Gość: Ktoś tanio puścił
IP: *.aster.pl / *.aster.pl
22.11.05, 21:17
Ktoś tanio puścił gazy
Prywatyzacja PGNiG pachnie szwindlem.
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego od kwietnia 2005 r. wyjaśnia, czy w PGNiG
wypłacano nielegalnie olbrzymie prowizje. Miałaby tu wchodzić w grę kwota
sięgająca łącznie 160 mln dolarów amerykańskich („Puls Biznesu” z 20 kwietnia
2005 r.).
We wrześniu 2005 r. magnat gazowy Aleksander Gudzowaty doniósł do prokuratury
na Marka Kossowskiego, szefa PGNiG. Gudzowaty podejrzewa Kossowskiego o
podanie w prospekcie emisyjnym opublikowanym przed wejściem na giełdę
nierzetelnej wyceny majątku PGNiG.
Po parotygodniowym namyśle (20 października) prokurator Mariusz Wajda
przesłuchał pierwszego świadka w tej sprawie.
Prezes Kossowski zrewanżował się Gudzowatemu. Złożył w sądzie prywatny akt
oskarżenia zarzucając baronowi gazowemu, że w wywiadzie udzielonym
gazecie „Parkiet” (z 17 października 2005 r.) rzekomo poniżył spółkę PGNiG i
jej zarząd w oczach opinii publicznej i naraził dostawców
gazu na utratę zaufania u klientów.
Zarówno Gudzowaty, jak i Kossowski żądają od Komisji Papierów Wartościowych i
Giełd prześwietlenia giełdowego debiutu PGNiG. Gudzowaty zarzuca
Kossowskiemu, że zarząd PGNiG skandalicznie zaniżył wycenę akcji skierowanych
na giełdę. Kossowski w donosie do Komisji zarzuca Gudzowatemu próbę
manipulowania kursem akcji PGNiG. Gudzowaty publicznie nazwał Kossowskiego
demagogiem i sprytnym socjotechnikiem, a Kossowski Gudzowatego –
manipulatorem.
Wedle deklaracji byłego ministra Sochy giełdowa prywatyzacja PGNiG
przebiegała przejrzyście i uczciwie. Rząd Belki preferował prywatyzację
poprzez giełdę. Belka i Socha głosili, że ten sposób sprzedaży dóbr
narodowych jest uczciwszy od metody kupczenia państwowym majątkiem za
zamkniętymi drzwiami gabinetów w resorcie skarbu. Przy prywatyzacji PGNiG to
się nie całkiem sprawdziło.
„Giełda to kasyno z milionami graczy” – mówił Warren Buffett (drugi po Billu
Gatesie w rankingu najbogatszych świata). Trafne porównanie, gdyż każde
kasyno – obok zwykłych graczy – przyciąga także oszustów i zawodowych
szulerów. Z kolei na giełdach w tłumie drobnych ciułaczy brylują spekulanci
bogacący się dzięki przestępczym machinacjom. I w kasynach, i na parkietach
zdarzają się oszustwa na wielką skalę! Przeprowadzenie transakcji
prywatyzacyjnej przez giełdę samo w sobie nie gwarantuje, że prywatyzacja
została przeprowadzona uczciwie.
Fachowcy z otoczenia Gudzowatego sugerują, że przy prywatyzacji PGNiG z pełną
świadomością zaniżono wartość tej spółki. Stracił na tym skarb państwa. Jak
to miało wyglądać? Otóż PGNiG ma 48 proc. udziałów w EuroPolGazie (polski
odcinek gazociągu jamalskiego). Udziały te wyceniono w prospekcie emisyjnym
na nieco ponad 500 mln zł. To stanowczo zbyt nisko! Już 4 lata temu wartość
EuroPolGazu była wyceniana na ok. 770 mln, i to nie złotych, lecz dolarów
amerykańskich! (Wówczas równało się to ok. 3 mln zł).
W zeszłym roku EuroPolGaz wypracował ok. 917 mln zł zysku. Jakimż więc cudem
48 proc. udziałów PGNiG w EuroPolGazie prezes Kossowski zgodził się wycenić
tylko na około 500 mln zł?
Poważne wątpliwości nasuwa także niska wycena kopalnianych zasobów ropy i
gazu ziemnego będących w posiadaniu PGNiG. W Bartimpeksie Gudzowatego dają do
zrozumienia, że faktyczną wartość majątku PGNiG zaniżono aż o 10 mld zł!
W czasie giełdowego debiutu cena akcji PGNiG była o ok. 35 proc. wyższa od
ceny emisyjnej. (Już 20-procentowe przebicie podczas debiutu giełdowego
uznawane jest za pyszny interes). Redukcja zleceń dla indywidualnych
inwestorów wyniosła ok. 92 proc. Uprawdopodobnia to podejrzenie, że przed
prywatyzacją majątek spółki gazowej był rzeczywiście grubo niedoszacowany.
Gracze giełdowi wycenili akcje PGNiG znacznie wyżej, niż zrobił to zarząd tej
spółki w prospekcie emisyjnym.
Na pośpiesznej prywatyzacji PGNiG uszczerbku doznał skarb państwa. A kto
wobec tego zyskał na zaniżeniu wartości sprzedawanych akcji gazowej spółki?
Rzecz jasna, zyskali ci, którzy akcje kupili po zaniżonej cenie! Wśród
szczęśliwych nabywców akcji był również prezes Marek Kossowski oraz sześciu
członków zarządu gazowego koncernu, którzy kupili od 10,6 tysiąca do prawie
48,3 tysiąca akcji spółki. Faceci z zarządu tylko w dniu debiutu giełdowego
zarobili na akcjach od 12 do ok. 50 tys. zł. (Roczne zarobki osób
zasiadających w zarządzie PGNiG kształtowały się w zeszłym roku w granicach
od 120 do 200 tys. zł).
Tak naprawdę jednak na prywatyzacji PGNiG obłowili się tzw. inwestorzy
instytucjonalni – polscy i zagraniczni. Kwestię tę naświetlił „Puls Biznesu”
(z 20 października 2005 r.). Grupa PZU i Commercial Union razem kupiły aż 43
proc. akcji z transzy przeznaczonych dla inwestorów instytucjonalnych (tj.
firm i funduszy inwestycyjnych).
W dniu giełdowego debiutu PZU zarobił na akcjach PGNiG 86 mln zł, zaś
Commercial Union – ok. 65 mln zł.
Taki był pierwszy efekt rozpoczęcia notowań na giełdzie.
Decyzje o przydziale akcji dla inwestorów instytucjonalnych podejmował zarząd
PGNiG. Z prasy wiadomo, że było wiele wątpliwości co do kryteriów i zasad
przydziału akcji i zarząd PGNiG robił to w dużej mierze wedle własnego
uznania. Pojawiły się więc podejrzenia, że być może te firmy, które tak
bardzo się obłowiły, teraz odwdzięczą się dobroczyńcom z PGNiG. Niczego nie
chcę sugerować, ale bynajmniej się nie dziwię, że tego rodzaju pogłoski się
pojawiły...
Na tle prywatyzacji PGNiG zarysowała się zaskakująca wspólnota poglądów
Aleksandra Gudzowatego i Jana Rokity oraz kaczystów. Jest to o tyle godne
uwagi, że jak dotąd i platformersi, i pisuarowcy zaciekle Gudzowatego
zwalczali. (Gudzowaty broniąc się przed pomówieniami Lecha Kaczyńskiego i
Jana Rokity wytaczał im procesy sądowe). Skoro więc teraz Rokita, kaczyści i
Gudzowaty pospołu zaciekle atakują prywatyzację PGNiG, to może faktycznie
miał tu miejsce gruby szwindel?
Marcinkiewicz i Rokita obiecywali, że za prywatyzację PGNiG postawią byłego
ministra Jacka Sochę przed Trybunałem Stanu. To się zapewne nie powiedzie.
Jest natomiast wielce prawdopodobne, że postkomuch Marek Kossowski znajdzie
się w opałach. Z pewnością trafi do wyżymaczki sejmowego śledztwa, a być może
czeka go pokazowy proces.
Autor : Henryk Schulz