Witam,
jestem tu nowa i chcę przedstawić swój przypadek.
Od kilku lat miałam różne zaburzenia neurologiczne, napadowe i mijające po
około godzinie. Były to Zaniki widzenia, paraliże, drętwienia, bełkotanie,
niemożność czytania, ciągłe zmęczenie. Po jednym z poważnych ataków
wylądowałam w szpitalu. Zrobili badania, tomografię mózgu z kontrastem,
punkcje kręgosłupa (4 razy, bez efektu bo "źle się wkłuwało"... potem po źle
wykonanej punkcji leżałam jak kłoda dwa tygodnie z bólem głowy i
mdłościami...), badania okulistyczne, krew i wszystko co tam robią w takich
przypadkach. Nie wyszło nic, więc wypisali.
Dwa lata później w rozmowie z koleżanką dowiedziałam się o boreliozie jej
znajomego, o jego objawach i przypomniało mi się że przecież miałam kiedyś
rumień po kleszczu, 10 lat wcześniej. Zaczęłam drążyć temat, szukać w
internecie... wtedy jeszcze było mało dostępnych informacji, był rok 1999.
Zgłosiłam się do poradni Szpitala Zakaźnego w Warszawie bo uznałam, że skoro
to zakaźne to tam będą wiedzieli najlepiej. Miła pani doktor usłyszawszy o
rumieniu wędrującym skierowała mnie na badanie krwi. Zrobiono mi elisę i
wyszło IgG wysoko pozytywne i IgM po prostu pozytywne. Pani doktor
stwierdziła że rzeczywiście to borelioza, ale na tym etapie choroby nic się
nie da zrobić. Trzeba leczyć objawowo. Cóż, trudno... pomyślałam, skoro
lekarz specjalista tak stwierdza.
Rok później w 2000 r. miałam dość różnych nieprzyjemnych dolegliwości i
poszłam do leżaka rodzinnego. Kolejna pani doktor stwierdziła że potrzebuje
potwierdzenia tej rzekomej boreliozy i skierowała mnie na ponowne badania do
tego samego szpitala. I znów wynik był pozytywni... i znów nic nie można było
poradzić na moje dolegliwości. odesłano mnie do neurologa, okulisty,
prześwietlono szyję i głowę, zbadano krew. I na tym poprzestano. Cóż,
pomyślałam, może rzeczywiście nic się na to nie poradzi...
Miałam potem różne typowe dla boreliozy dolegliwości, różne bóle szczególnie
głowy, bioder, międzyżebrowe i nerwobóle barku, kłopoty z koncentracją, z
pamięcią, przekręcałam wyrazy, zgubiłam się w przejściu podziemnym... z
każdym rokiem coś przybywało...
Dwa lata temu stwierdzono u mnie wypadanie zastawki mitralnej, tachykardię,
arytmię... zrobiono badania, Dopplera, to podobno ma wiele osób i to nic
takiego... gdy mówiłam o różnych dolegliwościach, o boreliozie, pani doktor
mnie wyśmiała i odesłała do psychiatry...
Niestety mój stan się stale pogarsza.
Dwa dni temu ktoś z innego forum dał mi namiar na Wasze forum i zaczęłam
czytać... to co przeczytałam wstrząsnęło mną bardzo. Z nową siłą dotarł do
mnie problem boreliozy... i jej prawdziwe oblicze. Prawdopodobnie ten ktoś
uratował mi życie!
Zamierzam niezwłocznie zacząć się leczyć. Nie wiem tylko jak się do tego
zabrać

Dziś udało mi się wydobyć ze szpitala moje stare wyniki z Elisy. Tylko co
dalej... Gdzie w Warszawie znaleźć lekarza...
Może ktoś z Was ma jakieś sugestie?
Wybieram się na Wasze spotkanie do Tychów, tam zamierzam się zapisać do
Stowarzyszenia

Chciałabym aby lekarze nauczyli się to leczyć, może Stowarzyszenie, jako
pewnego rodzaju instytucja, otworzy im oczy na problem, bo zwykły pacjent nic
nie wskóra.
pozdrawiam wszystkich serdecznie!