shedlits
15.02.10, 14:22
Zadzwoniłem dzisiaj do restauracji 'Pałacowa'. Chciałem dowiedzieć się, jakie są ceny trunków i co można zjeść.
Bardzo niegrzeczna pani, która przedstawiła się później jako właścicielka, najpierw niechętnie i podniesionym głosem odpowiedziała na moje cztery pierwsze pytania, a następnie stwierdziła, że nie ma przed sobą karty i nie wie, co ile kosztuje.
Moje pytania brzmiały:
1. Czy można u Państwa palić?
2. Jakie wódki macie Państwo w asortymencie?
3. Ile kosztuje butelka 0,5 l wódki 'Pałacowa'?
4. Czy macie Państwo w karcie tatara?
Po ostatnim pytaniu pani wybełkotała, że nie będzie odpowiadać na moje zaczepki (???) i że muszę przyjść osobiście do lokalu, by sprawdzić ceny.
Po wyrażeniu mojego zdziwienia, że przecież to, co ona mówi, nie jest ani grzeczne ani stosowne i na pewno sprawia, że ja - jako potencjalny klient - tracę właśnie ochotę na odwiedziny jej restauracji, pani właścicielka rozłączyła się, nie mówiąc ani 'Dziękuję', ani 'Do widzenia'.
Zadzwoniłem więc natychmiast raz jeszcze i zapytałem, czy mogę rozmawiać z właścicielem lokalu. W odpowiedzi usłyszałem od tej samej pani, z którą przed chwilą rozmawiałem i której głos od razu rozpoznałem, że to właśnie ona jest właścicielką.
Poinformowałem ją zatem, że jestem bardzo niezadowolony, że rozłączyła rozmowę, nie pożegnawszy się ze mną. Na to ona - 'Proszę się przedstawić!'.
Odpowiedziałem, że nie przedstawię się, bo moje nazwisko nie ma tu nic do rzeczy. Że jestem człowiekiem, który chciałby przyjść na obiad z przyjaciółmi, ale wcześniej muszę wiedzieć, ile co kosztuje, bym mógł odpowiednio przygotować się pod względem finansów. I dalej, że nie podoba mi się, że zostałem potraktowany nieodpowiednio.
Odpowiedź była krótka i stanowcza: sygnał rozłączonego połączenia.
No cóż... Ja w tej knajpie nie zostawię ani jednej złotówki!