kawa_poranna11
15.05.26, 00:29
Kazimierz Pułaski pojechał do Ameryki jako wygnaniec po klęsce konfederacji barskiej.
Był ścigany politycznie przez imperium rosyjskie i ludzi króla, nie miał realnej możliwości normalnego funkcjonowania w kraju.
Trafił do wojny o niepodległość USA i zginął w walce pod Savannah.
Tadeusz Kościuszko wyjechał do Ameryki jako zawodowy oficer i idealista szukający miejsca, gdzie jego umiejętności będą potrzebne.
Nie uciekał przed prokuratorem, komisją śledczą ani zarzutami.
Walczył o niepodległość Stanów Zjednoczonych, budował fortyfikacje West Point, potem wrócił do Polski walczyć z Rosją.
A Zbigniew Ziobro?
To już zupełnie inna historia.
Nie bohater wojny o niepodległość, nie emigrant polityczny po zbrojnej klęsce, nie człowiek ścigany przez obce imperium.
To były minister i prokurator generalny demokratycznego państwa UE, wobec którego pojawiają się pytania o odpowiedzialność za działania władzy, jaką sam współtworzył.
Porównywanie Ziobry do Pułaskiego czy Kościuszki jest więc historycznie i moralnie groteskowe.
Tamci ryzykowali życie dla idei wolności i państwowości.
Ziobro co najwyżej ryzykuje konfrontację z mechanizmami państwa prawa, które przez lata sam współkształtował.
Najbardziej absurdalne jest jednak coś innego: Pułaski i Kościuszko stali się symbolami dlatego, że walczyli o budowę instytucji republiki i odpowiedzialności obywatelskiej.
Tymczasem narracja o Ziobrze sprowadza się do tezy, że człowiek związany z władzą nie powinien odpowiadać przed instytucjami własnego państwa, bo „nie może liczyć na uczciwy proces” przed wymiarem sprawiedliwości, który sam kształtował latami.
To właściwie odwrócenie sensu tego, o co walczyli bohaterowie XVIII wieku.