Gość: wartburg
IP: *.b.dial.de.ignite.net
05.07.04, 14:23
Wszyscy są zgodni co do tego, sukces Greków w Portugalii to przede wszystkim
zasługa trenera. Kiedy jednak czytam analizy i wypowiedzi, z których wynika,
że jakoby Rehhagel zaszczepił im germański styl gry, ogarnia mnie lekkie
rozbawienie.
Z pewnością wzmocnił dyscyplinę, która była grecką piętą achillesową, ale to
przecież nie z tego wziął się sukces. Pisałem już parokrotnie, że Rehhagel
był w lidze niemieckiej zjawiskiem absolutnie niepowtarzalnym, jednorazowym.
Jego triumfy nie miały nic wspólnego z narodowością, tylko z indywidualnymi
cechami charakteru, których niemieckość, powiedzmy sobie szczerze, jest dość
dyskusyjna. Zwrócił na siebie uwagę tym, że umiał mobilizować do zwycięstwa
drużyny mniej zasobne, na dobrą sprawę amatorskie - bez gwiazd i sponsorów.
Jako trener Werder Bremen "könig Otto" zdobył mistrzostwo bundesligi
deklasując drużynę milionerów z Monachium. Dowiódł, że futbolem nie zawsze
rządzą pieniądze. Jego majstersztyk, to zdobycie mistrzostwa bundesligi
przez FC Kaiserslautern, drużynę, na którą w chwili kiedy ją przejmował, nikt
nie postawiłby złamanego grosza. Kaiserslautern groził spadek do ligi
regionalnej. Rehhagel wywalczył z nią mistrzostwo w ciągu zaledwie dwóch
lat. Takiej sensacji nie było w historii niemieckiej piłki nożnej, a myślę,
że i w innych ligach nie zdarzyło się jeszcze, żeby beniaminek pierwszej ligi
w ciągu jednego sezonu zdobywał mistrzostwo.
Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego nigdy nie powierzono mu reprezentacji
Niemiec. To było ewidentne, że Rehhagel był po kilkakroć lepszy od innych.
Ale w nominacjach zawsze go pomijano. Był w niełasce. Może właśnie dlatego,
że był lepszy i jako taki za mało elastyczny, a to też może być - i z reguły
jest - najpoważniejszą przeszkodą...
W końcu wywędrował do Grecji. Jego udział w ME odbierałem od samego początku
jako pojednynek na odległość z reprezentacją Niemiec. Na pewno chciał się
odegrać. Utrzeć nosa tym, którzy swojego czasu zepchnęli go do roli
outsidera. I zrewanżował się jak typowy outsider, już w pierwszych trzech
kolejkach pokazał, kto naprawdę rozdaje karty. Jego greccy outsiderzy jako
pierwsi osiągnęli ćwierćfinały, podczas kiedy Niemcy nie wyszli nawet z
grupy... Już po zakończeniu mistrzostw w Portugalii ktos zwrócił uwagę, że
był to pierwszy turniej w karierze zawodowej Rehhagela.
Teraz opinia publiczna w Niemczech jest wściekła. Żąda ustąpienia prezesa
Niemieckiego Związku Piłki Nożnej, Meyera-Vorfeldera, nawiasem mówiąc
wyjątkowo antypatycznego kacyka otoczonego tłumem dworaków. Coraz głośniejsze
są głosy domagające się, żeby to właśnie "könig Otto" wydobył reprezentację
Niemiec z kryzysu i poprowadził ją do walki o mistrzostwo świata w 2006.
Jestem przekonany, że Rehhagel mógłby tego dokonać... Tylko czy będzie
chciał?