dystans4
08.03.10, 13:59
Od tego, co uczestnicy Zlotu mówili ciekawsze jest to, co myśleli, jak
kalkulowali.
Popieranie PiS to gwarantowane miejsca w ławach poselskich. Ale tylko dla
nielicznych i ławach opozycji. Popularność PiSu w obecnej postaci gaśnie, to
już dla nikogo nie jest tajemnicą. To dlatego chwilę ostatecznego zwycięstwa i
jutrzenkę plażowej świetlanej przyszłości odkłada się daleko w przyszłość -
żeby tu i teraz nikt nie śmiał narzekać, czy czego wytknąć. Żeby uniknąć
powtórki wpadki z trzema milionami mieszkań (w jednej kadencji) - drugi
raz leśniczówką dla Bulteriera nie da się sprawy załatwić.
Partia wodzowska zwija się, ale do przerwania jej istnienia w obecnej postaci
nie starczy przegranych wyborów. Partia rewolucyjna odrzuca świat, on nie jest
jej potrzebny, ani wart starań o uznanie z jego strony. Partia wali się wtedy
i tylko wtedy, gdy pada pozycja wodza. Dlatego podjęte wobec środowiska PiS
zabiegi Prezesa są logiczne i słuszne. PiS będzie się dalej kurczyć,
marginalizować, a główny wysiłek zostanie - już jest! - skierowany nie
na wzrost popularności partii, ale na utrzymanie pozycji wodza. A "walka z
demokracją" (klasyczna pomyłka freudowska, nie pierwsza), zrozumiała w
sytuacji oblężonej twierdzy, to klasyczny sposób na przetrwanie, sprawdzony
przez wiele pokoleń rewolucjonistów.
Większość elektoratu i, tym bardziej, aktywistów PiS, przyklaskuje Prezesowi,
bo nie widzi dla siebie cieplejszego miejsca (pieniądze). Obecne hasła coraz
bardziej przypominają slogany Gierka i Kim Ir Sena, oraz moje własne dowcipy
powtarzane tu co jakiś czas. Znak, że odpuszczono walkę, że chodzi o
utrzymanie wyreżyserowanego błogostanu partaitagu, gry pozorów ograniczonej do
sali z klakierami. W 1988 podobna sytuacja miała miejsce w PZPR, ale tam
znalazły się siły zdolne przekroczyć obowiązujący paradygmat obrazu
rzeczywistości. W PiS-ie - niektórzy o tym wspominają, jednak pozostają w
nieliczącej się mniejszości.
Póki co, wszyscy myślą, - wyborów prezydenckich nie wygramy, parlamentarnych i
samorządowych - też nie, ale ja może się jakoś załapię.
Dopiero kiedy się okaże, że załapali się nieliczni, pozostała większość
porzuci miejsce na barykadach. Teza o niewzruszoności starego porządku w PiS,
a także o końcu historii w Polsce jest nieuprawniona.
Wielu myśli o tym już dziś - to widać w różnicy w ilości delegatów
zaproszonych i obecnych, zobaczymy to w mobilizacji aktywu PiS w czasie
kampanii prezydenckiej. Zwijanie się PiS-u jak na dłoni.
Pozdrowienia, buldog.
--
P.S. Dokładnie taki rozwój wydarzeń został przedstawiony (oczywiście, bez
szczegółów) w Gnozie z Klewek. Wszystkie tezy postawione w 2006
pozostają utrzymane, tylko uzupełnienia dotyczące partii niepostępowych (w
mojej nomenklaturze PiS - postępowa, o konserwatywnej obyczajowości, podobnie
jak KPZR za Breżniewa). Tylko szczegóły...