Dodaj do ulubionych

Ślonske legyndy

    • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 01.11.04, 20:21
      Ło Wiesiodce w Gorzyczkach

      W małych Gorzyczkach wele Rybnika
      Gorka Wiesiodka se stoji
      W nocy tu niy łaź - lepi stond zmykać
      Tref zły - toż czowiek sie boji

      Piyrwyj stoł tukej grod richtig mocny
      Raubritter mioł legowisko
      Niy szło go ruszyć choć niy był zocny
      Dyć łon rabowoł durś wszysko

      W podziymiach skarbow fest nagromadzioł
      Wiyńzioł tyż ludzi we lochach
      Skuli okupu - tako poradzioł
      Ło życie niy dboł - ni trocha

      Roz modych braci dwóch zamordowoł
      Kupcami byli we drodze
      Dyć sie ze siyły wcale niy zdowoł
      Co drzymie w matce niybodze

      Łona go djobłu zaś poleciyła
      By wzioł już czorno ta dusza
      A ziymia zamek tyż pochłonyła
      Stało se - szkryfnońć jo musza

      Po zamku śladu terozki niy ma
      Wiesiodka yno łostała
      Toż dlo bajanio to piykny tymat
      Łod lot tu straszy bezmała.
    • cancro Re:Nie potrafię rymować 04.11.04, 08:45
      Sądzę, że legendy z miast Dolnego Ślaska mogą ubarwić ten wątek. Na początek
      najbardziej znana z żagańskich legend:
      Po wojnie trzydziestoletniej zasłużony dla cesarstwa generał - Wallenstein
      otrzymuje księstwo żagańskie na własność. Był bardzo przesądny, a
      przepowiedziano mu, że on sam kiedyś będzie cesarzem i założy własne, potężne
      państwo. Dlatego w Żaganiu postanowił zbudować swą przyszłą stolicę. To właśnie
      dlatego w mieście wielkości Żagania można zobaczyć tyle wspaniałych,
      wybudowanych z rozmachem pałaców i kościołów. Tyle historyczna prawda, a teraz
      legenda:
      Wybudowawszy swój pałac zapragnął Wallenstein pięknie go ozdobić. Wynajął w tym
      celu najlepszych artstów. Wszystkim robota paliła się w rękach, jedynie młody
      rzeźbiarz nie miał pomysłu jak ozdobić pałac na zewnątrz. Kiedyś przyszedł mu do
      głowy pomysł, aby nad każdym z pałacowych okien umiesćić podobiznę jednego z
      mieszkańców Żagania. Miasto było wtedy niewielkie i modele wkrótce się
      "wyczerpali". I tu z pomocą przychodzi diabeł, który w zamian za duszę obiecuje
      pozować do pozostałych portretów. Robota poszła jak z płatka i gdy zostało tylko
      jedno okno do ozdobienia rzeźbiarz wpadł na pomysł umieszczenia nad nim
      prawdziwego oblicza biesa. Zły początkowo się nie zgadzał, ale wobec nalegań
      rzeźbiarza w końcu ustąpił. Oblicze czarta było tak straszne, że gdy tylko młody
      człowiek je ujrzał, tak się przestraszył, że spadł z drabiny i postradał swe
      młode życie. Ostatnie okno pozostało nieozdobione.
      Pamiętam, że tą piękną legendę czytała moja mama, gdy byłem jeszcze dzieckiem.
      Od tej pory ilekroć jestem w pobliżu żagańskiego pałacu usiłuję odnaleźć owe
      okno. Niestety, jak dotąd bezskutecznie. Jak bowiem obliczyli historycy sztuki
      okien w pałacu jest ponad 300. Ponadto maszkaronami ozdobiono także każde z
      drzwi. Trudno więc będzie odnależź okno lub drzwi bez twarzy wykrzywionej
      czarcim grymasem. A może to tylko legenda...
      • broneknotgeld Re:Nie potrafię rymować 04.11.04, 15:26
        Stokrotne dziynki.
        Przido sie to w tym wontku.
        Możno z czasym tyż rymowanka jakosik ło tym szkryfna.
        Po zdrowiom.
    • cancro Re: Żagański dom "Pod barankiem" 11.11.04, 17:13
      W czasach, gdy Żagań był jeszcze niewiele znaczacą osadą, jeden z jego
      mieszkańców trudnił się pasterstwem. A że do tego był człowiekiem pracowitym i
      niezwykłej prawości cieszył się szacunkiem całej żagańskiej społeczności.
      Pewnego dnia chcąc swym owcom umilić pobyt na pastwiskach postanowił wystrugać
      fujarkę. Udając się do pobliskiego lasu po odpowiednią gałąź nachwilę zostawil
      swe owce same. Na to właśnie czekał przyczajony w pobliżu wilk. Porwał
      najblizsze z jagniąt do lasu i mimo podniesionego przez owce alarmu zadusił je.
      Podjęty przez pasterza pościg był także nieskuteczny. Załamany pasterz w
      poczuciu własnej winy przyniósł jagnię do osady i tam pogrzebał. Wkrótce potem
      nastąpiła lokacja miasta na prawie magdeburskim - wytyczono nowy Rynek i nowe
      ulice, a znany ze swej prawości pasterz został wybrany pierwszym burmistrzem. Od
      tej pory zaczęło mu sie dobrze powodzić, do tego stopnia,że wybudował w Rynku
      własny dom, a że poczucie winy ciągle go prześladowało, nad wejściem do domu
      umieścił kamiennego baranka jako znak, że spod jego opieki żaden wilk nie porwie
      zadnej owcy!
      Trochę ckliwa, ale piękna legenda. Dziś naukowcy twierdzą, że kamienny baranek
      był średniowiecznym szyldem rzeźnika (ach ci niedowiarkowie!). Dom pod barankiem
      nie przetrwał wojennej zawieruchy - w miejscu gdzie stał do dziś jest pusty
      plac. Zachował się jednak ów swoisty szyld, który do dziś można podziwiać na
      jednej z kamiennic południowej pierzei Rynku.
      Pozdrawiam!
      • broneknotgeld Re: Żagański dom "Pod barankiem" 16.11.04, 17:50
        Hehe - Cancero, piykno legynda
        Toż szkryfna yno - Tu dlo niyj grzynda.
    • cancro Re: Złota dzida Przemysława 18.11.04, 11:22
      POierwszy z żagańskich książat - Przemysław, nie miał lekkiego życia. Młode
      księstwo z zachodu graniczyło z nieprzyjaznymi Sasami, od południa co rusz
      nękały je łupieżcze wyprawy Czechów a pozostałe granice często naruszali
      skłóceni kuzyni - śląscy Piastowicze.
      Któregoś dnia, po kolejnej przegranej potyczce, uciekając w popłochu zabłądzil
      ksiązę w przepastnych borach. Zapłakał nad swym losem i wypatrywał ratunku.
      Wówczas przez gałęzie stuletnich świerków i sosen przebłysnął promień słońca, a
      głos z obłoków nakazał księciu pochwycić go w swą prawicę. Gdy Przemko to
      uczynił głos dodał: " odtąd będziesz niezwyciężony, dopóki nie użyjesz tej broni
      w złej sprawie!". Tak też się stało. Przemko skutecznie odpierał wszelki najazdy
      na swe młode księstwo, gromiąc wrogów i biorąc po walce bogate łupy. Jego sława
      jako niezwyciężonego woja rozniosła się tak daleko, że nikt już nie śmiał
      najeżdżać jego ziem.
      Now sytuacja tak rozzuchwaliła księcia, że zapomniał o nakazie i postanowił
      pomnożyć swe posiadania kosztem innych księstw piastowskich. Postanowił zatem
      zwabić do żagańskiego zamku księcia głogowskiego, by tam go zabić, a potem
      zawładnąc jego ziemiami. Gdy tylko książę konrad Głogowski stanął w drzwiach
      komnaty dobył przemko miecza. Jednak Konrad fechmistrz był nie lada i szybko
      zdobyl nad przemkiem przewagę. Wówczas żagański książę przypomniał sobie złotą
      dzidę i jej magiczne właściwości. Pochwycił ją i z sił całych cisnął w stronę
      Konrada. Dzida ze złotego promienia tym razem odmówiła posłuszeństwa i zamiast w
      stronę Konrada pomknęła prosto w okno, a tuż za nią mury komnaty zsunęły się
      zamykając wszystkie otwory okienne. Ciemność która zapadła w komnacie pozwoliła
      bezpiecznie wymknąć sie głogowskiemu księciu.
      Książę Przemysław na powrót stał się jednym z niewiele znaczących książąt
      ślaskich, a mury jego zamku okazały się tak grube, że ówczesna technika nie
      pozwalała na nowo przebić otworów okiennych. Przemko dał za wygraną - przekazał
      zamek sprowadzonym przez siebie augustianom, którzy wykorzystali go jako
      zaczątek swego klasztoru i jako taki do dziś stoi naprzeciw poczty głównej.
      Książę chcąc jaknajdalej odsunąć to przykre wspomnienie wybudował bowy zamek w
      miejscu, w którym dziś wznosi się siedziba Talleyrandów.
    • cancro Re:Wrocławska katedra 22.11.04, 11:16
      Dawno temu, przy wrocławskiej katedrze miał swój warsztat bogaty złotnik.
      Oprócz bogactwa miał także piękną córkę: włosy jak łany dojrzałej pszenicy,
      szyja niczym u łabędzia, pierś... No może porzestańmy na tym, bo administrator
      usunie. W córce zakochał sie młody uczeń i pewnego dnia poprosił złotnika o jej
      rękę. W pierwszej chwili złotnik wyśmiał go, ale po zastanowieniu spytał, w
      jaki sposób chce utrzymać nawykłą do luksusów jego córkę? Odpowiedź wzburzyła
      młodego ucznia, który natychmiast wyjechał zmiasta. Wkrótce potem przystąpił do
      grasujących w pobliskich Sudetach rozbójników i gdy już zrabował sporo złota
      wrócił do Wrocławia.
      Zaraz też udał się do warsztatu złotnika i z pogardą wysypał na stół
      uktradzione precjoza. Popatrz - powiedział - potrafię zapewnić twej córce
      dostatnie życie! Jednak ku swemu przerażeniu złotnik wśród skaradzionych
      klejnotów rozpoznał pierścień swego brata, zabitego niedawno przez zbójców i
      zagroził, że wezwie pachołków miejskich, którzy oddadzą młodzieńca pod katowski
      topór!
      Młodzieniec przestraszył się nie na żarty! Pochwycił ze stołu jedno z narzęzi i
      śmiertelnie ugodził nim złotnika! Zabił także swą ukochaną, która próbowała
      stanąć w obronie ojca. Aby zatrzeć ślady swej zbrodni podpalił dom złotnika.
      chcąc się napawać swą zemstą wbiegł na południowa wieżę katedry i sycił się
      widokiem płonącego domostwa. Ohydna zbrodnia nie spodobała się Bogu! Gdy
      łodzieniec oglądał pożar nawet nie zauważył, że mury katedry się zsunęły i
      uwięziły go w oknie na wieki gdzie jest do dziś!
      Kamienna głowa w scianie południowej wieży to nic innego jak sygnatura (podpis)
      mistrza. Jest to dość powszechny w średniowieczu zwyczaj. Np. budowniczy
      katedry wiedeńskiej, mistrz Pilgram umieścił swe popiersie w podstawie
      kościelnej ambony.
      Ale niektórzy i tak wiedzą swoje...
      • cancro Re:Wrocławska katedra - c.d. 23.11.04, 17:11
        Na południowej ścianie katedry umieszczono dziwną figurę. Przedstawia mężczyznę
        w zakonnym habicie. To św. Wincenty. Figura jest o tyle dziwna, że ma
        nieproporcjonalnie krótkie nogi.
        Przed wiekami biskup wrocławski zlecił wykonanie tej rzeźby młodzieńcowi, który
        nie chodził od urodzenia. Podobno autor tak wiernie oddał podobieństwo, że
        święty oddał mu z wdzięczności swoje nogi - młodzieniec znowu mógł choodzić.
        Chcecie to wierzcie, chcecie nie wierzcie, ale jest to pierwszy i jak dotąd
        jedyny we Wrocławiu oficjalnie uznany przez Kościół cud!
        PZDR!
    • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 22.11.04, 22:03
      Pałacowe maszkarony w Żaganiu

      Prawie dwiesta ich zrachujesz
      Łypiom na cie srogim wzrokym
      Możno djobła w nich wyczujesz
      - Tako było z tym borokym
      Co pokozać chcioł nom czorta
      I podobnoś chnetko wyszło
      Kunszt robota - tego worta?
      Toż mu życie stracić prziszło.
    • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 22.11.04, 22:07
      Żaganna

      Żaganna tyn Żagań ponoć założyła
      Godajom że łona cerom Wandy była
      Ło ty żech zaś słyszoł co "Niymca niy chciała"
      Nawet se skiż tego na życie porwała
      Dyć teroz już wiymy że zowitkom frela
      Pewnikym inkszymu pszoła coś za wiela.
    • cancro Re: O kluskowej bramie 24.11.04, 22:50
      Niedaleko wrocławskiej katedry, dawno temu mieszkał bogaty mieszczanin. Dobrze
      mu się w życiu wiodło, a do tego miał kochającą żonę, która często gotowała mu
      ulubione przez niego kluski śląskie. Niestety kochana żona zmarła, a śląskie
      kluski śniły się wrocławianinowi po nocach. Pewnej nocy przyśniła mu się
      ukochana żona, która we śnie powiedziała mu, że ugotuje mu jedną kluskę, która
      po włożeniu do miski napełni ją całą! Jest jednak i warunek - tej jednej kluski
      nie wolno zjeść!
      Po przebudzeniu mieszczanin rzeczywiście znalazł kluskę na stole, którą włożył
      do miski, a miska wypełniła się kluskami. Złakniony swej ulubionej potrawy
      zapomniał żoninej przestrogi i zjadł wszystkie kluski - tą magiczną też. W
      trzewiach wrocławianina kluska natychmiast zamieniła się w twardy kamień
      wielkości dziecięcej głowy i waszej wyobraźni pozostawiam to, jak nasz bohater
      sobie z nią "poradził". Dość powiedzieć, że na przestrogę wszystkim łakomczuchom
      umieścił on kluskę na bramie prowadzącej do jego posesji. Kto nie wierzy, to
      może ową kluskę śląską nawet dziś zobaczyć na bramie, którą od tamtej pory
      nazywają kluskową, a w domu naszego wrocławianina dziś urzadzono muzeum
      archidiecezjalne.
      PZDR!
    • cancro Re: Mostek czarownic 25.11.04, 12:04
      Pewna wrocławianka, wielce urodziwa, zadufana w swej urodzie była niemożliwie!
      Toteż żaden z kawalerów ubiegajacych się o jej rękę, nie był dla niej dość
      dobry. Ten zbyt niski, tamten zbyt wysoki, ten zbyt gruby, tamten znów zbyt
      chudy, itd, itp. Poza tym miała ten przykry zwyczaj, że młodzieńca któremu
      odmawiała swej ręki zwyczajnie wymiatała miotłą ze swego domu na ulicę.
      Jednak jeden z młodzieńców nie dawał za wygraną i posunął się do tego, że we
      wrocławskim kościele Św. Marii - Magdaleny modlił się o nią jako swą wybrankę.
      Trzeba trafu, że wychodząc z kościoła natknął się na nią tuż przed wejściem.
      Stała ze swą nieodłączną miotłą i butnie wypatrywała swej kolejnej ofiary. Gdy
      tylko młodzieniec wyłuszczył jej swe zamiary, nasza pannica natychmiast
      potraktowała go swą miotłą. Przerażony młodzian cofnął się do wnętrza
      światyni,ale rozzuchawlona pannica nie dawała za wygraną. Młodzian postanowił
      schronić się na kościelnej wieży, ale dziewczyna nie ustępowała. Gdy wreszcie
      znaleźli się na mostku, który łączy wysoko nad ziemią obie wieże kościoła,
      nagle zwaśnione strony rozdzieliły spadające niewiadomo skąd liśce. Padały tak
      gęsto, że młodzian zdołał umknąć złośnicy. Aby przebić się przez ścianę liści
      nasza dziewoja użyła swej miotły. I tak jest do dziś, bowiem im energiczniej
      nią wymachuje, tym liście gęściej spadają. Z tego też powodu do dziś jest starą
      panną. Są bowiem tacy, tórzy twierdzą, że w cichą noc słychać ruchy miotłą i
      pokrzykiwanie złośnicy. Odtąd także każda stara panna jest za staropanieństwo
      karana zamiataniem liści, które nie wiadomo skąd ciągle spadają, a mostek
      między wieżami kościoła nazwano "mostkiem czarownic".
      Czyż nie jest to śląska wersja mitu o Syzyfie?
    • cancro Re: Pioruny i koty 09.12.04, 09:34
      Tuż przy wrocławskim Rynku wznosi się najwyższa wieża w mieście Kościół p.w. Św.
      Elżbiety węgierskiej (była siostrą Kazimierza Wielkiego, a nasz król... no cóż,
      pomińmy to milczeniem). Bogaci mieszczanie wrocławscy wznieśli tą świątynię "na
      chwałę pańską" ale także jako przeciwwagę dla katedry Rzymskokatolickiej na
      Ostrowie Tumskim. Stąd mimo tego, że sama wieża ma 130 m wysokości, ozdobino ją
      miedzianym chełmem niemal tej samej wysokości. Nie dziwota, że taki obiekt
      działał jak olbrzymi piorunochron, co też się stało w 1529 roku. W czasie
      potężnej burzy piorun uderzył w chełm wieży zrzucając ją na ziemię. Szcęślizym
      trafem jedyną ofiarą spadającej wieży został czerny wrocławski kot. Primarius od
      św. Elżbiety natychmiast zinterpretował to zdarzenie: to aniołowie pochwycili
      spadający chełm wieży i delikatnie posadowili go na ziemi. Ważne przy tym, że
      przy okazji został poniżony szatan (czarny kot)!
      Wydarzenie to upamiętnia kamienna płaskorzeźba umieszczona na wschodniej ścianie
      wieży kościelnej (trzeba stanąć plecami do Rynku), na której dwaj aniołowie
      podtrzymują spadający chełm wieży. Wrocławska fara nie ma szcęścia. Niemal
      doszczętnie spłonęła po dwóch uderzeniach pioruna w 1970 i 1976 roku. W tej
      chwili mozolnie się ją odbudowuje.
      PZDR!
    • hafra Re: Ślonske legyndy 07.03.05, 12:43
      I jeszcze trochę legend
    • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 09.05.05, 18:33
      Świetlik

