rugatek
28.02.05, 22:20
Witam
Na forum trafiłam przypadkiem,kilka dni temu, ale juz sporo się
dowiedziałam. Teraz kilka słów o nas. W 34 tygodniu tknięta jakims bardzo
dziwnym przeczuciem postanowiłam iśc na porządne USG. Mimo że lekarz
prowadzący nie widział takiej potrzeby, bo jego zdaniem wszystko wyglądało
bardzo dobrze. Niestety zamiast kasety z nagraniem dzidziusia otrzymaąłam
plik zdjęć świadczących o tym że moje dziecko ma wodonercze nerki lewej.
SZOK !!! Na szczęście trafiłam na lekarza, który nie poprzestał tylko na
diagnozie, ale zajął się nami. Od razu trafiłam na konsultacje do wspaniałego
chirurga - urologa, który wszystko mi wytłumaczył. Jakos przetrwałąm ten
miesiąc i potem urodziłam Kubusia. Okazało się że wyniki wszystkich badan sa
w normie, mały nie ma problemu z sikaniem, (co udowodnił podczas pierwszej
wizyty, obsikując panią pediatre baardzo starannie na wypadek gdyby miała
jakieś watpliwości;))) więc wyszlismy do domku. Potem skierowanie na badania.
Zrobiliśmy cystografie i urografię. Okazało się że po obydwu stronach jest
podwójny UKM, a po lewej dodatkowo wodonercze. Zapadła decyzja o operacji gdy
mały osiągnie 10 kg. Zajęło mu to jakieś pół roku. W wyznaczonym terminie
zgłosiliśmy się na oddział i podpisaliśmy zgodę. Następny dzień był bardzo
trudny. Okazało się że operacja się udała, ale mały stracił sporo krwi i
konieczna bedzie transfuzja. Kilka godzin później przyszedł do nas lekarz,
który operował synka i powiedział że nie potrafią zahamowac krwotoku i że byc
może będą jeszcze raz operować. Podjęto jednak decyzje by zacisnąć dren i
doprowadzic w ten sposób do utworzenia krwiaka , który sie potem wchłonie.
Sytuacja była bardzo poważna bo lekarz który skonczył prace o godzinie 15
siedział przy moim dziecku do 21. w końcu udało im się zatamować krew. Potem
jeszcze dwie transfuzje i w końcu mogłam zobaczyc moje maleństwo. JAkoś się
ten mój króliczek pozbierał i po kolejnych 10 dniach wyszliśmy do domku. Po
3 miesiacach kontrola USG wykazała że jest poprawa. Obecnie minal rok,
który przezyliśmy bez żadnych kłopotow. Wciąz jestesmy pod obserwacja. Wydaje
się że nerka pracuje, zwiększyła się grubość kory nerkowej, a zmniejszyło
poszerzenie. Synek ma bardzo dobre wyniki moczu. Co do krwiaka to wciąz
jeszcze na USG widać jakiś mały zaciek.Trudno jedanka stwierdzić czy są to np
zniszczone tkanki, wyciek płynu, czy coś jeszcze innego. Ponieważ synek nie
gorączkuje, to zdaniem lekarzy nie ma się czym martwić.
No więc martwię się tylko czasami gdy dopadną mnie jakies wątpliwości. Kuba
ma jedna nerkę zdrową i kawałek drugiej. MAm nadzieję że to nie będzie dla
niego ograniczeniem.
TEraz znowu jestem w ciąży, to już 26 tydzień, na razie jest dobrze, jak ktoś
doczytał do tego miejsca to niech potrzyma kciuki żeby tak już zostalo, bo
dla mnie w tej chwili każde USG to potworny stres. Niby pocieszam się że tym
razem jestem od początku pod dobrą opieką iże pewnie już byłoby coś widać,
ale baaaardzo się boje i między innymi dlatego napisałam tego posta