Dodaj do ulubionych

Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.05, 23:02
Witam wszystkich
Pozwólcie, ze opiszz mój sposób na biznes. Nie bedzie to porada typu "jak
zacząć". Ja po prostu chce opisac swoja droge do tego wlasnego "byznesu" :-)

Zawsze pracowałem na etacie. W mojej rodzinie nie było wzoru, z którego
móglbym czerpać jakakolwiek wiedze. Sami na pewno to znacie - glosy rodziny:
"musisz miec pewna prace, ZUS itp. Z pokolenia na pokolenie "etatowcy" (nie
zebym cos mial przeciwko etatowcom, ale mnie osobiscie juz mierzilo to
codzienne wstawanie i bycie pod czyims "butem".

Tak cos okolo roku 2002 blizej zainteresowalem sie pojeciem "wlasna firma".
Tym bardziej, ze mój znajomy juz cos wtedy zazcynal. Zaczalem kombinowac "co
by tu robic na wlasny rachunek".. Rety, ile to przychodzilo do glowy pomyslów.
Tylko ze ja mialem jeden problem: strach. No bo, jak wczesniej wspominalem, w
mojej rodzinie od pokolen - sami etatowcy. Wiec chyba cos w genach zostaje.

No i podchodzilem do tej "wlasnej firmy" jak pies do jeża.

Przez ostatnich kilka lat pracowalem w agencjach reklamowych (jako
copywriter). W reklamie czesto jest tak, ze pracuje sie "do zwyciestwa", czyli
po kilkanascie godzin na dobe. No i doszlo do tego, ze zapominalem o wlasnym
domu. Niezaplacone rachunki, kobieta zaniedbana i takie tam.

Pod koniec ubieglego roku "olalem" to wszystko. Zerwalem z praca i juz. Na
szczescie mialem dosc duzo kontaktów. Jako ze mielem czas moglem robic
zlecenia w domu. W styczniu tego roku bylo ich tak duzo, ze w koncu zalozylem
firme i pracuje w ten sposób do dzis. Mail, internet, telefon. Siedze w domu i
pracuje - bez codziennego wstawania i sluchania "szefa".

Ja nie mam zamiaru tutaj nikogo przekonywac do swojego profilu dzialalnosci.
Bron Boze. Problem tkwi w czyms innym. Mianowicie musialem sie przelamac, zeby
zmienic schemat myslenia mojej rodziny. Zaozylem te firme i teraz doswiadczam
jej zalet, ale takze wszystkich wad posiadania wlasnej firmy: ZUS, ktory boli,
jak jasna cholera. Wybralem podatek liniowy, wiec na podatek dochodowy nie
narzekam - dla mnie sprawa jest jasna: nie zarabiam = nie place. Ale ZUS? ech...

Jesli chodzi o zalety, to po kilku latach pracy po kilkanascie godzin na dobe
- teraz naprawde zaczynam dostrzegac normalne zycie. Mam akurat taki zawód, ze
moge pracowac w domu i dzieki Bogu zlecenia do mnie spywaja. Nie mam ogromnych
kosztów dzialalnosci (wykonuje usluge, której nie trzeba "magazynowac",
pilnowac, itp)

Jedno mnie tylko boli: dlaczego dopiero teraz zaczalem. Jakbym sluchal "rad"
rodziny, pewnie teraz (jest 23:02) siedzialbym jeszcze w pracy

Pozdrawiam wszystkich.
Tak chcialem sie po prostu wygadac.
Obserwuj wątek
    • leonn Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... 19.05.05, 10:27
      Czesc,moja droga do prowadzenia firmy wygaldala nastepujaco:na studiach
      probowalem sie zalapac do paru firm ale tam a byl to rok 1997/98 woleli swierzo
      wytoczonych sgh owcow itp a dla firm typu Jozek i spolka bylem overqualificated
      wiec bralem zlecenia itp.Z tych zlecen doszlo do tego ze wczulem sie w to w czym
      naprawde jestem dobry- jezyki,turystyka,konsultacje dotyczace zagranicy w
      roznych aspektach.Czy myslalem o etacie,tak ale tylko w momencie kiedy myslalo
      sie jak tu zaplacic zus itp w ciezkich momentach,koszty kontrahentom itp,ale gdy
      slyszalem albo o problemach z praca albo o proponowanych pensjach to wybralem
      wolnosc z 2 zlego.A musze Ci sie przyznac ze w wielu sytuacjach nie mozna mnie
      zastapiac studentem,stazysta itp,chocby w niektorych sprawach zwiazanych z
      turystyka jak meneger firmy-
      wyksztalcenie/doswiadczenie/jezyki/uprawnienia.Dlatego staram sie jak moge o
      zlecenia lub kontrakty z branzy.Pozdrawiam
      • Gość: fajnie wam Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.05, 14:47
        Fajnie wam. Też myślę o takich zmianach. Pracuję w szkole - więcej nie trzeba
        dodawać. Są pewne plusy ( dużo wolnego, w miarę jest to pewne) ale bardzo mnie
        ciągnie do czegoś swojego. Problem w tym, że nie mam żadnego wsparcia, wszyscy
        etatowcy w rodzinie boją się jak cholera takich działań i jak słyszą, że
        chciałbym coś zmienić to pukają się w czoło i rzucają teksty typu - "nie
        poradzisz sobie, trzeba mieć żyłkę do interesów,jest już tyle firm, itd. itp."
        Jak to słyszę to mi się odechciewa ale i tak myślę, że z czymś wyskoczę bo
        szkoła mnie już mierzi do granic.
        Jak macie jakiś fajny pomysł to porzućcie go tutaj.
        • leonn Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... 19.05.05, 16:37
          Czesc to zalezy czego uczysz jesli sa to jakies jezyki to sproboj to
          zalegalizowac jako korepetycje,majac oplacony zus w szkole mozesz sprobowac czy
          Ci to odpowiada i jak sobie poradzisz w papierowych sprawach.Jesli jestes
          polonista mozesz sprobowac w wydawnictwach oraz drukarniach jako
          korektor.Fizyk/chemik/matematyk to oprocz korepetycji tez rozne projekty wiec
          masz duze pole do popisu.Natomiast pedagog to wiadomo co:roznego rodzaju
          szkolenia,porady nawet seksualne,wychowawcze itp.Otrzaskasz sie z
          papierami,poznasz obroty,zetkniesz sie z roznymi problemai oi nauczysz je
          rozwiazywac a co najwazniejsze bedziesz miec wyczucie rynku i na razie mniejsze
          koszty jesli chodzi o zusy itp,dlatego na razie nie rezygnuj z etatu a to
          pogodz.Nie skacz w handel bazarowy o co Cie nie podejrzewam.pzodrawiam.L
          A co mnie sklonilo do biznesu:hipokryzja- niby wszyscy potrzebuja wielce
          wyksztalconych,wymogi itp,a to do konca tak nie jest czysto.Ja mam kwalifikacje
          regulowane i jest mi ciezko by sie wstrzelic(niektorzy jednak nie maja wyboru) a
          biznes nie jest sposobem zastepczym tylko dodatkowa szansa.
          • Gość: magss Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 10:16
            L skoro mowisz o jezykach a np jesli ja znam bardzo dobrze angielski,
            pracowalam zagranica nie mam niestety wielkich
            kontaktow ale powiedzmy ze znam brytyjskie realia
            to co bys radzil
            (nie chodzi mi o korepetycje)
            pozdrawiam
            • leonn Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... 20.05.05, 13:46
              Do Magss co bym radzil- za malo wiem ale intuicja podpowiada mi import do
              Angli/Irlandii posrednictwo handlowe itp,jak to rozwiazesz,to Twoje i
              najwazniejsze jak sie bedziesz w tym czuc.Pozdrawiam
              • hubertus_zamoscicus Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... 20.05.05, 14:43
                a ja pracuję w samoreządzie przy funduszach unijnych i wkrótce zakłądam własną
                firmę. a jak czytam Twoje przemyslenia to tak jakbym czytał swoje.
    • camel_3d do Anti.dot.com 20.05.05, 17:02
      a mozna wiedziec co to za firma?
      tak pytam z ciekawosci:)

      heheh prace copywritera tez znam az za dobrze:: skonczylem ze Zlota Strzala i
      mialem juz dosyc:)
    • Gość: Agata Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: 195.217.253.* 20.05.05, 17:39
      Jeeez. Ale podpucha. Teraz pewnie czekasz na ludzi, ktorzy zarzuca Cie
      pytaniami co to za firma i zechca wlaczyc sie do interesu, ktory zapewne polega
      na "pracy w domu"...

      Grubymi nicmi szyte.
      • yoma Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... 20.05.05, 18:37
        No comments is my comment.
        • Gość: Anti.dot.com Nie, nie szukam żadnych ludzi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 11:07
          No, Agata, aleś przywaliła - i głupio w dodatku. A głupota jak wiadomo przerasta
          nasze przewidywania.
          Otóż:
          po pierwsze - mój post jest po prostu chęcią wygadania się. Tak było też w nim
          napisane. Ślepa jest? Nie czytała?

          po drugie - nie chcę w ten sposób zyskiwać klientów. Znasz trochę realia pracy
          tego zawodu? Nie tak się to robi. Jak ktoś chce się czegoś dowiedzieć, to nie
          będę krzyczeć na forum, tylko mogę pogadać na privie.

          Ludzie - no muszę przyznać - polskie piekiełko. Raz na jakiś czas ktoś chce ta
          po prostu coś powiedzieć. A chyba mogę, bo firma jakoś funkcjonuje i w dodatku z
          zyskiem.
          A tu nagle wpada jakaś tam "Agata" (czy inna pizdrzałka) i zaczyna swoje
          wiejskie przyśpiewki (z całym szacunkiem dla polskiej wsi):
          "pewnie czekasz na ludzi, ktorzy zarzuca Cie
          pytaniami co to za firma i zechca wlaczyc sie do interesu, ktory zapewne polega
          na "pracy w domu"..."

          Kobieto (prawie) - nie szukam żadnych ludzi. Chcę zarobić - bo chyba o to chodzi
          w prowadzeniu jakiejkolwiek działalności.

          Pracę w domu - to owszem, ale ja mam i nikomu jej nie oferuję. Ślepa była? Nie
          czytała?
          Agata - czytaj uważnie. I już więcej nie wyciągaj wniosków, bo widać - to nie
          jest Twoja mocna strona.
          • Gość: Agata Re: Nie, nie szukam żadnych ludzi :) IP: 62.233.164.* 21.05.05, 21:03
            Alez nie denerwuj sie tak... I tak oboje wiemy jak jest.
      • charliecharmer Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... 23.05.05, 12:43
        Gość portalu: Agata napisał(a):

        > Jeeez. Ale podpucha. Teraz pewnie czekasz na ludzi, ktorzy zarzuca Cie
        > pytaniami co to za firma i zechca wlaczyc sie do interesu, ktory zapewne
        polega
        >
        > na "pracy w domu"...
        >
        > Grubymi nicmi szyte.
        Agato ale jego żona pewnie jest cały czas w domu -wynika z textu także niema co
        liczyć że zaprosi cię do biura.


    • Gość: .... Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: 5.2.* / *.chello.pl 21.05.05, 11:06
      Wlasna firma?! Przciez to nieudolna, w naszych warunkach, próba likwidiwowania
      wielkiego bezrobocia. Skad mam brac zlecenia, zeby nie splajtowac. Moglbym
      zalozyc "komputerowa firme", ale bede mial wiecej oplat niz zysków..., bo mamy
      wielkie zalamanie gospodarcze i kto nie ma ukladów nie ma co marzyc o swojej
      firmie!
    • Gość: madrosc narodu Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: *.chello.pl 21.05.05, 17:54
      a ja mysle, ze ten post jest bardzo dobry - ludzie tylko narzekaja, etc. a tu taki pozytywny rzut. podstawa to odwaga i konsekwencja w dzialaniu. pozdrawiam goraco - trzym sie
      • Gość: Anti.dot.com Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 19:19
        Dzieki, Madrosc Narodu :-)

        Ten post nie ma na celu zadnego szukania ludzi do jakis glupot. Ja po prostu
        zalozylem firme. I nikt mnie do tego nie zmuszal. Tak sie wszystko ulozylo, ze
        bylo warto :-)
        Nie twierdze, ze wlasna firma jest najlepszym rozwiazaniem dla wszystkich. No
        ale jestesmy chyba na forum BIZNES, prawda. Wiec po co tutaj krytykowac i
        narzekac - jak to jest beznadziejnie zakladac firme. Wydaje mi sie, ze na TYM
        forum ludzie wymieniaja sie informacjami na temat m.in. prowadzenia firmy, no nie?
        Pozdrawiam wszystkich i zycze samych dobrych interesów :-)
        • dupekzoledny Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... 21.05.05, 21:33
          jakoś tak wygląda mi ta firma na jakąś formę tzw.samozatrudnienia. tam miałęś z
          głowy zusy srusy i inne głupoty. teraz dałes sobie sam to do załatwiania twój
          wybór.ale za to jestes panem swojego czasu. a robisz chyba dokładnie to samo.

          pracy od rtego nie przybędzie. wyprodukowanych dóbr- a co za tym idzie
          tzw.wzrostu gospodarczego-też nie.
          dla ciebie to może być korzystne,dla firm zlecających ci cokolwiek -też.
          firma w której pracowałeś może na tej zasadzie zatrudnić wszystkich pracownikó,
          naturalnie oprócz prezesa. no i może pani sprzataczki. zreszta ta też może sie
          samozatrudnić.

          odwagą byłoby własną firma z jakąkolwiek produkcją.ale to już trudniejsza
          sprawa.
    • Gość: Mak Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: *.kam.pl 21.05.05, 22:58
      U mnie wygladalo to zupelnie odwrotnie. Moj ojciec ma firme, przodkowie tez
      byli na swoim. Ja tez pamietam, ze od zawsze chcialem miec wlasna dzialalnosc.
      Tak tez sie stalo. Po studiach ojciec pomogl i zalozylem firme. Byla to jednak
      nowa branza w rodzinie, ale dobra koniunktura, jak na wiekszosc rzeczy w
      1995/96. Rozleniwilem sie, mialem duzo kasy, bylem mlody i myslalem, ze zawsze
      tak bedzie... Przyszly jednak ciezsze czasy, coraz mniej zlecen, a koszty te
      same. Zanim zorientowalem sie, ze dokladam do interesu powstaly zaleglosci
      wobec ZUS, skarbowki... Jednoczesnie dostalem oferte pracy, dosyc ciekawa, po
      znajomosci. Pomyslalem sobie: miec ta spokojna pensje, pieniadze na czysto,
      gwarantowane, stale i nie martwic sie o ZUSy, komornikow skarbowki itd... ide
      na to! Poznalem smak swojego biznesu i byl to gorzki smak, dlugi ciagnely sie
      dosyc dlugo. Cieszylem sie wiec, ze jestem "zwyklym" czlowiekiem na etacie. Z
      czasem jednak okazalo sie, ze.. jestem, kurna, dobry! :) Zalatwiam zlecenia
      zagraniczne, potrafie zawczasu przewidziec problemy itd. I jaka dostalem
      nagrode? Obnizke pensji, bo w firmie ciecia... Do tego szef byl juz po prostu
      nie do wytrzymania, chyba andropauza jakas, czy co... bo robil afere o
      zamkniete drzwi a przemilczywal zalatwione przeze mnie duze zlecenia... I
      pewnego dnia zdalem sobie sprawe - nigdy wiecej na etacie. Dosyc niewolnictwa.
      Jestem zdolny do prowadzenia z sukcesem swojego biznesu. Wczesniej po prostu
      nie mialem tego doswiadczenia, nie zdawalem sobie sprawy, ze Polska to wyscig
      szczurow... Olalem tamta prace, ale mysle tez, ze po trosze dzieki niej mam
      teraz dobrze prosperujaca firme.
    • h2so43 Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... 21.05.05, 23:51
      Moja droga do biznesu była trochę inna, chyba cięższa. na początku lat 90
      próbowałam coś niecoś, ale nie szło mi jak należy. Potem na etacie przez kilka
      lat w paskudnej firmie. Miałam tam mnóstwo twórczych pomysłów wykorzystywanych
      przez firmę - szefostwo, jak wszyscy ci kapitaliści, nie mieli pojęcia o
      rozwoju. Wstrzelili się z importowanym produktem i mieli niezły dochód,
      natomiast żadnych planów na przyszłość. Nakreśliłam te plany. zostały
      zrealizowane. Nie wiem, jak teraz ich branża przędzie, bo to raczej archaiczna
      dziedzina, ale w tamtym czasie dochodowa i można było na tej trampolinie się
      wybić. Moje zaangażowanie i twórcze podejście zostały przez kolejne lata
      wycenione niżej, niż praca podrzędnego, chamskiego, ale przebiegłego
      dupka.Mając 50 lat rzuciłam tę robotę z hukiem, że ino drzazgi leciały.
      Znajomi, a szczególnie rodzina, z niedowierzaniem i potępieniem patrzyli na
      mnie. Co ja się nasłuchałam! Ale miałam swój plan. Wspólnie z synem
      opracowaliśmy własną firmę. Ja też pracuję w domu. Zarabiam, daję pracę innym
      ludziom. Ciągle inwestuję, bo moja branża tego wymaga. Na razie zyski mam na
      poziomie poprzedniego wynagrodzenia. Ale to ja rządzę swoim czasem, jestem
      bardziej wypoczęta i usatysfakcjonowana. Trzymam mocno swój los w rękach i już
      nie wypuszczę. Mam ogromne możliwości rozwoju- widzę je tam gdzie inni widzą
      klęskę. Moim utrapieniem jest nie tylko ZUS, dla mnie zupełnie zbędny, ale też
      prawo podatkowe. Sama prowadzę księgowość, i tu czuję się jak na polu minowym.
      Nic do końca nie jest jasne ani pewne. I to jest zagrożenie, przed którym
      należy jednak ludzi przestrzegać. Niezliczona ilość ustaw, paragrafów, wyroków
      sądowych, interpretacji sprzecznych ze sobą - to istna dżungla. Ale nie
      zrezygnuję. Trzeba mieć pomysł i determinację - oto recepta. Pozdrówka!
    • Gość: Lalok! Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.05, 06:48
      od trzech pracuję podobnie (również chwalę to sobie)
      programuję i projektuję w domu
      internet, telefon, kontakty

      jednak ciągle jeszcze BEZ f i r m y

      ciągle na szaro, CZARNO, półbiało
      bez zusu, emerytury i wczasów

      Z wyliczeń wychodzi (za sprawą ZUS))
      że zarobek zarobek i PRACA w hipotetycznej firmie nie opłaci się;
      że układ finasowy jaki by wówczas zaistniał byłby bez sensu ...
      marne zarobki

      .... To już lepiej po śmietnikach surowce zbierać.
    • Gość: ika Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 22.05.05, 15:56
      moje dziecko w maturalnej klasie miało ankietę"jak wyobrażam sobie swoją
      przyszłą pracę"- tylko 2 osoby na 30 odpowiedziało, że chcieliby pracować w
      swojej własnej firmie.Ja od 20 lat pracuję "na swoim" i nie wyobrażam sobie
      innej sytuacji.Nie mam szefa ,jestem wolna a na emeryturę odkładam
      systematycznie, zakładowe wczasy mnie nie podniecają bo jak chcę to sama sobie
      funduję wczasy( lubię cieplutkie morza ) i niech ktoś mi powie, że etat jest
      lepszy!!!Ludzie boją się zakładać własną firmę a podobno Polacy w statystykach
      unijnych są na dość wysokiej pozycji jeśli chodzi o skłonność do działalności
      na własną rękę.Więc chyba i tak jesteśmy odważni, bo nasze państwo wcale nie
      zachęca (przepisami i podatkami) do takich działań.
    • Gość: witam Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: *.zab.nat.hnet.pl 22.05.05, 20:26
      Na swoim jestem od rozpadu komuny i na pewno juz nie będę pracował na etacie.
      Dodam ze rano nie muszę wstawać, a praca zajmuje mi kilka godzin w tygodniu.:)
      JEST TYLE MOZLIWOSCI na bardzo dobry bizense!!! Więc dziwią mnie pytania co i jak działać. Wystarczy pomyśleć "co da mi satysfakcję". Do tego głowa i dwie rece, a reszta pójdzie bez problemów.:)

      Napisałeś:
      > Przez ostatnich kilka lat pracowalem w agencjach reklamowych (jako
      > copywriter).
      A ja pisze sobie od lat rozne aforyzmy i na setki moich mysli wpado mi do głowy reklamowe super hasło.:) Moze wiesz jak zabezpieczyc sie prawnie i ewentualnie sprzedac cos takiego.

      Pozdrawiam
      • Gość: Anti.dot.com Jeśli chodzi o hasło... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.05, 21:33
        ... to będę realistą i powiem wprost: w praktyce to wszystko wygląda inaczej.
        Czasem znajomi zgłaszają się do mnie z podobnym pytaniem. Otóż sprawa wygląda
        tak, że hasło reklamowe (uwaga, teraz będzie troche marketingowego bełkotu :-)
        jest efektem strategii komunikowania danego produktu.
        Zatem w praktyce jest tak, że najpierw powstaje strategia reklamowa czyli CO,
        KOMU i JAK mówimy/piszemy/przedstawiamy. A dopiero PÓŹNIEJ - na podstawie
        powyższego wymysla się hasła, teksty, grafiki, scenariusze filmów reklamowych itp.

        W praktyce bardzo rzadko zdarza się (właściwie nigdy się nie zdarza) żeby 1)
        ktoś wymyślił hasło, a dopiero potem 2) ktoś dorabiał do niego całą politykę
        sprzedaży produktu (bo reklama służy sprzedaży jak wiadomo :-)

        Ale oczywiście hasło można zawsze wykorzystać. I z tym warto uważać. Dla Ciebie
        to hasło może mieć dużą wartość emocjonalną (ależ się wymądrzam ;-)
        a dla kogoś w dziale marketingu lub w agencji reklamowej będzie ono jeszcze
        jednym hasełkiem (no, chyba, że jest naprawde genialne)

        Jeśli je komus przeslesz, może być tak, że za parę tygodni/miesięcy zaobaczysz
        je na bilboardach i co? Wkurzysz się tylko.

        Nie wiem, czy polskie prawo pozwala zabezpieczać w urzędzie patentowym hasła
        (reklamowe). Agencje reklamowe czasem zabezpieczają się tak, że przed
        prezentacją klientowi zabezpieczają całosć u notariusza - choć taką praktykę
        stosuje się bardzo rzadko.

        Zresztą nawet jak pójdziesz do notariusza - poniesiesz koszty, a nie ma żadnej
        gwarancji, że klient to kupi.
        Co zatem zrobić? Możesz oczywiście "uderzyć" do agencji reklamowej obsługującej
        firmę / markę, dla której wymysliłeś hasło. Albo bezpośrednio do tej firmy.
        Wiem, że będę teraz brutalny, ale przyznam szczerze, że takie sytuacje raczej
        się nie zdarzają. Choć, może Twoje hasło jest naprawdę takie, że wszyscy
        wymiękną...

        Generalnie fajnie, że wątek się rozwinął. Głosy na forum jeszcze bardziej
        przekonują mnie, że postapiłem słusznie - wchodząc na swoje.
        To, prawda - sam decyduje kiedy, co i jak. Choć muszę czasem więcej "biegać" za
        zleceniami.

        Pozdrawiam wszystkich
        • hermann4 Re: Jeśli chodzi o hasło... 23.05.05, 10:23
          Anti podziwiam cię i szanuję za sposób myslenia. Ja sam biję się od
          przynajmniej dwóch lat z myślami i z samym sobą, żeby rzucić wreszcie moim
          pieprzonym etatem i nie dać się więcej poniewierać ludziom, którzyym się
          wydaję, że skoro płacą ci pensję to mogą cię zgnoić na maksa. Powstrzymuje mnie
          tylko obawa o los rodziny, ale dzięki takim wątkom jak twój, wiem, że wcześniej
          czy później dojrzeję i zaj się swoim życiem wreszcie sam. Pomysł jest, brak
          tylko kapitału.
          • Gość: zuzka Re: Pomóżcie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.05.05, 11:14
            Zazdroszczę tym wszystkim, którzy mają za sobą procedurę zakładania firmy. Ja
            też rezygnuję z etatu. Dostałam propozycję od firmy, dla której będę robić
            analizy. Wiąże się to z koniecznością założenia własnej działalności
            gospodarczej. Z tym myślę, że dam sobie radę, ale przerażają mnie sprawy
            podatkowe i ZUSowskie. Chciałabym sama sobie prowadzić sprawy rachunkowe.
            Wynagrodzenie będę dostawać miesięczne, stałe. Firma będzie zwracała mi też
            wszystkie poniesione koszty. W jakiej formie mam płacić podatek dochodowy, co
            będzie dla mnie najkorzystniejsze? Co z podatkiem VAT? Jak płacicie ZUS: pełną
            składkę, czy bez chorobowego? Proszę, pomóżcie początkującej!
            • Gość: julcina4 Re: Pomóżcie... IP: *.dip.t-dialin.net 23.05.05, 11:40
              Ja tez sie przymierzam do zalozenia malej firmy w niemczech,niestety zero
              doswiadczenia ale postawie na ryzyk -fizyk.
              Mam dosyc ponizajacego traktowania przez pracodawcow i wole u siebie ,byc moze
              niewielkie pieniadze ale mysle ze warto sprobowac.
              Niewiem tylko jak przepisy niemieckie,moze warto sie poradzic prawnika czy tez
              w urzedzie pracy,niezabardzo wiem od czego zaczac?
            • tax-tom Re: Pomóżcie... 24.05.05, 14:17
              Działalność gospodarcza na pasku jednego zleceniodawcy, dawnego pracodawcy, to
              żadna działalność. Rozeznaj możliwości pozyskiwania zleceń od innych podmiotów.
              Ewentualnie pomyśl o wykonywaniu w ramach działalnosci innych czynności obok
              tych analiz. Trzeba to ująć w zgłoszeniu działalności gospodarczej w
              odpowiednim urzędzie wg. miejsca zamieszkania (miejskim, gminnym, itd.).
              Generalnie w zgloszeniu można ująć rózne formy działalności, które ewentualnie
              bedą wykonywane. Nie istnieje coś takiego "firma bedzie mi zwracala wszystkie
              poniesione koszty". To ty w wystawianym rachunku musisz skalkulować swoje
              koszty, wycenić swoją pracę nie zapominajac o zysku. Nie wchodząc w szczegóły,
              bierz pod uwagę, że jezeli mialaś umowę o pracę np. na 2000 zł to aby wyść na
              to samo to musisz uzyskać od zleceniodawcy kwotę 3000 do 4000 zł. Nie bedziesz
              bowiem miała urlopów i różnych świadczeń, chorujesz to nie zarabiasz, opłacasz
              ZUS, musisz ponosić koszty swojej działalnościwiele.

              Sprawa podatku dochodowego -
              1. Karta podatkowa pewnie odpada bo obejmuje ona głownie dzialalności typu
              rzemieślniczego.
              2. Opodatowanie w formie ryczałtu ewidencjonowanego jest korzystne przy
              dzialalnościach w których sa male koszty. Jednak uslugi niematerialne typu
              eksperckiego sa albo wykluczone z tej formy albo opodatkowane stawka 20%
              (liczone od calości przychodu, bez uwzgledniania kosztów), trzeba to sptawdzić
              w ustawe.
              3. Zasady ogólne w oparciu o Podatkowa Księgę Przychodów i Rozchodów. Trochę
              pracy i potrzebych wiadomości. Korzystne jeżeli jest dużo kosztów. Przy
              działalności w domu mozna wliczać w koszt część opłat za prąd,telefon, czynsz.

              Sprawa VAT - Trochę pracy i duzo wiadomości. Przy spodziewanych przychodach,
              dla nowych podmiotów do 20 000 ERU w roku, przysługuje zwolnie z VAT (art.113
              ustawy). Wystawiane faktury sa mniejsze (tańsze o VAT). Wbrew pozorom,
              niektórym odbiorcom usług odliczjącym VAT może to nie odpowiadać. Przy usługach
              typu rzeczoznawstwo zwolnienie to nie ma zastosowania (nalezy sprawdzić w
              ustawie i rozporzadzeniu). Jeżeli jest duzo kosztów, np. inwestycje na poczatek
              to warto wejćś w VAT od poczatku (wymaga zgloszenia w Urzędzie Skarbowym).

              Sprawa ZUS - Ubezpieczenie chorobowe: nigdy nie wiadomo co się przytrafi. Kwota
              tego ubezpieczenia nie jest wielka ok. 30zl. Gorzej, ze jest to ubezpieczenie
              dobrowolne i jaka kolwiek pomyłka w oplacie np. o 0,01 zł, spóźnienie o jeden
              dzień powoduje wypadnięcie z ubezpieczenia, czesto bez swiadomości
              ubezpieczonego, który nadal płaci a nie jest ubezpieczony.

              • Gość: Piotrek Re: Pomóżcie... IP: *.int.elnet.pl / 195.85.209.* 24.05.05, 22:01
                Zmieniono tę kwotę i musi być niedopłata co najmniej 2 zł
        • Gość: witam Re: Jeśli chodzi o hasło... IP: *.zab.nat.hnet.pl 26.05.05, 19:11
          Dzieki za odpowiedz
          To co napisałeś jest pewną strategią w postępowaniu.
          Mnie interesuje sposob pozyskania prawa autorskiego bez większych nakładów i ceregieli, bo to tylko dla własnej satysfakcji. Notariusz nic nie daje bo niby co miałby potwierdzić?
          Myślę, ze trzeba zabezpieczyc hasło w Biurze Patentowym.:)

          Pozdrawiam



        • Gość: witam Re: Jeśli chodzi o hasło... IP: *.zab.nat.hnet.pl 26.05.05, 19:18
          A hasło jest uniwersalne i pasuje do kazdego produktu. Oczywiście mądrze wkomponowane. Tak jak np hasło: "Podaruj sobie odrobinę luksusu".:)

          Pozdrawiam
    • milutek.pl Gratuluję, ja tez zalozylam wlasna firme... 23.05.05, 12:19
      Fajnie ze coraz wiecej ludzi zaklada firmy. Tak krociutko o sobie napisze, bo
      to temat ktory mnie dotyczy:

      Moj maz jest informatykiem(pracowal w roznych firmach), ja koncze pedagogike
      (przez 2,5 roku opiekunka do dzieci-w wieku 10 miesiecy-6 lat). Nasze
      wyksztalcenie to jednoczesnie nasze pasje i z tych pasji oraz marzenia aby
      wspolnie w domu razem pracowac powstala nasza firma: sklep-vortal tematyczny
      poswiecony rodzinom- dzieciom.
      Nazwalismy go www.milutek.pl i od niedawna juz dziala. Bardzo nam sie podoba
      prowadzenie wlasnej firmy, mimo ogromnych podatkow i biuroracji w urzedach. ale
      warto bylo...
      polecam wszystkim :)
    • Gość: Anti.dot.com Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: *.interpc.pl / 85.198.192.* 23.05.05, 20:19
      Witam wszystkich. No to sprawy bieżące: Yossariann, prześlę Ci więcej info na
      adres, który podałeś.

      Jeśli chodzi o te "nasze drogi do własnego biznesu", to cieszę się, że ludzie
      tak się rozpisali. Mnie osobiście bardzo odpowiada ta wolność czasowa. Tym
      bardziej, że przez ostatnich kilka lat to nie ja decydowałem, kiedy kończy się
      dzień pracy.

      Cieszę się, że mam więcej czasu na życie, ale i więcej czasu na Klientów (naprawdę).

      Oczywiście różowo nie jest, bo ZUS. Ech, już pisałem, ale to jest ból. Nie
      wyobrażam sobie, co by było, gdyby to podnieśli.

      No, ale zauważyłem też, że po prostu więcej rzeczy człowiekowi się chce - a to
      pójść do lasu, a to iść na spacer itp.

      Pozdrawiam wzystkich.
      • Gość: mango .. aż założylam firmę... IP: *.acn.waw.pl 23.05.05, 23:17
        to moze jeszcze ja..
        rok ur 62
        skonczone szkoly-z waznych do 87 roku
        PW
        zawod-inz;sprzet medyczny
        krotko praca na etacie /firma dunska/
        potem na swoim
        kolo 94 bakcyl-powrot do przeszlosci-architektura, budowa domu
        od 97 firma-projektowanie wnetrz
        2000-2004-studia na architekturze /indywidualny tok studiow/

        w tej chwili projektuje domki i wnetrza-to co najbardziej kocham
        mam 4 dzieci, pracuje kolo 10 godz dziennie, nie sprzata u mnie ukrainka-
        potrzebuje ruchu :));gotuję
        dalam prace kolezance

        moze starczy
        trzymajcie sie
        ...
        szkoda tylko ze juz nie zdobede uprawnien :((
      • Gość: Łuki Moja firma IP: 81.210.86.* 24.05.05, 11:40
        ja zaczynałem tak:

        5 lat temu dostałem pracę, (dla niej zostawiłem studia po pół roku - uważałem
        że na studia można iść zawsze a z pracą to wiadomo jak jest)zajmowałem się
        banalną stroną inforamtyki czyli sprzętem komuterowym, praca za grosze ale
        stała pensja, czasem premia itp.

        po dwóch latach temat sprzętu i oprogramowania miałem w małym paluszku, praca
        umożliwiała mi rozwój (książki, szkolenia itp) i pozanwałem nowych ludzi.

        I tak zacząłem sprzedawać sam komputery i swoje usługi, najpierw na czarno bo
        pensja mi na zus niestarczała potem robiłem to przez firę znajomego. Brałem
        faktury na jego firmę a on wystawiał faktury dla moich klientów.

        To była praca na szaro bo podatki płaciłem ale nie przez swoją firmę.
        Poznałem więcej ludzi, młodych kumpli z firmami i tak dorosłem do własnej
        działalności.

        Miałem 22 lata gdy zaczynałem ze swoją firmą. Dalej oczywiście pracuje ale na
        pół/etatu. Jestem w pełni niezależny. Pencja mała ale zawsze coś, do tego
        niepłacę ZUS-u, mam zapewniony sprzęt z firmy (laptop i inne pierdoły),
        dofinansowanie do studiów i kilka szkoleń rocznie. Firma rozwija się wolniej
        niż chciałem ale to dlatego że nie mogę się jej w całości poświęcić.

        Mój pracodawca wie że mogę powiedzieć PAPA w każdej chwili, a że zajmuję się
        teraz rozwojem informatycznym i projektowanie systemu inforamtycznego dla
        swojej firmy więc o mnie dbają :) narazie. Na etacie się rozwijam, uczę, w
        weekendy studiuję a poza tym prowadzę ten swój biznes. Narazie zatrudniam na
        zlecenia poniważ inaczej mi się nieopłaca.

        Tak jest od dwóch lat i szczerze mówiąc nienarzekam. Mogę powiedzieć że praca
        jest ale trzeba chcieć pracować a nie czekać aż się samo zrobi i zarobi.

        Niestety z zatrudnianiem ludzi są duże problemy, ludzie niechcą niestety
        pracować, mają wygórowane potrzeby w dodatku nieuzasadnione. Dziwny jest ten
        nasz kraj i Ci ludzie.

        POzatym trafić na człowieka, któremu można zaufać, którego można przeszkolić
        wiedząc że on zaraz po szkoleniu nie odejdzie do innej firmy jest strasznie
        trudno. I ja i moji znajomi mamy z tym problemy.

        Moja firma w której pacuje dużo niepłaci ale działalność idzie dobrze. Z tym że
        jakikolwiek wyjazd czy choroba uniemożliwiająca pracę odcina mi główne źródło
        dochodu. Narazie u siebie robię wszystko sam - szukam kontaktów, zamawiam i
        dostarczam sprzęt oraz składam i konfiguruję wszystko. Jedynie księgowść zlecam.
        Pracuje średnio po 12 godzin na dobę, brak normalnych znajomych, zero czasu
        wolnego ale jest ta przyjemność i świadomość że do czegoś dąże a nie jak
        większość wracam po 8-godzinnym dniu pracy i siadam przed telewizorem albo na
        schodach z kumplami i piwem lub gorzej

        Zawsze są lepsze i gorsze strony. W firmi jak nie pracuje to niezarabiam, na
        etacie mam szefa i dużo pracy za małą kase ale wiem że 28 dnia miesiąca dostanę
        pensję, że jak zachoruję to też będzie ta pensja itp.

        Wszystko zależy od psychiki, od nastawienia i niestety od znajomości, bo bez
        nich włąsna firma to tylko koszty.

        Pozdrawiam
        • netdirect Re: Moja firma 24.05.05, 14:45
          Witam Wszystkich :) mam koncepcje na ciekawą dzialalność na terenie całego
          kraju. do realizacj potrzeba ludzi Waszego pokroju...konkretnych
          działań...hmm..gdzieś widzialem powiedzenie : "Marzenie jednostki zawsze
          pozostanie tylko marzeniem..., wspolne marzenie wielu osób ma wielką szanse
          stac sie rzeczywistościa" zapraszam do dalszej dyskusji dyskusji :) /priv too
    • Gość: Paskuda Pomysły są, ale też są utrudnienia ze strony PL IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.05.05, 14:54
      Wielu moich znajomych (ja też) zastanawia sie nad własną firmą. Jestem pewna, że
      wielu z nas zrealizuje te plany. Jedyna sprawa jak nas przeraża to zus i
      kontrole skarbowe, bo kontakty można wyrobić samemu, stworzyć sensowny
      biznesplan i etc.

      Powodzenia wszystkim myślącym pozytywnie :D
      • gosik3 Anti.dot.com poradz mi prosze 24.05.05, 15:36
        mam 20 lat,komputer,internet,telefon i tak jak Ty mnostwo pomyslw ale jakos
        nigdy nikt z mojego otoczenia nie zakladal wlasnego interesu, wiec moze poradze
        sie osoby co wie jak to zrobic..To chyba nie takie latwe tym bardziej ze zawsze
        sa mysli a jak nie wypali, a jak nie dam rady, w sumie jedyne co mam to pomysl i
        zapal ale czy to wystarczy???
    • Gość: adams Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: 217.8.164.* 24.05.05, 17:10
      Słuchajcie - nie taki ZUS straszny!

      Moja żona 3 lata temu podjęła decyzję o założeniu własnego biznesu (przede
      wszystkim żeby mieć więcej czasu dla naszych synów i mniej stresu i wyścigu
      szczurów) Z sąsiadką z dołu założyła w ciągu 1 dnia firmę - sklep dla dzieci
      Zadna z nich nie miała wcześniej żadnego doświadczenia w handlu, żadnych wzorów
      rodzinnych bycia na swoim - ale doskonale sobie radzą. Całą papierkową robote
      (ZUSy, księgowość,podatki itd) za 300 pln miesięcznie odwala za nie biuro
      rachunkowe, i jedyne o czym musza pamiętać, to to żeby składać do kupy
      wszystkie faktury i raz na kilka dni podrzucić do tego biura.
      Płacą najmniejsza składkę na ZUS (ok 600 pln miesięcznie) i co najlepsze, kiedy
      żon abyła chora przez 3 dni i namówiłem ja żeby wzięła zwolnienie - ZUS po 10
      dniach wypłacił oj 100 pln zasiłku chorobowego!
      Także - jeżeli macie pomysł, trochę środków na początek i najprostszy
      biznezplan, w którym określicie z jednej strony wasze koszty (wynajem lokalu,
      mediów, ZUS itd) - a z drugiej strony - przewidywany dochód - i to się zgadza -
      DO ROBOTY! I TO WŁASNEJ!!
    • rkrupa01 Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... 24.05.05, 17:20
      Widze ze ruch na tym forum niesamowity , wiec przy okazji i ja sie dolacze ale
      w calkiem innej kwesti...
      Jsli ktos z was zaklada firme lub ma telefony i chcial by abym przeprowadzil
      analize jego rachunkow co najbardziej sie mu oplaca i gdzie pojsc aby placic
      najmniej zapraszam , porady i analizy bezplatne bez obawy,,, r.krupa@idea.net.pl
      • Gość: Anti.dot.com Do Camela_3D o raz coś o płatnościach :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.05, 23:28
        Cześć, no to widzę kolega po fachu - pozdrawiam serdecznie :-)

        Na pewno doskolane rozumiesz, jak to jest :-)
        Ja miałem już dość siedzenia po nocach i postanowiłem robić to samo, ale już na
        swoim. I wiesz, co? Zauważyłem dziwne zjawisko. Wiesz, że tzw. "kreatywnych" w
        agencjach często traktuje się, jak - no delikatnie powiem, że - jak woły robocze
        ("ma być i już - to co z tego, jest godz. 23.00? Siadaj i wymyślaj. Na jutro
        mają być co najmniej 3 świetne scenariusze/koncepcje/propozycje tekstu itp. A te
        twoje 99 dotychczasowych pomysłów jest do d...". Znajomo brzmi, prawda? :-)).

        No to muszę powiedzieć, że w przypadku pracy jako firma - takie rzeczy się
        skończyły. Mam wrażenie, że klient traktuje nas wtedy poważniej. Tym bardziej,
        że ja zawsze podczas współpracy np. z agencjami reklamowymi podkreslam, że NIE
        jestem freelancerem, ale FIRMĄ. Ma to również znaczenie takie, że sam wiesz, że
        freelancerom płaci się na końcu (o ile w ogóle). Ja od samego początku
        podkreslam, że: jestem firmą, działam na normalnych zasadach. A zatem wykonuję
        usługę, od której muszę zapłacić podatek do 25-go następnego miesiąca. Działa.

        Tu jeszcze opiszę ciekawy przypadek egzekwowania płatności. Ja oprócz reklamy
        komponuję i aranżuję również muzykę. Niektóre z moich utworów "chodziły" jako
        ilustracje do reklam TV, radiowych, infolinii, itp. Raz zrobiłem utwór dla
        pewnej baaarodzo dużej firmy z branży... a z resztą, nie ważne z jakiej :-)
        No i utworek "poszedł". Firma przygotowała materiały z utworem, a o mnie trochę
        nagle zapomniała :-) (normalne w naszym cudownym kraju, prawda?)

        No cóż, ja dzwonię. Tak, zgadliście - telefon milczał. No to nagrałem się na
        pocztę mniej więcej w tym stylu: "mam wasze materiały handlowe z moją muzą (CD),
        mam kod źródłowy, zapis nutowy i świadków. Bardzo proszę o kontakt, w przeciwnym
        razie składam doniesienie do prokuratury o... wiadomo". Wszystko grzecznym, ale
        stanowczym tonem. Jaki był efekt?

        Telefon tego samego dnia, pieniążki na koncie kilka dni później. Dlaczego o tym
        piszę. Bo to niestety jest kolejna pułapka dla prowadzących swój interes :-)
        Niepłacący kontrahenci. Ja byłem w tej dobrej sytuacji, że tu chodziło o prawa
        autorskie. Koncern, który mam na myśli bardzo dba o swój PR. I dlatego reakcja
        była szybka. Ale nie zawsze tak jest niestety.

        A przecież można by tak łatwo przynajmniej to ograniczyć: przepis o zakazie
        woliczani w swoje koszty faktur NIEZAPŁACONYCH może nie wyeliminował by tego
        zjawiska, ale na pewno je zmniejszył. Jakie są Wasze opinie na ten temat?
        Pozdrawiam

        • Gość: Anti.dot.com Do Gosik_3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 10:23

          Gosik 3
          Witam
          Jak sama napisałaś – masz: 20 lat, komputer, telefon – czyli – za przeproszeniem
          – narzędzia :-)
          Teraz „tylko” pozostaje przelać pomysły na rzeczywistość. Ha, łatwo powiedzieć,
          prawda?

          Wiesz – to zależy co POTRAFISZ robić i co LUBISZ robić.

          Ja nie jestem jakimś geniuszem – bo to moja pierwsza własna firma, ale mogę
          opierać się na swoich przeżyciach.
          Ja miałem też bardzo wiele pomysłów. I w końcu doszedłem do wniosku, że nie będę
          tworzył nowych bytów i zaczynał od czegoś, na czym się nie znam. Moja
          „strategia” polegała na... hmm pozwól, że się trochę powymądrzam :-)
          Bodajże w aikido jest taka zasada, żeby nie przeciwstawaić się sile przeciwnika
          całą swoją siłą – ale tylko przez różnego rodzaju obroty lekko zmienić kierunek
          tej napierającego na nas ataku.

          No i ja własnie tak zrobiłem. Nie zaczynałem czegoś zupełnie nowego. Nie
          uruchamiałem produkcji – bo nie miałem dostatecznego kapitału.
          Nie sprowadzałem z Chin 100 tysięcy koszulek, bo nie mam doświadczenia w handlu
          tekstyliami itp.
          Za to zrobiłem mały zwrot – robiąc to, co do tej pory – zacząłem pracę na swoim.
          Najpierw przede wszystkim ustaliłem sobie – JAKIMI ZASOBAMI DYSPONUJĘ. U mnie
          były to: doświadczenie w mojej pracy, kontakty, które sobie wyrobiłem w ciągu
          kilku lat pracy z różnymi agencjami reklamowymi i LUBIENIE tego, co robię.

          Co do strachu przed porażką. Ja też się boję. Każdy, kto zaczyna się boi (no,
          chyba że się ma mamusię, albo tatusia, którzy zawsze pomogą – ja nie mam).
          Myślę, że błędnym myśleniem jest podejście do własnej firmy: „ta i żadna inna”.
          Może być tak, że pierwsza firma nie będzie Twoją ostatnią. Świętej Pamięci
          założyciel Lukas Banku też podchodził kilkanaście razy, zanim stworzył LUKASA.

          Jest jeszcze jedna sprawa. Poszukiwanie zleceń. Tu czasem trzeba zagryźć zęby i
          samemu pobawić się w telemarketera. Ja osobiście nie mam w sobie żyłki
          akwizytora i strasznie trudno mi jest to robić, ale czasem trzeba się przemóc.

          Myślę, że nawet najbardziej „dziwny” biznes będzie się kręcił, jeśli będą na
          niego Klienci. I własnie w poszukiwanie tych Klientów (odbiorców Twojej usługi)
          trzeba włożyć maksimum wysiłku.

          Pozdrawiam serdecznie
    • Gość: MF Re: Pracowałem, pracowałem, aż założylem firmę... IP: *.broker.com.pl 29.05.05, 14:44
      Polityka strachu tamtej epoki, ktoś mający firmę był "prywaciarzem" czyli tym
      złym. Życzę powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka