broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 01.11.04, 20:21 Ło Wiesiodce w Gorzyczkach W małych Gorzyczkach wele Rybnika Gorka Wiesiodka se stoji W nocy tu niy łaź - lepi stond zmykać Tref zły - toż czowiek sie boji Piyrwyj stoł tukej grod richtig mocny Raubritter mioł legowisko Niy szło go ruszyć choć niy był zocny Dyć łon rabowoł durś wszysko W podziymiach skarbow fest nagromadzioł Wiyńzioł tyż ludzi we lochach Skuli okupu - tako poradzioł Ło życie niy dboł - ni trocha Roz modych braci dwóch zamordowoł Kupcami byli we drodze Dyć sie ze siyły wcale niy zdowoł Co drzymie w matce niybodze Łona go djobłu zaś poleciyła By wzioł już czorno ta dusza A ziymia zamek tyż pochłonyła Stało se - szkryfnońć jo musza Po zamku śladu terozki niy ma Wiesiodka yno łostała Toż dlo bajanio to piykny tymat Łod lot tu straszy bezmała. Odpowiedz Link Zgłoś
cancro Re:Nie potrafię rymować 04.11.04, 08:45 Sądzę, że legendy z miast Dolnego Ślaska mogą ubarwić ten wątek. Na początek najbardziej znana z żagańskich legend: Po wojnie trzydziestoletniej zasłużony dla cesarstwa generał - Wallenstein otrzymuje księstwo żagańskie na własność. Był bardzo przesądny, a przepowiedziano mu, że on sam kiedyś będzie cesarzem i założy własne, potężne państwo. Dlatego w Żaganiu postanowił zbudować swą przyszłą stolicę. To właśnie dlatego w mieście wielkości Żagania można zobaczyć tyle wspaniałych, wybudowanych z rozmachem pałaców i kościołów. Tyle historyczna prawda, a teraz legenda: Wybudowawszy swój pałac zapragnął Wallenstein pięknie go ozdobić. Wynajął w tym celu najlepszych artstów. Wszystkim robota paliła się w rękach, jedynie młody rzeźbiarz nie miał pomysłu jak ozdobić pałac na zewnątrz. Kiedyś przyszedł mu do głowy pomysł, aby nad każdym z pałacowych okien umiesćić podobiznę jednego z mieszkańców Żagania. Miasto było wtedy niewielkie i modele wkrótce się "wyczerpali". I tu z pomocą przychodzi diabeł, który w zamian za duszę obiecuje pozować do pozostałych portretów. Robota poszła jak z płatka i gdy zostało tylko jedno okno do ozdobienia rzeźbiarz wpadł na pomysł umieszczenia nad nim prawdziwego oblicza biesa. Zły początkowo się nie zgadzał, ale wobec nalegań rzeźbiarza w końcu ustąpił. Oblicze czarta było tak straszne, że gdy tylko młody człowiek je ujrzał, tak się przestraszył, że spadł z drabiny i postradał swe młode życie. Ostatnie okno pozostało nieozdobione. Pamiętam, że tą piękną legendę czytała moja mama, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Od tej pory ilekroć jestem w pobliżu żagańskiego pałacu usiłuję odnaleźć owe okno. Niestety, jak dotąd bezskutecznie. Jak bowiem obliczyli historycy sztuki okien w pałacu jest ponad 300. Ponadto maszkaronami ozdobiono także każde z drzwi. Trudno więc będzie odnależź okno lub drzwi bez twarzy wykrzywionej czarcim grymasem. A może to tylko legenda... Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re:Nie potrafię rymować 04.11.04, 15:26 Stokrotne dziynki. Przido sie to w tym wontku. Możno z czasym tyż rymowanka jakosik ło tym szkryfna. Po zdrowiom. Odpowiedz Link Zgłoś
cancro Re: Żagański dom "Pod barankiem" 11.11.04, 17:13 W czasach, gdy Żagań był jeszcze niewiele znaczacą osadą, jeden z jego mieszkańców trudnił się pasterstwem. A że do tego był człowiekiem pracowitym i niezwykłej prawości cieszył się szacunkiem całej żagańskiej społeczności. Pewnego dnia chcąc swym owcom umilić pobyt na pastwiskach postanowił wystrugać fujarkę. Udając się do pobliskiego lasu po odpowiednią gałąź nachwilę zostawil swe owce same. Na to właśnie czekał przyczajony w pobliżu wilk. Porwał najblizsze z jagniąt do lasu i mimo podniesionego przez owce alarmu zadusił je. Podjęty przez pasterza pościg był także nieskuteczny. Załamany pasterz w poczuciu własnej winy przyniósł jagnię do osady i tam pogrzebał. Wkrótce potem nastąpiła lokacja miasta na prawie magdeburskim - wytyczono nowy Rynek i nowe ulice, a znany ze swej prawości pasterz został wybrany pierwszym burmistrzem. Od tej pory zaczęło mu sie dobrze powodzić, do tego stopnia,że wybudował w Rynku własny dom, a że poczucie winy ciągle go prześladowało, nad wejściem do domu umieścił kamiennego baranka jako znak, że spod jego opieki żaden wilk nie porwie zadnej owcy! Trochę ckliwa, ale piękna legenda. Dziś naukowcy twierdzą, że kamienny baranek był średniowiecznym szyldem rzeźnika (ach ci niedowiarkowie!). Dom pod barankiem nie przetrwał wojennej zawieruchy - w miejscu gdzie stał do dziś jest pusty plac. Zachował się jednak ów swoisty szyld, który do dziś można podziwiać na jednej z kamiennic południowej pierzei Rynku. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Żagański dom "Pod barankiem" 16.11.04, 17:50 Hehe - Cancero, piykno legynda Toż szkryfna yno - Tu dlo niyj grzynda. Odpowiedz Link Zgłoś
cancro Re: Złota dzida Przemysława 18.11.04, 11:22 POierwszy z żagańskich książat - Przemysław, nie miał lekkiego życia. Młode księstwo z zachodu graniczyło z nieprzyjaznymi Sasami, od południa co rusz nękały je łupieżcze wyprawy Czechów a pozostałe granice często naruszali skłóceni kuzyni - śląscy Piastowicze. Któregoś dnia, po kolejnej przegranej potyczce, uciekając w popłochu zabłądzil ksiązę w przepastnych borach. Zapłakał nad swym losem i wypatrywał ratunku. Wówczas przez gałęzie stuletnich świerków i sosen przebłysnął promień słońca, a głos z obłoków nakazał księciu pochwycić go w swą prawicę. Gdy Przemko to uczynił głos dodał: " odtąd będziesz niezwyciężony, dopóki nie użyjesz tej broni w złej sprawie!". Tak też się stało. Przemko skutecznie odpierał wszelki najazdy na swe młode księstwo, gromiąc wrogów i biorąc po walce bogate łupy. Jego sława jako niezwyciężonego woja rozniosła się tak daleko, że nikt już nie śmiał najeżdżać jego ziem. Now sytuacja tak rozzuchwaliła księcia, że zapomniał o nakazie i postanowił pomnożyć swe posiadania kosztem innych księstw piastowskich. Postanowił zatem zwabić do żagańskiego zamku księcia głogowskiego, by tam go zabić, a potem zawładnąc jego ziemiami. Gdy tylko książę konrad Głogowski stanął w drzwiach komnaty dobył przemko miecza. Jednak Konrad fechmistrz był nie lada i szybko zdobyl nad przemkiem przewagę. Wówczas żagański książę przypomniał sobie złotą dzidę i jej magiczne właściwości. Pochwycił ją i z sił całych cisnął w stronę Konrada. Dzida ze złotego promienia tym razem odmówiła posłuszeństwa i zamiast w stronę Konrada pomknęła prosto w okno, a tuż za nią mury komnaty zsunęły się zamykając wszystkie otwory okienne. Ciemność która zapadła w komnacie pozwoliła bezpiecznie wymknąć sie głogowskiemu księciu. Książę Przemysław na powrót stał się jednym z niewiele znaczących książąt ślaskich, a mury jego zamku okazały się tak grube, że ówczesna technika nie pozwalała na nowo przebić otworów okiennych. Przemko dał za wygraną - przekazał zamek sprowadzonym przez siebie augustianom, którzy wykorzystali go jako zaczątek swego klasztoru i jako taki do dziś stoi naprzeciw poczty głównej. Książę chcąc jaknajdalej odsunąć to przykre wspomnienie wybudował bowy zamek w miejscu, w którym dziś wznosi się siedziba Talleyrandów. Odpowiedz Link Zgłoś
cancro Re:Wrocławska katedra 22.11.04, 11:16 Dawno temu, przy wrocławskiej katedrze miał swój warsztat bogaty złotnik. Oprócz bogactwa miał także piękną córkę: włosy jak łany dojrzałej pszenicy, szyja niczym u łabędzia, pierś... No może porzestańmy na tym, bo administrator usunie. W córce zakochał sie młody uczeń i pewnego dnia poprosił złotnika o jej rękę. W pierwszej chwili złotnik wyśmiał go, ale po zastanowieniu spytał, w jaki sposób chce utrzymać nawykłą do luksusów jego córkę? Odpowiedź wzburzyła młodego ucznia, który natychmiast wyjechał zmiasta. Wkrótce potem przystąpił do grasujących w pobliskich Sudetach rozbójników i gdy już zrabował sporo złota wrócił do Wrocławia. Zaraz też udał się do warsztatu złotnika i z pogardą wysypał na stół uktradzione precjoza. Popatrz - powiedział - potrafię zapewnić twej córce dostatnie życie! Jednak ku swemu przerażeniu złotnik wśród skaradzionych klejnotów rozpoznał pierścień swego brata, zabitego niedawno przez zbójców i zagroził, że wezwie pachołków miejskich, którzy oddadzą młodzieńca pod katowski topór! Młodzieniec przestraszył się nie na żarty! Pochwycił ze stołu jedno z narzęzi i śmiertelnie ugodził nim złotnika! Zabił także swą ukochaną, która próbowała stanąć w obronie ojca. Aby zatrzeć ślady swej zbrodni podpalił dom złotnika. chcąc się napawać swą zemstą wbiegł na południowa wieżę katedry i sycił się widokiem płonącego domostwa. Ohydna zbrodnia nie spodobała się Bogu! Gdy łodzieniec oglądał pożar nawet nie zauważył, że mury katedry się zsunęły i uwięziły go w oknie na wieki gdzie jest do dziś! Kamienna głowa w scianie południowej wieży to nic innego jak sygnatura (podpis) mistrza. Jest to dość powszechny w średniowieczu zwyczaj. Np. budowniczy katedry wiedeńskiej, mistrz Pilgram umieścił swe popiersie w podstawie kościelnej ambony. Ale niektórzy i tak wiedzą swoje... Odpowiedz Link Zgłoś
cancro Re:Wrocławska katedra - c.d. 23.11.04, 17:11 Na południowej ścianie katedry umieszczono dziwną figurę. Przedstawia mężczyznę w zakonnym habicie. To św. Wincenty. Figura jest o tyle dziwna, że ma nieproporcjonalnie krótkie nogi. Przed wiekami biskup wrocławski zlecił wykonanie tej rzeźby młodzieńcowi, który nie chodził od urodzenia. Podobno autor tak wiernie oddał podobieństwo, że święty oddał mu z wdzięczności swoje nogi - młodzieniec znowu mógł choodzić. Chcecie to wierzcie, chcecie nie wierzcie, ale jest to pierwszy i jak dotąd jedyny we Wrocławiu oficjalnie uznany przez Kościół cud! PZDR! Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 22.11.04, 22:03 Pałacowe maszkarony w Żaganiu Prawie dwiesta ich zrachujesz Łypiom na cie srogim wzrokym Możno djobła w nich wyczujesz - Tako było z tym borokym Co pokozać chcioł nom czorta I podobnoś chnetko wyszło Kunszt robota - tego worta? Toż mu życie stracić prziszło. Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 22.11.04, 22:07 Żaganna Żaganna tyn Żagań ponoć założyła Godajom że łona cerom Wandy była Ło ty żech zaś słyszoł co "Niymca niy chciała" Nawet se skiż tego na życie porwała Dyć teroz już wiymy że zowitkom frela Pewnikym inkszymu pszoła coś za wiela. Odpowiedz Link Zgłoś
cancro Re: O kluskowej bramie 24.11.04, 22:50 Niedaleko wrocławskiej katedry, dawno temu mieszkał bogaty mieszczanin. Dobrze mu się w życiu wiodło, a do tego miał kochającą żonę, która często gotowała mu ulubione przez niego kluski śląskie. Niestety kochana żona zmarła, a śląskie kluski śniły się wrocławianinowi po nocach. Pewnej nocy przyśniła mu się ukochana żona, która we śnie powiedziała mu, że ugotuje mu jedną kluskę, która po włożeniu do miski napełni ją całą! Jest jednak i warunek - tej jednej kluski nie wolno zjeść! Po przebudzeniu mieszczanin rzeczywiście znalazł kluskę na stole, którą włożył do miski, a miska wypełniła się kluskami. Złakniony swej ulubionej potrawy zapomniał żoninej przestrogi i zjadł wszystkie kluski - tą magiczną też. W trzewiach wrocławianina kluska natychmiast zamieniła się w twardy kamień wielkości dziecięcej głowy i waszej wyobraźni pozostawiam to, jak nasz bohater sobie z nią "poradził". Dość powiedzieć, że na przestrogę wszystkim łakomczuchom umieścił on kluskę na bramie prowadzącej do jego posesji. Kto nie wierzy, to może ową kluskę śląską nawet dziś zobaczyć na bramie, którą od tamtej pory nazywają kluskową, a w domu naszego wrocławianina dziś urzadzono muzeum archidiecezjalne. PZDR! Odpowiedz Link Zgłoś
cancro Re: Mostek czarownic 25.11.04, 12:04 Pewna wrocławianka, wielce urodziwa, zadufana w swej urodzie była niemożliwie! Toteż żaden z kawalerów ubiegajacych się o jej rękę, nie był dla niej dość dobry. Ten zbyt niski, tamten zbyt wysoki, ten zbyt gruby, tamten znów zbyt chudy, itd, itp. Poza tym miała ten przykry zwyczaj, że młodzieńca któremu odmawiała swej ręki zwyczajnie wymiatała miotłą ze swego domu na ulicę. Jednak jeden z młodzieńców nie dawał za wygraną i posunął się do tego, że we wrocławskim kościele Św. Marii - Magdaleny modlił się o nią jako swą wybrankę. Trzeba trafu, że wychodząc z kościoła natknął się na nią tuż przed wejściem. Stała ze swą nieodłączną miotłą i butnie wypatrywała swej kolejnej ofiary. Gdy tylko młodzieniec wyłuszczył jej swe zamiary, nasza pannica natychmiast potraktowała go swą miotłą. Przerażony młodzian cofnął się do wnętrza światyni,ale rozzuchawlona pannica nie dawała za wygraną. Młodzian postanowił schronić się na kościelnej wieży, ale dziewczyna nie ustępowała. Gdy wreszcie znaleźli się na mostku, który łączy wysoko nad ziemią obie wieże kościoła, nagle zwaśnione strony rozdzieliły spadające niewiadomo skąd liśce. Padały tak gęsto, że młodzian zdołał umknąć złośnicy. Aby przebić się przez ścianę liści nasza dziewoja użyła swej miotły. I tak jest do dziś, bowiem im energiczniej nią wymachuje, tym liście gęściej spadają. Z tego też powodu do dziś jest starą panną. Są bowiem tacy, tórzy twierdzą, że w cichą noc słychać ruchy miotłą i pokrzykiwanie złośnicy. Odtąd także każda stara panna jest za staropanieństwo karana zamiataniem liści, które nie wiadomo skąd ciągle spadają, a mostek między wieżami kościoła nazwano "mostkiem czarownic". Czyż nie jest to śląska wersja mitu o Syzyfie? Odpowiedz Link Zgłoś
cancro Re: Pioruny i koty 09.12.04, 09:34 Tuż przy wrocławskim Rynku wznosi się najwyższa wieża w mieście Kościół p.w. Św. Elżbiety węgierskiej (była siostrą Kazimierza Wielkiego, a nasz król... no cóż, pomińmy to milczeniem). Bogaci mieszczanie wrocławscy wznieśli tą świątynię "na chwałę pańską" ale także jako przeciwwagę dla katedry Rzymskokatolickiej na Ostrowie Tumskim. Stąd mimo tego, że sama wieża ma 130 m wysokości, ozdobino ją miedzianym chełmem niemal tej samej wysokości. Nie dziwota, że taki obiekt działał jak olbrzymi piorunochron, co też się stało w 1529 roku. W czasie potężnej burzy piorun uderzył w chełm wieży zrzucając ją na ziemię. Szcęślizym trafem jedyną ofiarą spadającej wieży został czerny wrocławski kot. Primarius od św. Elżbiety natychmiast zinterpretował to zdarzenie: to aniołowie pochwycili spadający chełm wieży i delikatnie posadowili go na ziemi. Ważne przy tym, że przy okazji został poniżony szatan (czarny kot)! Wydarzenie to upamiętnia kamienna płaskorzeźba umieszczona na wschodniej ścianie wieży kościelnej (trzeba stanąć plecami do Rynku), na której dwaj aniołowie podtrzymują spadający chełm wieży. Wrocławska fara nie ma szcęścia. Niemal doszczętnie spłonęła po dwóch uderzeniach pioruna w 1970 i 1976 roku. W tej chwili mozolnie się ją odbudowuje. PZDR! Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 09.05.05, 18:33 Świetlik Stanoł se Świetlik na ty Dworcowy Zdo sie w Bytomiu łon cołkym nowy Dyć przeca żeście go prziwitali Co ze niym bydzie terozki dali? Możno wom frelki tu zbałamuci Bajtli narobi, pitnie, niy wroci Ciyngym mo banhof łon za plecami To może pedzieć - Łostońcie sami. Bytomski zbereźnik Zepsuł ponoć Świetlik jedna bytomianka Deliberowali nad tym już łod ranka Jako to napochoł? Przeca dziod już stary? Toż wy nic niy wiycie? -Zrobioł to cygarym! Gyszynk Toż na gyburstag gyszynk "Plejady" Fajnisty - ło to niy bydzie zwady. Odpowiedz Link Zgłoś
jozefosmenda Re: Ślonske legyndy niy ino! 13.05.05, 23:48 Bronek! A nie masz tam gdzie namiaru na tą Jagnę? Hę? A możno ona z Bytomia nie była? Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Ślonske legyndy niy ino! 20.05.05, 07:54 Hehe - toż Jagna ze tego słynie Że żodyn ołpa jom niy łominie Sie z niom jak mody karlus zabawi Tako tyn Bytom ło niyj tyż prawi. Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 23.04.06, 22:38 Czi dymby" Piyrwyj czi dymby stoły we lesie Pilchowiczany je znały W strona Smolnicy kerego niesie Toż tam wytrzyszczoł durś gały Co tu sie dzioło dość wiekow tymu W niyszczynsny ziymi glywicki Coby łopisać niy styknie rymu Dyć powspominać trza wdycki Coś poł Europy już wojnom żyło Ponboczka kożdy mioł w gymbie A przeca życie wiela straciyło Wojoki to niy gołymbie Wojska Mansfelda tyndy wrocały Wiela po drodze łupiyły Na wiynksze miasta tyż porywały -Glywice se łobroniyły Fest okolica z tym uciyrpiała Choć protestancko tyż była Wojna nikomu niy folgowała A łostro kosa durś tnyła Na pilchowickich włościach pułk stoji Skarbczyk przi niymu jest zocny Ciongnońć go dali cosik sie boji Wodz jejich niy był już mocny Jak "czi korony" te dymby w lesie Znak to dlo Szwedow szczyńśliwy Z tym swoja kasa wojok tam niesie A przeca jyj był pragliwy Że tu se wroci kożdy rachowoł Ze wiynkszom siyłom najedzie Zabiere wszysko co piyrwyj schowoł Z bogactwym bydzie na przedzie Dyć tref niy zwoloł już wiyncy na to Drzewa skarb wielki czimały W zły czas ta sztela zdo sie sagato -Łone dać tego niy chciały Podobnoś nawet wiela szukało Jednak niczego niy znodli Przeklynte miejsce sie wydowało Krew kożde złoto upodli Coś na Rzyketce lyniwie pływo Dymbow już nawet niy szukej Przeca to godoł jakiś "podziwok" Bestoż po gowie se klupej. Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 19.06.06, 23:16 Rycerze świynty Jadwigi Śpiom rycerze Istny tako we Chorzowie Coby se ło wiara niy boł tukej czowiek Przeca u Ponboczka tela wybłogała Hufy ze zabitych pod Niymczom zebrała Toż teroz czuwajom w rożnych miejscach Ślonska By w zły chwili bronić tyż naszego konska Oby nom niy prziszła ta "czorno godzina" Szczyńście ze pokojym mo zocno dziedzina. Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 05.10.06, 22:30 Szafrańce w Chorzowie Czym te Szafrańce niy handlowali? Czego to łoni niy rozwoziyli? Po cołkym Ślonsku wozy ciongali Do Wrocka tako tyż zoglondnyli We tyn czas moru jak śmierć mo żniwo Stolica Ślonska wtedy w żałobie Tref roztomajty - tako już bywo Zdało sie istnym - bydom we grobie Przeca zaraza wielko szczimali W końcu wrocajom - som we Chorzowie Dyć jako ze tym bydzie tu dali? Strach mo terozki niyjedyn czowiek Trza sie Paniynce łoddać w opieka Zocno figura już na kolumnie Sztela łobroni - po co uciekać? Toż Matko Bosko zwroć łoczy ku mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 25.09.07, 22:33 Kedy se zbudzom rycerze? Ponoć za komuny śnik ich niyspokojny Dyć se niy zbudziyli do "krziżowy wojny" Teroz przi Paniynce słychać aż chrapanie Tako mi sie zdowo co wojsko niy wstanie. Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 25.09.07, 22:35 Czarownik w chorzowskim kościele We downych czasach dyć to sie dzioło Niy było wtedy wcale wesoło Parafjo biydno kościoł ubogi Toż mag zawitoł we fary progi Prawioł ksiynżoszkom co cud zrychtuje Świynto Paniynka łon prziwołuje A jak zagości tu we kościele Pontnik zoglondnie do taki sztele Farorz pomyśloł - Toż trza sprobować Fest geld dyć potym zacznom wciepować Toż bydzie możno richtig bogato A niy jak teroz - zdo sie sagato Dyć kapelonek coś wystrachany Czy to sie godzi? Na Boże rany! Możno czort cosik we tym namiyszo A za pokusom i farorz zgrzyszom Już mag ze ksiyndzym som przed ołtorzym Już Matka Bosko ściongać se woży Widać w kościele Paniynka tako Dyć ktoś z ambony głośno zapłakoł Toż kapelonek - w rynkach Hostyjo! Pódź! Macej Ciało Syna Maryjo! I co? Grom blysnoł z jasnego nieba! Kościoł z pożogi ratować czeba! Cołko świontynia se wypolyła Znak że w tym yno djobelsko siyła Niyłoparzony wyloz wikary Mag cołkym hajsnoł - z niym farorz stary. Odpowiedz Link Zgłoś
prosiakpl Re: Ślonske legyndy 27.09.07, 15:34 Bronku - musisz opisać w legendach i fraszkach, śląską legendę o złotych dwóch Kaczkach. Co w złotym stawie w Rudzie pływają a o północy w kaczory się zamieniają. Jak w złoto zamieniają socializm, by w Polsce powstał strikte kapitalizm. Odpowiedz Link Zgłoś
broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 27.09.07, 16:26 Złoto kaczka znom ze Toszka Już żech ło niyj szkryfnoł troszka Rudzke kaczki - platynowe! Tyż dziwacznie jakoś kwaczom "Oti, Oti" durś łonaczom. Odpowiedz Link Zgłoś