damakier1
23.10.13, 17:13
No dobra! Można sobie chichy-śmichy robić z trotylu, ścinania brzozy skrzydłem, z odgłosów pizgnięcia itepe, ale w końcu wszystko to, to bolszaja technika i jedni plotą, bo się nie znają, a drudzy, bo choć sami się znają, to liczą na to, że nie znają się słuchacze. I nic dziwnego, że już te wszystkie naukawe występki złościć i irytowac przestały, a przeciwnie - świetna pożywką do przeróżnych żartów się stały.
Ale kiedy zobaczyłam Małgorzatę Wassermanównę, epatującą z mównicy zgromadzoną na smoleńskiej konferencji gawiedź podrobami swego tragicznie zmarłego ojca - rozprawiającą o wadze jego prostaty i zaszytej w nodze śledzionie - zrobiło mi się nieswojo. Bo jak na moja wytrzymałość, zostały przekroczone wszelkie granice.