jak z
        kompletnie różnych powodów podoba im się ta książka. I co jest znamienne (to
        jest zresztą ten sam mechanizm, co w przypadku Musierowicz) wśród dorosłych
        wielbicieli HP jest zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn, faceci szukają
        nowych przygód , a dziewczyny pławią się z upodobaniem w klimatach nastoletnich
        miłości(ja też, ja tez).
        • mamarcela i dalej 15.07.09, 10:30
          Stara Jezycjada była fajna, bo jej autorka pisała przygodowe powieści, mając za
          przeproszeniem w dupie wszystko inne. I nawet jeśli wkradł się gdzieś dydaktyzm,
          promowane były jakieś wartości, to niejako en passant. A potem nagle się
          okazało, że ona jest "homerem jeżyc", ze promuje wartości, że na jej książkach
          spoczywa honor młodego pokolenia Polaków i inne tym podobne pierdoły. I
          jednocześnie czytelnicy domagali się sagi o Borejkach. I się zaczęły schody i
          przynudzanie. Moim zdaniem nieszczęście nowej Jezycjady polega na tym, ze
          autorka nadal wykorzystuje ten sam schemat, ale zamiast wprowadzać do historii
          nowych bohaterów o określonych, potrzebnych do tej opowieści cechach
          psychicznych, wymyśla ich co prawda, ale daje im rysy i imiona bohaterów
          starych. Stąd te niesamowite metamorfozy postaci. One się nie zmieniają – to są
          kompletnie inne postaci , tylko nazywają się tak samo. I dlatego Ignacy
          najpierw był oderwanym od życia domowym satrapą z Wergiliuszem na wargach, potem
          dzielnym opozycjonistą, wrednym staruchem, bo skończyć jako uroczy staruszek z
          pampersem i zasypką dla każdego kolejnego wnuka i prawnuka. Podobnie rzecz się
          ma z Dmuchawcem, który z energicznego, ironicznego faceta z papierosem, zmienił
          się w Wernyhorę z mgły i galarety. Identycznie jest z Robrojkiem, Milą, Aurelią
          i Gabą właśnie oraz szeregiem innych postaci np. Baltoną! Na tym polega moim
          zdaniem największa porażka nowej Jezycjady. A jak to jeszcze jest podlane
          dydaktycznym smrodkiem i koniecznością głoszenia wartości w komentarzu
          odautorskim robi się nietajnie.
          • andrzej585858 Re: i dalej 15.07.09, 10:42
            To jest właśnie to :-))) Homer Jezyc - bardzo dobre określenie i tutaj chyba
            tkwi cały problem w odbiorze a konkretnie w złym odbiorze bohaterów którzy nie
            mogą wyjść z roli jaką mieli nakreśloną w pierwszych częściach - o to mi chodził
            tylko nie umiałem tak celnie ująć problemu.
        • jadwiga1350 Re: zaraz, zaraz 15.07.09, 14:47
          > Jednocześnie są to powieści humorystyczne i naprawdę nikogo nie
          dziwi (a
          > powinno) jakim cudem ojciec Anieli się nią nie interesuje ( a
          przecież jest
          > dobrym ojcem),

          Zapomniał o córce w ramionach młodej żony Marylki.

          > dlaczego Mamertowie nie nawiązują kontaktu z kuzynem,

          Jak to nie nawiązują? Przecież Mamert wysyła list do kuzyna z
          pozdrowieniami dla ukochanej małżonki Marylki.Właśnie dzięki
          nawiązaniu tego kontaktu wychodzą na jaw kłamstwa Anieli.

          >a pani
          > Nowacka zatrudnia na czarno ewidentną nastolatką.

          Pomoc domową to każdy zatrudnia na czarno. Nie spotkałam się jeszcze
          z legalnie pracującą pomocą domową czy opiekunką do dziecka.


          W Kłamczusze jest dużo więcej realizmu(zmieszanego z humorem) niż w
          Szóstej klepce czy Idzie.
          • mamarcela OK 16.07.09, 15:23
            Niech będzie. Podałam przykłady spod dużego palca, które mnie sie osobiście
            wydawały absolutnie niearealistyczne, a należę do pokolenia Anieli i pamiętam te
            czasy jak swoje.
            Chodziło mi pokazanie, że pod względem realistycznego obrazu świata pierwsza
            Jezycjada jest zdecydowanie bardziej bajkowa niż ta nowsza.
            Stara pokazuje świat bajkowo i satyrycznie, nowa groteskowo i niemal
            karykaturalnie, choć paradoksalnie może nawet więcej codziennego realizmu w niej
            jest.
      • ginestra Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 10:04
        Bardzo ciekawy ten wątek, aż musiałam się dopisać. :)
        Gdy mowa o stronie osobowościowej, a nie literackiej Gaby, to zgadzam się z
        Onion (tj. z powyższym wpisem), który jest, moim zdaniem, bardzo trafny.

        Jest on zgodny także z moimi obserwacjami życia. Wiem, że pod wpływem
        okoliczności (tu: życie w domu rodzinnym Gaby, a następnie inne jej wydarzenia
        życiowe) człowiek może przybierać coraz to różne "nieprawdziwe tożsamości",
        wymuszone sytuacją i nawet się z nimi całkowicie identyfikować i ewoluować w
        nich i być w nich jakoś autentycznym, gdy jednocześnie w środku pozostaje ta
        jego najprawdziwsza część siebie, której nie dane mu było rozwinąć i wyrazić. I
        mnie się wydaje, że tak właśnie jest z Gabą, że ona dopiero musiałaby odkryć tę
        "prawdziwą siebie", wysłuchać ją i wyrazić. I tak jak Onion myślę, że to jej
        "prawdziwe ja" jest trochę niepewne siebie. Pamiętam, że w poprzednich latach
        pisania na forum zwracałam ciągle uwagę na strój Gaby, który był dla mnie
        zewnętrznym wyrazem jej pewnego zablokowania.

        Natomiast myślę, że przy odkrywaniu tego "prawdziwego ja" nie sposób zupełnie
        pozbyć się całej reszty, tej nadbudowanej przez lata, do której jednak się
        przywykło i też człowiek jakoś się z nią zespolił. A więc nowa, uzdrowiona Gaba
        na pewno miałaby trochę jeszcze tej wyuczonej dzielności, ale jednak dużo mniej
        i bardziej wyraziste byłoby to jej odnalezione jestestwo: i dla niej i dla
        otoczenia. A jakie ono jest, tego, jako czytelnicy nie wiemy (choć pewnie
        przeczuwamy na podstawie jakichś przebłysków).

        Na własny użytek myślę sobie, że to odzyskanie "prawdziwej siebie" to nie tyle
        odnalezienie czegoś super nowego i pozwolenie mu się rozwinąć i przemówić, ale
        raczej odnalezienie nowego plus pozbieranie jakichś rozproszonych kawałków
        siebie
        . I tak, myślę, że ta prawdziwa, uzdrowiona Gaba miałaby i trochę z
        tej czupurnej koszykarki, i trochę z tej seksownej, spontanicznej, gorącej
        kobiety jaką czuła się w ramionach Janusza, gdy jeszcze byli małżeństwem i gdy
        czuła się kochana i była szczęśliwa, i trochę z tej twardej babki, która
        polemizowała z Piotrem Ogorzałką, i trochę z tej dzielnej matki-Polki z okresu
        ostatnich dwudziestu lat i trochę z tej łagodnej i wyrozumiałej żony Grzesia.

        Natomiast bardzo często tak bywa, że ktoś nie chce odkrywać tego swojego
        "prawdziwego ja", przekopywać się przez swoją historię itp. i ma do tego pełne
        prawo. Często sobie nawet nie uświadamia, że mógłby się przekopywać i po prostu
        robi co może, stara się jak najlepiej postępować w ramach tego, co niesie życie
        na co dzień. Ja myślę, że to właśnie jest przypadek Gaby (ten ostatni) i mnie
        ona także nie przeszkadza i wydaje mi się ludzka. To znaczy rozumiem ją, że ona
        ewoluuje (bo nikt nie stoi w miejscu) właśnie w obrębie tej ostatnio wytworzonej
        tożsamości i nic dziwnego, że ta tożsamość jest coraz bardziej jaskrawa. Trochę
        szkoda, że tak, ale cóż poradzić - taka jej wola (lub brak świadomości).

        Natomiast jedyny zarzut do Gaby, który miałam (i pisałam o tym) jest taki, że za
        mało jest wrażliwa na sygnały, że jej dzieciom jest źle na świecie, że
        doświadczają jakichś trudności, a wręcz cierpień (chodzi mi o wszystkie jej
        dzieci, a zwłaszcza o Laurę i Ignasia). I te sygnały, owszem, docierają do Gaby,
        ale ona je poniekąd świadomie bagatelizuje. Nie wiem jak to określić, bo po
        części istotnie świadomie, a po części nie, bo nie wydają jej się aż tak groźne,
        jak są. Jest to trudne do zrozumienia, bo Gaba jest wykształcona i oczytana i co
        jakiś czas w jej myślach przewijają się pewne idee co do wychowania dzieci, a
        więc jest to dla czytelnika dowód, że ona przemyśliwa nad wychowaniem dzieci,
        ale widocznie te jej mechanizmy obronne (zaprzeczanie, minimalizacja,
        racjonalizacja) są bardzo silne i nie pozwalają jej widzieć tych problemów w ich
        faktycznym wymiarze. Myślę jednak, że w prawdziwym życiu te sygnały o problemach
        dzieci by do niej jednak bardziej docierały.

        A więc tu ocieram się znów o formułę literacką Gaby i rozumiem, że trudno tu
        oczekiwać prawdziwego życia. W tej formule literackiej mnie Gaba za bardzo nie
        wadzi, podobnie jak inni bohaterowie, a recenzję Sprężyny napisałam wręcz
        entuzjastyczną. :)

        Natomiast ja mam "hopla" na punkcie dzieci i dlatego bardzo mocno dotykają mnie
        wszelkie fragmenty, gdy dorośli zachowują się wobec dzieci nieodpowiedzialnie
        lub patologicznie, gdy nie dostrzegają ich lub fundują im doświadczenia, z
        których tym dzieciom będzie bardzo trudno wygrzebać się w dorosłym życiu, o ile
        w ogóle natrafią na trop, żeby chcieć się z nich wygrzebać (tu mam na myśli np.
        wpędzenie Gaby w rolę "bohatera" w dzieciństwie, rzucanie pierogami w telewizor
        przez Ignacego przy dzieciach, przyzwolenie ze strony Gaby i wszystkich
        dorosłych na to, aby Józinek maltretował Ignasia, wypychanie Ignasia przez Gabę
        na siłę, żeby bawił się z dziećmi, które go nie lubią i tępią oraz inne krzywdy
        wyrządzane Ignasiowi przez jego rodziców oraz zaniedbywanie go, przyzwolenie dla
        Mili na kary cielesne wobec wnuków, nagonka na Laurę, odmawianie Laurze wiedzy o
        ojcu itp.). A więc te sprawy, jak są opisywane, to sprawiają, że jest mi trudno
        uwierzyć, że to tylko tak napisane, w tej literackiej formule, bo wydają mi się
        one wtedy prawdziwe i chcę koniecznie reagować, podejść do bohaterów, powiedzieć
        im coś, podsunąć książki, nie pozwolić na krzywdę itp.

        Z drugiej strony, wiem, że i ja popełniam błędy i ciągle i ciągle je naprawiam i
        staram się i nie ma końca tego starania. Jak to w życiu. Ale staram się jednak
        widzieć problemy i reagować na nie i szukać pomocy, gdy sama nie daję rady i to
        szukać pomocy do skutku i tam, gdzie ona jest, czasem nawet pokonując różne
        swoje obawy czy wstyd.
        A więc często w jakichś scenach z udziałem Gaby widzę też siebie i swoją
        nieudolność i dlatego nie mogę Gaby jak gdyby znielubić i potępić. Jednakże brak
        mi tego dalszego ciągu u Gaby - reagowania i pójścia, gdy trzeba, po pomoc!

        Z drugiej strony Jeżycjada (oraz omawianie jej z Wami na forum) dostarczyła mi
        tak wiele bezcennych refleksji o tym "jak nie powinno być", że naprawdę w
        codziennym życiu przypominają mi się one często i naprowadzają mnie na właściwe
        działania, żeby rozwiązywać problemy w zarodku, dostrzegać co czują dzieci,
        reagować, kierować starania w dobrą stronę, a nie w stronę łatwiejszą!

        A więc do Gaby mam stosunek raczej pełen zrozumienia i pozytywny, choć pewne
        rzeczy w jej zachowaniu wobec dzieci mnie wręcz fizycznie bolą. W chwilach,
        kiedy Gaba wydaje mi się kimś rzeczywistym napełnia mnie wielka nadzieja, że
        przecież wszystko jest możliwe, że ona może jeszcze się w różnych sprawach
        połapać, pewne rzeczy zrozumieć i naprawić, bo nigdy nie jest za późno, nawet
        jak już ma dorosłe córki i dorastającego syna. Stąd moje wszelkie emocjonalne
        posty, wróżenie jej kryzysu małżeńskiego itp. Dlatego tak niecierpliwie czekałam
        na dalsze części i tak ucieszyłam się z milimetrowych zmian dostrzeżonych w
        Sprężynie.

        Acha, i jeszcze rozumiem Gabę co do przeżywania uczucia do Pyziaka. Nie wiem
        wprawdzie jak to jest, gdy ma się drugiego partnera, czy też się przeżywa, ale
        nie wiedząc tego, w miarę Gabę rozumiem i wiem, że na pewne rzeczy trudno coś
        poradzić. Ja oczywiście jestem zwolenniczką aktywnego wkładania sobie do głowy
        pewnych rzeczy w nadziei, że zaczną tam pracować, ale póki co nie wiem kiedy to
        wkładanie do głowy może dać spodziewany efekt. Na razie jeszcze nań czekam. :)

        Trzymajcie się!
        • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 10:25
          Pięknie napisane :-))) Tak mi się właśnie wydawało że spojrzenie na Gabę
          poprzez pryzmat czy to własnych doświadczeń czy też znajomych pozwoli na to że
          trochę inaczej będzie jawić się jej postać. Że szkoda możliwości jakie dawała ta
          postać -owszem trudno poszukiwać w Jeżycjadzie "prawdy czasu i prawdy ekranu"
          ale przy innym poprowadzeniu tej postaci jak i innych mogłaby wyjść z tego
          ciekawa fabuła.
          Chyba czasem nie jest taka bardzo wredna tylko niesamowicie pogubiona - zaś ta
          dzielność to chyba w pewnym momencie została niejako wymuszona przez
          czytelniczki - być może coraz młodsze - które nie byłyby w stanie zaakceptować
          zmiany nastolatki Gabrieli w dorosłą kobietę - matkę i żonę która musi
          podejmować decyzje bo nikt za nią nie podejmie - pozostał mechanizm nastolatki
          zmuszonej żyć w świecie dorosłych. Inaczej chyba trzeba byłoby wyjść z konwencji
          którą zapoczątkowały pierwsze tomy cyklu.
          Ciekawe jak wyglądałaby historia Gabrieli bardziej uczłowieczonej że się tak
          wyrażę?
          • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 13:33
            andrzej585858 napisał:
            Tak mi się właśnie wydawało że spojrzenie na Gabę
            > poprzez pryzmat czy to własnych doświadczeń czy też znajomych pozwoli na to że
            > trochę inaczej będzie jawić się jej postać.

            W moim wypadku o wiele, wiele gorzej :-))). Jako rozlazła, uzalajaca się nad
            sobą i nie potrafiąca dostrzec tego, co ma i mozliwości, któtre posiada
            mamałyga. Także może ostrożniej z tym spoglądaniem przez pryzmat własnych (lub
            bliskich nam ludzi) doswiadczeń, bo zycie jest nieskończenie barwniejsze niż
            fikcja i to "co autor chce powiedzieć" może w zderzeniu z nim (życiem, nie
            autorem) mocno zgrzytać.

            > Chyba czasem nie jest taka bardzo wredna tylko niesamowicie pogubiona

            Ale chyba nikt nie napisał, że jest wredna? jest fatalnie napisana!

            - zaś ta
            > dzielność to chyba w pewnym momencie została niejako wymuszona przez
            > czytelniczki - być może coraz młodsze - które nie byłyby w stanie zaakceptować
            > zmiany nastolatki Gabrieli w dorosłą kobietę

            Tu się całkowicie nie zgodzę. Zgadzam się z Mamamarcela - pani MM w pewnym
            momencie została nie pisarką przyjemnych, krzepiących historyjek dla młodych
            dziewcząt okraszonych szczypta nie nazbyt nachalnej dydaktyki, ale została
            "Homerem Jeżyc" i się tym przejęła. W życiu nie uwierzę, że młode czytelniczki
            łakną ksiązek o Gabrieli, ona dla nich jest po prostu stara! Pamiętam, jak
            czytałam po raz pierwszy KK, mama Borejko miała tam około 40-tu lat (czyli
            mniej, niż Gaba teraz) i była dla mnie, cóż, czymś w rodzaju mało istotnego tła.
            Jasne, bohaterki musiały mieć jakegos ojca i jakąś matkę, a ci fajni byli, ale,
            cóż, to tylko rodzice. Najważniejsze były dziewczyny (no, Gaba dla mnie była
            całkiem dorosła i pewnie bym nie zrozumiała obecnych na forum oburzonych głosów,
            że kazano jej dom prowadzić, przeciez miała JUŻ 17 lat ;-D!), pierwsze miłości,
            rozczarowania, ESD, przyjaźnie, itp. Teraz nastolatki dostają książki, których
            jedną z głównych bohaterek jest kobieta prawie 50-letnia!!! A z drugiej strony
            małe dzieci w wieku lat 9-u, ech...

            Pod naporem czytelniczek to powstało na pewno "więcej książek o Borejkach", co
            nie oznaczało, że należało robić z Gaby sztandarową postać cyklu. Borejkówien (z
            przyległościami - siostry Górskie chociażby) w odpowiednim wieku jest sporo, by
            NADAL pisać o nastolatkach, a Gabę usunąć w cień tak, jak kiedyś cieniem (choc
            przeciez istotnym dla akcji powiesci!) była Mila Borejko.

            > Ciekawe jak wyglądałaby historia Gabrieli bardziej uczłowieczonej że się tak
            > wyrażę?

            Zgodnie z tym, co napisałam, uważam, że historii Gaby NIE POWINNO BYĆ. Powinna
            występowac jako mama/przyjaciółka rodziców kolejnych bohaterów, z jakimis
            krótkimi wzmiankami o tym, że sobie życie ułożyła, żeby było nadal krzepiąco i
            sympatyczni8e, jak trzeba.
            • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 14:21
              anutek115 napisała





              > Zgodnie z tym, co napisałam, uważam, że historii Gaby NIE POWINNO BYĆ. Powinna
              > występowac jako mama/przyjaciółka rodziców kolejnych bohaterów, z jakimis
              > krótkimi wzmiankami o tym, że sobie życie ułożyła, żeby było nadal krzepiąco i
              > sympatyczni8e, jak trzeba.

              To być może i całkiem niegłupia myśl - co prawda dla mnie bardziej chodziło o to
              że książki wraz ze zmianą wieku bohaterek winny wyrastać właśnie z klimatu
              lektury milej i przyjemnej, po prostu dorastać i wtedy nie byłoby potrzeby
              usuwać dotychczasowych głównych postaci na drugi czy też trzeci plan - vide
              Gabriela.
              Poza tym no cóż - patrzenie na bohaterów literackich przez pryzmat własnych
              doświadczeń daje na pewno różnorodne obserwacje często diametralnie inne. Tak
              jest i z Gabrielą - dla mnie nie jest rozlazła jest zagubiona - wraz z upływem
              czasu wtłaczana w kostium nie bardzo do niej pasujący - dlatego w zupełności
              zgadzam się z terminem Homera Jeżyc - forma została ale treść zmieniła się nieco
              czego autorka chyba nie zauważyła.
            • ginestra Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 14:45
              Anutku,

              ja tylko chciałam w jednej kwestii się wypowiedzieć - co do oceniania Gaby jako
              "rozlazłej, użalającej nad sobą i nie potrafiącej dostrzec tego, co ma i
              możliwości, które posiada, mamałygi" - w świetle innych znanych osób, które w
              dalece gorszej sytuacji sobie lepiej poradziły emocjonalnie i życiowo (myślę, że
              słusznie myślę tu o Twojej Babci, opisanej przez Ciebie w kontraście z Gabą parę
              postów wyżej).

              Chciałabym powiedzieć, że ogromnie i szczerze podziwiam Twoją Babcię i inne
              kobiety, które sobie poradziły w różnych trudnych sytuacjach, także w trudnych
              realiach wojennych i powojennych, jednakże chciałabym tylko zwrócić uwagę na to,
              że z takimi ocenami trzeba, moim zdaniem, ostrożnie.

              Chodzi mi o to, że bardzo ważny jest KONTEKST. W danym kontekście (np. wojna,
              bycie samej w ciąży lub z dzieckiem w obcym mieście po wojnie) uruchamiają się w
              człowieku inne mechanizmy niż w kontekście, w którym żyje Gaba. Naprawdę nie
              tylko mózg produkuje wtedy samoistnie inne niż zwykle ilości danych substancji
              (np. opiatów, które mobilizują do działania, niwelują różne dyskomforty,
              pozwalają mieć nadzieję i spokój, gdy świadomość rozpaczliwego położenia mogłaby
              człowieka zabić), ale też dodatkowo uruchamiają się różne mechanizmy
              psychologiczne pomagające przetrwaniu: mechanizm nadziei (na pewno ojciec
              dziecka odnajdzie się, będę go szukać przez PCK, a tymczasem trzeba myśleć tylko
              o dzisiejszym dniu), mechanizm skróconej perspektywy: myślenie o doraźnym
              przetrwaniu, o znalezieniu pomocy, na dziś, na jutro, o kawałku dachu nad głową,
              o kawałku chleba, a nie o całokształcie; krok po kroku żyje się od szczęśliwych
              przypadków do następnych szczęśliwych przypadków (bo ktoś pomógł, podpowiedział,
              znalazłam pracę, ktoś zgodził się zaopiekować dzieckiem, są dobrzy ludzie, nie
              jestem sama itp.).

              A więc, paradoksalnie, czasem pewien kontekst, choć obiektywnie bardzo trudny
              czy wręcz nieludzko trudny, potrafi człowiekowi pomóc "trzymać się w kupie", nie
              myśleć o pewnych rzeczach, coś tam krok po kroku realizować, wykorzystywać
              wszystkie nadarzające się sytuacje i te wszystkie działania dodatkowo człowieka
              budują i wyposażają w pewne cechy charakteru będące nagrodą za te wysiłki. A
              potem już jest pomału lepiej i wychodzi się na prostą - i to jako silny,
              zahartowany w bojach człowiek.

              Myślę, że Gaba, zdana na samą siebie, porzucona z dzieckiem po wojnie, też by
              sobie dobrze radziła. Jednakże wtedy, gdy opuścił ją Pyziak, to przede wszystkim
              jej KONTEKSTEM było właśnie takie rozmemłanie: zawieszenie, bo wiadomo, że
              Janusz istnieje, ale nie wiadomo czy ją kocha, czy nie kocha. Czy wróci, czy nie
              wróci. Czy jest on dobry i zarabia teraz na rodzinę, a ja niewdzięczna myślę o
              nim źle, czy wręcz przeciwnie: jest zły i nie zarabia na rodzinę i ma nas
              gdzieś. Brak kontaktu z nim pogłębiał ten stan niejasności osądu sytuacji i
              otępienia, zamrożenia uczuciowego. To zamrożenie właśnie było jej potrzebne, by
              przetrwać, by wstawać co dzień z łóżka i dać dziecku jeść, a potem iść w kolejkę
              po mięso. I to zamrożenie było w danym kontekście słuszne psychologicznie, a co
              więcej: nieświadome.

              Gaba była otoczona ludźmi i była im potrzebna i nie miała przez to jak gdyby
              czasu i warunków na pobycie ze sobą samą i zrozumienie siebie, bo ciągle coś
              ktoś chciał, a także ta "samospalająca się aktywność" była dla niej jednocześnie
              lekarstwem na ten ból duszy i na tę niewiadomą i nieprzewidywalność związaną z
              mężem. I tak się męczyła i to, co doraźne zaczęło powoli zamieniać się w
              permanentne.
              Wokół rodzina naciskała, żeby ona nie roztkliwiała się i ciągle coś robiła, a
              więc nie byli to pomocni ludzie, którzy ją mobilizują, ale tacy, którzy siadają
              jej na kolanach. Ona temu wszystkiemu próbowała sprostać i nawet całkiem nieźle
              sprostała - tyle, że kosztem samej siebie. :(

              Z możliwości jakie miała, korzystała: zarabiała pieniądze, rozwijała naukowo,
              pracowała jak potrafiła na niwie domowej i jeszcze pomagała innym.

              Natomiast w tym wszystkim zatraciła siebie i nie była już świadoma kim jest. To
              jest bardzo smutne, ale naprawdę ja bym była ostrożna z radykalną oceną tej
              kobiety i z porównywaniem jej inminus z kobietami będącymi w innych kontekstach.

              Poza tym każdy jest inny: nawet w tym samym kontekście jedna sobie poradzi
              lepiej, druga gorzej. I to też jest bardzo ludzkie.

              Pozdrawiam!
              • aganoreg Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 14:51
                ginestra napisała:

                > Myślę, że Gaba, zdana na samą siebie, porzucona z dzieckiem po
                wojnie, też by
                > sobie dobrze radziła. Jednakże wtedy, gdy opuścił ją Pyziak, to
                przede wszystki
                > m
                > jej KONTEKSTEM było właśnie takie rozmemłanie: zawieszenie, bo
                wiadomo, że
                > Janusz istnieje, ale nie wiadomo czy ją kocha, czy nie kocha. Czy
                wróci, czy ni
                > e
                > wróci.

                Zwlaszcza, ze juz raz wyjechal, a potem wrocil. Dodatkowo
                swiadomosc, ze zostawil Pyze, a Tygryska nawet nie chcial zobaczyc.
                Wydaje mi sie, ze to ja najbardziej bolalo jako matke. Zgadzam sie
                tez z wczesniejsza wypowiedzia Ginestry co do kontekstu. Wiadomo, ze
                w sytuacji naglego stresu i zagrozenia latwiej sie spiac i przetrwac
                trudny okres niz zyc w permanentnym zawieszeniu. Madrze powiedziane,
                Ginestro!
                • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 15:22
                  aganoreg napisała:

                  >
                  > Zwlaszcza, ze juz raz wyjechal, a potem wrocil. Dodatkowo
                  > swiadomosc, ze zostawil Pyze, a Tygryska nawet nie chcial zobaczyc.
                  > Wydaje mi sie, ze to ja najbardziej bolalo jako matke. Zgadzam sie
                  > tez z wczesniejsza wypowiedzia Ginestry co do kontekstu. Wiadomo, ze
                  > w sytuacji naglego stresu i zagrozenia latwiej sie spiac i przetrwac
                  > trudny okres niz zyc w permanentnym zawieszeniu. Madrze powiedziane,
                  > Ginestro!

                  W ogóle to co pisze Ginestra jest wyjątkowo spójne i jak dla mnie to słabego
                  punktu nie ma w tym rozumowaniu - a niestety właśnie w kontekście pozostawienia
                  Gabrieli przez Pyziaka i braku wiadomości to ciężko uciec mi od rodzinnych
                  reminiscencji. Widziałem to zycie w pernamentnym zawieszeniu i nieumiejętność
                  pozbierania się i prawdę mówiąc mimo upływu już 17 lat wcale nie jestem
                  przekonany że wszystko jest poskładane no i ta nadgorliowość w chęci brania
                  obowiązków pomimo że nie ma takiej konieczności.
                  Dlatego też czasem denerwuje takie pewnego rodzaju rozmemłanie i budowanie u
                  swojego dziecka niepotrzebnej trochę nadwrażliwości bo dziecko widzi co się
                  dzieje i zgodzę się że jest to krzywdzenie - tylko będąc z boku i nawet
                  rozumiejąc sytuację powstaje pytanie co zrobić? - tym bardziej jeżeli dana osoba
                  kompletnie nie chce rozmawiać na dany temat?
                  Problem jest w tym jeżeli taka osoba postawiona w sytuacji w jakiej została
                  postawiona Gabriela nie potrafi szukać pomocy i w sumie nie bedzie jej chciała -
                  wtedy jest się samemu i ani żaden terapeuta ani rodzina ani nikt nie jest w
                  stanie pomóc -i to są indywidualne losy.
                • lezbobimbo Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 15:25
                  Zgadzam sie z Ginestra, ze Gaba mogla sie wewnetrznie "rozmemlac" z powodu
                  Pyziaka co i ja i dzieci zdradzil, a jednoczesnie rodzina, zamiast pomoc Gabie,
                  siadala jej na kolanach i szukala w niej opoki, tak ze Gaba nie miala nawet
                  chwili do samorefleksji.
                  Tylko, ze potem Gaba wychodzi za Grzesia, a jednoczesnie nadal sie rozmemluje
                  Pyziakiem. Co uwazam wrecz za brzydkie, moze nawet lekkie swinstewko, w stosunku
                  do Grzesia. Im bardziej Gaba pozniejsza przejmuje sie Pyziakiem, tym wieksza to
                  obelga dla Grzesia. Co to, on sie juz nie liczy ani jego milosc?
                  Co do opoki rodzinnej i braku czasu Gaby dla siebie - w okresie wojennym zgoda,
                  Gaba i Mila (nie zapominajmy o tej pomocy) razem musza dbac o i karmic wszelakie
                  dzieci. Gaba jest tez przy okazji opoka dla Kreski, chce ja pocieszyc ale sie
                  konczy to tak, ze obie sie "rozmamluja" i placza na temat zlamanych serc. Co
                  jest jak najbardziej zrozumiale i ludzkie.
                  Ale po okresie wojennym Ignac wraca przeciez (czyli podpora finansowa dla
                  rodziny rosnie), a te male dzieci z OwR tez dorastaja i maluchami sa tylko Laura
                  i Pyza - z ktorymi pomaga tez bardzo Mila. Trudno juz wtedy powiedziec, ze Gaba
                  jest calkiem, calkiem samiutka.
                  Po przelomie perelowskim maluchy i mlodzieze rosna nadal, a do rodziny
                  przybywaja tez Marek i Grzesiu, co przeciez nie tylko powieksza zaplecze
                  emocjonalne
                  , odciazanie od dzieci ale tez i sprawnosc finansowa rodziny.
                  Nutria i Pulpa tez daja sobie rade same, bo sa dorosle.
                  Gaba w moim rozumieniu juz wtedy nie ma prawa twierdzic, ze jest samotna, nikt
                  jej nie pomaga z dziecmi, ani ze nie ma pieniedzy, wiec wszystkich karmic musi
                  ona, albo ze rodzinie tak ciezko, ze pociesza tylko ona, a jej nikt. Tak samo
                  dziadkowie Borejko nie sa tez niepelnosprawni, a wrecz przeciwnie, rzescy i
                  nadal pracuja. Gaba po przelomie perelowskim i po zawarciu malzenstwa ma wiec
                  wszelkie warunki, aby nie musiec harowac dla wszystkich, ani nie musi wszystkich
                  pocieszac (oprocz wlasnych dzieci). Jesli nadal wiec cierpi po Pyziaku, moglaby
                  przystopowac i przepracowac to w sobie.
                  Bardzo alarmujacy przez to jest w Neojezycjadzie cycat, kiedy to przez chwile
                  nie ma nikogo w domu i Gaba przysiada przy stole - ale sama sie zaraz podrywa,
                  z wyrzutem sumienia "przeciez ja nic nie robie!".. Widac wiec, ze wielka
                  harowke Gaba sama sobie narzuca (nikt wszak od niej tego nie wymaga, skoro
                  dzieci rosna, dziadkowie sprawni i ma zawsze Grzesia do pomocy) i sama
                  odmawia sobie choc chwili dla siebie, swych mysli i uczuc (bo czytanie ksiazek
                  to nie jest myslenie o sobie czy analiza swych uczuc). Harowanie niestety nie
                  uleczy zlamanego serca, tylko odsuwa te chwile w czasie, kiedy w koncu trzeba
                  bedzie sie zmierzyc z tym, co boli psychike..
                • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 23:00
                  Jeszcze a propos kontekstu - częściowo zgadzam się z wypowiedzią Ginestry,
                  jestem wręcz pewna, że Gaba zostawiona po wojnie, sama z dziećmi poradziłaby
                  sobie wręcz wspaniale, ponieważ rzeczywiscie w sytuacjach ekstremalnych wstepują
                  w nas niezwykłe siły (jeśli moge się odnieść do przykładu z własnego z kolei
                  życia, zawsze usmiecham się pod nosem, gdy ktoś, kto wie o trudnych początkach
                  mojego macierzyństwa mówi mi "Podziwiam cię, ja bym nie dała rady!", poniewaz
                  wiem, że ten ktoś najprawdopodobniej dałby radę, może poradziłby sobie o wiele
                  lepiej niż ja), ale ja napisałam także:

                  "Wspomnienia mojej mamy pełne są głodu, przesiadywania po sąsiadach,
                  bo babcia pracowała na trzy zmiany, ale oto, czego nie jest pełne:
                  -matki, która zamiera jak kamień na wspomnienie o ojcu
                  -matki, która szlocha po kątach i wini córkę za podobieństwo (w wypadku mojej
                  mamy, a potem mnie - łudzące)
                  -matki, która kiedykolwiek odmówiła rozmowy o ojcu."

                  Moja mama to taka Laura jest. Podobna do ojca jak dwie krople wody, też jej ani
                  razu nie widział, też żadnego znaku zycia do 15 wiosny, po czym się jej wyparł.
                  I moja mama zadawała swojej mamie identyczne pytania, tez miewała pretensje pzry
                  okazji, czemu nie. Ale moja mama ZAWSZE uzyskiwała odpowiedź. Nawet ja pamiętam,
                  co i jak o moim dziadku mówiła moja babcia.

                  Owszem, zgadzam się, że sytuacja zyciowa mojej babci i Gaby była inna. Ale to
                  jedno jedyne inne nie było. Sytuacja nagłego stresu to jedno, ale moja babcia
                  tez w tym nagłym stresie jako "musząca sobie radzic matka" nie tkwiła
                  permanentnie. Potem to juz było normalne życie. Więc, owszem, POCZĄTEK "radzenia
                  sobie" był inny. Ale w późniejszym życiu Gaba zawodzi jako matka na całej linii
                  i jednak, tak, jest rozmemłana. No, kompletnie niepozbierana. I to się nie
                  doczekuje w komentarzu odautorskim ani słowa poza wyrazami podziwu "jak Gabunia
                  sobie dobrze radzi" (jestem na etapie kolekcjonowania cytatów, wkrótce was nimi
                  zasypię)!

                  Nie, ona jest jednak bardzo źle napisana, ot co.
                  • ginestra Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 10:18
                    Anutku,

                    co do radzenia sobie Gaby w macierzyństwie, a zwłaszcza w sferze budowania u
                    córek obrazu ojca, to faktycznie Gaba popełniła wiele błędów. Myślę, że taka
                    postawa, jaką opisałaś u swojej Babci jest dojrzała, a postawa Gaby jest w
                    podobnych okolicznościach mniej dojrzała, bo mniej nastawiona na dobro dziecka.
                    To jest taki zewnętrzny ogląd.

                    Jeśli chcielibyśmy wniknąć w sprawy głębiej, to być może musielibyśmy zastanowić
                    się nad tym dlaczego Gaba postępuje tak, a nie inaczej i czy jedynym czynnikiem
                    różniącym te postawy jest indywidualna dojrzałość czy może tych czynników jest
                    więcej.

                    Patrząc na Gabę (z czasów, gdy np. Laura ma te 13-15 lat, a nie z czasów
                    "Sprężyny") widzimy, że Gabie jest ewidentnie bardzo trudno przekroczyć własne
                    uczucia, nawet dla dobra dziecka, a wręcz jest to dla niej niemożliwe, bo te
                    uczucia ją zalewają i ulega im. Robi jej się zbyt smutno i przykro, żeby
                    rozmawiać o Januszu, ulega irracjonalnym wrażeniom, że nieomalże Laura JEST
                    Januszem, bo jest tak podobna i ma jego osobowość ("kłamie jak ojciec") i w
                    takich chwilach nie dociera do niej to, że Laura nie jest Januszem, że jest
                    tylko młodziutkim dzieckiem, potrzebującym jej, że jest przecież tym samym
                    dzieckiem, które ona, matka, zna dzień po dniu, które karmiła piersią i
                    wychowywała, a nie jest kimś obcym. Rozumiem (z autopsji), że gdy dziecko
                    wchodzi w okres dojrzewania i sprzeciwia się matce, to możemy naprawdę doznać
                    uczucia, że jest ono kimś nieznanym nam, kimś obcym, a wręcz porażające mogą być
                    chwile, w których nagle ujawnia się podobieństwo dziecka do ojca. Jednakże
                    zwykle matka po takiej chwili, która jest jak błyskawica, potrafi połapać się i
                    uprzytomnić sobie, że to jest to samo dziecko. I starać się nie bać tego
                    dziecka, nie ulegać wrażeniom, że to "cały ojciec", a właśnie pokonywać te
                    wrażenia i pamiętać, że dziecko jest przecież sobą, a nie ojcem. I znaleźć w
                    sobie wielką determinację, żeby nie dać się tym uczuciom, a właśnie budować z
                    dzieckiem kontakt, pomóc mu w trudnym czasie dojrzewania, wybaczać, okazywać, że
                    się wciąż to dziecko kocha i próbować się z nim autentycznie zaprzyjaźnić.
                    A więc ja nie wiem dlaczego Gaba nie potrafi złapać wtedy kontaktu z
                    rzeczywistością i dziecka dostrzec, ale faktem jest, że nie potrafi.

                    I teraz nie wiemy: czy Gaba w tych książkach za mało stara się pokonywać te
                    uczucia (żeby potrafić), czy też nie stara się w ogóle, bo nie jest świadoma, że
                    powinna się starać. Oto jest pytanie!

                    Ja na przykład nie pamiętam aż tak dobrze konkretnych scen, ale NIE wydaje mi
                    się, żeby Gaba była w ogóle świadoma, że unikając mówienia Laurze o ojcu lub
                    okazując jej (choćby wzrokiem), że jest taka jak ojciec, robi jej cokolwiek złego.

                    Pamiętam sceny, w których Gaba stara się ogólnie o kontakt z Laurą jako o
                    kontakt ze swoim dzieckiem. Np. jest scena w Imieninach, kiedy Laura, Gaba i
                    mały Józinek leżą razem na łóżku (Laura położyła się tam w butach) i wygłupiają
                    się i rozmawiają, a nagle Laura pyta o ojca, Gaba jest skonfundowana i mówi coś
                    nie tak jak trzeba, na co Laura zrywa się i wybiega z domu na ulicę. Gaba
                    wówczas wybiega za nią i jest powiedziane, że czuje, że musi za nią biec, że to
                    nie szkodzi, że Laura ją obraziła, ale Gaba czuje, że "można stracić autorytet,
                    byle tylko nie stracić kontaktu". A więc w tej rozpaczy Gaba jest mi bardzo
                    bliska i widać, że ona STARA SIĘ, próbuje dotrzeć do Laury. Jednakże, wydaje mi
                    się też, że ona nie rozumie o co chodzi z tym ojcem. Dlaczego takie ważne jest
                    mówić dziecku o ojcu i to mówić dobrze. (Nie wiem co Wy myślicie na ten temat).

                    Druga sprawa - znów w nawiązaniu do Babci Anutka.
                    Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że kobiety dojrzałe, potrafiące dać
                    dziecku dobry przekaz o ojcu, który to dziecko porzucił, niekiedy PRZYPADKIEM,
                    są również kobietami, które same potrafią się uporać ze swoimi własnymi
                    uczuciami. Owszem, muszą jakoś te sprawy przeboleć, opłakać i poukładać sobie na
                    nowo i to na pewno je kosztuje wiele emocji, ale przebiega to u nich w miarę
                    sprawnie, a nie przeistacza się w stan permanentnej żałoby. I takiej kobiecie,
                    która sama się uporała z uczuciami, na pewno łatwiej jest potem mówić dziecku o
                    ojcu. Myślę, że tak też być może.

                    I teraz: moja teza jest taka, że o ile ta postawa jak wyżej jest pożądana, o
                    tyle nie można jej sobie nakazać, ani sprawić, żeby tak było. Myślę, że istnieją
                    kobiety, które po prostu nie potrafią się otrząsnąć po rozstaniu. I nie wiem czy
                    to, co odróżnia jedne od drugich to siła uczucia do męża czy jakieś cechy
                    osobowości, ale moim zdaniem tak właśnie jest, że istnieją kobiety zachowujące
                    się jakby ktoś rzucił na nie czar. I można im tłumaczyć w nieskończoność, że
                    powinny już się pozbierać i otrząsnąć i nie myśleć o nim itp., a one jednak
                    czują to, co czują. (To mówienie jest trochę takie jak np. w piosence "Małgośka"
                    Maryli Rodowicz). A więc to mówienie nic nie da i w samej kobiecie to musi jakoś
                    dojrzeć i odpuścić. A na to dana kobieta nie za bardzo ma wpływ.

                    Owszem, myślę, że dla dobra dziecka nawet taka "bolejąca" kobieta powinna na te
                    chwile kontaktu z nim zawiesić żałobę i zwielokrotnić wysiłki i nie okazywać, że
                    ją jeszcze bolą wspomnienia o ojcu i powinna starać się mówić dziecku dobrze o
                    ojcu (w tym sensie, żeby nie zablokować dziecku identyfikacji z ojcem). A więc
                    co z tego, że jej samej jest trudno - nie ma zmiłuj! Powinna zebrać się w
                    sobie i powstrzymać przed okazywaniem swoich emocji na tle ojca i zachowywać
                    wobec dziecka dojrzale. Tylko, że ona musi być świadoma tego, że powinna. No i
                    musi to być dla niej w ogóle wykonalne, bo jest to coś bardzo trudnego. I teraz
                    nie wiem czy można w ogóle kogoś oceniać, że nie umie tego, co tak trudne, pokonać.

                    Czyli, wg. mnie, kluczowe są dwa pytania:
                    1. Czy Gaba była świadoma tego, że powinna włożyć ten wysiłek i zachowywać się
                    wobec dziecka dojrzale (tj. mówić o ojcu, nie ulegać wrażeniom, że oto stoi
                    przed nią Janusz, a nie Laura)?

                    2. Dlaczego samoistnie nie pokonała tych uczuć tak, żeby po paru latach Janusz
                    był dla niej mglistym wspomnieniem, kimś mniej więcej tak samo ważnym jak
                    zeszłoroczny śnieg. Wtedy by bez wysiłku rozmawiała o nim z Laurą, mogłaby nawet
                    opowiadać jakieś śmieszne sytuacje z ich życia, z młodości, spotkań ESD i tak
                    dalej i to by było dla Laury i Róży na pewno zdrowe.

                    Nie wiem co myślicie o tym?

                    Do pytania nr 2 jawią mi się pewne hipotezy: może po prostu bardzo mocno
                    przywiązała się do Janusza (był jej pierwszą miłością, byli parą aż 5 lat do
                    dnia ślubu, a potem byli razem przez ok. 2 lata jako rodzina; Janusz towarzyszył
                    jej w ciąży, pewnie całował jej brzuszek z kopiącym maluchem, potem nosił na
                    rękach i rozpieszczał ich córeczkę, krew z jego krwi (Pyzunia!), co Gaba
                    widziała - a więc te wspomnienia bardzo mocno w nią zapadły i stworzyły więź;
                    potem on wrócił, pisząc słynny telegram "KOCHAM, KOCHAM, KOCHAM" i znów zaszła w
                    ciążę, a więc więź z nim na pewno była duża). (Anutku, nie wiem czy historia
                    Twojej Babci i Dziadka była historią aż tyloletniej i tak silnej więzi, historią
                    pierwszej miłości, przysięgi małżeńskiej, z którą wiązało się nadzieje na całe
                    życie, wspólnej ciąży i wychowywania małego dziecka itp.).
                    A więc ja to przywiązanie Gaby do Janusza tłumaczę tymi silnymi WSPÓLNYMI
                    przeżyciami i tym, że był on jej pierwszą miłością.

                    Oprócz tego na pewno odegrał rolę jakiś czynnik indywidualny (nie wiem dlaczego
                    jedne osoby przywiązują się silniej i trudniej otrząsają po rozstaniu, a inne
                    łatwiej).

                    A więc te pytania wydają mi się istotne w przypadku Gaby.
                    Nie wiem co o nich myślicie i co na ich temat znajdziemy w tekście. :)

                    Ja myślę, że ŚWIADOMOŚĆ Gaby, że robi krzywdę dziecku byłaby tu kluczową sprawą
                    do rozstrzygnięcia przy ocenie jej postawy.

                    Pozdrawiam!
                    • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 11:07
                      ginestra napisała:

                      (Anutku, nie wiem czy historia
                      > Twojej Babci i Dziadka była historią aż tyloletniej i tak silnej więzi, histori
                      > ą
                      > pierwszej miłości, przysięgi małżeńskiej, z którą wiązało się nadzieje na całe
                      > życie, wspólnej ciąży i wychowywania małego dziecka itp.).



                      Moja babcia i dziadek znali się wiele lat, ale ni od tak wczesnej mlodości :-).
                      Dziadek wiedział, że babcia jest w ciąży, wiedział też, że ma córkę (moja mama
                      dostała od niego buciki i kolczyki z koralem jak była niemowlęciem, więc tego
                      nie pamięta, ale wie, że ojciec ją widział), potem zniknął, nie można go było
                      znaleźć nawet przez PCK, a jak się ujawnił po 15 latach to dlatego, że
                      potrzebował jakies dokumenty stwierdzajace, że mieszkał i pracował w Toruniu juz
                      przed wojną, ponadto chciał założyć nowa rodzinę i wyparł się (dosłownie,
                      zaprzeczył, że taka rodzina istniała) tej starej. Więc moja mama pewni ma jakies
                      rodzeństwo, którego nie zna, jak Laura.


                      > A więc ja to przywiązanie Gaby do Janusza tłumaczę tymi silnymi WSPÓLNYMI
                      > przeżyciami i tym, że był on jej pierwszą miłością.
                      >
                      > Oprócz tego na pewno odegrał rolę jakiś czynnik indywidualny

                      Przyznam, że jak tak siedzę nad kolekcjonowaniem cytatów, to mi coraz wyraźniej
                      wychodzi, że ten czynnik indywidualny to rodzina Borejków wspierająca Gabę w jej
                      zasklepianiu się w cierpieniu. Po pierwsze, nikt z nią nie rozmawia, ponieważ
                      "nie chce zrobic jej przykrości", wszyscy milkną albo przerywają zdanie w
                      połowie, byle nie powiedzieć "Pyziak", niby dlatego, że są tacy taktowni, a z
                      biegiem czasu naprawde zaczyna to sprawiac wrażenie... bo ja wiem? Że im tak
                      wygodniej?

                      A po drugie, wszyscy jak jeden mąż doznaja zaniku pamięci na temat tego, że
                      Janusza kiedyś lubili, że ich bawił, że sprawiały im radość jego wizyty. Nagle
                      się okazuje, że Natalia "zawsze czuła", jaki on jest cyniczny, mama Borejko go
                      nigdy nie lubiła (to akurat prawda), tata Borejko by nie dopuscił do ślubu,
                      gdyby nie został internowany... Takie zachowanie jest zrozumiałe zaraz po
                      wstrząsie, jakim mógł być rozwód, ale jak się w sobie pielęgnuje świadomość, że
                      "to bardzo żly czlowiek był" trudno jest okazać wsparcie byłej zonie złego
                      człowieka inaczej niż dając jej do zrozumienia, że to oczywiste, że cierpi, i ze
                      bedziemy to cierpienie z szacunkiem pielęgnowac. Nikt nie mówi Gabie "Dobrze, że
                      się od niego uwolniłaś", ale nikt tez nie mówi "Przecież lubiłaś, gdy Janusz...".

                      Żeby byc do koońca sprawiedliwą, są wzmianki, że na początku rodzina (siostry)
                      chciały z Gabą rozmawiać, ale ona nie chciała, więc one milkły, by jej nie
                      zranić. Zrozumiałe - na początku. Ale oni uznali, że skoro Gaba nie chce teraz,
                      to już nigdy nie bedzie chciała, i po prostu dali spokój z próbowaniem.

                      Co do świadomosci gaby, że robi Laurze krzywdę, nie, nie widzę, by choc raz
                      przejawiła taką świadomość. Ona chyba nie traktuje nawet Laury jak ojca, tylko
                      jak SIEBIE, ajkby Laura jej w głowie siedziała: "Przecież wiesz, co mi ten
                      człowiek zrobił, wiesz, jak to bolało, niemożliwe, żebys się nim jeszcze
                      interesowała". Pyza się wcale nie interesuje i to uznawane jest za normalne -
                      nie godne podziwu czy pochwały, ale normalne...
                    • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 11:40
                      ginestra napisała:

                      > Czyli, wg. mnie, kluczowe są dwa pytania:
                      > 1. Czy Gaba była świadoma tego, że powinna włożyć ten wysiłek i zachowywać się
                      > wobec dziecka dojrzale (tj. mówić o ojcu, nie ulegać wrażeniom, że oto stoi
                      > przed nią Janusz, a nie Laura)?
                      >
                      > 2. Dlaczego samoistnie nie pokonała tych uczuć tak, żeby po paru latach Janusz
                      > był dla niej mglistym wspomnieniem, kimś mniej więcej tak samo ważnym jak
                      > zeszłoroczny śnieg. Wtedy by bez wysiłku rozmawiała o nim z Laurą, mogłaby nawe
                      > t
                      > opowiadać jakieś śmieszne sytuacje z ich życia, z młodości, spotkań ESD i tak
                      > dalej i to by było dla Laury i Róży na pewno zdrowe.
                      >
                      > Nie wiem co myślicie o tym?

                      Czy Gaba była świadoma? Hmm mam duże wątpliwości zarówno jeżeli chodzi o postać
                      literacką jak i rzeczywiste . Zdarzyło mi się kilkakrotnie widzieć matki karcące
                      swoje dzieci i to nie w łagodny sposób wraz z słownym komentarzem dotyczącym
                      ojca dziecka - pozwolę sobie nie cytować.
                      Owszem Gabriela jest wychowana w innych standartach ale podejrzewam bardzo
                      długo musiało w jej psychice tkwić to znajdowanie odniesień do ojca dziecka tym
                      bardziej jeżeli wykazywało duże podobieństwo zarówno fizyczne jak i
                      charakterologiczne.
                      Czy mogła temu przeciwdziałać - też nie pamiętam aż tak dobrze konkretnych
                      scen ale wydaje mi się że to porównywanie dokonywało się bardziej w psychice
                      Gaby że tak bezpośrednio - poza milknięciem - nie dawała tego odczuć córce
                      tylko że ona to wyczuwała i tutaj chyba byl ten podstawowy błąd - bo mogła swoje
                      problemy pokryć jakze często stosowanym wielosłowiem - czyli po prostu zagadywać
                      i to byłoby chyba lepsze niż milczenie.
                      Jakoś tak jest że bardziej widzi się wzrok osoby milczącej niz tej gadatliwej a
                      oczy niestety potrafią bardzo dużo powiedzieć.
                      Poza tym dochodzi jeszcze czynnik ciągłego analizowania - dlaczego tak się
                      stało. Swoja drogą cały czas dziwił mnie fakt że nie było ślubu kościelnego -
                      Gaba pochodząca z rodziny bardzo silnie utożsamiającej się z religią musiała być
                      niezwykle zakochana jeżeli zgodziła się na tylko świecki charakter ślubu. Myślę
                      że to póżniej powracało w jej myślach nieustannie jako - pierwszy sygnał - on od
                      początku był gotowy do zerwania, pozostawiał sobie furtkę.
                      Według mnie właśnie z powodu wychowania, wszelkich zasad wpajanych od
                      dzieciństwa mogło być dla Gabrieli o wiele trudniej niż dla wielu innych matek
                      pozostawionych w tej samej sytuacji.
                      Trudno przełamuje się zasady - zasady sciśle utrwalone. To tak jak z problemem
                      podpisywania różnego typu lojalek w imię robienia kariery - większość osób nie
                      rozumie problemów z tym związanych bo przecież podpisałem ale nic poza tym nie
                      zrobiłem - natomiast dla ludzi o bardzo silnych zasadach już sam ten fakt jest
                      czynem nie do zaakceptowania.
                      Właśnie z tych powodów mogła Gaba trwać w jak to określono "stuporze" - zgadzam
                      się nie powinna bo odbijało się to na rodzinie, tylko że chyba łatwiej wychodzić
                      z takich problemów dla osób które muszą borykać się z problemami życia
                      codziennego bo rzeczywistość je do tego zmusza a trudniej tego typu osobowościom
                      dla których realia życia codziennego są tylko dodatkiem do pasjonującej lektury.
                      Prawdę mówiąc to współczuję Gabrieli tej niemożliwości uporania się z
                      przeszłością - bo według mnie nie stworzyła autorka takich możliwości w ten
                      sposób konstruując Gabrielę gdyż proces wychodzenia z tego stanu musiał trwać
                      wiele lat i byc może właśnie dopiero powtórne spotkanie pozwoliło na wyrwanie
                      się z tego zaklętego kręgu wspomnień - ale to chyba dopiero następna książka
                      może udzielić odpowiedzi.
                      • ginestra Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 13:15
                        Anutku,
                        Andrzeju,

                        macie podobne odczucia, co ja, tzn. mnie też się wydaje, że Gabriela nie miała
                        świadomości, że coś złego robi Laurze tymi zachowaniami, i że powinna je
                        powściągać dla dobra dziecka oraz, że powinna temu dziecku udzielać w ogóle
                        jakichś konkretniejszych odpowiedzi na pytania o ojca.

                        Zgadzam się też z Andrzejem, że to silne poczucie zasad i silny rys
                        humanistyczny, książkolubny i idealistyczny osobowości Gaby wpłynęły bardzo na
                        jej trwanie w poczuciu, że małżeństwo nie może się skończyć ot tak sobie.
                        Co więcej! Ja myślę, że pani MM pomyślała ten ślub Gaby jako kościelny
                        (oczywisty w takiej rodzinie jak Borejkowie w tamtych czasach), a dopiero potem,
                        wiele tomów dalej, niejako na siłę, dopisała "wspomnienie Mili", że to jednak
                        był ślub cywilny. To miało posłużyć temu, żeby Gaba mogła zawrzeć drugi związek,
                        i żeby nikt nie posądził pani MM o wyłamywanie się z wartości katolickich.
                        Oczywiście tego nie sposób udowodnić, ale tak czuje wielu czytelników, bo w
                        rozmaitych recenzjach czytałam, że czytelnicy mają do pani MM o to żal: pokazana
                        jest rozwódka, która zawiera drugi, szczęśliwy związek, ale jakimś "przypadkiem"
                        nie ma ona po temu żadnych przeszkód kanonicznych i książki mogą nadal promować
                        katolickie wartości.

                        Tak czy owak, zachowanie Gaby świadczy o tym, że dla niej małżeństwo (cywilne
                        nawet) było czymś bardzo ważnym. Dlatego tak trudno było jej przyjąć do
                        wiadomości, że są ludzie, dla których te zasady niewiele znaczą (oraz, że tym
                        kimś jest najbliższy dla niej człowiek). Myślę, że to słuszne wskazywać na
                        czynnik tych zasad.

                        Również zgadzam się z Anutkiem, że rodzina Borejków odegrała dużą rolę w
                        utwierdzaniu Gaby w jej myśleniu, bo oni też zdawali się nie mieć świadomości,
                        że Gaba robi krzywdę dziecku odmawiając mu wiedzy o ojcu i porównując je do ojca
                        i nikt Gabą nie potrząsnął, że nie wolno tak robić! Oni wszyscy uważali, że
                        właśnie wolno, a to Laura robi na złość, że pyta o ojca i chce wiedzieć jaki
                        był: dobry czy zły i dlaczego wszyscy tak dziwnie się zachowują na jego wspomnienie.

                        Anutku, historia Twojej Babci jest bardzo ciekawa, choć także wiele w niej
                        smutnych przeżyć. Z drugiej strony, bardzo cieszy w tej historii to, że na ile
                        mogła, to Babcia poradziła sobie z trudnościami i co mogła, to oszczędziła
                        dziecku. Rzeczywiście wielki to był, jak wyczuwam, zawód dla Babci i wiele
                        rzeczy miała do przepracowania. Myślę, że Babcia jest przykładem kobiet, które
                        mają w sobie pewien instynkt: czują co powinny mówić dziecku, żeby go nie
                        skrzywdzić i nie dodawać mu jeszcze cierpienia, a czego nie mówić i nie
                        okazywać. Myślę, że Gaba (tak jak ją znamy z kart tych książek) nie miała tego
                        instynktu i nie rozumiała, że robi córce krzywdę.

                        Mam nadzieję, że nie jest jednak tak, że jak się nie ma tego instynktu, to już
                        "umarł w butach". Mam nadzieję, że ten instynkt, albo chociaż poczucie co
                        jest dla dziecka dobre, można sobie wyrobić dzięki otwartości - drogą rozmów z
                        ludźmi, czytania o ludzkich losach, czytania książek o dzieciach (choćby
                        Korczaka, jeśli ktoś nie chce czytać Alice Miller i tym podobnych), czytania
                        mądrych pism o dzieciach itp. Można też pójść do psychologa, gdy się widzi, że w
                        dziecku coś się dzieje, jest nieszczęśliwe, a my nie potrafimy mu pomóc i
                        dogadać się z nim. A więc wierzę, że ta wiedza była też Gabie i Borejkom
                        dostępna, tylko dziwię się, że Gaba, wykształcona przecież, nie natrafiła na
                        takie artykuły, książki czy bezpośrednie opowiadania innych ludzi. A i
                        Borejkowie nie natrafili, bo chyba by jej powiedzieli cokolwiek o tym.
                        Mogła chociaż Patrycja pożyczyć od Romy tę książkę "Toksyczni rodzice" i
                        przeczytać... :p

                        No, ale tak się nie stało.
                        Natomiast nawet w Sprężynie nie wiemy na 100% czy Gaba już ma świadomość tego,
                        co robiła córce i jakim to było błędem, bo może by powiedziała coś o tym: czy to
                        w scenie rozmowy z Laurą w samochodzie, czy to w scenie odwiedzin Laury u niej w
                        szpitalu. Ale nie mówi. W drugim przypadku ma zadrutowaną szczękę, ale nie wiem
                        czy to jedyna przyczyna tego, że nie okazuje, że coś Laurze zawiniła ona, jako
                        matka, a nie na odwrót.

                        Jest zawsze możliwość, że temat zostanie pogłębiony w McDusi, ale coś mi się
                        wydaje, że jednak nie. W centrum uwagi musi być przecież McDusia (i chyba
                        Żeromscy), a więc trudno spodziewać się silnych reflektorów skierowanych na
                        Gabę, na jej problem z Laurą oraz na to, o się przed laty stało, gdy Pyziak ją
                        odwiedził na Roosevelta 5.

                        Mam nadzieję, że jednak Gaba nie zabierze tych tajemnic do grobu, i że może
                        chociaż w ostatniej części Jeżycjady będzie wnuczce coś tam opowiadać o swoim
                        życiu i przestrzegać ją, żeby nie popełniła tych samych błędów. ;)



              • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 15:33
                ginestra napisała:

                > Anutku,
                >
                > ja tylko chciałam w jednej kwestii się wypowiedzieć - co do oceniania Gaby jako
                > "rozlazłej, użalającej nad sobą i nie potrafiącej dostrzec tego, co ma i
                > możliwości, które posiada, mamałygi" - w świetle innych znanych osób, które w
                > dalece gorszej sytuacji sobie lepiej poradziły emocjonalnie i życiowo (myślę, ż
                > e
                > słusznie myślę tu o Twojej Babci, opisanej przez Ciebie w kontraście z Gabą par
                > ę
                > postów wyżej).

                Nie, nie, Ginestro, ja to trochę tak zartobliwie napisałam. Nie odbieram Gaby aż
                tak źle. Pewnie powinnam dodac emotikion :-))). Chciałam zauważyć tylko to, że
                jesli się porówna Gabę do realnych osób można dojść nie tylko do wniosku, że jej
                postawa jest mozliwa i uzasadniona (a jak najbardziej można!) ale tez do
                wniosków wręcz przeciwnych.

                Pozdrawiam!
                • ginestra Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 16:04
                  Kochani,
                  dziękuję za dobre słowa!

                  Ja bym chciała dodać, że owszem sytuacja zewnętrzna może się jakoś zmienić, ale
                  mechanizmy wewnętrzne zwykle są bardzo trwałe i jeśli się nie robi nic, żeby je
                  obalić, to one się jeszcze bardziej utrwalają. Chodzi mi o takie "kosmetyczne
                  zmiany" w sytuacji zewnętrznej, bo to, że Ignacy wrócił, a dzieci podrosły lub
                  nawet pojawił się Grzegorz, to są właśnie dla psychiki "kosmetyczne zmiany". To
                  nie były tego typu zmiany, które by mogły wywołać w Gabie konieczność stawienia
                  czoła swojej historii czy utrwalonej życiowej postawie. Myślę, że Grzegorz
                  uszanował zastane w Gabie zmiany i nie skłaniał jej do zmierzenia się z uczuciem
                  o Pyziaku czy z czymkolwiek innym.

                  Nie wiem jak to jest, gdy się z inną osobą buduje intymność i czy naprawdę ta
                  intymność przesłania z czasem wspomnienie o tym pierwszym mężczyźnie, ale wydaje
                  mi się (co pisaliśmy kiedyś w wątku dedykowanym uczuciom Gaby co do Pyziaka), że
                  ona po prostu włożyła Grzesia do innej szufladki w sercu, a Pyziak wciąż był w
                  tej szufladce, co zawsze.
                  Mówię to tylko intuicyjnie, zaznaczam.

                  Tę intuicyjność potwierdza mi też pewien przykład z życia. Otóż mam znajomą,
                  która zakochała się z wzajemnością w chłopaku, który był (i jest nadal) BARDZO
                  przystojnym brunetem o cygańskiej urodzie i zostali parą, gdy ona miała lat 16,
                  a on 18. Byli parą przez kilka lat, pobrali się i urodziło się ich dziecko, po
                  czym, jak dziecko miało kilka lat, on odszedł do innej, po latach wrócił na
                  krótki czas, urodziła drugie dziecko, a potem znów odszedł i już przez jakieś
                  następne dziesięć czy więcej lat on miał inne związki i nie zamierzał wracać.
                  Ona też miała inne związki, ale krótkie i nieliczne i generalnie cały czas on
                  jakoś był w jej sercu. W końcu, gdy miała lat już ze 37, on poprosił o rozwód i
                  ten rozwód sprawił, że coś w niej się przełamało i uwierzyła, że on już na pewno
                  nie wróci, zresztą o ten rozwód poprosił, bo miał taką już na poważnie kobietę,
                  z którą cały czas jest (może i się ożenił, nie wiem). A więc ona, po tym
                  rozwodzie, przełamała się i znalazła sobie mężczyznę, który jest wspaniały i
                  dobry i wszyscy mówią, że ona przy nim wypiękniała i promieniuje szczęściem i w
                  ogóle, że bardzo do siebie pasują. Ja nie mam z nią teraz kontaktu, ale
                  dowiedziałam się pośrednio od kogoś, że było jakieś wydarzenie w dalszej
                  rodzinie i znalazł się tam również były maż ze swoją nową partnerką i ta pani
                  natychmiast jakoś zaczęła konwulsyjnie płakać, rozklejać się, jakoś starając się
                  to ukryć lub chociaż usprawiedliwić, ale osoba, która mi o tym zajściu
                  opowiadała, bardzo dobrze ją zna i mówi, że to był taki odruch właśnie na
                  zobaczenie jego z tą drugą kobietą. Ona spodziewała się, że on może przyjść na
                  to wydarzenie rodzinne, ale nie myślała, że z kobietą, a przyszedł i to było
                  zaskoczenie zobaczyć ich razem. To mi mówi, że coś może być już niby
                  przyklepane, może być ten inny partner, który jest dobry, a jednak, coś w
                  środku, być może, nadal kocha tego pierwszego i reaguje silnie na jego widok -
                  być może w tej reakcji jest też taki element rozpoznania, że on nadal się tej
                  osobie podoba z urody, że nadal na nią działa, że nadal nie jest obojętny. A tu
                  ma obok siebie inną kobietę i okazuje jej swoje względy. I wtedy ten drugi
                  partner, w tej reakcji, nie ma nic do rzeczy, choćby był najlepszy. :(

                  Nie wiem co o tym myślicie, ja po prostu z takim czymś się spotkałam i wierzę,
                  że tak może być też u Gaby.

                  A w ogóle to ciekawie pisałyśmy o tym w odpowiednim wątku o tęskniącej za
                  Januszem Gabie i tam było też ileś historii z życia.
                  Pozdrawiam!
                  • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 16:26
                    ginestra napisała:

                    > Nie wiem co o tym myślicie, ja po prostu z takim czymś się spotkałam i wierzę,
                    > że tak może być też u Gaby.
                    >
                    > A w ogóle to ciekawie pisałyśmy o tym w odpowiednim wątku o tęskniącej za
                    > Januszem Gabie i tam było też ileś historii z życia.
                    > Pozdrawiam!

                    No tak opowieści o sytuacjach życiowych - już bez zbytniego rozwijania - to
                    akurat nie są wymyślone sytuacje -pierwsze miłości tym bardziej jeżeli były
                    naprawdę przynajmniej dla jednej strony a zwłaszcza dla kobiety czymś
                    niesłychanie pięknym - potrafią wracać po latach - tak do końca nie da się ich
                    zasypać i mimo bycia w udanych związkach potrafią dać o sobie czasem znać nawet
                    po 20 czy też 30 latach - oj potrafią :-)))

                    • ginestra Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 19:44
                      Andrzeju,
                      zgadzam się z Tobą, że życie potwierdza takie przypadki. :)

                      Znalazłam stary wątek, założony przez Limotini, w którym właśnie zastanawiamy
                      się zbiorowo nad tym dlaczego Gabie przez 20 lat nie przeszło uczucie do Janusza
                      (ten wątek miałam na myśli, że pisałyśmy w nim też o jakichś przykładach z życia).
                      forum.gazeta.pl/forum/w,25788,85576862,85576862,Miedzy_Gaba_a_Pyziakiem.html
                      To tak na zupełnie WOLNĄ chwilę, ewentualnie.

                      Pozdrawiam!
                      • kaliope3 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 20:33
                        Ja nie wiem, być może się mylę,ale to takie moje odczucie-od kiedy przeczytałam
                        Sprężynę (na razie nie wracam)wydawało mi się,że MM chciała jakoś odciążyć temat
                        Gaba Przeżywająca Pyziaka. Tknęło mnie to podczas tych jej monologów myślowych w
                        samochodzie, kiedy to jakby żartobliwie i lekko określała mężów-nr jeden, nr
                        dwa. Wydawał mi się,że MM chce zasygnalizować że to przetrawianie pyziakowej
                        traumy już się skończyło, Gaba może sobie nawet pozwolić na myślenie z humorem o
                        byłym mężu. Zresztą zaraz potem (czy jakoś tak) była ta scena samochodowa z
                        Grzegorzem i siedzącym z tyłu Ignacym G.i to uczucie pomiędzy Gabą a mężem nr
                        dwa było tam wyjątkowo mocno odczuwalne
                        • aganoreg Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 20:43
                          Nie mam Sprezyny pod reka, ale nawet wprost bylo napisane, ze sprawa
                          z Pyziakiem zostala wyjasniona i wybaczona (jesli chodzi o Gabe)
                          oraz przegadana z Laura.
                          • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 21:57
                            Chyba jednak nie tak za bardzo, albo żle interpretuję:
                            "Nie ma końca konsekwencjom starych błędów. Choćby się nawet wszystko, wszystko
                            dawno wybaczyło i zapomniało".
                            Wybaczyło i zapomniało ale w pewnych sytuacjach przypomina się zwłaszcza gdy
                            chodzi tak jak w tym konkretnym przypadku o kontakt z Laurą.
                          • ginestra Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 22:06
                            Macie rację dziewczyny,
                            w Sprężynie jest wprost napisane, że wszystko już "wybaczone i zapomniane" czy
                            coś podobnego. A więc Autorka chce nam to dać do zrozumienia.

                            Bardziej po ludzku myśląc, a mniej literacko, to może to było tak, że jak ona
                            zobaczyła Pyziaka po tych dwudziestu latach, gdy przyszedł na Roosevelta 5 (w
                            Czarnej Polewce), to nie wydał jej się taki piękny jak dawniej, tylko poczuła
                            jakąś obcość i uwolniła się od uczucia do niego? (No bo w sumie ona go nie
                            widywała w międzyczasie i mogła mieć wciąż przed oczami obraz tego Janusza
                            dwudziestoparolatka, a nie widziała jak on się zmienia i naraz odczuła, że to
                            jakiś obcy człowiek). Szkoda, że nie jest w książce opisane co się wydarzyło i
                            jaka była ta rozmowa. Być może nie jest ona ciekawa dla nastolatek, ale szkoda,
                            że nie było to chociaż wspomniane na kartach powieści. W końcu to był dość ważny
                            wątek, ten wątek Pyziaka i Gaby, i ciągnął się przez ileś tomów. A tu nie
                            dowiemy się jak przebiegła rozmowa i co pomogło Gabie uwolnić się od uczucia,
                            które przeżywała tyle lat. No i nie wiemy po co on tak właściwie przyszedł i co
                            chciał powiedzieć. No trudno...
                            • ginestra Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 22:10
                              Andrzeju, pisaliśmy jednocześnie. :)

                              Faktycznie, Twój cytat jest nieco inny.
                              Czyli Gaba jakby orientuje się, że trochę późno wybaczyła i zapomniała, a w
                              międzyczasie ucierpiała na tym Laura, a sprawa i tak wcale nie jest zakończona.
                              A więc taka w sumie dojrzała refleksja Gaby. Szkoda, że nie pociągnięta dalej...
                              • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 22:26
                                Proszę bardzo cytat pochodzi ze str. 37 choć może trochę nadinterpretowałem. Ale
                                swoją drogą niesłychanie ciekawa mogła być treść rozmowy pomiedzy Gabrielą a
                                Pyziakiem - przecież tak naprawdę nie są nawet znane motywy jego braku chęci
                                powrotu bo trudne czasy to chyba trochę za mało.
                                Swoją drogą osoba taka jak Gabriela byłaby chyba wdzięcznym tematem dla
                                jakiegoś psychoanalityka - choć tak szczerze mowiąć bardzo powątpiewam w ich
                                możliwości dogłębnego zaanalizowania drugiego człowieka. Wracając zaś do
                                Gabrieli to ta jej przemożna chęć pomocy wszystkim - altruizm jako już pewien
                                rodzaj prawie stanu chorobowego co wychwytuję Łusia co prawda powtarzając
                                właściwie po Idzie - a jednocześnie ucieczka przez córką 0 to nie jest tylko
                                rozmamłanie jak dla mnie - może dlatego ją lubię? A może trochę na siłę i wbrew
                                nawet intencjom autorki dostrzegam drugą Gabrielę taką bardziej codzienną?
                                Pojawia się przecież na początku u Żaków ciotka Wiesia z podobnym nieco
                                problemem i też stara się być potrzebna ale to tylko jakby próbny sygnał tego co
                                spotęguje się właśnie w Gabrieli.
                                To nie jest chyba tak jednoznaczny symbol Matki-Polki męczennicy na ołtarzu
                                rodziny - tak mi się wydaje.
                                • dakota77 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 22:37
                                  Hm, dla mnie ciocia Wiesia to zupelnie inna para kaloszy. Ona nie traktuje tego
                                  bycia potrzebna jako jakiejs swietej misji, moim zdaniem. Zdaje sobie sprawe, ze
                                  mieszka wraz z synem katem u rodziny, chyba kazdy normalny czlowiek chcialby
                                  wniesc co moze w gospodarstwo, pomoc rodzinie, w ktorej wyladowal.
                                  • algod Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 14:10
                                    Tak się zastanawiam (w związku z tym, co napisano kilka postów wyżej o widocznej
                                    w Sprężynie próbie zamknięcia sprawy Pyziaka), czy my tutaj na forum nie
                                    zdemonizowaliśmy przesadnie związanych z Pyziakiem cierpień Gaby – nadaliśmy im
                                    większe znaczenie niż to zostało pokazane w książkach (piszę „my” w zasadzie
                                    nieprawnie, bo sama nie brałam udziału w tych rozważaniach, ale czytałam i
                                    całkowicie się zgadzałam z takim obrazem sytuacji, więc się podpisuję). A
                                    tymczasem, jak się teraz zastanowiłam, to zdaje mi się, że opisów Gaby
                                    szczęśliwej z Grzesiem jest w nowej Jeżycjadzie znacznie więcej niż opisów jej
                                    żalów związanych z panem P. Jest ten śliczny opis rozświetlonej szczęściem Gaby
                                    z „Pulpecji”, kiedy Pulpa obserwuje siostrę przez okno kawiarni. Są wdzięczne
                                    opisy ciążowe z ogóreczkami, koperkiem, kapielą w wonnościach i wtedy Gaba
                                    sprawia wrażenie wyjątkowo szczęśliwej. Fajne są też te obrazki z przytulonymi
                                    Gabą i Grzesiem z książkami w łóżku, Gabą z głową na sercu Grzesia, Gabą na
                                    kolanach Grzesia etc.
                                    Właściwie to nawet nie jestem pewna, czy faktycznie z Jeżycjady da się na pewno
                                    wywnioskować, w Gabrieli tkwi gdzieś bardzo głęboko ta pierwsza niezapomniana
                                    miłość. Czy nie jest aby tak, że Pyziak pojawia się w myślach Gabrieli niemal
                                    wyłącznie w związku z Laurą? Bo tutaj, w tej relacji – co do tego zgadzamy się
                                    wszyscy - jest faktyczny problem. Gaba nie radzi sobie z tym dzieckiem, nie
                                    rozumie go, nie umie z nim rozmawiać, w ogóle nie nadaje się do wychowywania go.
                                    I wydaje mi się prawdopodobne, że to nie tyle nieprzepracowany żal związany z
                                    porzuceniem przez męża wpływa na jej stosunek do Laury, ale odwrotnie – fakt, że
                                    nie radzi sobie z dzieckiem, skłania ją do szukania wyjaśnień i źródeł tej
                                    porażki w tamtej starej historii. Nie wykluczałabym, ze Gaba inaczej, znacznie
                                    mniej histerycznie, reagowałaby na ewentualne pytania Róży o ojca, niż na
                                    pytania Laury. Bo w przypadku Laury te pytania wpisują się Gabrieli w cały jej
                                    niepokój związany z tą córką.
                                    I tu – przenosząc się na poziom literackiej kreacji – powiedziałabym, że Gabie
                                    jako postaci literackiej oberwało się w dużej mierze dlatego, że MM nie radzi
                                    sobie z postacią Laury. Stworzyła bardzo interesującą bohaterkę, ale ta
                                    bohaterka przerosła nieco jej możliwości – ona sama nie wiedziałaby pewnie, jak
                                    takie specyficzne dziecko wychowywać i tę swoją nieumiejętność przekazała
                                    Gabrieli, przy okazji robiąc z niej - w niezgodzie z deklaracjami narratorskimi,
                                    ale także opisami jej pozostałych zachowań - istotę płaksiwą i bezradną.
                                    • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 14:28

                                      > I tu – przenosząc się na poziom literackiej kreacji – powiedziałaby
                                      > m, że Gabie
                                      > jako postaci literackiej oberwało się w dużej mierze dlatego, że MM nie radzi
                                      > sobie z postacią Laury. Stworzyła bardzo interesującą bohaterkę, ale ta
                                      > bohaterka przerosła nieco jej możliwości – ona sama nie wiedziałaby pewni
                                      > e, jak
                                      > takie specyficzne dziecko wychowywać i tę swoją nieumiejętność przekazała
                                      > Gabrieli, przy okazji robiąc z niej - w niezgodzie z deklaracjami narratorskimi
                                      > ,
                                      > ale także opisami jej pozostałych zachowań - istotę płaksiwą i bezradną.

                                      Być może jest to całkiem realna hipoteza - Gabriela jest owocem światopoglądu
                                      autorki z którego to piedestału nie ma jak jej zdjąć - postać Laury została
                                      stworzona jako przeciwwaga dla Gabrysiopodobnej Pyzy - tylko że postać zaczęła
                                      brykać i tutaj podobnie jak w życiu wyszła bezradność wychowawcza który to
                                      ciężar musiała przejąć matka książkowa.
                                      Swoją drogą - jak odpowiedzieć dziecku na pytanie gdzie jest mój ojciec i
                                      dlaczego nas zostawił - odpowiedzieć wychowawczo? Sam zacząłem zastanawiać się
                                      co bym powiedział dziecku w takiej sytuacji - no i nie wiem. choć jedno wiem na
                                      pewno do żadnego psychologa bym nie chodził mimo wszystko.
                                    • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 14:37
                                      algod napisała:

                                      > Właściwie to nawet nie jestem pewna, czy faktycznie z Jeżycjady da się na pewno
                                      > wywnioskować, w Gabrieli tkwi gdzieś bardzo głęboko ta pierwsza niezapomniana
                                      > miłość. Czy nie jest aby tak, że Pyziak pojawia się w myślach Gabrieli niemal
                                      > wyłącznie w związku z Laurą?

                                      Nie, nie tylko. Ja do wieczora zrobię juz ten spis stosownych cytatów (robię
                                      notatki, uwierzycie? Koniec świata!!!), ale juz teraz pamiętam, że P. pojawia
                                      się w sytuacjach nie laurowywołanych. No nic, wieczorem wam zestawik
                                      przedstawię. W tabelce ;-))).

                                      > I wydaje mi się prawdopodobne, że to nie tyle nieprzepracowany żal związany z
                                      > porzuceniem przez męża wpływa na jej stosunek do Laury, ale odwrotnie – f
                                      > akt, że
                                      > nie radzi sobie z dzieckiem, skłania ją do szukania wyjaśnień i źródeł tej
                                      > porażki w tamtej starej historii. Nie wykluczałabym, ze Gaba inaczej, znacznie
                                      > mniej histerycznie, reagowałaby na ewentualne pytania Róży o ojca, niż na
                                      > pytania Laury. Bo w przypadku Laury te pytania wpisują się Gabrieli w cały jej
                                      > niepokój związany z tą córką.

                                      Algod, jak zwykle genialnie!!! Ty się zawsze pojawiasz na forum z hipotezą,
                                      której nikt dotąd nie brał pod uwagę, a przeciez wydawało się, że o Gabie
                                      powiedziano wszystko!!! Bardzo, bardzo prawdopodobne, moim zdaniem. I Gaba od
                                      razu nie wygladałaby tak źle, gdyby było tak, jak mówisz! Wtedy nie byłaby AŻ
                                      taką cierpietnicą, tylko faktycznie, miłą i dzielną kobietą, która sobie nie
                                      radzi tylko na tym jednym polu...

                                      > I tu – przenosząc się na poziom literackiej kreacji – powiedziałaby
                                      > m, że Gabie
                                      > jako postaci literackiej oberwało się w dużej mierze dlatego, że MM nie radzi
                                      > sobie z postacią Laury. Stworzyła bardzo interesującą bohaterkę, ale ta
                                      > bohaterka przerosła nieco jej możliwości – ona sama nie wiedziałaby pewni
                                      > e, jak
                                      > takie specyficzne dziecko wychowywać i tę swoją nieumiejętność przekazała
                                      > Gabrieli, przy okazji robiąc z niej - w niezgodzie z deklaracjami narratorskimi
                                      > ,
                                      > ale także opisami jej pozostałych zachowań - istotę płaksiwą i bezradną.
                                      • the_dzidka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 20:43
                                        > Algod, jak zwykle genialnie!!! Ty się zawsze pojawiasz na forum z
                                        hipotezą,
                                        > której nikt dotąd nie brał pod uwagę, a przeciez wydawało się, że
                                        o Gabie
                                        > powiedziano wszystko!!! Bardzo, bardzo prawdopodobne, moim
                                        zdaniem. I Gaba od
                                        > razu nie wygladałaby tak źle, gdyby było tak, jak mówisz! Wtedy
                                        nie byłaby AŻ
                                        > taką cierpietnicą, tylko faktycznie, miłą i dzielną kobietą, która
                                        sobie nie
                                        > radzi tylko na tym jednym polu...

                                        Tak, podpisuję się pod tym. Z tym że mnie się wydaje, że tak jak
                                        zasugerował algod, Gaba choruje na traumę pyziaczą właśnie wtedy,
                                        kiedy pojawia się kolejny "problem" z Laurą.
                                        Ale skoro anutku przygotowujesz dla nas prezentację ze statystyki
                                        n/t "Problemy z Laurą a częstotliwość myśli pyziaczych u Gaby", to
                                        ja poczekam :)
                                    • lezbobimbo Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 17:36
                                      algod napisała:
                                      > Tak się zastanawiam czy my tutaj na forum nie
                                      > zdemonizowaliśmy przesadnie związanych z Pyziakiem cierpień Gaby – nadaliśmy im
                                      > większe znaczenie niż to zostało pokazane w książkach

                                      Tutaj poprosze Anutke nasza niezrownana w sukurs, coby podliczyla, ile razy
                                      opoka rodziny placze po katach z powodu Pyziaka oraz reaguje niemalze
                                      histerycznie na same wspomnienie o nim czy o milosci ;)

                                      >Są> wdzięczne> opisy ciążowe z ogóreczkami, koperkiem, kapielą w >wonnościach i
                                      wtedy Gaba> sprawia wrażenie wyjątkowo szczęśliwej.

                                      Ale Gaba wtedy jest szczesliwa bo bedzie rodzic nowe dziecko, a nie dlatego, ze
                                      ma wreszcie dobrego meza. Kapiele wonne na przyklad rozwaza w samotnosci..
                                      Koperek i ogoreczki to przede wszystkim radosna cionza a nie malzenstwo dla Gaby
                                      :) Wydaje mi sie, ze kochajaca dzieci MM przede wszystkim macierzynstwo uwaza za
                                      najwyzsze szczescie dla kobiety, a samo malzenstwo to tak troche oddzielnie i
                                      pobocznie.. monsz jest dobry o ile zaplodni, a potem grzecznie przynosi forse
                                      dla rodziny, poza tym staje sie cieniem ;)
                                      Przyklad - Ignas maly mieszka u rodzicow w nogach niemalze. Gaba nie ma wiec
                                      ochoty na chwile razem z Grzesiem, osobno od rodziny i dzieci choc na chwile
                                      przed snem..

                                      Fajne są też te obrazki z przytulonymi> Gabą i Grzesiem z książkami w łóżku,
                                      Gabą z głową na sercu Grzesia, Gabą na
                                      > kolanach Grzesia etc.

                                      Glowa na sercu owszem piekna. Ale Gaba mysli tez wtedy o calej rodzinie serc,
                                      nie tylko o sercach ich dwoje ze soba, nie romantycznie tylko calorodzinnie ;)
                                      Wspolnego zas czytania ksiazek nie licze calkiem jako wspolzycia malzenskiego,
                                      bo czytaja obok siebie i to sa raczej chwile ucieczki od wszechobecnej,
                                      wszedobylskiej rodziny ;)

                                      Powiedzmy, ze jak to okreslila Ginestra, zdarzaja sie takie kobiety, co bylego
                                      meza nigdy nie przestaja kochac, ino wkladaja go do jednej szufladki w sercu, a
                                      obecnego meza do drugiej. Pomijajac juz fakt, ze nie zawsze to fajne byc
                                      zaledwie jednym z wielu szufladkowcow w sercu partnerki, a zwlaszcza takiej, co
                                      to ma byc do smierci ;) to tez mam niejaki zal do MM, ze tak malo pokazuje
                                      szufladke z Grzesiem w umysle czy sercu Gaby, a tak bardzo koncentruje sie na
                                      szufladzie Pyziaka :/

                                      Najwiekszy kryzys malzenski Grzes i Gaba przezywaja zas w straszliwych
                                      Imieninach (czy musze tu cytowac po raz kolejny, jak malo zalezy Gabie na
                                      Grzesiu i ich romantycznej chwili razem, a jak bardzo caly czas mysli o
                                      rozpieszczonym synku na dosc sprawnym i inteligentnm, zeby sam mogl poprosic
                                      innych doroslych o podgrzanie gotowej zupy - albo jak ohydnie zostaje Grzes
                                      opieprzony przez potluczonego tescia-swira za to, ze zonie kupil prezent, majacy
                                      choc na chwile ja oderwac od wiecznego zmywania? Na miejscu Grzesia poprosilabym
                                      w tej ksiazce o rozwód albo chociaz o stala separacje - przede wszystkim od tej
                                      straszliwej rodzinki, co mu zone kradna..

                                      Powiedzialabym, ze priorytety sercowe Gaby w 18 latach od Noelki to wygladaja tak:
                                      1. Rodzice 2. Harowka bez celu i z celem 3. rodzina/ludzie do wykarmienia i
                                      dzieci sióstr 4. Pyziak 5. Grzes.
                                      Dzieci zas swoje traktuje bardzo dziwnie, wiec nie wiem gdzie je uplasowac.
                                      Wydawaloby sie, ze dzieci wlasne to juz maja najpierwsze miejsce w sercu Gaby,
                                      Swietej Matki Jezyckiej. Jednakze Pyza i Ignas sa zapomnieni (mimo mieszkania
                                      Ignasia w nogach Gaby i poczatkowego rozpieszczenia) a Laura wrecz przesladowana..

                                      Dopiero w Sprezynie Gaba zaczyna zauwazac Grzesia jako meza, ale tez to on
                                      rysuje jej serduszko - a narysowalaby ona choc raz sama na Grzesiu cos, nie
                                      tylko wiecznie on wychodzacy z romantyczna inicjatywa.. ;)

                                      >Czy nie jest aby tak, że Pyziak pojawia się w myślach Gabrieli >niemal>
                                      wyłącznie w związku z Laurą? Bo tutaj, w tej relacji – co >do tego zgadzam>y się

                                      Nie tylko, Gaba czasem usilnie stara sie nie myslec lub chlipac na temat
                                      Pyziaka kiedy jej siostry zahaczaja o jakies tematy sercowe, ale rzeczywiscie
                                      problemy z Laura wioda prym.
                                      I wlasnie dzieki czestemu wystepowaniu Laury w ksiazkach, mamy wrecz nieustanna
                                      inwokacje Gaby do zlego Pyziaka, a Grzes paleta sie bezsilny w kuluarach.

                                      Nie wykluczałabym, ze Gaba inaczej, znacznie> mniej histerycznie, reagowałaby na
                                      ewentualne pytania Róży o ojca, niż na
                                      > pytania Laury.

                                      Nie nie. Ruzia-Pyzia jest Dobra Corka m.in. wlasnie dlatego, ze NIE pyta nigdy o
                                      ojca (bardzo wygodnie dla Gaby) i nawet pomaga zaklepac Gabie jedno pytanie
                                      Laury. Tylko zle corki pytaja o zlego ojca - pytania Lury o Pyziaka Gaba
                                      traktuje jako zdrade siebie, zdrade matki! Dobra rodzina wg. MM zreszta w ogole
                                      nie rozmawia o uczuciach (co dopiero o traumatycznych i bolesnych!) tylko
                                      wspolnie haruje, raczy sie jedzonkiem i herbatka, rozwiazuje jolki i czyta. Na
                                      temat uczuc to mozna troche najwyzej ironizowac (Mila).

                                      >ale odwrotnie – f>akt, że> nie radzi sobie z dzieckiem, skłania ją >do szukania
                                      wyjaśnień i źródeł tej porażki w tamtej starej historii.

                                      To jest wlasnie najprzykrzejsze w calej doroslej Gabie, ze sie tak szybko
                                      poddaje i na najmniejszy problem twierdzi, ze to przez Pyziacze geny, zamiast
                                      sama temu sprostac.
                                      N.p. niewinna psota, a potem wykret malej Laury sprawia, ze Gaba od razu
                                      bezmyslnie palnela "klamie jak jej ojciec". Super.. Prawdziwi Borejkowie nigdy
                                      nie klamia ani nie psoca, to czynia tylko obcy spoza kamiennego kregu.
                                      Jednoczesnie nie przeszkadza tej Najlepszej z Matek najazd coreczek na noc
                                      poslubna Idy z Markiem (malzenstwo, zwiazek 2 osob i prywatnosc nie maja
                                      wartosci u Borejkow). No a potem nawet kradziez Laury forsy calej klasie tez nie
                                      robi na Gabie takiego wrazenia, jak jeden prosty wykrecik lub te stalowe oczka..
                                      Nie rozumiem tez, jak Gaba postac ktora wg. MM wszystko zawsze "wie" i wyczuwa,
                                      nie wyczuwa nic zlego w niszczeniu jednej z corek za to, ze jest podobna do tego
                                      ojca. I ta dobra, kochajaca rodzina jej w tym przyklaskuje (Neojezycjada) i tez
                                      frontem zwartym za Gaba przeciw wszystkiemu co Pyziacze, w tym i Laurze.. Fuj..
                                      (nobliwy wyjatek, kiedy to Ignac i Mila nawet sa w stanie spokojnie powiedziec
                                      cos o Pyziaku Laurze - bo Gaba sama zaplakana - zostaje potem niestety zniweczony).

                                      > I tu – przenosząc się na poziom literackiej kreacji – MM nie radzi
                                      > sobie z postacią Laury. Stworzyła bardzo interesującą bohaterkę, >ale ta>
                                      bohaterka przerosła nieco jej możliwości – ona sama nie >wiedziałaby pewnie, jak
                                      takie specyficzne dziecko wychowywać tę swoją nieumiejętność przekazała
                                      > Gabrieli

                                      A tu sie zgadzam calkowicie!!! Tez tutaj utyskiwalam, ze MM nie umie pisac o
                                      dziewczynach zadziornych i z pazurami, tylko o poczciwie niesmialych i
                                      spolegliwych. Laure musi zadlawic cala rodzina, a w Sprezynie mamy juz calkowite
                                      pogrzebanie tej postaci - kiedy Laura jako marynotrawna córa wreszcie pelznie do
                                      Canossy loza Gabrielowego, aby odspiewac litanie na czesc Gaby jak nalezy.
                                      Podobniez inne zadzierzyste dziewczyny zostaly spacyfikowane - Aniella usunieta
                                      na boczny tor, przy okazji pozalowala swojej pyskatosci (monolog nocny w BBB o
                                      tym, ze lagodnym laskom jest lepiej) teraz jest tylko wstawka humorystyczna, tak
                                      samo Idusia - bezpiecznie udzieciona, zepchnieta w piwnice podswiadomosci, tez
                                      jest chodzaca humoreska. A dzieci rodzinne, w tym i wlasne, mysla o niej jako o
                                      niebezpiecznej czy irytujacej i wszystkie wola swieta Gabunie i mila Rozunie..
                                      • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 20:17
                                        Trochę nie na temat ale jak przeczytałem dzisiaj o wynikach badań
                                        przeprowadzonych wśród polskiej młodzieży akurat w przedziale wiekowym chyba
                                        najbardziej odpowiednim dla adresatów Jeżycjady czyli 13-24 lata to przyznam
                                        szczerze że wolę aby Gabriela była tym autorytetem niż Kuba Wojewódzki.
                                        Wszystkie postacie wykreowane przez mass-media - właściwie to nie wiem tylko
                                        jakim cudem Dalajlama znalazł się w tym towarzystwie.
                                        Ciekawe co by powiedzieli bohaterowie Jeżycjady na tak zadane pytanie - kto
                                        byłby dla nich autorytetem?
                                        • the_dzidka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 20:41
                                          > Ciekawe co by powiedzieli bohaterowie Jeżycjady na tak zadane
                                          pytanie - kto
                                          > byłby dla nich autorytetem?

                                          Jan Paweł II. To zresztą widać.
                                          • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 16.07.09, 21:05
                                            To akurat jest aż za oczywiste - a kto jeszcze? spoza kręgu typowo religijnego?
                                            • kajaanna Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 20:27
                                              Z całą pewnością Seneka. Przecież cały ród Borejków przesiąknięty jest
                                              "genetycznym" stoicyzmem.
                                              • jottka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 20:30
                                                i neron - przynajmniej dla jednego z bohaterów cyklu:)
                                      • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 17.07.09, 13:13
                                        lezbobimbo napisała:

                                        > algod napisała:

                                        > Tutaj poprosze Anutke nasza niezrownana w sukurs, coby podliczyla, ile razy
                                        > opoka rodziny placze po katach z powodu Pyziaka oraz reaguje niemalze
                                        > histerycznie na same wspomnienie o nim czy o milosci ;)
                                        >
                                        Nie tylko płacze - trochę ten bardzo negatywny odbiór gaby nie daje mi spokoju,
                                        dla mnie nie jest on do końca właśnie prawdziwy no i znalazł mi się cytat z Noelki:
                                        "Nigdy nie należ ryczeć z powodu jakiegoś faceta. Mówi ci to osoba, która
                                        właśnie ryczała godzinę temu".
                                        Godzinę wcześniej właśnie te stalowe oczka Tygrysa tak ugodziły najlepszą z
                                        matek - jak trochę ironicznie Gabrielę określasz - ale w kontekście Wigilii
                                        chyba nie ma czemu się dziwić.
                                        Tutaj jeszcze stara się panować nad złymi wspomnieniami, to niestety
                                        póżniejsze tomy robią Gabę taką omotaną ciągle odżywającym wspomnieniem.
                                        No i jakoś trudno mi się zgodzić z wyliczeniem priorytetów Gabrieli wśród
                                        których nie ma dzieci.
                                        Swoją drogą chyba też będę musiał sobie przejrzeć Jeżycjadę pod kątem
                                        wspomnień o Pyziaku całkiem interesujące zajęcie.
                                        • jottka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 17.07.09, 14:11
                                          andrzej585858 napisał:


                                          > No i jakoś trudno mi się zgodzić z wyliczeniem priorytetów Gabrieli wśród
                                          których nie ma dzieci.


                                          bo tobie się chyba nakłada kreowany obraz gaby (nowoczesna matka-polka,
                                          wcielenie ideału konserwatysty:) z tym, co ta postać faktycznie robi (bądź czego
                                          nie robi) w książkach. kwitną tu potężne dyskusje oparte na założeniu 'skoro nie
                                          wiemy tego i tego, to bardzo możliwe że..' i to jest dobre prawo czytelnika, ale
                                          jednak o danej postaci możemy wnioskować tylko na podstawie tego, co jest w
                                          tekście. a nie tego, co my musimy dosztukować, żeby do założonej wizji pasowało:)


                                          z tekstu np. wynika de facto emocjonalne odrzucenie młodszej córki, stąd też
                                          czytelnictwo starsze niż lat 12 byłoby zainteresowane rozwiązaniem problemu, a
                                          nie tylko skwitowanie go nagłą apologią gaby przez laurę u stóp szpitalnego
                                          łoża. bardzo możliwe, co też już tu zresztą padało, że pani mm nie zauważyła, co
                                          tak naprawdę napisała, a co wyłazi przy bliższej analizie.
                                      • algod Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 18.07.09, 12:51
                                        Powiedzmy, ze jak to okreslila Ginestra, zdarzaja sie takie kobiety, co bylego
                                        > meza nigdy nie przestaja kochac, ino wkladaja go do jednej szufladki w sercu, a
                                        > obecnego meza do drugiej. Pomijajac juz fakt, ze nie zawsze to fajne byc
                                        > zaledwie jednym z wielu szufladkowcow w sercu partnerki, a zwlaszcza takiej, co
                                        > to ma byc do smierci ;) to tez mam niejaki zal do MM, ze tak malo pokazuje
                                        > szufladke z Grzesiem w umysle czy sercu Gaby, a tak bardzo koncentruje sie na
                                        > szufladzie Pyziaka :/

                                        No właśnie wydawało mi się, że może się aż tak nie koncentruje - że tych scen z
                                        Grzesiem wcale nie jest tak mało, a tych z upiorem straszliwym Pyziaka tak dużo
                                        - ale to w końcu tylko wrażenia. Strasznie jestem ciekawa tej analizy
                                        ilościowej:) Anutka. (Anutku, swoją drogą, czuję się strasznie pochlebiona Twoją
                                        opinią, wzruszyłam się).Bardzo być może, że ten zbiór cytatów pokaże coś
                                        zupełnie innego niż mi się zdawało.

                                        > Najwiekszy kryzys malzenski Grzes i Gaba przezywaja zas w straszliwych
                                        > Imieninach (czy musze tu cytowac po raz kolejny, jak malo zalezy Gabie na
                                        > Grzesiu i ich romantycznej chwili razem, a jak bardzo caly czas mysli o
                                        > rozpieszczonym synku na dosc sprawnym i inteligentnm, zeby sam mogl poprosic
                                        > innych doroslych o podgrzanie gotowej zupy - albo jak ohydnie zostaje Grzes
                                        > opieprzony przez potluczonego tescia-swira za to, ze zonie kupil prezent, majac
                                        > y
                                        > choc na chwile ja oderwac od wiecznego zmywania? Na miejscu Grzesia poprosilaby
                                        > m
                                        > w tej ksiazce o rozwód albo chociaz o stala separacje - przede wszystkim od tej
                                        > straszliwej rodzinki, co mu zone kradna..

                                        Ale mnie właściwie nie chodziło o to, czy Gaba dobrze traktuje Grzesia (bo
                                        zgadzam się, że nie bardzo) i czy podoba mi się gabogrzesiowy model związku.
                                        Wydało mi się za to prawdopodobne, że sama Gabriela czuje się całkiem szczęśliwa
                                        w tym małżeństwie. Bo to, że rzadko skupia uwagę wyłącznie na Grzesiu czy że za
                                        dużo erotyki między nimi nie widać, to nie jest dla mnie specjalnie pewna
                                        przesłanka do tego, że jest to dla niej związek nie w pełni satysfakcjonujący
                                        albo że Grześ jest dla niej mniej interesującym partnerem niż byłby Pyziak. Może
                                        być tak, że taka wspólnotowość a nie romantyczność to jest w ogóle jej sposób
                                        przeżywania miłości.

                                        Nie nie. Ruzia-Pyzia jest Dobra Corka m.in. wlasnie dlatego, ze NIE pyta nigdy
                                        > o
                                        > ojca (bardzo wygodnie dla Gaby) i nawet pomaga zaklepac Gabie jedno pytanie
                                        > Laury. Tylko zle corki pytaja o zlego ojca - pytania Lury o Pyziaka Gaba
                                        > traktuje jako zdrade siebie, zdrade matki! Dobra rodzina wg. MM zreszta w ogole
                                        > nie rozmawia o uczuciach (co dopiero o traumatycznych i bolesnych!) tylko
                                        > wspolnie haruje, raczy sie jedzonkiem i herbatka, rozwiazuje jolki i czyta. Na
                                        > temat uczuc to mozna troche najwyzej ironizowac (Mila).

                                        No tak. Zgadzam się, że dobrocórkowość Róży polega między innymi na tym, że ona
                                        takich nietaktownych pytań nie zadaje. Ale gdyby nawet zadała, to jeszcze by jej
                                        to od jednego kopa w złą Laurę nie zmieniło. Zdaje mi się, że po prostu
                                        zostałoby potraktowane jako bardziej niewinne niż w przypadku Laury i wywołało w
                                        związku z tym mniej gwałtowną reakcję.
                                        I absolutnie zgadzam się, że Gaba źle traktuje Laurę.Tego, co napisałam
                                        wcześniej, nie traktowałam jako usprawiedliwienia jej w tej sprawie. Tyle że nie
                                        wiem, czy widziałabym w Gabrieli osobę w głębi ducha nieszczęśliwą, na tyle
                                        podporządkowaną dawnej traumie, że z jej powodu nie radzi sobie w różnych
                                        dziedzinach życia (w tym najbardziej w wychowaniu podobnej do męża córki).
                                        Wydała mi się raczej osobą, która po prostu, niezależnie od traumy, nie potrafi
                                        zrozumieć i dogadać się z ludźmi, którzy się od niej wyraźnie różnią (w tym,
                                        niestety, z własną córką). A nie potrafiąc uchwycić faktycznych przyczyn
                                        trudności, szuka ich w podobieństwie Laury do byłego męża. Co samo w sobie jest
                                        bardzo, bardzo niefajnym radzeniem sobie z sytuacją.
                                        Ale oczywiście cale moje postrzeganie Gaby opiera się na założeniu, że upiór
                                        Pyziaka nie pożera trzech czwartych jej osobowości, tylko pojawia się
                                        okazjonalnie i nieco instrumentalnie. Bo jeśli tych płaczów z jego powodu jest
                                        faktycznie tak dużo, to te moje dywagacje wielkiego sensu nie mają.
              • baba67 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 18.07.09, 10:46
                Mnie sie nigdy nie podobal fragment z Noelki kiedy to Gabie lzy stanely w
                oczach,a mama Borejko(tez daleka od idealu) zamiast j pocieszyc zasugerowala,
                zeby wziela sie w garsc. Podobna scena byla w OPium, ale tu ja bardziej
                rozumiem-sama miala ciezko bo Ignaca internowali.
                Jesli jej tak ciagle mowiono qwez sie w garsc wez sie w garsc zamiast okazac
                wspolczucie, to nic dziwnego ze Gaba nie jest czula wobec wlasnych dzieci i nie
                probuje dotrzec do swoich prawdziwych uczuc, stawic i czola przepracowac. Rada
                wez sie w garsc to jest taki gripex-w sytuacjach podbramkowych-stosowany stale
                jest dla zdrowia szkodliwy.
        • rozdzial43 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 17.07.09, 20:33
          ginestra napisała:

          > Pamiętam, że w poprzednich latach
          > pisania na forum zwracałam ciągle uwagę na strój Gaby, który był dla mnie
          > zewnętrznym wyrazem jej pewnego zablokowania.
          >
          Bardzo mnie zaciekawiło Twoje spostrzeżenie o stroju Gaby jako zewnętrznym
          wyrazie jej zablokowania. Rozumiem, że pisałaś już o tym w poprzednich latach,
          ale ja nie umiem tego znaleźć, a bardzo mnie intryguje dlaczego uważasz, że 2
          ciuchy na krzyż Gaby to oznaka zablokowania. Dotąd cały czas uważałam, że brak
          dbałości o wygląd może być właśnie wyrazem siły wewnętrznej, wiesz w stylu "mam
          w nosie, czy się innym podobam, mnie jest tak wygodnie". Jeśli możesz rozwiń
          swoją myśl, bo bardzo mnie to zaciekawiło. Czy brak dbałości o wygląd świadczy o
          zablokowaniu człowieka?
        • croyance Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 02.08.09, 15:11
          A ja nie wierze w istnienie 'prawdziwego ja' - mysle, ze jestesmy suma
          nazych doswiadczen, ktore - w polaczeniu z jakims potencjalem, ktory
          mamy na starcie, moga tworzyc najrozniejsze kombinacje, jak w
          kajedoskopie.
          • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 02.08.09, 15:29
            croyance napisała:

            > A ja nie wierze w istnienie 'prawdziwego ja' - mysle, ze jestesmy suma
            > nazych doswiadczen, ktore - w polaczeniu z jakims potencjalem, ktory
            > mamy na starcie, moga tworzyc najrozniejsze kombinacje, jak w
            > kajedoskopie.

            A czy te właśnie potencjał jaki mamy na starcie nie stanowi naszego prawdziwego
            "ja"?
            Ja to nazywam duszą właśnie.
    • ssssen Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 15.07.09, 09:54
      > wziąść

      Litości! Wziąć, wziąć, wziąć, wziąć! "Wziąć" bo "brać", a nie "kraść" ;)

      Wybacz, ale strasznie mnie irytuje ten błąd.
      • doratos Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 17.07.09, 15:46
        Z ciekawością(i wypiekami na twarzy przeczytałam ten wątek obiecanej
        przez andrzeja z liczbami obrony Gaby),jak mówiłam w innym wątku
        podpisuję się pod tą obroną!I muszę dorzucić swoje trzy grosze:
        Niefanki Gaby dobrej matki twierdzą że Laury ona nie
        kocha,tłamsi,upokarza itd..nie zgadzam się z tym,o ile faktycznie
        Gaba popełnia błąd nie mówiąc Laurze nic o ojcu(to bład z rodzaju
        nie mówienia dziecku że jest adoptowane...bo tylko prawda..prawda
        nas wyzwoli)powiedzenie Laurze całej prawdy,całej historii o Pyziaku
        oczyściło by atmosferę bo córka z harakterem tak innym od Pyzowo-
        Borejkowskiego musi być traktowana inaczej,szczerośc i prawda to coś
        co Laura rozumie,bunt leży w jej naturze,niepokorność(nie czytałam
        jeszcze Sprężyny i mam nadzieję że Laura aż tak bardzo się nie
        zmieniła)nie uleganie autorytetom bezkrytycznie-czyli typowa
        nastolatka,wiem bo taką miałam!Nie zgadzam się że Gaba jej nie
        kocha,może jej nie rozumie ale kocha i to kocha bardziej niż Pyzę,bo
        tak to już jest że matki zawsze bardziej kochają dzieci sprawiające
        trudności,a nie te które się kocha łatwo,bo są grzeczne,my matki
        mamy w sercach całe pokłady miłości dla dzieci
        trudnych,chorych,niegrzecznych,pokręconych,zamkniętych w sobie i tak
        dalej,dzieci takie jak Pyza kocha się łatwo prosto i miło...bo takie
        one są,dzieci jak Laura są takie inne że dla matki zostaje tylko
        miłość bezwarunkowa,choć trudna ale o wiele mocniejsza,wiem to sama
        po sobie!I jeszcze jedno,kiedy jesteśmy młode i bez dzieci
        obiecujemy sobie że jak je będziemy miały,to będziemy idealnymi
        matkami i wszystko będziemy robić jak trzeba,tymczasem życie robi
        swoje,rodzi się dziecko i po jakimś czasie zdajemy sobie sprawę że
        to dziecko jest już ukształtowane i całkowicie inne niż
        oczekiwaliśmy,ma swój charakter,taki jaki dało połączenie genów
        matki i ojca i jest dziełem absolutnie skończonym,nagle widzimy że
        to inny człowiek,osobny i nie da się go lepić na nasze
        podobieństwo,gdy zaczyna sprawiać kłopoty wtedy się pytamy:po kim on
        to ma?...po ojcu?po dziadku?babci?Czy to moja wina że zrobiło tak
        czy siak,gdzie popełniłam błąd?!A że błędy popełniamy to fakt
        niezaprzeczalny,żaden poradnik nie potrafi przed tym ustrzec,a chodź
        sobie obiecywaliśmy że my to nie będziemy takich błędów popełniać
        jak rodzice czy inni ludzie,wiele z tych obiecanek nie udaje się
        spełnić!!Bo nie jesteśmy robotami które można zaprogramować,jesteśmy
        pełni emocji,zapracowani,mamy różne lęki,pochodzimy z takiej czy
        innej rodziny,w których to są różne formy wychowywania dzieci.I tu
        dochodzę do Gaby,nie mogła ona zrozumieć chęci poznania swojego ojca
        bo sama tego ojca miała na codzień,niewielu jest ludzi którzy
        potrafią wczuć się w innego człowieka!Skąd biedna Gaba mogła
        wiedzieć jak bardzo Laurze leży na sercu poznanie ojca,jak wiele to
        dla niej znaczy,to był błąd że nie rozumiała ale nie umiemy czytać w
        myślach,a szkoda!Trudno jest odróżnić czy dziecko jest niegrzeczne
        czy ma problem który je dręczy!Po latach dopiero nabieramy tej
        mądrości życiowej,już jako babcie czy dziadkowie,wtedy wiemy gdzie
        popełnialiśmy błędy,no ale wtedy jest już po ptokach,a bywa i tak że
        choć rodzice są mądrzy,dobrzy i wspaniali,to ich dzieci schodzą na
        złą drogę,czy matka Kuby Rozpruwacza albo Hitlera(czy innego
        mordercy)popełniła jakieś błedy w wychowaniu?Często się tak ich
        tłumaczy że mieli trudne dzieciństwo,nie do końca tak jest,sama
        pochodzę z rodziny patologicznej,nie miałam żadnych wzorców
        moralnych,rodzice popełniali chyba wyłącznie błędy,a nie zeszłam na
        złą stronę mocy,nie piję,nie kradnę,nie zabijam..i tak dalej!Sama
        popełniłam mnóstwo błędów wychowawczych,mam 4 dzieci a każde inne,i
        kocham ich mocno,nikt nie może mi tego zarzucić,ale nie kocham ich
        jednakowo,bo każde ma inny charakter,to nie jest prawda że trzeba
        dzieci kochać jednakowo,tego się nie da zrobić!Gabę postrzegam jako
        dobrą matkę,gdyby było trzeba poszła by za nimi w przysłowiowy
        ogień,czy ktoś w to wątpi?Czy Gaba mogłaby wyrzucić córkę za
        drzwi,obojętnie którą?Popełniała błędy bo jest człowiekiem,wszyscy
        je popełniamy,czy są rodzice którzy błędów nie popełniają?Niech nikt
        mi przeto nie wmawia że Gaba córki nie kochała!!A że Gaba jest
        sztandarową postacią w Jeżycjadzie,że dominuje,to nie dziwne bo
        przecież jest takim szkieletem dla tej serii,czy wyobrażacie sobie
        Jeżycjadę bez Gabrieli,nawet z jej nieśmiertelną dzielną grzywką,z
        jej zimnymi prysznicami i marszczącym się kostiumem?Ja nie potrafię
        sobie tego wyobrazić to nie byłaby ta sama powieść!I mam pytanie czy
        nie za bardzo analizujecie Jeżycjadę,rozbieracie Gabę i inne
        postacie na czynniki pierwsze,doszukujecie się
        błędów,pomyłek,nieścisłości itd.itp.?!Takie powieści jak Jeżycjada
        można albo pokochać albo znienawidzieć albo być obojętnym,a skoro
        się kocha to czy się doszukuje w ukochanej osobie błędów i wypaczeń?
        W końcu zakochaliśmy się w całości,w czymś skończonym,miłość czujemy
        mimo wad,jeśli zaczynamy analizowac dlaczego tak kochamy skoro nasz
        przedmiot uwielbienia jest tak pełen rzeczy których nie
        cierpimy...to wtedy co?!Wtedy moje drogie należy wziąść rozwód!!!
        • lezbobimbo Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 17.07.09, 16:23
          doratos napisała:
          >o ile faktycznie> Gaba popełnia błąd nie mówiąc Laurze nic o >ojcu(to bład z
          rodzaju> nie mówienia dziecku że jest adoptowane

          Gorzej. Gorzej niz niemowienie zupelne.
          Gaba mowi Laurze o ojcu SAMO ZLO. Laura wie o ojcu tylko tyle od swej Najlepszej
          z Matek, ze klamie tak samo jak ona i rani-zdradza matke tak samo jak ona.

          córka z harakterem tak innym od Pyzowo-
          > Borejkowskiego musi być traktowana inaczej,szczerośc i prawda to coś> co Laura
          rozumie,

          No i co przeszkadzaloby MM napisac postac Gaby tak, zeby traktowala Laure
          szczerze i prawde mowila o jej ojcu, a nie same negatywy klamliwe do tego? Ale
          nie. Gabunia kocha tylko

          >Nie zgadzam się że Gaba jej nie
          > kocha,może jej nie rozumie ale kocha i to kocha bardziej niż Pyzę,

          Malo okazuje Gaba, ze kocha Laure. Gaba okazuje przede wszystkim to, ze jej nie
          rozumie. Jak dziecko male a potem nastolatka-podlotka ma przejrzec te przykrosci
          doznawane od Gaby i rodziny (klamiesz jak ojciec, Twoj ojciec jest zly, jestes
          do niego podobna) i domyslic sie, ze to brak zrozumienia, a nie brak
          deklarowanej milosci (zreszta jak to odroznic???)

          >bo> tak to już jest że matki zawsze bardziej kochają dzieci >sprawiające>
          trudności,a nie te które się kocha łatwo,bo są >grzeczne,

          To jest przykre i niesprawiedliwe zarowno dla dzieci trudnych jak i latwych -
          latwe sa pozostawione same sobie, a trudne "kochane bardziej, bo niegrzeczne"
          hmmm. W przypadku Gaby, kocha ona tak bardzo Laure, ze jej robi wode z mozgu na
          temat ojca i "zlego charakteru".
          Hah, nic tak *swietnie* nie wychowuje, jak uswiadamianie dziecku, ze jest trudne
          (ironia oczywiscie).

          zostaje tylko> miłość bezwarunkowa

          Takiej milosci nie widze u Gaby. Kocha ona warunkowo swe dzieci: Ignasia za to
          ze ma pisiorka i ze jest geniuszem w powijakach, Pyze za to, ze jest taka
          Borejkowska, mila, dobra, romantyczna, wyrywa matce robote z rak, wyglada tez
          jak 100% Borejkowna (chociaz ma tego samego zlego ojca co Laura). Natomiast
          Laury Gaba nie kocha, nie zajmuje ani nie wychowuje, potem sie dziwiac, dlaczego
          ona taka niegrzeczna - i wciaz podkresla podobienstwo fizyczno-moralne do tego
          zlego dziada, ktorego imienia nalezy nie wymawiac przy Gabie.

          I jeszcze jedno,kiedy jesteśmy młode i bez dzieci
          > obiecujemy sobie że jak je będziemy miały,to będziemy idealnymi
          > matkami i wszystko będziemy robić jak trzeba,tymczasem życie robi
          > swoje,rodzi się dziecko i po jakimś czasie zdajemy sobie sprawę że
          > to dziecko jest już ukształtowane i całkowicie inne niż
          > oczekiwaliśmy,ma swój charakter,taki jaki dało połączenie genów
          > matki i ojca

          Sluchaj, ja wcale nie mialabym nic przeciwko czytaniu o toksycznej Gabie i jej
          glupich odzywkach do dzieci o ich ojcu biologicznym. Czytalabym cos takiego dla
          perwersyjnej rozrywki :)
          Tylko niech MM nie wmawia mi bezustannie, ze to wlasnie Najlepsza z Matek,
          Swieta Jezycka, wzor kobiet - a dziecko jej robi na zlosc bo jest zle - nie
          chcac zrozumiec jak cudowna jest dzielna grzywka.
          To nawet nie czyny i slowa Gaby sa takie okropne, tylko komentarz odautorski i
          pochwaly MM.

          Skąd biedna Gaba mogła
          > wiedzieć jak bardzo Laurze leży na sercu poznanie ojca,

          Przeciez Laura sama sie dopytywala, na co Gaba wpadala w histerie i placz i nie
          chciala rozmawiac. Ta Gaba co w stosunku do cudzych dzieci "zawsze juz wszystko
          wie i rozumie" wlasnej corki nie rozumie, bo nie chce. Bo by musiala sie
          przyznac, ze ten zly Pyziak nie jest 100% zly, a wlasne dziecko MUSI cos
          pozytywnego albo chociaz neutralnego o wlasnym ojcu wiedziec, bo inaczej sie
          zalamie - i bedzie dalej pytac i w koncu sie dowie.

          >A że Gaba jest
          > sztandarową postacią w Jeżycjadzie,że dominuje,to nie dziwne bo
          > przecież jest takim szkieletem dla tej serii,czy wyobrażacie sobie
          > Jeżycjadę bez Gabrieli,nawet z jej nieśmiertelną dzielną grzywką,z
          > jej zimnymi prysznicami i marszczącym się kostiumem?

          O rany. Marze o tym! Niech ta Gaba pomarszczona z dzielna grzywka i slozami na
          temat Pyziaka sprzed 20 lat w koncu zniknie i przepadnie. To kiedys byla seria
          dla mlodych dziewczat, o pierwszych milosciach licealnych, szkieletem bylo
          kiedys pokonywanie strachow podlotkowych, zwlaszcza niesmialosci - do tego
          wesola rodzina poboczna i happy end obowiazkowy, a takze piekne opisy pogody i
          nieco liryki na temat Jezyc poznanskich.
          A teraz seria ta to niekonczacy sie hymn na czesc tej pokielbaszonej idiotki
          Gaby, coraz starszej, a coraz glupszej (gdy o wlasne dzieci chodzi). Precz z tym
          dzielnym szkieletem, precz z ta niesmiertelna grzywka. To temat na osobna
          powiesc o lasce patologicznie niemalze niepozbieranej mimo nowego meza, dzieci,
          rodziny, kariery itd.

          Takie powieści jak Jeżycjada> można albo pokochać albo znienawidzieć albo być
          obojętnym,a skoro> się kocha to czy się doszukuje w ukochanej osobie błędów i
          wypaczeń?
          > W końcu zakochaliśmy się w całości,w czymś skończonym,miłość czujemy> mimo
          wad,jeśli zaczynamy analizowac dlaczego tak kochamy skoro nasz> przedmiot
          uwielbienia jest tak pełen rzeczy których nie
          > cierpimy...to wtedy co?!

          Jezycjada jest cyklem powiesci, bardzo lubie wczesniejsze. Nawet ulubione
          powiesci zas analizuje, mam skaze jak widac.
          Nie zakochalam sie slepo w powiesci o mysleniu zyczeniowym ;P
          Nowojezycjady zazwyczaj nie znosze, gdyz nie kocham Borejkow, a etykietek
          superlatywnych i pochwal dla Gabuni-toksykomamuni wrecz nienawidzem.

          >Wtedy moje drogie należy wziąść rozwód!!!

          No i tak czekam i czekam, az MM w koncu raczy nam dac rozwod od tej przykrej
          rodziny snobow Borejkow, a zwlaszcza od starzejacej sie Gaby z Ignacem, ale MM
          nie chce - i wciaz nas katuje opisami Roosevelta 5.
        • ginestra Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 17.07.09, 17:00
          Doratos,
          jeśli o mnie chodzi, to zgadzam się z tym co piszesz o Gabie, że ona swoje
          dzieci kocha (i kocha też Laurę). I ja także (co pisałam niejednokrotnie) wiem
          po sobie, że bardzo trudno jest wychowywać dzieci, że trudno jest nie popełniać
          błędów, co więcej, zgadzam się z Tobą w tym, że zawsze popełnimy jakieś
          błędy, i że nie sposób być idealnym!

          Również oddziałują na nas nieświadome mechanizmy z naszej rodziny pierwotnej,
          które są nieświadome i nas zalewają (i tego też doświadczyłam) i po prostu
          niechcący powielamy na dzieciach to, co nam robili rodzice, nawet jeśli to jest
          w innej formie. I jedynym ratunkiem jest uświadamianie sobie tego, że tak jest,
          staranie się o zrozumienie i opłakanie swojej historii i uwalnianie się od tych
          mechanizmów, a ponadto ciągła praca nad sobą i staranie się o empatię wobec dzieci.

          Generalnie zdaję sobie sprawę z tego, że w życiu możemy się tylko starać i choć
          nigdy nie będziemy ideałami, to jeśli się staramy, to już jest dużo!

          A więc ja się zgadzam z Tobą, że tak właśnie się odczuwa, jak się ma dzieci, że
          one nas zaskakują, że nie jesteśmy w stanie czasem przeniknąć dlaczego coś robią
          albo nie jesteśmy czegoś świadomi albo sami ze sobą mamy problemy i różne
          słabości. I że pewne rzeczy rozumiemy dopiero po latach, a w czasie, gdy miały
          miejsce, to nie rozumieliśmy ich.

          Dlatego ja właściwie nie postrzegam Gaby źle.

          Jedynie co pisałam, o tych książkach czy o historiach z życia, które mogłyby jej
          dać jakiś wgląd i pomóc zaoszczędzić sobie i Laurze cierpień, to tak sobie myślę
          (z własnego doświadczenia), że takie książki i historie są naprawdę pomocne.
          Czyta się na przykład o tym co czuje osoba, która chciała dowiedzieć się o ojcu
          i tęskniła za ojcem, a matka ją zbywała. Albo czyta się, że jakaś osoba opisuje,
          że w dzieciństwie czuła się zła albo (metafizycznie) brudna, odrażająca, bo jest
          podobna do ojca, o którym dawano do zrozumeinia, że był złym człowiekiem i jakie
          to miało skutki dla tej osoby i w dzieciństwie i w jej dorosłym życiu i czego
          żałuje ta osoba, że nie zrobiła jej mama, żeby z niej to poczucie zdjąć. I jest
          to jakoś potem opisane przystępnie, co się dzieje wtedy człowieku i co można dla
          takiej osoby zrobić, żeby jej pomóc. I taka Gaba czytając to mogłaby zauważyć,
          że tak niewiele trzeba, i że może wystarczyłoby kiedyś powiedzieć Laurze to czy
          tamto, żeby zdjąć z niej ten ciężar i to poczucie, że jest zła, bo podobna do ojca.

          A więc o to mi chodziło, że jak jest otwartość, to człowiek może wiele
          skorzystać z dorobku innych ludzi, którzy dzielą się swoimi historiami. Nie
          obwiniam Gaby, że tego nie zrobiła, tylko trochę się dziwię, że nie sięgała po
          artykuły czy książki o wychowywaniu dziecka bez ojca, czy wzrok jej nie padł
          przypadkiem na taką publikację albo, że nie wynikło to w rozmowie np. z
          koleżanką z uczelni, która jej coś do czytania poleciła. Albo, że nie wynikło to
          z jej własnej potrzeby.

          Ja pamiętam siebie sprzed lat, że jak tylko zaszłam w ciążę z pierwszym
          dzieckiem, to miałam wielki głód wiedzy o tym jak wychowywać dziecko, bo sama
          byłam w tym bardzo zagubiona i czułam, że wielu rzeczy nie wiem, bo nie dostałam
          ich w rodzinie pierwotnej i nie wiem jak być mamą. Nie chodziło mi o to, żeby to
          były poradniki dokładnie jak wychowywać dzieci, w sensie niemalże tresury, tylko
          szukałam intuicyjnie książek, w którym ludzie dzielą się jakąś swoją mądrością
          życiową. Książek, które pozwolą mi dziecko ZROZUMIEĆ. Sięgnęłam po Korczaka "Jak
          kochać dziecko", która jest taką wręcz filozoficzną, ale bardzo mądrą i wciąż
          aktualną pozycją. Czytałam też książkę "Osiołek Łukaszka" Hanny Święcickiej,
          która jest opowieścią matki kilkorga dzieci o tym, co zrozumiała o dzieciach,
          czego ją nauczyły itp. i to była niezwykle cenna dla mnie pozycja! Oraz
          zaprenumerowałam pismo Twoje Dziecko, w którym były felietony różnych osób
          właśnie dzielących się takim życiowym oglądem spraw związanych z macierzyństwem,
          dzieciństwem itp. To były takie pozycje, dziś archaiczne, ale dla mnie były one
          bardzo pomocne. Czytałam też inne książki według podobnego klucza: "jak
          zrozumieć dziecko", jak nie zrobić mu krzywdy jakąś swoją nieudolnością,
          błędami, bo i tak mu na pewno niechcący zrobię, ale żeby to
          minimalizować. No i tak to po prostu było i ja osobiście wierzę, że jak się
          czyta czy słucha opowieści ludzi z życia i ogólnie ma się oczy szeroko otwarte,
          to pojawia się w nas ta chęć, żeby dziecko rozumieć, a zwłaszcza jak się ma
          dziecko wychowywane w rodzinie od zarania niepełnej (jak było u Gaby i Laury).
          Wtedy tym bardziej można przeczuwać, że będzie to dziecko potrzebowało pomocy od
          początku i aż chce się dowiedzieć czegoś o tym z punktu widzenia
          psychologicznego czy też z punktu widzenia doświadczeń innych osób. Co mu mówić
          o ojcu (bo coś będzie trzeba), jak mówić, jak kompensować mu brak ojca i tak
          dalej. Jak je rozumieć.

          Dlatego trochę w tym postępowaniu nie rozumiem Gaby.

          Ale nie uważam ją za złą matkę. Tylko wolałabym, aby starała się poszerzać
          świadomość i być uważniejszą wobec tego, co przeżywa dziecko, bo ono zawsze daje
          sygnały. Jeśli ich nie rozumiała, to żeby drążyła do skutku, co one znaczą,
          szukała wiedzy. Ale jeśli tego nie robiła, to nie potępiam jej. Rozumiem, że i
          tak kochała dzieci i świadomie nie chciała zrobić im nic złego.

          Pozdrawiam!
    • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 17.07.09, 22:26
      Doratos napisała:

      Skąd biedna Gaba mogła
      wiedzieć jak bardzo Laurze leży na sercu poznanie ojca,jak wiele to
      dla niej znaczy,to był błąd że nie rozumiała ale nie umiemy czytać w
      myślach,a szkoda!

      Stąd, że Laura o tym MÓWIŁA. Wcale nie musiała nasza biedna Gaba umieć czytać w
      myślach. Wystarczyła słuchać i słyszeć.

      Nawiasem mówiąc, dzielnie (i miło ;-))) przebrnęłam przez wszystkie tomy
      Jeżycjady, mam pokaźny zbiór cytatów i teraz nie wiem, czy analizować tu, czy
      nowy wątek zakładać, czy gdzie indziej się dopisywać... A na ile ciekawostek
      natrafia człowiek, który czyta Jeżycjadę z notesikiem (jak Łusia), no, no! jedną
      zaraz umieszczę w wątku "Największe tajemnice Jeżycjady" :-))).

      No i ponieważ zawalona jestem cytatami i mam wszystko w głowie na swieżo, wiem,
      ze nasza droga Gaba UMIAŁA czytać w myślach (co się udwodni ;-)). Więc nawet ten
      argument w jej konatktach z Laura odpada.
      • szprota Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 17.07.09, 23:40
        Nowy wątek proponuję :)
        • doratos Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 18.07.09, 00:24
          I tak właśnie się doczekałam,analizy mojej wypowiedzi przez
          lezbobimbo,ale nie bój żaby nie zabiorę swoich zabawek i nie obrażę
          się mimo że zostanę przy swoim zdaniu!Mnie nikt nie przekona że Gaba
          jest złą matką,każda z nas ją inaczej odbiera,bo jesteśmy inne,nie
          wiem czy masz dzieci ale jeśli masz to nie wierzę żebyś nie
          popełniła błędu w ich wychowywaniu,a jeśli nie to jak już je
          będziesz mieć to sama się przekonasz że wychowywać wcale nie jest
          tak łatwo,my się dopiero tego dowiadujemy na własnych dzieciach,to
          same dzieci nieraz i nas czegoś uczą,Laura też nauczyła czegoś
          Gabrielę,a żeby widzieć i słuszeć to co dzieci myślą i czują trzeba
          by mieć jakiś radar,i nie uważam żeby Gaba kochała syna tylko za
          pisiorka,sama mam trzech synów i nie za to ich kocham,tylko za to że
          są,miłość matki będzie zawsze bezwarunkowa,te wszystkie słowa które
          padają z ust Gaby że jesteś zła jak ojciec,kłamiesz jak on,to nie
          było wynikiem jakiegoś przemyślanego planu typu:nie kocham Laury bo
          jest jak Pyziak,czasem człowiek powie coś w gniewie,i przeważnie coś
          co by zraniło tą drugą osobę a dzieje się tak gdy sami czyjemy się
          zranieni,a najczęściej bezsilni,i nie mów że Gaba głównie Laury nie
          znosi i upokarza,to są incydenty,gdzie jest napisane że każdego dnia
          jej mówi:jesteś zła,zła,zła,czy kilka nieprzemyślanych słów
          wypowiedzianych w gniewie przekreśla miłość matki do córki?Nie nie i
          jeszcze raz nie,sama to przeszłam z córką,dojrzewanie u nastolatek
          jest jak choroba,jak tornado i o ile miłość między matką a córką
          jest silna,to po burzy przychodzi słońce,a tu chyba przyszło bo coś
          wspominaliście że tak się to kończy w Sprężynie?!A tak na marginesie
          to wydaje mi się że bardzo się utożsamiarz lezbobimbo z
          Laurą,domyślam się z twoich wypowiedzi że w jakiś sposób zostałaś
          skrzywdzona i cierpiałaś,może właśnie przez mamę,bo wydaje mi się że
          tak jak ktoś tu już wspominał odbieramy postacie książkowe przez
          pryzmat własnych doświadczeń,ja tak mam bo Jeżycjada była na każdym
          etapie mojego życia.A mając nz myśli rozwód nie myślałam o tym żeby
          p.M przestała pisać o Borejkach(i co miałaby pisać kryminały?)ale że
          jak przestajemy coś kochać i widzimy same wady to należy z tym czymś
          wziąć rozwód,czyli w tym wypadku nie czytać Jeżycjady,nie rozmawiać
          o niej na forum fanów,po prostu wyrzucić z serca i umysłu,po co się
          katować czymś czego się nie lubi?
          • jottka doratooos 18.07.09, 00:42
            weź ty dziel wypowiedzi na akapity, co? strumień świadomości cholernie źle się
            czyta:)
          • lezbobimbo Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 18.07.09, 05:09
            Ueheheh no tak wydalo sie, nie kocham Gaby, bo wycierpialam przez krzywdzaca mame :D
            A idzta do chalupy z taka analiza.. rownie dobrze moglabym rzec, ze wczesniej
            Cie chyba to forum skrzywdzilo analizowaniem bledow Gaby z ktora sie
            identyfikujesz, wiec teraz piszesz na sile samymi przecinkami, aby Cie znow ktos
            nie rozpoznal ;P
            Sprezyna dobrze sie konczy jak slonce po burzy, bo Laura wreszcie sie zmienia w
            te pokorna wycieraczke, ktora rozumie Gaba, i o ktory to wynik chodzilo przez
            tyle, tyle lat.

            i nie mów że Gaba głównie Laury nie
            > znosi i upokarza,to są incydenty,gdzie jest napisane że każdego dnia> jej
            mówi:jesteś zła

            Gaby kontakt z Laura poznajemy wylacznie negatywny i zawsze z tym przeklenstwem
            Pyziaka jako wytlumaczeniem wszelkich psot i cech osobowosci Laury. MM mogla
            ukazac normalne pozycie, ale widzimy tylko toksykologie stosowana, odsadzanie
            malego dziecka od czci i wiary.. Gdzie sie podziala mama Zakowa albo Mila z Idusi?


          • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 18.07.09, 09:51
            doratos napisała:
            .A mając nz myśli rozwód nie myślałam o tym żeby
            > p.M przestała pisać o Borejkach(i co miałaby pisać kryminały?)ale że
            > jak przestajemy coś kochać i widzimy same wady to należy z tym czymś
            > wziąć rozwód,czyli w tym wypadku nie czytać Jeżycjady,nie rozmawiać
            > o niej na forum fanów,po prostu wyrzucić z serca i umysłu,po co się
            > katować czymś czego się nie lubi?

            Uuu, mało eleganckie. A jak się pyta nowych "Skoro nie podoba ci się forum po co
            na nie wchodzisz?" natychmiast sypią się gromy, że TWA niegościnne, że wyrzuca,
            że zastrasza...

            Doratos, Lezbobimbo jest stałym bywalcem forum, który:
            a) lubi nas, o czym wielokrotnie pisała przyznając bez bicia, ze nie jest fanka
            jeżycjady, ale tego forum owszem
            b) lubi starsze części, a nowsze też zna nieźle (wystarczy na jej zagadkę
            spojrzec, której nikt nie zgadł, nie wymawiając, ty też nie).

            Nie sądzę, by się katowała, pisząc tu.

            BTW, ja też nie przepadam za Gabą i za Borejkami. I pare innych osób na forum
            też nie. I co? Mamy wszyscy odejść, żeby się nie katować? No i na forum zostaną
            sami zachwyceni nowi. A cel sąsiedniego wątku zostanie osiągbnięty innymi
            srodkami ;-)))).
            • dakota77 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 18.07.09, 13:29
              No, nieeleganckie, owszem. Ja tez naleze do tych, co nieszczegolnie kochaja
              Jezycjade jako calosc, do tego nie przepadam za MM, i co? Nie widze powodu, zeby
              odejsc z forum, skoro dobrze sie na nim czuje. Zagladam tu raczej dla osob tu
              piszacych niz dla ksiazek MM.

              Doratos, jeszcze niedawno bylas zachwycona forum, w kazdym poscie pisalas, jak
              tu ci sie podoba, a teraz widze, ze radosnie dolaczylas do obozu krytykantow. Co
              za gwaltowna zmiana pogladow.
              • doratos Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 18.07.09, 17:30
                Ależ ja wcale nie napisałam że mi się tu nie podoba i że lezbobimbo
                ma sobie odejść,przecież same pisałyście że jak ktoś tu wszedł,a
                jest nowy to żeby zrozumieć musi zostać pisać i walczyć,znaczy ta
                lilija ma walczyć,toteż obstaję za swoim zdaniem!Jeśli lezbobimbo
                poczuła się urażona to przepraszam,ale czy wy same jesteście w
                porządku nie przyjmując krytyki?Czy jak ktoś się poczuje tu jak u
                siebie to nie ma prawa nic już krytykować ani pokusić się o
                odrobinkę ironii?
                A wcale się z Gabą nie utożsamiam tylko ją zwyczajnie lubię,a
                spytałam się tylko czy moja antagonistka ma dzieci bo jak się ma to
                się wie że wychowanie składa się głównie z błędów,na których się
                uczymy!
                Broń Boże nikogo nie wyganiam,i kto tu czuje się leliją,same tak
                ironizujecie,a nowej nie wolno,zaraz oburzenie,nieeleganckie,i na
                mamusię najeżdża,doprawdy lezbobimbo chyba nie masz takiej natury
                skrzywdzonej niewinności żeby się obrażać o byle co?!
                Wydawało mi się że lubicie tych co twardo bronią swojego zdania,same
                bronicie swojego!
                dakota77 napisała że zagląda tu dla osób piszących i ja poniekąd
                też,bo jak widzicie mam odmienne zdanie od waszego!
                Za obozem krytykantów?A mnie się wydawało że to wy jesteście tym
                obozem?
                I na koniec nadal mi się tu podoba bo wolę się tu z wami spierać i
                obstawać za moim zdaniem,niż gdzie indziej przytakiwać większości!
                Akapitów dosyć?
                I ciociu lezbobimbo nie obrażaj się proszę na mnie biedną
                lilijkę,com ja ci zawiniła,ja tylko tak tofam Gabusię,i ciałom
                Jażycjadę tez,i ciebie tez!Czy to się z sobą kłóci?
                • verdana Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 10:28
                  Aby było jasne - mam dzieci, w podobnej konfiguracji co Gaba (dwoje
                  starszych, jedno sporo mlodsze), mam ten sam zawód co Gaba, tyle, ze
                  męża mam tego samego...Dwoje dzieci jest dorosłych, trzecie ma lat
                  14 zeby nie bylo, ze nie wiem, co to znaczy mieć nastolatki.
                  I uwazam, ze Gaba jest matką denną - bo zadufana i pewną siebie w
                  tej roli. Bycie złą matka bowiem nie oznacza, ze się dzieci nie
                  kocha, ze się nie "pójdzie za nie w ogień", ze się nie poświęca dla
                  nich zycia. Bycie dobrą matka nie oznacza, ze się nie popełnia
                  błędow.
                  Dobra matka może - i zawsze popelnia - mnóstwo błędow, albo i nie
                  błędow, ale robi coś, co dziecku nie wychodzi na dobre, choć
                  powinno. Ale dobra matka przyznaje się do tych błędów, pozwala się
                  krytykować, pozwala dziecku mieć inną drogę życiową niż ona sama, a
                  przede wszystkim nie zalezy jej, aby w oczach własnych dzieci
                  uchodzic za ideał cnot wszelakich, a na inwokacje typu "jesteś
                  najlepszą matka, chce być taka jak Ty" odpowiada nie wzruszeniem i
                  łzami w oczach , tylko "bez przesady, dobra?"
                  Dobra matka, kiedy w wychowaniu cos nie wychodzi, nie uznaje, ze
                  wina lezy po stronie krnąbnego dziecka, ani nie wini o to genów,
                  tylko, za przeproszeniem, zastanawia się co do cholery sama
                  spieprzyła. Jak nie wie, to idzie do specjalisty, a ten zazwyczaj
                  barzo dobitnie jej to uswiadomi (jak mnie uświadomił...).
                  Dobra matka odpowiada na pytana dziecka dotyczace najważniejszych
                  spraw zyciowych, a jak nie może - to odsyla do kogos, kto bedzie w
                  stanie mówić na ten temat. Rozumiem, ze Gaba mogla nie chciec mowic
                  o Januszu - a nie mogla odesłac corki do babci, siostry, dziadka?
                  Dobra matka zaczyna się niepokoic jeszcze bardziej, gdy dziecko NIE
                  pyta. Dorastajaca córka, ktora ani razu nie zapytała o ojca jest
                  problemem dla psychologa.
                  Dobra matka nie dopuszcza do demoralizacji dziecka - kradzież,
                  donosicielstwo, natretne wscibstwo - to nie sa cechy, ktore można
                  tolerować.
                  Problem w tym, ze jak mi się wydaje MM naprawde wierzy w to, ze
                  Gabriela jest dobra matką. I obawiam się, ze Gabriela jest w
                  rzeczywistosci matka MM. I stąd to uwielbienie...
                  • anutek115 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 12:38
                    verdana napisała:

                    > Problem w tym, ze jak mi się wydaje MM naprawde wierzy w to, ze
                    > Gabriela jest dobra matką. I obawiam się, ze Gabriela jest w
                    > rzeczywistosci matka MM. I stąd to uwielbienie...

                    Ekhm, no więc ja odnosiłam juz od bardzo dawna podobne wrażenie, tylko się
                    wypowiedzieć nie smiałam ;-). Pewnie nie do końca jest to mama MM, ale im dłużej
                    czytam Jeżycjadę, tym silniejsze mam wrażenie, że MM nie wyrazała chęci poznania
                    prawdy o swoim ojcu (jak Oyza), że mama MM milkła kamiennie, i jesli nawet nie
                    płakała, to i tak dawała do zrozumienia, jak bardzo jej temat jej byłego męża
                    jest niemiły, więc dzieci o to nie pytały, by nie zrobic mamusi przykrości, i że
                    pani MM pisząc o Laurze dość naiwnie założyła, że dziewczynka pytajaca o ojca,
                    choć mama nie lubi o tym mówić, zostanie odebrana negatywnie, ponieważ ona sama
                    (MM) nie umie sobie wyobrazić, że można taką postawę postrzegać inaczej. Tak mi
                    się widzi, że MM nie pytała o ojca, bo bardzo kochała swoją matkę, i pytanie o
                    ojca jest dla niej jednoznacznym dowodem na to, że matki się nie kocha...
                    Najnormalniej w świecie nie potrafi ZROZUMIEĆ swojej własnej bohaterki.
                    • verdana Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 13:03
                      A ja mam inne wrazenie. Jestm przekonana, ze MM to Laura.
                      Laura, ktora buntujac się w mlodosci, zrozumiala po latach, ze matka
                      byla święta, a ona wyrodna. I że matka miała rację.
                      gdyby MM byla Pyza, watek "ojca, ktory się zmył" nie przewijałby się
                      obsesyjnie przez większość jej książek.
                    • lezbobimbo Re: O Gabie i Mili, rozwodach i zalobach Zezycjady 19.07.09, 13:43
                      anutek115 napisała:

                      > verdana napisała:
                      >
                      > > Problem w tym, ze jak mi się wydaje MM naprawde wierzy w to, ze
                      > > Gabriela jest dobra matką. I obawiam się, ze Gabriela jest w
                      > > rzeczywistosci matka MM. I stąd to uwielbienie...
                      >
                      > Ekhm, no więc ja odnosiłam juz od bardzo dawna podobne wrażenie, tylko się
                      > wypowiedzieć nie smiałam ;-). Pewnie nie do końca jest to mama MM,

                      Ja z kolei mam wrazenie, ze te odautorskie pochwaly, peany i Mniszkównowate
                      superlatywy na temat Gaby doroslej to owszem, wlasnie peany MM na czesc jej
                      wlasnej mamy i instytucji macierzy w ogole (jaka jest moja matka? Najlepsza itd)
                      i ze w Gabe zaplatala troche traumy porozwodowej swej mamy, ale jeszcze bardziej
                      swoja wlasna zalobe po ojczaszku. Do opisana traumy porozwodowej sluzyla jej tez
                      kiedys ciocia Wiesia, ale w latach 70ych opisana jako normalna w sumie kobita,
                      nie az taka galareta, cieszaca
                      sie nawet chwila obecna mimo swiezego rozwodu.
                      Niestety okolo Noelki MM postanowila nam zrobic bis z tej traumy, a wlasciwie
                      wlasnej zaloby, i niestety
                      zaplatala w to Gabe, ktora jest zupelnie inna, zamaszysta i przeklinajaca osoba
                      w OwR. I jeszcze Gabie dopisuje te peany.. No i tak cierpimy wszyscy teraz ;P

                      Peany sama tez Gaba w myslach, slowach i czynach produkuje na czesc meznie
                      odchodzacej, krysztalowo ironicznej i twardzielskiej kostuchny Mili. Jesli w
                      Jezycjadzie jest portret doslowny matki MM, to mysle ze to raczej Mila wlasnie
                      (sprawnosc w robotach domowych i brak rozczulenia), a Gaba sluzy jednoczesnie
                      jako wzor matek
                      (na czesc matki MM) oraz wzor roztrzesionej galarety po jakims
                      facecie dawno temu (tutaj sie domyslam, ze ta galareta to raczej sama MM
                      po porzuceniu przez ojca).
                      Laura zas napisana zostala na zlosc Gabie, ale przede wszystkim po to, aby
                      pokazac jak nie ma racji Laura a jak dobruchna i swieta sa awatary matczyne Gaba
                      i Mila, od samej Noelki tworzacej zarzuty przeciwko malej Tygrysiczce. Tylko ze
                      MM jest tak nieprofesjonalna pisarka, ze sie jej nie udalo, etykietki i
                      superlatywy powiewaja na wietrze jak obelgi dla zywych ludzi, a Gaba i Mila
                      wyszly na toksyczne babony dreczace dziecko za przewiny jakiegos dawno nie
                      liczacego sie faceta.

                      ale im dłuże> j> czytam Jeżycjadę, tym silniejsze mam wrażenie, że MM nie
                      wyrazała chęci poznania> prawdy o swoim ojcu (jak Oyza), że mama MM milkła
                      kamiennie, i jesli nawet nie> płakała, to i tak dawała do zrozumienia, jak
                      bardzo jej temat jej byłego męża
                      > jest niemiły, więc dzieci o to nie pytały, by nie zrobic mamusi przykrości,

                      Nie calkiem to prawda. MM wlasnie dobrze znala swego ojca, rozwiodl sie z jej
                      mama dopiero gdy MM byla w klasie maturalnej. MM w swych wspomnieniach TRS
                      opisuje klase te jako "najczarniejszy okres w zyciu mej rodziny" oraz opisuje jaka
                      potworna z tego tytulu miala depresje, ze az w szkole we lzach chodzila i
                      chciala umrzec jak stoi (mam wrazenie, ze moze nawet wieksza odczuwala zalobe niz
                      jej mama, majaca wszak dorastajace dzieci i prace na glowie). Poza tym MM
                      starannie usunela jakiekolwiek wiadomosci o swym ojcu z TRS, nigdy nie pisze jak
                      sie nazywal, kim byl, ani jak poderwal jej mame, ani jak sie zakochali i
                      pobrali, chociaz to pisze o wszystkich innych czlonkach rodziny. Nie ma ani
                      jednego zdjecia. MM pisze tak, jakby tuz po wojnie jej samotna mama zaszla
                      wiatropylnie i partenogenetycznie wyluskala z siebie MM i Stasia B, chociaz
                      traumatyczny Rozwod i Porzucenie Dzieci nastapilo dopiero kilkanascie lat pozniej.
                      Dlatego twierdze, ze cala galareta i plaksiwosc Gaby to nieskonczona zaloba
                      nastoletniej MM po jej wlasnym ojcu, i nawet w czesci to nie jest trauma
                      rozwodowa jej mamy (te traume przezyla juz chlipiaco-chichoczaca Wiesia)
                      Mysle tez, ze zaryczane milczenie Gaby i brak odpowiedzi dzieciom to moze byc
                      milczenie samej MM na temat jej wlasnego ojca, kiedy jej dzieci pewnie o dziadka
                      biologicznego pytaly. Sama mama MM (sprobujcie to szybko powiedziec;) pewnie cos
                      tam szorstko odpowiadala i zmieniala temat, ale nie sadze, zeby slozy do teraz
                      ronila (jak Mila). Nie wiem nawet, czy sama matka MM tez podziela ten poglad MM,
                      ze rozwod to gorszy od smierci (dlatego w Jezycjadzie tylu wdowcow i pólsierot a
                      nie zwyczajnych rozwodnikow).
                      • anutek115 Re: O Gabie i Mili, rozwodach i zalobach Zezycjad 19.07.09, 14:10
                        lezbobimbo napisała:

                        > Nie calkiem to prawda. MM wlasnie dobrze znala swego ojca, rozwiodl sie
                        > z jej
                        > mama dopiero gdy MM byla w klasie maturalnej. MM w swych wspomnieniach TRS
                        > opisuje klase te jako "najczarniejszy okres w zyciu mej rodziny" oraz opisuje j
                        > aka
                        > potworna z tego tytulu miala depresje, ze az w szkole we lzach chodzila i
                        > chciala umrzec jak stoi (mam wrazenie, ze moze nawet wieksza odczuwala zalobe n
                        > iz
                        > jej mama, majaca wszak dorastajace dzieci i prace na glowie).

                        A widzisz. Ja czytałam "Tym razem serio" raz, dawno temu, pamiętam te wzmianki o
                        najczarniejszym okresie, ale tak to było opisane, że nie do końca zrozumiałam, z
                        jakiego powodu ten czarny okres. Miałam wrażenie, że to jakas silna depresja,
                        zwiazana z wiekiem dojrzewania na przykład, albo z bardzo nieszczęśliwa miłością...

                        Natomiast co do rozwodu rodziców MM to faktycznie, dokładnie tak jak piszesz,
                        odniosłam wrażenie, że miało to miejsce we wczesnym dzieciństwie autorki i że
                        ona swojego ojca własciwie nie pamięta/słabo pamięta, i że on jej specjalnie nie
                        interesuje. Cisza nad tą trumną, tak to odbierałam.

                        I w zwiazku z tym:
                        cala galareta i plaksiwosc Gaby to nieskonczona zaloba
                        > nastoletniej MM po jej wlasnym ojcu, i nawet w czesci to nie jest trauma
                        > rozwodowa jej mamy (te traume przezyla juz chlipiaco-chichoczaca Wiesia)
                        > Mysle tez, ze zaryczane milczenie Gaby i brak odpowiedzi dzieciom to moze byc
                        > milczenie samej MM na temat jej wlasnego ojca, kiedy jej dzieci pewnie o dziadk
                        > a
                        > biologicznego pytaly. Sama mama MM (sprobujcie to szybko powiedziec;) pewnie co
                        > s
                        > tam szorstko odpowiadala i zmieniala temat, ale nie sadze, zeby slozy do teraz
                        > ronila (jak Mila).

                        ... podejrzewam, ze możesz miec całkowitą rację. W swietle takiech spostrzeżeń i
                        informacji twoja koncepcja wyglada bardzo, ale to bardzo prawdopodobnie.
          • the_dzidka Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 19:53
            > I tak właśnie się doczekałam,analizy mojej wypowiedzi przez
            > lezbobimbo,ale nie bój żaby nie zabiorę swoich zabawek i nie
            obrażę
            > się mimo że zostanę przy swoim zdaniu!

            Kobieto, no ja mam nadzieję! Osobiście mam już dosyć obrażalskich
            smętnych lelij (także w życiu codziennym). Bardzo się cieszę, że
            zostajesz przy swoim zdaniu! :)))
            Buzi!
            • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 20:53
              Nie można odmówic racji wszystkim argumentom za tym że gaba oraz jej rodzina
              robiła w sumie krzywdę dla dzieci ze szczególniym uwzględnieniem Laury - mimo
              wszystko wydawało mi się ze tak bardzo jednoznaczna opinia jest nieco krzywdząca
              dlatego że zdarzają sie takie postawy.
              Prawdę mowiąc w pewien sposób to co spotkało Gabe przypomina mi nieco zycie
              mojej siostry - szaleńcza miłość, ślub w wieku 21 lat - owszem także niechęć
              rodziców nie ukrywam że moja też do wybranka - dla mnie był to typowy bawidamek,
              wyjazd za chlebem do Niemiec ciąża, chrzciny ostatni moment w ktorym ojciec
              widział syna wyjazd na drugi dzień po chrzcinach no i cisza pozostawienie bez
              środków do życia w sumie młodej dziewczyny z dzieckiem na ręku. Była pomoc
              rodziny i niechęć do byłego zięcia, szwagra etc. - persona non grata, dziecko
              wypieszczone no bo skrzywdzone przez dizadkow, matkę ani słowa o nieobecnym -
              co prawda nie było analizy cech fizycznych.
              Kilka lat mieszkania na garnuszku rodziców no cóż potem trochę juz inny los
              niz u Borejków bo przeprowadzka do innego miasta , swoje mieszkanie - ale jedna
              rzecz wspólna z Gabą - tez kilkakrotnie pamiętam rozmawiałem z siostrą, dziecko
              pójdzie do szkoły i to koledzy zapytaja się a co robi twoj tato - - jednak o ile
              wiem nie było takiej rozmowy też tego nie rozumialem ale uciekała kompletnie od
              tego tematu, ojciec pojawił sie pierwszy raz gdy chlopak miał juz chyba 10 lat,
              podobnie jak Pyziak po prostu przyjechał, wziął chłopaka z soba trochę na
              wczasy troche do dziadków - opisuje to oczywiście w skrócie - o czym rozmawiali
              to chyba do dzisiaj nie wiadomo bo dzieciak z tego co wiem nawet matce nie
              przyznał się - w kazdym bądż razie od tego momentu sam nie chce ani słyszec o
              ojcu jedyna reakcja to jego niechęć do wszystkiego co jest związane z Niemcami
              - bo tam mieszka ojciec, jedynym elementem wiążącym z ojcem jest to ze od czasu
              do czasu odwiedza drugich dziadków - rodziców jego ojca bo mieszkają niedaleko.
              na pewno wszystkiego nie wiem - ale wiem ze nie bylo rozmów o nieobecnym ojcu -
              siostra drugi raz nie wyszła za mąż i zdaje mi sie ze ciągle ma traume po tym
              małżenstwie - nie umiała się związać z nikim, syn ma teraz prawie 17 lat, bardzo
              spokojny i zrównowazony chłopak, dobrze się uczy zero problemów wychowawczych,
              zero alkoholu ani innych uzywek, dobrze gotuje - jak tu nie mówić o genach -
              ojciec był świetnym kucharzem własnie w ten sposób zarabiał w Niemczech - ale
              praktycznie zero wspomnień o ojcu.
              Jeszcze raz podkreślę nie wiem tak naprawdę czy matka z synem nie rozmawiała ,
              wiem że nawet na sugestie dotyczące potrzeby takiej rozmowy odpowiadała tak jak
              Gaba - no i co mozna było zrobić nie ukrywam że troche to też przezywałem bo to
              jedyna siostra i jeszcze sporo młodsza więc co by tu nie mówić bardzo kochana -
              wykorzystywała to zreszta będąc dzieckiem :-))) - zawsze bałem się że będą
              problemy z chłopakiem - ale ich nie ma jak do tej pory.
              Dlatego w jakis sposób rozumiem albo wydaje mi się że rozumiem powieściową Gabę
              - może czasem życie jest jeszcze bardziej skomplikowane?
              • dakota77 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:02
                Andrzeju. Po raz kolejny- nie, nie uwazamy, ze takie sytuacje jak Gaby w zyciu
                sie nie zdarzaja. Nie uwazamy, ze nieprawdopodobne jest takie zamkniecie sie w
                sobie, ucieczka od problemu. Owszem, tak najlatwiej zrobic. No coz, ludzie
                popelniaja bledy. Tylko widzisz, problem polega na tym, ze MM nie uwaza, ze Gaba
                popelnila bledy. Ona uwaza, ze Gaba jest naj zawsze cudowna, ze jest genialna
                matka. I to, ze taka postawa wobec dziecka ani razu nie zostaje skomentowana
                jako blad to jest to, co razi w Jezycjadzie.
                • aganoreg Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:15
                  Dakota juz wyluszczyla (podziwiam Cie Dakoto dzisiaj) po raz kolejny, a ja tylko poprzec chce.

                  Co innego postac literacka, co innego komentarz odautorski. I ten pierwszy rozmija sie bardzo z drugim. No po prostu - Gaba bylaby nawet sympatyczna, gdyby nie te ciagle wzdychanie, jaka ona madra (zwlaszcza w Sprezynie - szkoda, ze liczac wszystkie "mile" nie policzylam "madrych"). Naprawde, do popelniajacej bledy osoby mam duzo wyrozumialosci. Gdy ktos taki stawiany jest na piedestale jako ten wzorzec do nasladowania - tego nie potrafie zrozumiec.
                  • dakota77 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:18
                    Aganoreg, ja juz dzisiaj ledwo zipie:). Uwielbiam dyskutowac tak bardzo, ze
                    robie to pomimo dajacych mi sie we znaki zatok, ale juz lekko wysiadam;-).
                    Troche meczy powtarzanie po raz n-ty tych samych rzeczy, kiedy nie trafiaja do
                    celu;-P
                    • aganoreg Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:20
                      dakota77 napisała:

                      > Aganoreg, ja juz dzisiaj ledwo zipie:). Uwielbiam dyskutowac tak bardzo, ze
                      > robie to pomimo dajacych mi sie we znaki zatok, ale juz lekko wysiadam;-).
                      > Troche meczy powtarzanie po raz n-ty tych samych rzeczy, kiedy nie trafiaja do
                      > celu;-P

                      Doskonale rozumiem, ja dzisiaj siedze i statystyke robie, a Sprezyne prawie na
                      pamiec znam :D A mam zapalenie spojowek ;)

                      Za to w dyskusje sie nie wdaje, bo spac musze isc w miare wczesnie.
                      • dakota77 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:21
                        O, to ty masz jeszcze gorzej. Nie przemeczaj prosze az tak oczu dla fobra forum:)
                • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:54
                  Zdaje sobie sprawę że po raz którys z kolei powtarzam się z podobnym problemem
                  może dlatego że uważam że autor ma prawo uważać postać stworzoną przez siebie za
                  idealną - po prostu cos mi się wydaje że chciała mimo wszystko stworzyć wzorzec
                  - to że ten wzorzec nie wyszedł to chyba juz nie powinno być żadnym motywem
                  dyskusji podobnie jak to że autorka nie daje nigdzie odczuć że taka postawa jest
                  błędna.
                  Ale jak sama piszesz takie postawy zdarzają się realnie w życiu i prawdę
                  mowiąc bardziej mnie to interesuje niz to że autorka nie chce lub z jakiś
                  przyczyn nie może przyznać się że nie jest to wzór do naśladowania -
                  • dakota77 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:57
                    Skoro te zyciowe przypadki interesuja nie bardziej niz postawa Gaby, to chyba
                    niepotrzebnie bierzesz udzial w tej dyskusji;-)
                    Dlaczego to, ze MM zawalila totalnie sprawe z tym swoim wzorcem matczynej
                    swietosci nie powinno byc, jak piszesz, motywem do dyskusji? Bo czegos tu nie
                    rozumiem?
                    • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 22:01
                      dakota77 napisała:

                      > Dlaczego to, ze MM zawalila totalnie sprawe z tym swoim wzorcem matczynej
                      > swietosci nie powinno byc, jak piszesz, motywem do dyskusji? Bo czegos tu nie
                      > rozumiem?

                      Bo co do tego panuje powszechna zgodność - więc jest to ciągłe powtarzanie tych
                      samych argumentów.
                      • paszczakowna1 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 22:20
                        > > Dlaczego to, ze MM zawalila totalnie sprawe z tym swoim wzorcem matczynej
                        > > swietosci nie powinno byc, jak piszesz, motywem do dyskusji? Bo czegos t
                        > u nie
                        > > rozumiem?
                        >
                        > Bo co do tego panuje powszechna zgodność - więc jest to ciągłe powtarzanie tyc
                        > h
                        > samych argumentów.

                        A ja mam w tej kwestii coś nowego (chyba) do powiedzenia. Mnie się wydaje, ze
                        rozumiem przesłanie MM w kwestii Laura-Gaba. Nie wierzę mianowicie, żeby MM nie
                        zdawała sobie sprawę, że np. przymykanie oczu na kradzież (a może i milczenie o
                        ojcu, kto wie) jest błędem wychowawczym. Otóż, mam wrażenie, że MM usiłowała
                        przekazać, że jak atmosfera w domu jest dobra i rodzina kochająca, to takie
                        błędy nie mają znaczenia, bo i tak dziecko wyrośnie na przyzwoitego człowieka.

                        No i dobrze, to nawet w większości przypadków może być prawda. Tyle tylko, że
                        autorka pokazuje nam upadki na pierwszym planie, a ta miłość i dobra atmosfera
                        pozostaje w warstwie deklaratywnej, i jakoś tak do nas za bardzo nie trafia. Co
                        MM wie. Stąd też z tomu na tom coraz bardziej paniczne zapewnianie o świętości Gaby.
                        • andrzej585858 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 22:34
                          A to jest akurat hipoteza co do której jak najbardziej mogę się zgodzić - troche
                          rozszerza spektrum odbioru poza jednoznacznym negatywnym odbiorem literackiej
                          postaci no i interpretacją.
                          • aganoreg Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 22:41
                            Jest takie zdanie:

                            Czuje, ze jestes dobry, wiem, ze jestes madry i wierze, ze potrafisz sam dorosnac.

                            I zaraz odpowiedz Ignasia (w myslach): dobrze by bylo, gdyby on sam w to mogl
                            wierzyc.

                            Nie ma co ukrywac, kazdy z nas przez to przechodzil - wsparcie rodziny bardzo
                            sie przydaje, gdy nastolatek ma problemy i watpliwosci. Gaba byla "samodzielna,
                            zapracowana, wiecznie zaczytana i niezlomnie oddana wszystkim wokol". To chyba
                            nie jest idealna sytuacja dla dzieci, a zwlaszcza Laury i Rozy.
                            • lezbobimbo Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 20.07.09, 06:21

                              aganoreg napisała:
                              > Czuje, ze jestes dobry, wiem, ze jestes madry i wierze, ze potrafisz sam dorosnac.

                              Czy cos takiego ladnego czy krzepiacego mowila Gaba kiedys Laurze? Ach, pomarzyc.

                              Na temat kradziezy wypowiada sie do Mili "coz to takiego!".
                              Na temat zas dorastania tygrysiego Gaba czuje paniczny strach - a to Laura nie
                              pachnie juz dzieckiem (tylko perfumami ciotek) a to Laura ma pomalowane rzesy
                              (wychodzi wg Gaby, ze hojne czestowanie sie perfumami ciotek nie jest zle, tylko
                              samo niepachnienie jak dziecko).
                              Przy innej okazji ktoras z corek Gabowych, prawdopodobnie Pyza? a moze Laura?
                              sama opowiada sobie w myslach w jednej z ksiazek, ze ostatnio ktos ukradl babci
                              portmonetke w tramwaju, wiec rodzina jest zmartwiona i ma problem finansowy
                              (poszly w dal tantiemy teatralne..) ale klasa Laury to juz problemu zadnego nie
                              miala.

                              W dodatku Laura spokojnie sobie w NiN mysli cos na ksztalt "mama powiedziala, ze
                              obmysli straszna kare" (za to "nic takiego"), ale Laura i tak wie, ze mama jak
                              zwykle pomysli i straszna kara rozejdzie sie po kosciach.
                              Laura wiec dorosnie sobie sama i wcale nie wyrosnie na wyrachowana spryciule..
            • doratos Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:20
              Dzięki za to że nie widzisz we mnie leliji dzidko,z moją posturą
              trudno mnie za taką uznać już raczej baobabem możesz mnie nazwać!
              Wracając do mojej ukochanej postaci kobiecej,czyli Gaby!Ha!
              Piszesz werdano że dobra matka stara się rozwijać czytając poradniki
              i chodząc do specjalistów,czasem jednak nie ma czasu,pieniędzy ani
              możliwości,a ile ich jest tych poradników i specjalistów tyle opcji
              wychowania!
              I to że się jest matką popełniającą błędy,to nie znaczy że się nie
              kocha dziecka,nadal twierdzę że Gaba Laurę kochała najmocniej!
              Może i MM odwzorowała w Gabie swoją dzielną matkę ale zarówno
              pisarze jak i malarze często daja swoim bohaterom cechy i wygląd
              najbliższych.
              Mnie ta Gaba z KK najbardziej się podobała,i z OWR,że potem się
              zmieniła to takie jest życie,no fajnie by było jak by była nadal
              taka zamaszysta i praktyczna,ale byłaby to już inna Gaba nie
              Musierowiczowska!
              Pani MM stworzyła sobie taki świat w którym trudności się pokonuje,
              ludzie nie zawsze są idealni ale za to jacy sympatyczni,tam u nich
              wystarczy nieraz wypłakać się na ramieniu siostry żeby było lepiej!
              Mi taki świat pasi,i nie będę go zagrzebywać analizą i rozkładaniem
              na czynniki pierwsze!
              No będę takim adwokatem broniącym swoją piersią,a mam ją potężną,
              i takim określeniem może nie z pornografii ale erotyki żartobliwej
              na dziś skończę!Cześć i czołem,kluski z rosołem!
              • dakota77 Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:23
                No ale gdzie w Jezycjadzie mozna wyplakac sie na ramieniu siostry, skoro siostry
                nie mozna zapytac, po czym poznaje sie prawdziwa milosc, zeby od razu nie
                napadla na czlowieka z zarzutami, ze jej sie rany rozdrapuje?:)
                • aganoreg Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:25
                  dakota77 napisała:

                  > No ale gdzie w Jezycjadzie mozna wyplakac sie na ramieniu siostry, skoro siostr
                  > y
                  > nie mozna zapytac, po czym poznaje sie prawdziwa milosc, zeby od razu nie
                  > napadla na czlowieka z zarzutami, ze jej sie rany rozdrapuje?:)


                  Cytaty odniosnie lez Anutek pieknie zebrala :) A ja juz chyba faktycznie
                  powinnam isc sobie...
              • verdana Re: O Gabie nieudolnych słów kilka 19.07.09, 21:53
                Ależ sama milość do dziecka nie czyni z nikogo dobrej matki. Mozna
                dziecko kochac i nisczyć je systematycznie. Mozna, co wiem bo znam
                tski przypadek - doprowadzic do proby samobojczej i leczenia
                psychiatrycznego.
                A brak kasy i czasu ns pecjalistow? No cóż - jak by dzecko chorowalo
                i matka oswiadczyla"nie mam czasu i mozliwosci go leczyć"- to raczej
                nie bylby OK -prawda? Tymczasem gdy dziecko ma powazne klopoty - to
                uznajesz, ze mozna powiedzeć"nie mam czasu, aby rozwiazywac problemy
                dziecka" i być nadal dobrą matką? Bo psychika nieważna jet, byle
                cialo bylo zdrowe.
                Żadnych trudnosci Gaba nie rozwiazuje - zamiata je pod dywan i tak
                naprawde wymaga, aby jej tym nie obciążać.
          • the_dzidka Doratos, kochana 19.07.09, 22:07
            Jeżeli mogę Cię prosić - zacznij stosować znaki interpukcyjne i
            spacje. Czytając Ciebie, pierwsze co się odczuwa, to irytacja: "Na
            litość boską, nie mogę zrozumieć, o czym ta kobieta pisze!" Ja się
            gubię...
            • doratos Re: Doratos, kochana 21.07.09, 17:09
              Dzidko masz rację tylko że ja zwyczajnie nie potrafię tak operować
              klawiszami jak wy!
              Internet mam od dwóch miesięcy,w dodatku na spółkę z trzema
              nastolatkami płci męskiej,postaram się nauczyć,na razie przymykajcie
              oczy na moje błędy!
              O chyba to prośba na wyrost bo tu się raczej krytykuje a nie
              przymyka oczy w imię idei.
              Mówi się trudno i kocha się dalej,mimo że tak bardzo się różnię w
              poglądach,od dawna się tak świetnie nie bawiłam!
              Ktoś mi zarzucił że zmieniłam nastawienie,nieprawda mnie się
              przedewszystkim spodobała dyskusja,bo nie mam okazji dyskutować o
              książkach w realu!
              Gaba podoba mi się nie za poszczególne cechy,ale za ogólny zarys.
              Pewnie że nie jest idealna,chciałybyście żeby była?
              To dopiero byłaby nuda!
              Chyba też poszukam cytatów!Pozdrawiam czule!
              • dakota77 Re: Doratos, kochana 21.07.09, 17:13
                doratos napisała:

                >na razie przymykajcie oczy na moje błędy!
                > O chyba to prośba na wyrost bo tu się raczej krytykuje a nie
                > przymyka oczy w imię idei.

                Hmm, a ta szpila na pewno byla potrzebna? Slodzisz i wbijasz szpile w tym samym
                poscie. W tym samym zreszta, w ktorym twierdzisz, ze nie zmieniasz zdania o
                forum co chwile.
                • doratos Re: Doratos, kochana 22.07.09, 16:21
                  To było raczej ironicznie i żartobliwie,taką mam przekorną
                  naturę,raz słodzę a raz trochę pieprzu!
                  A ty dakota nie łap mnie tak za słówka,i nie doszukuj się drugiego
                  dna!
                  A czasem szpila się przydaje żeby rozruszać towarzystwo,ta szpila od
                  noidy chyba była bardzo potrzebna wam.
                  • verdana Re: Doratos, kochana 22.07.09, 17:30
                    To bedzie szpila i troche pieprzu - bo ja tez tak mam.
                    Rozumiem, ze masz internt niedawno i nie umiesz korzystac z
                    klawiatury. Ale jak sądze, czytac umiesz już wiele lat - więc
                    czytanie ze zrozumieniem sie klania.
                    Nikt tu nie chce "idealnej Gaby" i nie o tym jest dyskusja cala.
                    Dyskusja toczy się o tym, ze osobe zdecydowanie nieidealną autorka
                    przedstawia jako niedoscigly wzór matki, zeony i kobiety, uznająć
                    wlasnie, ze jest absolutnie idealna...
                  • lezbobimbo Re: Doratos, kochana 22.07.09, 18:04
                    Doratos, badz laskawa i nie roznos szpili z jednego watku na reszte forum.
                    Skoro stawiasz sie po raz kolejny w opozycji do jakis "Wam" to jak mamy Cie
                    zaliczac do TWA? Zdecyduj sie raz wreszcie. Czy chcesz szpile wbijac w tlum, czy
                    byc wielbiona przez tenze tlum?
                    • doratos Re: Doratos, kochana 02.08.09, 20:36
                      Toteż to nie była szpila a raczej ironia,
                      żartobliwa,taka tycia igiełka..

                      stawiam się tylko w opozycji do uważających Gabę za złą matkę,
                      MM może i podkreśla jej pozytywne cechy,ale pisarz
                      często umieszcza takie przypominajki dla osób
                      czytających książkę po raz pierwszy,żeby wiedzieli o co chodzi,
                      dla tych co przeczytali wszystkie poprzednie części,
                      to fakt jest to denerwujące.

                      gdy weszłam na słodką oficjalną stronę
                      pomyślałam sobie że i tak żle i tak niedobrze!

                      A twierdzenie noidy o TWA potraktowałam
                      z przymrużeniem oka
                      chyba nikt nie pomyślał sobie
                      że TWA to prawdziwy twór!

                      Nie chcę ani być wielbiona ani szpilić tłum,
                      weszłam tu tylko dla dyskusji o książkach,
                      zwiedziona tytułem fani MM!
                      (więc noida miała trochę racji)

                      Spodobało mi się tu to zostałam(uch niech mnie ktoś przegoni!)
                      mimo że nie mam takiego zdania jak wy!

                      Odnośnie MM czasem się zgadzam z krytyką,a czasem nie,
                      a przenoszeniu sporów z jednego wątku do drugiego
                      raczej nie dawało się tu unikać jeszcze długo przedemną.

                      Czytam ze zrozumieniem,
                      ale nieraz przekornie wyłapuję coś między wierszami
                      bo mnie też to robiono,
                      jak się okazuje trzeba bardzo uważać
                      co się pisze bo o ile osoby się znające dłużej-
                      mogą powiedzieć coś do słuchu,kontrowersyjnego drugiej
                      i ona się za to nie obrazi bo wie co się za tymi słowami kryje!(jaka
                      osoba,i widzi ją w całości).
                      Natomiast nowe osoby nie są znane za całokształt,
                      a tylko z kilku postów,
                      i nie znając drugiego człowieka
                      (przed beczką soli)
                      można go źle zrozumieć!A to boli jak
                      Gabę stalowe oczki!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka