Dodaj do ulubionych

Hm... relacja...

30.06.10, 00:29
Chciałabym zrelacjonować, ale może są tu fani Barcelony, więc ujmę to oględnie.

mam wrażenie, że większa część Barcelony została zaprojektowana przez Gaudiego
lub w hołdzie Gaudiemu. a dzieła Gaudiego mocno przypominają mi twory
współczesnej nieortodoksyjnej i swobodnej polskiej myśli architektonicznej,
zwane gargamelami. no i wreszcie wiem, skąd na wsi polskiej swego czasu
modne było ozdabianie domów tłuczonymi talerzami. tak tak, to wpływ secesji
katalońskiej.

to tyle wrażeń z wycieczki do Barcelony.
Obserwuj wątek
    • piotr_c Re: Hm... relacja... 01.07.10, 01:21
      Cześć Misianiu
      Opowiesz coś więcej? Tak fajnie jak z wizyty w katedrze.
      A gdzie się wybierasz w kolejnej turze?
      • misiania Re: Hm... relacja... 01.07.10, 11:32
        buenos dias, Opoko :)))

        no ale właśnie mam mieszane uczucia. teoretycznie powinno mi się podobać (słońce, palmy, nowe wrażenia), a praktycznie - nie do końca. może po prostu było za gorąco?

        Katalończycy to tacy trochę inni niż Włosi są. mniej otwarci alboco... coś w rodzaju "no skoro ci turyści już tu przyjechali, to niech sobie będą, ale my ich nie będziemy zauważać, o ile nie będzie to konieczne". znajomość angielskiego wśród pracowników sektora usług jest zdecydowanie mniejsza, niż w Italii. a z kolei hiszpański i kataloński jest np. dla takiej mnie bardziej niezrozumiały niż włoski, więc komunikacja czasami nawalała w obie strony.

        katedra Gaudiego... no cóż. albo się jego twórczość podoba, albo nie. Albo ktoś lubi katalońską secesję, albo nie. ja - nie. zostałam nieodwołalnie skażona pięknem Toskanii, wspaniałą harmonią krajobrazu i budynków stworzonych przez człowieka. i tyle na ten temat.

        plaża w Barcelonie mnie zadziwiła. zadziwiła mnie tym, że jest brzydsza od plaży w Jantarze. może tak po prostu wyglądają plaże miejskie? idąc po kolei w stronę wody: budynki, trochę roślinności wysokiej, ulica, deptak wzdłuż brzegu, wielka pusta przestrzeń pełna burego, żwirowatego piasku, morze. nuda. może tylko Barcelonetta tak wygląda... brakowało mi jakiegoś lasku za plecami, sosenek i innych takich. natomiast Akwarium mają sympatyczne, miło patrzeć, jak ci nad głową przepływa płaszczka.

        na targowiskach w działach z owocami morza te owoce się jeszcze ruszały. i tak smutno do mnie machały szczypcami, ale nie byłam w stanie im współczuć, bo bardzo mi pasowały na talerzu w postaci przetworzonej, więc wyrzuciłam litość z serca.

        w konsternację wprawiła mnie dzielnica Eixample. czyli właściwie cała Barcelona. Pomysł budowania miasta według ściśle określonego, geometrycznego planu niewątpliwie ułatwia życie. Szerokie ulice przecinają się pod kątem prostym, w znakomitej większości są jednokierunkowe (co znacznie ułatwia przechodzenie na czerwonym świetle, bo trzeba uważać, czy coś nie nadjeżdża tylko z jednej strony, hehe), tworzą jednakowej wielkości kwartały ulic z budynkami o mniej więcej jednakowej wysokości i szerokości. A każdy budynek inny, inaczej zaprojektowany, inaczej ozdobiony. Podobało mi się! Na początku. Potem doszłam do wniosku, że to jednakowoż nudne jest, mimo wielkiej różnorodności form poszczególnych budynków. Nagle zatęskniłam za drogą na Ostrołękę. nie było takiej opcji.

        Wieczorne przedstawienie na Magiczną Fontannę Montjuic, kolory i muzykę wielce mnie uradowało. Nie przypuszczałam, że można siedzieć dwie i pół godziny, i patrzeć na barwną wodę. A można!

        Zgodnie z instrukcjami turystycznymi przejechałam się niebieskim zabytkowym tramwajem (czas oczekiwania na tramwaj: 30 minut, czas podróży tramwajem: 10 minut. Może dlatego, że to rano było, potem pewno zwiększają częstotliwość kursów) i zeszłam na dół aleją Tibidabo, wzdłuż której stały urocze wille, każda inna, każda przyciągała oko. Milutki był to widok. Coś jak Magdalenka lub Konstancin, tylko gdyby wszystkie budynki i ogrody w tych miejscowościach były wypieszczone i zadbane.

        W niedzielę przed katedrą barcelońską siedziała sobie orkiestra (chyba jakaś społeczna, bo niezuniformizowana), a obcy sobie Katalończycy chwytali się za ręce i w kółeczkach wykonywali dość prosty z wyglądu taniec, coś w rodzaju „tańczymy labada, labada, labada, tańczymy labada małego walczyka”. Niezwykle miła forma budowania więzi społecznych.

        Na inny lokalny zwyczaj trafiłam nieco dalej, przed ich urzędem miasta. Mianowicie zespoły (zuniformizowane pod względem koszulek) tworzyły wieże z ludzi. pięcio, sześciopoziomowe, na dole bazę tworzyli silni panowie, na samą górę wpełzały paroletnie dzieci w wielkich dżokejskich kaskach. Wyczytałam, że to ich katalońska specialite de la maison, i że takie budowanie wież jest jednym z elementów jakiegoś wrześniowego święta. A mi się akurat trafiło w czerwcu, tadam!

        W ramach urozmaicania sobie życia pojechałam do Girony (zauważam przy okazji, że jest to hirona, nie dżirona), która urzekła mnie o wiele bardziej niż Barca. Takie miłe miasto, niesymetryczne całkiem. A koleje w Hiszpanii są tanie, czyste i punktualne. Podobne wrażenie miałam we Włoszech. Być może na całym świecie koleje są tanie, czyste i punktualne. PKP to wyjątek potwierdzający regułę i akurat nam musiały się trafić.

        Chciałam zwiedzić muzeum Picassa, ale odstraszyła mnie kolejka. Nie chciałam zwiedzać muzeum Miro, bo jestem prostą kobietą ze wsi i jego sztuka jest mi równie bliska, jak dzieła Gaudiego.

        Najmilszą dla mnie częścią Barcelony był port (nie plaża). Las masztów mniejszych jachtów, kilka dużych (lub nawet wielkich), luksusowych jednostek, uliczni handlarze sprzedający podrabianą galanterię znanych firm, rejsy stateczkami po porcie i morzu (skorzystałam) – bardzo mi się tam podobało. No i miłe było to, że wszędzie, w całej Barcelonie, co parę kroków była jakaś knajpeczka ze stolikami na ulicy z miłym jedzonkiem. Natomiast niemiłe było to, że bardzo trzeba uważać na kieszonkowców, o czym czytałam w Internecie i co mi potwierdziła koleżanka. Niedawno była w Barcelonie, jej syn postawił plecaczek na ziemi, wyjął z niego aparat fotograficzny, zrobił zdjęcie i już nie miał gdzie schować aparatu, bo plecaczek zniknął. Takie coś na pewno wpływa na postrzeganie miasta i jego mieszkańców.
        • misiania Re: Hm... relacja... 01.07.10, 16:06
          hmmm... ciekawe dlaczego nie mogę wklejać fotek? chciałam ozdabiać akapity
          odpowiednimi ilustracjami, ale nic z tego. na innych forach gazetowych wklejam,
          a tu mi system coś o niewłaściwych tagach mamrocze.
          • rigel Re: Hm... relacja... 03.07.10, 09:09
            misiania napisała:

            > a tu mi system coś o niewłaściwych tagach mamrocze.

            To nawet tematycznie, wszak Tag jest rzeką w Hiszpanii. Może pod
            prąd próbowałaś coś wstawiać? ;)
            • Gość: miotełek Re: Hm... relacja... IP: *.chello.pl 12.11.10, 11:23
              relacja z castingu ... www.youtube.com/watch?v=-FUGxMwpJo8
        • piotr_c Re: Hm... relacja... 05.07.10, 20:05
          Mniamuśna taka opowieść
          Ja z kolei włąsnie wróciłem z moją Lepszą Połową z trzydniowego
          urlopu w Gdańsku. Starsza córa pojecjała na kolonię, młodsza
          przechwycił teść. Jakie piękne jest miasto o pierwszej w nocy gdy
          nie trzeba się zastanawiać czy nie trzeba by już zwolnić opiekuna
          dzieciecego o takiej wczesnej porze :). Uczciwie sobie odespaliśmy
          ostatnie wariackie miesiące. Zwiedziliśmy kilka muzeów. Na statku-
          tramwaju wodnym "Czarna Perła " , dorabiającym sobie nocą jako
          knajpa, spędziliśmy piękny wieczór. Mimo pewnych stereotypów co do
          jedzenia w takim miejscu mój schaboszczak z frytkami plasował się
          naprawdę wysoko na skali doznań kulinarnych. Dodatkowo wrażenia
          pogłebiał pan grający na gitarze i śpiewający od szant pzrez pieśni
          biesiadne do Stachury i Okudżawy. Piękny głos i granie.
          Kolejnego dnia popłynęliśmy na wyspę Sobieszowską. do rezerwatu
          ptaków a potem na plażę. Tu moje przekonanie o zimnym Bałtyku się
          zachwiało bo to mnie, zmarźlucha, moja żona namawiała do wyjścia
          wreszcie z wody ( zbliżal się ostatni kurs statku). Do tego zupełnie
          niespodziewanie kapitan zaprosił nas do siebie i przepłynęliśmy
          trasę mając wspaniałą opowieść o mijanych miejscach i licznych
          morskich przygodach kapitana ( 40 lat na morzu).Są okoliczności w
          których nawet bardzo morskie opowieści brzmią wiarygodnie i barwnie.
          • misiania Re: Hm... relacja... 06.07.10, 07:19
            O, chciałam napisać, że widziałam dwa lata temu Czarną Perłę, ale to chyba
            musiał być inny statek, bo funkcjonował w Sopocie, nie w Gdańsku :)))
            • viki2lav Re: Hm... relacja... 07.07.10, 11:34
              tylko pozazdroscic kochani tych wojazy, tych odchowanych plazatek.
              Misianiu wroc, wolam! zeby nie bylo ze nikt nie wola, pokaze ci
              Ciemnogrod zakazany
              • piotr_c Re: Hm... relacja... 07.07.10, 22:12
                Plażątka odchodowują się zadziwiająco szybko. Czasem nawet już
                zaczynam sie oglądać ze zdziwieniem że to już. Podeślę wzm zdjątko
                małej Tramwajki :) to się zdziwicie
                • misiania Re: Hm... relacja... 07.07.10, 23:21
                  Piotruś, jak to mówią - córki odmładzają ojców :))) a Czarna Perła naprawdę
                  przypomina tę z Sopotu, może ona sobie pływa między portami? daleko nie ma :)))
                  • piotr_c Re: Hm... relacja... 08.07.10, 14:19
                    Po prostu obrabia poletka gdzie sie jeszcze nie opatrzyła.
                    Trójpolówka ?
                • piotr_c Re: Hm... relacja... 08.07.10, 14:20
                  Czy gołąb do was doleciał bo dostałem jakieś dziwne komunikaty
                  • misiania Re: Hm... relacja... 08.07.10, 22:52
                    doleciał bez problemów
              • misiania Re: Hm... relacja... 07.07.10, 23:18
                Viki, ja wrócę nieuchronnie, bo to tej pory nie wiem, gdzie oczy podziać ze
                wstydu, że bodaj miętówki dla Mandarynki nie miałam. w sensie prawo moralne we
                mnie stanowczo żąda italskiego gwiaździstego nieba do kompletu. tylko nie wiem,
                kiedy wychodne mi na fabryce dadzą - jesień nie wygląda najciekawiej, jeśli
                chodzi o możliwości brania wolnego :(
                • piotr_c Re: Hm... relacja... 06.11.10, 19:43
                  Wychodnego nie dali ale i tak wysłali w ciekawe miejsce :)

                  U nas wykorzystali pretekst o jakimś tam kryzysie i sie skonczyły wyjazdy na różne szkolenia. A jak kontynuować weekendowe zwiedzanie Amstersamu i spółki przez telekonferencję :(
                  A komu to przeszkadzało.
                  • viki2lav Re: Hm... relacja... 10.11.10, 11:45
                    podle to i nieprofesjonalne
                    • misiania Re: Hm... relacja... 11.11.10, 00:54
                      Ty się, droga Viki, tak nie strosz w piórka ę-ą, nie profesjonalnę-ą, bo co środa promocje w Locie, do Ciemnogrodu za czystówyplustroche można polecieć. Żebyś się nie zdziwiła....
                  • piotr_c Re: Hm... relacja... 11.11.10, 01:46
                    Baczcie o co prosicie bo się może spełnić.
                    Właśnie się dowiedziałem że 23-25 spędzie w Amsterdamie. Tylko niestety wedle najnowszych pomysłów Min.Fin firma nie może wziąć w koszty biletu dla pracownika za okres który nie jest wliczony w oficjalny czas delegacji. I tak w Amsterdamie niby będe ale włóczenia się samodzielnego w weekend nie będzie
                    • tiresias Re: Hm... relacja... 19.11.10, 19:52
                      pozdrawiam wszystkich a dla bollymisiani załączam 'miód w przysłowiowe uszy'

                      www.youtube.com/watch?v=ik06Zw8fM3Q&feature=share
                      • mreck jestem zawistnikiem i 22.11.10, 09:11
                        przyznaję sie bez bicia, ze bardzo zazdroszczę wojażu. pozdrówka.
                        • viki2lav Re: jestem zawistnikiem i 22.11.10, 15:08
                          moze idz za nia, bo dobra glosi ewangelie, bez bicia
                        • misiania Re: jestem zawistnikiem i 22.11.10, 21:07
                          No właśnie. tyle czasu tkwiłam jako głaz w jednym miejscu, a teraz mnie nosi żehoho. Piotruś, powiedz czy te amsterdamskie kanapki ze śledziem, o których tyle słyszałam, są warte osobistego zaangażowania?
                      • misiania Re: Hm... relacja... 22.11.10, 21:04
                        o, Tire :)) dooooobre te makarony!
    • aniela Re: Hm... relacja... 06.03.11, 12:34
      hm.. asz mi gupio ze mi sie tak podobalo
      moze dlatego ze bez trzyletniej mojej narosli tam przebywalam
      a z okna sypialni widok na morza szum rzadki w miescie wszak
      a wina lyk (bez narosli bylam!) bialego schlodzonego nigdzie tak nie smakuje jak pozna jesienia w kraju slonecznym wciaz :)

    • dpp.maketing Re: Hm... relacja... 27.03.11, 18:58
      Spoko, też wolę modernizm od secesji :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka