Dodaj do ulubionych

Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie

IP: *.pse.pl 14.03.02, 13:00
Notatki z nieudanych rekolekcji:

Akt 1 Śmierć
Akt 2 Przed Bogiem
Akt 3 Zmartwychwstanie
Epilog
Obserwuj wątek
    • Gość: Dzik Re: Śmierć IP: *.pse.pl 14.03.02, 13:03
      Akt
      pierwszy
      ŚMIERĆ

      "To nie jst tak, że boje się
      umrzeć.
      Ja tylko nie chcę być przy tym
      obecny".

      Woody
      Allen.

      ==============================================

      Drzwi zadrżały - kto
      to?
      -
      śmierć
      weszła drobna malutka z kosą jak
      zapałka
      Zdziwienie. Oczy w
      słup
      A
      ona
      - przyszłam po
      kanarka.

      Ks. Jan Twardowski - Usłyszane
      zapisane.

      --------------------------------------------
      • Gość: Kagan LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, ... IP: *.vic.bigpond.net.au 14.03.02, 13:26
        ... BOJA SIE TYLKO PROCESU UMIERANIA!

        Gość portalu: Dzik napisał(a):

        > Akt pierwszy ŚMIERĆ

        > "To nie jst tak, że boje się
        > umrzeć.
        > Ja tylko nie chcę być przy tym
        > obecny".
        > Woody
        > Allen.
        >
        > ==============================================

        > Drzwi zadrżały - kto
        > to?
        > -
        > śmierć
        > weszła drobna malutka z kosą jak
        > zapałka
        > Zdziwienie. Oczy w
        > słup
        > A
        > ona
        > - przyszłam po
        > kanarka.

        > Ks. Jan Twardowski - Usłyszane
        > zapisane.

        > "Śmierć, jak wiemy, jest wydarzeniem nie
        > tylko
        > naturalnym, ale także społecznym, religijnym,
        > kosmicznym. Mówimy oczywiście o
        > śmierci
        > przychodzącej w zwykłym, względnie
        > stabilnym
        > porządku życia; w czasach wielkich
        > klęsk
        > żywiołowych, wielkiej zarazy, wojny,
        > ludobójstwa,
        > zwykłe pogrzeby są często niewykonalne,
        > zwłoki
        > masowo się usuwa do zbiorowych dołów albo
        > spopiela,
        > kości są anonimowe, nie ma czasu na
        > rytuały.
        > W normalnych - w przybliżeniu - czasach rytuały
        > są
        > konieczne. Śmierć, chociaż nie jest
        > wydarzeniem
        > rzadkim albo niezwykłym, zawsze narusza
        > spójność
        > zbiorowości, rodzi niepokój i zatrwożenie,
        > wytrąca
        > z rutyny. Rytuał ma przywracać normalność,
        > utwierdzić
        > od nowa skaleczoną wspólnotę. W naszej
        > obyczajowości
        > również stypa jest częścią tego procesu: wracamy
        > do
        > domu, wszystko działa, jemy wieczerzę, jesteśmy
        > tą
        > samą zbiorowością.[..] Śmierć rodzi zarówno
        > fasynację,
        > obecną zwłaszcza w niektórych
        > cywilizacjach
        > (przykładem Meksyk), jak też chęć usunięcia
        > sprawy
        > z
        > pamięci".

        > Leszek Kołakowski - O pogrzebach.
        >
        > ---------------------------------------------------
        • Gość: Belial Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, ... IP: *.astercity.net / 10.134.130.* 14.03.02, 13:34
          Gość portalu: Kagan napisał(a):
          > LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, BOJA SIE TYLKO PROCESU UMIERANIA!
          > To jest cala prawda! Koniec i kropka!
          > Kagan
          Cóż nic dodać nic ujać. Zgadzam się. Mozna tylko podać analogie operacji..Nie
          boimy sie utraty wyrostka robaczkowego tylko samej operacji.
          Można tu też poruszyć problem eutanazji. Dlaczego własnie ludzi trzyma się w tym
          najmniej przyjemnym stadium zjawiska zwanego śmiercią/umieraniem?..to tak jakby
          kogoś operowac na wyrostek przez kilka lat. Troche trąci barbarzyństwem czyż nie?
          Ja wyznaje zasadę iż nie ważne CZY zyjesz...natomiast ważne jest JAK zyjesz...
          przy takim spojrzeniu na cała sprawe naszej egzystencji godna śmierć nabiera
          dużego znaczenia...Jeżeli boimy się samego umierania to uczyńmy je najmniej
          bolesnym i stresującym jak to tylko mozliwe. Czyż nie?
          • Gość: AndrzejG Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, ... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 14:54
            Zgadza się.
            Podejrzewam jednak ,że to TY chciałbyś decydować o swojej śmierci.
            Co zrobisz jak zadecyduje o tym twój wnuczek(ukochany),
            który ma dość opieki nad dziadziusiem?
            To nie takie proste.
            Dziwię sie modlitwie o ochronę od nagłej śmierci.
            Ona jest najlepszym wyjściem.
            Wolę zawał od raka.

            Andrzej
            • Gość: Dzik Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, .do AG.. IP: *.pse.pl 14.03.02, 15:16
              Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

              > Dziwię sie modlitwie o ochronę od nagłej śmierci.
              > Ona jest najlepszym wyjściem.
              to relikt z przeszłości,
              myślę, że ludzie bali się wtedy dużo bardziej niż my
              dzisiaj umrzeć bez rozgrzeszenia czy choćby tzw
              ostatniego namaszczenia.
              Może też chodziło o uregulowanie spraw ziemskich
              - testamenty itp - co i dziś jest ważne.
              > Wolę zawał od raka.
              ja też, byle jak najpóźniej,
              gdy przynajmniej dzieci będą 'na swoim'.
              >
              > Andrzej

              • Gość: AndrzejG Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, .do AG.. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 15:30
                Gość portalu: Dzik napisał(a):

                > Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
                >
                > > Dziwię sie modlitwie o ochronę od nagłej śmierci.
                > > Ona jest najlepszym wyjściem.
                > to relikt z przeszłości,
                > myślę, że ludzie bali się wtedy dużo bardziej niż my
                > dzisiaj umrzeć bez rozgrzeszenia czy choćby tzw
                > ostatniego namaszczenia.
                > Może też chodziło o uregulowanie spraw ziemskich
                > - testamenty itp - co i dziś jest ważne.
                > > Wolę zawał od raka.
                > ja też, byle jak najpóźniej,
                > gdy przynajmniej dzieci będą 'na swoim'.
                > >
                > > Andrzej
                >

                I tu jest bies pogrzebany.
                Zawsze jest za wcześnie.

                Andrzej
                • Gość: Jasiek Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, .do AG.. IP: *.abo.wanadoo.fr 14.03.02, 15:39

                  > I tu jest bies pogrzebany.
                  > Zawsze jest za wcześnie.
                  >
                  > Andrzej

                  Mysle, ze smierc jest nieodlacznym elementem zycia.
                  Towarzyszy nam stale od poczatku, gdy pomagamy
                  umierac innym, gdy tylko sie temu przygladamy, ale takze,
                  gdy umieraja nasze wlasne komorki...
                  W pismiennictwie staropolskim roi sie az od podrecznikow
                  dobrego umierania. Smierc byla oswojona, byla
                  'chlebem powszednim'. Dopiero w XX stuleciu, na dobra
                  sprawe, zaczelismy udawac, ze smierci nie ma.
                  Dlatego jestesmy na nia po prostu nieprzygotowani...
                  I nawet z nia skonfrontowani mowimy 'odszedl', 'nie ma
                  go wsrod nas...'. Smierc 'odeszla' nawet z jezyka...

                  Nie boj sie, Andrzeju, jak juz nadejdzie, na pewno
                  ja przyjmiesz i zaakceptujesz.
                  Bo ona ma talent, wybiera moment wlasciwy...
                  Pewnie beda rozpaczac BLIScy, to naturalne.
                  Ty jednak WTEDY bedziesz wiedzial...

                  Zycze spokoju!
                  I DLUGIEGO ZYCIA w milosci
                  Jasiek
                  • Gość: AndrzejG Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, .do AG.. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 16:16
                    Gość portalu: Jasiek napisał(a):

                    >
                    > > I tu jest bies pogrzebany.
                    > > Zawsze jest za wcześnie.
                    > >
                    > > Andrzej
                    >
                    > Mysle, ze smierc jest nieodlacznym elementem zycia.
                    > Towarzyszy nam stale od poczatku, gdy pomagamy
                    > umierac innym, gdy tylko sie temu przygladamy, ale takze,
                    > gdy umieraja nasze wlasne komorki...
                    > W pismiennictwie staropolskim roi sie az od podrecznikow
                    > dobrego umierania. Smierc byla oswojona, byla
                    > 'chlebem powszednim'. Dopiero w XX stuleciu, na dobra
                    > sprawe, zaczelismy udawac, ze smierci nie ma.
                    > Dlatego jestesmy na nia po prostu nieprzygotowani...
                    > I nawet z nia skonfrontowani mowimy 'odszedl', 'nie ma
                    > go wsrod nas...'. Smierc 'odeszla' nawet z jezyka...
                    >
                    > Nie boj sie, Andrzeju, jak juz nadejdzie, na pewno
                    > ja przyjmiesz i zaakceptujesz.
                    > Bo ona ma talent, wybiera moment wlasciwy...
                    > Pewnie beda rozpaczac BLIScy, to naturalne.
                    > Ty jednak WTEDY bedziesz wiedzial...
                    >
                    > Zycze spokoju!
                    > I DLUGIEGO ZYCIA w milosci
                    > Jasiek

                    Moje życie upływa w miłości,
                    lecz wolałbym smierć niespodziewaną.
                    Po cóż mi narażać bliskich na konieczność
                    podejmowania decyzji o eutanazji.

                    Andrzej

                    P.S.
                    Skąd wiesz ,że wtedy będę wiedział?
                    • Gość: Jasiek Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, .do AG.. IP: *.abo.wanadoo.fr 15.03.02, 16:36
                      Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

                      > Gość portalu: Jasiek napisał(a):
                      >
                      > >
                      > > > I tu jest bies pogrzebany.
                      > > > Zawsze jest za wcześnie.
                      > > >
                      > > > Andrzej
                      > >
                      > > Mysle, ze smierc jest nieodlacznym elementem zycia.
                      > > Towarzyszy nam stale od poczatku, gdy pomagamy
                      > > umierac innym, gdy tylko sie temu przygladamy, ale takze,
                      > > gdy umieraja nasze wlasne komorki...
                      > > W pismiennictwie staropolskim roi sie az od podrecznikow
                      > > dobrego umierania. Smierc byla oswojona, byla
                      > > 'chlebem powszednim'. Dopiero w XX stuleciu, na dobra
                      > > sprawe, zaczelismy udawac, ze smierci nie ma.
                      > > Dlatego jestesmy na nia po prostu nieprzygotowani...
                      > > I nawet z nia skonfrontowani mowimy 'odszedl', 'nie ma
                      > > go wsrod nas...'. Smierc 'odeszla' nawet z jezyka...
                      > >
                      > > Nie boj sie, Andrzeju, jak juz nadejdzie, na pewno
                      > > ja przyjmiesz i zaakceptujesz.
                      > > Bo ona ma talent, wybiera moment wlasciwy...
                      > > Pewnie beda rozpaczac BLIScy, to naturalne.
                      > > Ty jednak WTEDY bedziesz wiedzial...
                      > >
                      > > Zycze spokoju!
                      > > I DLUGIEGO ZYCIA w milosci
                      > > Jasiek
                      >
                      > Moje życie upływa w miłości,
                      > lecz wolałbym smierć niespodziewaną.
                      > Po cóż mi narażać bliskich na konieczność
                      > podejmowania decyzji o eutanazji.

                      Smierc 'niespodziewana' nie daje CI gwarancji,
                      ze bliscy nie beda narazeni na niebezpieczenstwo,
                      ktorego sie obawiasz...
                      TO raczej smierc spodziewana upowaznia do rozwazania
                      w ogole takiej ewentualnosci, przy czym jak sie glebiej
                      zastanowic, to KAZDA smierc jest spodziewana...
                      Od ktorego momentu zatem nalezalo by sie ewentualnie moc
                      zaczac zastanawiac nad mozliwoscia eutanazji? CO by
                      moglo decydowac? Stan ciala, ducha, a moze portfela?
                      To juz chyba lepiej zawczasu popelnic samobojstwo...


                      >
                      > Andrzej
                      >
                      > P.S.
                      > Skąd wiesz ,że wtedy będę wiedział?

                      Z obserwacji ludzi, natury, z lektury
                      oraz ze wspomnianych podrecznikow...

                      Serdecznie pozdrawiam
                      Jasiek
                      • Gość: AndrzejG Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, .do AG.. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 16:51
                        Pisząc o 'niespodziewanej' śmierci miałem co innego na mysli.
                        Wolę śmierć nagłą i krótką , czyli w sumie niespodziewaną,
                        od powolnego umierania w bólu i cierpieniu.
                        Jeżeli miałbym wybieać , to nie chciałbym byc ciężarem dla rodziny
                        i nie chciałbym zyc w świadomości końca życia.
                        Jest oczywistym ,że człowiek żyje w przeswiadczeniu swojego końca.
                        Jednak odkłada to na przyszłość i zapomina ,że co dzień zbliża sie
                        nieuchronnie , krok po kroku do tablicy z napisem The End.
                        Wolałbym dostać ta tablica raz a porzadnie.

                        Dla wierzących jest to tylko zmiana swiatów i zyją nadzieją na lepsze jutro.
                        Niewierzacym pozostaje tylko 'czysta śmierć'.

                        Co do eutanazji nie mam ugruntowanego zdania i dlatego trudno
                        mi mówić o odpowiednim momencie na podjecie decyzji.


                        Andrzej
                        • Gość: Jasiek Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, .do AG.. IP: *.abo.wanadoo.fr 15.03.02, 17:09
                          Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

                          > Pisząc o 'niespodziewanej' śmierci miałem co innego na mysli.
                          > Wolę śmierć nagłą i krótką , czyli w sumie niespodziewaną,
                          > od powolnego umierania w bólu i cierpieniu.
                          > Jeżeli miałbym wybieać , to nie chciałbym byc ciężarem dla rodziny
                          > i nie chciałbym zyc w świadomości końca życia.
                          > Jest oczywistym ,że człowiek żyje w przeswiadczeniu swojego końca.
                          > Jednak odkłada to na przyszłość i zapomina ,że co dzień zbliża sie
                          > nieuchronnie , krok po kroku do tablicy z napisem The End.
                          > Wolałbym dostać ta tablica raz a porzadnie.
                          >
                          > Dla wierzących jest to tylko zmiana swiatów i zyją nadzieją na lepsze jutro.
                          > Niewierzacym pozostaje tylko 'czysta śmierć'.
                          >
                          > Co do eutanazji nie mam ugruntowanego zdania i dlatego trudno
                          > mi mówić o odpowiednim momencie na podjecie decyzji.
                          >
                          >
                          > Andrzej

                          Mysle, ze Cie rozumiem.
                          Jesli chodzi o mnie, to nie wiem, jaka smierc bylaby
                          dla mnie najlepsza. Czasem cierpiac czlowiek uczy sie
                          wielu rzeczy, a czasem tez ucza sie ci, ktorzy w tym
                          uczestnicza. Nie, zeby apoteozowac cierpienie...
                          Chodzi raczej o to, by zaakceptowac jego ewentualnosc.
                          WIesz, to tak, jak ze starzejaca sie kobieta, ktora
                          nadal usiluje udawac nastolatke, bo nie chce zaakceptowac
                          nieublaganego uplywu czasu. Poza tym, ze jest zalosna,
                          traci swa godnosc, to jeszcze powieksza swoj bol...
                          Dla jasnosci: w zaden sposob Ci nie imputuje
                          ucieczki przed potencjalnym cierpieniem. Mysle, ze to
                          calkiem naturalne, wlasciwe nam wszystkim z Chrystusem
                          wlacznie, ze jesli mozna ten 'kielich' oddalic, to
                          chcielibysmy to uczynic...

                          Jak chodzi o to 'lepsze jutro' to musze powiedziec, ze nie
                          zyje nadzieja na nie. Dla mnie wazna jest ciaglosc
                          egzystencji ze smiercia jako jednym z jej etapow po
                          prostu. A wzrastanie w ogromnie duzej mierze zalezy od naszego
                          stosunku do wlasnej egzystencji. Jesli zatem kiedys bedzie
                          nam lepiej, niezaleznie od tego, czy przed, czy po smierci,
                          to dlatego, ze wiecej zrozumiemy, nauczymy sie bardziej
                          kochac i akceptowac to, co nieuniknione...

                          Dziekuje tez za uwage o eutanazji. Bardzo jest uczciwa.
                          Ja oczywiscie nie mam watpliwosci. Uwazam, ze walczyc trzeba
                          do konca. Do konca miec nadzieje, a wierzyc nawet wowczas,
                          gdy nadziei braknie... Ale to moja opinia. Odmienne szanuje.

                          Pozdrawiam serdecznie
                          Jasiek

            • Gość: Kagan Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, ... IP: *.arts.monash.edu.au 15.03.02, 08:59
              Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

              > Zgadza się.
              > Podejrzewam jednak ,że to TY chciałbyś decydować o swojej śmierci.
              > Co zrobisz jak zadecyduje o tym twój wnuczek(ukochany),
              > który ma dość opieki nad dziadziusiem?
              > To nie takie proste.
              K: Aby przeprowadzic eutanazje w Australii czy Holandii trzeba konsylium lekarskiego.
              Tylko pacjenci o zdrowym umysle a nieuleczalnie chorzy fizycznie moga
              zarzadac eutanazji, a nie ich rodzina! Zreszta na zachodzie staruszkow trzymaja z dala
              od rodzin...
        • Gość: ania Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, IP: *.upc.chello.be 14.03.02, 13:54
          Jak widac po Palestynczykach to oni sie nie boja dynamit za pas i do Allacha
          ale po co zabieraja ze soba tylu innych?
        • Gość: Hania Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, ... IP: 195.217.253.* 14.03.02, 14:19
          Gość portalu: Kagan napisał(a):


          > >
          > K: Qurcze! Nie mozesz pisac normalnie, tylko po slowie na linijke?
          > I po co te cytaty z zydka Kolakowskiego, ex supermarksisty i ksiedza z ksiezyca
          > ?
          > Zygmunta baumana tu jeszcze tylko brakuje, UBeka przerobionego na "filozofa"...
          > LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, BOJA SIE TYLKO PROCESU UMIERANIA!
          > To jest cala prawda! Koniec i kropka!
          > Kagan

          Mozesz mowic za siebie, a nie za cala ludzkosc? Chyba, ze tak daleko zaszedles w
          procesie autogloryfikacji, ze przyjmujesz za pewnik to, ze cala ludzkosc mysli i
          czuje tak jak Ty. W takim przypadku polecam wizyte u lekarza.
          Czy nawet w tak refleksyjnym watku jak ten musisz kogos opluc i zmieszac z blotem
          (Kolakowski)? Inaczej nie potrafisz? Biedny jestes. Musisz byc bardzo samotny.
          • Gość: Belial Re: LUDZIE NIE BOJA SIE SMIERCI, ... IP: *.astercity.net / 10.134.130.* 14.03.02, 19:47
            łeee..jak ja nie lubie takiego pseudowspółczucia ...to takie żałosne
        • Gość: Dzik Re: SĄ TACY CO SIĘ BOJĄ I JA IM SIĘ NIE DZIWIĘ IP: *.pse.pl 14.03.02, 15:21
          • Gość: AndrzejG Ludzie boją się różnych rzeczy IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 16:18
            • Gość: Dzik Re: Ale ten lęk jest wyjątkowy IP: *.pse.pl 14.03.02, 16:32
              Ludzie boją się samotności,
              ale być samotnym to jak umrzeć dla innych ludzi.
              Ludzie boją się biedy bo ta zagraża duchowej i
              materialnej kondycji człowieka.
              Ludzie boją się o zdrowie dzieci i osób bliskich.
              Boją się ciemności, zamknietych pomieszczeń,
              złego psa i pająków. Ale te wszystkie lęki to chyba
              nic w porównaniu z lękiem przed śmiercią.

              Bo ten ostatni odbiera nawet chęć do życia.
              • Gość: Imagine Re: Ale ten lęk jest wyjątkowy IP: *.unl.edu 14.03.02, 16:57
                Gość portalu: Dzik napisał(a):

                > Ludzie boją się samotności,
                > ale być samotnym to jak umrzeć dla innych ludzi.
                > Ludzie boją się biedy bo ta zagraża duchowej i
                > materialnej kondycji człowieka.
                > Ludzie boją się o zdrowie dzieci i osób bliskich.
                > Boją się ciemności, zamknietych pomieszczeń,
                > złego psa i pająków. Ale te wszystkie lęki to chyba
                > nic w porównaniu z lękiem przed śmiercią.
                >
                > Bo ten ostatni odbiera nawet chęć do życia.

                Wszystkie leki sa pochodne leku przed smiercia.
                Imagine.
      • Gość: Hania Re: Śmierć IP: 195.217.253.* 14.03.02, 14:16
        Dziku, dziekuje za cytaty. Piekne! Czesc z nich znalam, ale Kolakowskiego nie.
        Pozdrawiam,
        Hania
        • Gość: Dzik Re: Śdo Hani IP: *.pse.pl 14.03.02, 14:32
          Przepraszam za te połamane linie tekstu.

          Walczę z tym zjawiskiem od pewnego czasu
          też mnie to wnerwia bo psuje odbiór treści
          - to jakiś konflikt między softwarem
          Linux, Netscape i edytorem tekstowym, z którego
          korzystam od czasu gdy mi się okienko FORUM zamknęło,
          zjadając na zawsze wynik mojej ponad godzinnej pracy.


          Będę z tym walczył, może ulegnę Gatesowi i przejdę na
          Explorera.


          Dzięki za dzięki i pozdrawiam.
          • Gość: AndrzejG Re: Śdo Hani IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 14:48
            Gość portalu: Dzik napisał(a):

            > Przepraszam za te połamane linie tekstu.
            >
            > Walczę z tym zjawiskiem od pewnego czasu
            > też mnie to wnerwia bo psuje odbiór treści
            > - to jakiś konflikt między softwarem
            > Linux, Netscape i edytorem tekstowym, z którego
            > korzystam od czasu gdy mi się okienko FORUM zamknęło,
            > zjadając na zawsze wynik mojej ponad godzinnej pracy.
            >
            >
            > Będę z tym walczył, może ulegnę Gatesowi i przejdę na
            > Explorera.
            >
            >
            > Dzięki za dzięki i pozdrawiam.
            >

            aaaaa , walczysz z monopolem Gatesa.
            Jak to ma się do uznania monopolu w wierze?
            Zdaję sobie sprawę ze niepoprawności skali porównania,
            jednak przykład biegnie z góry.

            Andrzej
            • Gość: Dzik Re: do AG IP: *.pse.pl 14.03.02, 15:11
              Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

              > aaaaa , walczysz z monopolem Gatesa.
              niestety ale jestem wpięty w technologiczną sieć
              która musi się charakteryzować bardzo dużą
              niezawodnością i odpornością na wirusy, włamania itp.
              koledzy, fachowcy nie mają dobrego zdania o Windowsach
              jeśli o to chodzi i raczej mają rację.

              > Jak to ma się do uznania monopolu w wierze?
              konkurencja na polu wiary zwłaszcza gdy opiera się na
              tzw. reklamie negatywnej nie jest chyba zbyt zdrowa
              dla żadnej z 'konkurujących' religii.

              ale trudno to porównywać.

              > Zdaję sobie sprawę ze niepoprawności skali porównania,
              > jednak przykład biegnie z góry.
              >
              > Andrzej

          • Gość: Jasiek Re: Śdo Hani IP: *.abo.wanadoo.fr 14.03.02, 14:56
            Gość portalu: Dzik napisał(a):

            > Przepraszam za te połamane linie tekstu.
            >
            > Walczę z tym zjawiskiem od pewnego czasu
            > też mnie to wnerwia bo psuje odbiór treści
            > - to jakiś konflikt między softwarem
            > Linux, Netscape i edytorem tekstowym, z którego
            > korzystam od czasu gdy mi się okienko FORUM zamknęło,
            > zjadając na zawsze wynik mojej ponad godzinnej pracy.
            >
            >
            > Będę z tym walczył, może ulegnę Gatesowi i przejdę na
            > Explorera.

            Wowczas nie tylko godzine stracisz...

            > Dzięki za dzięki i pozdrawiam.
            >

            A mnie sie to rozdrobnienie nawet podoba.
            Nie kumulujac slow pozwala na lepszy
            namysl nad trescia...
            Jak widac, de gustibus...

            Pozdrawiam
            Jasiek
      • Gość: Dzik Re: Śmierć - Platon - 'Obrona Sokratesa' IP: *.pse.pl 20.03.02, 12:19
        "Otóż jednym z dwóch jest śmierć. Bo albo tam niejako
        nic nie ma i człowiek po śmierci nawet wrażeń żadnych
        nie odbiera od niczego, albo jest to, jak mówią,
        przeobrażenie jakieś i przeprowadzka duszy stąd na inne
        miejsce. Jeśli to brak wrażeń, jeśli to coś jak sen,
        kiedy ktoś śpiąc - nawet widziadeł sennych nie ogląda
        żadnych, toż przedziwnym zyskiem byłaby śmierć.
        Bo zdaje mi się, że gdyby ktoś miał wybrać w myśli taką
        noc, w której tak twardo zasnął, że nawet mu się nic
        nie śniło, i inne noce, i dni własnego życia miał z nią
        zestawić i zastanowiwszy się powiedzieć, ile też dni i
        nocy przeżył lepiej i przyjemniej od tamtej, to myślę,
        że nie jakiś prywatny człowiek, ale nawet Wielki Król
        znalazłby, że na palcach policzyć by je można w
        porównaniu do tamtych innych dni i nocy. Więc jeżeli
        śmierć jest czymś w tym rodzaju, to ja ją mam za czysty
        zysk. Toż wtedy cały czas nie wydaje mi się ani
        odrobinę dłuższy niż jedna noc. Jeżeli zaś śmierć to
        niby przesiedlenie się duszy stąd na inne miejsce i
        jeżeli to prawda, co mówią, że tam są wszyscy umarli,
        to jakże może być większe dobro ponad nią, sędziowie.
        (...) Więc i wy sędziowie, powinniście z pogodą i
        nadzieją mysleć o śmierci, a tylko tę jedną prawde mieć
        na oku, że do człowieka dobrego nie ma przystępu żadne
        zło ani za życia, ani po śmierci, a bogowie nie
        spuszczają z oka jego sprawy. (...) Ale oto już i czas
        odejść; mnie na śmierć, wam do życia. Kto z nas idzie
        do tego, co lepsze, tego nie wie jasno nikt - chyba
        tylko Bóg.


        Platon - Obrona Sokratesa.
      • Gość: Dzik Re: Śmierć - Epikur IP: *.pse.pl 20.03.02, 14:39
        EPIKUR

        "Staraj się oswoić z myślą, że śmierć jest dla nas
        niczym, albowiem wszelkie dobro i zło wiąże się z
        czuciem; a śmierć jest niczym innym, jak właśnie
        całkowitym pozbawieniem czucia. Przeto owo niezbite
        przeświadczenie, że śmierć jest dla nas niczym,
        sprawia, że lepiej doceniamy śmiertelny żywot, a przy
        tym nie dodaje bezkresnego czasu, lecz wybija nam z
        głowy pragnienie nieśmiertelności. W istocie bowiem nie
        ma nic strasznego w życiu dla tego, kto sobie dobrze
        uświadomił, że przestać żyć nie jest niczym strasznym.
        Głupcem jest atoli ten, kto mówi, że lękamy się śmierci
        nie dlatego, że sprawia nam ból, gdy nadejdzie, lecz że
        trapi nas jej oczekiwanie.
        Bo zaiste, jeśli jakaś rzecz nie mąci nam spokoju swoją
        obecnością, to niepokój wywołany jej oczekiwaniem jest
        zupełnie bezpodstawny.
        A zatem śmierć, najstraszniejsze z nieszczęść, wcale
        nas nie dotyczy, bo gdy my istniejemy, śmierć jest
        nieobecna, a gdy tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już
        nie ma. Wobec tego śmierć nie ma żadnego związku z
        żywymi, ani z umarłymi; tamtych nie dotyczy, a ci już
        nie istnieją.


        Diogenes Laertios - Żywoty i poglądy słynnych
        filozofów.
      • Gość: Dzik Re: Śmierć - Pascal IP: *.pse.pl 20.03.02, 16:10
        "Rozważajmy zatem śmierć wedle Jezusa Chrystusa, a nie
        bez Chrystusa. Bez Jezusa Chrystusa jest ona
        przerażająca i odrażająca; jest postrachem natury.
        W Jezusie Chrystusie jest zgoła inna: jest powabna,
        święta i radosna dla tego, co wierzy. Wszystko jest
        słodyczą w Jezusie Chrystusie, nawet śmierć. Dlatego
        nawet cierpiał i umarł, by uświęcić śmierć i
        cierpienia. Jako Bóg i jako człowiek był wszystkim,
        co wielkie, i wszystkim co nędzne, aby uświadomić w
        sobie wszystkie rzeczy z wyjątkiem grzechu i stać się
        wzorem wszelakich kondycji"


        Pascal - Rozprawy i listy.
      • Gość: Dzik Re: Śmierć - fraszki J. Sztaudyngera IP: *.pse.pl 22.03.02, 09:54
        Jan Sztaudynger - Piórka
        =============================

        ---
        Nie zbudzę się pewnego ranka,
        Ot, spodziewana niespodzianka.

        ---
        Nie trudno umrzeć moi mili,
        Wszyscy to jakoś potrafili.

        ---
        Nie spieszno mi na tamtą stronę,
        Tu łąki takie zielone...

        ---
        Stanę się prochem i pyłem,
        Nic strasznego, wszak już nim byłem.

        ---
        Pan Bóg się z nami w ciuciubabkę bawi,
        A my jesteśmy tak bardzo ciekawi.

        ---
        "Nie umrę wszystek,
        Zostanie po mnie figowy listek.

        ---
        Rzekł sen, do raju wręczając mi klucze:
        - Śmierci cię uczę !
        -
    • Gość: Dzik Re: Przed Bogiem IP: *.pse.pl 14.03.02, 13:34
      Akt
      drugi
      PRZED
      BOGIEM

      "Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest, lituj mej
      żałości"

      Jan Kochanowski - Treny X,
      1580

      ===================================================

      "Umrzeć. Po śmierci stanąć przed Bogiem. Co to
      znaczy
      - stanąć przed Bogiem. Będziesz przez Niego
      osądzony.
      Co to znaczy - będziesz przez Niego osądzony.
      Jezus
      mówiąc o sądzie ostatecznym przygotował cię na
      to,
      za co będziesz zbawiony, za co
      potępiony.
      Powie zbawionym: "Byłem głodny, a daliście mi
      jeść;
      byłem spragniony, a daliście mi pić". Potępionym
      powie:
      "Byłem głodny, a nie daliście mi jeść; byłem
      spragniony,
      a nie daliście mi pić". I zakończy tę
      litanię:
      "Cokolwiek uczyniliście jednemu z braci
      moich
      najmniejszych, mnieście uczynili". A ty chyba
      nigdy
      temu dostatecznie nie dowierzałeś. Jakoś nigdy
      tego
      nie brałeś poważnie. Że to tylko takie opowiadanie.
      Nigdy sprawa pomocy ludziom potrzebującym nie
      była
      przedmiotem twojego jakiegoś rachunku
      sumienia.
      W tym wszystkim miałeś jakieś generalne
      zastrzeżenia,
      przez które nie umiałeś przejść. Jak może się
      Bóg
      identyfikować z człowiekiem znajdującym się w
      jakiejś
      poważnej potrzebie. Dopiero teraz, stojąc przed
      Bogiem,
      pojmujesz, w czym rzecz, że tak miałeś dorastać
      do
      miłości, która musi się sprawdzać, wykazać
      czynem
      bezinteresownym. Za pomoc bezinteresowną
      zostaniesz
      zbawiony, za interesowność będziesz potępiony.
      Uratuje
      się tylko to, co było tu na ziemi
      prawdziwie
      bezinteresowną służbą człowiekowi. Tylko to cię
      uratuje
      od zapadnięcia się w nicość. Tylko to cię
      przeprowadzi
      na drugą stronę, w ten świat miłości. Tylko to
      jest
      twoim światłem. Tylko na tyle będziesz
      świecił.
      Tylko światło twoje wejdzie do królestwa
      światła.
      Więcej nic. Wszystko inne jest w tobie
      ciemnością.
      Zostanie w ciemności.

      Zostaniesz osądzony - jeśli słowo 'osądzony'
      faktycznie
      ci pomaga odczuć chwilę, która cię czeka. Równie
      dobrze
      można powiedzieć: osądzisz sie sam. Bo tam się
      zobaczysz w prawdzie. Popatrzysz sobie w oczy. Ujrzysz
      całe swoje życie w jednym rzucie. W sposób z niczym
      nieporównywalny z możliwościami ziemskimi. Zobaczysz
      wszystkie konsekwencje swoich dobrych ale i złych
      czynów.
      Zwłaszcza tych, o których nie chciałeś wiedzieć,
      których nie chciałeś sobie uświadamiać. Zobaczysz,
      jak
      zafałszowałeś sobie sumienie. Wszystkie bariery i
      hamulce, które sobie ustawiłeś i pozakładałeś na swoim
      sumieniu, żebyś miał nieskrępowany dostęp do swoich
      przyjemności.
      Wszystkie argumenty i uzasadnienia, które
      nagromadziłeś, aby wytłumaczyć swoje lenistwo,
      dogadzanie sobie, aby usprawiedliwić twoją
      interesowność, chciwość, pazerność,
      zachłanność. Przed Bogiem wszystkie kamuflaże,
      maskowanie twojego egoizmu zostaną do końca obnażone,
      odpadną jak zeschły liść. Zobaczysz siebie w Bogu,
      który jest Wszechbytem. Zobaczysz się ty, jeden z
      bytów, w Nim zakorzeniony. Może się aż zdziwisz. -
      jeśli słowo 'zdziwienie' jest tu adekwatne - jak bardzo
      jesteś i byłeś z Nim złączony. Jak bardzo w Nim jesteś
      i byłeś przez wszystko, co w tobie jest i było dobrem,
      prawdą, pięknem, porządkiem, sprawiedliwością,
      prawością, uczciwością.
      Będziesz zaskoczony - jeżeli to słowo tam jest
      adekwatne do tych przeżyć, które ci będą towarzyszyły -
      że Bóg tak przenika całą rzeczywistość świata, tę
      ludzką duchową ale i tę materialną. Będziesz żałował,
      żeś nie dotarł nigdy dostatecznie głęboko do tekstów
      św. Pawła, który mówił ci,
      że w Nim się poruszmay, żyjemy, jesteśmy. Będziesz
      żałował
      - jeśli słowo "żałować" jest tutaj stosowne - że, choć
      to przecież jakoś przeczuwałeś, to jednak tego
      nie
      dopowiedziałeś sobie do końca tam na ziemi. Że twoje
      życie ziemskie było egzaminem, który miałeś zdać przed
      sobą i przed Bogiem. To nawet tobie samemu przychodziło
      do głowy w chwilach zamyśleń, ale tego w końcu nie
      brałeś zbyt poważnie, że w tym ziemskim czasie danym ci
      do dyspozycji miałeś się sprawdzić ze swojej mądrości i
      odwagi,
      roztropności i opanowania, ze swojej
      sprawiedliwości
      i
      miłości.
      Miałeś w ciągu życia doróść do nieba, do Boga, który
      jest sprawiedliwością i miłością, mądrością i
      pokojem.
      Czy dorosłeś. Teraz zobaczysz, ile w twoim życiu
      było
      głupstw i nieporozumień, ile straciłeś czasu, sił i
      uwagi na zbieranie rzeczy i pieniędzy, tytułów i
      stanowisk, pochwał i odznaczeń. Będziesz miał żal do
      ludzi - jeśli słowo 'żal' po tamtej stronie jest
      możliwe - którzy cię wprowadzali w chrześcijaństwo, że
      tak fałszywie, dziecinnie, prymitywnie przedstawili ci
      prawdy wiary.
      Będziesz miał żal do siebie, że nie podjąłeś sam
      trudu,
      by pogłębić zrozumienie tych prawd, co mogłoby ci
      zupełnie zasadniczo pomóc żyć. Będziesz miał trochę
      żalu do tych, którzy byli odpowiedzialni za twoje
      wychowanie religijne,
      że przeniosłeś przez życie obraz Boga jako
      starca,
      choćby nawet czcigodnego i pełnego godności. Będziesz
      miał żal do siebie, bo przecież w ciągu swojego
      dojrzałego wieku mogłeś i miałeś obowiązek dorastać
      również do tajemnicy Boga. Teraz już nawet będziesz
      wiedział, skąd to się wzięło. Zasugerowałeś się
      słowem: 'osoba Boża',
      tak jakby to miało związek z osobą człowieka, i
      już
      pozostał w tobie na całe życie obraz Boga w
      ludzkiej
      postaci.

      Stanąć przed Bogiem. Chyba będziesz się tak czuł
      jak
      ktoś, kto siedział na sali teatralnej podczas
      spektaklu
      i został niespodziewanie zaproszony za kurtynę.
      Chodzi
      między kulisami, wśród jupiterów, przygląda się
      jak
      funkcjonuje scena obrotowa, odwiedza
      poszczególne
      garderoby, przechowalnie kostiumów, wciąż
      zdumiony
      powtarza: "Ach, to tak, a ja
      • Gość: Dzik Re: Przed Bogiem (c.d) IP: *.pse.pl 14.03.02, 13:42
        c.d.

        Stanąć przed Bogiem. Chyba będziesz się tak czuł
        jak
        ktoś, kto siedział na sali teatralnej podczas
        spektaklu
        i został niespodziewanie zaproszony za kurtynę.
        Chodzi
        między kulisami, wśród jupiterów, przygląda się
        jak
        funkcjonuje scena obrotowa, odwiedza
        poszczególne
        garderoby, przechowalnie kostiumów, wciąż
        zdumiony
        powtarza: "Ach, to tak, a ja myślałem, a ja nie
        widziałem,
        choć muszę przyznać, że domyślałem się,
        przeczuwałem,
        że chyba to jest tak, jak to teraz widzę". To tak
        jakbyś w teatrze kukiełkowym został zaproszony na drugą
        stronę i zobaczyłbyś niewidzialne dla gości teatru
        nitki, które poruszają poszczególne kukiełki -
        zwierzęta i krajobrazy, księżyc i słońce, powozy i
        koleje żelazne.
        A przecież mogłeś to wszystko wiedzieć, gdybyś
        tylko
        z prawdziwą wiarą patrzył na świat, gdybyś
        naprawdę
        wierzył w Boga i Jezusa
        Chrystusa.
        Stanąć przed Bogiem. Poczujesz się tak jak
        człowiek,
        który widział wszystko w jednej płaszczyźnie
        fotografii, zobaczył to wszystko nagle w trzech
        wymiarach. Jakby ten, który widział obrazy tylko
        biało-czarne, nagle zobaczy, że świat jest kolorowy.
        Jakbyś był człowiekiem niewidomym i nagle otworzyły ci
        się oczy, jakbyś był głuchym i nagle usłyszał dźwięki.
        Jakbyś nagle zaczął słyszeć w stereofonii. Jakbyś
        siedział całe życie w celi więziennej i nagle otworzono
        ci drzwi na wolność.
        Jakbyś dotąd był skuty kajdanami i nagle zdjęto
        ci
        je z nóg i rąk. Jakbyś ty, dziecko, otrzymał
        mądrość
        mędrca. Jakbyś otrzymał wrażliwość mimozy,
        dobroć
        anioła".

        ks. Mieczysław Maliński - Pokochać
        życie.

        ----------------------------------------------------
        • Gość: AndrzejG Re: Przed Bogiem (c.d) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 14:40
          Czasem mnie diabeł kusi, by uwierzyć w Boga

          Stanisław Jerzy Lec

          • Gość: Dzik Re: Przed Bogiem (c.d) IP: *.pse.pl 14.03.02, 15:19
            Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

            > Czasem mnie diabeł kusi, by uwierzyć w Boga
            >
            > Stanisław Jerzy Lec
            >

            dzięki
            to piękne
            :-)
            • Gość: AndrzejG Re: Przed Bogiem (c.d) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 15:32
              Gość portalu: Dzik napisał(a):

              > Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
              >
              > > Czasem mnie diabeł kusi, by uwierzyć w Boga
              > >
              > > Stanisław Jerzy Lec
              > >
              >
              > dzięki
              > to piękne
              > :-)

              bo prawdziwe.
              :)
    • Gość: Dzik Re: Zmartwychwstanie IP: *.pse.pl 14.03.02, 13:38
      Akt
      trzeci
      ZMARTWYCHWSTANIE

      "Ani oko nie widziało, ani ucho nie
      słyszało,
      ani serce człowieka nie zdołało
      pojąć,
      jak wielkie rzeczy przygotował Bóg
      tym,
      którzy Go
      miłują".
      1 Kor 2,9; Iz 64,3; Jr
      3,16


      ==================================================


      " Owego dnia przyszli do Niego saduceusze,
      którzy
      twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zapytali
      Go
      w ten sposób: "Nauczycielu, Mojżesz
      powiedział:
      'Jeśli ktoś umrze bezdzietnie, niech jego
      brat
      pojmie wdowę po nim i wzbudzi potomstwo swemu
      bratu'.
      Otóż było u nas siedmiu braci. Pierwszy ożenił
      się
      i umarł, a ponieważ nie miał potomstwa,
      zostawił
      swoją żonę bratu. Tak samo drugi i trzeci - aż
      do
      siódmego. W końcu po wszystkim umarła ta kobieta.
      Do którego więc z tych siedmiu należeć będzie
      po
      zmartwychwstaniu ? Bo wszyscy ją mieli za
      żonę".
      Jezus im odpowiedział: "Jesteście w błędzie,
      bo
      nie znacie Pisma ani mocy
      Bożej.
      Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani
      żenić,
      ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie
      Boży
      w niebie. A co do zmartwychwstania umarłych,
      to
      nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w
      słowach:
      'Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba
      ?'
      Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz
      żywych".

      Ewangelia św. Mateusza
      22,23


      "Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus
      zmartwychwstał,
      to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że
      nie
      ma zmartwychwstania ?. Jeżeli nie ma
      zmartwychwstania,
      to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli
      Chrystus
      nie zmartwychwstał, daremne jest nasze
      nauczanie,
      próżna jest także nasza wiara. Okazuje się
      bowiem,
      że byliśmy fałszywymi świadkami Boga, skoro
      umarli
      nie zmartwychwstaną, przeciwko Bogu świadczyliśmy,
      że z martwych wskrzesił Chrystusa. Jeśli umarli
      nie
      zmartwychwstają, to i Chrystus nie
      zmartwychwstał.
      A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna
      jest
      wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w
      waszych
      grzechach. Tak więc i ci, co pomarli w
      Chrystusie,
      poszli na
      zatracenie.
      Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie
      nadzieję
      pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich
      ludzi
      godni
      politowania.
      Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał
      jako
      pierwociny spośród tych co pomarli. Ponieważ
      bowiem
      przez człowieka przyszła śmierć, przez
      Człowieka
      też dokona się zmartwychwstanie. I jak w
      Adamie
      wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy
      będą
      ożywieni".
      Św. Paweł - 1 list do Koryntian; 1 Kor
      15,12



      Epilog


      =================================================

      "Ona mi pierwsza pokazała
      księżyc
      I pierwszy śnieg na świerkach, i pierwszy
      deszcz.

      Byłem wtedy mały jak
      muszelka.
      a czarna suknia matki szumiała jak Morze
      Czarne.

      Noc.

      Dopala się nafta w
      lampce.
      Lamentuje nad uchem
      komar.
      Może to ty, matko, na
      niebie
      jesteś tymi gwiazdami kilkoma
      ?.

      Albo na jeziorze żaglem białym
      ?.
      Albo falą w brzegi pochyłe
      ?.
      Może twoje dłonie
      posypały
      mój manuskrypt gwiaździstym pyłem
      ?.

      A możeś jest południowa
      godzina,
      mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach
      ?.
      Wczoraj szpilkę znalazłem w trzcinach
      -
      od włosów. Czy to nie twoja
      ?.

      .............................."

      K.I.Gałczyński - Spotkanie z
      matką.

      • Gość: k Re: Dzięki Dziku,prosimy o jeszcze. IP: 212.244.77.* 14.03.02, 13:51
        • Gość: Imagine Troche z innej strony... IP: *.unl.edu 14.03.02, 15:52
          Gość portalu: k napisał(a):


          Piekny watek. Brawo Dzik i dzieki Ci za to. Ja jednak, jesli mozna, inaczej widze
          sprawe umierania, Boga i zmartwywstania. Po pierwsze uwazam, ze nasza cywilizacja
          miala poczatek w innej czesci naszego Universe, nie tu na Ziemii. Po drugie,
          pierwsi osadnicy byli istotami duchowymi, potrafiacymi zmieniac gestosc swego
          ciala ze spirytualnego do fizycznego wedle zyczenia. Z biegiem czasu,
          prawdopodobnie po uplywie milionow lat ziemskich, osadnicy owi zatracili swa
          zdolnosc zmieniania gestosci swych cial i aby to osiagnac jedynym wyjsciem byla
          wlasnie... smierc fizyczna, ktora uwalniala cialo spirytualne z wiezienia
          3-wymiarowej rzeczywistosci. Osadnicy owi, stajac sie "bardziej ziemscy", zaczeli
          experymentowac z Natura (w podobny sposob jak to robimy dzisiaj) i to doprowadzilo
          do katastrofy. Tu dochodzimy do biblijnego Wygnania z Raju. Reszte juz znamy.
          Smierc stala sie koniecznoscia, ale tak nie bylo kiedys i naszym celem jest powrot
          do owego Edenu, gdzie nie bylo chorob, smierci fizycznej, pracy (tak, tak,
          zwolennicy etyki kapitalistycznej). Generalnie naszym celem jest niesmiertelnosc
          fizyczna a nie jakies zaswiaty. W zaswiaty udajemy sie na swego rodzaju SAD,
          o ktorym pisze Dzik, ale powracamy na ziemie, do szkoly, by w koncu zrozumiec
          swe powolanie do zycia wiecznego, w tym trzecim wymiarze.
          Pozdr, Imagine.
          • Gość: Dzik Re: Troche z innej strony... do Imagine IP: *.pse.pl 14.03.02, 16:07
            Twój list wygląda trochę jak scenariusz filmu s-f -
            "Gwiedne wrota" albo coś takiego.

            to ciekawe
            choć mniej prawdopodobne od istnienia Boga (Stwórcy),
            którego obecność ludzi wierzący odczuwają na codzięń.

            Jeśli powiesz, że ten Bóg to po prostu przybysz z
            kosmosu to się z tobą +- zgadzam.
            Jeśli powiesz, że Jezus był pierwszym, który musiał
            umrzęc by żyć wiecznie to nie ma zgody.
            • Gość: AndrzejG Dziku-ty masz przechlapane IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 16:13
              nie dość ,że atakuja cię tacy niewierzący jak ja,
              to jeszcze musisz odpowiadać różnego rodzaju wierzącym inaczej.

              Andrzej
              • Gość: Dzik Re: Dziku-ty masz przechlapane IP: *.pse.pl 14.03.02, 16:17
                Ale ja się wcale nie czuję atakowany przez was
                i lubię wam odpowiadać.

                Jest kilka wyjątków od tej reguły,
                ci którym nie odpisuję wiedzą o kogo chodzi
                • Gość: AndrzejG przenosząc w real IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 16:22
                  Gość portalu: Dzik napisał(a):

                  > Ale ja się wcale nie czuję atakowany przez was
                  > i lubię wam odpowiadać.
                  >
                  > Jest kilka wyjątków od tej reguły,
                  > ci którym nie odpisuję wiedzą o kogo chodzi

                  no właśnie.
                  W realu też lubię byc w centrum uwagi , jednak to jest moje środowisko
                  ukształtowane przy moim udziale.
                  A tu?Tyleż przypadkowości, anonimowości pozwalającej na niewybredne ataki.
                  Aż głupio wystepować i w roli atakującego.

                  Andrzej
            • Gość: Imagine Re: Troche z innej strony... do Imagine IP: *.unl.edu 14.03.02, 16:22
              Gość portalu: Dzik napisał(a):

              > Twój list wygląda trochę jak scenariusz filmu s-f -
              > "Gwiedne wrota" albo coś takiego.
              >
              > to ciekawe
              > choć mniej prawdopodobne od istnienia Boga (Stwórcy),
              > którego obecność ludzi wierzący odczuwają na codzięń.
              >
              > Jeśli powiesz, że ten Bóg to po prostu przybysz z
              > kosmosu to się z tobą +- zgadzam.
              > Jeśli powiesz, że Jezus był pierwszym, który musiał
              > umrzęc by żyć wiecznie to nie ma zgody.

              To nie Bog przybyl z kosmosu. Podroze miedzygalaktyczne mozliwe sa tylko
              za pomoca czegos podobnego do teleportacji, gdzie Swiadomosc przemieszcza
              sie odbudowujac (lub obudowujac sie) zgodnie do zastanych warunkow fizycznych.
              Nie ma innego Boga niz Zycie samo.
              Jezus nie byl pierwszym, ktory umarl by zyc wiecznie. My wszyscy doswiadczamy
              tego procesu i w rzeczywistosci zyjemy wiecznie czy tego chcemy czy nie, czy wiemy
              o tym czy nie. Zmieniamy tylko (nasza swiadomosc, ktora w rzeczywistosci jestesmy)
              garnitur w jakim wystepujemy, jesli pozwolisz mi na takie porownanie.
              Rola Jezusa bylo pokazanie, ze nie ma smierci, tej ktorej tak sie boimy,
              przypomnienie nam o dawno zapomnianych umiejetnosciach, zycia wiecznego, tu na
              ziemi. Nie wiem co kosciol nawyprawial z naukami, gdyz ta wersja, ktora nam
              tluka do glow kupy sie nie trzyma.
              Pozdr, Imagine.
              • Gość: Dzik Re: Trzymaj się, E.T. :-) IP: *.pse.pl 14.03.02, 16:24
                • Gość: Imagine Ladnie konczysz rozmowe ze mna IP: *.unl.edu 14.03.02, 16:55
                  Gość portalu: Dzik napisał(a):


                  Dzieki Dziku, nie widzialem ET, ani innych Gwiezdnych Wojen. Duzo czytam
                  na ten temat, ale nic w rodzaju Power Rangers. Poza tym rozmyslam i dochodze
                  do takich a nie innych wnioskow. Dusze sie w dogmie proponowanej przez kosciol
                  katolicki, ale dusze sie tez w doktrynie Darwina. Uwazam za szczyt blazenady
                  przyjecie, ze zycie zaczelo sie na ziemi. To taka sama prawda jak to, ze slonce
                  kreci wokol ziemi. Nie jestes pierwszym ,ktory konczy rozwazania ze mna w ten
                  wlasnie sposob. Czy lepiej naprawde rozmawiac o Bozi, Sadzie Ostatecznym czy moze
                  lepiej przyjac te historie jako zagadke i szukac prawdziwego znaczenia tych
                  cywilizacyjnych symboli ? Juz czas by ludzkosc wyrosla z kupy niedorzecznosci,
                  niedopowiedzen, czyichs klapek na oczach, nie uwazasz ?
                  Pozdr, Imagine.
                  • Gość: Dzik Re: Do Imagine IP: *.pse.pl 14.03.02, 17:05
                    nie miałem niczego złego na myłśi i nie chciałem cię,
                    bron Boże, urazić, pisząc do ciebie 'E.T.'

                    Nie widziałeś - jak piszesz - filmu Spillberga,
                    więc może nie wiesz, że E.T. był to bardzo
                    sympatyczny gość z kosmosu. Gdyby twoja teoria była
                    słuszna to, i ty, i ja, bylibyśmy takimi goścmi z
                    kosmosu.

                    Pisząć 'trzymaj się' pisałem jak E.T. do E.T.


                    pozdrawiam


                    • Gość: Imagine Re: Do Imagine IP: *.unl.edu 14.03.02, 17:14
                      Gość portalu: Dzik napisał(a):

                      > nie miałem niczego złego na myłśi i nie chciałem cię,
                      > bron Boże, urazić, pisząc do ciebie 'E.T.'
                      >
                      > Nie widziałeś - jak piszesz - filmu Spillberga,
                      > więc może nie wiesz, że E.T. był to bardzo
                      > sympatyczny gość z kosmosu. Gdyby twoja teoria była
                      > słuszna to, i ty, i ja, bylibyśmy takimi goścmi z
                      > kosmosu.
                      >
                      > Pisząć 'trzymaj się' pisałem jak E.T. do E.T.
                      >
                      >
                      > pozdrawiam
                      >
                      >

                      Nie gniewam sie Dziku, mam jednak problem, gdyz ludzie zazwyczaj unikaja
                      glebszych refleksji na poruszony przez Ciebie temat. Ot, papka podana i
                      skonsumowana. Dla mnie Jezus byl takim wlasnie przybyszem, przypominaczem,
                      misjonazem, naszym "kuzynem" ze zrodla, z ktorego tu sie dostalismy, a o ktorym
                      wiekszosc juz zapomniala. Echo owego Raju, Edenu, kolaczace sie w piwnicach
                      naszych swiadomosci, musi miec swoj odpowiednik w rzeczywistosci, ktora byla
                      kiedys naszym zyciem !!!! My nic nie jestesmy w stanie wymyslec, co juz nie
                      istnialo kiedys.
                      Pozdr, Imagine.
    • Gość: AndrzejG Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 15:39
      Gość portalu: Dzik napisał(a):

      > Notatki z nieudanych rekolekcji:
      >
      > Akt 1 Śmierć
      > Akt 2 Przed Bogiem
      > Akt 3 Zmartwychwstanie
      > Epilog

      Zabrałem już głos w dyskusji , a pwinienem zacząć od tego postu.
      Według mojego rozeznania to tylko śmierć jest pewnikiem.
      Reszta to wymysł ludzi.

      Andrzej
      • Gość: Dzik Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.pse.pl 14.03.02, 16:21
        Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

        > Gość portalu: Dzik napisał(a):
        >
        > > Notatki z nieudanych rekolekcji:
        > >
        > > Akt 1 Śmierć
        > > Akt 2 Przed Bogiem
        > > Akt 3 Zmartwychwstanie
        > > Epilog
        >
        > Zabrałem już głos w dyskusji , a pwinienem zacząć od
        > tego postu.
        > Według mojego rozeznania to tylko śmierć jest
        > pewnikiem.
        > Reszta to wymysł ludzi.
        >
        > Andrzej
        To zupełnie na odwrót niż ludzie wierzący
        dla których Bóg i zmartwychwstanie są pewnikiem
        - na ile może być pewnikiem to, w co wierzę -
        a śmierć jako kres wszystkiego jest wymysłem ludzi.
        Zresztą, nie obraź się, ale wymysłem ludzi niewierzących.

        • Gość: AndrzejG Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.03.02, 16:26
          Gość portalu: Dzik napisał(a):

          > Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
          >
          > > Gość portalu: Dzik napisał(a):
          > >
          > > > Notatki z nieudanych rekolekcji:
          > > >
          > > > Akt 1 Śmierć
          > > > Akt 2 Przed Bogiem
          > > > Akt 3 Zmartwychwstanie
          > > > Epilog
          > >
          > > Zabrałem już głos w dyskusji , a pwinienem zacząć od
          > > tego postu.
          > > Według mojego rozeznania to tylko śmierć jest
          > > pewnikiem.
          > > Reszta to wymysł ludzi.
          > >
          > > Andrzej
          > To zupełnie na odwrót niż ludzie wierzący
          > dla których Bóg i zmartwychwstanie są pewnikiem
          > - na ile może być pewnikiem to, w co wierzę -
          > a śmierć jako kres wszystkiego jest wymysłem ludzi.
          > Zresztą, nie obraź się, ale wymysłem ludzi niewierzących.
          >

          Przeciez wiesz ,że nie obrażam się.
          To co napisałeś jest głebokie i warte przemyślenia.

          Mam powazne wątpliwości , co jest wymysłem ludzi: kres wszystkiego
          czy życie wieczne?

          Andrzej
          • Gość: Dzik Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.pse.pl 14.03.02, 16:57
            Gość portalu: AndrzejG napisał(a):


            > Mam powazne wątpliwości, co jest wymysłem ludzi:
            > kres wszystkiego czy życie wieczne?
            ciekawe, czy jest ktoś rozumny, kto nigdy nie ma takich
            wątpliowści.

            Mnie się nie mieści w głowie, że miałbym być jedynie
            kupą materii. Trochę lepszą niż byle bydle, bo zdolną
            do inteligentnego, abstrakcyjnego myślenia
            i np wymyślenia sobie Boga.
            Chociaż niewiele wiemy o tym co naprawdę myśli
            o nas nasz pies, może też myśli abstrakcyjnie.

            Nie mięści mi się w głowie, że to wszystko czym żyję,
            wszystkie uczucia, marzenia, pamięć, wyobraźnia, to
            jedynie wynik jakiegoś szczególnego zbiegu okoliczności
            w naturze.
            Nie mieści mi się w głowie że świat ogranicza się
            jedynie do materii lub jej braku (próżnia) i nie może
            (dlaczego ?) istnieć coś ponadto.

            Może to braki w wyobraźni, których nie mają osoby nie
            wierzące w Boga.


            Daje mi do myślenia, że człowiek jest jedyną istotą,
            która w sposób świadomy wyznacza sobie lub przyjmuje
            (Dekalog) kodeks postępowania, a następnie świadomie
            ten kodeks łamie.
            Grzeszy dla samej przyjemności grzeszenia.
            Powiem przewrotnie, że gdyby człowiek
            był po prostu zwierzęciem to chyba, najgorszym ze
            wszystkich, bo zdolnym do najgorszych okrucieństw
            i łajdactw bez sensu, a to byłoby dziwne, bo przyroda
            jest bardzo 'sensowna'.

            Myślę, że istnienie w człowieku i wokół niego, tego
            wyjątkowego w przyrodzie zła, jest dowodem na istnienie
            szatana (księcia ciemności), jako przeciwieństwa Boga,
            a skoro istnieje szatan to tym bardziej musi istnieć
            Bóg, bo "przyroda nie lubi próżni".

            Paradoksalnie nie tylko wyjątkowe dobro ale
            i zło w świecie też jest dowodem na istnienie
            Boga.

            Można w to wierzyć lub nie.
            Ale dlaczego nie ???


            >
            > Andrzej

            • Gość: AndrzejG Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 05:01
              Gość portalu: Dzik napisał(a):

              > Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
              >
              >
              > > Mam powazne wątpliwości, co jest wymysłem ludzi:
              > > kres wszystkiego czy życie wieczne?
              > ciekawe, czy jest ktoś rozumny, kto nigdy nie ma takich
              > wątpliowści.
              >
              > Mnie się nie mieści w głowie, że miałbym być jedynie
              > kupą materii. Trochę lepszą niż byle bydle, bo zdolną
              > do inteligentnego, abstrakcyjnego myślenia
              > i np wymyślenia sobie Boga.
              > Chociaż niewiele wiemy o tym co naprawdę myśli
              > o nas nasz pies, może też myśli abstrakcyjnie.
              >
              > Nie mięści mi się w głowie, że to wszystko czym żyję,
              > wszystkie uczucia, marzenia, pamięć, wyobraźnia, to
              > jedynie wynik jakiegoś szczególnego zbiegu okoliczności
              > w naturze.
              > Nie mieści mi się w głowie że świat ogranicza się
              > jedynie do materii lub jej braku (próżnia) i nie może
              > (dlaczego ?) istnieć coś ponadto.
              >
              > Może to braki w wyobraźni, których nie mają osoby nie
              > wierzące w Boga.
              >
              >
              > Daje mi do myślenia, że człowiek jest jedyną istotą,
              > która w sposób świadomy wyznacza sobie lub przyjmuje
              > (Dekalog) kodeks postępowania, a następnie świadomie
              > ten kodeks łamie.
              > Grzeszy dla samej przyjemności grzeszenia.
              > Powiem przewrotnie, że gdyby człowiek
              > był po prostu zwierzęciem to chyba, najgorszym ze
              > wszystkich, bo zdolnym do najgorszych okrucieństw
              > i łajdactw bez sensu, a to byłoby dziwne, bo przyroda
              > jest bardzo 'sensowna'.
              >
              > Myślę, że istnienie w człowieku i wokół niego, tego
              > wyjątkowego w przyrodzie zła, jest dowodem na istnienie
              > szatana (księcia ciemności), jako przeciwieństwa Boga,
              > a skoro istnieje szatan to tym bardziej musi istnieć
              > Bóg, bo "przyroda nie lubi próżni".
              >
              > Paradoksalnie nie tylko wyjątkowe dobro ale
              > i zło w świecie też jest dowodem na istnienie
              > Boga.
              >
              > Można w to wierzyć lub nie.
              > Ale dlaczego nie ???
              >
              >
              > >
              > > Andrzej
              >

              Też się zastanawiałem , ale dlaczego uwierzyć.
              To jest taka sfera człowieka ,że nic na przymus, nie da się.
              Nieraz zastanawiam sie nad sensem tego wszystkiego i czy
              rzeczywiście jestesmy kupą materii i czym poza rozbudowanym
              mysleniem abstrakcyjnym różnimy się od zwierząt.
              Róznimy się umiejętnościa pisania , bo swoistą mowę
              posiadają i zwierzęta.Posiadają one również zależności
              i uwarukowania zachowań pomagające życ w grupie.
              Róznimy się od nich tym ,że potrafiliśmy to zapisać i przekazywać
              idee bez konieczności naszej obecności.
              Dodatkową różnicą jest świadomość mijania,
              a w związku z tym zadawanie sobie pytania 'po co to wszystko'
              'Czyż jest jakiś sens w moim zyciu , gdyby ograniczało się tylko do materii?'

              Najprościej uwierzyć w siłę sprawczą tego wszystkiego.Całe życie
              napiera jasności , wszystko jest poukładane , mamy Dekalog i problemem
              moralności jest w zasadzie jego przestrzeganie.
              Tylko w tej wierze za dużo jest działań człowieka ,a za mało samego Boga.
              Dlaczego mam uwierzyć nie widząc?

              Jakiś sens tego wszechświata powinien być ,ale to nie znaczy że musi.
              Siłę sprawczą możemy nazwać Bogiem , ale nie jest on tym opisywanym
              przez ludzi.Ten nasz ziemski Bóg służy do uregulowania życia społecznego,
              tu na ziemi i był i jest wykorzystywany do celów czysto przyziemnych.
              To tym bardziej nie uwierzę w takiego Boga.

              A zło i dobro.To jest też wymysł rozumu ludzkiego , jego mozliwości
              oceny zdarzeń czyli nie może być dowodem na istnienie drugiego
              wymysłu abstrakcyjnej częsci naszego umysłu.

              Dziku , pewnie Ci jest łatwiej z ta wiarą.

              Andrzej
              • Gość: Dzik Re: do AG IP: *.pse.pl 15.03.02, 11:32
                AG:
                Też się zastanawiałem, ale dlaczego uwierzyć.
                To jest taka sfera człowieka, że nic na przymus,
                nie da się.

                Dz:
                Każdy wierzyć może, trochę lepiej lub trochę gorzej.
                "Szukajcie a znajdziecie".

                Może wpadnij czasem do kościoła dominikanów to ten przy
                Freta po schodkach w dół, niedziela 12:00, a jeśli
                chcesz wysłuchać modlitw dzieci 'za mamę i za misia'
                (autentyczne) o 10:30.

                AG:
                Róznimy się umiejętnościa pisania, bo swoistą mowę
                posiadają i zwierzęta. Posiadają one również zależności
                i uwarukowania zachowań pomagające życ w grupie.

                Dz:
                słyszałeś pewnie w jak skomplikowany ale precyzyjny
                sposób, pszczoły przekazują sobie informacje gdzie
                szukać nektaru. To piękne.

                AG:
                Różnimy się od nich tym, że potrafiliśmy to zapisać
                i przekazywać idee bez konieczności naszej obecności.
                Dodatkową różnicą jest świadomość mijania,
                a w związku z tym zadawanie sobie pytania 'po co to
                wszystko'.
                'Czyż jest jakiś sens w moim zyciu , gdyby ograniczało
                się tylko do materii?'

                Dz:
                Ba, a czy ja wiem o czym 'myśli' pies?.
                Może też o przemijaniu i po co to wszystko.
                Albo co myślą słonie gdy przystają przy szkielecie
                innego słonia. Stoją jakby odprawiałay nabożeństwo
                żałobne.

                AG:
                Najprościej uwierzyć w siłę sprawczą tego wszystkiego.
                Całe życie nabiera jasności, wszystko jest poukładane,
                mamy Dekalog i problemem moralności jest w zasadzie
                jego przestrzeganie.
                Tylko w tej wierze za dużo jest działań człowieka,
                a za mało samego Boga.
                Dlaczego mam uwierzyć nie widząc?

                Dz: Bo gdybyś widział, wiara nie była (smutną)
                koniecznością.

                AG:
                Jakiś sens tego wszechświata powinien być, ale to nie
                znaczy że musi.
                Siłę sprawczą możemy nazwać Bogiem, ale nie jest on tym
                opisywanym przez ludzi. Ten nasz ziemski Bóg służy do
                uregulowania życia społecznego, tu na ziemi i był i
                jest
                wykorzystywany do celów czysto przyziemnych.
                To tym bardziej nie uwierzę w takiego Boga.

                Dz:
                jeśli ktoś wykorzystuje swojego boga do przyziemnych
                celów
                to nie chodzi mu o boga tylko o te cele.
                Nie jest człowiekiem prawdziwie wierzącym.
                Ale czy to wina Boga ?

                AG:
                A zło i dobro. To jest też wymysł rozumu ludzkiego,
                jego mozliwości oceny zdarzeń czyli nie może być
                dowodem
                na istnienie drugiego wymysłu abstrakcyjnej częsci
                naszego
                umysłu.
                Dziku , pewnie Ci jest łatwiej z ta wiarą.
                Andrzej

                Dz:
                czasem trudniej, gdy mam nastawiać drugi policzek lub
                wybaczać a ręce świerzbią.

                No i ten dekalog .... ech czasem chciałoby się
                zgrzeszyć a oko opatrzności patrzy.
                Gorzej niż w 'Big Brother'.




    • Gość: waw Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 20:40
      Ukłony
      ostatnio rzadko zagladam na forum, bo jakby skórczyła mi się czasoprzestrzeń
      zawodowa, ale kiedy tacy klasycy, jak Dzik i Andrzej dyskutują, to korci do
      włączemia sie.
      Przerabiałem dwukrotnie punkt 1, raz kiedy powiedziano mi, że mam
      prawdopodobnie czerniaka i drugi raz kiedy zbierali mnie na stole operacyjnym
      po reakcji na jakieś farmaceutyczne świństwo. Zastanawiam się, która śmierć był
      gorsza, ta która zabiła chęć życia, czy ta, ktróa zabrała mi 4 minuty? To było
      kiedy miałem 19 lat, ale do dziś czasami słyszę ten smutny głos, mój własny
      głos ... to koniec chłopie, paczkuj się. Zmartwychwstawałem też dwa razy,
      pierwszy kiedy z poparzeniami na klacie i rurą w gardle obudziłem się pośród
      kabli tego cholernego pikania, a drugi raz kiedy nadeszły wyniki badań
      histopatologicznych. Miałęm szczęście, rozpoznanie było błędne.
      Nie doznałem środkowej części dramatu, cały czas byłem sam, bez tuneli,
      światełek i spływającej na mnie dobroci, nic, kompletnie nic. I tak się
      zacząłem zastanawiać, czy On jest, czy nie, a może nie zasłużyłem sobie na
      słynne obrazy z życia pożyciu?
      Może trochę smucę, ale nie mogłem się powstrzymać.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: Imagine Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.unl.edu 14.03.02, 20:45
        Gość portalu: waw napisał(a):

        > Ukłony
        > ostatnio rzadko zagladam na forum, bo jakby skórczyła mi się czasoprzestrzeń
        > zawodowa, ale kiedy tacy klasycy, jak Dzik i Andrzej dyskutują, to korci do
        > włączemia sie.
        > Przerabiałem dwukrotnie punkt 1, raz kiedy powiedziano mi, że mam
        > prawdopodobnie czerniaka i drugi raz kiedy zbierali mnie na stole operacyjnym
        > po reakcji na jakieś farmaceutyczne świństwo. Zastanawiam się, która śmierć był
        >
        > gorsza, ta która zabiła chęć życia, czy ta, ktróa zabrała mi 4 minuty? To było
        > kiedy miałem 19 lat, ale do dziś czasami słyszę ten smutny głos, mój własny
        > głos ... to koniec chłopie, paczkuj się. Zmartwychwstawałem też dwa razy,
        > pierwszy kiedy z poparzeniami na klacie i rurą w gardle obudziłem się pośród
        > kabli tego cholernego pikania, a drugi raz kiedy nadeszły wyniki badań
        > histopatologicznych. Miałęm szczęście, rozpoznanie było błędne.
        > Nie doznałem środkowej części dramatu, cały czas byłem sam, bez tuneli,
        > światełek i spływającej na mnie dobroci, nic, kompletnie nic. I tak się
        > zacząłem zastanawiać, czy On jest, czy nie, a może nie zasłużyłem sobie na
        > słynne obrazy z życia pożyciu?
        > Może trochę smucę, ale nie mogłem się powstrzymać.
        > Serdeczne pozdrowienia.

        Czekaj, czekaj. Powiedz cos wiecej o tej "srodkowej czesci dramatu". Skad wiesz
        ze to byl srodek ? Jak czules to NIC ?
        Pozdr, Imagine.
        • Gość: waw Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 20:51
          Poprostu po podaniu leku dostałem zapaści, ustała, akcja serca i oddech,
          rozpoczęła się kalsyczna śmierć kliniczna, po 4 minutowej reanimacji i
          nafaszerowniu mnie różnymi świństwami wróciłem do życia. Nie było żadnego
          unoszenia się nad stłem, oglądania akcji reanimacyjnej, tunelu i jasnego
          światła. Była tylko boląca od defibrylatora klata i ta cholerna rura w gardle.
          Niniejszym nadmieniam, że czytałem Życie po życiu przed operacją i mogłem się
          sugerować, a tu nic.
          pzdr
          • Gość: Imagine Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.unl.edu 14.03.02, 22:44
            Gość portalu: waw napisał(a):

            > Poprostu po podaniu leku dostałem zapaści, ustała, akcja serca i oddech,
            > rozpoczęła się kalsyczna śmierć kliniczna, po 4 minutowej reanimacji i
            > nafaszerowniu mnie różnymi świństwami wróciłem do życia. Nie było żadnego
            > unoszenia się nad stłem, oglądania akcji reanimacyjnej, tunelu i jasnego
            > światła. Była tylko boląca od defibrylatora klata i ta cholerna rura w gardle.
            > Niniejszym nadmieniam, że czytałem Życie po życiu przed operacją i mogłem się
            > sugerować, a tu nic.
            > pzdr

            Co wiec myslisz o tych relacjach, tunelach, swiatlach itp. Znam osobiscie
            klienta, ktory szedl przez ten tunel.
            Pozdr, Imagine.
            • Gość: waw Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 15.03.02, 08:07
              Przyznam szczerze, że nie bardzo wiem, jak zinterpretować tą sytuację. Zdarzało
              mi się o tym dyskutować z różnymi ludźmi, o różnych światopoglądach i nic z
              tych rozmów nie wyniknęło poza frazesami.
              Tak mi się jednak zdaje, że jest to problem wiary, problem czego oczekujemy w
              takich chwilach i co mamy zakodowane w mózgach. Wierzący widzą znaki boże, inni
              nie widzą nic, bo ich umierająca świadomość nie tworzy obrazów, do których
              przyzwyczajali się całe życie.
              pzdr.
              • Gość: Milek Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.abo.wanadoo.fr 15.03.02, 11:41
                Gość portalu: waw napisał(a):

                > Przyznam szczerze, że nie bardzo wiem, jak zinterpretować tą sytuację. Zdarzało
                >
                > mi się o tym dyskutować z różnymi ludźmi, o różnych światopoglądach i nic z
                > tych rozmów nie wyniknęło poza frazesami.
                > Tak mi się jednak zdaje, że jest to problem wiary, problem czego oczekujemy w
                > takich chwilach i co mamy zakodowane w mózgach. Wierzący widzą znaki boże, inni
                >
                > nie widzą nic, bo ich umierająca świadomość nie tworzy obrazów, do których
                > przyzwyczajali się całe życie.
                > pzdr.

                Moze to bedzie kolejny frazes, ale mysle, ze ani tunel w doswiadczeniach smierci klinicznej,
                ani brak takiego tunelu, nie dowodzi niczego zgola. Swiadomosc jest generalnie bardzo
                trudnym terenem badan, o czym wiedza zarowno psychologowie, jak i rejestruje psychiatria kliniczna.
                Ot, po prostu. Mnie bardziej przekonuje fakt, ze przezyles sytuacje, ktorych po ludzku, z racjonalnego
                tudziez naukowego punktu widzenia - nie powinienes byl przezyc...
                Po prostu.
                Moze to zbyt duzo racjonalizmu, jak na katoliczke?
                Pozdrawiam
                Milek
                • Gość: waw Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 15.03.02, 13:44
                  Moje wewnętrzne odczucia są podobne, ważny jest finał sprawy, być może to nie
                  był mój czas i może mam jeszcze coś do załatwienia w życiu.
                  Pozdrawiam
              • Gość: Imagine Brakujacy element zagadki - znaleziony IP: *.unl.edu 15.03.02, 15:49
                Gość portalu: waw napisał(a):

                > Przyznam szczerze, że nie bardzo wiem, jak zinterpretować tą sytuację. Zdarzało
                >
                > mi się o tym dyskutować z różnymi ludźmi, o różnych światopoglądach i nic z
                > tych rozmów nie wyniknęło poza frazesami.
                > Tak mi się jednak zdaje, że jest to problem wiary, problem czego oczekujemy w
                > takich chwilach i co mamy zakodowane w mózgach. Wierzący widzą znaki boże, inni
                >
                > nie widzą nic, bo ich umierająca świadomość nie tworzy obrazów, do których
                > przyzwyczajali się całe życie.
                > pzdr.

                hej, moze tu jest odpowiedz na odwieczny dylemat, a mianowicie, ze jak wierzysz,
                to bedziesz zbawiony. Przypomina mi to pewne taoistyczne domysly, ze zbawionym
                moze byc tylko ten, kto umie skrystalizowac swa dusze w spirytualne cialo, ktore
                moze przetrwac poza fizycznym cialem. Innymi slowy, w naszych rekach lezy nasze
                zbawienie, czy zycie po zyciu. Czyli ci, co nie wierza beda potepieni na wieki.
                To zaczyna mi coraz bardziej pasowac. Co myslisz o tym ?
                Pozdr, Imagine.
      • Gość: AndrzejG Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.03.02, 05:06
        Cześć

        Zastanawiałem się nieraz nad wpływam tragicznych zdarzeń
        na naszą życiową postawę ,na nasze poglądy.
        Na ile wynikają one z przewatościowania naszych poglądów
        w obliczu tragedii , a na ile z wpływu i oczekiwań naszego
        środowiska społecznego.W obliczu tragedii stajemy się słabsi
        psychicznie i podatniejsi na wszelkiego rodzaju sugestie.

        Andrzej
        • Gość: waw Re: Śmierć - Bóg - Zmartwychwstanie IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 15.03.02, 13:52
          Jest sporo prawdy w tym co piszesz, jednak nie generalizowałbym, ponieważ tyle
          postaw ilu ludzi. Silniejsi psychicznie wychodzą często wzmocnieni i pewniejsi,
          że ich życie ma jakąś wartość, kiedy widzą reakcje najbliższych w momentach
          przełomowych. Słabsi uciekają w kierunku sił nadprzyrodzonych, które dają im
          komfort braku konieczności pojmowania przyczyn i skutków zaistniałej sytuacji.
          Obie te postawy mieszczą się jednak w ramach zwykłych reakcji ludzkiej
          świadomości.
          Ja podobno zmieniłem się w sposób trudny do pojęcia przez moje najbliższe
          otoczenie, stałęm się bardziej dojrzały i bardziej dociekliwy prawd tego świata.
          Pozdrawiam
      • Gość: Dzik Dzięki waw, i obyśmy tylko zdrowi byli IP: *.pse.pl 15.03.02, 11:34
        • Gość: waw Re: i wzajemnie IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 15.03.02, 13:53
    • Gość: Dzik Śmierć *** (wersja przeformatowana) IP: *.pse.pl 18.03.02, 10:50
    • Gość: Dzik Śmierć *** ??? IP: *.pse.pl 18.03.02, 11:27
      Akt pierwszy
      ŚMIERĆ

      "To nie jst tak, że boje się umrzeć.
      Ja tylko nie chcę być przy tym
      obecny".

      Woody Allen.

      ==============================================

      Drzwi zadrżały - kto to?
      - śmierć
      weszła drobna malutka z kosą jak zapałka
      Zdziwienie. Oczy w słup
      A ona
      - przyszłam po
      kanarka.

      Ks. Jan Twardowski - Usłyszane zapisane

      ---------------------------------------------

      "Śmierć, jak wiemy, jest wydarzeniem nie tylko
      naturalnym, ale także społecznym, religijnym
      kosmicznym. Mówimy oczywiście o śmierci
      przychodzącej w zwykłym, względnie stabilnym
      porządku życia; w czasach wielkich klęsk żywiołowych,
      wielkiej zarazy, wojny, ludobójstwa, zwykłe pogrzeby
      są często niewykonalne, zwłoki masowo się usuwa do
      zbiorowych dołów albo spopiela, kości są anonimowe, nie
      ma czasu na rytuały.
      W normalnych - w przybliżeniu - czasach rytuały są
      konieczne. Śmierć, chociaż nie jest wydarzeniem rzadkim
      albo niezwykłym, zawsze narusza spójność zbiorowości,
      rodzi niepokój i zatrwożenie, wytrąca z rutyny. Rytuał
      ma przywracać normalność, utwierdzić od nowa skaleczoną
      wspólnotę. W naszej obyczajowości również stypa
      jest częścią tego procesu: wracamy do domu,
      wszystko działa, jemy wieczerzę, jesteśmy tą samą
      zbiorowością[...]. Śmierć rodzi zarówno fasynację,
      obecną zwłaszcza w niektórych cywilizacjach (przykładem
      Meksyk), jak też chęć usunięcia sprawy z pamięci".

      Leszek Kołakowski - O pogrzebach

      ----------------------------------------------------

      "Nie mogąc znależć lekarstwa na śmierć, nędzę,
      niewiedzę, postanowili - aby osiągnąć szczęście
      - nie myśleć o tym.

      Blaise Pascal - Myśli II, 1660

      ----------------------------------------------------

      "Pogrzeb w pełni katolicki jest, oczywiśćie, zasnuty
      smutkiem, ale też wypełniony nadzieją, skoro zmarły
      powierzony jest boskiemu miłosierdziu, kapłan wzywa,
      by obecni modlili się za duszę świętej pamięci brata
      naszego, zapowiada zmartwychwstanie; my żegnamy go
      po prostu przed wielką podróżą do Jeruzalem
      niebiańskiej. Rytuał jest osadzony w wierze, w której
      śmierć została pokonana. Możemy więc mówić jak w
      hymnie Prudentiusa: Iam maesta quiesce querela,
      Lacrimas suspendite, matres, Nullus sua pignora
      plangat, Mors haec reparatio vitae est
      (Ucisz żale bolesne, Niech łzy wam nie płyną, matki,
      Nikt niech lamentów nie wznosi, Śmierć to odnowa
      życia)".

      Leszek Kołakowski - O pogrzebach.

      -----------------------------------------------------

      "Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej
      godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o
      bólu - z powodu radości, że się człowiek na świat
      narodził. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu
      jednak was zobaczę o rozraduje się serce wasze, a
      radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś
      dniu o nic nie będziecie Mnie pytać".
      "Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się
      w radość"

      Ewangelia św. Jana 16,16

      ------------------------------------------------------

      "Skoro my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a skoro
      tylko śmierć się pojawi - nas już nie ma".

      Epikur z
      Samos.

      • Gość: anomen wszystkiego po trochu IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 18.03.02, 11:57
        witam, fajny wątek, miło się czytało.

        1. Zastanawiam się jaki jest sens szukać głębiej, poza pojęciami Boga,
        zbawienia czegoś, co jakoby jest za tym ukryte.
        Był taki człowiek, Bultmann, który chciał odmitologizować Biblię. Innymi słowy:
        odrzeć język Pisma z warstwy "zabobonnych" pojęć, takich
        jak "zmartwychwstanie" "anioły" "demony" itp. Jeden z jego uczniów doprowadził
        jego dzieło do kresu - odmitologizował pojęcie Boga - jako opis dylematu, jaki
        jest w każdym człowieku mogę/powinienem.

        Cóż więc nam zostaje? Mogę/powinienem? Ufoludki? Czy to rzeczywiście "bardziej
        naukowa" albo "bardziej prawdziwa" wersja Boga i zbawienia?

        Jestem głeboko przekonany, że wiara jest dziełem Ducha Świętego i jest sprawą
        Bożych wybranych, dltego nie mam ochoty jakoś specjalnie apologetyzować za
        tradycyjnym traktowaniem owych pojęć (w które święcie wierzę). Chodzi mi po
        prostu o prostą obserwację: bez Boga jesteśmy, razem z całym naszym światem,
        żałośni.

        2. czego się w śmierci boimy? ja boję się niebytu. jest to doświadczenie
        zupełnie mi obce. Moja dusza woła: jestem nieśmiertelna! Moje serce woła: Boże,
        zachowaj mnie w swojej łasce. A śmierć przychodzi nieubłaganie. Jestem
        wdzięczny za nadzieję życia wiecznego. Rzeczywiście to pomaga. Ale i utrudnia -
        życie w perspektywie wieczności oznacza życie przemienione.
        jest chyba jeszcze aspekt - obawa przed tym, co tam zastaniemy. Na podstawie
        doświadczenia żaden z nas wypowiedzieć się nie może. Możemy miec tylko
        nadzieję. Że nasza wiara - bo każdy tu musi na niej się oprzeć - poprowadzi nas
        poza śmierć - w niebyt, życie wieczne czy cokolwiek innego.

        3. Nie szukałbym żadnego "portretu osobowości" wierzącej osoby. Prawda jest
        taka: Duch Boży może użyć wszystkiego. Innymi słowy, generalizowanie "tacy to a
        tacy wierzą" albo: "wiara pojawia się, gdy" jest spłyceniem. Znam świadectwa
        wielu bardzo róznych osób, w których życiu nawrócenie przychodziło w bardzo
        różnych, krańcowo odmiennych okolicznościach. Wydaje mi się, że jedynym
        wspólnym mianownikiem jest Boża łaska.

        pozdrowienia,

        a.


      • Gość: Dzik Re: Śmierć - fragment wywiadu z x.W.Hryniewiczem IP: *.pse.pl 18.03.02, 15:48
        "Czy często rozmyśla Ksiądz o śmierci ?

        Z wiekiem myślę o niej coraz częściej. To jest wpisane
        w ludzkie dojrzewanie. Samo życie coraz bardziej
        oswaja z perspektywą odejścia.
        Czy Ksiądz myśli o śmierci z lękiem ?

        Nie, raczej z ufnością i ciekawością. Nie trzeba bać
        się Boga. Bardziej ludzi, bo tak łatwo krzywdzą. W
        jednym z egzemplarzy Pisma Świętego napisałem sobie ku
        pamięci: 'Cieszę się, Bożę, że nie będę sądzony przez
        hierarchów, przez teologów, przez instancje ludzkie, że
        sądem będzie Światło Twojego świata, które wszystko
        przenika. Cieszę się, że ostateczny sąd o losach
        człowieka spoczywa w Twoich rękach. Cieszę się, że
        Sędzią moim będzie Chrystus'.
        Człowiek wtedy zobaczy siebie w prawdzie. Niepotrzebnie
        wyobrażamy sobie, że tam będzie wielkie przepytywanie.
        Modlę się o pogodne odejście z tego świata w zgodzie z
        własnym życiem, z ludźmi, z wdzięcznością za życie.
        Trzeba mieć poczucie dobra i szczęścia w życiu. Wtedy
        łatwiej wyczuć, że druga strona życia nie jest ku
        przestrachowi. Nowy świat jest światem zdumienia, do
        którego powoli dojrzewmy i z którym się oswajamy. Jak
        nie przywiązać się sercem do słów: 'Nie dał nam Bóg
        ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego
        myślenia' (2 Tm 1,7)! Można odchodzić w pokoju i z
        zaufaniem. Chciałbym tak odejść. A jak będę odchodził,
        któż to wie ?


        Czy i jak można oswoić się ze śmiercią, przygotować na
        śmierć ?

        Mówimy o sztuce umierania. Przygotowaniem człowieka
        jest jego życie. Najgorzej jest chyba odchodzić z
        poczuciem wyrządzonych krzywd; ze świadomością, że
        własnym życiem w sposób negatywny zaciążyłem na losach
        innych. Trudno odchodzić ze świadomością zmarnowanego
        życia, które przyczyniło się do unieszczęśliwiania
        innych. Człowiek może wyznać swoje winy, może za nie
        żałować, ale pewnych faktów nie cofnie. To chyba
        najbardziej boli. Czynić dobro - to najlepsze
        przygotowanie do śmierci.


        Pani Stanisława Grabska, pierwsza polska teolog z
        doktoratem, w jednym z wywiadów powiedziała, że jest
        bardzo ciekawa tego, co czeka ją po tamtej stronie.
        Czy Księdza też ciągnie ciekawość ?

        Pewnie ! Każdy chyba jest ciekaw na swój sposób. Słowa
        pani Grabskiej przypominają mi świadectwo znanego
        pastoralisty, Ferdynanda Klostermanna, który dwa razy
        przeszedł operację nowotworu. Oto jego wyznanie:
        'Wiedziałem, że teraz muszę umrzeć. Czułem, że zapadam
        się coraz głębiej. Nie myślałem o niczym. Nie przyszło
        mi na myśl nic z Ewangelii ani z teologii. Żadna myśl o
        Bogu i Chrystusie, modlitwie i sakramencie.
        Czułem tylko, że spadam, ale nie w bezdeń. Jednego
        byłem pewny: będąc na dole, staję się spokojny, jestem
        bezpieczny. Jeśli to jedno było rezultatem całej
        teologii, którą podjąłem i sam rozwijałem, wszystkich
        sakramentów, które sprawowałem, i całego orędzia
        Ewangelii, w którą wierzyłem - warto było'.
        W ostatnich miesiącach życia Klostermann mawiał:
        'Jestem już tak bardzo ciekaw tego, co potem'. Ten sam
        motyw powtarza się w naszych życiorysach.
        Jesteśmy ciekawi: jak tam jest ? We śnie czasami
        zadajemy pytania tym, którzy odeszli. Pamietam, że raz
        przyśnił mi się zmarły przed laty kolega z KUL-u, ks.
        Romuald Łukaszyk. Pytam go: 'Romek, jak tam jest,
        powiedz mi'. On mi tylko położył palec na usta - we
        śnie - i nic !"

        *HW*


    • Gość: Dzik Zmartwychwstanie *** (wersja przeformatowana) IP: *.pse.pl 18.03.02, 12:55
      Akt trzeci
      ZMARTWYCHWSTANIE

      "Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało,
      ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie
      rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują

      1 Kor 2,9; Iz 64,3; Jr 3,16

      ==================================================

      " Owego dnia przyszli do Niego saduceusze, którzy
      twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zapytali Go
      w ten sposób: "Nauczycielu, Mojżesz powiedział:
      'Jeśli ktoś umrze bezdzietnie, niech jego brat
      pojmie wdowę po nim i wzbudzi potomstwo swemu bratu'.
      Otóż było u nas siedmiu braci. Pierwszy ożenił się
      i umarł, a ponieważ nie miał potomstwa, zostawił
      swoją żonę bratu. Tak samo drugi i trzeci - aż do
      siódmego. W końcu po wszystkim umarła ta kobieta.
      Do którego więc z tych siedmiu należeć będzie po
      zmartwychwstaniu ? Bo wszyscy ją mieli za żonę".
      Jezus im odpowiedział: "Jesteście w błędzie, bo
      nie znacie Pisma ani mocy Bożej.
      Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić,
      ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży
      w niebie. A co do zmartwychwstania umarłych, to
      nie czytaliście, co wam Bóg powiedział w słowach:
      'Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba ?'
      Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych".

      Ewangelia św. Mateusza 22,23

      "Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał,
      to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie
      ma zmartwychwstania ?. Jeżeli nie ma zmartwychwstania,
      to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus
      nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie próżna
      jest także nasza wiara. Okazuje się bowiem, że byliśmy
      fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie
      zmartwychwstaną, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z
      martwych wskrzesił Chrystusa. Jeśli umarli nie
      zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał.
      A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest
      wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w waszych
      grzechach. Tak więc i ci, co pomarli w Chrystusie,
      poszli na zatracenie.
      Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję
      pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi
      godni politowania.
      Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako
      pierwociny spośród tych co pomarli. Ponieważ bowiem
      przez człowieka przyszła śmierć, przez Człowieka też
      dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy
      umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą
      ożywieni".

      Św. Paweł - 1 list do Koryntian; 1 Kor 15,12


      Epilog

      =================================================

      "Ona mi pierwsza pokazała księżyc
      I pierwszy śnieg na świerkach, i pierwszy deszcz.
      Byłem wtedy mały jak muszelka.
      a czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne.

      Noc.

      Dopala się nafta w lampce.
      Lamentuje nad uchem komar.
      Może to ty, matko, na niebie
      jesteś tymi gwiazdami kilkoma ?.

      Albo na jeziorze żaglem białym ?.
      Albo falą w brzegi pochyłe ?.
      Może twoje dłonie posypały
      mój manuskrypt gwiaździstym pyłem ?.

      A możeś jest południowa godzina,
      mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach ?.
      Wczoraj szpilkę znalazłem w trzcinach -
      od włosów. Czy to nie twoja ?

      ..............................."

      K.I.Gałczyński - Spotkanie z
      matką.

    • Gość: AndrzejG Czy to śmierć czy zmartwychwstanie.Do Dzika. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 18.03.02, 16:28
      Podpowiedz mi.
      Wpadłem na forum informacje i zdawało mi się ,że znajdę tam
      dyskutantów na poziomie.Może za mało czasu poświęciłem,lecz nie widzę.
      Oni wyznają te same zasday co Ty , to dlaczego z nimi nie da się rozmawiać?
      Czym sie róznicie?
      Wybrać śmierć tam i zmartwychwstanie tu , czy krążyć?

      Andrzej
      • Gość: Dzik Re: Czy to śmierć czy zmartwychwstanie.Do AG. IP: *.pse.pl 18.03.02, 17:34
        Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

        > Podpowiedz mi.
        > Wpadłem na forum informacje i zdawało mi się, że znajdę
        > tam dyskutantów na poziomie.Może za mało czasu
        > poświęciłem, lecz nie widzę.
        > Oni wyznają te same zasday co Ty , to dlaczego z nimi
        > nie da się rozmawiać?
        widocznie tylko wyznają te zasady
        ale nie stosują w życiu.
        czyli są 'jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący'

        > Czym sie róznicie?
        nie znam ich, nie potrafię ocenić różnic.
        na Forum każdy określa się jak chce,
        ale jeśli nie da się z nim rozmawiać to źle o nim
        źwiadczy.

        > Wybrać śmierć tam i zmartwychwstanie tu, czy krążyć?
        żeby zmartwychwstać trzeba wcześniej 'zaliczyć' śmierć
        - jeśli masz wybór to i tak dobrze.

        >
        > Andrzej

        pozdrawiam A.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka