joannaess
18.09.12, 15:20
Witam, forum śledzę od tygodnia, w sumie od tego momentu wiem, co mi dolega.
W końcu, po długich poszukiwaniach znalazłam trop. Borelioza.
Gdy miałam 4 lata ugryzł mnie kleszcz, wykręcony był masełkiem (sic!), takie były ponoć sposoby, ja tam nie miałam zbyt wiele do gadania, później był rumień, wizyta u lekarza, antybiotyk na tydzień i dziecko w opinii lekarza rodzinnego było uzdrowione. Z dzieciństwa, z wielu moich dolegliwości pamiętam tylko jakąś chorobę pęcherza- znaleziono bakterie w moczu, było strraszne parcie na mocz uniemożliwiające mi poruszanie się (miałam 6 lat), ale nie było żadnego nietrzymania moczu, leczenie trwało 2 tygodnie, później odpuściło. Pamiętam też dziwną wysypkę skórną, coś w stylu różyczki, zdiagnozowane jako różyczka. Ogólnie nie wiele chorowałam, były to raczej gorączki, bóle głowy, bóle zatok, kaszle- jak to dziecko chodzące do przedszkola ma w zwyczaju łapać.
Kiedy miałam 12 lat dostałam pierwszej miesiączki i wtedy zaczęło się ganianie po lekarzach. Miewałam krwawienie trwające ponad miesiąc, później zanik na 3 miesiące i tak w kółko. Miałam robione w wieku 16 lat badania hormonalne i tarczycy- wszystko w normie, usg tarczycy- bez zmian, cytologia 2 lata temu pokazała stan zapalny i nadżerke do leczenia, nadżerka została wyleczona, a brak okresu pozostał. Usg nic nie wykazało.
14/15 lat pojawiły się kłopoty ze snem, znużenie, zmęczenie, brak chęci do życia, rok później gwałtownie schudłam, chociaż nigdy się nie odchudzałam. Pierwszy raz zaatakowały mnie korzonki, leżałam 2 dni w łóżku i nie mogłam się podnieść tuż przed 1 klasą liceum.
17 lat na sile przybrały moje lęki i fobia (fobia przed wymiotami- nie wymiotowałam od dzieciństwa), depresja, brak koncentracji, drżenia mięśni twarzy i kończyn, agresja, rozbicie, niechęć do aktywności fizycznej, każdy wysiłek powoduje szybsze bicie serca, niepewny chód- nie kręci mi się przed oczami, to coś w głowie się kreci, nie wiem. Do matury ledwie co zdołałam się przygotować, nie mogłam się skupić, ale zwalałam winę na problemy międzyludzkie- zerwałam z chłopakiem, w domu się nie układało, ja byłam zmęczona ciągłymi problemami. Przez ten cały czas bylam ciągle zmęczona, później wyjechałam na rok za granicę, tam stres, zmęczenie pracą, wysiłek fizyczny, wróciłam na studia i teraz wybuchło wszystko z wielką siłą.
Zaczęło się od bólów brzucha- wędrujących- ni to wyrostek ni to wątroba- myślałam, że to tabletki anty mi tak rozregulowały organizm- usg brzucha nic nie wykazało, wątroba zdrowa. Pojawiły sie bóle bioder,głownie prawego, promieniujace do nogi, zostało zrobione rtg kręgosłupa- ześlizg kręgu, pozniej mrowienia i dretwienia nogi- zlecone zostalo tk kregoslupa i tu wiele zmian- zostało to podsumowane przez neurologa jako - kręgoslup 50 latki 'jak to jest mozliwe, skoro pani ma 20 lat, trzeba bylo tak ciezko pracowac?'- ale tylko ja wiem, ze tak ciezko nie pracowalam, co prawda spalam na niewygodnym materacu, ale bez przesady, duzo chodzenia i to wszystko. Pojawil sie swiad skory, zwlaszcza w nocy i wedrujace bole- a to klatki piersiowej, a to brzucha, bol szyi, bol glowy (to najgorsze polaczone z mdlosciami i zatrzymaniem moczu, jakby mi ktos wbijal gwozdzia w skron) w roznych miejscach glowy, ciagniecie szczeki, szumy uszne- rok wczesniej zdazylo mi sie miec uczucie dudnienia serca w uchu, jakkolwiek by to nie zabrzmialo- laryngolog stwierdzil, ze nie moge latac samolotem, bo mi wysadzi bebenki, bo mam chore uszy i zawalony nos i zatoki. Wlosy zaczely wypadac garsciami- sprawdzone zelazo- krew w normie. Dwa tygodnie temu prawdopodobnie dziablo mnie cos znowu i wtedy pojawily sie mrowienia na plecach i bol reki- od palcow przez nadgarstek az do lokcia, czasami boli mnie samo przedramie i drga miesien- neurolog stwierdzil, ze na pewno opieram sie na tej rece, on nie widzi nic niepokojacego, cwiczyc- minelo po 2 dniach. Mam straszne zaburzenia pamieci i trace watek, nie pamietam po co weszlam do pokoju, wstaje z lozka, a po 2godzinach najchetniej bym znowu poszla spac- i chociaz spie calymi dniami nic mi to nie daje. Z okazji pocharatanego kregoslupa nie moge juz jezdzic na rowerze, wiec skoro ugryzl mnie kleszcz- stwierdzilam, ze to sprawdze- elisa wysoko watpliwa w obu klasach, ja nie mam watpliwosci, zakaznicy mnie zbyli tlumaczac ze terminy na styczen.
Wczoraj wrocilam z podrozy na drugi koniec Polski, leczacego wg ILADS, dostalam recepte, jesli sie orientujecie lekarz ten pozwolil mi slodzic cukrem akacjowym- to wskazowka.
Nie jestem przekonana, dostalam taki zestaw lekow:
unidox 2x 1
duomox 2x 1
fluconazol 1x1 przez 7 dni i potem tydzien przerwy
i cos na te nieszczesne wymioty: cos na M, nie jestem w stanie przeczytać.
Czy to jest dobry zestaw? Wydaje mi sie, ze za slaby, teraz zaluje, ze tyle pieniedzy stracilam jadac tam. W czwartek jade do dr. P.K do Warszawy- może to coś zmieni, nie wiem jak przygotować się do wizyty- mam zestaw dokumentów od lekarzy od mojego urodzenia aż do teraz, pierwsza wzmianka zaczyna się w 2010- wtedy mrowienia kończyn, jak to spisać, żeby przedstawić szybko i rzeczowo lekarzowi, by dać mu obraz choroby.
Dzięki wszystkim, którzy dotrwali do końca moich wypocin, ja zaczynam walkę i kibicuję również wam.