Dziś mi trudno mieć nadzieję. Jak każdemu z was od czasu do czasu.

Biorę tylko doxy, próbna antybiotykoterapia, jestem w trakcie badań.
Po doxy wszystkie objawy się nasiliły, ale trzymam się, choć nie ma ani
minuty, by nie bolało.
Dzisiejsza noc to koszmar. Zasnęłam nad ranem. Szum w uszach, kłucie twarzy,
przeraźliwy ból łokci i kolan, rozpierający ból całych rąk i nóg, kłucie i
mrowienie tak nasilone, że nie do zniesienia. I te uczucie na całych nogach
jakby ktoś wrzątek rozlał, od stopy do końca ud. I stopy tak bolące, że nie
można poruszyć. Kołatanie serca. I ciało zdrętwiałe.I tylko się człowiek
zastanawia, czy ma już po pogotowie dzwonić, czy przeczekać. Mąż w podroży
służbowej, ja sama z małym dzieckiem.

Ledwo rano wyszłam z łózka. Głowy nie mogę dac w dół, bo mam wrażenie, że
kręgosłup się tak napina, że zaraz pęknie. Stawy nadal bolą, trochę mniej
jednak. Pieką już tylko kolana. Kończyny nadal ból rozpiera. Dziecię chce iść
pa pa z mamusią, a ja się boję, że nigdzie nie dojdę

Powiedzcie, że można z tym wygrać. Dziś ciężko mi w to wierzyć...