noica
10.08.06, 21:49
Coraz bardziej przekonuję się, że to całe gadanie analityków o stopach
procentowych w USA, oscylatorach stochastycznych, dywergencjach itd. to tylko
pusty rytuał. Po prostu trzeba do ruchów na giełdzie dorobić jakąś ideologię,
nieważne czy to będzie próba antycypacji przyszłości, czy też komentarz do
tego, co się już wydarzyło.
Tak naprawdę, jakoś to wszystko idzie siłą inercji, do góry lub w dół, i nikt
nie wie dlaczego.
Myślę też, że w przypadku analityków, tak jak w przypadku nie-analityków (ja
naiwnie myślałem, że oni są od tej przypadłości wolni)bardzo często wchodzi w
grę mechanizm, który psychologia społeczna zna jako - zasada zaangażowania i
konsekwencji. Po prostu gość prognozuje, że będzie spadek, a kiedy idzie do
góry, musi minąć dużo czasu, zanim przyzna, że się pomylił. Ludzie tak od
razu do błędu się nie przyznają.
Niestety ja kilku takich posłuchałem, kiedy mieliśmy lipcowe minima. Oni
zapewniali, że będzie jeszcze ciąg dalszy, a tu rosło w górę, a ponieważ
działo się to przy niskich obrotach, kwestionowali wartość wzrostu i
twierdzili, że to tylko korekta wzrostowa spadku. Niektórzy z nich jeszcze
kilka tygodni temu (a jeden nawet w ubiegłym tygodniu), twierdzili że test
lipcowych minimów ciągle jest możliwy. Myślę, że oni podskurnie czuli, że ta
prognoza nie może się sprawdzić, ale ciągle było im trudno się do tego
przyznać.Chcieli być konsekwentni.
Ja ich posłuchałem i zamiast kilkudziesięciu procent zysku, mam zgryz czy
kupować po dzisiejszych cenach, czy jednak jest za wysoko.
Żeby było jasne, do nikogo nie mam pretensji, wiem że decyzję muszę
podejmować samodzielnie, sądzę jednak że dobrze byłoby, gdyby analitycy byli
mentalnie zdolni do szybkiego przyznania się do błedu. Akurat u mnie z tego
powodu mogliby liczyć na szacunek, nie tak jak teraz, idą w zaparte, nawet
kiedy nie ma już żadnych racjonalnych przesłanek, żeby trwać w błędnym
poglądzie.
Specjalnie odkrywcze to wszystko nie jest, ale tak mi się jakoś zebrało na
wynurzenia...