xterminate
09.06.13, 19:30
Po pierwsze witam wszystkich serdecznie, to mój pierwszy post na forum.
Jestem studentem, mam 23 lata.
Więc do rzeczy. Od kilku lat (2, 3 lata) zacząłem mieć niepokojące objawy. Z początku to bagatelizowałem, bo miałem dość ciężki okres w życiu, dużo zajęć itd. Myślałem, że to od stresu i zmęczenia. Ale czas leci, a objawy nie ustępują, a raczej się nasilają. Zacząłem czytać w internecie. Duuużo czytać. Pokojarzyłem fakty i doszedłem do wniosku, jedno z dwojga: borelka albo grzyb. Za grzybem przemawia to, że kilka lat temu miałem partnerkę, która ciągle miała problemy z grzybicą. Może się zaraziłem? Ale to mniej prawdopodobna opcja.
Za boreliozą przemawia fakt, że mieszkam w zasadzie przy lesie. Nie pamiętam, żeby mnie kiedykolwiek ugryzł kleszcz, ale często strzepywałem z ciała takie "niewgryzione". Nieraz coś uwaliło, to po prostu to rozgniatałem. I coś mi się kojarzy, jak przez mgłę, że kilka lat temu zrobiło mi się na zgięciu kolan, coś "rumianego i okrągłego". Zeszło po kilku dniach. więc to olałem... Ponadto wyczytałem, że jednym z wiądących objawów boreliozy jest zanikowe zapalenie skóry. I coś takiego chyba zrobiło mi się pod pachami. Tzn takie sinawe pręgi, z początku wypełnione płynem, a później płyn "zszedł", ale została taka pocieniona i pogufrowana jak bibułka skóra. Teraz już to mniej widać, ale w końcu nazwa "zanikowe" skądś się wzięła...
Do galerii wrzuciłem jedno zdjęcie, jakby ktoś mógł na to zerknąć i rozwiać czy potwierdzić moją tezę, byłbym wdzięczny. Jednocześnie- proszę o niezaglądanie tam osób, które właśnie jedzą, czy też mają słabe nerwy. Kudłaty ze mnie misiek i nie prezentuje się to jakoś estetycznie.
No dobra, a teraz lista tych objawów (zaczynam od najgorszych):
- zapominam się, nie potrafie się na niczym skupić. Boje się wsiadać w auto, bo jazda też jakoś mi nie idzie. A 3, 4 lata temu byłem świetnym kierowcą, jeździłem zawsze pewnie i zdecydowanie
- problemy z utrzymaniem równowagi
- impotencja, brak ochoty na seks. Przekichane... Powinienem palić się do akcji, a można położyć koło mnie roznegliżowaną, piękną Kobietę, i jestem jakby to rzec, bardzo słabo zainteresowany... Dodam, że dawniej (też tak z 4 lata temu) najlepiej nie wychodziłbym z Kobietą z łóżka. Tzn. w kuchni, samochodzie, lesie, wannie i łazience restauracji, też mnie kręciło...
- jestem strasznie słaby, trochę wysiłku i mięśnie trzęsą mi się jak galareta, pomimo tego, że kawał chłopa ze mnie. Zmuszam się czasem do treningu siłowego (dawniej bardzo lubiłem ćwiczyć, miałem świetne rezultaty, i siły jak ciężarówka), ale w ogóle mi to nie idzie. Nie czuję mięśni, w ogóle się "nie pompują", tutaj głównie faceci ćwiczący na siłowni będą wiedzieć o czym mówię. Dawniej wystarczyła mi jedna dobra seria na biceps, czy klatę i czułem, jak krew rozpier.....la mięśnie od wewnątrz. Teraz zero, żadnych efektów...
- brak apetytu, nic mi nie smakuje. W ogóle czuję, jakby mnie pokarm nie odżywiał, jakbym miał wszystko w środku wiecznie "zapełnione"
-refluks, ciągłe gazy i przelewania w żołądku, raz zaparcia, raz biegunki (dawniej siadałem na sedes z zegarkiem w ręku, codziennie o jednej godzinie, a odżywiałem się w sumie gorzej jak teraz...)- od tych objawów się to chyba w sumie wszystko zaczęło...
-bolą mnie non stop nogi, inne stawy i mięśnie, mam sztywny kark. Tak jakbym był wiecznie styrany, a nie przemęczam się za bardzo
- nie mam za bardzo uczuć- nie czuję strachu, nie czuję radości. Działam jak "robot", a większość rzeczy, co się do mnie mówi, większość zdarzeń które się dzieją- odbieram tak, jakby były "za szybą"
- obniżona tolerancja na alkohol (wiem, że nie powinno się pić w ogóle, bo to niezdrowe, ale co mi od życia zostało...)- dawniej miałem łeb jak studnia, teraz wypiję ze 4 piwa i mam dziurę w pamięci wielkości połowy Bałtyku...
Ogólnie pewnie jeszcze wiele rzeczy by się znalazło, ale myślę, że wymieniłem te najważniejsze. Dlaczego nie poszedłem z tym jeszcze do lekarza? Nie trzeba Wam chyba tłumaczyć, jak działa nasza służba zdrowia. Ostatnimi czasy, jak byłem u lekarza (czasy technikum), to jak mnie tylko zobaczył: "Ooooo, chłop jak dąb, na pewno nic się panu nie dzieje". Cyck, cyk pieczątka gdzie trzeba i do widzenia. Fakt, że wtedy rzeczywiście nic mi się nie działo...
Jestem twardym gościem, radzę sobie z tym wszystkim znośnie, ale ile można tak żyć, coś muszę z tym zrobić w końcu, bo teraz żyję jak za szybą, nic mnie nie cieszy, nie mogę znaleźć sobie dziewczyny, nie mogę się skupić na niczym, a mam tyle wspaniałych zainteresowań. To wszystko jest jak jakiś niekończący się koszmar...
Robiłem badania krwi (podstawowe, plus hormony tarczycy, nawet testosteron, bo nie dawał mi spokoju ten totalny brak libido..., rozmaz krwi, cukier- wszystko idealnie w normie...)
Nie robiłem żadnych badań na borelkę, ale z tego co czytam są one dosyć mało skuteczne (a przynajmniej tańsze IgG i IgM metodą Elisa, czy jak się to pisze), a na WB nie stać mnie za bardzo. Życie studenckie...