Dodaj do ulubionych

PROTEST LUTRA

IP: *.pse.pl 13.03.02, 16:07
ks. Mieczysław Maliński.
"Wierzyć w Chrystusa".

Protest Lutra.
--------------
Zachowałem w pamięci rozmowę z przypadkowo
spotkanym pastorem protestanckim, który patrząc
na ludzi wychodzących w niedzielę z kościoła,
powiedział do mnie: "To jest wasza przewaga.
Wy nauczyliście swoich wiernych chodzić
na Mszę świetą w niedzielę, a nasze kościoły
są puste".
Tak, to prawda. Ale w tym powiedzeniu kryje się
istotna różnica pomiedzy katolicyzmem a kościołami
reformowanymi. Bo w gruncie rzeczy herezja Lutra,
a także innych reformatorów tego czasu, dotyczyła
przede wszystkim instytucji Kościoła.
Spróbujmy tę rzecz pokazać w samych założeniach.
Kościół jest społecznością ludzi wierzących w
Chrystusa. Podstawą i punktem wyjścia dla tej
społeczności jest Pismo święte. Nowy Testament
został spisany przez tych, którzy byli
autentycznymi świadkami pierwszej gminy.
Ale od samego początku w społeczności wiernych
panowało najgłębsze przekonanie, że po to, aby
być na co dzień prawdziwym naśladowcą Chrystusa,
należy się wspólnie spotykać, by świętować Jego
pamięć w obrzędzie Łamania Chleba. Ten akcent
konieczności uczestniczenia w świętowaniu pamięci
Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa zawarty
jest w Jego nakazie wypowiedzianym w czasie
Ostatniej Wieczerzy: "To czyńcie na moją pamiątkę".
Chrześcijanie nie rezygnowali z tego mimo
niebezpieczeństw, jakie spotkania eucharystyczne
niosły, co miało miejsce w czasie prześladowania
chrześcijan w pierwszych trzech wiekach, kiedy
zebrania te umożliwiały władzom rzymskim
stwierdzenie, kto jest chrześcijaninem,
i dokonanie aresztowań.
Ta świadomość konieczności uczestniczenia w
niedzielnej Mszy świętej znalazła w czasach
karolińskich kształt nakazu pod groźbą grzechu.
I to jest bardzo ważny i charakterystyczny akcent:
nakaz. A więc chociaż ci się nie chce, chociaż
"nie widzisz potrzeby", to w imię posłuszeństwa,
pod grozą, że oddalisz się ze społeczności
wierzących, musisz przychodzić w niedzielę na
Mszę świętą.

Oprócz tych centralnych środków uświęcania się,
do jakich Kościół zobowiązał wiernych, były
również inne formy. Tu wymienić należy przede
wszystkim obowiązek - pod grzechem - postu
(post - albo tylko w sensie powstrzymywania się
od mięsa, albo w sensie ograniczenia ilości
spożywanego pokarmu: posiłek trzy razy dziennie,
w tym tylko jeden posiłek do sytości)
w oznaczone dni roku.
Należy również wspomnieć o obowiązku, także pod
grzechem, modlitwy. Znowu zwracamy uwagę na to
sformułowanie "pod grzechem". To znaczy: jeśli
rezygnujesz z modlitwy, przynosisz sobie szkodę,
odsuwając od siebie podstawowy środek, który ma
ci dopomoć do intensywnego życia chrześcijańskiego.
Pozbawiwszy się go, możesz dojść do obojętności
i popaść w życie nieuczciwe. Tracisz łączność
z Bogiem.
Niezależnie od tego rodzaju nakazów "pod grzechem"
stosowano też inne sposoby nacisku na wiernych,
by wykonywali "uczynki zbawienne". Były nimi
odpusty - darowanie kar czyśćcowych - np. za
odmówienie różańca, za uczestnictwo w pielgrzymce
czy nabożeństwie itp.
Gdy patrzymy w ten sposób na to zagadnienie,
wszystko jest logiczne. Trzeba jednak widzieć
niebezpieczeństwo, jakie kryje się w instytucjach
religijnych. Każdy powtórzony czyn, słowo, ceremonia,
śpiew, gest wyrastający z autentycznego przeżycia
daje możność powrotu do tamtego przeżycia. Ale nie
musi wywoływać tego przeżycia. Zależy to od naszej
dobrej woli. Każda modlitwa, pieśń, gest, ceremonie
liturgiczne łącznie z Mszą świetą, które wyrosły
z autentycznego przeżycia religijnego, przez nas
powtórzone stwarzają tylko możliwość wzbudzenia
w nas tego przeżycia na nowo. Ale nie w sposób
automatyczny, lecz przy naszej świadomej wpółpracy,
naszej dobrej woli. W tym akcie musi się
niedwuznacznie zamykać świadomość, że ta uroczystość,
nawet najświętsza, stanowi przygotowanie i pomoc
do życia na co dzień.
Istnieje niebezpieczeństwo przesunięcia akcentu,
a nawet zafałszowania i wypaczenia. Po prostu
zatrzymania się na instytucji religijnej, funkcji
liturgicznej - a więc na członie pośrednim - bez
dotarcia do istoty rzeczy. Pozostanie obowiązek,
poczucie, że "należy uczestniczyć we Mszy świetej"
czy też "zachowywać post", a już nie dojdzie do
przejścia tego przęsła i zrozumienia "po co".
Bo przeciw temu jeży sie nasze lenistwo i bezwład.
Bo w nas istnieje ciągły opór przeciwko
bezinteresowności, bo to jest sprzeczne z
krótkowzrocznie pojętym interesem, z naszym egoizmem.
Inaczej mówiąc: wciąż istnieje niebezpieczeństwo,
że natąpi przerost instytucji religijnych z
niekorzyścią
dla życia codziennego. Może stać sie tak,że wierni
wciąż
będą siedzieli w kościele, a życie codzienne będzie
zaniedbane, albo też, co nie jest jednoznaczne z
pierwszym, że w samych instytucjach świątecznych ujrzą
cel istotny i całą służbę Bożą ograniczą do nich.
I tak dojdzie do jakiegoś rytualizmu, stojącego na
granicy albo czasem już będącego zabobonem i magią
- co moglibyśmy stwierdzić niejednokrotnie w tamtych
czasach, np. w kulcie świętych i ich relikwii.
- To, co miało być środkiem, stanie się celem.
Z kolei trzeba przypomnieć, że społeczność wierzących
w Chrystusa przybrała organizacyjny kształt Kościoła.
Tak jak każda dojrzała społeczność ludzka, tak i
Kościół nie stanowi jakiejś anarchicznej bandy, ale
społeczność, na której czele stoją ludzie
odpowiedzialni za nią.
Powiedzmy bardziej konkretnie: odpowiedzialni za
przekaz, który ta społeczność otrzymała od swojego
Założyciela, i z kolei, starający się w pełnym tego
słowa znaczeniu wprowadzać go w życie swoje i tych,
którzy się wokół nich zgromadzili. Ci, których
określamy mianem hierarchii kościelnej, stoją na straży
tego, aby była zachowana pamięć o Jezusie. To po
pierwsze, a po drugie: aby ta pamięć była nieskażona,
aby obraz Jezusa nie był fałszywy.
Ale z czasem, z powodu najróżniejszych zadań, jakich
musieli się podejmować duchowni parafialni i zakonni,
a i z powodów czysto egoistycznych, doszło nie tylko
do materialnej potęgi i wysokiej pozycji duchowieństwa
w dziedzinie polityki wewnętrznej państwa, lecz do ich
-
częściowego przynajmniej - uniezależnienia się od
funkcji religijnych w ogóle lub do traktowania tych
spraw jako środka do innych, świeckich celów.
I tak ci, którzy mieli być "sługami" - zgodnie
z poleceniem Jezusa - stali się niejednokrotnie panami,
książętami, wielmożami.
To wszystko widział Marcin Luter.

c.d.n.










Obserwuj wątek
    • Gość: Dzik Re: PROTEST LUTRA - ciąg dalszy tekstu IP: *.pse.pl 13.03.02, 16:11
      M.Maliński
      "Protest Lutra"
      c.d.

      To wszystko widział Marcin Luter.

      Był księdzem, zakonnikiem (augustianin), uczonym
      i profesorem; człowiekiem o psychice bardzo
      skomplikowanej.
      Stanął przed ogromną piramidą instytucji, które
      funkcjonowały po części tylko dla siebie. Za jedyne
      wyjście uznał ich odrzucenie, ponieważ - tak uważał -
      wszystkie one są przeszkodą na drodze do autentycznej
      wiary w Chrystusa. Trzeba - tak głosił - Chrystusowi
      bezgranicznie zaufać. Na tej drodze wystarczającą
      pomocą jest Pismo święte.
      Tym co ostatecznie skłoniło Lutra do ujawnienia swoich
      przekonań, była akcja odpustów. Papież Leon X ogłosił
      w roku 1514, że wszyscy, którzy - obok wypełnienia
      zwykłych, duchowych warunków - złożą ofiarę, pieniężną
      na budowę Bazyliki św. Piotra w Rzymie, otrzymają
      odpusty.
      Komisarzem tej akcji został mianowany książę Albrecht
      Brandenburski, metropolita w Moguncji, człowiek mający
      fatalną reputację, który część pieniędzy z tej imprezy
      zastrzegł dla siebie. Gdy kaznodzieja odpustowy
      Jan Tetzel, dominikanin, zbliżył się do Wittenbergi,
      przedstawiając w swych kazaniach w drastyczny sposób
      rolę czynnika pieniężnego, Luter nie wytrzymał
      i na Wszystkich Świętych 1517 roku ogłosił swoje 95
      tez.
      Były to quaestiones disputatae. Stanowiły zaproszenie
      do dyskusji; tematem ich wszystkich były odpusty,
      ale ponieważ starał się iść możliwie głęboko, poruszył
      szereg istotnych spraw religii chrześcijańskiej.
      Jego hasłem jest "sama wiara": tylko wiara może nas
      zbawić, już nawet nie uczynki. Nawet uczynki są
      podejrzane, bo mogą być obłudne, interesowne. W imię
      prawdziwej wiary Luter odrzucił sakramenty, oprócz
      Chrztu i Eucharystii. Zresztą Eucharystii nie rozumiał.
      Nie wyszedł poza ciasne scholastyczne sformułowania.
      Nie ujmował Mszy św. jako uobecnienia Męki, Śmierci
      i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa - tak jak podawali
      starożytni pisarze chrześcjaństwa. Stąd wynikało wiele
      nieporozumień. Oprócz tego odrzucił śluby zakonne,
      celibat księży i całą hierarchię z papieżem na czele
      - bo po prostu to wszystko jest nieważne: zbawieni
      będziemy przez wiarę. Powoływał się, jak twierdził,
      nie na nowe hasła, nie chciał być nowatorem, ale tym,
      który nawiązuje do najautentyczniejszych dawnych
      tradycji, sądził, że powołuje się na starożytny
      Kościół.
      Jak ocenić naukę Lutra?
      Gdybyśmy chcieli przyjrzeć się bliżej jego założeniom,
      to musilibyśmy powiedzieć, że wyszedł on z prawd
      ewangelicznych - że tylko wiara może nas zbawić. Ale
      je zubożył. Bo Kościół uczy, że musi to być wiara żywa:
      wiara, która legitymuje się życiem uczciwym, czynami
      bezinteresownymi - z wiary jak z kwiatu wyrastać mają
      owoce: czyny.
      A po drugie, Kościół uczy, że instytucje religijne
      są potrzebne, choć mają wartość służebną. Mają służyć
      w tym celu, abyśmy mogli głębiej wierzyć - ażeby żyć
      tak jak Jezus.
      Czy faktycznie stało się tak, jak głosił Luter, Kalwin
      i Zwingli?
      Czy istotnie udało się ich uczniom ominąć instytucje
      religijne? Nie, bo to jest niemożliwe. Ograniczyli
      ich rozmiary. Ale możemy u nich stwierdzić, nawet
      w okresie bardzo wczesnym, istnienie najrozmaitszych
      form nabożeństw religijnych, a również hierarchii
      kościelnej (np. intendenci, superintendenci), nie
      mówiąc o innego typu instytucjach, jak np. w wypadku
      Kalwina - inkwizycji, która skazała na spalenie mnóstwo
      ludzi.
      Od tamtych czasów upłynęło wiele lat.
      Postawmy sobie pytanie: jak wygląda sytuacja
      współczesna protestantyzmu? Nie jest on jednolitym
      organizmem, ale przypomina kolorową mozaikę. Na całość
      składają się małe lub większe społeczności, różniące
      się bardzo od siebie. Są takie, które odrzuciły prawie
      wszystkie instytucje religijne łącznie z Eucharystią.
      Wierni, jeżeli się spotykają, to tylko po to, by
      śpiewać psalmy i słuchać kazań: wykładu Pisma Świętego
      - a więc w końcu znowu jakaś instytucja. Z drugiej
      strony są odłamy, które praktykują Mszę świętą i
      sakramenty, a nawet kultywują życie zakonne.
      Gdy to piszę, mam przed oczami smukłe postacie
      w białych, prostych habitach - założycieli
      protestanckiego klasztoru Taize, których często
      spotykałem podczas soboru na obradach. Czy dojdzie do
      jedności pomiędzy Kościołem katolickim a protestanckim?
      Ufamy,że tak. Chociaż to jeszcze długa droga.


    • Gość: Jerzy Re: PROTEST LUTRA - Odpusty IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 08:42
      Protest Lutra rozpoczął się właściwie od obrony papiestwa przez atakimi
      prostego ludu, któremu nie podobało się, że za pieniądze można było otrzymać
      uwolnienie od kar czyśćcowych.

      Skąd wzięły się odpusty?

      Odpusty

      Historyczny rozwój doktryny o odpustach
      (Na podstawie: Roman Catholicism, Loraine Boettner, The Presbyterian and
      Reformed Publishing Company, Twenty-sixth Printing, November 1987)

      Praktyka udzielania odpustów nie była znana we wczesnym kościele. Pojawiła się
      w średniowieczu w powiązaniu z pokutami nakładanymi przez kościół katolicki.
      Najpierw miały zastosowanie tylko w stosunku do żyjących. Gelasius, biskup
      Rzymu, powiedział: „Żądają od nas, abyśmy rozszerzyli zasięg odpuszczenia
      grzechów również na umarłych. Jest to dla nas oczywiście niemożliwe, gdyż jest
      powiedziane ‘cokolwiek zwiążecie na ziemi’. Bóg zastrzegł sobie, aby ci,
      których już nie ma na ziemi, podlegali Jego sądowi.” Jeśli zatem ten papież
      dokonał tutaj nieomylnej egzegezy Pisma Świętego, w takim razie obecne praktyki
      Rzymu są fałszywe. W roku 1096, na Synodzie w Clermont, Urban II obiecał odpust
      zupełny dla wszystkich, którzy wezmą udział w krucjacie. Od tego momenty
      odpustu stały się ustaloną i wielce dochodową częścią religii rzymskiej. Papież
      Klement VI (1342-1352) ogłosił doktrynę, że kościół sprawuje kontrolę nad
      skarbcem zasług, i że może dodawać wierzącym z nadmiaru zasług innych. W roku
      1477 papiez Sykstus IV ogłosił, że odpusty są dostępne również dla dusz w
      czyśćcu. Od tego momentu uważano, że odpusty są pomocne zarówno dla zmarłych
      jak i żyjących. ()

      Nadużycia związane z udzielaniem czy sprzedażą odpustów stały się tak
      skandaliczne, że trzeźwo myślący ludzie wśród duchowieństwa i laików, zaczęli
      odczuwać wstręt do tych praktyk. Wielu promotorów odpustów grało bezlitośnie na
      łatwowierności ludzi pogrążonych w żałobie po stracie najbliższych. Zdecydowana
      większość ludzi była obrazowana jako cierpiąca w płomieniach czyśćca do czasu,
      aż ich wybawiciele dostarczyli pieniądze na ich wyzwolenie. Demoralizacja,
      która była rezultatem tych złych praktyk, rozszerzała się po kościele jak
      trucizna. W roku 1250 Grosseteste, biskup w Lincoln, Anglia, protestował u
      papieża z powodu niskiej moralności kapłanów, co stało się przyczyną kupowania
      przebaczenia. Komisja kardynalska doniosła papieżowi Pawłowi III (1534-1549),
      że handel przebaczeniem i dyspensami spowodowały liczne niewyobrażalne skandale
      i prosiła go o położenie im kresu.

      Przez lata odpusty były sprzedawane otwarcie. Kiedy papież Leon X (1513-1521)
      potrzebował pieniędzy na ukończenie wielkiej katedry św. Piotra w Rzymie,
      zaoferował sprzedaż odpustów zupełnych i wysłał swoich specjalnych emisariuszy
      do każdego kraju, obiecując żyjącym przebaczenie grzechów a dla zmarłych
      wyzwolenie z płomieni czyśćca. Odpusty znalazły rynek zbytu w wielu częściach
      Europy. Z tego to właśnie powodu mnich Tetzel przybył do regionu Wittembergi w
      Niemczech z poselstwem, że „Jak tylko pieniądz wpadnie do skrzyni, dusza
      zostaje wyzwolona z czyśćca i zaniesiona do nieba”.
      (Ktoś przetłumaczył to dwuwierszem: „Skoro pieniądz brzęknie w skrzyni, dusza w
      niebo skok uczyni”; uw.tł.)


      Dzik, w cytowanych tekstach bez zająknięcia nazywa naukę Lutra herezją.
      Co było herezją, sprzeciw Lutra czy nauka papieża o odpustach za pieniądze?

      Czy decyzja papieża o sprzedaży odpustów należy do kategorii ex cathedra, czyli
      nieomylnych?

      Jerzy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka