tom8010
17.06.07, 22:04
Można by rzec ze na rynkach światowych zapanowała euforia w ciągu ostatnich
dni mijającego tygodnia. Podobno na rynkach finansowych kupuje się
przyszłość. Niektórzy nasi krajowi inwestorzy mogliby powiedzieć ze to ciągle
efekt EURO2012, Chińczycy tez mogą sobie wytłumaczyć ze przecież maja
olimpiadę, a pozostali?? Co dyskontował główny rozgrywający na rynku
globalnym czyli amerykanie?? Wyścigi formuły 1 w Indianapolis?? Patrząc na to
z szerszej perspektywy przyszłość jest droga i być może nie warta aktualnej
ceny. Rynek obligacji już cos chyba czuje w kościach o czym wspominał
zawodowiec.
W Japonii mięliśmy posiedzenie BOJ i tak jak analitycy się spodziewali stopy
procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. W miesięcznym raporcie
japońskiego banku centralnego o stanie gospodarki czytamy ze publiczne
inwestycje zgodnie z trendem spadają. Ekonomia mówi ze inwestycje równają się
oszczędnościom czyli te tez musza spadać. Eksport ma się bardzo dobrze i
ciągle rośnie. Kredyty rosną, dochody społeczeństwa rosną zatem konsumpcja
tez rośnie ale już nie w takim tempie jakby chcieli amerykanie. (Domestic
private demand is likely to continue increasing against the background of
high corporate profits and the moderate rise in household income. In light of
these increases in demand both at home and abroad, production is also
expected to follow an increasing trend. Public investment, meanwhile, is
projected to remain on a downtrend ... . Credit demand in the private sector
has been increasing. Under these circumstances, the amount outstanding of
lending by private banks has been increasing) I tutaj właśnie pojawia sie
problem poniewaz japonczycy byc moze chetnie podnieśli by stopy procentowe
zeby przeciwdzialac inflacji ale niezbyt moga. Dlaczego? Odpowiedź jest
prosta. Z powodu planu „miękkiego lądowania” w USA.
W drugiej połowie lat osiemdziesiątych w Stanach była analogiczna sytuacja.
Alan Greenspan starał się zbilansować ryzyko depresji gospodarczej i kryzysu
dolara przyjmując strategie „miękkiego lądowania” Oznaczało to utrzymanie
stóp procentowych na poziomie dostatecznie niskim, aby uniknąć recesji i
słabości finansowej, a jednocześnie na tyle wysokim, aby przyciągnąć
wystarczająco dużo oszczędności zagranicznych aktywów dolarowych. Japończycy
wtedy, jak i obecnie, byli największymi inwestorami amerykańskich obligacji
przez co juesańce trzymali ich w szachu, gdyż mogli sterować kursem dolara.
Poza tym Japonia grając wyłącznie pod siebie naraziłaby się na stratę
sojusznika a za wielu ich nie ma. Trochę konkurencję robi Europa, która
ostatnio podnosi stopy procentowe tworząc tym samym presje na amerykańskie
stopy. Nie wspominając już o Chinach którzy stają się wrzodem. Pisałem już
kiedyś o rosnących kosztach sterylizacji i presja wciąż rośnie. Ostatnio
poczytałem sobie raport chińskiego banku centralnego o stanie gospodarki
krajowej w I kwartale bieżącego roku i niektóre informacje były na prawdę
ciekawe (zamieszczam w poście poniżej) – chociaż trzeba podejść do tych
danych z dystansem bo ja tam Chińczykom nie do końca wierze. W raporcie
ujęta jest wzmianka ze polityka monetarna będzie raczej restrykcyjna co po
ostatnich decyzjach widać ze jest realizowane. Automatycznie dochody
chińskiego banku centralnego się kurczą bo tak jak już wspominałem ponosi on
wyższe koszty sterylizacji, Może to sobie rekompensować naciskając jankesów w
sprawie podwyżki stop.
Nienajlepsze wiadomości dla amerykańskiego dolara docierają z Ameryki
Południowej. To Brazylia chce zwiększyć swoje zadłużenie to gdzie indziej
inflacja wymyka się spod kontroli, a to ratingi obniżono dla kilku krajów.
Wiele amerykańskich banków finansuje zadłużenie krajów Ameryki Południowej i
widać ze giełda tez tym się nie bardzo przejmuje. Generalnie jest dobrze az
za dobrze...cisza przed burza??