      Stanoł se Świetlik na ty Dworcowy
      Zdo sie w Bytomiu łon cołkym nowy
      Dyć przeca żeście go prziwitali
      Co ze niym bydzie terozki dali?

      Możno wom frelki tu zbałamuci
      Bajtli narobi, pitnie, niy wroci
      Ciyngym mo banhof łon za plecami
      To może pedzieć - Łostońcie sami.


      Bytomski zbereźnik

      Zepsuł ponoć Świetlik jedna bytomianka
      Deliberowali nad tym już łod ranka
      Jako to napochoł? Przeca dziod już stary?
      Toż wy nic niy wiycie? -Zrobioł to cygarym!


      Gyszynk

      Toż na gyburstag gyszynk "Plejady"
      Fajnisty - ło to niy bydzie zwady.
      • jozefosmenda Re: Ślonske legyndy niy ino! 13.05.05, 23:48
        Bronek!
        A nie masz tam gdzie namiaru na tą Jagnę?
        Hę?
        A możno ona z Bytomia nie była?
        • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy niy ino! 20.05.05, 07:54
          Hehe - toż Jagna ze tego słynie
          Że żodyn ołpa jom niy łominie
          Sie z niom jak mody karlus zabawi
          Tako tyn Bytom ło niyj tyż prawi.
      • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 23.04.06, 22:38
        Czi dymby"

        Piyrwyj czi dymby stoły we lesie
        Pilchowiczany je znały
        W strona Smolnicy kerego niesie
        Toż tam wytrzyszczoł durś gały

        Co tu sie dzioło dość wiekow tymu
        W niyszczynsny ziymi glywicki
        Coby łopisać niy styknie rymu
        Dyć powspominać trza wdycki

        Coś poł Europy już wojnom żyło
        Ponboczka kożdy mioł w gymbie
        A przeca życie wiela straciyło
        Wojoki to niy gołymbie

        Wojska Mansfelda tyndy wrocały
        Wiela po drodze łupiyły
        Na wiynksze miasta tyż porywały
        -Glywice se łobroniyły

        Fest okolica z tym uciyrpiała
        Choć protestancko tyż była
        Wojna nikomu niy folgowała
        A łostro kosa durś tnyła

        Na pilchowickich włościach pułk stoji
        Skarbczyk przi niymu jest zocny
        Ciongnońć go dali cosik sie boji
        Wodz jejich niy był już mocny

        Jak "czi korony" te dymby w lesie
        Znak to dlo Szwedow szczyńśliwy
        Z tym swoja kasa wojok tam niesie
        A przeca jyj był pragliwy

        Że tu se wroci kożdy rachowoł
        Ze wiynkszom siyłom najedzie
        Zabiere wszysko co piyrwyj schowoł
        Z bogactwym bydzie na przedzie

        Dyć tref niy zwoloł już wiyncy na to
        Drzewa skarb wielki czimały
        W zły czas ta sztela zdo sie sagato
        -Łone dać tego niy chciały

        Podobnoś nawet wiela szukało
        Jednak niczego niy znodli
        Przeklynte miejsce sie wydowało
        Krew kożde złoto upodli

        Coś na Rzyketce lyniwie pływo
        Dymbow już nawet niy szukej
        Przeca to godoł jakiś "podziwok"
        Bestoż po gowie se klupej.
        • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 19.06.06, 23:16
          Rycerze świynty Jadwigi

          Śpiom rycerze Istny tako we Chorzowie
          Coby se ło wiara niy boł tukej czowiek
          Przeca u Ponboczka tela wybłogała
          Hufy ze zabitych pod Niymczom zebrała

          Toż teroz czuwajom w rożnych miejscach Ślonska
          By w zły chwili bronić tyż naszego konska
          Oby nom niy prziszła ta "czorno godzina"
          Szczyńście ze pokojym mo zocno dziedzina.
          • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 05.10.06, 22:30
            Szafrańce w Chorzowie

            Czym te Szafrańce niy handlowali?
            Czego to łoni niy rozwoziyli?
            Po cołkym Ślonsku wozy ciongali
            Do Wrocka tako tyż zoglondnyli
            We tyn czas moru jak śmierć mo żniwo
            Stolica Ślonska wtedy w żałobie
            Tref roztomajty - tako już bywo
            Zdało sie istnym - bydom we grobie

            Przeca zaraza wielko szczimali
            W końcu wrocajom - som we Chorzowie
            Dyć jako ze tym bydzie tu dali?
            Strach mo terozki niyjedyn czowiek

            Trza sie Paniynce łoddać w opieka
            Zocno figura już na kolumnie
            Sztela łobroni - po co uciekać?
            Toż Matko Bosko zwroć łoczy ku mnie.
          • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 25.09.07, 22:33
            Kedy se zbudzom rycerze?

            Ponoć za komuny śnik ich niyspokojny
            Dyć se niy zbudziyli do "krziżowy wojny"
            Teroz przi Paniynce słychać aż chrapanie
            Tako mi sie zdowo co wojsko niy wstanie.
            • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 25.09.07, 22:35
              Czarownik w chorzowskim kościele

              We downych czasach dyć to sie dzioło
              Niy było wtedy wcale wesoło
              Parafjo biydno kościoł ubogi
              Toż mag zawitoł we fary progi

              Prawioł ksiynżoszkom co cud zrychtuje
              Świynto Paniynka łon prziwołuje
              A jak zagości tu we kościele
              Pontnik zoglondnie do taki sztele

              Farorz pomyśloł - Toż trza sprobować
              Fest geld dyć potym zacznom wciepować
              Toż bydzie możno richtig bogato
              A niy jak teroz - zdo sie sagato

              Dyć kapelonek coś wystrachany
              Czy to sie godzi? Na Boże rany!
              Możno czort cosik we tym namiyszo
              A za pokusom i farorz zgrzyszom

              Już mag ze ksiyndzym som przed ołtorzym
              Już Matka Bosko ściongać se woży
              Widać w kościele Paniynka tako
              Dyć ktoś z ambony głośno zapłakoł

              Toż kapelonek - w rynkach Hostyjo!
              Pódź! Macej Ciało Syna Maryjo!
              I co? Grom blysnoł z jasnego nieba!
              Kościoł z pożogi ratować czeba!

              Cołko świontynia se wypolyła
              Znak że w tym yno djobelsko siyła
              Niyłoparzony wyloz wikary
              Mag cołkym hajsnoł - z niym farorz stary.
              • prosiakpl Re: Ślonske legyndy 27.09.07, 15:34
                Bronku - musisz opisać w legendach i fraszkach,
                śląską legendę o złotych dwóch Kaczkach.
                Co w złotym stawie w Rudzie pływają
                a o północy w kaczory się zamieniają.
                Jak w złoto zamieniają socializm,
                by w Polsce powstał strikte kapitalizm.
                • broneknotgeld Re: Ślonske legyndy 27.09.07, 16:26
                  Złoto kaczka znom ze Toszka
                  Już żech ło niyj szkryfnoł troszka
                  Rudzke kaczki - platynowe!
                  Tyż dziwacznie jakoś kwaczom
                  "Oti, Oti" durś łonaczom.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka