Dodaj do ulubionych

Wakacje Pyzy i Tygryska

26.08.09, 12:19
Dziwi mnie trochę, że w dwóch tomach pod rząd " Dziecko Piątku" i "
Nutria i Nerwus" Gabrysia żali się, że jej córki nie są na
wakacjach. A od czego są różnorakie kolonie czy obozy ? Czy to taki
problem wysłać na nie dzieci ? Czy trzeba koniecznie wciskać je na
chama młodszej siostrze? A dziadkowie Borejkowie niby dlaczego ich
nie wzięli ze sobą ?
Aha a propos wakacji w Pobiedziskach- jak myślicie czy pp
Jankowiakowie utrzymują przez 2 miesiące dziewczynki ze swojej
emerytury czy Gabrysia płaci za nie?
Obserwuj wątek
    • jamniczysko Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 26.08.09, 12:27
      Nie z emerytury!
      Jankowiakowie mieli w "Nutrii i Nerwusie" sklep warzywniczy przy
      domu, o ile dobrze pamiętam...
    • iwoniaw Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 26.08.09, 14:05
      Ja myślę, że Gaba nie płaci za nie, bo w końcu "ile takie dzieci zjedzą".
      Zresztą gdy posłała je z Nutrią zapewniając, że się jej do wojaży dorzuci (to
      niby miał być bonus, jeśli N. zabierze siostrzenice, nie jakaś
      oczywistość, że dzieciom potrzeba środków!), to efekt, był taki, iż po zakupie
      chipsów, soczków i mleka w porfelu N. było widać dno, a w planach miały przecież
      2-tygodniowy (?) pobyt nad morzem w ogródku u Anieli - więc jak myślisz, gdzie
      zamierzały się stołować? U Bernarda po starej znajomości za darmo?

      Mnie w ogóle dziwi, że Gaba, pracując na uczelni - i mając tym samym więcej niż
      te 26 dni urlopu na rok, ponadto nie będąc zmuszona go wykorzystywać np. na
      opiekę nad dziećmi w podbramkowych sytuacjach, nie zajmuje się nimi na wakacjach
      - zabierając je gdzieś lub nie (w końcu w mieście też ma się jakieś opcje, skoro
      fundusze mocno ograniczone) Nie mówię, gdy leży chora po porodzie, ale w DP np.?
      • jeriomina Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 26.08.09, 14:08
        W DP ona mdleje bo w ciąży, więc też nigdzie nie pojedzie;-)
        • verdana Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 26.08.09, 14:12
          A ja w ogóle się zastanawiam, jak mozna zostawić chore dziecko u
          ludzi, ktorzy wymagaja od obsypanej krostami dziewczynki zmywania.
          To nie tylko brak wrazliwosci, ale i bezmyslność.
          • lezbobimbo Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 26.08.09, 15:44
            verdana napisała:
            > A ja w ogóle się zastanawiam, jak mozna zostawić chore dziecko u
            > ludzi, ktorzy wymagaja od obsypanej krostami dziewczynki zmywania.
            > To nie tylko brak wrazliwosci, ale i bezmyslność.

            Skoro Gaba najlepsza z matek poslala ospujace dziecko conajmniej jedno w daleka
            podroz z przerazona owymi dziecmi siostra, to nic juz nie powinno dziwic (ale
            jak mialy wracac same zaledwie ze szkoly, to szalala paranoicznie jak najwieksza
            z nieufnych kwok).

            A co do wymagania od chorej dziewczynki zmywania, to pewnie taka staroswiecka
            hardosc gospodarzy co to nie uznaja jakiegos byle kwilenia - poki sie toto nie
            przewraca, to moze zmywac, a poza tym jakos musi odharowac to darmozarcie przez
            2 miesiace ;)
            • verdana Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 26.08.09, 15:54
              Ja bym rozumiała, gdyby dziecie mialo co innego. Ale wysypki ospowej
              moczyc w detergentach po prostu nie wolno. To juz nie jest
              postawa 'póki chodzisz, to nie marudź" - znam, znam... tylko
              ewidentne szkodzenie dziecku.
              • iwoniaw E no, z tym myciem to nie przesadzaj 26.08.09, 16:20
                - Laura w końcu nie została tam zatrudniona na etacie pomywaczki, tylko p. Marta
                chciała zatrzymać pod jakimś pretekstem dziewczynki, żeby Natalia z Filipem
                mogli dwa zdania zamienić bez ich towarzystwa.
                A Gaba na pewno nic nie wiedziała o tym, co dziewczynki tam robią, a co nie - i
                ten fakt jest dla mnie dużo bardziej niepokojący niż nawet potencjalnie
                niebezpieczne (ewentualne!) zamoczenie wysypki
                • lezbobimbo Re: E no, z tym myciem to nie przesadzaj 26.08.09, 16:32
                  iwoniaw napisała:
                  > A Gaba na pewno nic nie wiedziała o tym, co dziewczynki tam robią, a co nie -
                  i> ten fakt jest dla mnie dużo bardziej niepokojący niż nawet potencjalnie>
                  niebezpieczne (ewentualne!) zamoczenie wysypki

                  Ano. Wlasnie tego nie pojmuje w obecnosci poprzedniej jej paranoi na temat czy
                  dziewczynki sa w stanie aby wrocic same ze szkoly do domu i ogolnej kwokowatosci
                  - na temat Ignasia zwlaszcza.
                  Mam wrazenie ze Gabie kwokowatosc idzie sinusoidami - albo ekstremalnie
                  nadopiekuncza albo calkiem obojetna - co tam akurat MM sie pod klawiature nawinie..
                  • croyance Re: E no, z tym myciem to nie przesadzaj 31.08.09, 02:18
                    A nie, nie, to jest spojne akurat: nadopiekunczosc to zazwyczaj
                    kompensowanie braku emocjonalnego zaangazowania (cos jak gdy nie lubisz
                    kogos i jestes w stosunku do niego falszywie mila, milsza, niz do
                    reszty), znam z autopsji. Z jednej strony nadmierna kontrola, z drugiej
                    pustka, to sie nazywa schizofreniczna wiez :-D
    • mrowkencja Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 26.08.09, 19:42
      Powtórzę się (bom już kiedyś wspomniała), że...

      ... może ja jakąś bardzo zbuntowaną nastolatką nie byłam, ale największą
      masakrą, spapranymi wakacjami, nudą i porażką byłoby (bo mnie rodzice
      oszczędzali takich atrakcji) jako jedyny wyjazd wakacyjny
      "wakacje spędzone u zaprzyjaźnionych STARSZYCH państwa " i to w jakiejś
      dziurze (nic nie ujmując Pobiedziskom - sama pochodzę z małego miasteczka).

      Przecież dziewczyny miały wtedy 12-16 lat!
      A tu żadnych znajomych, chłopaków, koncertów, szaleństwo typu nocny wypad na
      dyskotekę, nad jezioro czy inne takie akcje:)

      Ja w tym wieku (ale może jestem odosobniona - wypowiedzcie się) uważałam się za
      najdoroślejszą na świecie i instalowanie mnie na 2 miesiące do pary emerytów -
      gdzie można sobie umilac czas zmywaniem spowodowałoby niezłą furię (gdzie bunt
      Laury - że się ją pakuje w taką akcję?!).

      W moje wakacje (a i podobnie u znajomych) jeździło się na obozy czy kolonie
      (kontakt z rówieśnikami!), a w wieku dorosłym (tj. ukończone lat 18:) królowały
      wypady ze znajomymi pod namiot itp).

      Podobnie nie wierzę, że uniwerek gdzie Gaba wszak pracuje (a i ojczym Grześ
      także) nie organizował koloni dla dzieci pracowników.
      • slotna Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 26.08.09, 22:42
        Hehe, to ja bym byla najszczesliwsza w swiecie, mogac spedzic cale wakacje u Jankowiakow - obozow NIENAWIDZILAM. Dostawalam bolu brzucha przed kazdym wyjazdem i modlilam sie, zeby tym razem bylo w miare... nie bylo. Nigdy. Jedynym wyjatkiem byly absolutnie spartanskie obozy jezdzieckie w zaprzyjazionej stajni, jezdzilam tam co roku, owszem ale zawsze do tego wysylano mnie na 1-2 dodatkowe wyjazdy. A to zeglarski, a to jakis tam inny - i cierpialam okrutnie. Wakacje u starszych panstwa, gdzie calymi dniami moglabym sie wylegiwac w ogrodku _czytajac_ksiazki_, bez zlosliwych zaczepek natretnych bezmozgowcow - to by bylo cos.

        Pyza na pewno byla zadowolona, pomagala tam w sklepie, sprzatala, odkurzala i w ogole wyreczala pania Marte, a Laura... hm, Laura przeciez kochala pana Broneczka :) Ale faktycznie dziwne to troche.
        • verdana Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 26.08.09, 22:49
          Obozów mozna nie znosic, sama tak miałam. Ale za to bardzo lubiałam
          wakacje z rodzicami. I starzy Borejkowie z dziećmi yjeżdżają - a
          Gabrysia nie. Rozumiem, ze gdy byla chora - ale wyglada na to, ze
          Gabrysię wakacje zaskakuja, jak nie przymierzajac zima w styczniu
          drogowców.
          • slotna Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 10:35
            A ja nie lubilam wakacji z rodzicami, bo nie znosilam mojego ojca. Z mama bylo fajnie, wyjechalismy tak dwa razy - raz nad morze, raz w gory, gdzie pozniej dojechal ojciec i atmosfera sie skisila. Ale w sumie idealnie tez nie bylo, bo zawsze darlam koty z bratem (chociaz bylo nie do porownania lepiej bez tatusia w okolicy, on strasznie nakrecal wszelkie zle emocje).
            Zreszta moim idealem wakacyjnym bylo cos, co mi sie nawet kiedys udalo czesciowo zrealizowac, niestety dopiero w wakacje po maturze: cale boze dnie w pobliskiej stajni z wydzierzawionym koniem. Rano robilam kanapki, jesli mi sie chcialo - a jesli nie, to pozniej zamawialam pizze, wsiadalam na rower i wio! Jezdzilam sobie po pare godzin dziennie, jesli mi sie chcialo, a jesli nie to nie (ale chcialo mi sie zawsze ;)), moglam robic co chcialam, bo kon byl prywatny, jak bylam zmeczona albo padal deszcz, to siedzialam na werandzie, gapilam co jakis czas na dzieciaki usilujace anglezowac i nie wjechac jeden drugiemu w tylek, i czytalam ksiazki. Ooo, jak bylo fajnie :)
            • lezbobimbo Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 17:25
              slotna napisała:
              > A ja nie lubilam wakacji z rodzicami, bo nie znosilam mojego ojca.

              To przykre :(
              Ale wracajac do ksiazek, Gaba ponoc swe dzieci kocha, moglaby z nimi skolko
              ugodno jezdzic skoro ma wakacje uniwersytecki, conajmniej caly sierpien! Cos tam
              nieskladnie mysli w NiNie, ze poniewaz Grzesia corki ignoruja, to przez to nie
              moze wysylac malych z nim na wakacje - i znowu zdziwienie tu moje nastepuje
              wielkie.
              Dlaczego sama do cholery nie pojedzie tez i dlaczego byle ignorowanie ma
              sprawic, ze nie da sie urlopu razem przeprowadzic? Przeciez wlasnie lepiej ze
              sie przyjaznie ignoruja, niz mieliby sie klocic caly czas!
              A moze wlasnie podczas takiego wspolnego wyjazdu Grzes, Gaba i dziewczynki by
              sie zaprzyjaznili bardziej - jak na firmowych teambuildingach hi hi hi :)

              > Zreszta moim idealem wakacyjnym bylo cos, co mi sie nawet kiedys udalo
              czesciow> o zrealizowac, niestety dopiero w wakacje po maturze: cale boze dnie w
              pobliski> ej stajni z wydzierzawionym koniem. Rano robilam kanapki, jesli mi sie
              chcialo
              > - a jesli nie, to pozniej zamawialam pizze, wsiadalam na rower i wio! Jezdzilam
              > sobie po pare godzin dziennie, jesli mi sie chcialo, a jesli nie to nie (ale c
              > hcialo mi sie zawsze ;)), moglam robic co chcialam, bo kon byl prywatny, jak by
              > lam zmeczona albo padal deszcz, to siedzialam na werandzie, gapilam co jakis cz
              > as na dzieciaki usilujace anglezowac i nie wjechac jeden drugiemu w tylek, i cz
              > ytalam ksiazki. Ooo, jak bylo fajnie :)

              Brzmi jak ideal wakacji moich rowniez :)))))
              Ach galopy po polnych drogach nad jezioro, ach wskakiwanie w ciuchach do jeziora
              i potem wysychanie w siodle :)))
              • kkokos Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 18:18
                > Dlaczego Gaba sama do cholery nie pojedzie tez?

                przecież ona nie może zostawić samych starszych państwa
                niedołężnych, by sobie bez niej staruszkowie nie poradzili ani
                fizycznie, ani emocjonalnie

                napisalam to złośliwie, a potem przypomniałąm sobie, jak po
                dwudniowej nieobecności gaby, która pojechałą zdaje się do warszawy
                odebrać natalię wracającą z cypru (?) ignac powiedział do swej
                najstarsej córki "nigdy już nie wyjeżdżaj" :(
                • dakota77 Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 18:22
                  No tak, w koncu porzucila ich na lata cale, starych i niedoleznych...
                  Ech, ta rodzina ma naprawde niezdrowe relacje.
                • ready4freddy Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 23:24
                  kkokos napisała:

                  > napisalam to złośliwie, a potem przypomniałąm sobie, jak po
                  > dwudniowej nieobecności gaby, która pojechałą zdaje się do warszawy
                  > odebrać natalię wracającą z cypru (?) ignac powiedział do swej
                  > najstarsej córki "nigdy już nie wyjeżdżaj" :(

                  ze niby nie mial racji? a prosze, ledwo sie Gabryjela ruszyla za miasto,
                  pchnieta Sprezyna Wydarzen, a tu od razu "reka, noga, mozg na scianie" :) stary
                  Ignac (jety szalem) wie, co mowi, hy hy :)
                  • meduza7 Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 28.08.09, 10:17
                    stary
                    > Ignac (jety szalem) wie, co mowi, hy hy :)

                    Bo to był szał proroczy!
                    • truscaveczka Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 30.08.09, 07:48
                      Prorocza to noc!
        • verte34 Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 28.08.09, 21:21
          Wakacje u st
          > arszych panstwa, gdzie calymi dniami moglabym sie wylegiwac w
          ogrodku _czytajac
          > _ksiazki_, bez zlosliwych zaczepek natretnych bezmozgowcow - to by
          bylo cos.
          O tak. Zdecydowanie wakacje moich marzeń. A do tego jeszcze
          atmosferyczny stary domek w zakątku j.w., małe senne miasteczko, w
          pobliżu las... Kwestia gustu i tyle. Dziewczynom też mogło to
          odpowiadać:)
      • jamniczysko Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 08:01
        Dziewczyny miały wtedy lat 10 i 13.
        • meduza7 Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 14:23
          A jedno z moich najprzyjemniejszych wspomnień wakacyjnych wiąże się z tym, jak
          to mając jakieś 14 lat jechałam na obóz, a moi rodzice z rodzeństwem na wczasy.
          I te wyjazdy trochę nam się rozmijały, wobec czego na trzy dni zostałam w domu
          prawie sama, tylko z dziadkami. A trzeba wspomnieć, że nasz dom był po
          borejkowsku zatłoczony: rodzice, dziadkowie i nas - wtedy - czworo, później
          pięcioro. To były trzy cudowne dni, pełne włóczenia się po mieście z koleżanką,
          bez natrętnych pytań: A gdzie idziesz? Kiedy wrócisz? A czy na pewno musisz tam
          iść? Wróć za godzinę, nie dłużej! Wolność...
          • mim_bla13 Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 14:38
            Ojejka, jakie ja zawsze miałam awantury za powrót 15 minut później;D
            chociaż przyznać musze ze to ja zawsze sobie wrzeszczałam na całe
            gardło że się mnie w domu tłamsi i ogranicza moje życie
            towarzyskie;P trudne dziecko;) może Laura z Pyzą sie nie buntowały,
            bo w Poznaniu i tak się nie spotykały ze znajomymi. Praktycznie cały
            czas spędzały w swoim towarzystwie, żadnych przyjaciółek, kumpli z
            podwórka, no dosłownie nic! Ja na wakacje nigdzie nie chciałam
            jeździć (jak miałam tak z 10 lat) bo na podwórku było ciekawiej niż
            na obozie czy u rodziny na wsi,a one?.
        • lezbobimbo Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 17:19
          jamniczysko napisała:
          > Dziewczyny miały wtedy lat 10 i 13.

          Wlasnie, tez chcialam dopisac, ze na pewno nie 16! Tylko o wiele mlodsze. Pyza w
          ogole jest dziecinna, jakby miala mniej od Laury :P

          A dziewczynkom moze sie podoba, ze sa z dala od domu i od
          nadopiekunczo-obojetnej Gabuni? :) Chociaz z jakimis sasiednimi kolezankami i
          urwisami pobiedziskowymi owszem moglyby sie zaprzyjaznic, i miec wakacyjne
          przygody jak z nastepnego Malomownego :) A nie siedziec jak monady w klatce
          szklanej ze starszymi..
          Przeciez to male miasteczko i sie znaja ludzie (bluzka cacuszko) no i
          Ogorzalkowie teatralno-biblioteczni tez znaja Gabe i jej potomstwo na pewno.
          • verdana Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 17:22
            Mam wrazenie jednak, ze wakacje z babcia Jedwabińską i jej
            małżonkiem musiały byc horrorem. Mnie sie widzi jakiś wojskowy dryl
            (on) z umoralniającymi gadkami(ona), a nie spokojne wakacje u milych
            starszych państwa.
            • lezbobimbo Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 17:29
              verdana napisała:

              > Mam wrazenie jednak, ze wakacje z babcia Jedwabińską i jej
              > małżonkiem musiały byc horrorem. Mnie sie widzi jakiś wojskowy dryl
              > (on) z umoralniającymi gadkami(ona), a nie spokojne wakacje u milych
              > starszych państwa.

              He he zgadzam sie :D ale na potrzeby watku przyjelismy zdaje sie, ze to
              zwyczajnie nudni starsi panstwo a nie te charakterki nieznosne, jakie
              przedstawila MM ;)
            • emae Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 17:31
              Hm, nie wiem, na jakiej podstawie...

              Myślę, że Róża i Laura mogły mieć tam koleżanki, do których chętnie wracały.
              Zauważcie, nie mamy żadnego opisu ani relacji z pobytu dziewczynek w
              Pobiedziskach (jeden dzień, i to dzień przyjazdu, to żadna relacja), wiemy za
              to, że dziewczynki lubiły tam jeździć i później jeszcze wielokrotnie tam
              jeździły. Chyba nie ze względu na wojskowy dryl albo umoralniające gadki?
              • verdana Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 17:34
                Ze wzgledu na to, ze MM uwaza starszych państwa z Pobiedzisk za
                uroczych. To nam się nie podobają...
                Nie wierze,ze w Pobiedziskach dziewczyny znajda kolezanki. Nie
                ta "sfera".
              • dakota77 Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 27.08.09, 17:39
                Nie, ze wzgledu na to, ze za darmo;-)
                A kolezanek jakos sobie nie wyobrazam, skoro w Poznaniu z nikim sie
                nie widywaly.
              • skrzydlate.bobry Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 28.08.09, 20:48
                Bardzo długo lubiłam jeździć na wakacje do moich dziadków. Na koloniach byłam
                raz i szczerze mi się to nie podobało. W dziadków na wsi można było mieć święty
                spokój, roboty nie było tak znowu dużo, a z kolei w towarzystwie stada
                rówieśników oraz dzieci młodszych a także starszych to dość się męczyłam cały
                rok szkolny, żeby jeszcze w wakacje mnie to ciągnęło. Jeśli Laura i Pyza nie są
                zanadto towarzyskie, to faktycznie mogły woleć Pobiedziska od kolonii, co jednak
                w niczym nie usprawiedliwia Gaby, która nie dawała im innego wyboru. W końcu
                nigdzie wyjazdy do Pobiedzisk nie są tłumaczone inaczej, jak brakiem pieniędzy.
                Brak wakacji z pełnym gronie rodzinnym, żeby się pointegrować, to też jakaś
                dziwność, chociaż może z drugiej strony to i lepiej, bo z integrowania na siłę
                Grzegorza z Laurą mogłaby wyjść jakaś grubsza zbrodnia.
        • ananke666 Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 28.08.09, 02:40
          jamniczysko napisała:

          > Dziewczyny miały wtedy lat 10 i 13.

          Tyle miały, gdy były _pierwszy_ raz. A były jeszcze kilka razy:
          CR:
          Własne córki Gabrieli - Pyza i Tygrysek - spędzały wakacje w Pobiedziskach, jak co roku zresztą. Państwo Jankowiakowie nie wyobrażali sobie lata bez dziewczynek. W marcu przychodziło zwykle formalne zaproszenie listowne, mające oddalić wszelkie skrupuły Gabrieli, która nie zniosłaby myśli, że sprawia komuś kłopot. Uroczysty list adresowany był zawsze do dziewczynek, więc nawet gdyby snuła jakieś inne plany wakacyjne, i tak nie miałaby szans na ich realizację. Ale innych planów nie było, bo nie było pieniędzy. Mogła córkom zafundować tylko przejazd do Pobiedzisk i dwa miesiące wakacji u zaprzyjaźnionych starszych państwa.

          Uderzyło mnie zdanie pod koniec. Ile Gabriela przeznaczała pieniędzy na dwa miesiące pobytu dwóch wyrośniętych panienek u zaprzyjaźnionych starszych państwa, skoro przejazd i dwumiesięczne utrzymanie wypadały o wiele taniej niż dwutygodniowe kolonie, do których, o ile pamiętam, zakłady pracy sporo dopłacały?
          • ananke666 Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 28.08.09, 03:22
            A co tam. Dalej czytamy:

            Wakacje w górach czy nad morzem w ogóle nie wchodziły w grę: za drogo!
            Dwie pensje uniwersyteckie plus liczne, lecz niestety drobne honoraria za
            publikacje, tłumaczenia, prace redakcyjne, korepetycje, a nawet pogadanki
            radiowe, to było zaledwie dość na stałe miesięczne wydatki.

            Dodajmy, że Gabriella posiada przyjaciółkę z własnym lokum nad morzem, a lokum
            przyjaciółki posiada kawałek gruntu, na którym można rozbić namiot...
            I tak sobie myślę, że znalezienie trzeciej, stosownie starszej, chętnej osoby,
            pilnującej, żeby bachorki nie pouciekały w nocy z owego namiotu - w zamian za
            darmowe noclegi nad morzem - to chyba średni problem.
            • verdana Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 28.08.09, 10:04
              Zarabiajac dokladnie tyle co Gaba (moze nawet mniej, bo pensje
              uniwersyteckie sa wyższe od PAN-owskich), bez problemu moglam tojgu
              dzieciom zapewnić dwutygodniowe wakacje. A starczało nawet na sporo
              wiecej.
              • ananke666 Re: Wakacje Pyzy i Tygryska 28.08.09, 11:45
                I Gabie powinno wystarczyć z tego prostego powodu, że ma z głowy największy
                comiesięczny wydatek: czynsz. Płaci zapewne tylko ułamek pełnej kwoty.
          • iwoniaw O, ten cytat ppotwierdza moją tezę, że 28.08.09, 14:45
            w kwestii wyzywienia panienek na wakacjach Gaba miała podejście "co takie
            dziecko zje", tzn. Jankowiakowie je karmili przy swoim stole.

            Swoją drogą, na co Gaba wydaje te wszystkie pieniądze? W domu opróćz jej dzieci
            i Pulpy same dorosłe osoby zarabiające lub mające emeryturę (lub to i to), więc
            sądzę, że rachunki stałe są jakoś podzielone, na wakacje nie wydają, samochód
            też dopiero w ostatnich tomach Grześ zanabył. O, Grześ też przecież ma jakąś
            pensję, nie wspominaną w wyliczance dochodów, czyżby rozdzielność majątkową mieli?

            No i najbardziej dziwi mnie to, że Gaba chciała dziewczynki z kims
            wysłać
            , a nie jechać z nimi. Najbardziej kuriozalne wydaje mi się, że
            rozważała opcję "dziewczynki z Grzesiem" sama nie zamierzając jechać z własnymi
            dziećmi i własnym mężem jednocześnie...
            • mama_kotula Re: O, ten cytat ppotwierdza moją tezę, że 28.08.09, 15:17
              CytatNo i najbardziej dziwi mnie to, że Gaba chciała dziewczynki z kims wysłać, a nie jechać z nimi. Najbardziej kuriozalne wydaje mi się, że rozważała opcję "dziewczynki z Grzesiem" sama nie zamierzając jechać z własnymi dziećmi i własnym mężem jednocześnie...

              O rany, jak ja marzę o tym, aby dzieci z kimś wysłać choćby na tydzień, najlepiej od dzisiaj :P
              Albo najlepiej pozbyć się wszystkich z domu i przez dwa tygodnie się poopierdzielać SAMA, samiutka w kompletnej ciszy, robiąc NIC.
              • iwoniaw I robisz tak? 28.08.09, 15:49
                Wiesz, chęć pozbycia się z chałupy rozkosznego potomstwa to jedno, a rozważanie
                opcji "a może mój mąż nie będący ich ojcem by się dał gdzieś z nimi wysłać"
                podczas gdy sama mam urlop i zero szans na samotny pobyt w domu w tym czasie to
                drugie.
                Gaba nie jest ze swoimi dziećmi na co dzień sama, przy takiej ilości prac, jak w
                cytacie powyżej, zapewne duża część opieki spada na innych członków rodziny. Z
                mężem raz wybrała się na "wakacje poślubne" do Wenecji pod namiot, co wspominają
                potem przez kolejne dziesięciolecie. Jakoś naturalne w tej sytuacji wydawałoby
                mi się wyjechanie raz do roku na tydzień lub dwa całą rodziną (nie, nie
                mam tu na myśli - jak prawdopodobnie Borejkowie - wszystkich dziadków, ciotek i
                ich potomstwa, tylko własnego męża i dzieci)
                • mama_kotula Re: I robisz tak? 28.08.09, 15:54
                  Owszem, robię. Regularnie co roku wysyłam dzieci z babcią na wakacje ;)
                  • iwoniaw Idealna babcia Mila tymczasem 28.08.09, 16:09
                    "jak co roku" akurat wtedy bawi w sanatorium. I Gaba jakoś TEJ opcji pod uwagę
                    nie bierze, nawet gdy jest obiektywnie chora, ma niemowlę pod opieką, a mąż
                    wyjechany. Ciekawe czemu? ;-> (BTW - jakoś mam skojarzenia z sytuacją, gdy Mila
                    i Gaba muszą koniecznie obrabiać porzeczki u Patrycji, podczas gdy Róża sama po
                    porodzie dogląda noworodka zostając w domu z dziadkiem - wariatem, który grozi
                    ojcu dziecka i próbuje ubezwłasnowolnić obie wnuczki)

                    Zakładam ponadto, że posyłasz dzieci z babcią ustalając to wcześniej niż w
                    momencie, gdy ta pakuje walizki - jak to zrobiła Gaba z Nutrią. I że dzieje się
                    to za obopólną zgodą?
                    • mama_kotula Re: Idealna babcia Mila tymczasem 28.08.09, 16:30
                      CytatZakładam ponadto, że posyłasz dzieci z babcią ustalając to wcześniej niż w momencie, gdy ta pakuje walizki - jak to zrobiła Gaba z Nutrią. I że dzieje się to za obopólną zgodą?

                      No oczywiście. Ale my nie jesteśmy Borejkami, pełnymi ciepła i tych, no, uczuć rodzinnych :P
                      I jak chcę wcisnąć dzieci mamie na 3 godziny, to wypada mi to zaanonsować kilka dni wcześniej (oczywiście, w przeciwieństwie do mojej świętej siostry :P).

                      CytatBTW - jakoś mam skojarzenia z sytuacją, gdy Mila i Gaba muszą koniecznie obrabiać porzeczki u Patrycji, podczas gdy Róża sama po porodzie dogląda noworodka zostając w domu z dziadkiem - wariatem, który grozi ojcu dziecka i próbuje ubezwłasnowolnić obie wnuczki

                      Ale Iwoniu - Mila i Gaba wyjeżdżają zostawiając młodą matkę w swoim mniemaniu w doskonałych rękach. Przecież to, że Ignacy to wariat, to jest NASZE zdanie, a nie jego rodziny.
                      Bo generalnie przeciwko zostawieniu matki z noworodkiem w domu nic nie mam. Są różne matki, są różne noworodki, a poza tym wydaje mi się oczywiste, że jak Pyza poprosiłaby matkę czy babcię o pomoc, to by tę pomoc otrzymała. Nie prosiła - czyli nie potrzebuje, jest samowystarczalna (i takie też bywają). A jeśli potrzebuje, a nie prosi, bo musi być dzielna, nieprawda, i miła, i w ogóle ma misję bycia cyborgiem - to proszę bardzo, skoro to lubi, nic mi do tego.

                      Gdy mój syn był mały, przez pierwsze tygodnie spał całymi dniami a ja się słodko obijałam, dosypiałam, nie miałam praktycznie żadnych problemów i nie miałabym nic przeciwko temu, aby moja mama - która na ten miesiąc wzięła urlop - również się słodko obijała, z błogosławieństwem wysłałabym ją aby zrywała te porzeczki.
                      Co innego było w przypadku córki.
                      • iwoniaw A faktycznie 28.08.09, 17:21
                        > Ale Iwoniu - Mila i Gaba wyjeżdżają zostawiając młodą matkę w swoim mniemaniu w
                        > doskonałych rękach. Przecież to, że Ignacy to wariat, to jest NASZE zdanie, a
                        > nie jego rodziny.

                        No tak, rzeczywiście, zagalopowałam się ;-)

                        > Bo generalnie przeciwko zostawieniu matki z noworodkiem w domu nic nie mam. Są
                        > różne matki

                        Ja w sensie, że gdyby któraś z nich była obecna, to może by się Pyza nie musiała
                        np. ukrywać z Frycem, który - ojciec dziecięcia entuzjastycznie witany przez
                        matkę tegoż! - przemyka się opłotkami musząc wysłuchiwać pogróżek. Gdyby Pyza
                        siedziała sama/ z Laurą, to bym słowa nie napisała. Ale fakt, rodzina uważa, że
                        Ignac nie stanowi zagrożenia dla innych i siebie...
                        • rozdzial43 Re: A faktycznie 28.08.09, 19:08
                          iwoniaw napisała:

                          > ojciec dziecięcia entuzjastycznie witany przez
                          > matkę tegoż! - przemyka się opłotkami musząc wysłuchiwać pogróżek.

                          A mnie się właśnie - za pozwoleniem - podoba Ignacy w akcji z przemykającym się
                          Fryderykiem. W 100 procentach popieram jego stwierdzenie, że to on, Ignacy,
                          powinien odwiedzać swoją wnuczkę w jej domu i Fryderyka, a nie Fryderyk powinien
                          się przemykać w domu Ignacego.

                          Bo dlaczego właściwie nie miałby prawa powiedzieć smarkatemu mózgowcowi, czego
                          się oczekuje od ojca dziecku? Najwyraźniej nikt wcześniej nie powiedział
                          blondaskowi jak się powinien zachować mężczyzna w obliczu ojcostwa. Na pewno nie
                          otrzymał tej podstawowej życiowej wiedzy w domu rodzinnym, w którym pleceniem
                          bzdur o biologicznych pułapkach usprawiedliwia się ewidentną krzywdę wyrządzoną
                          przez synalka.

                          Rozumiem też zaniepokojenie dziadka zwlekaniem Frycka ze ślubem. Przecież miał
                          prawo mu nie ufać, już raz hołubiony blondasek zawiódł ich zaufanie i w chwili
                          ciąży wyfrunął by realizować SIEBIE. Niech się pomęczy teraz, żeby odzyskać
                          zaufanie dziadka.
                          • mama_kotula Re: A faktycznie 28.08.09, 19:58
                            CytatBo dlaczego właściwie nie miałby prawa powiedzieć smarkatemu mózgowcowi, czego się oczekuje od ojca dziecku?

                            Za pozwoleniem, a CO niby go do tego uprawnia?
                            Jakby mi dziadek mojego faceta powiedział, że robię coś nie tak, to bym go śmiechem zabiła. Zwłaszcza, jeśli nie dałby mi dojść do słowa.

                            Cytat Niech się pomęczy teraz, żeby odzyskać zaufanie dziadka.
                            Rozdział, a niby czemu Frycek ma się męczyć, aby "odzyskać zaufanie dziadka" swojej dziewczyny? No bez jaj.
                            Poza tym owszem, formalnie dom jest Ignacego, ale Róża jest jego - jakby nie było, za przyzwoleniem reszty rodziny - pełnoprawną mieszkanką i tym samym ma chyba prawo przyjmować gości, czy mi się wydaje tylko?
                            • andrzej585858 Re: A faktycznie 28.08.09, 20:18
                              mama_kotula napisała:
                              >
                              > Za pozwoleniem, a CO niby go do tego uprawnia?
                              > Jakby mi dziadek mojego faceta powiedział, że robię coś nie tak, to bym go śmie
                              > chem zabiła. Zwłaszcza, jeśli nie dałby mi dojść do słowa.

                              Nie ma chyba gorszej rzeczy jak pouczanie dorosłego dziecka jaki powinien być
                              kandydat na chłopaka,męża, dziewczynę, żonę itp. uff:_))
                              Sam to przeżyłem, tez bylem tym naj... chociaż astronomem nie bylem.
                              Zresztą to chyba jest brak zaufania co do skutecznosci własnego wychowania
                              dziecka jezeli nie ufa się ze jednak dokona dobrego wyboru?
                              Nawet jeżeli wybierze żle - ale to mozna stwierdzić dopiero po fakcie.
                              Akurat właściwie jedyna postać w Jezycjadzie której nie darzę zbytnia sympatią
                              to senior Borejko - między innymi za tego typu zachowania.
                            • rozdzial43 Re: A faktycznie 28.08.09, 21:45
                              mama_kotula napisała:

                              > Za pozwoleniem, a CO niby go do tego uprawnia?>

                              TO SAMO, co uprawniło Fryderyka do postawienia zarzutu rodzinie Pyzy,że jej
                              nieplanowana ciąża jest zawiniona przez tę rodzinę nie rozmawiającą dość często
                              o seksie. I TO SAMO, co uprawniło Fryderyka do wygłoszenia deklaracji
                              adresowanej do dziadków, że chce zostać wolnym człowiekiem.

                              > Rozdział, a niby czemu Frycek ma się męczyć, aby "odzyskać zaufanie dziadka" sw
                              > ojej dziewczyny? No bez jaj.

                              A dlatego Mamo Kotula, że bywając w jego domu i podlizując się pewnie na różne
                              sposoby to zaufanie zdobył, a potem zawiódł. Nie ma lekko, była wina, niech
                              będzie i "kara".

                              > Poza tym owszem, formalnie dom jest Ignacego, ale Róża jest jego - jakby nie by
                              > ło, za przyzwoleniem reszty rodziny - pełnoprawną mieszkanką i tym samym ma chy
                              > ba prawo przyjmować gości, czy mi się wydaje tylko?

                              Róża będzie miała pełne prawo przyjmować jakich tylko chce gości we własnym
                              domu, wynajętej przez siebie stancji itp. To że jest pełnoprawną mieszkanką
                              gumowego mieszkania nie oznacza wcale, że FRyderyk może się czuć tam na luzie i
                              jak u siebie. I o to chodzi dziadkowi, dla mnie on mówi w gruncie rzeczy:
                              udowodnij, że jesteś dorosły, zapewnij swojej rodzinie to co powinieneś, pokaż
                              mi, że mogę się czuć zwolniony z obowiązku na wpół ojcowskiej pieczy nad wnuczką
                              bez ojca.

                              I - za pozwoleniem - całkowicie neguję istnienie absolutnego prawa mieszkającego
                              z rodzicami dorosłego dziecka do zapraszania jakich się chce gości wbrew woli i
                              chęci rodziców (dziadków). Granicami wolności i uprawnień są wolność i
                              uprawnienia innej osoby. Jeśli nie umie się wyważyć tych granic, to trzeba się
                              wyprowadzić, pociągnąć samodzielnie swój wózek i wtedy do woli można już
                              zapraszać, wybierać, osądzać i gotować makaron na golasa o 3 w nocy. Ale taka
                              wolność - moim zdaniem - ma swoją cenę: samofinansowanie się. Dopóki się tej
                              ceny nie udźwignie, dopóty nie ma wszystkich przywilejów.
                              • senseeko Re: A faktycznie 28.08.09, 21:53
                                rozdzial43 napisała:


                                >
                                > I - za pozwoleniem - całkowicie neguję istnienie absolutnego prawa mieszkająceg
                                > o
                                > z rodzicami dorosłego dziecka do zapraszania jakich się chce gości wbrew woli i
                                > chęci rodziców (dziadków). Granicami wolności i uprawnień są wolność i
                                > uprawnienia innej osoby. Jeśli nie umie się wyważyć tych granic, to trzeba się
                                > wyprowadzić, pociągnąć samodzielnie swój wózek i wtedy do woli można już
                                > zapraszać, wybierać, osądzać i gotować makaron na golasa o 3 w nocy. Ale taka
                                > wolność - moim zdaniem - ma swoją cenę: samofinansowanie się. Dopóki się tej
                                > ceny nie udźwignie, dopóty nie ma wszystkich przywilejów.

                                O to to! Dokładnie tak! Dorosłośc to nie tylko przywileje, ale i obowiązki.
                                • mama_kotula Re: A faktycznie 28.08.09, 22:04
                                  CytatO to to! Dokładnie tak! Dorosłośc to nie tylko przywileje, ale i obowiązki.

                                  Dlatego napisałam, że dorosła Pyza za przyzwoleniem i pełną zgodą oraz chęcią współdomowników mieszka tam, gdzie mieszka.

                                  I wybaczcie, ale ona nie chciała gotować makaronu na golasa, nie chciała urządzić imprezy na 120 osób, czy orgietki z udziałem zwierzątek, tylko chciała zobaczyć się z - sic - ojcem swojego dziecka. To nie jest "gość jaki się chce". Brak woli rodziców (dziadków) nie jest tu wynikiem naruszania wolności i uprawnień, tylko najzwyklejszym ubezwłasnowolnianiem Róży. Skoro jest zgoda na to, aby Róża mieszkała, nie pracowała (przypominam: "ile takie dziecko zje" i tak dalej) to niech mieszka na zasadzie domownika i na takich samych prawach.

                                  CytatGranicami wolności i uprawnień są wolność i uprawnienia innej osoby.

                                  Znaczy mam rozumieć, że wizyta Fryderyka u Róży narusza wolność i uprawnienia innych domowników, tak?
                                  Jeśli tak, to nie mam więcej pytań.
                              • mama_kotula Re: A faktycznie 28.08.09, 22:10
                                CytatTo że jest pełnoprawną mieszkanką
                                gumowego mieszkania nie oznacza wcale, że FRyderyk może się czuć tam na luzie i
                                jak u siebie.


                                Do ciężkiej deutery, on nie ma tam zamieszkać i czuć się na luzie, on ma tylko
                                odwiedzić swoje dziecko i matkę tegoż dziecka.

                                I nadal nie uważam, aby ktokolwiek był uprawniony do "karania" Fryderyka za to,
                                że zostawił Pyzę w ciąży - poza nią samą.
                          • iwoniaw O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 20:27
                            > Rozumiem też zaniepokojenie dziadka zwlekaniem Frycka ze ślubem. Przecież miał
                            > prawo mu nie ufać, już raz hołubiony blondasek zawiódł ich zaufanie i w chwili
                            > ciąży wyfrunął by realizować SIEBIE. Niech się pomęczy teraz, żeby odzyskać
                            > zaufanie dziadka.

                            Zaufanie dziadka? No wybacz, rozumiem, że musiał odzyskać zaufanie Róży, ale
                            Ignaca? Primo - Róża jest pełnoletnia, secundo - ma rodziców, którzy się godzą
                            na to, by mieszkała z dzieckiem na Roosevelta 5. Zatem wytłumacz mi, dlaczego to
                            niby ma nie mieć prawa przyjmować we własnym domu swego ukochanego i ojca jej
                            dziecka? Bo zrobił je świństwo? Ano właśnie, jej.

                            Jedyna scena w tej części, w której ktoś zdrowszy na umyśle zachowuje się
                            prawidłowo, to Mila powstrzymująca Ignaca przed robieniem afery, iż Fryc nie
                            prosi jego o pozwolenie na ślub z Różą.
                            • skrzydlate.bobry Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 20:41
                              Też się zgodzę, że z tym odzyskiwaniem zaufania to gruba przesada. Najważniejsze
                              jest zaufanie i szacunek tego, z kim chcę być, nie zaś jego rodziny. I dopóki to
                              zaufanie i szacunek mam, to cała reszta może sobie stawać na rzęsach. Problem
                              pojawiłby się, gdyby Pyza bardziej ufała dziadkowi niż Frycowi, co w sumie nie
                              byłoby takie dziwne.

                              A z drugiej strony - tak sobie myślałam i myślałam o wybieraniu męża przez
                              rodzinę - wiem, że to inny wątek, ale teraz mnie naszło. Wychodzi mi, że rzecz
                              taka byłaby jak najbardziej do przyjęcia, ale tylko i wyłącznie pod warunkiem,
                              że ta "rodzina" (trudno mi sobie wyobrazić w tym kontekście jakiś obfity skład)
                              znałaby mnie i mogłabym jej w tym względzie zaufać. Tymczasem żywię bardzo
                              poważne obawy, że takich rodzin jest zdecydowana mniejszość. Ja na przykład
                              bynajmniej nie jestem pewna, czy byłabym szczęśliwsza w życiu, kierując się
                              wskazówkami i zasadami mojej mamy. Na pewno mniej bym wiedziała i chociażby tego
                              z obecnej perspektywy byłoby mi żal. Inna rzecz, że nie wiedziałabym, że nie
                              wiem, więc może wcale by mi to nie przeszkadzało? Chyba jednak to zbyt ryzykowna
                              teza. Za wcześnie nauczyłam się czytać.
                            • senseeko Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 21:51
                              niby skąd ma takie prawa?

                              Ano stąd, że to jest JEGO mieszkanie. JEGO i MILI. I Róża mieszka u dziadkow, a
                              nie na swoim.

                              Jeśli dziecko mieszka u rodziców albo u dziadków nawet jeśli jest pełnoletnie,
                              musi się liczyć z właścicielami mieszkania i upodobaniami/wymaganiami tychże. To
                              oni są u siebie.
                              Jeśli jest pełnoletnie i wymagania się nie podobają - niech sobie mieszkanie
                              wynajmie albo kupi albo przeprowadzi sie do frycelka.
                              Dziadek jest w prawie nawet gdyby lubił wypijać poranną kawę siedząc w wannie
                              między 7 a 9 i reszta rodziny chcąc zdazyć do pracy byłaby zmuszona korzystać z
                              łazienki do godziny 7. My house is my castle.

                              Inna rzecz, że obowiązkiem rodziców jest dopomóc dziecku wyfrunąc z gniazda. Ale
                              na miarę swoch mozliwości. Li i jedynie.

                              I rację ma Ignac (jak wredny by nie był) twierdząc, że to on powinien odwiedzać
                              Różę u Fryca a nie przyjmować Fryca jako dochodzącego Róży w swoim domu, jeśli
                              go po prostu nie lubi.
                              Mam prawo nie zapraszać ludzi, których nie lubię. I Ignac ma takie samo prawo.
                              Dixi!

                              :)
                              • verdana Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 22:10
                                O nie, nie ,nie.
                                Moje dzieci mieszkają u SIEBIE, nie u mnie. Dla mnie jest to
                                absolutna podstawa. Jesli moja córka, mieszkajaca u siebie, urodzi
                                dziecko - to nadal będzie u siebie.
                                Malżenstwo - to trochę inna sprawa. Jesli jednak rodzice godza się
                                na zamieszkanie - to powinni miec swiadomość, ze mieszkają razem, a
                                nie jeedniu u drugich.
                                owszem, czasem rodzice rozumuja w taki sposob - to moje mieszkanie,
                                a dzieci , ktore w nim mieszkają sa tylko sublokatorami i maja
                                robić , co zechce. Tylko coś takiego nazywa sie patologią, a nie
                                wzorową rodziną.
                                • mama_kotula Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 22:20
                                  verdana napisała:
                                  O nie, nie ,nie.
                                  > Moje dzieci mieszkają u SIEBIE, nie u mnie. Dla mnie jest to
                                  > absolutna podstawa. Jesli moja córka, mieszkajaca u siebie, urodzi
                                  > dziecko - to nadal będzie u siebie.
                                  > Malżenstwo - to trochę inna...


                                  Po raz kolejny ci muszę to napisać - napisałaś dokładnie to, co ja tłukę od 2 czy 3 postów, tylko ładniej to w słowa ubrałaś.
                                  Łącznie z fragmentem o patologii.
                                  • senseeko Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 23:43
                                    mama_kotula napisała:

                                    > verdana napisała:
                                    > O nie, nie ,nie.
                                    > > Moje dzieci mieszkają u SIEBIE, nie u mnie. Dla mnie jest to
                                    > > absolutna podstawa. Jesli moja córka, mieszkajaca u siebie, urodzi
                                    > > dziecko - to nadal będzie u siebie.
                                    > > Malżenstwo - to trochę inna...

                                    >

                                    Moje dzieci mieszkają U SIEBIE dopóki są dziećmi. Jeśli zakładają rodzinę to znaczy że są dorosłe. A skoro są dorosłe to albo winny mieszkać na własnym, albo mieszkają U MNIE.
                                    Oczywiście w pewnym sensie zawsze pozostaną moimi dziećmi. Ale wtedy nie mogą się dziwić, że je będę traktować jak dzieci. A dzieciom rodzice stawiają granice. Jeśli są to rodzice patologiczni to stawiają granice patologiczne. Ale stawiają. I jak to kotula napisała - wali jej jak rodzice wychowują swoje dzieci.(Odsyłam do dyskusji o Mucykach) Innymi słowy Ignac był w prawie cbdu
                                • rozdzial43 Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 22:21
                                  verdana napisała:

                                  > Malżenstwo - to trochę inna sprawa. Jesli jednak rodzice godza się
                                  > na zamieszkanie - to powinni miec swiadomość, ze mieszkają razem, a
                                  > nie jeedniu u drugich.

                                  Za pozwoleniem, w idealnym świecie to mogłoby tak wyglądać. Ale jak się podda
                                  takie rozumowanie prostemu testowi konfliktu, to obawiam się, że się nie będzie
                                  mogło ostać.

                                  No bo załóżmy, zresztą, co tam załóżmy, przyjmijmy z wysokim stopniem
                                  prawdopodobieństwa graniczącego z pewnością, że się ludzie dorośli jednak nie
                                  dogadają (bo starsza pani lubi np. od 7 rano słuchać radia Maryja w kuchni, a
                                  zięć jest co do zasady niewierzący, a na dodatek jeszcze śpioch), i dojdzie do
                                  coraz bardziej zaognionego konfliktu. To kto się będzie MUSIAŁ wyprowadzić?
                                  Rodzice, czy dzieci?

                                  I tu idea równości sięga nam bruku :)))
                                  • mama_kotula Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 22:27
                                    Rozdział, no więc właśnie - wspólne mieszkanie wymaga kompromisów.

                                    Babci można kupić słuchawki, aby miała to swoje radio Maryja. Natomiast nie można babci zabrać radia, si?

                                    Powiedz, jakie widzisz wyjście, aby Róża mogła się widywać z Fryderykiem i aby Fryderyk miał kontakt ze SWOIM WŁASNYM DZIECKIEM?
                                    Oprócz wyprowadzenia się?
                                    Jak mi napiszesz o spotkaniach na "neutralnym gruncie" to przypominam, że Mila ma kilka tygodni i takie spotkania nie zawsze wchodzą w grę.

                                    Dziadek nie "karze" Fryderyka, tylko Różę i Milę, które ponoć kocha, taaak. Tylko że miłość nie powinna mieć formy całkowitej kontroli.
                                    • mama_kotula Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 22:32
                                      Nota bene przykład z babcią i słuchawkami jest jak najbardziej prawdziwy.
                                      Kiedy wprowadzałam się do eksa, ten mieszkał ze stareńką, przygłuchą babcią, która - tak jak napisałaś - słuchała radia Maryja, dodam, że nie tylko w niedzielę od 7:00 rano, ale całymi dniami. A że przygłucha, to słuchała naprawdę głośno.
                                      Eks walczył z babcią - jak twierdzi - od zawsze. Ja nie walczyłam nawet przez kilka dni tylko jej pokazałam moje słuchawki. Najpierw była zaskoczona, potem nieco nieufna, a po kilku dniach musiałam sobie kupić nowe.
                                      Da się? Da się. Tylko odrobinę dobrej woli trzeba mieć. W obie strony ta dobra wola powinna działać. A Ignacy tejże nie ma, u niego jest jedynie uraza do Fryderyka, która zaślepia zdrowy rozsądek.
                                    • rozdzial43 Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 22:50
                                      mama_kotula napisała:

                                      > Powiedz, jakie widzisz wyjście, aby Róża mogła się widywać z Fryderykiem i aby
                                      > Fryderyk miał kontakt ze SWOIM WŁASNYM DZIECKIEM?

                                      Ba, wiadomo, sytuacja jest napięta. Tyle tylko że jej rozwiązanie - w mojej
                                      ocenie - nie tkwi w umożliwieniu Fryderykowi kontaktu z jego dzidziusiem, tylko
                                      umożliwieniu przez Fryderyka, by jego córka mogła mieszkać z ojcem, w zdrowej,
                                      pełnej rodzinie, a ojciec ów winien podjąć wszystkie, niemałe przecież obowiązki
                                      pielęgnacyjne przy niemowlęciu, a nie tam lipę wciskać, że się boi dotknąć
                                      własnego dziecka i że nie umie. NIech się nauczy.

                                      Jasne jest przy tym, że niemrawy i mozolny Fryderyk szybko sobie z tym sam nie
                                      poradzi. Ale przy wsparciu rodziny Pyzy powinno się udać.

                                      Oczywiście w czasie przejściowym trzeba jednak trzymać Ignacego na
                                      dyplomatycznej smyczy. Ale sprawiedliwość wymaga, by mógł sobie raz wylać całą
                                      żółć, a potem niech już się powściągnie.

                                      > Dziadek nie "karze" Fryderyka, tylko Różę i Milę, które ponoć kocha, taaak.

                                      Czasem myślę, że gdyby człowiek umiał przewidzieć wszystkie konsekwencje swoich
                                      działań, zwłaszcza tych podejmowanych w dobrej wierze, to by się bał nosa
                                      wyściubić poza łóżko. No tak już jest, gdzie drwa rąbią, wióry lecą. Pewnie, że
                                      to niesprawiedliwe, no ale co zrobić.

                                      Poza tym uważam, że parę słów wychowawczej prawdy i sękaty wygrażający palec
                                      nestora mogą przynieść trochę pożytku i przyśpieszyć proces dorastania Frycka. W
                                      tym sensie Róża i Milunia skorzystają.
                                      • mama_kotula Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 22:58
                                        CytatPoza tym uważam, że parę słów wychowawczej prawdy i sękaty wygrażający palec nestora mogą przynieść trochę pożytku i przyśpieszyć proces dorastania Frycka. W tym sensie Róża i Milunia skorzystają.

                                        Znaczy, krótko mówiąc, trzeba gnoja i gówniarza doprowadzić do porządku.
                              • iwoniaw Miałabyś rację, gdyby 28.08.09, 22:15
                                padło choć jedno słowo (wcześniej czy później), że Róża NIE jest u siebie i może
                                po uzyskaniu pełnoletności mieszkać na Roosevelta POD WARUNKIEM, że cośtam. Póki
                                co jednak ani matka ani babka nie mają żadnych zastrzeżeń, zaś mający najwięcej
                                do powiedzenia dziadek rozbija się na metrażach kamienicznych dzięki
                                niegdysiejszej hojności teściowej. Zatem wydaje mi się ostatnią osobą mającą
                                prawo pouczać kogokolwiek, na czym polega zadbanie o rodzinę. Bo jak on dbał o
                                ciężarną żonę i malutkie dzieci, to widzieliśmy w "Kalamburce", gdy mąż Gizeli
                                pannom łóżka piętrowe musiał budować, żeby w ogóle miały gdzie spać (rzecz jasna
                                najpierw Gizela musiała zakręcić się w sprawie wymiany mieszkania z
                                Wojciechowskimi, bo jakoś Ignac nie zastanawiał się wówczas, kto ma gdzie prawo
                                odwiedzać wnuki odpowiednio zaopiekowane i zaopatrzone przez ojca...)
                                • rozdzial43 Re: Miałabyś rację, gdyby 28.08.09, 22:24
                                  iwoniaw napisała:

                                  > zaś mający najwięcej
                                  > do powiedzenia dziadek rozbija się na metrażach kamienicznych

                                  Dobre, uśmiałam się z tego, dzięki :))))
                                • senseeko Re: Miałabyś rację, gdyby 28.08.09, 23:46
                                  iwoniaw napisała:

                                  > padło choć jedno słowo (wcześniej czy później), że Róża NIE jest u siebie i moż
                                  > e
                                  > po uzyskaniu pełnoletności mieszkać na Roosevelta POD WARUNKIEM, że cośtam. Pók
                                  > i
                                  > co jednak ani matka ani babka nie mają żadnych zastrzeżeń, zaś mający najwięcej
                                  > do powiedzenia dziadek rozbija się na metrażach kamienicznych dzięki
                                  > niegdysiejszej hojności teściowej. Zatem wydaje mi się ostatnią osobą mającą
                                  > prawo pouczać kogokolwiek, na czym polega zadbanie o rodzinę. Bo jak on dbał o
                                  > ciężarną żonę i malutkie dzieci, to widzieliśmy w "Kalamburce", gdy mąż Gizeli
                                  > pannom łóżka piętrowe musiał budować, żeby w ogóle miały gdzie spać (rzecz jasn
                                  > a
                                  > najpierw Gizela musiała zakręcić się w sprawie wymiany mieszkania z
                                  > Wojciechowskimi, bo jakoś Ignac nie zastanawiał się wówczas, kto ma gdzie prawo
                                  > odwiedzać wnuki odpowiednio zaopiekowane i zaopatrzone przez ojca...)
                                  >
                                  No, ale w końcu dorósł i nie chciałby aby Frycelek powielał jego błędy :P
                              • lezbobimbo Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 22:47
                                senseeko napisała:>
                                > Ano stąd, że to jest JEGO mieszkanie. JEGO i MILI. I Róża mieszka u dziadkow,
                                a> nie na swoim.

                                Chwila, no halo, a Gaba i Grzes to co? Albo Nutria i Pulpa zanim uciekly z
                                ukochanej gumy? Tez u tych "dziadkow" mieszkaja czy dorzucaja sie do czynszu?
                                Pierwsze slysze, zeby Ignac komus mial prawo wypominac, ze mieszkaja pod jego
                                dachem - moze jeszcze na jego garnuszku, co? Rozsmieszylam sie bardzo :) Ksiazke
                                wczesniej Roza miala byc utrzymywana przez cala rodzine i nikt ani slowa zlego
                                nie wypomnial ani nie stawial warunkow typu "mieszkasz darmo, ale za to
                                zamurowana w celi, zadnych gosci a zwlaszcza facetow, bo znow zajdziesz"

                                A kontrolowac tak idiotycznie, kto tez przychodzi do doroslej wnuczki to
                                jest serio chore. Przeciez nawet jak Fryc okazal sie lekkoduchem i nieszczesna
                                powtorka z Pyziaka, to po pierwsze jednak wrocil i sie znalazl w koncu, tak? To
                                po co jeszcze dziad rozszalaly sie wpycha w nie swoje zwiazki? Chce popsuc na
                                powrot to stadlo mlodociane? Chce obrzydzic Frycowi Roze, zeby ten znowu jom
                                porzucil?
                                A po drugie to Fryc nawet okazawszy sie chamem, ale skruszonym chamem, ma jakies
                                prawa, aby odwiedzac kogo splodzil, czyz nie? Nawet wiezniowie maja prawa do
                                widzenia, a tu co? Przeciez nie jest az tak patologiczny - nie bije dziecka ani
                                Rozy, nie wrzeszczy, nie zneca sie (nie pije, nie bije). Wrzeszczy tu chyba
                                tylko Ignac..
                                Wyobrazacie sobie, ze Roza n.p. mieszka na stancji a jakas zmurszala babcia sie
                                wtraca, ze ktos zwykly i normalny ja odwiedza?

                                Po trzecie decydowac, kto ma odwiedzac dzieciatka to mozna chyba do lat 12 owej
                                latorosli, co? Potem to juz rosnie czlowiek i raczej sie staje na tyle
                                odpowiedzialny, ze nie zaprasza do domu siedemnastu swiezo poznanych, pijanych
                                dresiarzy w bialy dzien?

                                Jesli stukniety Ignac tak Fryca nienawidzi, to przeciez nie musi mu wybiegac
                                naprzod i sadowic sie koscistym tyleczkiem na kolanach, gdy ten tylko
                                przychodzi, ani nawet nie syczec po katach zerkajac z nienawiscia z otchlani
                                swego dulskiego szlafroczka - moze przeciez ignorowac reszte swiata jak zwykle
                                zatopiony w ksiazkach i nawet nie zauwazac, czy ktos tam odwiedza wnuczke - to
                                by sie nawet z charakterem wczesniejszym zgadzalo! A tu nagle MM kaze sie mu
                                obudzic, kontrolowac kto w ogole wchodzi do domu i stwarzac jakies histerie i
                                oblesne telenowele..

                                Gdzie ta dawno przeminieta, deklaratywna Borejkowska goscinnosc? Obluda
                                Neobachoriady juz calkiem wchlonela?
                                Gdzie ci goscie mnodzy z KK, gdzie to ESD cale (gdzie nawet zapraszano jakies
                                podejrzane Rojki udajace jednoczesnie weza i piszczalke i jakies Pyziaki
                                startujace niebezpiecznie do Kwiatuszkowej Gabuni), gdzie te Geniusie, razem z
                                reszta podworza i insze przygodne osoby, od Lisieckich po Rumuniatka po Elke po
                                nawet takiego Marcelka wpadajacego po Pulpe?
                                • mama_kotula Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 23:00
                                  CytatWyobrazacie sobie, ze Roza n.p. mieszka na stancji a jakas zmurszala
                                  babcia sie wtraca, ze ktos zwykly i normalny ja odwiedza?


                                  No to akurat jestem w stanie sobie wyobrazić. Właścicielka stancji ma prawo
                                  decydować, czy lokatora może ktoś odwiedzać, czy nie - i to powinno być ustalone
                                  na początku.
                                  Sęk w tym, że Róża nie jest lokatorką, tylko domowniczką.
                                  • lezbobimbo Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 23:23
                                    mama_kotula napisała:
                                    > CytatWyobrazacie sobie, ze Roza n.p. mieszka na stancji a jakas zmurszala>
                                    babcia sie wtraca, ze ktos zwykly i normalny ja odwiedza?


                                    > No to akurat jestem w stanie sobie wyobrazić. Właścicielka stancji ma prawo>
                                    decydować, czy lokatora może ktoś odwiedzać, czy nie - i to powinno być
                                    ustalone> na początku.
                                    > Sęk w tym, że Róża nie jest lokatorką, tylko domowniczką.

                                    Raz ze domowniczka, dwa ze dorosla, trzy ze Borejkowie ponoc zapraszaja do domu
                                    nawet dzieci z podworza czy porwane spod kosciola.

                                    Cztery, ze napisalam "odwiedzalby ja ktos zwykly i normalny" - o ile to nie
                                    naprane byki, to nadal uwazam, ze nic wynajmujacym do tego, kto przychodzi czy nie.
                                    Fryc jest zwykly, spokojniutenki i normalny. Jakbym ja zapraszala kolegow czy
                                    nawet numery na jedna noc do mnie na taka stancje, to bym w zyciu nie przyjela
                                    tego, ze jakas baba-czy dziad sie czepia, kto ma mnie odwiedzac. Wynajmuja kurde
                                    przestrzen mieszkalna i dopoki nie jest ona niszczona czy zaniedbana, ani nie sa
                                    popelniane zadne przestepstwa na ich terenie, to nic ich poza tym nie powinno
                                    obchodzic - nie sa wlascicielami mego haremu :)
                                    • mama_kotula Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 23:34
                                      Nie, no nie zgodzę się.
                                      Tak jak właściciel mieszkania które wynajmuje może nie zgadzać się na to, aby:
                                      - lokatorzy mieli dzieci
                                      - lokatorzy mieli zwierzęta (nieważne czy to pies, czy patyczak w akwarium)
                                      - lokatorzy zapraszali gości
                                      - lokatorzy korzystali z suszarki w pralce (u takiej babci mieszkałam, pralka
                                      owszem, suszarka nie, bo nie :P)
                                      - lokatorzy korzystali z piwnicy
                                      - lokatorzy nie byli blondynami
                                      - lokatorzy nie słuchali disco polo
                                      - lokatorzy byli katolikami

                                      i tak dalej - ma do tego pełne prawo, ustalać warunki wynajmu wg swojego
                                      widzimisię. Oczywiście, to wszystko powinno być ustalone PRZED wynajmem, aby
                                      wynajmujący wiedział, na co się decyduje. I jeśli mu to pasuje, to ok, jeśli nie
                                      - szuka czegoś innego. Niemniej właściciel ma decydujące zdanie, bo ktoś mieszka
                                      U niego.

                                      Cała kwestia rozbija się o to, że Róża NIE WYNAJMUJE mieszkania U dziadków na
                                      podstawie pisanej umowy. Róża MIESZKA Z DZIADKAMI, takoż jej matka, ojczym,
                                      siostra, brat, do niedawna całe stado ciotek itp.
                                      • rozdzial43 Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 29.08.09, 15:36
                                        mama_kotula napisała:

                                        > - lokatorzy korzystali z suszarki w pralce (u takiej babci mieszkałam, pralka
                                        > owszem, suszarka nie, bo nie :P)

                                        Moja koleżanka ze studiów (w Poznaniu btw) wynajmowała stancję u starszej pani,
                                        która żądała od niej zaświadczenia, że chodzi na chór. Chodziło o powroty po 22.00.
                                • mama_kotula Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 23:04
                                  CytatPo trzecie decydowac, kto ma odwiedzac dzieciatka to mozna chyba do lat 12 owej latorosli, co? Potem to juz rosnie czlowiek i raczej sie staje na tyle odpowiedzialny, ze nie zaprasza do domu siedemnastu swiezo poznanych, pijanych dresiarzy w bialy dzien?

                                  No, z tym to już różnie bywa :P:P
                                  • lezbobimbo Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 28.08.09, 23:16
                                    mama_kotula napisała:
                                    > CytatPo trzecie decydowac, kto ma odwiedzac dzieciatka to mozna chyba do
                                    lat> 12 owej latorosli, co? Potem to juz rosnie czlowiek i raczej sie staje na
                                    tyle> odpowiedzialny, ze nie zaprasza do domu siedemnastu swiezo poznanych, pijanych
                                    > dresiarzy w bialy dzien?


                                    > No, z tym to już różnie bywa :P:P

                                    Pal szesc rzeczywistosc, mialam na uwadze takie grzeczne dziouszki jak na ten
                                    przyklad sama inkryminowana Pucunie-Pyzunie Rozyczke, ktorej najwiekszym
                                    zainteresowaniem jest pomaganie mamie i babci. Gdzie tam jakies kolezanki a co
                                    dopiero dresiarzy starych zapraszac ;)
                                    Nawet Laura niby taka straszna, taka zla ach i rogata, nie dosc ze nawet nie
                                    zaprasza do domu nikogo chocby na wspolne kucie czy herbatke, to i sama z niego
                                    nie ucieka.. tyle jesli chodzi o realia i bunty ;)

                                    Sprytne ciele umie sie widywac z osobami nawet niemile widzianymi w domu
                                    rodzicielskim tak, zeby mamunie sie nie dowiadywaly :)

                                    Ignaca skreslic z ksiazek, usmarowac smola i pierzem i wyniesc na tarczy!
                                    Wywiezc go na wies do MM, niech tam sobie po lacinie gruchaja, z dala od
                                    jakiejkolczyk mlodziezy przerazajacej, co przeklina, nie szanuje siwizny,
                                    starych nie caluje po rekach pelgajac przed nimi po kobiercu... :P
                                • senseeko Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 29.08.09, 00:00
                                  lezbobimbo napisała:

                                  > senseeko napisała:>
                                  > > Ano stąd, że to jest JEGO mieszkanie. JEGO i MILI. I Róża mieszka u dziad
                                  > kow,
                                  > a> nie na swoim.
                                  >
                                  > Chwila, no halo, a Gaba i Grzes to co? Albo Nutria i Pulpa zanim uciekly z
                                  > ukochanej gumy? Tez u tych "dziadkow" mieszkaja czy dorzucaja sie do czynszu?

                                  I to jest właśnie dowód, że generalnie Ignac czy Mila nie ingerują. Ale chodzi właśnie o to, że gdyby któreś miało kaprys zaingerować, to ich prawo. I o to PRAWO się dobijam, bez oceniania samego czynu.

                                  Innymi słowy Ignac miał prawo tak postąpić. Czy słusznie to sprawa na odrębną dyskusję. Ja Frycelka nie lubię, więc cieszę się jak mu się "dowala" ale to już moja patologia. W realnym życiu może bym myślała inaczej, ale dopóki jest bohaterem książki, to odczuwam perwersyjne zadowolenie, ze ktoś mu pogroził sękatym paluchem. Ktoś inny może chcieć by Frycelek spoczywał z Pyzą i Milą (małą) w specjalnie kupionym przez Borejków łożu i był przez Ignaca każdego poranka obsypywany platkami róż. I gdyby Ignac miał kaprys by obsypać niedoszłego zięcia różami też mu wolno.
                                  Bo jak wspomniałąm - jest u siebie.
                                  A cała reszta towarzystwa łacznie z Gabą, Grzesiem etc - nie jest. Są, bo Borejkowie mają taki kaprys, ze lubią w domu tłumy. Gdyby woleli duży metraż, to... no cóż - rodzina musiałaby rozważyć opcje przeprowadzkowe.

                                  > Pierwsze slysze, zeby Ignac komus mial prawo wypominac, ze mieszkaja pod jego
                                  > dachem

                                  A dlaczego Twoim zdaniem takiego prawa nie ma?

                                  Jeszcze może córkom mniej, ale wnuczkom? Przepraszam bardzo...

                                  Ksiazk
                                  > e
                                  > wczesniej Roza miala byc utrzymywana przez cala rodzine i nikt ani slowa zlego
                                  > nie wypomnial ani nie stawial warunkow typu "mieszkasz darmo, ale za to
                                  > zamurowana w celi, zadnych gosci a zwlaszcza facetow, bo znow zajdziesz"

                                  Jak pisałam - będąc u siebie maja prawo nawet utrzymywać Różę na garnuszku. Ale mają też prawo np. zażądać by się dokładała. Nie sązę by chcieli z tego prawa korzystać, ale ono jest.


                                  > Wyobrazacie sobie, ze Roza n.p. mieszka na stancji a jakas zmurszala babcia sie
                                  > wtraca, ze ktos zwykly i normalny ja odwiedza?

                                  Wyobrażam sobie. Dość częste to jest na stancji, że osoba wynajmująca zapowiada "no guests" i to też jest jej prawo. Albo zabrania np. palenia papierosów na swoim terenie. I to również jej prawo. Albo przeciwnie - sama pali - jest u siebie, ma prawo.
                                  • mama_kotula Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 29.08.09, 00:27
                                    Senseeko, zaraz zaraz. Bo tak wróciłam do kluczowego postu Rozdział i widzę, że dyskusja się nieco "przekrzywiła" i się prawa rozjechały.

                                    Rozdział napisała, co zacytuję:
                                    CytatBo dlaczego właściwie nie miałby prawa powiedzieć smarkatemu mózgowcowi, czego się oczekuje od ojca dziecku? Najwyraźniej nikt wcześniej nie powiedział blondaskowi jak się powinien zachować mężczyzna w obliczu ojcostwa. Na pewno nie otrzymał tej podstawowej życiowej wiedzy w domu rodzinnym, w którym pleceniem bzdur o biologicznych pułapkach usprawiedliwia się ewidentną krzywdę wyrządzoną przez synalka.

                                    No więc wracając do punktu wyjścia:

                                    Ignacy jako właściciel mieszkania miał prawo nie wpuścić do niego Frycka. Ok, na tym kończymy kwestie mieszkaniowe. Rozumiem również, że jeśli mieszkanie należy do jednego małżonka (np. męża), to drugi małżonek (np. żona wychowująca dziecko - czyli nie zarabiająca na daną chwilę) mieszka U niego, a nie Z nim i z automatu przysługują mu (=żonie) mniejsze prawa dcyzyjne i mniejsze swobody, ponieważ nie jest U SIEBIE (tylko u współmałżonka). Ok.

                                    Natomiast kwestia kluczowa jest następująca - Ignacy NIE MIAŁ NAJMNIEJSZEGO PRAWA do wychowywania Frycka, kiwania na niego sękatym paluchem, udzielania mu lekcji w zastępstwie rodziców, którzy go - wg Ignaca - źle wychowali. Innymi słowy - nie ma żadnych praw, aby ustawiać gnoja i pokazywać mu, gdzie jego miejsce. Albo inaczej - Frycek ma pełne prawo olać ciepłym sikiem, co mówi do niego OBCY MĘŻCZYZNA w celach wychowawczych. Być może i Frycuś rozważyłby lekcję wychowawczą, gdyby była przeprowadzona w inny sposób, na zasadzie "bardziej dorosły z mniej dorosłym, ale jednak dorosłym". Ale tak, to uważam, że musi bardzo, ale to bardzo kochać Różę - bo nie pieprznął drzwiami, nie pokazał palca dziadkowi i adieu na wieki.
                                    Bo wychowuje się dzieci. WŁASNE. I choćby nawet Ignacy szanowny senior uważał, że Frycuś zachował się jak bachor, jak dziecko, to NIE JEMU OCENIAĆ i NIE JEMU KIWAĆ. Paluchem. Zwłaszcza w intencjach takich, jak napisała Rozdział ("matka i ojciec go źle wychowali, to ja się muszę za niego wziąć").

                                    Tyle ode mnie w temacie.
                                    • verdana Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 29.08.09, 08:51
                                      Ignacy i Mila - o ile to bylo ich mieszkanie mieli prawo powiedziec,
                                      ze nie chcę w nim wnuczki z dzieckiem. Natomiast, gdy tego nie
                                      powiedzieli - nie mieli juz absolutnie zadnego prawa ingerować w to,
                                      kto ja odwiedza.
                                      To znaczy w realnym zyciu oczywiscie ingerowac mogli, mogli zatruwac
                                      mlodej matce życie. Tylko ani to legalne, ani przyzwoite.
                                      A jesli chodzi o pouczanie Frycka, to wtrącanie się z zycie mlodej
                                      pary jest wscibstwem i glupotą. Ignacy nie ma owiem tak naprawde
                                      zielonego pojecia, dlaczego Frycek zwiał do USA i się nie odzywał.
                                      • skrzydlate.bobry Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 29.08.09, 10:43
                                        W kwestii praw Ignacego - zgadzam się całkowicie, że mógł Fryca do mieszkania
                                        nie wpuścić. Nieważne, że Róża tam mieszka, to w końcu nie jej mieszkanie. Tyle
                                        tylko, że w takiej sytuacji i tak potraktowana ja na miejscu Fryca rzeczywiście
                                        trzasnęłabym drzwiami i w ciągu najbliższej doby stając na rzęsach wynajęłabym
                                        mieszkanie, do którego zabrałabym żonę z dzieckiem, a następnie prawdopodobnie
                                        odmówiłabym wstępu do tego mieszkania zacnemu dziaduniowi. W końcu właśnie
                                        takiej odpowiedzialności za rodzinę uczy.

                                        Ani Fryca, ani Pyzy nie było stać na taką decyzję, żadne z nich chyba nie
                                        myślało dotąd poważnie o odpowiedzialności - w tym finansowej - za siebie i
                                        swoje dziecko (casus budki z kurczakami). I dlatego ich nie lubię. I
                                        dlatego nestor Borejko może im jeździć po głowie, ile mu się żywnie podoba.
                                        • rozdzial43 Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 29.08.09, 15:49
                                          skrzydlate.bobry napisała:

                                          >
                                          > Ani Fryca, ani Pyzy nie było stać na taką decyzję, żadne z nich chyba nie
                                          > myślało dotąd poważnie o odpowiedzialności - w tym finansowej - za siebie i
                                          > swoje dziecko (casus budki z kurczakami). I dlatego ich nie lubię. I
                                          > dlatego nestor Borejko może im jeździć po głowie, ile mu się żywnie podoba.


                                          Stricte!
                                      • rozdzial43 Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 29.08.09, 16:22
                                        verdana napisała:

                                        > Ignacy i Mila - o ile to bylo ich mieszkanie mieli prawo powiedziec,
                                        > ze nie chcę w nim wnuczki z dzieckiem.

                                        Przywołując Twoje słowa Verdano - byłoby to legalne, ale nieprzyzwoite. Moim
                                        zdaniem "niechcenie" w mieszkaniu wnuczki z dzieckiem w sytuacji, gdy została
                                        ona przez ojca dziecka najpierw porzucona, a i później jej sytuacja jest
                                        niewyraźna (ani pracy, ani wykształcenia, ani zarabiającego partnera) to zwykłe
                                        okrucieństwo. Tak, legalne, ale niemoralne i okrutne.


                                        Natomiast, gdy tego nie
                                        > powiedzieli - nie mieli juz absolutnie zadnego prawa ingerować w to,
                                        > kto ja odwiedza.

                                        Jednym słowem wóz, albo przewóz? NIe sądzę, żeby to było aż takie proste.

                                        > Ignacy nie ma owiem tak naprawde
                                        > zielonego pojecia, dlaczego Frycek zwiał do USA i się nie odzywał.

                                        No nie przesadzaj. Fryderyk w rozmowie z dziadkami szczegółowo wyjaśnił swój do
                                        sprawy stosunek i wyklarował priorytety. Jeszcze przed wyjazdem.
                                        • verdana Re: O a to niby skąd ma takie prawa? 30.08.09, 09:40
                                          Oczywiście, ze nieprzyzwoite - ale mozna powiedzieć "Znalazl sie
                                          ojciec, niech on cos dla Was załatwi, my juz nie mamy siły na
                                          kolejne dziecko". To jeszcze bym zrozumiala- nie wyrzucanie pod
                                          most, ale powiedzenie, ze trzeba sobie szukać innego mieszkania.
                                          W sytuacji, gdy się mowi "Nie ma sprawy" - nie mozna potem wyrzucać
                                          ojca dziecka z domu, ani na niego wrzezczeć.
                                          Owszem, starsi panstwo moga powiedzieć, że nie życza sobie głośnych
                                          imprez, nocowania koleżanek, czy wizyt o szostej rano (to zresztą
                                          działa w obie strony). Natomiast absolutnie nie mogą sprzeciwiać się
                                          temu, aby kogos, kto legalnie mieszka odwiedzał zwykly znajomy, a
                                          tym bardziej ojceiec dziecka.
                                          Przepraszam bardzo, ale w rozmowie z dziadkami dziewczyny nikt nie
                                          jest obowiązany mowic prawdy o swoim zyciu osobistym.
                    • senseeko Re: Idealna babcia Mila tymczasem 28.08.09, 21:01
                      iwoniaw napisała:

                      > "jak co roku" akurat wtedy bawi w sanatorium. I Gaba jakoś TEJ opcji pod uwagę
                      > nie bierze, nawet gdy jest obiektywnie chora, ma niemowlę pod opieką, a mąż
                      > wyjechany.
                      To znaczy jakiej? Wysłania dzieci z Milą do sanatorium? A niby na jakiej zasadzie?
                      Żeby pojechać do sanatorium, to po pierwsze trzeba mieć skierowania od lekarza. Potem się je składa do specjalnej komisji i czeka pół roku albo rok aż łaskawie przyślą odpowiedź. Jeśli odpowiedź nie jest odmowna to się jedzie w terminie, jaki łaskawie wyznaczą.
                      Teoretycznie można zabrać wnuczki albo pojecjać bez skierowania, ale kosztuje to tyle, że Borejków na 200% nie byłoby stać.

                      Co do uniwersyteckich kolonii, to nic mi nie wiadomo, by UAM organizował jakoweś (A Gaba przecież pracuje na UAM). Owszem pojawia się systematycznie ogłoszenie o wczasach w Kołobrzegu i gdzieś w górach, być może pojawia się i o koloniach, ale od lat nawet nie wczytujemy się w nie dokładnie, bo wyjazd kosztuje tyle, że dla nas to za drogo. Więc się nie dziwię, że dla Gaby też.
                      Nie wiem może inni pracownicy naukowi mają pieniądze, może dorabiają dodatkowym etatem, czy jakimiś fuchami na boku, ale z pensji adiunkta nie da się pojechać na żadne wczasy a i z wysłaniem dziecka na kolonie nie za bardzo (nie mówiąc o tym, że nigdy nie wiadomo gdzie by dziecko trafiło). Ale np nasi przyjaciele ona z pensją nauczycielską a on na UAM, ale inny kierunek, jakoś wyskrobali w tym roku by wynająć na tydzień kwaterę za 30PLN dziennie od osoby dorosłej i ciut mniej od dzieci (2). My nie wyskrobaliśmy. Ale on pracuje jeszcze na drugim etacie w prywatnej szkole - taki kierunek, że go tam chcą. Gaby raczej by w tej szkole też nie chcieli, moze Grzesia? Chociaż matematyków to ma się na pęczki, wiec pewnie dużo by nie dorobił.
                      • verdana Re: Idealna babcia Mila tymczasem 28.08.09, 21:14
                        Ale adiunkt na ogół ma spokojnie czas na fuchy - a już na 100%
                        adiunkt na humanistyce.
                        Jak się nie ma na wakacje dla dzieci, to trzeba takie fuchy brać.
                        Nigdy nie pracowałam na jednej posadzie, niestety - szkola,
                        korepetycje, kursy, kretynska bibliografia - zabawne to nie jest,
                        ale nawet etat adiunkta+fuchy+praca naukowa to i tak mniej niż 8
                        godzin dziennie normalnego pracownika.
                        Łacina w szkolach bywa, łacinników ze świeca szukać. Informatyk,
                        ktory nie potrafi dorobic, to już swoista patologia.
                        • senseeko Re: Idealna babcia Mila tymczasem 28.08.09, 21:39
                          verdana napisała:

                          > Ale adiunkt na ogół ma spokojnie czas na fuchy - a już na 100%
                          > adiunkt na humanistyce.
                          Jeden adiunkt ma, a drugi nie ma, bo akurat taki pasjonat, że mu praca naukowa ten czas na fuchy zabiera. A resztę czasu, który mógłby "sfuchować" przeznacza na siedzenie przed komputerem i buszowanie po listach dyskusyjnych.

                          > Jak się nie ma na wakacje dla dzieci, to trzeba takie fuchy brać.

                          No my mamy akurat dziwną sytuacje, bo w tym roku nasza latorośl kategorycznie odmówiła wszelkich wyjazdów do miejsc gdzie nie ma komputera chodzącego 24h na dobę, normalnej łazienki (w zeszłym roku mieszkalismy 2 tygodnie na wsi (spanie za darmo), gdzie była jeno wygódka i woda wyłacznie zimna, nam to odpowiadało, latorośl okazuje się mieszczuchem-domatorem luksusowym) TV satelitarnej i innych udogodnień.
                          Siłą musimy wypychać dziecko na podwórko, siłą ciągnąc na spacer, bo najszczęśliwszy byłby spędzajac całe wakacje przed komputerem.
                          Z powodu innych wydatków które się w tym roku pojawiły oraz pilnych obowiązków do wykonania w te wakacje akurat, odpusciliśmy i dziecko było tylko 2 tygodnie na półkoloniach a resztę wakacji spędziliśmy chodząc nad jezioro albo na spacery (właśnie przed chwilą wróciliśmy z ostatniej już chyba, a może przedostatniej w te wakacje kąpieli). Ale za to do nas przyjeżdżali goście, wiec wakacyjnie było.

                          > Nigdy nie pracowałam na jednej posadzie, niestety - szkola,
                          > korepetycje, kursy, kretynska bibliografia - zabawne to nie jest,
                          > ale nawet etat adiunkta+fuchy+praca naukowa to i tak mniej niż 8
                          > godzin dziennie normalnego pracownika.

                          Nie wiem, może my jesteśmy ciapy, ale ja z kolei jeśli pracowałam na etacie, to zawsze na jednym. Mąż podobnie. I zawsze moja praca, jakiej bym się nie podjęła czy na uniwerku czy w szkole, zajmowała mi cały czas. A bo to coś trzeba doczytać, podkształcić się, jeśli na uniwerku, to np praca doświadczalna zajmuje czasem kilka dni i nocy, a jak nie zajmuje to trzeba opracować wyniki, a np w szkole to przygotować testy, sprawdzić testy, przygotować się do lekcji, przygotować pomoce naukowe - ciągle było coś do zrobienia. Zdecydowanie zajmowało mi to nie 8 a co najmniej 12 h dziennie.
                          Mężowi (humaniście) faktycznie mniej przynajmniej jesli idzie o godziny spedzone fizycznie na uczelni, ale widze, ze przez cały dzien albo coś pisze, albo czyta, albo czegoś się uczy, albo coś przygotowuje. A jak wspomniałam - w wolnym czasie buszuje po necie.

                          BTW A skąd się takie fuchy bierze?

                          Obawiam się, że mamy takie wykształcenie, że o fuchy niełatwo, chyba że nie zwiazane z zawodem. No to takie czasem bierzemy, ale bardziej hobbystycznie niz dla zarobku.
                          > Łacina w szkolach bywa, łacinników ze świeca szukać. Informatyk,
                          > ktory nie potrafi dorobic, to już swoista patologia.

                          A Grześ jest informatyk czy matematyk?

                          Może patologia a może PRLowskie wychowanie? Jeśli ja coś zrobię dla znajomego - dajmy na to napisze mu program, złoże czy naprawię komputer czy co tam informatyk moze jeszcze zrobic,(gdybym była informatykiem) to kasy za to nie wezmę, bo bym się głupio czuła. Jeśli mnie poleci znajomemu, to jak brać kasę od znajomego naszych znajomych?
                          Ja to mam we krwi - mój ojciec, "złota rączka", też nigdy nie bierze pieniędzy za drobne naprawy wykonywane krewnym i znajomym królika, sasiadom, etc.
                          Jeśli komus udziele korepetycji (rzadko) to też na zasadzie przyjacielskiej przysługi i dzielenia się przedmiotem, ktory mnie pasjonuje.
                          Na ogloszenie o korepetycjach, ktore kiedyś powiesilam nie odpowiedział nikt. Albo było źle napisane, albo moj przedmiot nie jest poszukiwany. Ale w sumie nawet byłam zadowolona, bo tyle jest ciekawych rzeczy do zrobienia, że poświęcać mój cenny czas na korki za pieniądze? No ile ja bym mogła za takie korki dostać? Czy to byłoby wiecej warte niż ta godzina, przez którą mogłabym chocby nawet poczytać ksiazkę?
                          ba!
                      • lezbobimbo Re: Idealna babcia Mila tymczasem 28.08.09, 21:16
                        senseeko napisała:
                        Ale np nasi przyjaciele o> na z pensją nauczycielską a on na UAM, ale inny
                        kierunek, jakoś wyskrobali w tym roku by wynająć na tydzień kwaterę za 30PLN
                        dziennie od osoby dorosłej i ciut
                        > mniej od dzieci (2). My nie wyskrobaliśmy.

                        W odroznieniu do zamoznych Borejkow nie mieszkacie chyba razem z wielka,
                        zarabiajaca rodzina pod jednym dachem z gumy? ;)
                        No i co to jest te 30PLN za osobe, co to takie male zje? :) Pola namiotowe i
                        kiedys byly tanie i dzisiaj tez bywaja, wiec te rozpasane i rozrzutne Borejki
                        spokojnie moglyby te troche zaoszczedzic, zwlaszcza ze kiedys do Czaplinka
                        umieli jakos pojechac co roku i wedzic i hasac po lasach (o czym narzekam tutaj
                        ponownie:)

                        Zreszta - Gaba wpychajac dzieci Nutrii twierdzila, ze sypnie groszem. To co jej
                        szkodzilo w inne lata (niz to gdzie lezy z noga) jechac z malymi i Grzesiem do
                        tejze samej Anieli za ten sam grosz? Niechec do wlasnych bachorow, ot co ;)

                        Co prawda ten grosz wdowi, tfu tfu Gabiny, jest tak obfity, ze na zakupy w
                        Warsie Nutria sie wyprula.. to juz kurde calkiem pokrecone ;) Nie mogla MM
                        napisac, ze zostaly okradzione albo zgubily forse romantycznie juz w Poznaniu,
                        to by bylo bardziej prawdopodobne.
                • iwoniaw A porównanie do drogowców w styczniu 28.08.09, 16:01
                  którego użyła verdana, wydaje mi się wyjątkowo trafne: w końcu wiedza o tym, że
                  w kolejnym roku dzieci znów będą miały 2 miesiące wakacji (na które G.
                  chciałaby je gdzieś posłać, wszak to nie niechęć, tylko niby brak
                  funduszy) powinna u średnio bystrej osoby wywołać jakąś reakcję i pobudzić do
                  działania. Można odkładać co miesiąc choćby z jednej chałtury (zwłaszcza skoro
                  ich tak wiele), można się rozejrzeć za jakimś dofinansowaniem, wyjazdem
                  organizowanym przez parafię, zaplanować jakąś wędrówkę ze spaniem w
                  schroniskach, żeby się już na hotele nie rujnować, pomyśleć o wynajęciu jakiegoś
                  lokum nad morzem, jezorem lub w górach z grupą przyjaciół (skoro niby Borejkowie
                  towarzyscy i takie tabuny znajomych mają), namiot zabrać i wyruszyć do ogródka
                  Anielli czy na pole namiotowe gdziekolwiek... - no nikt mi nie powie, że to TAKI
                  problem. I jeszcze to przedstawienie rodziny z dwójką/trójką dzieci mieszkającej
                  z rodzicami (żadne tam kredyty hipoteczne), gdzie oboje rodzice pracują (na
                  kilku etatach/ z milionem zleceń dodatkowych) w sytuacji finansowej gorszej niż
                  beneficjentów opieki społecznej (ledwo na podstawowe potrzeby starcza, na
                  wakacje mowy nie ma) - denerwuje mnie to i już.
                  • meduza7 Re: A porównanie do drogowców w styczniu 28.08.09, 18:58
                    Dokładnie. Znam wiele rodzin w sytuacji podobnej do Gabrieli (w sensie pracy i
                    zarobków), które nie miały nigdy szczególnych problemów z posłaniem dzieci
                    gdzieś na wakacje, bądź np. zorganizowaniem kilkurodzinnego wypadu pod namioty,
                    bądź cokolwiek w tym stylu. O, wyjazdy do zaprzyjaźnionej gaździny w Poroninie
                    (nie na zasadzie podrzucania małych kukułek, tylko normalnego wynajęcia
                    kwatery). Pewnie, że to nie były wypasione wycieczki all inclusive, tylko
                    wszystko bardziej spartańsko-harcerskie, ale jednak. A na takie wakacje
                    przeważnie odkładało się po trochu przez cały rok szkolny, aż się jakaś tam
                    sumka wreszcie uzbierała. Można? Można.
                    • dakota77 Re: A porównanie do drogowców w styczniu 28.08.09, 19:01
                      Pewnie, ze mozna. Tyle ze jak zwykle to wymaga myslenia, ktore nie jest
                      mocna strona Borejkow, znaczy, ehem, MM.
                  • lezbobimbo Re: A porównanie do drogowców w styczniu 28.08.09, 21:08
                    iwoniaw napisała:
                    I jeszcze to przedstawienie rodziny z dwójką/trójką dzieci mieszkającej> z
                    rodzicami (żadne tam kredyty hipoteczne), gdzie oboje rodzice pracują (na> kilku
                    etatach/ z milionem zleceń dodatkowych) w sytuacji finansowej gorszej niż>
                    beneficjentów opieki społecznej (ledwo na podstawowe potrzeby starcza, na
                    > wakacje mowy nie ma) - denerwuje mnie to i już.

                    Wlasnie, o co biega, moi drodzy? Rozrzutni i hojni Borejkowie nagle skapiradla
                    takie? Na perfumy maja, na komputery, na te same ksiazki i 7 egzemplarzy tej
                    samej gazety (wylacznie na jolki) maja, na to sanatorium nadmorskie dla swych
                    starcow maja - a coroczny bilecik w Polske pod grusza czy nad wode to nie??
                    Chyba ze na codzien az tyle wszyscy przeputaja, ze nagle co lato rozrzutna i
                    bezmyslna Gaba budzi sie rzeczywiscie z reka w nocniku ;PPPP

                    Ciekawe, ze w starej Jezycjadzie MM umiala wysylac te cala, niezamozna,
                    wielodzietna, piszczaca z glodu i patologiczna rodzine minimalistow co roku pod
                    namiot do Czaplinka. Gabie chyba gips z nogi uderzyl do glowy, ze o wlasnych
                    wakacjach na lonie taniej polskiej natury zapomniala.
                    I jak Pyza miala rodzic to bylo "co to takie male zje", nie mowiac co zabrudzi
                    obydwoma koncami i jeszcze jej chcieli domki budowac bezrobotnej - ale wsiasc do
                    przasnego autobusu czy do pociagu w dwojke z dziecmi i plecakami to nagle za
                    drogo???
                    • verte34 Proste! 28.08.09, 21:39
                      Gaba nie może jechać z małymi z tego samego powodu, dla którego w
                      Jeżycjadzie roi się od sierot pełnych i 1/2.
                      Gdyby kwoka pojechała ze swoimi dziećmi, nie spotkałoby ich nic
                      dramatycznego, odpowiedniego na powieść.
                    • lutecja4 Re: A porównanie do drogowców w styczniu 28.08.09, 21:45
                      lezbobimbo napisała:

                      > Wlasnie, o co biega, moi drodzy? Rozrzutni i hojni Borejkowie nagle skapiradla
                      > takie? Na perfumy maja, na komputery, na te same ksiazki i 7 egzemplarzy tej
                      > samej gazety (wylacznie na jolki) maja, na to sanatorium nadmorskie dla swych
                      > starcow maja - a coroczny bilecik w Polske pod grusza czy nad wode to nie??
                      > Chyba ze na codzien az tyle wszyscy przeputaja, ze nagle co lato rozrzutna i
                      > bezmyslna Gaba budzi sie rzeczywiscie z reka w nocniku ;PPPP
                      zawsze zastanawiałam się nad tym,że Borejkowie niby tacy biedni, a stać ich a to
                      na markowe perfumy,a to na własny komputer dla cztero- czy pięciolatka,a to na
                      kupowanie kilku egzemplarzy tej samej gazety czy książki-rozumiem,że mieszkając
                      osobno, każdy chce mieć swoje książki, ale oni nie planowali wyprowadzek,więc
                      takie postępowanie jest niemadre i nielogiczne
                      w dawnej Jeżycjadzie niepracująca Mila i niezaradny Ignacy potrafili wyjechać na
                      wakacje, a żyjący w kołchozie neojeżycjadowcy nie mają pieniędzy na jakikolwiek
                      wyjazd
                      choć oddając sprawiedliwość autorce i wyrodnej Gabie-Laura podczas spaceru po
                      muzeum Mickiewicza wspomina,że była tam już kiedyś podczas jednej z wycieczek
                      wakacyjnych, na które zabierała je matka
                      • meduza7 Re: A porównanie do drogowców w styczniu 29.08.09, 00:18
                        Odnoszę wrażenie, że rodzina Borejków od samych swych zamierzchłych początków
                        wykazywała się kompletnym brakiem umiejętności planowania wydatków. Albo też
                        spontanicznością w zakupach, która to planowanie psuła. Albo i też niemyśleniem
                        w ogóle o tej sferze, bo przecież jakoś to będzie.
                        Przykłady: wielokrotnie już cytowane tutaj nabywanie któregoś z kolei Plutarcha
                        zamiast czekolady dla córek. To jest dokładnie odpowiednik tych siedmiu
                        egzemplarzy GW co tydzień. I jest to podejście trochę takie, jakie prezentowała
                        autorka "Delicji ciotki Dee", opisująca amerykański zwyczaj oszczędzania nawet
                        najdrobniejszych sum, czemu ona bardzo się dziwiła. To takie polskie, zastaw się
                        a postaw się (w tym przypadku: kup Plutarcha). Mrówcza skrzętność traktowana
                        jest z pogardą, jako przejaw - nie wiem - ciasnego umysłu? Boso, ale w ostrogach.
                        I to samo co do innych dóbr materialnych. Zniszczenie telewizora, oddanie pralki
                        Gizeli (ok, to ma sens, ale jestem pewna, że gdyby obrażona Mila nie miała
                        wówczas pod ręką Gizeli, zostawiłaby pralkę po prostu na ulicy!). W Brulionie te
                        rozważania - gdyby nadeszła wielka powódź i wypłukała ludziom z piwnic te
                        wszystkie zapobiegliwie gromadzone dobra, te pralki Luna i co tam jeszcze. Z
                        jakąś taką wyraźną nutą dezaprobaty wobec tych, co gromadzą. Bo oni zbierając
                        dobra przywiązują się zbytnio do ziemi, a tymczasem powinni być jak ptaki i
                        lilie polne, i pozwalać bujać duchowi?
                        • kkokos Re: A porównanie do drogowców w styczniu 29.08.09, 13:39
                          Bo oni zbierając
                          > dobra przywiązują się zbytnio do ziemi, a tymczasem powinni być
                          jak ptaki i
                          > lilie polne, i pozwalać bujać duchowi?


                          tak. wartościowy człowiek nie uznaje wartości materialnych, nie
                          myśli o nich, nie przywiązuje się.

                          i nie że "jakoś to będzie" - niemyślenie o pieniądzach zostaje
                          nagrodzone. ida nie myślała i odziedziczyła mieszkanie (no dobra,
                          namiastkę, ale znam takich, co z pocałowaniem ręki itp.). pyza nie
                          myślała i została obdarowana "wolnymi funduszami" ciotki
                          starczającymi na domek. gaba nie myślała i z nieba spadli jej
                          jankowiakowie z wakacjami dla dzieci i mąż ze zmywarką (przejawem
                          wybujałego konsumpcjonizmu). mila nie myślała i laptoka dostała
                          (długo przed tym, jak laptoki zaczęłi mieć wszyscy).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka