lech.junosza
15.02.14, 13:33
Paweł Kowal zażądał ulicy Kuklińskiego w Warszawie i opowiadał, że "czas upamiętnić współczesnego tytana, który samotnie i skutecznie potrafił stawić czoła sowieckiemu imperium". Sorry, ale nic tu się kupy nie trzyma.
Po pierwsze, ani samotnie, ani skutecznie. CIA agentów w imperium radzieckim miała wielu. I to nie w kraju "sojuszniczym", ale w samym sercu "imperium zła". Najbardziej znany z nich, Oleg Pieńkowski, nie zdążył uciec do Stanów Zjednoczonych. Ale byli i inni.
Po drugie, żadnych wielkich tajemnic ZSRR Kukliński Amerykanom nie przekazał. Bo po prostu nie miał do nich dostępu. Do tajemnic armii radzieckiej nie mieli dostępu nawet polscy dowódcy. W ramach Układu Warszawskiego polskie dowództwo wiedziało to, co mu przekazano, i ani zdania więcej. To zresztą jest normalna sytuacja - polscy generałowie jeżdżący na narady do Brukseli, do siedziby NATO, też nie dowiadują się o armii amerykańskiej zbyt wiele. Więc i wiedza Kuklińskiego, pułkownika w Sztabie Generalnym, była w tych sprawach mocno ograniczona. Mógł więc Amerykanom przekazywać tylko tajemnice dotyczące polskich sił zbrojnych. Co czynił. Nie musiał się w tym celu zbytnio narażać, bo te materiały same spływały na jego biurko.
Po trzecie, naiwnością jest powtarzanie, że uratował świat przed III wojną światową. A niby jak to mógł uczynić? Dzięki informacjom Kuklińskiego lepiej były wycelowane amerykańskie rakiety. I tyle. Ale przecież nie to zadecydowało o upadku ZSRR. Tu większą rolę odegrał wywiad gospodarczy i inicjatywa "gwiezdnych wojen", która zarżnęła czerwoną gospodarkę.