Witam
Ostatnio przez kleszcza zostałam ugryziona w sierpniu a wcześniej jeszcze kilka razy. Oczywiście był rumień praktycznie następnego dnia a po 2 dniach pojawił sie rumień wędrujący. Tylko był z tych nie jaśniejących od środka i taki ok 4-5 cm. Diagnozowana byłam w Białymstoku przez wszystkich możliwych lekarzy zakaźników, którzy stwierdzili że to absolutnie nie borelioza bo skoro przyjęłam 6 tyg doxy to nawet jak była to jestem zdrowa. Bardziej powinnam leczyć sie psychicznie niz szukac chorób odzwierzęcych.
Pierwsze objawy zaczęły się od zapaści, bólów serca, bólów w klatce piersiowej, zawrotów głowy, braku równowagi i jakimś dziwnym trafem nie potrafiłam sama nigdzie trafić, przestałam prowadzić auto i generalnie sama funkcjonować. Pobyty w szpitalu zakaźnym w kier zapalenia opon mózgowych- które wykluczono, oraz na neurologii - podejrzewano SM, guza mózgu, krwawienie do mózgu lub lekki udar- wszystko wykluczono zewsząd wypisano bez trzymania pionu z lekkim uśmieszkiem iść do psychiatry bo to na pewno depresja poporodowa moje dziecko miało wtedy 2,5 roku więc troche późno na depresje.
W wynikach tylko raz wyszła mi borelioza w Elsie a WB nie robiłam bo trzeba było by odczekać od tych antybiotyków odpowiedni okres + potem coś na cysty i próbować wtedy a ja trafiłam już do lekarza ILADS, lecze się w Łodzi.
Moje inne objawy to
- straszna mgła umysłowa
- brak koncentracji
- problemy z pamięcią
- problemy z czytaniem i pisaniem
- próba Romberga chwiejna jak to lekarze zaznaczali ale to tylko dlatego że zdązyli mnie złapać przed upadkiem
- pieczenie stóp i całej skóry,
- bóle mięśni stawów kości
- uczucie pieczenia mózgu
- bóle głowy
- trzęsie z zimna
- bóle kręgosłupa
oraz wiele innych
Od Października zaczęłam leczenie Cedax 2,1,2,1 tabl, cipropol 500 2x1, Metronidazol przez 3 dni w tyg, Gasec, Koci Pazur, żeńszeń syberyjski. 4 dnia po rozpoczęciu leczenia zaczęłam porządnie herxować, szczególnie w dniach brania metronidazolu, po miesiącu herxy ustąpiły do zera. Utrzymywała się przede wszytskim tylko mgła umysłowa i do pewnego czasu pieczenie stóp. Od jakiś 2 tyg zaczęły mnie boleć ścięgna i same nogi też że cięzko już było z chodzeniem, odstawiłam na 3 dni cipropol i po 3 dniach wróciła bartonella w całej krasie, więc do leku wróciłam.
Moje dziecko ma teraz 2 lata i 8 mies, po ugryzieniu było jeszcze karmione piersią przez kilka dni, ale też mogło być karmione bardzo długo bo w tamtym roku na przełomie września i października też zostałam ugryziona przez kleszcza tylko nic z tym nie robiliśmy, nie miałam rumienia i nie miałam takiej świadomości że mogę zarazić dziecko i też sama zachorowac. Wielu ludziom brakuje tej samej świadomości

To co wiążę z tamtym okresem to moje dziecko przestało ok listopada rozmawiać mimo że wcześniej dziecko rozmawiało nad swój wiek, od maja zaczęliśmy pracować z logopedą powoli jakieś słowa zaczęły sie pojawiać, jednak jak we wrześniu trafiłam do szpitala to przestał mówić na dobre.
Zrobiliśmy WB wyszedł prążek 41 w klasie IGG, więc to może być wszystko................
Moja lekarz prowadząca proponuje go przeleczyć bo ryzyko zakażenia jest duże, a ja sie waham nie wiem jaka jest dobra decyzja?
Z jednej strony można by poczekac na konkretne objawy, tylko czy wtedy nie będzie za późno jak borelia zrobi spustoszenie w takim młodym układzie nerwowym?
Czy ktoś może miał podobnie? Jakimi zestawami leków dzieci były leczone?
I czy jest ktoś kto pozbył się bartonelli??
Chciałabym zrobić jeszcze i dziecku i sobie koinfekcje, ktoś wie gdzie w Łodzi dobrze robią?
Czy po prostu zdecydować się na diagnostykę która jest w każdym mieście?
Czy podczas antybiotykoterapii wyniki wychodzą wiarygodnie? czy tak samo trzeba odczekac jakiś czas jakiś czas od antybiotyków i brac coś na cysty?