Dodaj do ulubionych

Ponownie senator Stoklosa

IP: 172.19.* / 62.161.118.* 12.05.04, 14:36
Tym razem artykul w Tygodniku Nowym, ktory nalezy do pana senatora:
www.tygodniknowy.pl/
To sie nazywa "obiektywne" dziennikarstwo. Niezle manipulowanie faktami.
Milej lektury

-----------
Pozdrawiam zniesmaczona
Obserwuj wątek
    • Gość: Verita Re: Ponownie senator Stoklosa IP: 172.19.* / 62.161.118.* 12.05.04, 14:42
      To, co wydarzyło się 5 maja na terenie Zakładu Utylizacyjnego w Śmiłowie,
      stanowiło przez dwa dni główny news ogólnopolskich programów informacyjnych.

      - Bezprawnie pozbawiono nas wolności - twierdzili reporterzy TVP1.

      Właściciel ,,Farmutilu'' uważa, że bronił jedynie reżimu sanitarnego zakładu,
      swojej prywatnej własności, a to, co zrobili dziennikarze, to był...

      NAJAZD NA STOKŁOSĘ!


      Przez prawie całe przedpołudnie nic nie wskazuje na to, że dzień 5 maja 2004
      roku będzie czymś się różnił od innych dni w zakładzie ,,Farmutil HS'' w
      Śmiłowie. Krótko przed godziną 11. trzech pracowników wraca z oczyszczalni
      ścieków na teren zakładu utylizacyjnego. Zauważają nagle, że przy
      wewnątrzzakładowej drodze parkuje bus z logo TVP. Dalej, w rejonie zbiorników
      tłuszczu, natykają się na mężczyznę z rozstawionym statywem i kamerą skierowaną
      na budynki utylizacji. Jeszcze dalej, przy głównym obiekcie zakładu,
      dostrzegają inne nieznane im osoby.

      Przybysze podają się za dziennikarzy Programu I TVP, nie posiadają jednak
      żadnych widocznych identyfikatorów (wyjmą je dopiero później). Nie potrafią też
      wylegitymować się przepustką, uprawniającą do pobytu na terenie zakładu. Po
      ujawnieniu ich obecności przez pracowników zakładu, czym prędzej zwijają sprzęt
      i pośpiesznie czmychają w kierunku busa.
      Jarosław Kozłowski, dyspozytor bazy transportu: W trójkę: dyrektor Marcin
      Sidorowicz, kierownik Zbigniew Klugiewicz i ja wracaliśmy z oczyszczalni
      ścieków. W pewnej odległości za szlabanem po stronie Zakładu Utylizacyjnego
      zauważyliśmy biały bus, na którym było logo TVP. W samochodzie był tylko
      kierowca. Pojechaliśmy kawałek dalej i w pobliżu zbiorników tłuszczu zastaliśmy
      rozstawiony statyw, na nim kamerę skierowaną na budynki utylizacji i
      obsługującego ją mężczyznę. Jakieś osoby kręciły się też po zakładzie.
      Zatrzymaliśmy się, a ja zwróciłem dyrektorowi uwagę, że nie widzę przy nich
      nikogo z naszej firmy. Dyrektor Sidorowicz zapytał, kim są i czy mają
      pozwolenie. Pani redaktor powiedziała nam, że nie potrzebują żadnego zezwolenia
      i chroni ich prawo prasowe. Mimo to zaczęli pospiesznie zwijać sprzęt i w
      popłochu wycofywać się w stronę busa.


      Marcin Sidorowicz, dyrektor transportu i ochrony środowiska: Ich zachowanie
      wydało mi się na tyle podejrzane, że włączyłem wsteczny bieg i moim samochodem
      zastawiłem drogę wyjazdu, by uniemożliwić im ucieczkę. W moim przekonaniu
      postąpiłem słusznie. Zachodziło bowiem podejrzenie popełnienia wykroczenia lub
      przestępstwa. Bus co prawda był oznakowany, ale jaką mogłem mieć pewność, kim w
      rzeczywistości są ci ludzie. W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe.
      Przestępstwa gospodarcze lub nawet sabotaż są na porządku dziennym. Dlatego
      natychmiast o tym incydencie powiadomiłem dyrektora zakładu Łukasza Stokłosę.

      Zbigniew Klugiewicz, kierownik ochrony środowiska i oczyszczalni ścieków: Nasze
      zachowanie było w pełni uzasadnione. Po pierwsze, na prywatnym terenie znalazła
      się grupa intruzów z nieznanymi nam zamiarami. Po drugie, ludzie ci i ich
      pojazd znajdowali się w tzw. strefie brudnej, której - zgodnie z obowiązującymi
      we wszystkich krajach Unii Europejskiej przepisami - nikt nie może opuścić bez
      poddania się dezynfekcji.

      O godzinie 10.58 telefoniczne zawiadomienie o pobycie obcych osób na terenie
      Zakładu Utylizacji w Śmiłowie odbiera Komenda Powiatowa Policji w Pile. W ślad
      za tym policja otrzymuje pismo od właściciela zakładu, Henryka
      Stokłosy. ,,Wtargnięcie na posesję stanowiącą moją własność nastąpiło w miejscu
      usytuowania oczyszczalni ścieków oraz Zakładu Utylizacji. Są to newralgiczne
      punkty z uwagi na reżim sanitarny i weterynaryjny, wynikający z przepisów
      regulujących funkcjonowanie tego typu instalacji oraz normy systemu ISO i
      HACCP, obowiązujące w tym zakładzie''. Senator informuje, że przebywanie na
      terenie Zakładu Utylizacji wiąże się z koniecznością poddania osób i pojazdu
      zabiegom dezynfekującym; prosi w związku z tym policję o zabezpieczenie
      możliwości wykonania tych zabiegów. Prosi ponadto o zabezpieczenie ewentualnie
      zrealizowanych bez jego zgody nagrań.

      Obie strony składają doniesienie o popełnieniu przestępstwa - Henryk Stokłosa o
      wtargnięciu ekipy TVP na teren jego zakładu, dziennikarze, telefonicznie, o
      pozbawieniu ich wolności.

      2


      Kwadrans po godzinie 12. czynności podejmują funkcjonariusze z Posterunku
      Policji w Kaczorach. Sylwia Gadomska, która przewodzi pięcioosobowej ekipie
      reporterów TVP1, składając wyjaśnienia, twierdzi najpierw, iż wraz z kolegami
      zbłądziła i nie miała pojęcia o tym, że wjeżdżają na teren prywatny. Później
      zeznaje, że zamierzali wjechać na zakład w celu przygotowania materiału do
      zaplanowanego na następny dzień programu interwencyjnego ,,Na żywo''. Trasę
      przez pola ktoś im wskazał. Jeszcze później, gdy o sprawie zrobi się głośno, w
      relacjach telewizyjnych będzie powtarzała, że jej ekipa cały czas poruszała się
      drogą publiczną, a na zakład wjechała całkowicie nieświadomie.

      Na teren zakładu ,,Farmutil HS'' prowadzą dwa wjazdy. Przy każdym jest dyżurka,
      biuro przepustek, barierki, oba są oznakowane, doskonale widoczne z drogi
      krajowej nr 10. Dziennikarze TVP1 z głównych bram jednak nie skorzystali. Z
      szosy Śmiłowo - Zelgniewo zjechali w zwykłą polną drogę, prowadzącą do odległej
      o kilkaset metrów posesji Ryszarda Reinke. Omijając zabudowania gospodarstwa,
      dotarli do wewnątrzzakładowych dróg ,,Farmutilu''. Jedną z nich jechali
      następnie ok. dwóch kilometrów wzdłuż lasu, aż do kolejnego szlabanu,
      blokującego bezpośrednio wjazd na teren zakładu utylizacji. Wykorzystali fakt
      podniesienia bariery przez kierowcę ciągnika, który w tym czasie wyjeżdżał do
      zakładowej oczyszczalni ścieków.

      Na pytanie do Piotra Wąsowskiego, jednego z członków ekipy TVP1, dlaczego,
      zamiast wjechać na zakład oficjalnie jedną z głównych bram, ryzykowali
      błądzenie po nieznanych drogach, których nie ma na samochodowych mapach,
      Gadomska mityguje go: - Nic nie mów!

      Jak się później okazuje, powściągliwość dziennikarki ma swoje uzasadnienie.
      Ustaliliśmy, że dwie ekipy telewizyjne spotkały się wcześniej w
      smażalni ,,Złoty Lin'' Huberta Karolczaka. Następnie jeden z wozów udał się do
      Kaczor, a drugi zatrzymał się przy barze ,,U Doroty''. Widziano, jak
      właścicielka lokalu Dorota Pawłowska wskazuje drogę na Zelgniewo. Mimo że kilka
      metrów obok stoi tablica z napisem: Zakład Rolniczo-Przemysłowy ,,Farmutil HS''
      i wiedzie droga do jednej z dwóch głównych bram firmy, dziennikarze pojechali
      wskazaną trasą. Po około dwóch kilometrach zjechali w piaszczystą drogę,
      przecinającą prywatne pole...

      3


      O godzinie 13.34 do sekretariatu ,,Farmutilu'' nadchodzi faks od powiatowego
      inspektora weterynarii. Jan Hartliński informuje w nim, że ,,podstawowym
      warunkiem funkcjonowania zakładu utylizacyjnego jest jego zabezpieczenie przed
      możliwością wydostania się na zewnątrz czynników zakaźnych, np. na
      powierzchniach ciała i ubrania osób, narzędziach, sprzęcie, urządzeniach,
      środków transportu, które mogą znajdować się w surowcach poddawanych
      przetwarzaniu - utylizacji. W związku z powyższym każda osoba przebywająca w
      części zakaźnej bez odpowiedniego zabezpieczenia przed jego opuszczeniem winna
      umyć ciało i zmienić odzież, a używaną w tej części zakładu odzież poddać
      odkażeniu w 1% roztworze sody kaustycznej. Narzędzia, sprzęt, urządzenia,
      środki transportu przed ich wyprowadzeniem z części zakaźnej zakładu należy
      poddać zabiegom oczyszczania i odkażania''.

      Pismo z zaleceniami powiatowego inspektora weterynarii otrzymuje do wiadomości
      Komenda Powiatowa Policji w Pile. ,,Stanowisko lekarza było nieugięte: bez
      dezynfekcji dziennikarze nie mogą opuścić zakładu. My musieliśmy jego decyzję
      respektować i ją egzekwować'' - wyjaśni później zachowanie policji nadkom.
      Mirosław Wegner. Na ewentualność przeprowadzenia pełnej dezy
      • Gość: verita Re: Ponownie senator Stoklosa IP: 172.19.* / 62.161.118.* 12.05.04, 14:47
        Na ewentualność przeprowadzenia pełnej dezynfekcji policjanci przygotowali dla
        dziennikarzy dresy.

        Nazajutrz redakcje prasowe oraz rozgłośnie radiowe i telewizyjne otrzymają też
        w tej sprawie komunikat rzecznika prasowego Wielkopolskiego Komendanta
        Wojewódzkiego Policji. W jego treści wyróżniono pogrubioną czcionką dwa akapity:

        W związku z wydarzeniami zaistniałymi 5 maja br. w Zakładzie Utylizacyjnym w
        Śmiłowie (pow. pilski) informuję, że wszelkie decyzje dotyczące przestrzegania
        przepisów sanitarnych podejmował będący cały czas na miejscu powiatowy lekarz
        weterynarii.

        Dziennikarze odmówili poddania się procedurze odkażania i powiatowy lekarz
        weterynarii zarządził, aby osoby te nie opuszczały zakładu bez uprzedniego
        umycia ciała oraz zmiany odzieży i obuwia.

        Jan Hartliński, powiatowy lekarz weterynarii w Pile: O incydencie w Śmiłowie
        zostałem powiadomiony przez Komendę Powiatową Policji w Pile. Dowiedziałem się,
        że na terenie Zakładu Utylizacyjnego ZRP ,,Farmutil HS'' w Śmiłowie znajdują
        się dziennikarze telewizji publicznej, którzy wtargnęli tam samowolnie i do
        czasu zauważenia ich przez pracowników zakładu poruszali się samodzielnie po
        jego terenie. Zostałem zobowiązany do zajęcia stanowiska w tej sprawie. Wówczas
        skontaktowałem się z przedstawicielem zakładu utylizacyjnego, który
        telefonicznie potwierdził fakty przekazane przez policję. Ponieważ dziennikarze
        przez pewien czas poruszali się po zakładzie samodzielnie, nie mogłem
        wykluczyć, że przebywali również w części brudnej (zakaźnej).

        (...) Aby zniszczenie czynników zakaźnych było całkowite, muszą być spełnione
        określone reżimy sanitarne. Dlatego każdy zakład utylizacyjny jest rozdzielony
        na część brudną (zakaźną), do której wwożone są odpady, i część czystą, w
        której znajdują się wysterylizowane produkty procesu utylizacyjnego, tj. mączka
        mięsno-kostna i tłuszcz utylizacyjny. Jest to realizowane poprzez odpowiednie
        postępowanie. Potencjalny czynnik zakaźny może być wyprowadzony na zewnątrz na
        powierzchniach środka transportu, którym zostały wwiezione odpady i dlatego
        środek transportu po rozładunku jest oczyszczany, myty i odkażany, a także
        poprzez pracowników tej części zakładu, tj. na powierzchni ich ciała i ubrania.
        Dlatego też osoby zatrudnione w tej części zakładu po zakończeniu pracy myją i
        odkażają buty gumowe, zdejmują odzież roboczą i wrzucają do basenu z 1%
        roztworem sody kaustycznej w celu jej odkażenia przed przekazaniem do pralni, a
        pod natryskiem dokładnie myją całe ciało, po czym przechodzą do następnej
        części szatni, gdzie zakładają domowe ubranie i buty, w których przyszli do
        pracy. Po tej czynności opuszczają zakład. Ze względu na te zasady postępowania
        postanowiłem, aby dziennikarze poddali się takim samym zabiegom, jak pracownicy
        zakładu. Zgodnie z realizowanym w zakładzie systemem bezpieczeństwa
        zdrowotnego, wszyscy goście poruszający się po terenie zakładu zobowiązani są
        do przestrzegania zasad higieny takich samych, jak dla pracowników zakładu.
        Dziennikarze jednak odmówili twierdząc, że jest to procedura dla nich
        poniżająca i stan ten trwał około 12 godzin. W późnych godzinach wieczornych
        główny lekarz weterynarii w mediach publicznych zajął stanowisko, że w tej
        konkretnej sytuacji działaniem wystarczającym będzie, jeżeli osoby te umyją
        twarze i ręce, odkażą ręce i obuwie oraz zostanie odkażony środek transportu,
        którym wjechali na teren zakładu. Zgodnie z Kodeksem postępowania
        administracyjnego organ wyższego rzędu (np. Główny Lekarz Weterynarii) może
        zmienić decyzję organu niższego (np. Powiatowego Lekarza Weterynarii) w formie
        pisemnej lub ustnej - co nastąpiło. Na taką formę dezynfekcji dziennikarze
        przystali dopiero po kolejnych negocjacjach. Zrozumieli, że spełnienie tego
        wymogu było niezbędne, by mogli opuścić teren zakładu utylizacyjnego.

        4


        Około godziny 13. na miejsce zdarzenia zostają dowiezione napoje i kanapki. O
        godzinie 18. bigos, kiełbasa, pieczywo. Dziennikarze odmawiają poczęstunku.
        Proszą jedynie o możliwość skorzystania z toalety. Ta zostaje im udostępniona w
        stojącym kilkanaście metrów dalej budynku, tzw. ,,domku rybaka'', zamieszkałym
        przez jednego z pracowników ,,Farmutilu''. Red. Gadomska powtórzy później
        wielokrotnie, że przez 6 godzin nie mogła skorzystać z sanitariatu. Jeszcze o
        godzinie 22.25 w telefonicznej relacji dla programu TVN24 poskarży się: ,,Mija
        trzynasta godzina, jak jesteśmy tu bez jedzenia i bez picia''.

        Za pomocą telefonu komórkowego dziennikarka powiadamia o zajściu inne media. W
        godzinach popołudniowych na teren zakładu od strony drogi K-10 samowolnie
        wjeżdża ekipa TVN i radiowej Trójki. Ignoruje oznakowania, że teren jest
        prywatny, forsuje śluzę dezynfekcyjną, nie zważa na próby zatrzymania przez
        pracowników ZRP ,,Farmutil HS''. ,,Działanie powyższe stanowi niedopuszczalne i
        bezprawne naruszenie własności prywatnej i świadczy o wyjątkowej arogancji'' -
        pisze w kolejnym zawiadomieniu o przestępstwie senator Stokłosa.

        Pod wieczór incydent w Śmiłowie jest już głównym tematem większości serwisów
        informacyjnych. Przy szlabanie, dwa kilometry od zakładu utylizacji, gromadzą
        się dziennikarze. Wewnątrz zakładu od kilku godzin sytuacja jest patowa.
        Reporterzy TVP1 uporczywie odmawiają poddania się procedurze dezynfekcji. Nie
        chcą też skorzystać z propozycji poddania się zabiegowi odkażenia przez
        zewnętrzną firmę, świadczącą tego typu usługi. Wielkopolski komendant
        wojewódzki policji kieruje na miejsce zdarzenia swego zastępcę wraz z
        negocjatorem. ,,Nie musimy być zdezynfekowani, bo jesteśmy na obrzeżach
        zakładu. Od zakładu dzieli nas pół kilometra'' - utrzymuje, wbrew prawdzie, w
        telefonicznej relacji dla TVN24 Sylwia Gadomska.

        Późnym wieczorem, dzięki mediacjom wielkopolskiego komendanta wojewódzkiego
        policji z głównym lekarzem weterynarii, zapada decyzja o zmianie w sposobie
        przeprowadzenia dezynfekcji poprzez umycie tylko twarzy, rąk, obuwia oraz
        pojazdu. Zgodnie z Kodeksem postępowania administracyjnego, główny lekarz
        weterynarii mógł tego dokonać jako organ wyższego rzędu w stosunku do lekarza
        szczebla powiatowego.

        - Jeśli dziennikarze przebywali w części brudnej zakładu, gdzie przyjmuje się
        surowiec, muszą poddać się dezynfekcji. Takie są procedury na całym świecie.
        Jest to bardzo prosta sprawa: umycie rąk i podeszwy butów. To kwestia
        maksymalnie minuty - objaśnia w telewizji Piotr Kołodziej, główny lekarz
        weterynarii.

        5


        Medialny show trwa w najlepsze. Piątka reporterów wie już, że od wielu godzin
        jest na ustach całej Polski. Telewizja poznańska podaje informację, iż
        zatrzymani dziennikarze są ,,upokarzani'' i że wychodząc z samochodu ,,drżą i
        nie czują się bezpiecznie''. TVN informuje, że ekipa została ,,zaaresztowana''.

        - Policja zapewnia pełne bezpieczeństwo - dementuje takie rewelacje podkom.
        Sławomir Sobański, rzecznik KPP w Pile. W celu sprostowania podawanych
        publicznie informacji, Henryk Stokłosa przygotowuje oświadczenie dla Polskiej
        Agencji Prasowej.

        Oświadczenie


        dla Polskiej Agencji Prasowej

        W związku z faktem, że we wcześniejszych relacjach PAP dotyczących rzekomego
        przetrzymywania dziennikarzy TVP w Śmiłowie pojawiło się szereg błędów i
        przeinaczeń, proszę o przekazanie opinii publicznej mojego oświadczenia w tej
        kwestii:

        W dniu 5 maja około godziny 11.00 na teren Zakładu Rolniczo-
        Przemysłowego ,,Farmutil HS'' w Śmiłowie, którego jestem właścicielem,
        wtargnęła ekipa Programu 1 TVP. Dziennikarze ci, mimo że mogli wcześniej
        poprosić o zgodę na filmowanie zakładu, nie skorzystali z tego, lecz wjechali
        polnymi drogami prowadzącymi na jego zaplecze. Zignorowali ostrzeżenie, że są
        na terenie prywatnym i wykorzystując nieuwagę jednego z pracowników, który
        zostawił otwartą barierę, dostali się na teren zakładu. Rozłożyli następnie
        sprzęt do filmowania, informując pracownik
        • Gość: Verita Re: Ponownie senator Stoklosa IP: 172.19.* / 62.161.118.* 12.05.04, 14:49
          Rozłożyli następnie sprzęt do filmowania, informując pracowników którzy ich o
          to pytali, iż są tu z kimś umówieni. Ze względu na fakt, że wtargnięcie na
          teren zakładu utylizacyjnego przetwarzającego niebezpieczne dla środowiska
          odpady naruszyło obowiązujące w nim przepisy związane z bezpieczeństwem
          sanitarnym, zostali zatrzymani przez ochronę zakładu w celu poddania się
          rutynowym zabiegom odkażającym, w szczególności chodziło o umycie rąk,
          dezynfekcję butów i kół samochodu. Niestety, członkowie ekipy odmawiali przez
          wiele godzin poddania się temu zabiegowi. Opuścili zakład, po tym, jak zgodzili
          się poddać tej procedurze. Przez cały czas nad bezpieczeństwem ekipy TVP
          czuwała policja oraz służby sanitarne zakładu.

          Tak, najkrócej ujmując, przedstawiają się fakty. W relacjach PAP były one
          przeinaczane, głównie przez członków ekipy Programu 1 TVP, którzy byli w stałym
          kontakcie telefonicznym z dziennikarzami znajdującymi się poza zakładem pracy.

          Pomijając przykłady dziennikarskiego niechlujstwa, polegające na okaleczeniu
          nazwy miejscowości oraz błędach w identyfikacji ekipy telewizyjnej (TVP3
          zamiast TVP 1), pojawiły się istotne dla przebiegu wydarzeń wiadomości
          nieprawdziwe, takie jak:

          - że dziennikarze zostali zatrzymani pół kilometra przed zakładem,

          - że służby ochronne zakładu odebrały im kasetę z nagraniami,

          - że jechali drogą publiczną i przypadkowo wtargnęli na teren zakładu,

          - że nie umożliwiono im dostępu do sanitariatów i nie proponowano pożywienia.

          Ten sposób manipulowania faktami naruszył moje dobre imię jako Senatora RP i
          polskiego biznesmena. Ekipa programu TVP urządziła sobie medialny spektakl,
          którego celem było podważenie mojej wiarygodności jako polityka i
          przedsiębiorcy. Uważam takie postępowanie za skandaliczne.

          Z wyrazami szacunku:

          Henryk Stokłosa

          Senator RP

          Wygląda na to, że im większy szum w mediach, tym reporterom TVP1 mniej pilno do
          poddania się dezynfekcji. Późnym wieczorem - już po informacji o złagodzeniu
          procedury dezynfekcji przez głównego lekarza weterynarii - Sylwia Gadomska niby
          to zapewnia telewidzów: ,,Chcemy stąd wyjechać'', jednocześnie w kwestii
          odkażenia oznajmia: ,,Na razie się na to nie zgadzamy''.


          W tym czasie gościem studia w Warszawie jest prezes TVP Jan Dworak. - Czy
          dziennikarze powinni się zgodzić na te warunki? - pyta prowadzący program. -
          Jeśli są to czynności nie upokarzające, to mogliby na to przystać - odpowiada
          prezes TVP.

          Po drugiej stronie łączy, w Śmiłowie, Beata Krzeszewska, zastępca komendanta
          pilskiej policji, wyjaśnia: - Dziennikarze powinni umyć dłonie, ręce, obuwie,
          auto musi przejechać przez kanał.

          Prezes Dworak: - Czy policja jest w stanie zagwarantować, że te dziwaczne
          czynności...

          Komisarz Krzeszewska: - ... przepraszam bardzo, ale to nie są ,,dziwaczne
          czynności''. Taki jest wymóg. Ja także poddam się dezynfekcji.

          Kwadrans przed północą dziennikarze zgadzają się na przeprowadzenie
          dezynfekcji. Razem z nimi odkażeniu poddają się policjanci chroniący ekipę
          telewizyjną.

          O północy przed sklepem w centrum Śmiłowa odbywa się coś w rodzaju konferencji
          prasowej. Wcześniej wóz TVP1 na chwilę zatrzymuje się przy drodze wyjazdowej
          z ,,Farmutilu'' - ktoś z ekipy telewizyjnej pokazuje pracownikowi zakładu
          znak ,,fuck you''. Zaraz potem w świetle kamer Sylwia Gadomska uskarża się na
          trzynastogodzinne przetrzymywanie bez jedzenia i picia, a także - jak twierdzi -
          przez wiele godzin bez dostępu do toalety. Na pytanie, czy ekipa zdołała coś
          utrwalić na taśmie, odpowiada: - Tajemnica dziennikarska.

          Wcześniej, w zeznaniach dla policji, podała, że jej ludzie nie zdążyli niczego
          sfilmować.

          6


          6 maja na godzinę 10. Henryk Stokłosa zwołuje konferencję prasową. W
          oświadczeniu, które przedstawia na wstępie, odnosi się do zajścia z
          poprzedniego dnia. ,,Dotychczas moja współpraca z dziennikarzami układała się
          poprawnie - do nikogo nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń. Dlatego jesteśmy mocno
          zaskoczeni tym, co nas wczoraj spotkało. Dziennikarze z pierwszego programu
          telewizji publicznej wjechali na teren zakładu od tyłu - drogą zakładową,
          prywatną, przekraczając jeden szlaban, gdzie wyraźnie jest napisane: wstęp
          wzbroniony. Następnie przejechali dalej i schowali się w małym lasku. Chwilę
          później tą samą drogą jechał mój pracownik, otworzył szlaban, z czego
          skorzystali dziennikarze, wjeżdżając na teren zakładu bez żadnego pozwolenia.
          Nie pytając nikogo o zgodę, zaczęli filmować. Zapytani później, co robią,
          stwierdzili, że czekają na spotkanie z pracownikiem, nie umieli jednak
          odpowiedzieć z kim''.

          Stokłosa wyjaśnia, że w zakładzie utylizacyjnym ze względu na jego specyfikę
          obowiązują ścisłe rygory sanitarne, związane z wprowadzeniem systemów HACCP i
          ISO. - Procedura określa jednoznacznie, że osoby, które wjechały na teren
          zakładu i znalazły się w jego brudnej części, muszą się poddać określonym
          restrykcjom sanitarnym. Gdyby dziennikarze podporządkowali się poleceniom
          naszych pracowników i zdezynfekowali ręce, buty i koła, wówczas mogliby
          natychmiast opuścić nasz teren - zapewnia senator.

          Marek Barabasz, pełnomocnik ds. zarządzania jakością: Gdy dowiedziałem się, że
          dziennikarze znaleźli się w strefie zakaźnej zakładu utylizacyjnego,
          zaproponowałem im - zgodnie z obowiązującymi przepisami - poddanie się
          dezynfekcji. Niestety, zdecydowanie odmówili, uznając, że jest to dla nich
          poniżające. Takie zachowanie było dla nas niezrozumiałe tym bardziej, że
          poinformowaliśmy ekipę, iż niezwłocznie po przeprowadzeniu dezynfekcji będzie
          mogła opuścić teren firmy. Dopiero po kilkunastogodzinnych negocjacjach ekipa
          telewizji w asyście policji zdecydowała się poddać dezynfekcji. Czynności
          polegające na umyciu rąk, twarzy, przejściu przez nieckę dezynfekcyjną oraz
          spryskaniu kół samochodu roztworem sody kaustycznej trwały nie więcej niż 3
          minuty.


          Zakład nasz funkcjonuje zgodnie z procedurami systemów HACCP oraz ISO 9001,
          ponosi więc odpowiedzialność za bezpieczeństwo zdrowotne wszystkich osób
          przebywających w strefie produkcyjnej, nawet tych, które znalazły się tam
          nielegalnie, bez zgody właściciela lub osoby pełniącej jego obowiązki.
          Nieprzestrzeganie rygorów sanitarnych grozi surowymi sankcjami, wstrzymaniem
          produkcji, a nawet zamknięciem zakładu. Nie możemy zatem pozwolić sobie nawet
          na najmniejsze odstępstwo w tym zakresie. Z uwagi na to do momentu przybycia na
          miejsce policji byliśmy zmuszeni zabezpieczyć dodatkowo wszystkie bramy
          wyjazdowe. Dodam, że nasze decyzje skonsultowaliśmy z powiatowym lekarzem
          weterynarii.

          - Dziennikarze - kontynuuje podczas konferencji Henryk Stokłosa - straszyli
          moich pracowników prawem prasowym, twierdząc, że mają prawo wjeżdżać na zakład.
          Pytam więc, od kiedy na teren prywatny można wjeżdżać bez uzgodnienia tego z
          właścicielem? Jest to świadoma manipulacja, by poniżyć mnie jako senatora
          Rzeczypospolitej Polskiej w oczach moich pracowników i wyborców. Jest mi
          przykro, że takich manipulacji dokonał I program telewizji publicznej, opłacany
          z abonamentu społeczeństwa.


          Gadomska: - Jesteśmy wolnymi mediami. Praca ekipy reporterskiej polega na tym,
          żeby pokazywać prawdę.

          Stokłosa: - Rzeczywiście, powinna pani rzetelnie informować społeczeństwo.
          Gdyby pani chciała uzyskać rzetelne informacje, powinna przekroczyć główną
          bramę zakładu i udać się do właściciela. Wtedy zostałaby pani oprowadzona po
          całym zakładzie. A ponieważ pani samowolnie najechała na zakład, bocznym
          wejściem, i znalazła się pani w strefie skażonej, dlatego musiała pani przejść
          obowiązkową dezynfekcję.

          O godzinie 18.05 rozpoczyna się program ,,Na żywo'', poświęcony budowie nowego
          zakładu utylizacyjnego. Prowadzący audycję Tomasz Czeczótko insynuuje, że
          licznie przybyli na nagranie pracownicy zakładów Henryka Stokłosy nie są tu z
          własnej woli, lecz zwieziono ich pod presją a
          • Gość: verita Re: Ponownie senator Stoklosa IP: 172.19.* / 62.161.118.* 12.05.04, 14:51
            O godzinie 18.05 rozpoczyna się program ,,Na żywo'', poświęcony budowie nowego
            zakładu utylizacyjnego. Prowadzący audycję Tomasz Czeczótko insynuuje, że
            licznie przybyli na nagranie pracownicy zakładów Henryka Stokłosy nie są tu z
            własnej woli, lecz zwieziono ich pod presją autokarami. Odpowiadają mu gwizdy.
            Podobnych w wydźwięku sugestii jest więcej - Czeczótko sugeruje na przykład, że
            zadłużenie gminy Kaczory ma związek z firmą senatora. Światełko kamery
            przyciąga dawno niewidziane twarze. Jako ,,ekolog'', walczący o czystość
            środowiska, przedstawia się Piotr Trznadel - ongiś samozwańczy wiceszef
            wielkopolskiej ,,Samoobrony'', zlicytowany za długi, nie tak dawno temu pacjent
            oddziału psychiatrycznego.

            Tomasz Pępkowski ze Świątnik Górnych koło Krakowa: - Piotra Trznadla poznałem z
            początkiem 1999 roku w okresie protestów chłopskich w Wielkopolsce. Przebywał
            on wówczas w Wielkopolskim Urzędzie Wojewódzkim, gdzie miał do dyspozycji
            własny gabinet i oficera łącznikowego UOP, który kontaktował go z ówczesnym
            premierem. Jego zadaniem była walka z ,,Samoobroną''. Między innymi próbował
            mnie i moich kolegów namówić do tego, byśmy podjęli się czegoś w roli
            łamistrajków. Do dziś dysponuję dokumentami to potwierdzającymi. Andrzej Lepper
            szybko się na nim poznał i wyrzucił go z ,,Samoobrony''.


            (Mimo to Piotr Trznadel nadal podawał się za działacza ,,Samoobrony'' i oszukał
            w ten sposób także redakcję TN i Radia 100, które przeprowadziły z nim wywiad
            jako wiceprzewodniczącym ,,Samoobrony'' w Wielkopolsce. Potem działał w innych
            organizacjach chłopskich, a nawet ubiegał się o mandat parlamentarny.
            Wielokrotnie próbował uzyskać wsparcie finansowe u senatora Stokłosy. W jego
            przeistoczenie się w działacza ekologicznego trudno więc uwierzyć - dop. od
            redakcji).

            W dyskusji ,,Na żywo'' powraca sprawa incydentu z poprzedniego dnia. Sylwia
            Gadomska nadal utrzymuje, iż nie zauważyła, że droga, którą jechała ekipa TVP1,
            prowadzi na teren fabryki.


            Tego dnia w mediach o Śmiłowie nadal głośno. Polsat reklamuje swój
            materiał: ,,Tylko u nas cała prawda o zakładach senatora''. Ilustruje go
            wymieszanymi na przemian zdjęciami ze Śmiłowa i zakładu w Osieku koło
            Oświęcimia. Efekt jest taki, że co innego pokazywane jest na ekranie, a co
            innego przekazywane jest w warstwie komentatorskiej. Inna stacja powraca do
            sprawy pracowników, którzy kilka lat temu zostali przyłapani na kradzieży
            mienia ,,Farmutilu''. Robi z nich pozytywnych bohaterów.

            7


            7 maja ,,Super Express'' publikuje na pierwszej stronie szkalujący materiał, w
            którym zarzuca komendantowi powiatowemu policji, iż pozostaje na usługach
            Stokłosy. ,,Decyzję o tym, że dziennikarze powinni poddać się dezynfekcji,
            podjął powiatowy lekarz weterynarii, pan Jan Hartliński. Dziennikarze nie
            chcieli tego zrobić i stąd powstała patowa sytuacja'' - tłumaczy Mirosław
            Wegner. Materiał zilustrowany jest rysunkiem, w którym komendant przedstawiony
            jest jako pies na smyczy. Smycz trzyma Stokłosa.

            Tego samego dnia w południe w Zakładzie Utylizacyjnym ZRP ,,Farmutil HS'' w
            Śmiłowie przeprowadzona zostaje kontrola sanitarna. Jej powodem jest podana w
            programie ,,Na żywo'' informacja o jakoby walających się wzdłuż ogrodzenia
            odpadach pochodzenia zwierzęcego. Komisja pod przewodnictwem powiatowego
            lekarza weterynarii obchodzi cały teren zakładu, który w przeważającej części
            graniczy z lasem. W sąsiedztwie ogrodzenia stwierdza jedynie opadłe jesienią
            liście, poprzerastane świeżą trawą. Na ziemi nie ma najmniejszych śladów
            wskazujących na usuwanie czegokolwiek w obrębie ogrodzenia. Na okoliczność
            kontroli zostaje sporządzony 31-minutowy materiał filmowy oraz dokumentacja
            fotograficzna. Tego samego dnia o godzinie 15. powiatowy lekarz weterynarii
            lustruje w tym samym celu zakładowe wysypisko śmieci, zlokalizowane na terenie
            miejscowości Jeziorki. Nie stwierdza na nim żadnych śladów odpadów pochodzenia
            zwierzęcego. Wyniki lustracji ponownie dokumentuje materiał filmowy i
            fotograficzny.

            Fragmenty protokołów z kontroli sanitarnej przeprowadzonej w Śmiłowie w dniu 7
            maja br. przez powiatowego lekarza weterynarii


            (Śmiłowo, 07.05.2004. godz. 12.00) Kontrola została przeprowadzona na
            okoliczność informacji, jaką podała telewizja publiczna w dniu 6 maja - jakoby
            wzdłuż ogrodzenia Zakładu Utylizacyjnego ZRP ,,Farmutil HS'' w Śmiłowie miały
            być porozrzucane odpady pochodzenia zwierzęcego. Powiatowy lekarz weterynarii w
            Pile wspólnie z komisją składającą się z dyrektora Mikołaja Soczywki,
            kierownika Piotra Byczkowskiego, fotografa Przemysława Janickiego i operatora
            kamery Zbigniewa Tomczaka, obszedł cały teren zakładu, który w przeważającej
            części graniczy z lasem. Na ziemi wzdłuż całego ogrodzenia stwierdzono jedynie
            naturalnie opadłe suche liście, gałązki poprzerastane świeżą trawą. Na ziemi
            nie było żadnych śladów, które mogłyby wskazywać na usuwanie czegokolwiek z
            ziemi wzdłuż ogrodzenia. Na okoliczność tej kontroli sporządzono materiał
            filmowy (czas nagrania 31 minut) i materiał fotograficzny.

            ***


            (Śmiłowo, 07.05.2004. godz. 15.00) Powiatowy lekarz weterynarii w Pile w dniu
            dzisiejszym nie stwierdził odpadów pochodzenia zwierzęcego wzdłuż ogrodzenia
            Zakładu Utylizacyjnego ZRP ,,Farmutil HS'' w Śmiłowie, o czym poinformowała
            telewizja publiczna w dniu wczorajszym. Z uwagi na podejrzenia PLW w Pile w
            obawie, czy nie pomylono zakładu utylizacji z wysypiskiem śmieci, postanowił
            dokonać oględzin wysypiska śmieci ZRP ,,Farmutil HS'' w Śmiłowie, które jest
            zlokalizowane na terenie miejscowości Jeziorki. Ponieważ nadzór nad wysypiskiem
            śmieci do kompetencji Inspekcji Weterynaryjnej nie należy, zwróciłem się do
            dyrekcji w/w przedsiębiorstwa o zgodę na wstęp na teren tego wysypiska - którą
            to uzyskałem. W trakcie dokonanych oględzin wysypiska, odpadów pochodzenia
            zwierzęcego na jego terenie nie stwierdziłem. Oględzin dokonałem w obecności
            kierownika Ochrony Środowiska i Oczyszczalni Ścieków ZRP ,,Farmutil HS'',
            dyrektora zakładu Mikołaja Soczywki, fotografa Przemysława Janickiego i
            operatora kamery Zbigniewa Tomczaka. Na okoliczność tych oględzin sporządzono
            materiał filmowy, którego czas nagrania wyniósł ok. 5 minut oraz sporządzono
            materiał fotograficzny.

            Podanej dzień wcześniej nieprawdziwej informacji o porozrzucanych odpadach
            zwierzęcych nikt już nie prostuje. Media mają nowy news: w Iraku ginie
            korespondent wojenny Waldemar Milewicz.


            Nazajutrz ,,Super Express'' zamieści na pierwszej stronie zbliżenie zabitego
            reportera. ,,Jest nam za was wstyd!'' - zawołają zgodnym chórem pozostałe
            media.

            Mariusz Szalbierz

            Współpraca: Andrzej Krojec,

            Kaja Kunicka, Jerzy Utkin
            • Gość: verita Re: Ponownie senator Stoklosa IP: 172.19.* / 62.161.118.* 12.05.04, 14:52
              Osobom z zewnątrz starano się incydent w Śmiłowie przedstawiać jako dramat
              uwięzionych dziennikarzy, a tymczasem była to


              Zwykła farsa

              Rozmowa z Anną Stokłosą, właścicielką ZRP ,,FARMUTIL'' w Śmiłowie.

              W jakich okolicznościach znalazła się Pani na miejscu zdarzenia?

              - W tym dniu od rana byłam poza Śmiłowem. Około godziny jedenastej zadzwonił do
              mnie mąż i poinformował o incydencie. Ponieważ przebywał w znacznej odległości
              od firmy, poprosił, bym na miejscu zorientowała się, co naprawdę się wydarzyło.
              Przyjechałam na teren firmy i przy zakładzie utylizacyjnym zauważyłam samochód
              ze znakami TVP. Wokół niego zebrała się grupa osób. Byli to pracownicy oraz
              pięcioro nie znanych mi osób. Nie posiadali żadnych identyfikatorów. Gdy
              przedstawili się jako dziennikarze TVP, poinformowałam ich, że znajdują się na
              terenie prywatnym, wewnątrz zakładu utylizacyjnego, gdzie obowiązują surowe
              reżimy sanitarne. Bez względu na to, w jaki sposób i w jakim celu się tu
              znaleźli, czeka więc ich dezynfekcja. Jest to obowiązek wynikający nie z dobrej
              czy złej woli właściciela, lecz z przepisów obowiązujących we wszystkich
              państwach Unii Europejskiej. Zasady te nie zostały stworzone, by komukolwiek
              dokuczyć, lecz po to, aby zachować maksymalne środki bezpieczeństwa. Dotyczą
              one nie tylko nieproszonych gości, ale wszystkich pracowników oraz inne osoby,
              które znajdą się w tej strefie sanitarnej naszej firmy.

              Jak dziennikarze zareagowali na Pani słowa?

              - Od początku byli agresywni i aroganccy. Zwłaszcza kierująca nimi kobieta,
              która czuła się bardzo pewnie, straszyła mnie prawem prasowym i innymi
              sankcjami. Nie ustępował jej jeden z kolegów, którego zapamiętałam głównie ze
              względu na jego "na zero" ogoloną głowę i wyjątkowo niekulturalne zachowanie.
              Pozostali również nie przyjmowali żadnych argumentów. Wszelkie próby rozmowy
              kwitowali chamskimi odzywkami i obelgami. Z trudem to znosiłam tym bardziej, że
              cały czas oko kamery trzymali mi przy nosie, filmowali i fotografowali każdy
              mój gest, nagrywali każde słowo. Obśmiewali i prowokowali, zależało im na tym,
              aby wywołać u mnie i otaczających mnie pracowników agresję. Szukali sensacji i
              polowali na nią po to, by móc natychmiast informować o tym otaczających zakład
              dziennikarzy i podgrzewać ich nieprzychylne nam nastroje.

              Tymczasem Pani chciała ich zmusić do rozebrania się do naga. Czy to był rewanż
              za ich fatalne maniery?

              - Dezynfekcja to nie było moje widzimisię, lecz konieczność wynikająca z faktu,
              że "desantując się" w naszym zakładzie, naruszyli przepisy sanitarne.

              Czy powinni rozebrać się do naga? Tak. Dezynfekcja dotyczy całego ciała i
              polega na kąpieli pod prysznicem - oczywiście w przystosowanych do tego
              warunkach i bez obecności osób postronnych, z pełnym zachowaniem intymności i
              przy użyciu atestowanych środków czystości. Czy ktoś wyobraża sobie kąpiel w
              ubraniu? Powtarzam jeszcze raz: ta procedura dotyczy bez wyjątku wszystkich.
              Ekipa TVP wtargnęła na teren zakładu utylizacyjnego, od zaplecza firmy, łamiąc
              wszystkie obowiązujące przepisy. Przecież przy odrobinie dobrej woli i zwykłej
              ludzkiej uczciwości można było tego wszystkiego uniknąć. Wystarczyło się z nami
              skontaktować, my przydzielilibyśmy ekipie przewodnika, który informowałby o
              przepisach, dziennikarze zostaliby wyposażeni w odpowiednie obuwie i odzież
              ochronną i nie byłoby żadnego problemu. Jednak dziennikarze TVP najwyraźniej
              uznali, że prawo ich nie dotyczy. Musieli więc ponieść konsekwencje swojego
              postępowania.

              Dziennikarze skarżyli się też na to, że byli traktowani w sposób
              niehumanitarny, że między innymi nie dostali niczego do jedzenia i picia, a
              także, że nie mieli dostępu do sanitariatów. Tak było?

              - To kolejne kłamstwo. O godzinie trzynastej osobiście zaproponowałam im
              posiłek w postaci kanapek. Odmówili. Po jakimś czasie zaproponowałam napoje.
              Również odmówili. O godzinie osiemnastej była kolacja: bigos, kiełbasa,
              pieczywo, na którą dziennikarze również kilkakrotnie byli zapraszani. Tym razem
              skorzystałam z pośrednictwa policji. Odmówili po raz kolejny. Poprosili jedynie
              o możliwość skorzystania z toalety. W tym rejonie zakładu nie ma toalety, a
              nigdzie dalej dziennikarze nie chcieli się udać. W bezpośrednim sąsiedztwie
              znajduje się jedynie mieszkanie jednego z naszych pracowników, który akurat
              przebywał poza Śmiłowem. Na moje polecenie skontaktowano się z nim
              telefonicznie i poproszono o udostępnienie toalety, na co wyraził zgodę. Pani
              redaktor udała się tam w asyście policjanta.

              Czy wiedziała Pani o tym, w jaki sposób media informowały opinię publiczną o
              zatrzymaniu dziennikarzy?

              - Wiedziałam, że media okłamują opinię publiczną i było to uczucie mocno
              frustrujące, mimo że do dziennikarskiej nieuczciwości zdołałam już przywyknąć.
              Stykałam się z nią często, zwłaszcza w okresie pięciu już kampanii wyborczych
              mojego męża. Najbardziej irytujące dla mnie było poczucie bezsilności wobec
              zachowań naszych nieproszonych gości, którzy w sposób perfekcyjny mają
              opanowane socjotechniki i bardzo zręcznie potrafią manipulować ludźmi. Wszystko
              to, co się działo, było im bardzo na rękę. Stworzyli taki oto obraz: Patrzcie
              ludzie, co się dzieje. Oto rzetelni dziennikarze, którzy chcieli przedstawić
              społeczeństwu prawdę, są prześladowani przez złego senatora i jego demoniczną
              żonę. Klasyczny przykład manipulacji. To była woda na ich młyn. Wcale nie
              kryli, że są w swoim żywiole. Stworzyli sobie - także moim kosztem - prawdziwy
              medialny show. Usłyszał o nich cały kraj, mieli swoje pięć minut. Wreszcie
              zaistnieli i nie potrafili przed nami ukryć radości z tego powodu. A my nie
              mogliśmy na to nic poradzić. Przynajmniej tamtego dnia.

              A pracownicy? Jak oni reagowali na tę sytuację?

              - Jestem pełna uznania dla ich postawy. Oczywistym jest, że buntowali się
              przeciwko takiemu traktowaniu swego zakładu i swoich pracodawców. A co za tym
              idzie, ich samych. Ale zachowywali się godnie, tak w czasie incydentu na
              terenie zakładu, jak i podczas emisji programu "Na żywo". Czuliśmy ich
              solidarność, wsparcie i gotowość do obrony dobrego imienia zakładu. Razem z
              mężem jesteśmy im bardzo wdzięczni. Myślę, że podziękujemy im za to raz jeszcze
              na zakładowej majówce, która niebawem się odbędzie.

              A policjanci? Im też nieźle oberwało się za to, że nie zrobili nic, by uwolnić
              dziennikarzy.

              - Zauważyłam, że policjanci byli zażenowani sytuacją, w której się znaleźli. Są
              to przecież profesjonaliści, którzy z pewnością przydaliby się w tym czasie
              zupełnie gdzie indziej. Zachowywali powściągliwość i godny uznania obiektywizm.
              Stali konsekwentnie na straży prawa. Tymczasem musieli mediować w sprawie: czy
              pani redaktor ma umyć ręce, czy nie. Osobom z zewnątrz incydent w Śmiłowie
              starano się przedstawiać jako dramat uwięzionych, a tymczasem była to zwykła
              farsa. Wiem, że mam rację i będę tej racji broniła. Prawo w tym kraju musi
              obowiązywać wszystkich.

              Dziękuję za rozmowę.
              • Gość: verita Re: Ponownie senator Stoklosa IP: 172.19.* / 62.161.118.* 12.05.04, 14:54
                Poparcie bez przymusu

                W sobotnim artykule Gazety Poznańskiej, zatytułowanym ,,Łapanka na senatora",
                pojawiły się informacje szkalujące dobre imię pracowników ZRP "Farmutil", które
                wywołały oburzenie wśród załogi i kadry kierowniczej. Jego autorka pisze
                bowiem: "Pracownicy Farmutilu twierdzą, że poparcie dla Henryka Stokłosy w
                czasie realizacji czwartkowego programu TVP 1 zostało wyreżyserowane przez
                samego zainteresowanego. W masówce trzeba było wziąć udział pod groźbą
                zwolnienia z pracy". Autorka napisała też, że ,,całą pozytywną akcję miał
                przygotować firmowy marketing". Zgłaszający się do Gazety Poznańskiej
                pracownicy, rzekomo z obawy przed utratą pracy, mieli zastrzegać sobie
                anonimowość. Rozmawialiśmy z osobami, które były na miejscu, aby dowiedzieć
                się, jak było naprawdę. I to od tych, którzy zechcą to powiedzieć, nie wstydząc
                się podawać swego imienia i nazwiska.

                Anna Nowaczyk, dyr. ds. handlu ZRP ,,Farmutil HS'', kierująca też marketingiem:
                Marketing jest od tego, aby kreować i prezentować jak najlepszy wizerunek
                firmy. Jeżeli ktoś pisze ,,całą pozytywną akcję miał przygotować firmowy
                marketing'', to odpowiem: bo to leży w gestii marketingu i zawsze to robimy. Co
                do stosowania jakiejś presji czy przymusu wobec uczestników, to chcę
                powiedzieć, że moi pracownicy zostali o miejscu i terminie realizacji programu
                poinformowani i do uczestnictwa serdecznie zaproszeni. Żadnej presji czy
                przymusu.

                Elżbieta Niemczuk, dyr. ds. finansowych: Nikt do niczego zmuszany nie był.
                Pracownicy zostali poinformowani o tym, że w dniu 6 maja o godz. 18.05 w
                programie I TVP odbędzie się program " Na żywo" z miejscowości Śmiłowo,
                najprawdopodobniej w okolicach sklepu spożywczego i baru pani Doroty lub na
                boisku (w tym momencie nie było jeszcze wiadomo dokładnie gdzie). Poinformowano
                ich też o tym, że jeśli mają ochotę, to mogą wziąć w tym udział - ze względu na
                to, że jest to program dotyczący działalności senatora H. Stokłosy w dziedzinie
                budowy utylizacji. Wszyscy chętnie bez żadnej namowy zdecydowali, że przyjdą,
                nikt nie sprawdzał, kto przyszedł, a kto nie. Aczkolwiek ludzi było
                niesamowicie dużo.

                Mikołaj Soczywko, dyr. ds. produkcji przemysłowej: Sam osobiście starałem się
                dowiedzieć i dopytywałem, gdzie i kiedy odbędzie się spotkanie - bo chciałem na
                nim być i poprzeć Henryka Stokłosę. A moi pracownicy spontanicznie chodzili za
                mną i także dopytywali. Przyznam, że czułem się nawet trochę nieswojo, że na
                ich pytanie, gdzie i kiedy odbędzie się nagranie, w tym momencie nie znałem
                jeszcze odpowiedzi. Według mnie obecność zwolenników senatora była spontaniczna.

                Krzysztof Deresz, specjalista ds. środków transportu: My pracujemy na zmiany,
                byłem już po pracy i mogłem iść do domu, ale sam się zgłosiłem do uczestnictwa
                w programie, tak samo jak moi koledzy. Poszliśmy wszyscy, został tylko kolega,
                który akurat pracował na drugiej zmianie. Chcieliśmy w ten sposób pokazać, że
                jesteśmy zwolennikami senatora Henryka Stokłosy i jego działalności
                gospodarczej.

                Jacek Sikorski, brygadzista zakładu utylizacji: Sami tam poszliśmy, nikt nas
                nie zmuszał. Nawet nie pamiętam, skąd się dowiedziałem o tym programie. Po
                prostu mówiło się o tym w zakładzie. Sami umawialiśmy się na to spotkanie. Na
                pewno nikt nie był zmuszony.

                Piotr Byczkowski, kierownik zakładu utylizacji: O nagraniu dowiedziałem się z
                telewizji, a może nawet wcześniej z radia. Z początku była mowa o zebraniu w
                okolicach baru ,,U Doroty''. Chciałem tam pójść i poszedłem, bo byłem ciekaw
                tego programu, a poza tym chciałem stanąć po stronie zakładu. Pracownicy też
                pytali mnie o program, wytłumaczyłem im, o co chodzi, ale bez żadnego
                namawiania.

                Jarosław Jachowski, pracownik działu pakowania wędlin i wędzonek Zakładów
                Mięsnych w Śmiłowie: O tym, że ze Śmiłowa będzie prowadzony program "Na żywo",
                dowiedziałem się rano z radia. Rozmawiałem o tym z kolegami z pracy i nikt nie
                miał wątpliwości, że tam pójdziemy. Nie trzeba było nikogo namawiać, a co
                dopiero straszyć czy przymuszać.

                ***

                W tym samym sobotnim numerze "Gazety Poznańskiej" ukazała się informacja,
                jakoby senator Henryk Stokłosa zmuszał swoich pracowników do podpisywania list
                wyborczych posłanki Socjaldemokracji Polskiej Sylwii Pusz jako kandydatki do
                Parlamentu Europejskiego. Osoby, które złożyły swoje podpisy na listach,
                zaprzeczają tym doniesieniom, twierdząc, że uczyniły to zupełnie dobrowolnie.

                Dyrektor biura senatora Stokłosy Andrzej Krojec oświadczył, iż jest nieprawdą,
                że pracownicy byli zmuszani do podpisywania list wyborczych posłanki Sylwii
                Pusz.

                - Rzeczywiście parlamentarzystka SdPl zgłosiła się do senatora Henryka Stokłosy
                z prośbą o kolportowanie na terenie zakładu "Farmutil HS" w Śmiłowie swoich
                list wyborczych. Listy te zostały przekazane do poszczególnych zakładów i
                każdy, kto chciał się na nie wpisać, mógł to uczynić - i podkreślam - uczynić
                zupełnie dobrowolnie. Efekt tych działań był jednak niewielki, bo w całej
                firmie zatrudniającej kilka tysięcy osób zebrano ponad 100 podpisów -
                oświadczył Andrzej Krojec.

                Dyrektor biura senatora Stokłosy dodał również, że w poprzednich kampaniach
                wyborczych do parlamentu RP każdy komitet wyborczy, który zwrócił się z prośbą
                do senatora o kolportowanie na terenie jego zakładu swoich list wyborczych,
                takie przyzwolenie uzyskał.

                Informacji, którą opublikowała "Gazeta Poznańska", zaprzeczają także
                pracownicy "Farmutilu", którzy złożyli podpisy na listach posłanki SdPl.

                Marek Barabasz, sympatyk Socjaldemokracji Polskiej, pełnomocnik do spraw
                zarządzania jakością: Owszem, potwierdzam, że na terenie zakładu były
                udostępnione listy wyborcze kandydującej do Parlamentu Europejskiego posłanki
                SdPl Sylwii Pusz, sam zresztą podpisałem się pod taką listą, bo jestem
                sympatykiem tej partii. Absolutnie jednak zaprzeczam pogłoskom, które pojawiły
                się na łamach "Gazety Poznańskiej", że pracownicy byli zmuszani do składania
                takich podpisów. Jest to nieprawda. Każdy, kto chciał, podpisywał się
                dobrowolnie.

                Piotr Ostrowski, referent do spraw środków transportu: Każdy ma wolne prawo
                wyboru tego, gdzie się chce uczyć, pracować czy też na kogo głosować. Popieram
                SdPl, dlatego gdy pojawiła się możliwość złożenia podpisu pod listą jednej z
                kandydatek tej partii, chętnie złożyłem na niej swój podpis. Nikt mnie do tego
                nie zmuszał, zrobiłem to z własnej woli.

                Jarosław Kozłowski, dyspozytor: Złożyłem swój podpis na jej liście, gdyż
                uważam, że Sylwia Pusz to dobra kandydatka do Parlamentu Europejskiego.
                Poparłem ją dobrowolnie.

                Dariusz Krupa, pracownik zakładu od 12 lat: Popieram SdPl i posłankę Sylwię
                Pusz. Ma dobry program, a poza tym, chciałbym, aby do Parlamentu Europejskiego
                wszedł ktoś z Wielkopolski. Insynuacje, że ktoś zmuszał nas do składania
                podpisów, to kompletna bzdura.

                Na podstawie informacji

                przygotowanej dla Radia "100" Monika Czemko i Marek Michalak
    • kicior99 Re: Ponownie senator Stoklosa 13.05.04, 19:09
      my tutaj uwaamy te gazete za megaszmate
      • Gość: ??? Proponowano jedzenie - przed dezynfekcja ? IP: *.proxy.aol.com 13.05.04, 19:50
        Tak bardzo upieraja sie z dezynfekcja a proponowano dziennikarzom jedzenie
        przed dezynfekcja? Chcieli wiec dziennikarzy podtruc czy dezynfekcja to pic
        na wode?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka