damakier1
12.06.14, 12:21
Taką mam namiętność, że uwielbiam obwieszać się drogą biżuterią. Gdy sobie pierdyknę nową kolię lub diadem, adrenalina cudnie podnosi mi ciśnienie na skutek zazdrosnych spojrzeń skromniej ustrojonych kobiet, a endorfiny oblewają mnie rozkosznie niczym francuska perfuma. Niestety! Niedobre państwo za nic ma moją namiętność i wcale nie rozkłada na mej drodze wypełnionych brylantami szkatuł, z których mogłabym czerpać do woli. Wiem też, że gdy tylko walnę w szybę jubilera i sięgnę po wymarzone kolczyki, zaraz mnie złapią i nikt sie moją namiętnością przejmował nie będzie.
A piszę to pod wpływem coraz częściej wypowiadanych w tivi przez różnorakich ekspertów opinii, że ci biedni bandyci w swych super-duper cudownych maszynach, mknący z zawrotną szybkością i pogwałceniem wszystkich możliwych przepisów kodeksu drogowego po ulicach naszych miast - to owszem, niegrzeczni chłopcy i w żadnym razie naśladować ich nie należy, ale z drugiej strony, gdzież oni, biedni, mogą swoją pasję i namiętność realizować? Czyż nie mamy okropnego braku specjalnych torów, gdzie niewyżyte te osobniki, głodne adrenaliny, mogłyby się spełniać i ego swe podnosić?
I poważnie się obawiam, że skutkiem wyczynów bandyty-idioty z białego bmw będzie wywalanie pieniędzy na budowę torów do ścigania. A wtedy ja wezmę młot i drżyjcie jubilerzy w całym mieście!