Dodaj do ulubionych

eutanazja, ja się poddaję, neveredning story?

22.05.09, 22:08
nie dobijajcie siebie i innych! kochani, jak tak czytam te wątki, to mi się
też odechciewa walczyć. a co dopiero nowym, którzy tu zaglądają....gdybym
dopiero poznawała temat boreliozy, no i poczytała to, co obecnie znajduje się
na górze wątków, to chyba bym się leczenia nie podjęła...a przecież jesteśmy
tu po to, żeby mówić, że może być lepiej, że człowiek może stanąć na nogi,
wrócić do normalności, że leczenie niestandardowe nie przynosi dobrych
rezultatów.
to może trzeba rozwiązać stowarzyszenie? bo i po co jest?
jestem totalnie zdołowana....
wiem, że są chwile zwątpienia, załamki, bóli...każdy to ma....każdy. piszcie w
swoich wątkach, bo po to są. a nie zakładajcie nowych przepełnionych czarnymi
myślami...to przerażające.
Obserwuj wątek
    • ter69 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 22.05.09, 22:19
      A czy stowarzyszenie prowadzi obecnie jakieś działania w tym kierunku abyśmy nie
      musieli płacić za leki 100% ?
      • klematis7 do ter69 23.05.09, 10:15
        jestes w Stowarzyszeniu?
        • ter69 Re: do klematis 23.05.09, 14:52
          Niestety jeszcze nie, choć chciałabym, dlatego właśnie pytam. Jestem na minusie
          finansowym i nie stać mnie na płacenie składek. Może po wypłacie...jeśli coś
          zostanie.
          Pozdrawiam!
    • arrakis74 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 22.05.09, 22:21
      Zgadzam sie z Tobą Paulina. Jesteśmy tu po to żeby się wyleczyć.
      Żeby wreszcie któregoś dnia poczuć się w 100% dobrze. To jest nasz
      cel który w chwilach zwątpienia należy sobie powtarzać. Trzeba
      walczyć. Ludzie podnoszą się z gorszych rzeczy więc i my mozemy.
      Pewnie myslicie takiemu dobrze mowic bo w miare dobrze sie czuje. Ja
      tez mialem gorsze chwile i tez myslalem ze juz koniec ze mną. Ale
      dalej to ciągnę i zamierzam spowrotem wejsc na abx zeby wytłuc to do
      konca. Próbujcie wszelkich mozliwych "bezpiecznych" sposobow, az w
      koncu cos zaskoczy. Tosho jestes obeznany z przypadkami w lymenecie.
      Pamietam ze byl tu opisany przypadek kobiety ktora leczyla sie kilka
      lat i sie wyleczyla. Nie mozna sie poddawac.
    • roak1000 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 22.05.09, 22:27
      ...a przecież jesteśmy
      > tu po to, żeby mówić, że może być lepiej, że człowiek może stanąć na nogi,
      > wrócić do normalności

      O kurcze. Ja myślałem że w gruncie rzeczy jesteśmy tutaj żeby wymieniać się
      informacjami o chorobie i jej leczeniu. Opierając się na prawdziwych
      doświadczeniach
      - jak komuś leczenie nie idzie, i chce o tym pisać, to
      dlaczego nie? To chyba lepiej i dla tej osoby i dla innych. Zaczynałem leczenie
      ze świadomością że takie są fakty że z tego cholerstwa można się wyleczyć. Jak
      fakty są inne - nie zmienię rzeczywistości, trudno - chcę ją znać. Będę
      podejmował lepsze decyzje. Inaczej sobie zaplanuje życie. Nie chcę żeby ktoś
      dawał mi fałszywą nadzieję.
      • dx771 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 22.05.09, 22:32
        Tosho wg. wyszukiwarki napisal 855 wpisów i prawie wszystkie mają charakter
        merytoryczny więc nie gniewajcie się za te kilka smutnych słów napisanych dzisiaj.
        • basiulekgg1982 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 22.05.09, 22:45
          dx771 napisał:

          > Tosho wg. wyszukiwarki napisal 855 wpisów i prawie wszystkie mają charakter
          > merytoryczny więc nie gniewajcie się za te kilka smutnych słów napisanych dzisi
          > aj.

          Na pewno nikt się nie gniewa - nie na Tosho - kiedy pierwszy raz trafiłam na forum byłam pod wrażeniem (zresztą nadal jestem smile ) wpisów Tosho Jego wiedzy, walki, siły... a to, że są i smutne słowa - cóż należymy do tej samej nie zawsze wesołej rodziny. No, ale jesteśmy też po to żeby się wyciągać z tych gorszych momentów. Pozdrawiam
          • swigonka Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 22.05.09, 22:51
            gniewać?
            tosho napisałam na priv.
            walka z bb polega na ciągłym dostawaniu w d....jak nie od tych cholernych
            krętków, to od otoczenia (lekarzy, ludzi, którzy mają nas za debili itp.)
            więc?
            walczyć, upadać, otrzepać się i iść dalej! pod wiatr!
            ściskam wszystkich.
    • basiulekgg1982 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 22.05.09, 22:30
      "Gdy wszystko idzie źle
      I nie masz dokąd pójść
      Przyjaciół tłum rozprysł się
      Wydaje ci się , że
      Tak pozostanie już
      Lecz okazuje się, że nie
      Bo budzi się z nocy nowy dzień
      Nieskalanie czyste niebo
      Co było wczoraj odeszło w cień
      Niepamięci niech się świeci
      Cud
      Niepamięci, cud niepamięci"
      Może nie jutro, nie za tydzień - ale kiedyś dla Nas wszystkich musi zaświecić Słońce smile
      i tak jak Paula napisała - każdy tak ma...
      warto wtedy przypomnieć sobie tekst tej piosenki:
      "potrzebny jest ból i strach
      potrzebny zwątpienia czas
      jak noc, która po to jest
      by słońce mogło wschodzić
      ref.
      to nic, że oczy pełne łez
      i tak nadejdzie nowy dzień
      to nic, że oczy pełne łez
      i tak nadejdzie"
      Nadejdzie, musi nadejść...
      Ściskam Wszystkich - choć sama też dzisiaj nie mam siły....
    • klematis7 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 23.05.09, 10:29
      jestem na tym forum od maja 2006. Nikt sie jeszcze wtedy nie leczyl
      dlugo oprocz wawan, iiany i krystka. Przeczytalam historie jednego
      chorego, ktory podawal swoje zestawy i jego leczenie trwalo 8
      miesiecy. Ryczalam jak to czytalam, bo wydawalo mi sie, ze nie
      wytrzymam tylu miesiecy na takiej ilosci abx i ze to w ogole jakis
      koszmar jest. Wydrukowalam sobie ten jego post, mam go do dzis.
      Wszyscy wtedy mowili, ze kilka miesiecy powinno wystarczyc. Nawet dr
      Beata mowila, ze wyleczyla swoja neuroborelioze w 6 miesiecy.
      Cieszylismy sie, ze jakas nadzieja dla nas jednak jest.
      Ja wytrzymalam 29 mies.
      Artur wprawdzie pisal, ze jakis procent chorych bedzie mial problem
      z wyleczeniem, ale kto by na to wtedy zwracal uwage.
      Rzeczywistosc tak wlasnie wyglada. I nie wiem, dlaczego mam tego nie
      pisac.
      • ja07 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 23.05.09, 13:43
        Jestem nowicjuszem na forum i w stowarzyszeniu. Poznaję Was poprzez Wasze
        historie i cały czas uczę się tego co ważne. Czytam forum codziennie po
        kawałeczku, bo czas niestety mam ograniczony ale staram się przeczytać jak
        najwięcej. Nie będę oszukiwać, że to lektura miła, łatwa i przyjemna. Nie będę
        pisać, że nie jestem podłamana, bo skłamałabym. Jestem, jestem wystraszona a
        nawet momentami przerażona ale rozumiem te wpisy, rozumiem ludzi którzy muszą
        przecież gdzieś wykrzyczeć, wypowiedzieć swój żal, zmęczenie i rezygnację.
        Rodzina albo wspiera albo nie a poza tym w pewnym momencie przychodzi kryzys i
        wszyscy mają dość siebie nawzajem, bo bezsilność odbiera chęci do walki. Kiedy
        brakuje wiary w zwycięstwo, kiedy nie ma poprawy, zmęczenie i wycieńczenie jest
        najgorszym doradcą...Wtedy można napisać tutaj, do ludzi którzy rozumieją,
        wiedzą jak bardzo ciężko jest przeżyć kolejny dzień bólusad Można tu zawołać o
        ratunek, nawet wirtualny.
        Ja jestem bardzo empatyczną osobą i mocno odbieram każde nieszczęście ale
        rozumiem te stany kiedy w danym momencie pozostaje tylko forumowy krzyk
        rozpaczy. To co do siebie piszecie, sposób w jaki pomagacie sobie podnieść się
        albo przetrwać najgorsze daje siłę i krzepi czytającego.
        Przykro mi, że tylu z Was tak bardzo cierpi i to jest dla mnie najtrudniejsze do
        zniesienia sad Dla równowagi trzeba dzielić się każdym sukcesem w walce z bb, bo
        to jest najważniejsze dla wystraszonego chorego człowieka.
        • ter69 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 23.05.09, 14:49
          ja07 - podpisuję się pod tym co napisałaś!
          Pozdrawiam!
          • swigonka Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story 23.05.09, 21:57
            ja nie mówię- nie piszcie, że jest trudno, że jest źle, że boli, że ryczycie w
            poduszkę, że brak sił....bo też tak robię. ja tylko przeraziłam się wyglądem
            forum- bo pojawiły się 2 nowe wątki- o strasznych tytułach, a dla osób nowych to
            "dość mocne". można pisać w swoich, prawda? zawsze należy się postawić w
            sytuacji osoby nowej, która nic jeszcze nie wie o bb. nie znaczy, że mamy
            oszukiwać i mówić- leczenie niestandardowe, walka z krętkami to pikuś....
            • tomiro_999 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story 23.05.09, 23:25
              jakos sie juz pogodzilem ze co chwila ktos pisze zeby nie otwierac nowych postow
              bo sie smieci ale zeby jeszcze wprowadzac cenzure to juz przegiecie jest no
              ludzieee!
              niby tak sie troszczysz o ludzi ktorzy sie wystraszyli tytulem tamtego watku a
              sama go zdublowalas, nie pomyslalas ile ludzi ucieklo nie zagladajac do
              srodka?(to tak apropo straszenia)

              a teraz zmieniam ton, lecze sie nasty miesiac-wszystko jest cudowne a
              antybiotyki lykam bo sie do nich przyzwyczailem, lubie smak biseptolu... swiat
              jest pieknym, jedzmy antybityki...

              BO SA SMACZNE!
              • ren.ika Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story 24.05.09, 00:49
                Tomiro! A już myślałam, ze tu same boty piszą i święci.
                Przywracasz wiarę we wkurzonego człowieka. Tego nam trzeba.
                i smacznego wink
                • a.guzia Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story 24.05.09, 09:30
                  Ja też je bardzo polubiłambig_grin szczególnie duomox:p blehh fuuj
                • swigonka do reniki 24.05.09, 14:13
                  wobec takich tekstów.....a szkoda gadać. ja już głosu nie zabieram. róbta co
                  chceta!
    • zazule Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 24.05.09, 10:59
      nikt sie nie wystraszy tak zeby nie zaglądnąć, ciekawosc to cecha
      typwo ludzka wiec zglądną moze z zamknietymi oczami ale zaglądnąwink

      Odosnie tego co mnie wkurza na forum to jest to

      Moralizatorstwo - czlowiek ma do najblizszego LLMD daleko, terminy
      wiadomo jakie sa - pojawia sie sytuacja nagla np ugryzienie przez
      kleszcza i niepojące obajwy prosi o pomoc ludzie pisza jaki abx
      podac i dawke ale zawsze znajda sie uprzejmi inaczej co zaczynaja
      pouczac ze o leczniu decyduje lekarz, jakby spadli z ksiezyca.

      Inna sytuacja ktos sie boi bo dostał od LLMD 4 abx i pyta czy inni
      tez maja taki zestaw a zaczyna sie nagonka, ze podwaza wiarygodnosc
      i zaufanie lekrza.

      Odnosnie samku abx to uwazam ze nic nie pobije tynidazolu i
      slodkawego smaku metronidazolu - chwilo trwaj wiecznie.

      pozdr
      z






      • zanka.2 Re: eutanazja, ja się poddaję, neveredning story? 24.05.09, 11:07
        ja też polubiłam duomox i azitrox, natomiast minocyklina cos mi nie
        smakuje (-:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka