Dodaj do ulubionych

jezyk za zebami.

18.03.06, 03:07
Czy umiecie dotrzymac tajemnicy? Bo ja nie, a juz na pewno nie w takich
sprawach, ze np. ktoras jest w ciazy, a jeszcze nie chce rozglaszac, beda sie
rozwodzic, ale jeszcze to tajemnica. Poniewaz tez naogol slysze: "ale ona
prosila, zeby nie powtarzac", wiec mysle, ze nie ja jedna nie potrafie
dochowac tajemnicy. Chyba, ze w jakis drastycznych, strasznie powaznych
sprawach, ale takich nie bylo wiele. Czy niedochowaniem tajemnicy kogos
skrzywdzilam, chyba niespecjalnie. Znam tez osoby, ktore sa dyskretne "jak
kamien w wode" i wcale nie naleza do najsympatyczniejszych, bo sa jakies
takie zimne. Pisze o osobnikach rodzaju zenskiego, czyli uwazam, ze panowie
umieja dotrzymac sekretu. Chyba faktycznie duzo czesciej.
Obserwuj wątek
    • kanoka Re: jezyk za zebami. 18.03.06, 08:16
      Przekazywanie informacji o bliżnich, to po prostu społeczny metabolizm
      informacyjny, scalajacy grupę - niesłusznie nazywany plotkowaniem. Kobiety są
      sprawniejsze w tej dziedzinie, bo jak to wielokrotnie udowodniono, mózg też ma
      płeć, przy czym płeć żeńska, bardziej jest uzdolniona pod względem zdolności
      werbalnych i socjalnych. Lubimy i potrafimy mówić, a w trosce o dobre
      funkcjonowanie grupy - plotkujemywink
      Jestem typową przedstawicielką płci żeńskiej. Dochowuję sekretu tylko wówczas,
      kiedy mnie się o to wyraźnie poprosi.
      • fedorczyk4 Re: jezyk za zebami. 18.03.06, 09:58
        Mam jedą przyjaciółkę znaną z tego że milczy jak grób. Najdyskretniejsza osoba
        na świecie. Nikt nigdy od niej niczego się nie dowiedział o nikim. Wszystko jak
        w studnię. Zapytałam ją kiedyś jak ona to robi, czy nigdy jej nie korci żeby
        puścić farbę kiedy my plotkujemy. Podniosła na mnie oczy łez pełne i
        wyszeptała - Ty nawet nie wiesz jak ja bym chciała, tylko że ja nigdy nic nie
        pamiętam, ja po prostu natychmiast zapominam. Ja biorę udział w "społecznym
        metaboliźmie informacyjnym" wybiórczo. Działam jak baza danychsmile
        • jan.kran Re: jezyk za zebami. 18.03.06, 10:02
          Wyrazy współczucia dla przyjaciółkismile)))

          Ja jestem okropną paplą . Wiele lat temu miałam z tego powodu przykrości.
          Zraniłam bezmyślnym gadaniem parę bliskich mi osób. Od tej pory można mnie w
          talarki kroić , nic nie powtórzę jak nie mam na to zgody autora.
          Chyba się wrzodów z tej dyskrecji nabawię bo uwielbiam plotki i intrygismile)
          Kran
          • filomena1 Dyskrecja , tajemnica, dyplomatyczne milczenie 18.03.06, 18:47
            Witajcie, jestem tu NOVA, a co dziwne juz po 40 i w plusie mam tez
            troche.Ale , moze tego nie zauwazycie.
            Ad rem.
            Swietny temat przyciagnal moja uwage i wydaje mi sie wart zatrzymania na
            chwilke...
            Otoz, tajemnica i dyskrecja to nie tylko moj zawod z wyboru ale i hobby, co
            tez nie zmniejsza mojej slabosci "puszczania" farby nieszkodliwej.
            SZtuka jest wyczucie , co i ile mozna wypaplac, tak by nie uszczknac sedna
            tajemnicy.
            Szczegolnie trudne sa tajemnice informacyjne, takie wlasnie ktore sa jakby
            wiadomoscia - informacja, ktora tak czy siak sie ujawni.
            Waznym jest unkniecie sensacyjnosci z jakis posiadanych wiadomosci..
            Obdarzona zaufaniem jakos czuje , ze ktos mi cos darowal, a zatem prezent
            ten powinnam zatrzymac dla siebie, tak jak nie daje sie prezntow dalej.
            To tak na szybko, ale chetnie tu wroce, gdyz to zagadnienie nad ktorym od
            dawna mysle...C
            podzrawiam
            Fil. PS. interesuje mnie czy i kiedy i przez kogo i co , mozemy czuc sie
            zwolnieni z tajemnicy?
    • wedrowiec2 Re: jezyk za zebami. 18.03.06, 19:57
      O swoich tajemnicach klepię dookoła zapominając, że to tajemnice, a ich zbyt
      wczesne ujawnienie może mieć niezbyt ciekawe zakończenie. O powierzonych mi
      sprawach innych osób milczę jak grób. Nawet, gdy są to sprawy osób mi
      nieprzychylnych (patrz afera trollowa na sąsiednim forum - przesłane mi zdjęcia
      nigdy nie opuściły dysku komputera).
      • wedrowiec2 Re: jezyk za zebami - korekta 18.03.06, 19:59
        Opuściły gdy zmieniałam komputer. Zostały przegrane z jednego dysku na drugismile
        • mammaja Re: jezyk za zebami - korekta 18.03.06, 21:16
          Oczywiscie ploteczki to urocza sprawa i chetnie pojawiam sie u przyjaciolki z
          nowinkami "co u kogo".Ale jezeli zostane poproszona o niepowtarzanie, to
          traktuje to niezwykle serio, a potem sie dziwie, ze inni juz dawno o tym gadaja.
          Niestety zostalam bardzo ciezko dotknieta przez nie respektujacych takich
          zastrzezen ludzi,
          mialam mnostwo przykrosci - mimo, ze bylo to w gronie tzwn. przyjaciol.Wiec
          raczej trzymam jezeyk za zebamismile
        • mantra1 Re: jezyk za zebami - korekta 18.03.06, 21:26
          Mam problem z trzymaniem jezyka za zebami, gdy chodzi o pewne informacje "spec
          znaczenia", ktore sila rzeczy musze poznawac czasami, pelniac swoje obowiazki
          zawodowe. Ostatnio wlasnie chlapnelam taka informacje tutaj, po czym, dopiero po
          dwoch dniach dotarlo do mnie, ze nie powinnam byc moze tego pisac na publicznym
          forum, bo jakby niedajbosze co do czego, to moglabym miec powazne problemy.
          Taka papla stalam sie w poprzedniej epoce, kiedy to rozni smutni panowie
          zobowiazywali mnie czasami do dyskrecji na temat przebiegu spotkan z nimi, do
          ktorych odbywania mnie zmuszali. Wypracowalam sobie wowczas specjalnie taki
          "imidż" mlodej, glupiej, roztrzepanej i rozpowiadajacej wszystko na prawo i
          lewo, bo byl to dobry sposob, by przypadkiem nie przyszlo im do glowy, ze sie
          nadam na ich wspolpracownika. O skutecznosci tego sposobu przekonalam sie
          jeszcze bardziej, gdy w koncu pewna pracujaca ze mna osoba, gdy glupawo
          chichoczac opowiadalam towarzystwu w radiowym bufecie o mojej rozmowie z takim
          smutnym panem wysyczala mi do ucha: "Ale przeciez miala pani nikomu o tym
          spotkaniu nie opowiadac...".
          I tak, niestety mi zostalo. Jakos trudno mi zachowac te wszystkie ciakawostki,
          ktore wpadaja w moje ucho podczas roznych rozmow na wysokim szczeblu, no chyba,
          ze podpisuje klauzule tajnosci, ale cierpie wtedy w dwojnasob, bo zwykle sa to
          wlasnie najciekawsze i raczej nie publikowane w prasie informacje, ktorymi mam
          straszna ochote podzielic sie z bliznimi smile)
          W sprawach osobistych swoich i innych osob jest calkiem odwrotnie. Jesli mowie o
          sobie, to rzadko o swoich dramatach, czy problemach, raczej o rzeczach
          pozytywnych, czy zabawnych. Pamietam, jakim szokiem dla znajomych i rodziny byla
          moja decyzja o rozwodzie. Nikt nie mial pojecia, jak naprawde miedzy nami bylo,
          bo na zewnatrz uchodzilismy za swietne malzenstwo.
          Podobnie z tajemnicami, powierzanymi mi przez inne osoby. Milcze jak grob (no,
          moze czasami cos pisne wspoldomownikowi, zwlaszcza jesli nie zna, albo zna slabo
          podmiot sekretu). Nie znaczy to jednak, ze nie lubie plotkowac. Wrecz
          przeciwnie, bardzo lubie byc zarowno nadawcza, jak i odbiorcza skrzynka
          informacyjna na temat wspolnych znajomych. I jakos nigdy zaden z interlokutorow
          nie wzbranial sie przed wejsciem w plotkarski dialog, a wrecz przeciwnie, zwykle
          kazdy wysysa te ploty do ostatniej kropli, po czym nadaje, co wie smile)
          I mitem jest stwierdzenie, ze faceci nie plotkuja, czy plotkuja mniej od kobiet!
          Poczawszy od moich obu kolejnych partnerow, poprzez przyjaciol i kumpli, a
          skonczywszy na znajomych z netu, w kazdym jak dotad znalazlam chetne do
          sluchania ucho, sprawny nadajnik, badz chetnego do "wymiany barterowej" smile)
          • maryna04 Re: jezyk za zebami - korekta 18.03.06, 22:33
            Filomena zapytala, w jakich okolicznosciach mozna czuc sie zwolnionym z
            tajemnicy. Mysle, ze to problem dla ksiezy i terapeutow. A dla reszty w
            zaleznosci od tego czy czujemy, ze ktos jest prez nasze milczenie krzywdzony.
            Oczywiscie nasze czucie niekoniecznie jest sluszne i niezachowanie dyskrecji
            czesto nie wychodzi na dobre zadnej stronie.
            Mozna rozwinac watek o plotkowanie i obgadywanie. Nie wierze, ze kiedykolwiek
            jakas wiadomosc konczy sie tylko jako wdzieczna ploteczka. Przeciez nastepny
            krok to ustosunkowanie sie do tej informacji dwoch czy wiecej osob - czyli
            obgadywanie. Niezaleznie, czy wyrazamy pozytywne, czy negatywne opinie o
            przedmiocie, czyli osobie, ktora jest na tapecie.
            • mantra1 Re: jezyk za zebami - korekta 18.03.06, 23:36
              maryna04 napisała:
              >Nie wierze, ze kiedykolwiek
              > jakas wiadomosc konczy sie tylko jako wdzieczna ploteczka. Przeciez nastepny
              > krok to ustosunkowanie sie do tej informacji dwoch czy wiecej osob - czyli
              > obgadywanie. Niezaleznie, czy wyrazamy pozytywne, czy negatywne opinie o
              > przedmiocie, czyli osobie, ktora jest na tapecie.
              --------
              Czyli co? Calkiem nie rozmawiac na temat bliznich? Nie wyobrazam sobie tego.
              Przyklad z dnia dzisiejszego: rozmowa telefoniczna z pania X w pewnym momencie
              schodzi na wspolnych znajomych. Padaja najczestsze w takich przypadkach pytania:
              "A wiesz moze, co slychac u..." i wymiana niewinnych informacji, lub
              stwierdzenie braku takowych. W pewnej chwili pada imie osoby, co do ktorej
              intencji od pewnego czasu mam pewne, powiedzmy watpliwosci. Wyczuwam, ze rowniez
              pani X nie jest w stanie zachowac naturalnego tonu rozmowy. Nastepuje cos w
              rodzaju wzajemnego "obwachiwania", po czym obie, niemal jednoczesnie wywalamy
              to, co nam lezy na watrobie. I okazuje sie, ze mamy co do tej osoby niemal
              identyczne odczucia, spowodowane niemal identycznym jej postepowaniem wobec nas
              obu i innych osob. Ja juz wiem, ze to, co pozostawalo dotychczas w sferze moich
              domniemywan i bardzo niejasnych podejrzen, ktorych nie chcialam dopuscic do
              swiadomosci jest prawda. Moja interlokutorka utwierdza sie w swojej ocenie
              postepowania tej osoby. Fakt, bylo to obmawianie, ale czyz nie pozyteczne dla
              nas obu? Nie mam juz wyrzutow sumienia, ze podejrzewalam o cos brzydkiego
              niewinna osobe, wiem juz, jaki kierunek przyjac w ewentualnych dalszych z nia
              kontaktach, zeby nie pozwolic sie skrzywdzic, czy soba manipulowac, a moja
              rozmowczyni...no coz moge tylko przypuszczac, ze tez jej to zle nie zrobilo.
              A przeciez zostala tu zlamana pewnego rodzaju tajemnica, z ktorej ani zaden
              ksiadz, ani terapeuta nas nie zwolnil.
            • filomena1 Odp. maryna04 19.03.06, 09:02
              > Filomena zapytala, w jakich okolicznosciach mozna czuc sie zwolnionym z
              > tajemnicy. Mysle, ze to problem dla ksiezy i terapeutow. A dla reszty w
              > zaleznosci od tego czy czujemy, ze ktos jest prez nasze milczenie krzywdzony.


              Otz , w zamysle mialam cos innego....
              nie nie terapeutow, lekarzy, ksiezy, adwokatow... Nie...
              przypuscmy, ze dochodzi do zerwania Twoich wiezi z kims kogo tajemnice
              powierzone Tobie sa aktualne. Z Toba osoba nie laczy Cie juz nic, ani milosc,
              ani przyjazn,ani malzenstwo ,ani praca, ..itp, malo tego... zostaliscie jesli
              nie wrogami to przeciwnikami.
              Czy w tej sytuacji wolno Ci mowic!
              Mnie sie wydaje, ze w trzymaniu jezyka za zaebami tkwi gleboki problem
              moralny.
              Czy upubliczniania, upowszechnianie wiadomosci , ktore sa Ci znane jest
              dopuszczalne, dlatego, ze z ta osoba juz jestes na przeciwnych biegunach?
              NCzy np. jesli ten przeciwnik zdradzil nasza tajemnice, to wolno nam w
              odwecie, niejako, rowniez odwzajemnic tym samym ujawnieniem...
              Czy dyskrecja to na zawsze, bez wzgledu na okolicznosci i warunki?
              to naprawde troche glebszy problem niz tylko male ploteczki - informacje o
              jednej pani do drugiej pani....
              Informacja to dzis bardzo lukratywny towar. zreszta i bez reszty zawsze byl
              cenny i pozadany.
              pozdrawiam niedzielnie..
              Fil
              • jan.kran Re: Odp. maryna04 19.03.06, 09:34
                Dzień dobry Filomeno !
                Ja jestem trochę w takiej sytuacji jak opisujesz. Osoba kiedyś bliska mi
                przyznała się z zimną krwią do podłości jaką popełniła z wyrachowaniem.
                Samo postępowanie jest naganne ale lekkośc z jaką to osoba mi to przekazała
                zwaliło mnie z nóg na tydzień.
                Pierwszym odruchem było upublicznienie tej podłości. Komukolwiek z rodziny i
                bliskich powiedziałabym o tym uwierzyliby mi na słowo.
                Ale nie zrobię tego. Nie chcę naruszać swoich zasad moralnych które są dla mnie
                bardzo ważne i nie chcę czuć się podle z powodu kogoś kto tego nie jest wart.
                Jednej osobie powiedziałam , bo dotyczy Jej to bezpośrednio. Poradziłam się co
                mam zrobić, I usłyszałam że nie , nie powinnam tego upubliczniać.
                A taką mam ochotę, cholera...
                Kran
                • maryna04 Re: Odp. maryna04 19.03.06, 13:13
                  Jesli ktos z okropna plama na zyciorysie, o ktorej by mi powiedzial bylby mi
                  chociaz obojetny a moze bliski, a powtorzenie, czy doniesienie o jego naprawde
                  strasznym postepku nic nie naprawi - a tylko ktos pojdzie np. "siedziec"-, to
                  zachowam tajemnice. Tak mi sie wydaje. Czy z pobudek moralnych? Nie, nie chce
                  mi sie babrac w.....
                  Niedawno pewna osoba zostala straszliwie skrzywdzona przez druga. Ta pierwsza
                  odgrazala sie, ze w odpowiednim momencie rozglosi rozne sprawki tej drugiej ,
                  co moze nie spowoduje wsadzenia jej do ciupy, czy wyrzucenia z pracy, ale
                  narobi jej naprawde okropnego balaganu w zyciorysie. I co? Juz dawno jest
                  po "tym momencie", pierwsza osoba nie zmienila swej nienawisci i wrogosci do
                  osoby, ktora ja skrzywdzila, ale machnela reka. Chyba tez nie chce sie babrac...
                  .
      • warum Re: jezyk za zebami. 19.03.06, 13:09
        Co jest??!! Taka cisza zapadlasad Wszyscy zaparli sie,ze nie puszcza pary z ust?
        O znajomych i ich znajomych nie musimy mowic,choc nam sie zdarzasmile ale o tych
        publicznie wystepujacych to paplajmy. No dobrze, czy sa tematy zastepcze /rownie
        wciagajace jak cudze tajemnice/ ?
        • mantra1 Re: jezyk za zebami. 19.03.06, 13:12
          To znaczy, ze czas zajrzec do Pudelka i zrobic alternatywny przeglad prasy? wink
          • warum Re: jezyk za zebami. 19.03.06, 13:47
            A se ulze...smileWczoraj tez ogladalam poPiSowy spektakl z glosnym bumm! na koncu.
            W miedzyczasie wystapil "znany"/mnie akurat z jakis zawodow sportowych, tzn ze
            spiewu na stadioniesmile/ tenor Torzewski. A poniewaz pamiec mam slonia, wiec tak
            mnie ob/ruszyl troche. Poprzednim razem poczulam podobny niesmak jak wokal z
            Budki Suflera wystartowal na senatora z ramienia PiS/ jako tzw "lokomotywa"smile/No
            ale tamtemu wybaczylam,gdy ktos na forum lokalnym skomentowal: "wybral ciepla
            emeryturke".
            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,3220411.html
    • edeka5 Re: jezyk za zebami. 19.03.06, 15:52
      Podobnie jak Wędrowiec szybciej wypaplę swoje sprawy niż powierzone mi przez kogoś.
      Mam w pracy taką znajomą, która czasami prosi mnie o drobne przysługi np. znalezienie autobusu na wyjazd za granicę do córki, jednocześnie prosząc żebym o tym nikomu nie mówiła. Więc milczę jak grób. W tym czasie dowiaduję się od innych w pracy, że ta pani wyjechała na urlop do córki do xxxxx. Wszyscy wiedzą oprócz mnie smile
      Nawet teraz wykasowałam nazwę państwa, bo przecież mam nie mówić smile
    • filomena1 Moralnosc i tajemnica 20.03.06, 16:43
      Ooj cos widze, ze w tym momencie sie urwalo.
      Zgadzam sie z Wami, ja tez jestem pleciuga i wole zdecydowanie opowiadac o
      sobie, nawet nie zeby sie chwalic, niz opowiadac o innych osobach.
      Opowiadajac o sobie opowiadam na wlasna odpowiedzialnosc, tworze wlasny
      obraz , moze dla kogos chwalipiety, egocentryka, ale uwazam ze lepiej to niz
      opowiesci o innych. A rozmowa to rozrywka, wymiana mysli takze. Wiec serwuje
      wlasne doswiadczenia, przezycia i przyklady , nie korzystam z cudzych.
      Tajemnica to moj zawod, jak juz powiedzialam, i hobby.
      Nigdy, przenigdy nie bede z niej zwolniona, gdy przestane wykonywac zawod,
      gdy ktos umrze a powierzyl mi tajemnice, , gdy nagle bedzie moim wrogiem i
      przeciwnikiem. Nawet gdynby czynil mi swinstwa, nie zwalniaaja mnie one z
      tajemnicy. Czy to moralnosc? czy glupie zasady ? nie wiem, wiem jedno, ze nie
      wzsysc tak mysla i nie wszyscy tak czynia. I ja ich za to nie winie. Trudno,
      jesli ich poczucie krzywdy uwazaja za usprawiedliwienie do ujawnienia
      tajemnicy. Czlowiek jest czlowiekiem, emocjonalnym odbiornikiem i
      nadajniekiem.
      Czasem jednak chcacy niechcacy uda mi sie niewinne uszczniecie rabka
      tajemnicy. A potem mam wyrzuty sumienia, gdy ktos z tego robi uzytek.
      Pozdrawiam Fil
      • alfredka1 Re: Moralnosc i tajemnica 20.03.06, 17:40
        Zawód i hobby w tajemnicy? ojoj, ja nie wytrzymałabym, przynajmniej na tym
        naszym forum,gdzie jestesmy, wirtualnie bo wirtualnie, ale
        zaprzyjażnieni.Zresztą często udzielamy sobie porad czy dzielimy się
        doświadczeniami.... nie! "udzielamy sobie porad" brzmi okropnie, ot zwyczajnie
        radzimy się w tej czy innej sprawie. Niektórzy z nas już się poznali i
        nawiązali bliższe znajomości. A dla mnie, seniorki tego Rodu Forumowego,
        jesteście Rodziną, jako że rodzina moja w realu liczy 3 osoby /slownie trzy/ w
        kraju i jedna za dalsza miedzą. Pozdrawiam Cie serdecznie i nie traktuj tego
        jako nawoływanie do "ujawniania się" /ależ to teraz okropnie brzmi/smile))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka