pies_na_czarnych
02.04.17, 20:39
Oto restauracja „Szafran” w Smoleńsku. Co robiło w niej około stu posłów PiS z Antonim Macierewiczem na czele 10 kwietnia 2010 roku? Oddajmy głos Markowi Migalskiemu, który dwa lata później tak o tym pisał:
„Co robiło stu posłów PiS w Smoleńsku, 10 kwietnia 2010 roku, w trzy godziny po tragedii? Odpowiedź – jedli obiad. Nie wierzycie Państwo? To się ich zapytajcie. Po tym, jak już się pomodlili za zmarłych i oddali im część, udali się do restauracji, żeby zjeść obiad. Głównym zaganiającym do autobusów i zachęcającym do jak najszybszego wyjazdu ze Smoleńska, był Antoni Macierewicz. Nie potrafię zgadnąć dlaczego setka polskich parlamentarzystów, posiadających paszporty dyplomatyczne, mających immunitety, nie przebiegła tych kilka kilometrów, które dzieliły ich od miejsca katastrofy, i nie pomagała ekipom ratunkowym w akcji. Dlaczego nie pobiegli tam i nie zabezpieczali terenu? Dlaczego nie fotografowali miejsca tragedii? Dlaczego dali się, jak barany, zamknąć w autobusach i zawieźć na obiad? Mam do nich tylko jedno pytanie – smakowało?”
Kiedy Migalski to pisał, nie był już w PiS. Był eurodeputownym ugrupowania Polska Jest Najważniejsza.
– Obiad składał się z 3 dań – a to już informacja ówczesnego posła Jana Libickiego, który poznał menu od uczestników smoleńskiego obiadu – a na deser podano coś, co w swym składzie posiadało truskawkową galaretkę.