Dodaj do ulubionych

Prawdziwa sprawa prałata - komentarz Jana Turnaua

    • Gość: licho_nie_Śpi panie Turnau; Ku pamięci krótka wypowiedź A.M. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 21:22
      Tak na marginesie to od gorszenia to chyba wy jesteście w ramach judaizmu
      humanistycznego, nieprawdaż?
      ADAŚ MICHNIK w 1988 r. w 6 nr "Powściągliwość i Praca" napisal tak:
      "Jak na pewno wiecie, środowiskiem z którego pochodzę, jest liberalna
      żydokomuna. To jest żydokomuna w sensie ścisłym, bo moi rodzice wywodzili się
      ze środowisk żydowskich i byli przed wojną komunistami. Być komunistą znaczyło
      wtedy coś więcej niż przynależność do partii - to oznaczało przynależność do
      pewnego języka, do pewnej kultury, fobii, namiętności. Niejednokrotnie
      spierając się z moimi kolegami, którzy wywodzili się z podobnego środowiska -
      właśnie w kontekście dyskusji o mojej książce - mówiłem im: Zastanówcie się,
      jak trudno jest wam wziąć się za łeb z syndromem żydokomuny! Dlaczego? Dlatego,
      że widzicie nie tylko paskudztwo jego skutków, ale też wszelkie - żeby tak
      rzec - realne wartości motywowane, które niesie: nadzieję na sprawiedliwość
      społeczną, przekonanie dłużników, że trzeba się angażować po to, aby zmienić
      świat i czynić go lepszym. Do tego wszystkiego jesteście przywiązani i nie
      godzicie się na niszczenie całej tej tradycji en bloc(...)"


      • Gość: paweł Re: panie Turnau; Ku pamięci krótka wypowiedź A.M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 21:25
        W sumie tania prowokacja, ale mająca na celu wywołanie zamętu wśród wiernych
        Kościoła Katolickim\ego. Mistrz Goebels może być dumny!
      • homosovieticus Licho czuwajace a mógłym dotrzeć do całości? 18.08.04, 21:40
        Jak dotrzeć do całego artykułu?
        Proszę!
    • Gość: broniSław To w takim razie p. Turanu, tacy Michnik i Rapaczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 21:29
      ńska też demoralizują nas od kilku lat kupcząc po cichu i za kulisami, a jak
      się grunt pod nogami palił, zwalili wszystko na Rywina. Społeczeństwo nie jest
      głupie, jak wam się wydaje!
    • Gość: rozsadny Re: Prawdziwa sprawa prałata - komentarz Jana Tur IP: *.marketscore.com / *.or2.marketscore.com 18.08.04, 21:44

      Wydaje mi sie,ze Ks.Jankowski powinien byc pochowany
      na Skalce.
      • Gość: licho_nie_Śpi PRO MEMORIA: Adam Michnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 22:19
        W maju 1995 roku doszło do otwartego, bezpośredniego starcia Ada­ma Michnika z
        przedstawicielami śląskich górników. Michnik przybył wów­czas, by zeznawać w
        obronie byłego szefa MSW - gen. Czesława Kiszcza-ka, oskarżonego o
        przyczynienie się do śmierci 9 górników z kopalni "Wu­jek" i zranienie 25
        górników z kopalni "Manifest Lipcowy". Widząc Mich­nika przyjacielsko witającego
        się z Kiszczakiem, związkowcy śląskiej "So­lidarności" zapytali go jak może
        podawać rękę mordercy górników z " Wuj­ka"? Górników, którzy strajkowali po to,
        by wypuszczono internowanych w stanie wojennym, takich jak Michnik. I dodali:
        Mamy prawo sądzić, że jest pan kupiony. Półtora roku później w Gazecie
        Wyborczej z 17 XII 1996 r. Michnik gwałtownie zaatakował oświadczenie Komisji
        Krajowej "Solidar­ności", domagającej się, by wreszcie stało się zadość tak
        długo oczekiwanej sprawiedliwości w sprawie zamordowania górników z
        kopalni "Wujek". Dla Michnika żądanie Nadzwyczajnego Trybunału rozliczenia
        stanu wo­jennego jest czymś wyjątkowo niegodziwym, jest drwieniem z cierpień
        tych, którzy zginęli. Za to nie jest dla niego drwieniem dotychczasowa parodia
        wymiaru sprawiedliwości i bezkarność zbrodniarzy, odpowiedzialnych za śmierć
        górników z "Wujka" i jakże wiele innych PRL-owskich zbrodni. Jak zrozumieć ten
        tak nikczemny komentarz człowieka, który kiedyś był jed­nym z idoli dla wielu
        osób ze środowisk "Solidarności"? Prezentowany ni­żej tekst jest próbą pokazania
        uwarunkowań, które wpłynęły na taką posta­wę Michnika, prawdziwego homo
        sovieticus, który nigdy faktycznie nie wyzwolił się spod ducha skrajnej
        komunistycznej nietolerancji wobec wszyst­kich inaczej myślących.

        Niewiele osób w Polsce może się "poszczycić" takim, jak Michnik zafałszowaniem
        swego życiorysu, równie starannym przemilczaniem rze­czy wstydliwych i
        eksponowaniem "blasków". Czyż można się jednak temu dziwić w przypadku osoby
        przez ponad osiem i pół roku kierującej najpotężniejszą trybuną prasową, jaką
        jest GW i korzystającej z ciągłej reklamy, robionej mu przez wdzięcznych
        podwładnych? Dziennikarka Irena Lasota, niegdyś bardzo bojowa towarzyszka
        Michnika w ruchu mar­cowym 1968 roku, w listopadzie 1991 r. w obszernym,
        udokumentowa­nym artykule wyraziła całe swe obrzydzenie nieustającym reklamowa­
        niem Michnika na łamach jego własnej gazety (I. Lasota: Niewidzialny redaktor,
        Tygodnik Solidarność l XI 1991 r.). Niewiele się odtąd zmie­niło. Uznany w swoim
        czasie przez Żydów amerykańskich za "Żyda roku" i super-Europejczyka przez
        polskie lobby filosemickie, Michnik wciąż cieszy się wyjątkową klaką w
        najbardziej wpływowych mediach. By przypomnieć choćby serię ośmiu czy
        dziewięciu audycji telewizyj­nych Jerzego Markuszewskiego, puszczanych
        wieczorami ku skrajne­mu zanudzeniu telewidzów. Sam Michnik doszedł wręcz do
        krańców próżności i samouwielbienia, i potrafi już tylko zapewniać, iż nie ma
        cienia wątpliwości, że Jezus go umiłował (GW24-26 XII 1994 r.).

        Pochodzę z żydokomuny

        Środowisko G W od lat z niezwykłą zaciętością zwalcza wszelkie prze-jawy
        stosowania pojęcia "żydokomuna", piętnując je jako przejaw anty­semityzmu. Cóż,
        komunizm stał się rzeczą bardzo wstydliwą i teraz już nikt nie chce się do
        niego przyznać ani Jaruzelski, ani Kwaśniewski czy Rakowski. Bardzo wstydliwe
        stało się też pojęcie żydokomuny. Tym cie­kawsze na tym tle może być więc
        przypomnienie wypowiedzi Michnika z 1988 roku, a więc jeszcze przed światowym
        załamaniem się komuni­zmu. W nowej sytuacji Michnik potrafił jeszcze szczerze
        wyznawać w ka­tolickim piśmie Powściągliwość i Praca (nr 6, 1988 r.): (...) Jak
        na pewno wiecie, środowiskiem, z którego pochodzę, jest liberalna żydokomuna.
        To jest żydokomuna w sensie ścisłym, bo moi rodzice wywodzili się ze środo­wisk
        żydowskich i byli przed wojną komunistami. Być komunistą znaczyło wtedy coś
        więcej niż przynależność do partii - to oznaczało przynależność do pewnego
        języka, do pewnej kultury, fobii, namiętności. Niejednokrotnie spierając się z
        moimi kolegami, którzy wywodzili się z podobnego śro­dowiska - właśnie w
        kontekście dyskusji o mojej książce - mówiłem im: zastanówcie się, jak trudno
        jest wam wziąć się za łeb z syndromem żydo­komuny l Dlaczego? Dlatego, że
        widzicie nie tylko paskudztwo jego skut­ków, ale też wszystkie - żeby tak rzec -
        realne wartości motywacyjne, które niesie: nadzieję na sprawiedliwość
        społeczną, przekonanie dłużników, że trzeba się angażować po to, aby zmieniać
        świat i czynić go lepszym... Do tego wszystkiego jesteście przywiązani i nie
        godzicie się na zniszczenie całej tej tradycji en bloc(...).

        Trzeba przyznać, że w tym cytacie Michnik jawił się już jako ktoś znacząco
        wyprzedzający myślowo swoje środowisko, ciągle jeszcze (w 1988 roku!)
        przekonane o wartości tradycji żydokomuny i jej bronią­ce. I dopiero Michnik
        musiał je przekonywać o tym, że tradycja ta jest bardzo niewygodna i konieczna
        do odcięcia. Oczywiście do odcięcia tylko słownego, na pokaz, bo sam komunizm
        pozostał dla Michnika czymś, co dalej jakże uparcie lubi idealizować. Z jakimż
        rozczuleniem wspominał w początkach 1992 roku w rozmowie z generałem Jaruzel-
        skim, fałszywie generalizując: Najświatlejsze umysły na Zachodzie po­pierały
        komunizm (G W25-26 IV 1992 r.).

        Fałszywie generalizując, bo można wyliczyć cały szereg najświatlej­szych umysłów
        na Zachodzie od Camusa po Orwella, Dos Passosa i Stein-becka, które nie tylko,
        że nie popierały komunizmu, ale go gorąco zwal­czały. Nie mówiąc o traktujących
        komunizm z odrazą najświatlejszych umysłach na Wschodzie od Pasternaka,
        Bułhakowa i Sołżenicyna, poprzez Tatarkiewicza i Herberta po Kodalya.

        Załgany rodowód

        Jarosław Kaczyński, opisując kiedyś zachowanie Michnika, podkre­ślał jego
        niebywałą skłonność do kłamstwa, to, że potrafi łżeć w żywe oczy, dosłownie iść
        w zaparte. Trzeba przyznać, że szczyt łgarstwa osiąga Mich­nik już przy
        najnowszych opisach rodowodu swojej rodziny. Kiedy na przy­kład stara się
        maksymalnie wybielić postać swego ojca Ozjasza Szechtera, członka Komitetu
        Centralnego Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. I pisze o nim, że czuł
        się on jak absolutnie polski Polak (Między Panem a Plebanem, Kraków 1995, s.
        50). Nie wyjaśnia tylko nigdzie, co ten abso-

        lutnie polski Polak szukał w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy i jak
        zawędrował na sam jej wierzchołek z tą swą rzekomą dumą z polskiej tożsa­mości
        (tamże, s. 50). Przypomnijmy, że Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy
        konsekwentnie dążyła do rozbicia Polski, oderwania wielkiej czę­ści jej ziem i
        przyłączenia do już rusyfikowanej skrajnym sowieckim terro­rem wschodniej
        Ukrainy. Dodajmy, że według książki H. Piecucha: Akcje specjalne (Warszawa
        1996, s. 76), ten absolutnie polski Polak Ozjasz Szechter był starym,
        wypróbowanym agentem Moskwy w Polsce. I wchodził wraz z Brystygierową,
        Bermanem, Chajnem, Groszem, Kasmanem i innymi w skład wydzielonej komórki,
        bezpośrednio podporządkowanej Moskwie.

        Komuniści - konfidenci

        Według najlepszego jak dotąd opracowania dziejów przedwojennych komunistów
        pióra Jana Alfreda Reguły (Mitzenmachera), Szechter, bar­dzo znany działacz
        KPZU, został aresztowany wraz z grupą innych działa­czy KPZU jesienią 1930 r.
        Jak pisze Reguła: Oskarżeni sypali innych to­warzyszy partyjnych (...)
        przodowali w tym komuniści, zajmujący stano­wiska kierownicze (...) okazało się,
        że ci bohaterowie byli skończonymi tchórzami (J.A. Reguła: Historia
        Komunistycznej Partii Polski, Warsza­wa 1934, s. 243). Michnik w wywiadzie z
        Danielem Cohn-Benditem stwier­dził: Mój ojciec byl bardzo znanym działaczem
        komunistycznej partii przed wojną, siedział osiem lat w więzieniu. Po wojnie
        nie odgrywał żadnej roli. Nie odgrywał, bo nie chciał jej odgrywać (cyt. za: L.
        Żebrowski: Paszkwil " Wyborczej", Warszawa 1995, s. 35). Zdaniem Żebrowskiego
        (op. cit., s. 35): Bardziej pra
    • Gość: licho_nie_Śpi PRO MEMORIA: Adam M. cz.II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 22:43
      reszta tutaj bo resztę i tak wytną forum.wprost.pl/ar/?O=304115&NZ=0
      • homosovieticus Dzieki. :)) 18.08.04, 23:29

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka