maryna04
13.12.05, 19:13
Czas podzielic sie wrazeniami z wycieczki do Meksyku. Jak wiadomo lezy on w
Ameryce Polnocnej, zawsze kojarzymy go z krajami...no wlasnie... Ameryki
Lacinskiej, ktore przeciez z Ameryka Pln. nie maja nic wspolnego. Mysle, ze
spolecznosc meksykanska w zaleznosci od okolicznosci czuje sie przynalezna do
jednych lub drugich, a najbardziej... do siebie. Meksyk ma przeszlo 100 mil
ludnosci a obszarowo jest wiekszy od Polski prawie 6 razy. Ludnosc to glownie
metysi, jakies 30% to w dalszym ciagu Indianie roznych plemion i niecale 10%
to biali. Taki sklad ludnosciowy to jak w calej Ameryce Lacinskiej skutki
podbojow dzielnych Europejczykow, w tym przede wszystkim Hiszpanow. Nie bede
robic wykladu z historii Meksyku, ale jak zwykle musze zauwazyc, ze kiedy my
dzielnie walczylismy o odzyskanie niepodleglosci np w XIX wieku i potem tak
samo dzielnie walczono w innych obszarach swiata - naogol o uzyskanie
niepodleglosci. Bylo to dla nich tak samo wazne jak dla nas i mozna sie
spierac, czyja "droga przez meke" byla gorsza, czy bardziej bohaterska.
Mexico City - stolica kraju walczy o palme pierwszenstwa jako najwieksze
miasto swiata z innym rozleglymi kolosami - przeszo 18 mil. mieszkancow.
Nastepne w kolejnosci miasta tez maja tutaj po kilka milionow mieszkancow.
Turystyka to dwa zaglebia - na wschodzie na polwyspie Jukatan coraz
modniejsze, wybudowane przed laty glownie dla amerykanskich turystow Cancun i
kilometry ciagnacych sie hoteli i "resortow" nad Zatoka Meksykanska, a tez
wyspa Cosumel z przyleglosciami. To tam sie jezdzi (jak byscie sie wybierali)
obecnie na nurkowanie i inne sporty wodne, tak jak od przedwojny jezdzilo sie
do Acapulco, po przeciwnej stronie kraju lezace nad Oceanem Spokojnym.
Po spotkaniu z cala grupa w hotelu w stolicy kraju okazalo sie, ze wiekszosc
uczestnikow przyleciala z Polski. Turystow z Polski jest w Meksyku tak duzo,
ze jest przynajmniej kilku stalych rezydentow obslugujacych te grupy. Nam
przypadl przemily, mlody czlowiek, z duza wiedza, zreszta nie tylko o Meksyku
od kilku lat zamieszkujacy w tym kraju, ktory coraz bardziej tu "wsiaka".
Czesc polska i amerykanska roznila sie od siebie przede wszystkim statusem,
amerykanska czesc byla ubozsza, bez prestizowych stanowisk, polska bogatsza z
bardziej prestizowymi pozycjami. Oprocz tego jestesmy srednio tacy sami -
mili, mniej mili, przemadrzali, mniej przemadrzali - wszyscy ciekawi swiata.
Kilkakrotnie juz spotykalam sie z Polakami z Polski na wycieczkach, zawsze
znajduja sie tacy, co koniecznie chca nas "Amerykanow" pouczac, wiedza
lepiej... tym razem bylo wyjatkowo malo takich. Bardzo mila grupa.
Czesc turystyczna rozpoczelismy od zwiedzania stolicy. Jak zawsze-
starowka, budynki rzadowe, tym razem przede wszystkim palac prezydencki z
muralami przedstawiajacymi historie Meksyku najslynniejszego malarza
meksykanskiego Diego Rivery. Ile on zamalowal tego Meksyku !!!. Na pewno z
filmu Frida znacie ta postac, bylismy oczywiscie i w muzeum Fridy Kahlo. Nie
wnikajac w strone artystyczna ich dokonan nas z kraju postkomunistycznego
zaskakuje uwielbienie dla komunizmu i jego przywodcow nie tylko tej pary.
Zawsze moglo dziwic, dlaczego Trocki wybral Meksyk na miejsce swojej
ucieczki - wlasnie z powodu ogromnej sympatii intelektualistow tutejszych do
komunizmu. Frida nad lozkiem, w ktorym umarla ma portret "klasykow". W muzeum
antropologicznym, ktore zwiedzalismy w niedziele najbardziej sympatycznie
wygladaly tabuny mlodziezy szkolnej, ktora pracowicie odrabiala zadanie z
historii robiac notatki przy poszczegolnych ekspozycjach. Mysle, ze lamance
historyczne sa tu stosunkowo mniejsze, niz gdzie indziej. usiluje sie
zachowac ciaglosc od Aztekow i Majow i innych plemion, nie odmawia sie
korzeni hiszpanskich i bardzo duza wage przyklada sie wlasnie do walk
wyzwolenczych.
Dopiero na miejscu zorientowalam sie, ze Matka Boska z Gwadelupy znajduje sie
w stolicy. Oczywiscie zaliczylismy miejsce kultu, gdzie obok starej katedry
wybudowano nowa, z zewnatrz bardzo nieefektowna , ale za to w srodku bardzo
funkcjonalna. Okragy ksztalt i wyznaczone sciezki ruchu pozwalaja na
regulowanie ruchem tlumu. Bardzo zmyslnie jest pod samym obrazem.Ruchomy
chodnik, ktory nie pozwala zatrzymac sie przed obrazem. Tylko sie przejezdza,
a chetnych do ponownej "przejazdzki" zawracaja porzadkowi do wlaczenia sie w
posuwajacy tlum. 12 grudnia jak co roku jest swieto, zjezdzaja sie na ten
czas pielgrymki z calego swiata, rowniez Polakow z Ameryki i Polski. Wielkie
to wyzwanie dla wladz koscielnych i miasta. Przy okazji przypomne, ze JPII
swa pierwsza pielgrzymke odbyl do Meksyku i jak nas poinformowano, byl tu w
sumie 5 razy. Katolikow jest 88%. Z jednego kultu religijnego udalismy sie do
drugiego z okresu prehiszpanskiego - do Teotihucany - miasta bogow, aby
wspiac sie na dwie piramidy Ksiezyca i Slonca, przejsc droga zmarlych.
Wspinaczka na szczyty piramid to jedyna mozliwosc ucieczki przed natretnymi
sprzedawcami. Sluchajac opowiesci przewodnika nie mozemy wyjsc z podziwu nad
okrucienstwem Aztekow, ktorzy potrafili i 20 tys. ludzi zlozyc w ofierze
bogom, zreszta w bardzo okrutny sposob. A sa to juz fakty historycznie
udowodnione, moze dlatego nie podkresla sie tutaj az tak strasznie
okrucienstwa wojsk konkwistadorow z Fernanden Cortezem na czele. Wszystko tu
bardzo uporzadkowane, piramidy, nie sa jak w Egipcie grobowcami, ale
usypanymi - pieciostopniowo (bo bylo 5 swiatow i budowniczowie wlasnie zyli w
piatym) i obmurowanymi kamieniem. Troche mnie to rozczarowalo, bo kropkami
uczciwie zaznaczono miejsca zrekonstruowane, wlqsciwie nie widac miejsc
niezakropkowanych. Na zakonczenie dojscie do parkingu z przynajmniej
kilometrowa aleja straganow. Wiadomo, wszyscy ulegaja. Ja juz dawno wyroslam
z podkoszulkow, ktorych nikt potem nie zalozy, teraz kupuje "na sciane".
Miejscowe malunki, talerze ze stosownym kalendarzem przedkolumbijskim, jakies
miedzioryty, odwalam to zawsze na poczatku i potem tylko ogladam towar i
kupujacych. Oczywiscie mielismy zapewnione wieczory folklorystyczne z
lokalnymi napitkami i kuchnia. Juz mi ktos powiedzial, ze zjadalna, a nawet
b. dobra kuchnia meksykanska jest w USA i potwierdzilo sie, miejscowa jest
naogol obrzydliwa nie majaca wiele wspolnego z tymi pysznosciami w Ameryce.
Po trzech dniach harowki w City jedziemy luksusowym autobusem ( w zyciu nie
jechalam takim - szerokosc foteli jak w biznes klasie, podnozek na nozki do
gory, wyregulowana klimatyzacja i muzyczka. Tylko przeszkadzal brzeczyk,
ktory wlaczal sie ilekroc kierowca przekraczal 90km/godz. Ciekawe, czy polski
kierowca by go wylaczyl? CDN