Szpitalna przygoda

29.07.09, 20:09
Jakos wczesniej nie mialam ani czasu ani glowy napisac Wam o wielkim
pechu, ktory stal sie udzialem mojego synka.
28 czerwca, plaza na Glyfadzie. Ariel z Tata i znajomymi poszedl na
lody do kiosku przy plazy. Tam upada z lodowki wypada butelka,
tlucze sie, a odlamek przelatuje ok 2metry i trafia malego w piete.
Ariel w placz, tata uspokaja, ze to tylko butelka i po chwili
dopiero zauwaza krew. To bylo tak niewiarygodne, ze nie przyszlo
mezowi do glowy, ze maly ma rozcieta noge! Kolega przybiega po mnie
na plaze, a ja uslyszawszy, ze dziecko rozcielo stope biore
plasterek, wode mineralna i gaziki Leko i chce isc. Na co kolega
patrzy sie dziwnie, i kaze mi sie ubrac, bo chyba trzeba jechac do
szpitala. Na miejscu zastaje mojego meza z dwoma Panami (okazali sie
Polakami), ktorzy juz specyfikami z samochodowej apteczki
zdezynfekowali nozke. Pakujemy sie do samochodu i jedizemy do
najblizszego szpitala na Voule. Tam oczywiscie dzieciom nie szyja,
kaza jechac do Pedonu, ale ogladaja stope i mowia, ze achilles caly,
ale trzeba skore szyc. Nie jedziemy do Pedonu, tylko do Athens
Medical Center (maz ma ubezpieczenie w La Vie, a oni maja umowe z ta
klinika). Na izbe przyjec wolaja ortopede, otwiera rane i zaglada,
stiwerdza, ze achilles jest naciety. Maly placze, ale dzielnie lezy
i patrzy co mu robi lekarz. Mowia, ze musimy zostac, ze zaraz
sciagna chirurga ortopede. Przyjezdza po 30minutach, ponowne
badanie, Ariela musi bolec otwieranie tej rany, bardzo placze, ale
nie wyrywa sie, pozwala sie obejrzec. Lekarz potwierdza i nformuje,
ze jutro rano bedzie Ariela operowal w pelnej narkozie, ze musimy
zostac 3-4 dni w szpitalu. Idziemy na oddzial dzieciecy, tam
pielegniarki zakladaja Arielowi weflony w raczke i pobieraja krew do
badania, nie moge byc przy tym, musze zostac pod drzwiami. Czekajac
i slyszac malego za sciana jak wola Mamusia tulaj mnie, nie
wytrzymuje i zaczynam ryczec, przychdozi do mnie lekarz, ktory sie
nami bedize zajmowal: pociesza, uspokaja, zapewnia, ze wszystko
bedzie dobrze. Z domu przyjezdza maz z potrzebnymi rzeczami, idziemy
do pokoju na odzial. Zostajemy ulokowani w pustej dwojce. Mozemy
obydwoje zostac na noc, dla rodzicow sa rozkladane fotele i posciel
w szafie. Dostajemy kolacje. W nocy przywoza 5letniego chlopca z
wypadku. Rano Ariel dostaje tylko kakao, pozniej juz nic nie moze.
Na 12 zaplanowany jest zabieg. Bawimy sie i jest fajnie, ale malemu
zaczyna dokuczac glod, w koncu zmeczony zasypia. Pod pokoj podjezdza
zielone lozko, stram sie delikatnie przeniesc malego na nie, ale
budzi sie. Cala droge na blok operacyjny placze i prosi o
ciasteczko. Mozemy isc z nim az na blok operacyjny. Lzy same mi leca
oczu, pod sala operacyjna przychodzi do nas anestezjolg i mowi co
bedize robil, informuje nas dokladnie o wszystkim. Przy nas
wstrzykuje narkoze w wenflon na raczce, ale Ariel nie zasypia od
razu i zabieraja go placzacego i wolajacego o te ciasteczka na sale.
A ja w ryk. Ryczalam sobie przez prawie godzine czyli cala operacje,
maz stawal na glowie ale nic nie dzialalo. Wkoncu przychodzi lekarz,
mowi, ze achilles byl rozciety dosc gleboko, na szczescie nei
calkiem, ze wszystko sie udalo. Ariel zostal wybudzony, ale zasnal
znowu i spal przez 4 godizny. Obudzil sie zadaniem herbatniczkow.
Tata mu przemycil, mimo, ze pielegniarka pozwolila tylko zupke i
sucha bulke. Na drugi dzien wychdozimy do domu. Przez 14 dni
podajemy przeciwzapalny antybiotyk, a Ariel ma zalozana szyne i
bandaze od paluszkow az do polowy uda. Po 3tygodniach lekarz wyjmuje
szwy, skaraca szyne pod kolanko. A jutro idizemy na calkowite
zdjecie opatrunkow i Ariel moze zaczac chodzic smilesmilesmilesmile
Niektore z Was wiedza, jaki z niego zywy dzieciak, myslalam, ze to
bedzie horror miesiac bez chodzenia, ale spisal sie super! Przez to,
ze nie mogl brykac zaczal sie interesowac tymc czego wczesniej nie
lubil: puzzle, rysowanie, wymyslal super zabawy z autkami. Co do
kliniki to jestesmy bardzo zadowoleni z opieki i warunkow, lekarz
tez jest fantastyczny, rowniez jako czlowiek. przed kazda co
tygodniowa wizyta kontrolna umwialismy sie telefonicznie na godzine.
Ale juz dosc tego chorowania smile wreszcie pojdziemy na plaze sie
kapac smilesmilesmilesmile Bo Ariel ostatnio o niczym innym nie mowi smile
    • izka7790 Re: Szpitalna przygoda 29.07.09, 20:44
      Biedne dziecko ale dobrze, że finał tej historii jest pozytywny.
      Życzę Arielowi zdrowia i żeby mu się takie przygody więcej nie
      przydarzały. smile
    • sylwialew Re: Szpitalna przygoda 29.07.09, 21:06
      Zuch z naszego Ariela smile
    • bachula_gr Re: Szpitalna przygoda 29.07.09, 21:26
      Lo matko, Angela, wspolczuje przezyc.
      Dobrze, ze tak dobrze sie Wami zaopiekowano.
      Niewiarygodne, ze latajacy kawalek moze wyrzadzic tyle szkody.
      Zupelnie jakby na nigo nadepnal....

      Szybkiego powrotu do pelnej zywotnosci zyczymy naszemu lotniskowemu
      znajomemu A.
    • mamalal-ka Re: Szpitalna przygoda 29.07.09, 23:19
      babycool napisała:
      > Ale juz dosc tego chorowania smile wreszcie pojdziemy na plaze sie
      > kapac smilesmilesmilesmile Bo Ariel ostatnio o niczym innym nie mowi smile

      No to super !!!W ramach plażowej rekonwalescencji ...
      zapraszamy do nas na plaże!!!(przewidziane też inne atrakcje oczywiście)
    • agapi-mou Re: Szpitalna przygoda 30.07.09, 08:52
      na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze smile
      • morita11 Re: Szpitalna przygoda 30.07.09, 23:43
        lo matko!!!!!!
        niewiarygodne,ze kawalek przypadkiem lecacego szkla moze takiego klopotu narobic...
    • bebiak Re: Szpitalna przygoda 31.07.09, 00:50
      Tak się zdarzyło, że miałam możliwość niejako na bieżąco choć z daleka śledzić
      od samego początku to, co się wydarzyło i muszę przyznać, że mały Ariel był
      bardzo dzielny: nawet nazwałam Go naszym bohateremsmile

      I jeszcze Wam powiem, że Baby też w tym wszystkim była bardzo bardzo dzielnasmile

      Uściski Baby moy szczególnesmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja