piotr7777
27.01.13, 08:13
Przecież
1. w sprawie związków partnerskich nie było dyscypliny klubowej. Więc posłowie, którzy głosowali przeciwko nie popełnili żadnego wykroczenia
2. rząd nie zajął w kwestii projektów (Co przyznali i Gowin i Tusk) żadnego stanowiska. Tak więc trudno powiedzieć, że opinia Gowina była sprzeczna ze stanowiskiem rządowym, skoro takowe nie istniało. Zatem owszem, minister Gowin ma inne zdanie niż premier Tusk, ale obaj przedstawiają osobiste opinie, które mają się nijak do ich wzajemnych relacji. Zresztą emocjonalne wystąpienie Tuska było nawet bardziej osobiste niż wystąpienie Gowina, który przedstawił opinię swojego resortu, wyraźnie to zresztą zaznaczając.
Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że pytanie, które zadałem jest retoryczne -dominujące w światowym dyskursie publicznym środowiska lewackie nie tolerują konserwatystów na stanowiskach, no chyba, że ci konserwatyści ograniczą swój konserwatyzm do sfery prywatnej.
Ale ta nagonka na Gowina i konserwatystów z PO jest - w warunkach antypisowskiej histerii - bez sensu. Przecież na te osoby - które nigdy nie kryły swoich poglądów - ktoś głosował. Czyli są osoby, które nie zgadzają się z lewacką ideologią a zarazem nie chcą głosować na partię Kaczyńskiego. Gdy konserwatyści znikną w następnych wyborach z list PO - a mogę zakładać, że GW i inne zaprzyjaźnione media zrobią wiele by tak się stało - może oni nie pójdą kandydować z list PiS. Ale ich wyborcy właśnie na PiS - nierzadko z zaciśniętymi zębami - mogą przerzucić swoje głosy. Czy tego chce np. GW? Może powinna się zdecydować czy jest bardziej postępowa czy antypisowska, bo to może się kłócić.