basia.basia
25.05.04, 13:42
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040525/publicystyka/publicystyka_a_3.html
fragment:
Przeciwnicy okręgów jednomandatowych często powtarzają, że jeśli każdy poseł
będzie wybierany z innego okręgu wyborczego, to nie będzie możliwe stworzenie
rządu. Doświadczenia innych państw, w których kiedyś była partyjna ordynacja
wyborcza (taka jak w Polsce dziś), a teraz wybiera się posłów w
jednomandatowych okręgach wyborczych, wskazują zupełnie coś innego. Rządy we
Francji przed wprowadzeniem okręgów jednomandatowych przez generała de
Gaulle'a zmieniały się bardzo często. Tak samo było we Włoszech do czasu
zmiany ordynacji. Okręgi jednomandatowe z zasady prowadzą do dwupartyjności,
skupiając z jednej strony ludzi, którzy uważają, że człowiek powinien sam
decydować o swoim życiu, a rola państwa powinna być ograniczona (Partia
Konserwatywna w Wielkiej Brytanii, Partia Republikańska w USA, blok partyjny
prezydenta Chiraca we Francji), a z drugiej strony ludzi, którzy uważają
wprost przeciwnie (Partia Pracy w Wielkiej Brytanii, Partia Demokratyczna w
USA, Partia Socjalistyczna we Francji). Partie polityczne są podstawą każdej
demokracji. Jednomandatowe okręgi zmuszają je do wystawiania do weryfikacji
wyborczej swoich najlepszych członków, a zasada "mierny, ale wierny baronowi
partyjnemu" przestaje obowiązywać. To jedynie wyborcy decydują, kto jest
godny sprawowania mandatu posła czy radnego.
Jeśli nie zmienimy sposobu wybierania naszych przedstawicieli, Polska nadal
będzie chorym członkiem europejskiej rodziny, a normalny obywatel
Rzeczypospolitej nadal będzie tłumaczył swojemu znajomemu z Francji czy
Wielkiej Brytanii, że Polska tak wygląda, był bowiem u nas Stalin i Hitler.