Gość: Anti.dot.com
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.05.05, 23:02
Witam wszystkich
Pozwólcie, ze opiszz mój sposób na biznes. Nie bedzie to porada typu "jak
zacząć". Ja po prostu chce opisac swoja droge do tego wlasnego "byznesu" :-)
Zawsze pracowałem na etacie. W mojej rodzinie nie było wzoru, z którego
móglbym czerpać jakakolwiek wiedze. Sami na pewno to znacie - glosy rodziny:
"musisz miec pewna prace, ZUS itp. Z pokolenia na pokolenie "etatowcy" (nie
zebym cos mial przeciwko etatowcom, ale mnie osobiscie juz mierzilo to
codzienne wstawanie i bycie pod czyims "butem".
Tak cos okolo roku 2002 blizej zainteresowalem sie pojeciem "wlasna firma".
Tym bardziej, ze mój znajomy juz cos wtedy zazcynal. Zaczalem kombinowac "co
by tu robic na wlasny rachunek".. Rety, ile to przychodzilo do glowy pomyslów.
Tylko ze ja mialem jeden problem: strach. No bo, jak wczesniej wspominalem, w
mojej rodzinie od pokolen - sami etatowcy. Wiec chyba cos w genach zostaje.
No i podchodzilem do tej "wlasnej firmy" jak pies do jeża.
Przez ostatnich kilka lat pracowalem w agencjach reklamowych (jako
copywriter). W reklamie czesto jest tak, ze pracuje sie "do zwyciestwa", czyli
po kilkanascie godzin na dobe. No i doszlo do tego, ze zapominalem o wlasnym
domu. Niezaplacone rachunki, kobieta zaniedbana i takie tam.
Pod koniec ubieglego roku "olalem" to wszystko. Zerwalem z praca i juz. Na
szczescie mialem dosc duzo kontaktów. Jako ze mielem czas moglem robic
zlecenia w domu. W styczniu tego roku bylo ich tak duzo, ze w koncu zalozylem
firme i pracuje w ten sposób do dzis. Mail, internet, telefon. Siedze w domu i
pracuje - bez codziennego wstawania i sluchania "szefa".
Ja nie mam zamiaru tutaj nikogo przekonywac do swojego profilu dzialalnosci.
Bron Boze. Problem tkwi w czyms innym. Mianowicie musialem sie przelamac, zeby
zmienic schemat myslenia mojej rodziny. Zaozylem te firme i teraz doswiadczam
jej zalet, ale takze wszystkich wad posiadania wlasnej firmy: ZUS, ktory boli,
jak jasna cholera. Wybralem podatek liniowy, wiec na podatek dochodowy nie
narzekam - dla mnie sprawa jest jasna: nie zarabiam = nie place. Ale ZUS? ech...
Jesli chodzi o zalety, to po kilku latach pracy po kilkanascie godzin na dobe
- teraz naprawde zaczynam dostrzegac normalne zycie. Mam akurat taki zawód, ze
moge pracowac w domu i dzieki Bogu zlecenia do mnie spywaja. Nie mam ogromnych
kosztów dzialalnosci (wykonuje usluge, której nie trzeba "magazynowac",
pilnowac, itp)
Jedno mnie tylko boli: dlaczego dopiero teraz zaczalem. Jakbym sluchal "rad"
rodziny, pewnie teraz (jest 23:02) siedzialbym jeszcze w pracy
Pozdrawiam wszystkich.
Tak chcialem sie po prostu wygadac.