tiresias
06.06.06, 09:00
ministrant Ireneusz poczuł nagle na twarzy lodowaty podmuch wiatru i jakaś
niepojęta siła pociągnęła go w strone zakrystii... słońce przykryły czarne,
ciężkie chmury z których zaczęły padać wielkie krople deszczu, bębniąc w
czerwone szyby witraży, jakby cały kościół skąpany był we krwi...
Ireneusz sparaliżowany strachem, z trudem łapiąc oddech, doczołgał się do
uchylonych drzwi zakrystii.. zobaczył coś czego do końca życia nie mógł juz
zapomnieć.
pod przeciwległa ścianą leżał ksiądz proboszcz, w zalotnie podwinietej
sutannie, która ukazywała czarne podwiązki, w ręku trzymał butelke popularnej
wody mineralnej, z której pociągał z obleśnym uśmiechem od czasu do czasu. w
jego oczach widac było żądzę, spełnienie i szaleństwo.
nadchodził koniec. ciężkie drzwi kościoła zadrżały gwałtownie....