Gość: Kizia
IP: 192.38.163.*
04.12.04, 10:51
Sieroty z Wujka
Kim były ofiary pacyfikacji?
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie chce płacić odszkodowań za zamordowanych
górników.
Walka o renty górnicze dla wdów trwała długo - w latach 80. ZUS nie uznawał
pacyfikacji kopalni nawet za wypadek przy pracy. Renty dla dzieci już się
skończyły. Jedna z matek, które straciły synów, od trzech lat walczy w sądach
o odszkodowanie.
Janina Stawisińska od 11 lat przyjeżdża z Koszalina do sądu w Katowicach na
niemal każdą rozprawę w procesach o zabójstwo górników. O ile pozwala
zdrowie. W czasie pacyfikacji kopalni zginął 21-letni Janek, jej jedyny syn. -
Przez 23 lata zadaję sobie to same pytanie: Kto zabił mojego syna? I nadal
nie dostałam odpowiedzi. Nikt z oskarżonych nas nie przeprosił...
- Czy pan wie, że po śmierci syna, w 1982 r. jedyne odszkodowanie, które
dostałam, to było 30 tys. starych złotych z jego polisy z PZU? Tak stanowiły
przepisy - mówi Janina Stawisińska.
W 2001 r. matka górnika złożyła w Sądzie Okręgowym w Warszawie pozew. Domaga
się 50 tys. zł odszkodowania za śmierć syna. Sprawa jednak wędruje od jednej
instancji do drugiej. Nie zapadł na razie żaden wyrok.
- W pozwie domagaliśmy się, żeby odszkodowanie zapłaciło Ministerstwo Spraw
Wewnętrznych i Administracji. Sąd okręgowy nasze żądania oddalił, twierdząc,
że powództwo jest bezzasadne. Wygraliśmy apelację. Teraz sprawa rozpocznie
się od nowa - mówi mecenas Maciej Bednarkiewicz, pełnomocnik Stawisińskiej.
W czasie procesu prawnicy MSWiA twierdzili, że nie ministerstwo powinno być
pozwane - odszkodowanie powinien zapłacić następca Wojewódzkiego Urzędu Spraw
Wewnętrznych w Katowicach, czyli komenda wojewódzka policji. - Sprawa
rozpocznie się od nowa. Mam nadzieję, że po wyroku sprzed kilku miesięcy,
jaki zapadł w sprawie generała Czesława Kiszczaka, szefa MSW w czasie stanu
wojennego, proces wygramy - dodaje Bednarkiewicz.
- Tu nie chodzi o pieniądze, ale o zasadę - mówi Krzysztof Pluszczyk
z "Solidarności" w kopalni "Wujek" w Katowicach. Tak jak inni górnicy, jest
zły. Zły, bo od 1993 r. sąd nie osądził milicjantów z plutonu specjalnego
ZOMO, którzy strzelali do górników. - Wychodzi na to, że jedynymi winnymi
śmierci górników są oni sami, bo stawiali opór. Do tej pory prawomocnym
wyrokiem skazano tylko uczestników strajku z grudnia 1981 r.
- Wyrok skazujący nie jest konieczny, aby poszkodowani mogli żądać zasądzenia
odszkodowania. Artykuł 417 kodeksu postępowania cywilnego mówi, że skarb
państwa jest odpowiedzialny za szkody wyrządzone przez jego funkcjonariuszy -
wyjaśnia prof. Stanisława Kalus, sędzia Sądu Apelacyjnego w Katowicach.
- Do 1989 r. wdowy nie dostawały nawet górniczych rent, bo śmierć górników od
kul w czasie pacyfikacji nie była przez ZUS traktowana jako wypadek przy
pracy - opowiada Pluszczyk. - W końcu dzięki naszym staraniom zajścia na
terenie kopalni potraktowano jako wypadek w czasie pracy.
Wdowom i dzieciom górników przyznano w 1992 r. renty rodzinne i specjalne.
Wdowy renty dostają, ale pod jednym warunkiem - przed ukończeniem 50. roku
życia nie mogą wyjść powtórnie za mąż. Inaczej renta przepada.
Sieroty po górnikach z Wujka, których jest sześcioro, mają gorzej. Czują się
zapomniane.
- Rentę po ojcu dostawałam, kiedy się uczyłam. Zgodnie z przepisami takie
świadczenie należy się do ukończenia 25 lat. Teraz nie dostaję nic - mówi
Katarzyna, córka Bogusława Kopczaka. Kiedy zginął, miała półtora roku. To ją
podano generałowi Jaruzelskiemu na ręce, gdy jako prezydent stanął pod
kopalnią Wujek w rocznicę wydarzeń.
Kasia też ma zamiar wystąpić do sądu o odszkodowanie za śmierć ojca. -
Wkrótce obchody kolejnej rocznicy. Wspólnie z innymi, którzy stracili wtedy
ojców w czasie pacyfikacji, zastanowimy się, co robić dalej, i kto pomoże nam
w tym od strony prawnej.
Tomasz Szymborski
Kim były ofiary pacyfikacji?
Józef Czekalski (48 lat) pozostawił żonę i dorastającą córkę.
Krzysztof Giza (24 lata) przyjechał z Zamojszczyzny, zostawił matkę i
pięcioro rodzeństwa, ojciec nie żył.
Ryszard Gzik (35 lat) mieszkał z rodziną w Katowicach. Osierocił 11-letnią
córkę - Agnieszkę.
Bogusław Kopczak (28 lat) mieszkał blisko kopalni. Kiedy zginął, jego córka
Kasia miała półtora roku.
Zbigniew Wilk (30 lat) miał dwoje małych dzieci, trzyletniego Marcina i
pięcioletnią Magdę.
Andrzej Pełka (20 lat) był z zawodu cieślą. Pochodził ze wsi Niedośpielin
(Piotrków Trybunalski), miał dwóch młodszych braci.
Joachim Gnida (28 lat) walczył ze śmiercią w szpitalu do 2 stycznia 1982 r.
Pochodził z Tychów. Żona z córką wkrótce potem wyjechały z kraju do Niemiec.
Jan Stawisiński (21 lat) miał dwie młodsze siostry.
Zenon Zając (22 lata) pozostawił rodzinę we wsi Cegielsko w Wielkopolsce,
miał pięcioro rodzeństwa.