sufsul
29.04.08, 10:19
moja 9 letnia córeczka złapała kleszcza, zdarza się to jej często
(ją lubią mnie nie). Mam fioła antykleszczowego, unikam, regularnie
smaruję offem, autanem, a mimo to... Zawsze jeździmy usuwać do
lekarza. Dotychczas nie było raczej powodów do niepekoju. Wczoraj
było inaczej. Kleszcz wlazł w podbrzusze, był maleńki, jak małe
ziarenko maku, miejsce dookoła wyglądało jak pozbawiona naskórka
krosta, intensywnie czerwona, raczej płaska, tzn nie bardzo wypukła.
W szpitalu lekarka usunęła kleszcza i zaleciła obserwację miejsca
przez miesiąc, a w przypadku utrzymującego się rumienia -
konsultację w szpitalu zakaźnym (Wolska). Bałam się, że miesiąc
czekania, może być czasem straconym, zasięgałam rad w kilku
miejscach, zdania są podzielone, niejednoznaczne. Jeden lekarz mówi,
żeby poczekać dobę, drugi, żeby jechać natychmiast, bo
zaczerwienienie wskazuje na borelię, trzeci, żeby czekać, aż rumień
osiągnie wielkość 5 złotówki. Pytałam 4 lekarzy, w tym 3 pediatrów,
a rano pojechałam na Wolską. Nie będę opisywać perturbacji z
dostaniem się do gabinetu (oczywiście nie miałam skierowania), pani
dr kazała czekać i obserwować. Wiem, że zdania na ten temat są
podzielone. Proszę poradźcie, nie chcę niczego zaniedbać, przegapić,
obudzić się za późno, wiem czym jest borelioza, dlatego taka jestem
wyczulona, proszę o radę, Monika